brett sutton
Home Aktualności Publicystyka Kto ma "łatwiej"? Amatorzy czy "Prosi"? - Brett Sutton

Kto ma "łatwiej"? Amatorzy czy "Prosi"? - Brett Sutton

poniedziałek, 04 maja 2015 Napisane przez  Brett Sutton

Trening na Gran Canaria Trening na Gran Canaria Rob Holden

Jednym z dylematów i problemów w triathlonie,wynikającym z faktu, że jest to bardzo czasochłonne hobby, jest umiejętność dopasowania treningu do pozostałych aspektów naszego życia: szkoły, rodziny, pracy i przyjaciół, czyli tego wszystkiego, co definiuje nas poza sportem. Od kiedy zaczęliśmy trenować amatorów triathlonu, znalezienie równowagi pomiędzy sportem a pozostałymi sferami życia, poukładanie wszystkiego w odpowiedni sposób, było dla nas wyzwaniem, gdyż od tego zależy sukces naszych klientów na wszystkich, ważnych dla nich obszarach, w tym w triathlonie. Choć przez ostatnich sześć miesięcy słyszałem wielu amatorów narzekających, że "prosi" mają lepiej, bo tylko trenują i nie martwią się o nic innego, to muszę podkreślić, że chociaż bez wątpienia taki układ ułatwia sprawę, to jednak nie zawsze daje przewagę, o jakiej myślisz. Obserwowałem, jak powrót Nicoli Spirig  na studia tuż po Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie przyczynił się do zdobycia przez nią złotego medalu w Londynie. Wcześniej również Bob Babbitt podniósł ten problem w kontekście odradzającej się Danieli Ryf. Dani wzięła przykład z Nicoli, wróciła do szkoły, co ogromnie pomogło jej  w powrocie do swojej najlepszej formy. Kiedy mamy do czynienia z osobami o wysokich aspiracjach intelektualnych, czyste skupienie się na treningu fizycznym bez stymulacji mentalnej bez wątpienia nie przyczyni się do niczego dobrego.


Dociekliwe umysły nie siedzą spokojnie, ale analizują każdy aspekt sportu jaki uprawiają. Często w stopniu, który zamiast pomagać - przeszkadza. Jeden z ostatnich artykułów Chrissie Wellington o relaksacji i odpoczynku wywołał uśmiech na mojej twarzy, bo pokazał ogromną dojrzałość w podejściu do treningu, całkowicie sprzecznego z jej naturalnymi predyspozycjami (red. Chrissie Wellington jest typem zawodniczki - pracoholiczki). Rzeczywiście, Chrissie jest przykładem kogoś, kto wznosił się na wyższy poziom, kiedy odsuwał swoją uwagę od triathlonu na rzecz innych aktywności w ciągu dnia.


Na wczesnym etapie trenowania razem z naszym zespołem TeamTBB, wściekała się na mieszany "singapurski" angielski, na pisownię na naszej stronie internetowej, i brała się za jego poprawianie. Jak się później przekonaliśmy, Chrissie niczego nie robi na pół gwizdka, więc kończyło się na przepisywaniu sporej części tekstu!  To, że zaistniała wówczas na triathlonowej scenie, nie było całkowitym przypadkiem. Niedługo potem inna dobrze zapowiadająca się zawodniczka, o równie nieustępliwej postawie, dołączyła do naszego zespołu.  Honey Badger (Mary Beth Ellis) pracowała tak ciężko na treningach i poza nimi, że stało się jasne, że będzie oczywistą kandydatką do pracy na pół etatu. Odwalała kawał dobrej roboty, dbając o zawartość naszej strony internetowej i odpowiadając na wpisy, jednocześnie wygrywając ośmiokrotnie zawody Ironman.

 

Oczywistym jest, że poprawa wyników w triaithlonie zależy od wielu czynników, jednak warto zauważyć, że cztery najlepsze triahlonistki jakie znam, wykonały ogromny progres po tym, jak podjęły pracę lub wróciły na uczelnię, poświęcając minimum 4 godziny dziennie na czynności, nie związane z triathlonem. Stąd myślenie  większości amatorów, bez wątpienia pracujących dłużej niż 4 godziny dziennie, o czasach, jakie mogliby osiągać, gdyby mieli możliwość poświęcania całego dnia na trening, jest złudne. W rzeczywistości, twoje życie zawodowe i rodzinne, wpływają na twoje wyniki bardziej, niż sobie wyobrażasz. 

