Polacy w Ironman Kopenhaga.

32

IM Kopenhaga był w ten weekend najliczniej obsadzoną przez Polaków imprezą zagraniczną, bo aż 28 naszych rodaków startowało w Danii (według listy wyników), w tym jedna kobieta Joanna Kozanecka, dla której był to debiut na legendarnym dystansie Ironman. Z pewnością będzie jeszcze czas opisać same zawody z punktu widzenia organizacji, bo wiem, że wielu Polaków wybiera się do Kopenhagi w przyszłym roku, więc postaram się uczulić Was na niektóre aspekty, wskazać plusy i minusy tej imprezy. Niewątpliwie już teraz należy obalić mit, że trasa rowerowa jest szybka i płaska. Gdybym miał na szybko pokusić się o ocenę, to powiedziałbym, że jest piekielnie wietrzna – wręcz nieprzyjemna, pagórkowata, momentami wąska z kiepskim asfaltem i niebezpiecznymi zakrętami, z półotwartym ruchem samochodów. Ale o tym w kolejnym felietonie. Teraz krótko o wynikach Polaków, wśród których na uznanie z pewnością zasługuje pierwsza trójka, która „złamała” 10h z bardzo dużym i dużym zapasem, a fenomenalny wynik, jak na debiut w Ironmanie, zanotował Michał Podsiadłowski, który dla mnie osobiście jest jedną wielką zagadką –  talent jakich mało. Przygodę z triathlonem rozpoczął niedawno, nie ma żadnej, profejonalnej bazy sportowej, a wyniki jakie już teraz uzyskuje, pozwalają prognozować światowe rezultaty w przyszłości. Z pewnością „złamanie” magicznej granicy 9h leży w jego zasięgu już w przyszłym roku. Jeszcze w tym tygodniu ukaże się wywiad z Michałem. Nie znam Tomka Zemelki, nie wiem jak długo trenuje, ale wynik równie imponujący. Oto szczegółowe wyniki Polaków w IM Kopenhaga w kolejności od najlepszego wyniku. Po kliknięciu na konkretne nazwisko zostaniemy odesłani do szczegółowych wyników na stronie Ironman.com. 

 

 

Zemelka, Tomasz POL 22 69 00:59:38 04:43:11 03:27:41 09:21:27
Podsiadlowski, Michal POL 23 72 01:07:16 04:45:00 03:23:44 09:22:21
Sadrak, Michal POL 22 176 01:03:54 05:15:06 03:19:03 09:46:53
Grass, Lukasz POL 61 285 01:03:04 05:08:34 03:40:05 10:00:52
Szuder, Przemyslaw POL 86 388 01:06:33 05:11:12 03:45:13 10:13:19
Zarzecki, Andrzej POL 42 397 01:02:16 05:14:49 03:41:42 10:14:08
Lakomski, Olek POL 93 409 01:06:20 05:18:57 03:39:11 10:15:04
Janik, Przemyslaw POL 119 617 01:21:39 00:00:00 03:40:35 10:35:03
Siwirski, Robert POL 152 666 01:14:21 05:20:51 03:54:46 10:39:34
Kostecki, Krzysztof POL 137 692 00:15:55 05:32:41 03:49:06 10:41:26
Wojcieszak, Robert POL 112 947 01:10:41 05:48:02 03:48:14 10:59:40
Lotysz, Marek POL 45 1135 01:06:07 05:47:26 04:09:41 11:16:06
Lach, Tomasz POL 244 1221 01:10:45 00:00:00 04:34:06 11:22:17
Gudaniec, Radoslaw POL 64 1306 01:10:21 05:42:02 04:25:19 11:29:25
Sielimowicz, Piotr POL 267 1324 00:57:56 06:05:10 04:15:44 11:30:57
Kadzielewski, Romek POL 286 1504 01:14:39 05:49:09 04:25:39 11:46:39
Adamczak, Andrzej POL 84 1537 01:15:13 06:01:27 04:16:49 11:49:22
Cuszlag, Jakub POL 232 1720 01:22:06 06:16:50 04:17:33 12:09:15
Kozanecka, Joanna POL 45 1742 01:16:36 06:28:23 04:12:14 12:11:50
Wolinski, Sebastian POL 290 1799 01:25:46 06:37:01 04:00:47 12:16:37
Stajszczyk, Marcin POL 349 1844 01:14:28 06:14:18 04:30:39 12:22:36
Strzesniewski, Marek POL 42 2017 01:33:33 06:18:43 04:41:53 12:46:08
Pupka, Artur POL 139 2030 01:11:49 06:04:50 05:12:29 12:48:23
Zielonka, Jacek POL 371 2045 01:22:12 06:13:30 04:59:13 12:51:54
Gudowski, Robert POL 396 2165 01:43:40 06:33:23 04:44:58 13:19:08
Kampa, Pawel POL 01:06:02 05:20:47 00:00:00 00:00:00
Wronski, Piotr POL 01:30:36 07:33:48 00:00:00 00:00:00

