Port of Tauranga Half 2016 – treningowe połówka i życiówka

6
8

Jako przygotowanie pod Challenge Wanaka i Ironman w Nowej Zelandii zdecydowałem się wziąć udział w jednym z większych lokalnych wyścigów na dystansie pół ironman – Port of Tauranga. Cel był prosty – przycisnąć mocno na rowerze, utrzymać spokojne tempo (nie za szybko) przez pierwsze kilka kilometrów biegu i nie martwić się niczym więcej. Zadziałało!

Skoro zawody czysto treningowe to i przygotowanie musi być odpowiednie – w sensie zero przygotowania. Zrobiłem łącznie 9 godzin treningu między poniedziałkiem a piątkiem, z czego dwie sesje były dość ciężkie (FTP na rowerze i podbiegi). Dzięki temu czułem się dość zmęczony w sobotę rano – zgodnie z planem.

Cały piątek lało i wiało do tego stopnia, że zdecydowałem się nie zostawiać roweru w strefie zmian na noc, z obawy przed uszkodzeniami napędu i ramy (wszystko musi być z włókna :D), ale pod warunkiem dostarczenia roweru przed 4:30 rano. Spoko, wyśpię się kiedy indziej. Na szczęście w sobotę pogoda dopisała najlepiej jak to chyba możliwe – słońce, ciepło i trochę wiatru podczas roweru.

Dotarłem do strefy zmian jako jeden z pierwszych zawodników, zupełnie niepotrzebnie, bo ta 4:30 to tak umownie sobie rzucili i można było wbić się z rowerem nawet po 5. No super. Nie mam ostatnimi czasy za wiele do roboty przy rowerze – buty na gumkach recepturkach, skarpetki w butach do biegania, okulary na skarpetkach, żel i czapka z daszkiem obok. Ogólnie nuda i czekanie na start.

Pływanie

Krótka rozgrzewka i już czekałem na swoją kolej, zupełnie bez nastroju wyścigowego, ot kolejna sobota, trochę więcej ludzi dookoła i w sumie tyle różnicy. Pływanie można określić w jeden sposób – nuda. Brak prądów, niewielkie fale, nie wydarzyło się tam nic ciekawego. Szczerze mówiąc moja w tym wina, bo nie pływam wystarczająco dużo i przez to czasy mam zupełnie losowe, czasem 33 minuty, czasem pod 40, zupełnie bez znaczenia czy próbuję cisnąć czy nie. Dlatego tym razem płynąłem sobie na spokojnie z jedyną myślą w głowie – byle do roweru.

Niespodziewanie wybiegłem z wody po 34 minutach, szybka zmiana i już byłem na rowerze.

Rower

Początek trasy (2 razy tam i z powrotem) jest po lokalnej ulicy z dużą ilością progów zwalniających, więc nie ma jak za bardzo tego jechać w dobrym rytmie, ale po kilku minutach już byłem w swoim żywiole. Na jednym z progów zgubiłem butelkę, na szczęście z wodą a nie jedzeniem, więc luz.

Na tyle ogarniam cyferki, że wiem, że jak się kręci około 230 watów i jedzie ponad 42km na godzinę to musi dobrze wiać w plecy, co oznacza, że powrót będzie wesoły. Widać to dokładnie na wykresie – zielona linia to prędkość, różowa to moc.

Przez pierwsze 70 km szło całkiem dobrze, na ostatnich 20 trochę osłabłem (nie wiem czy przez zbyt mocny początek czy przez ogólne zmęczenie), ale mimo tego rower ukończyłem ze średnią mocą 232 watów – 10 więcej niż w Taupo kilka tygodni wcześniej.

Samopoczucie na rowerze było ok – dół pleców nie doskwierał, za to pojawił się ból między łopatkami i sztywny kark. Trochę siłowni i powinno być lepiej.

Mógłbym popracować nad zmiennością mocy (Variability Index) – 1.03 to niewiele, ale na tak płaskiej trasie powinno być lepiej.