Brett Sutton

Brett Sutton

Jeden z najbardziej utytułowanych trenerów na świecie. Spod jego skrzydeł wyfruneły takie talenty jak aktualna złota medalistka Igrzysk Olimpijskich Nicola Spirig (na zdjęciu) i  czterokrotna mistrzyni świata Ironman Hawaii Chrissie Wellington. Brett Sutton i jego zespół od kwietnia 2015 roku współpracuje z Akademią Triathlonu. Jesteśmy jedynym oficjalnym partnerem Trisutto w Polsce. Tylko na naszej stronie możecie przeczytać felietony Bretta Suttona w języku polskim, porady i atrakcyjne oferty obozów i konsultacji triathlonowych organizowanych przez zespół australijskiego trenera.

 

Brett Sutton, nazywany przez wszystkich triathlonistów "The Doc", urodził się w 1959 roku. Jest wybitnym trenerem triathlonu, co potwierdzają wyniki jego podopiecznych:


sutto 9




Medale olimpijskie: Nicola Spirig (2012, złota medalistka), Emma Snowsill (2008, złota medalistka), Loretta Harrop (2004, srebrna medalistka), Jan Rehula (2000, brązowy medalista).


15 złotych medali zawodów z serii ITU. M.in.: Caroline Steffen (2 x Mistrzyni Świata ITU na długim dystansie), Greg Bennett (6 x Zwycięzca Pucharu Świata ITU), Tim Don (2006 Mistrz Świata serii ITU), Erika Csomor (2x Mistrz Świata ITU w duathlonie)


60 zwycięstw w zawodach Ironman 70.3

 

71 zwycięstw w zawodach IRONMAN: Przede wszystkim Chrissie Wellington (4 x Mistrzyni Świata Ironman Hawaii)

Pełna listę zawodników, którzy odnieśli sukcesu w zawodach na całym świecie znajdziecie TUTAJ. (http://trisutto.com/biography/)


Nicola Brett


21 Liczba komentarzy:

  • ^ Arkadiusz Cichecki sobota, 09 maja 2015 07:20 Umieszczone przez: Arkadiusz Cichecki

    Czasami żałuje, że pod komentarzami nie ma możliwości podobnie jak na FB kliknąć ,,lubię to".. W każdym bądź razie Marpun - lubię to!!! :-)

  • ^ Marpun sobota, 09 maja 2015 06:02 Umieszczone przez: Marpun

    My w Polsce mamy problem z tolerancja i ja to widze na kazdym kroku. Marek (Paluch) np. ma problem z triathlonistami, ktorzy uprawiaja triathlon inaczej niz on. Korzysta przy tym z dosc prostackiego, za przeproszeniem, mechanizmu logiki wykluczania. Jego zdaniem bowiem triathlon uprawiac mozna albo po amatorsku, dla fanu, albo profesjonalnie dla wynikow. Nie ma tu drogi srodka (ta jest dyskredytowana jako droga dla wypierdkow mamuta), innych odmian, stopni czy odcieni. Wszystko jest albo czarne albo biale, wlasnie wszystko jest "albo albo". Ja wole stosowac inna formule: "zarowno jak i". W naszym przypadku oznacza to, ze triathlon mozna uprawiac zarowno dla przyjemnosci jak i poprawy wlasnych wynikow, bo jedno nie wyklucza drugiego. Ot banal, kots moze rzec i ma racje, choc fakt, ze musimy o tym dyskutowac jest znamienny.
    Ja Marka nawet rozumiem, bo tez dostrzegam "syndrom nawiedzonego triathlonisty", ale poki czlowiek ten nie krzywdzi innych, nie jest to dla mnie problem. Widze jednak, ze Marek nie dysponuje rownomiernym zrozumieniem dla drugiej strony, ktora przedstawia wylacznie w kategoriach zaawansowanego niedowladu intelektualnego, tudziez alkoholickiego uzaleznienia. Otoz, poza tym ze to nie fair i ze triathlon mozna uprawiac na wiele sposobow, to nie zapominajmy ze i przyjemnosc to kwestia subiektywna. Nie ma, moim zdnaiem, nic zlego w tym, zeby sprawdzac granice wlasnych mozliwosci, stawiac sobie nowe zadania i cele, a zamiast czystego fanu, miec potem czysta satysfakcje z dobrze wykonanej, aczkolwiek nikomu niepotrzebnej roboty:)

  • ^ Marek Paluch piątek, 08 maja 2015 08:54 Umieszczone przez: Marek Paluch

    aha!!! MarekBBB - Twoim zdaniem fun jest tylko wtedy jak się uśmiechasz w czasie treningów - to rozumiem, ale jesteś nietolerancyjny - pominąłeś masochistów :)))

  • ^ MarekBBB piątek, 08 maja 2015 07:21 Umieszczone przez: MarekBBB

    @ Marek Paluch mam wrażenie, że nie rozumiesz o czym się tu pisze.