Na liście wyników brakuje jeszcze Jakuba Gebhardta, który doskonale radził sobie niemal do połowy odcinka maratońskiego. Deptał mi po piętach, biegnąc około dwóch minut za mną. To co zrobili sędziowie, dyskwalifikując Kubę, jest dla mnie zaprzeczeniem sportu amatorskiego, idei Ironmana i walki fair play. Podczas biegu Kuba zdjął bluzę i oddał ją kibicującej na trasie żonie. Pani sędzia widząc to, bez żadnego ostrzeżenia, upomnienia, żołtej kartki, zdyskwalifikowała Kubę. Od razu przypomniała mi się gromadka draftujących harpaganów, których spotkałem na trasie rowerowej w Penalty Box. Za drafting dostali kilka minut w namiocie kar, a Kuba za odrzucenie bluzy dyskwalifikację. Nie pojmuję…

 

Powyższe wyniki opracowałem na podstawie listy wyników ze strony Ironman.com, bazując na narodowości wpisanej w odpowiednią rubrykę. Mam nadzieję, że nikogo nie pominąłem. Wkrótce szczegółowy opis organizacji zawodów. 

Podoba Ci się jak i o czym piszemy?     
Redaktor Naczelny Akademii Triathlonu. Triathlon uprawiam amatorsko od 2009 roku. Startuję głównie na dystansach Ironman 70.3 oraz Ironman. Moje rekordy życiowe to 4h 30 minut w IM 70.3 Haugesund w Norwegii i 10h w pełnym Ironmanie w Kopenhadze. Od 2016 roku jestem również redaktorem naczelnym Business Insider Polska, serwisu biznesowo-informacyjnego, który w ciągu 3 lat od pojawienia się na rynku stał się drugim najpopularniejszym serwisem biznesowym w Polsce i pierwszym z rodziny Business Insidera w Europie. Miesięcznie czyta go około 6 mln unikalnych użytkowników. W Business Insider i Onet.pl prowadzę program „Na Czasie” W latach 2001 - 2016 byłem dziennikarzem radiowym i telewizyjnym. Pracowałem m.in. w Radiu TOK FM, jako zastępca redaktor naczelnej, szef informacji, prowadzący "Poranek TOK FM”. Przez 6 lat byłem związany z TVN24, gdzie prowadziłem magazyn "Polska i Świat”. Byłem również gospodarzem takich programów jak: "Magazyn 24 godziny", "Cały ten świat", "Serwisy informacyjne". 8 listopada 2018 roku, na rynku ukazała się moja pierwsza powieść biograficzna pt.: "Najlepszy. Gdy słabość staje się siłą", która po miesiącu wskoczyła na listę bestsellerów Empiku. Do dziś sprzedano ponad 50 tysięcy egzemplarzy. Książka opowiada o losach Jerzego Górskiego - legendy polskiego triathlonu.

