Przekleństwo taperingu, czyli ileż można siedzieć i nic nie robić?!

16
61

Do Gdyni zostało 9 dni. Niby mało, ale to są te najgorsze dni. Dni, w których ciągnie cię na trening w takiej objętości i intensywności jak zwykle, a w planie… wolne. Albo rozruch. Albo co najgorsze tylko basen! O odpuszczeniu przed startem chciałbym kilka słów. Dla mnie jest to trudny okres. Nie mówię o nadmiernej ilości wolnego czasu, ten zawsze można zagospodarować – albo a’la Dziadek the Winner Cichecki, nosząc płytki chodnikowe, albo po prostu czytając książki. Przypominam wszem i wobec, że ja, mając dorosłe dzieci, nie muszę w okresie taperingu przypominać się: „To ja wasz tata, nie idę dzisiaj na trening – pobawcie się ze mną”. Wolny czas nie jest… problemem. Najgorsze jest to, co dzieje się z głową w trakcie tego czasu. Czy aby na pewno wytrenowałem się wystarczająco? A może by to jakoś sprawdzić? Wprawdzie w planie mam odpoczynek, ale jakby tak 1km – tylko 1km – polecieć na maksa i zobaczyć, jak się czuję? A może na basenie zamiast 4×50 polecieć 1×200, i sprawdzić czucie wody? Rower! Rower będzie lepszy – tutaj przecież aparat ruchu jest najmniej obciążony, więc zobaczmy, ile ukręcę w mini teście 2 x 3’? Przecież szybko się zregeneruję. 

mkon czytelnia

Kusi jak cholera… No bo przecież jakieś pobudzenie przed startem musi być. Inaczej człowiek się zadusi. Inna kwestia – usprawnienia i eksperymenty. Więcej czasu, więc więcej bodźców z zewnątrz. Ten zachwala bidon aero – przecież walka idzie o sekundy,  może zmienię swój, jeszcze zdążę zakupić. Drugi z kolei zachwala super żele – może warto w nie zainwestować? W końcu to jeden z kluczowych startów w sezonie. A może joga? Wprawdzie jej nie próbowałem, ale po każdej sesji jest się rozciągniętym niemalże jak guma od majtek. O jedzeniu i wynalazkach dających kopa energetycznego nawet nie warto wspominać.

I żeby nie było! Mam taką jazdę przed każdymi ważnymi zawodami, bo tylko przed tymi mam tzw. okres przedstartowy. Dlatego najbardziej lubię starty z tzw. marszu. Tak było w tym roku np. w Nieporęcie. A jak będzie po Gdyni? Jak będzie słabo to namówię Tomka, aby start w Zell am See był też w ciągu, z treningu. Bo ewidentnie tapering mi nie służy 😉

Mój przepis na ostatni tydzień przed Gdynią:

Pon – wolne – w ramach tego dnia sok z buraka i stek, no i koniecznie masaż

Wt – wątróbka i jakiś tam trening ☺

Śr – sok z buraka i stek. Masaż po treningu

Czw – wątróbka i ostatni akcent pobudzający (biegowy)

Pt – stek i masaż rozciągający, wyjazd na zawody (rano jakiś trening)

Sb – kibicowanie na sprincie oraz pływanie w morzu, rozruch

Nd – start

16 KOMENTARZE

  1. Dzięki. Skróciłem rower z 80km na 60 i dołożyłem 7km biegu. Wyszła całkiem fajna zakładka w proporcji 2/3 i 1/3 dystansu docelowego. Pozostaje teraz niedziela w ogródku :-).

  2. Wszystko fajnie tyle, że z mojej kalkulacji „na zimno” wyszło, że łatwiej mi będzie zmierzyć się z ciężkimi treningami w tym tygodniu niż z…. wątróbką i burakami 🙂
    Faktycznie życie to sztuka wyborów! DO ZOBACZENIA W GDYNI!!

  3. Ja dzisiaj w ramach zajęć dodatkowych 5 godzin na spływ kajakowy a potem 25 km wybierania, ale spokojnie. Fakt z kajaków wracałem biegiem. A jutro tylko basen i rower tak z 90 minut

  4. a jutro 20km po Polanie Jakuszyckiej a po południu basen. a może odwrotnie??? A z rańca będę wolontariuszował i kibicował startującym w półmaratonie w ramach PZU Maratonu Karkonoskiego!

  5. No właśnie, a co jutro robicie Panowie? Długie wyjeżdzenie i krótki bieg? Pytam, bo w końcu i poniekąd, za tydzień i ja się będę ścigał z Mkonem 😉

  6. No właśnie, a co jutro robicie Panowie? Długie wyjeżdzenie i krótki bieg? Pytam, bo w końcu i poniekąd, za tydzień i ja się będę ściagał z Mkonem 😉

  7. Ufff na szczęście nie mam takich rozterek, prosty umysł, zeby nie powiedzieć prymitywny mam;)) na moje szczęście nie mam tez konta na tzw fejsie i nie podlegam wpływom i podszeptom;) jeszcze tylko mocne treningi w weekend a potem z górki nie trzeba sie męczyć na treningu łapać powietrze uszami biegnąc z hr 160 po prostu sam miód;) sprawdzać formę? Nie cierpię tego tak jak nigdy przed żądnym egzaminem nie robiłem sobie sprawdzianów, a po co ja sie mam stresować, ze nie jest najlepiej;) a na zawodach idę w trupa bez kalkulacji na maksa aż nogi spuchną i mózg sie zagotuje i wtedy sie okaże co sie udało wytrenować… Artur mnie przekonał;))))) a jak mkon zje 3 steki to ja 5 i to z kością;)))

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here