    "No nie rozumiem, co zawodowego jest w robieniu interwałów po 3:25 ??"

    Otóż NIC. I nie napisałem, że to jakiś super wynik a tym bardziej, że aspiruję do bycia pro. Te tempo to po prostu dla mnie ciężki trening, w trakcie którego nie biegam z uśmiechem na twarzy słuchając spotify od czasu do czasu odbierając telefon.

    "jak się w zawodowym tri nie biega poniżej 3 min/km to nie jest się nawet wypierdkiem mamuta. Jak ktoś to zrozumie to zakończy proces gloryfikacji swojego męczeństwa i wyczynów i nie będzie klepał kolegi po plecach mówiąc goooood job ;)"

    Tego komentował nie będę, bo nie trzeba.

  • ^ Marek Paluch piątek, 08 maja 2015 06:43 Umieszczone przez: Marek Paluch

    My się nie zmieniliśmy, ale globalny marketing tak - dziś parcie na tri, bieganie, walka z sobą o życiówki są w dużej mierze wytworem nie mającym nic wspólnego z pasją, a służącym zarabianiu pieniędzy (zapewne idących w mld $).
    To że amatorzy męczą się na treningach często to jest ok - to jest właśnie ich fun.
    Co więcej, jeżeli amator pogrążą przez to resztę swojego życia to też jest jego fun i sprawa - widocznie taki ma system wartości. Natomiast obserwowany z boku .... no cóż wygląda jak wygląda. Dla wszystkich prawie pro ... http://wiewiorpisze.blog.pl/2015/05/05/aero-nigdy-za-wiele-aero/#.VUjbT7IJySY.facebook

  • ^ Andrzej Kozlowski piątek, 08 maja 2015 02:07 Umieszczone przez: Andrzej Kozlowski

    Mark Allen (6 razy pierwszy w Kona) juz po zakonczeniu kariery, w jednym z wywiadow , zapytany czy mysli o wystatowaniu ot tak "just for fun" .
    Odpowiedzial :" No ! Race is not fun, race is hell"
    Dla mnie osobiscie caly ten triathlon to " love–hate relationship"
    A z innej perspektywy, pomyslcie. Kiedys , kiedys mielismy konie, zbroje, helmy , biala bron . Dzis . rowery, pianki, kaski i super kola . Czy zmienilismy sie ? Mysle , ze nie?
    Dlatego parafrazujac toast wznoszony przez napoleonskich szwolezerow, powiem:
    " Za nasze kobiety, za nasze rowery( konie) i za nas ktorzy je dosiadamy" ( mam na mysli tylko i wylacznie konie i rowery) ;-)

  • ^ Marek Paluch czwartek, 07 maja 2015 21:31 Umieszczone przez: Marek Paluch

    Czy się wszyscy wściekli ?? Co cena roweru ma do tego czy coś jest zabawą, czy nie ?? Znam ludzi, którzy mają jachty za bańkę, a nawet patentu żeglarza nie mają. Zabawa nie wyklucza wydatków komuś sprawia frajdę mieć fajny rower (mi sprawia) to go sobie kupuje, kobiety które ciułają na buty od Blanika też najczęściej nie są modelkami, aktorkami i nie chodzą na wybiegi - ale lubią się dobrze bawić wiedząc, że mają coś co jest fun.

  • ^ mati czwartek, 07 maja 2015 20:53 Umieszczone przez: mati

    Aha.
    Czyli nagle okazuje się że te czasówki droższe niż 70% aut na naszych drogach to tylko z wypożyczalni, albo że sami prosi przyjechali a amatorzy co się bawią startują na trekingach?

    Zawody Ironman.... no można wystartować za 200zł
    tylko dlaczego tyle na tym portalu brzydko powiem - spuszczania się na wilkie imprezy, co?
    Przecież mozna wziac skłądaka i pojechac dookoła miasta a potem się przebiec, prawda?