32 KOMENTARZE

  1. Dopiero wczoraj wróciłem z Kopenhagi.
    Hmm dla mnie było super, pewnie w dużej mierze to zasługa wyniku, który udało się w debiucie osiągnąć po 2 latach treningu i pomimo bólu pasma, które pojawiło się już niestety na 13 km, więc w perspektywie kolejnych 29… nie rokowało dobrze
    Nie byłem na innych imprezach serii WTC, ale miejsce na debiut uważam za bardzo udane, mimo tego, że jak podkreślali poprzednicy rower wcale nie był łatwy (falisty teren i konkretny wiatr, którego bałem się najbardziej, bo w Danii byłem już wcześniej przed zawodami od 2 tygodni (urlop) i dzień w dzień zmagałem się podczas treningów z wiatrem i falami, zimnem i deszczem.
    Pływanie prawie idealne komfortowo, przejrzyście. Rower dosyć wymagający, ale widoki rekompensowały trud kręcenia. Maraton z takim dopingiem- czysta przyjemność. Bufety na trasie bardzo dobrze zaopatrzone, wolontariusze super przeszkoleni, logistyka przed i po stref rewelacyjna, a najbardziej to mi się podobało jak rower ode mnie zabierali. Czułem się jak profi
    Były niedociągnięcia jak w T1, przybierałem się na zewnątrz, bo w namiocie nie było miejsca, strefa finiszera z mizernym jedzeniem jak po takim wysiłku (nawet makaronu bez smaku), Ilość toalet w strefie i na punktach odżywczych, no i rozdanie nagród myślałem, że to będzie prawdziwy bankiet i nawet kupiłem żonie rok temu wejściówkę (liczyłem po cichu, że uda się skończyć), a tu zong nie chcieli nawet nas wpuścić, bo za dużo ludzi było już w sali, którą wynajęli na max 200, 300 osób. licząc chyba, że niewiele osób się pojawi. Siłą się musiałem dostać, ale się w końcu udało i nawet dzieciaki przemyciłem.
    Fajnie było Was spotkać na tej imprezie no i dziękuję za gorący doping wszystkim a oczywiście przede wszystkich mojej Magdzie i dzieciom, którzy mocno się starali.
    A logo Mdot hmm no ma coś magicznego w sobie… co przyciąga, więc do zobaczenia na kolejnych zawodach.
    PS. Michał to cyborg, Przemek, ładna poprawa wyniku z przed roku, Łukasz ach no tych 52 sekund to i mi nawet szkoda, tak jak dyskwalifikacji Jakuba.

  2. Michał – przede wszystkim gratulacje fantastycznego wyniku, zwłaszcza w debiucie!! 🙂

    Trafiłeś w sedno z tym produktem marketingowym. W zeszłym roku byłem zapisany na Challenge Copenhagen bo odpowiadała mi lokalizacja i dopiero bodajże w czerwcu WTC ich kupiło i okazało się że startuje w Ironmanie. Byłem jedynym Polakiem. W tym roku od początku było wiadomo że to impreza pod szyldem WTC i było nas 31. Łącznie uczestników przybyło prawie 2x. Czyli magia M Dot logo działa. I żeby nie było – na mnie też – puściłem w sklepie sporo kasy i piszę tego posta w bluzie z wielkim logo. I z jednej strony pukam się w czoło że daję się w to wkręcić ale z drugiej jakoś ciężko się oprzeć. Genialny biznes…

  3. Dzięki Przemo. Pytałem się o te inne sposoby, bo śledząc relacje z Kona, czy wyniki wyraźnie widać, że startuje tam wiele osób o dość „kiepskich” wynikach, dlatego pomyślałem, że muszą być inne sposoby. Ta loteria przy ukończonych 12 Ironmanach to też jakaś masakra. No nic, są inne miejsca o równie niepowtarzalnych okolicznościach przyrody.