Rower zajął mi 2 godziny i 27 minut – najszybszy czas do tej pory.
 Co do jedzenia – Clif blocks – takie niby żelki bez żelatyny, 5 porcji, około 150g węglowodanów. Do tego woda.

Dane z roweru – http://tpks.ws/MHSNk

Bieg

Gdy wybiegłem ze strefy zmian Garmin pokazał 3 godziny i 7 minut. Z obliczeń wyszło mi, że jak pobiegnę wszystkie kilometry poniżej 5:30 to wystarczy by złamać w końcu 5 godzin.

Przez pierwsze okrążenie chciałem utrzymać 5 – 5:05. Udało się przez pierwsze 6 kilometrów (choć pierwsze dwa przebiegłem lekko za szybko), po czym trasa zmieniła się z asfaltu na szlak dookoła góry a tempo spadło do 5:25. Na drugim okrążeniu przeszła mi jakakolwiek chęć na ściganie się, utrzymałem jedynie tempo wystarczające do skończenia poniżej 5 godzin. Spokojnie szedłem sobie przez strefy pomocy, pijąc colę i wodę. Dość zdrowa strategia żywieniowa – działa? Działa!

Bieg nie poszedł może tak dobrze jakbym tego chciał, 1 godzina 50 minut do dobrych czasów nie należy, ale jakoś szczególnie zawiedziony nie jestem. Co mnie zaniepokoiło to moja forma podczas biegu – dzięki Jenni, która twardo kibicowała i nagrywała mnie za każdym razem gdy byłem w pobliżu, mam bardzo ładnie pokazane jak bardzo nieładnie biegnę. Co gorsze – przeważnie jestem w stanie wyłapać gdy forma siada, ale tym razem jakoś mi to umknęło całkowicie. No nic – więcej treningów technicznych i długich biegów i powinno być lepiej.

Dane z biegu – http://tpks.ws/uGXyv

Resztę dnia spędziłem na luzie – dobre jedzenie, rozdanie nagród i więcej dobrego jedzenia.

Podsumowanie

Ze startu jestem zadowolony – udało się zrobić życiówkę na treningowych zawodach, do tego życiówka także na rowerze. Ale nie czarujmy się, nie wszystko poszło tak jak powinno. Pływanie to loteria a forma podczas biegu to jakaś masakra. Jest jednak czas by to wszystko naprostować przed Wanaka.

W tym tygodniu luźne treningi w tlenie, trzeba się przygotować do obozu w przyszłym tygodniu.

Do następnego!

6 KOMENTARZE

  1. Łukasz – oczywiście masz rację i gdybym chciał jechać na konkretny czas to rozłożyłbym siły inaczej. Ale właśnie – to były zawody treningowo / testowe nie zależało mi na czasie (to, że się udało złamać 5 minut to bonus) tylko taki był plan – pojechać rower za szybko właśnie po to by przebiec połówkę na mocnym zmęczeniu. Zrobione z pełną świadomością faktu, że jest za mocno i bieg będzie zły. Dlaczego? By właśnie zobaczyć jak ten zły bieg będzie wyglądał i ile to jest ‚za mocno’. I bieg wyglądał tak, że nie potrafiłem utrzymać poprawnej formy biegowej, więc na tym się trochę bardziej skupię w nadchodzących kilku tygodniach. Pod koniec lutego dwa starty na pełnym dystansie, po to właśnie takie testy.

  2. Paweł gdybyś zrobił rower o 4 minuty wolniejszy to byś pobiegło o 8 minut szybciej takie jest moje zdanie, bo jazda na max to trochę plan kamikadze i na 100% nikt nie pobiegnie po zajechaniu nóg na rowerze bo jest to fizycznie nie możliwe. Dlatego triathlon to umiejętność rozkładania sił ale komu ja to w końcu tłumaczę.

  3. Łukasz – taki był plan – zajechać się na rowerze i zobaczyć jak pójdzie bieg. W sumie to prawie poszedł (raczej nie pobiegł :p)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here