  4. To był mój debiut, zarówno na pełnym dystansie, jak i w imprezie spod znaku IM, co mogło sprawić, że wielu niedociągnięć nie dostrzegłem lub nawet nie chciałem widzieć. Dopiero komentarze po imprezie, w tym na AT, trochę otworzyły mi oczy. Ale nie przesadzałbym z tą krytyką.

    Na pewno największe zastrzeżenia można mieć do trasy rowerowej. Tego, że trasa nie jest tak szybka jak zapewnia organizator można było się spodziewać. Wystarczyło sprawdzić opady i wiatr w tym okresie przez kilka ostatnich lat lub po prostu przeczytać u Przemka, który startował przed rokiem. Niespodzianką było natomiast kilka niebezpiecznych miejsc. Momentami było zbyt wąsko, co mogło powodować konieczność przekroczenia osi jezdni (wraca temat kar), a znalazło się także kilka słabo oznaczonych i niesprzątniętych zakrętów.

    Draftingu wiele nie widziałem, a jeśli już, to najczęściej były to pojedyncze przypadki po 2-3 zawodników. Większych grup nie widziałem. Pracę sędziów na pewno dało się zauważyć.

    Niedociągnięcia z części kolarskiej rekompensowała natomiast trasa biegowa, która była wypchana kibicami po brzegi. Fantastyczna sprawa.

    Strefa finishera? Oczywiście wszystko zależy od potrzeb. Mnie akurat zabrakło piwa:)

    A że IM to produkt marketingowy? Przecież z tego zdaje sobie sprawę większość z nas decydując się na taką imprezę zamiast Borówna, Malborka czy Wolsztyna. Ponadto mając świadomość tego, że IM to balon napompowany do granic możliwości i tak wielu z nas idzie do Ironman store po koszulkę, czapkę i wiele innych gadżetów.

  5. Pavlo, jest inna droga – Ironman Legacy Program – jak ukończysz 12 ironmanów możesz wziąść udział w loterii i wygrać slota na Hawaje 🙂 Ale chyba nie o to chodzi, to ma być spełnienie marzeń i cel dla miesięcy ciężkiej pracy i wyrzeczeń. Trzeba po prostu wykręcić 9:15 (dla kategorii M35-39 czyli mojej) i mniej więcej na każdej szybkiej trasie w Europie (kalmar,klagenfurt,farnkfurt i kopenhaga) daje to slota.

    Panowie – nie dramatyzujmy też tak z tą organizacją. Były niedociągniecia – zwłaszcza ten namiot w T1 i dyskwalifikacja jednego z Polaków ale umówmy się że wiele elementów było absolutnie na najwyższym poziomie. W Poznaniu zdyswalifikowali Macce, więc my też potrafimy a drafting na trasie trasie był okazjonalny w porównaniu z HTG. Bufety mega dobre, zwłaszcza zachowanie/przeszkolenie wolontariuszy. Dodatkowo logistyka całego eventu jest bardzo prosta do ogarnięcia. Sorry ale dla mnie Kalmar kompletnie odpada – mam 2 małych dzieci i zachęcam śmiałków do przeprawy nimi samochodem do Gdanska, opanowanie ich na promie a potem start w IM. Dzięki. Natomiast tutaj lot z Warszawy ok.; 1h, 15 min metrem do miasta i wszystko w zasięgu ręki. Kopenhaga ma po prostu jako IM wady i zalety i trzeba być ich świadomym.

  6. Ha! Byłem, widziałem… i nie mogłem wyjść ze zdziwienia – i tego pozytywnego i tego negatywnego. Ale ukończyłem, pierwszy raz, bez wcześniejszego przetarcia na maratonie, z wybiegami długimi maksymalnie 20km. Moim porównaniem jest Poznań czy Sieraków, gdzie pomimo pewnych niedociągnięć …. organizacja – zupełnie nieporównywalna. A mimo tego – myślę, że lepszego miejsca na debiut – wymyślić nie mogłem.

  7. Ja mam pytanie w kwestii slotów na Kona? Nie ukrywam, że w perspektywie kilku następnych lat, pewnie jak większość z was, marzył mi się start na Hawajach. Wiedziałem, że na takich zawodach jak w Kopenhadze zdobywa się sloty na te mistrzostwa, ale jak teraz bliżej się zainteresowałem, i dotarło do mnie, że choćby w mojej kategorii wiekowej przewidziano sloty tylko dla 6 najlepszych??!! Rany boskie, przecież to niemożliwe! Pytanie do bardziej zorientowanych niż ja – są jakieś inne możliwości uzyskania tych slotów?

  8. Może to specyfika dane kraju, który organizuje IM. Tydzień wcześniej brałem udział w IM Kalmar w Szwecji i organizacyjnie nie ma się do czego przyczepić. Dla mnie rewelacja pod każdym względem. Kibice na całej trasie urządzali sobie pikniki rodzinne. W strefie finiszera każdy miał swojego opiekuna (wolontariusza), który opiekował się zawodnikiem, oprowadzał go po całej strefie i pokazywał co gdzie się znajduje, prysznice, ciepły posiłek, namiot medyczny, masaże i etc. Opiekun dopiero po upewnieniu się, że zawodnik dobrze się czuje i ma wszystko zapewnione, zostawiał go samego w strefie. Z tego co pamiętam to Łukasz też brałeś udział w Kalmar, wtedy z twojego felietonu wyczytałem, że bardzo polecasz. Tym bardziej że z Polski to naprawdę blisko, płyniemy promem do Kalskrony, a z stamtąd mamy już tylko około 80 km do Kalmar. Naprawdę polecam te zawody trasa jest płaska, ale też wietrzna, a przejazd na wyspę mostem niezapomniane przeżycie.
    Pozdrawiam wszystkich Ironmanów

  9. Ale jak widać, na świecie jest tylu triathlonistów, że żadne wpadki organizacyjne nie zatrzymają tego:
    Komunikat organizatorów sprzed kilkunastu minut:
    Less than 300 slots left for KMD IRONMAN Copenhagen 2015 – be sure to claim your place before they are sold out.

    Zapisy na przyszły rok kończą się szybciej niż się zaczęły 🙂

  10. Tomasz – myślę, że wszystko zależy od organizatora. W tym roku startowałem również na Majorce pod szyldem IM na połówce. było jak w bajce. Wszystko na super poziomie….no może oprócz krótkiego odcinka rowerowego z kiepskim asfaltem. Na dzisiaj wieczór przewidziałem felieton o sędziowaniu, a o organizacji napiszę w kolejnych dniach jeszcze w tym tygodniu. Organizacja w Kopenhadze pozostawiała wiele do życzenia. Za tak wysokie wpisowe strefa mety, T1, pasta party powinno być urządzone na najwyższym poziomie. Niektóre decyzje nie wymagały wielkich kosztów, a jedynie inicjatywy, przewidzenia rozwoju wypadków i dlatego nie rozumiem, co się stało. O tym, że będzie potwornie zimno i deszczowo wiedzieliśmy wszyscy od kilku dni, więc tym bardziej dziwi mnie ten malutki namiocik w T1 i brak ciepłego posiłku czy napoju w strefie mety….bo ciepłego mięsa nie uważam za posiłek regeneracyjny dla triathlonisty, który odstawił lub ograniczył mięcho 🙂

    Ale zanim powstanie felieton o organizacji, to jedną rzecz trzeba podkreślić – kibice na trasie maratonu. Tysiące. Nieprawdopodobny doping. Nigdy nie startowałem w imprezie, która miałaby lepszy doping na trasie biegowej – ilościowo i jakościowo! To była prawdziwa przyjemność i chyba nie było „pustego kilometra, nigdzie nie biegło się w samotności.

  11. Wszystkim startującym serdecznie gratuluję !
    Przyznam się szczerze, że jak czytam o tych wszystkich ułomnościach imprez (coś tam w strefie, nie za dobra trasa rowerowa, trudne do zrozumienia decyzje sędziów, strefa finiszera do bani …) za całkiem nie małe pieniądze z „super certyfikowanym znaczkiem”, to mam coraz większe wątpliwości czy to aby nie są dobrze zapakowane produkty marketingowe. Czy przy tak dużych budżetach trudno uszanować wysiłek nas startujących i zadbać o wszystkie szczegóły ? Dodatkowo jak czytam, że kiedyś to było lepiej (wpis Przemka, który startował rok wcześniej), to tym bardziej dochodzę do wniosku, że świat schodzi na psy, bo jak przy większych budżetach, większym doświadczeniu można popełniać więcej błędów, chyba że się maksymalizuje zyski. No cóż, życie …

  12. Łukasz, no tak – to była całkowita porażka. Być może w zeszłym roku już był ścisk ale 35-39 startowało w zeszłym roku o 7:15 zaraz po Pro i Kobietach – więc relatywnie niewiele ludzi było na trasie przede mną. Teraz przed nami byli głównie wolniejsi zawodnicy i oni wszyscy wychodzili z wody mniej więcej razem z nami. Ty wyszedłeś z wody jakieś 3 minuty przede mną – ja miałem w ogóle problem żeby przez ten namiot przejść, nie było mowy żeby tam miejsce znaleźć – przeciskałem się chyba minutę, zgubiłem po drodze okularki 🙁 i rozbiłem „obóz” poza namiotem na końcu. Ja zostałem w mokrym trisuicie, włożyłem na niego tylko kamizelkę plus rękawki i nie było źle. Ale włożenie rękawków na mokre ręce łatwe nie było 😉

  13. Przemo, namiot w T1 to dla mnie niezrozumiała decyzja organizatorów – skąd taka błędna decyzja o tak małym namiocie?! Kiedy wpadłem do T1 miałem przed sobą tłum nagich facetów trzęsących się z zimna, kilkanaście osób szukających miejsca, gdzie można się przebrać, wielu nie wytrzymywało i do naga rozbierało się z pianki na zewnątrz. Tu trzeba wytłumaczyć, dlaczego do naga? Było okropnie zimno i większość zawodników płynęła w kąpielówkach pod pianką, aby w T1 założyć suche rzeczy na rower. Ale namiot był tak mały, że panował okropny ścisk. Pierwszy raz coś takiego przeżyłem na zawodach Ironman. Zwykle dbano o naprawdę duże i szerokie namioty.

    Arek – własnie siadam do pierwszego felietonu, ale będzie to na początek kontrowersyjny tekst o kontrowersyjnym sędziowaniu, zasadach, przepisach, itp. Myślę, że trzeba dolać oliwy do ognia i rozpocząć dyskusję z polskimi organizatorami i faktem nieegzekwowania w Polsce przepisów na zawodach. Przypadek Kuby w Kopenhadze, dyskwalifikacji za oddanie bluzy na trasie, to przykład ekstremalny. Wielu się z tą decyzją nie zgadza, ale znam takich, którzy mówią, że dobrze się stało. tekst jeszcze dziś wieczorem.

  14. Wszystkim Żelaznym wyrazy szacunku i uznania! Teraz wypatrujemy waszych felietonów, wpisów na blogu! Tak abyśmy mogli przeżyć to z Wami….. 🙂

  15. No niestety jedzeniem na mecie się nie popisali – w zeszłym roku było o wiele lepsze, była gorąca zupa, etc… Fatalnie też wyglądało T1 – wyszedłem w jakimś wielkim tłumie i nie mogłem się fizycznie przebić przez ten wąziutki namiocik – taki sam co rok wcześniej tyle że ludzi 2x tyle. W efekcie spędziłem w T1 aż 6 minut….
    Kto czytał moją relację z zeszłego roku ten nie mógł się spodziewać szybkiej i łatwej trasy rowerowej, nie wiem skąd to wyobrażenie było. Zresztą tych których spotkałem w sobote w Athletes Lounge lojalnie o tym uprzedzałem 🙂 Żołądek i wiatr nie pozwoliły na 9:5x ale i tak 25 minut progres jest 🙂 Fajnie było!

  16. Jacek!! Wielkie dzieki! Doceniam bardzo twoja pomoc. Zaskoczyles mnie na trasie 🙂 super sie bieglo razem te kilkadziesiąt metrów. Dzięki temu nie myslalem o bólu. Jeszcze raz wielkie dzieki! A co do trasy rowerowej to dla mnie byla ciezka. Organizacja w strefie mety niestety daleka od standardów, zimny makaron prosto z lodówki, ten którego nie zjedzono dzień wcześniej na pseudo pasta party (tez zimny), to tylko jeden z wielu przykladów, ale o organizacji napiszę felieton. 🙂

  17. chociaż był to dla mnie pierwszy IM i jestem kompletnym amatorem… dorzucę pare zdań…
    Pływanie bardzo szybkie, pomimo zgubionych (zdartych przez kompana) okularków (coś mnie tchnęło żeby zabrać drugie pod piankę i się przydały).
    Trasa rowerowa była przede wszystkim wietrzna, zimna i pofałdowana… a ten moment gdzie był jakiś kilometr lekko pod górę po bruku rozwalał psyche. Modliłem się o słońce, które tak przeklinałem (oczywiście dopiero na biegu) w Suszu i Poznaniu.
    Bieg niesamowity pod względem dopingu i publiczności, bruk momentami dawał się we znaki.
    Zauważyłem p. Łukasza jak mnie mijał przy swojej (chyba) trzeciej pętli, strasznie narzekał na kurcze… Przypomniałem sobie że mam jeszcze kilka salt sticków więc poleciałem za nim, mam nadzieję że przyniosły przynajmniej mentalną ulgę…
    Jeżeli chodzi o organizację, to brakowało mi w strefie mety ciepłego napoju, przy takiej temperaturze marzyłem o ciepłej herbacie.

  18. chociaż był to dla mnie pierwszy IM i jestem kompletnym amatorem… dorzucę pare zdań…
    Pływanie bardzo szybkie, pomimo zgubionych (zdartych przez kompana) okularków (coś mnie tchnęło żeby zabrać drugie pod piankę i się przydały).
    Trasa rowerowa była przede wszystkim wietrzna, zimna i pofałdowana… a ten moment gdzie był jakiś kilometr lekko pod górę po bruku rozwalał psyche. Modliłem się o słońce, które tak przeklinałem (oczywiście dopiero na biegu) w Suszu i Poznaniu.
    Bieg niesamowity pod względem dopingu i publiczności, bruk momentami dawał się we znaki.
    Zauważyłem p. Łukasza jak mnie mijał przy swojej (chyba) trzeciej pętli, strasznie narzekał na kurcze… Przypomniałem sobie że mam jeszcze kilka salt sticków więc poleciałem za nim, mam nadzieję że przyniosły przynajmniej mentalną ulgę…
    Jeżeli chodzi o organizację, to brakowało mi w strefie mety ciepłego napoju, przy takiej temperaturze marzyłem o ciepłej herbacie.

  19. Przyznam szczerze, ze nie jestem w stanie zrozumiec interpretacji sedziow w Kopenhadze -teoretycznie prostych zasad, jakie obowiazuja w triathlonie. Z jednej strony zdyskwalifikowany za nic Kuba, z drugiej strony bylem swiadkiem, jak dwoch panow ubranych w takie same koszuki (pewnie z jednego teamu) jechali kolo przy kole, najpierw mnie wyprzedzili, potemm w odleglosci kilku metrow za nimi padazal sedzia na motorze. Po kilkuset metrach sedzia, jakdyby nigdy nic wyprzedzil przyspawana dwojke i pojechal dalej.
    Gdzie tu jest sprawiedliwosc???

  20. @Piórnik – kolega Kosa może i zrobił pływanie w 15 minut, ale za to w T1 spędził ponad godzinę!!! To jest dopiero oszałamiający wynik ;)))

  21. Żal 🙂 pewnie, ze żal… Może nie tych 52 sek, ale 20 minut, ktore przepadly na maratonie. Niestety kurcze mieśniowe były nie do zniesienia. Od 22km do samej mety. Nie wiem, co zawiodlo. A w strefach robilem, co mogłem, chyba się nie dało :))

  22. Gratulacje dla wszystkich uczestników. Warto też wspomnieć o zawodach IM w Kalmar, które odbyły się tydzień wcześniej (16.08) i nasz kraj też reprezentowała liczna grupa Polaków około 26 osób
    PS.
    Panie Łukaszu chyba żal tych 52 sekund to złamania 10 godzin. Nie można było urwać np na zmianie tej minuty.
    Pozdrawiam

  23. Oczywiście gratulacje! Ale słusznie ktoś napisał, jaka perełka mignęła w Polsce niezauważona – Paweł Czajkowski, to człowiek trenujący 3 lata, bez trenera i bez pulsometru, który debiutuje na 9:11, a tymczasem Polacy jak zwykle patrzą na Zachód 😉

  24. Good job czy jak podaje tłumacz googla: godt stykke arbejde!
    Gratulacje dla Joanny i męskiej reprezentacji Polski, zwłaszcza AT Team’owców. Spełniliście swoje marzenia, a nam daliście kilka emocjonujących chwil w trakcie śledzenia waszych poczynań. Gratuluacje!

  25. Joanno i Panowie gratulacje. Macie to co wielu triathlonistów wciąż Wam zazdrości. Jesteście ludźmi z żelaza!!! Kuba odkujemy się jeszcze w tym sezonie brachu!!

  26. Gratuluję ukończenia i poprawy wyników. Wielka sprawa. Czekam na felietony i relacje Łukasza, Marcina i profesora Artura z imprezy. Oczywiście jak ochłoniecie.

  27. Wielkie Gratulacje, za wyniki a największe za ukończenie dystansu, im trudniej skoczyć tym większy szacun, brawo, brawo

  28. Gratuluję startującym i wspaniałych wyników na mecie! U Ciebie Łukasz i u Profesora ponad godzinny progres – wow! Marcin – piękny debiut! Szacunek i podziw z mojej strony, ale żal tego co zrobili z Kubą – trzymaj się chłopie! Dla mnie i tak jesteś wielki a postęp jaki zrobiłeś od naszych wspólnych treningów na Majorce jest niesamowity!!! Pozdrawiam 🙂

  29. Gratulując wszystkim dobrych wyników i ukończenia pełnego IM w Kopenhadze chciałbym podkreślić świetny wyniki uzyskany 16 sierpnia w Wolsztynie przez Pawła Czajkowskiego, który jest zawodnikiem ważącym dobrze ponad 80kilogramów.

    1 20 CZAJKOWSKI PAWEŁ POL 81M30/1 M / 1 01:08:16 / 14 00:02:07 / 10 04:41:06 / 2 00:02:05 / 2 03:17:46 / 5 09:11:20 00:00:00

    PS. Gratulacje dla Ojca Dyrektora, którego wyprzedziłem kilka sekund na półmaratonie warszawskim w 2011 roku, a teraz wynik 3h40m ze skurczami przez połowę maratonu. Duży szacunek !!
    Pozdrawiam

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here