    Skonczcie pieprzyć głupoty panowie, bo jaka jest prawda widać na zawodach. Rowery za 10k, ciuchy za 1k, buty za 500zł, kaski za tysiaka, buty, pianki za 2 kafle itd...

    zabawa

    hah

  • ^ Marek Paluch czwartek, 07 maja 2015 20:16 Umieszczone przez: Marek Paluch

    Boże coś triathlon...... jak się czyta antytezy do mojej wypowiedzi to jedno nasuwa się stwierdzenie - alkoholika nie ma co przekonywać, że ma problem z alkoholem bo będzie przez kilka godzin utwierdzał, że go nie ma. No nie rozumiem, co zawodowego jest w robieniu interwałów po 3:25 ??? To właśnie jest to co obnaża triathloholików amatorów ciągle im się wydaje że walczą o coś ważne, a w istocie rzeczy są jakimiś sfrustrowanymi wypierdkami mamuta. Dla umęczonych interwałami po 3:25 przypominam że jak się w zawodowym tri nie biega poniżej 3 min/km to nie jest się nawet wypierdkiem mamuta. Jak ktoś to zrozumie to zakończy proces gloryfikacji swojego męczeństwa i wyczynów i nie będzie klepał kolegi po plecach mówiąc goooood job ;). Właśnie to jest różnica miedzy prof, a amatorami ci pierwsi nie chwalą się swoimi treningami, nie robią z nich celebry - oni robią wyniki. Odnosząc się do age, jak ktoś to traktuje poważnie to wie, że jest to przechowalnia dla prof którzy już nie dają rady się ścigać a trzeba żyć z reklamy na koszulce, albo kilka dolców przytulić za wygraną. Nawet w tym polskim biednym padole ze świecą szuka zawodów gdzie age wygrywa ktoś kto nie był prof.

  • ^ Tomasz Kacymirow czwartek, 07 maja 2015 16:30 Umieszczone przez: Tomasz Kacymirow

    Dla fanu kupujecie rowery za 10k? Nie kupuje(my) - o ile dobrze rozumiem to triathlon nie polega na kupowaniu rowerów za 10k ( choć w przypadku niektórych może). A jak go jednak kupię to na pewno dla fanu bo żadnej innej wartości taki rower nie ma. Tak jak Ferrari na drodze z ograniczeniem prędkości tyle że tu ograniczeniem jest wydolność traithlonisty.

    Dla fanu startujecie w zawodach za 400 eurasów + noclegi, dojazdy i cała logistyka? Nie ma takiej potrzeby. Można startować za 200 PLN a czasami nawet mniej i połączyć to z wycieczką ( dla fanu) więc za noclegi na wycieczce i tak by się płaciło.

    ALbo z przyjemności wstajecie przed 5 rano żeby zrobić basen przed pracą? W rzeczy samej jak ktoś lubi rano wstawać ( a ja lubię) to z przyjemnością.
    Bo ja chętnie bym sobie pokimał te 3h dłużej, ale lubie uczucie jak już wychodzę z basenu po 7 rano a ludzie dopiero się budzą.
    Jak sobie chcę pokimać dłużej to po prostu kimam ale ponieważ mam fan z porannego basenu na cały dzień, to rzadko mam chęć kimać dłużej.
    Wszystko powyższe jest kwestią wyboru. Jak się ma fan to się ma wybór.

  • ^ Mati czwartek, 07 maja 2015 13:21 Umieszczone przez: Mati

    Dla fanu kupujecie rowery za 10k?
    Dla fanu startujecie w zawodach za 400 eurasów + noclegi, dojazdy i cała logistyka?
    ALbo z przyjemności wstajecie przed 5 rano żeby zrobić basen przed pracą?
    Bo ja chętnie bym sobie pokimał te 3h dłużej, ale lubie uczucie jak już wychodzę z basenu po 7 rano a ludzie dopiero się budzą :)

  • ^ Tomasz Kacymirow czwartek, 07 maja 2015 11:12 Umieszczone przez: Tomasz Kacymirow

    Widać wyraźnie gdzie się podział rysuje. Ci którzy startują żeby zrobić wynik rozumiany jako rekord czasowy, trenują tak żeby ten wynik osiągnąć, kosztem braku fanu na treningach, wyrzeczeń rodziny itp. Fan mają wtedy kiedy zrobią wynik. I to jest oczywiście dla mnie o.k., nic do takiej postawy nie mam ( sprawa danej osoby, jej rodziny itd) tak długo jak nie chce mnie zabić w trakcie zawodów bo musi mieć drogę dla siebie ( bo i tacy się zdarzają)
    Ci którzy startują i trenują dla fanu i ja do nich sie zaliczam trenują tak żeby mieć fan, kosztem wyniku, wyrzeczenia się treningu jak jest rodzina, praca czy inny obowiązek albo inny fan. Oczywiście fan jest skrótem myślowym bo nie chodzi o to samo co ping pong. Nikt rozsądny nie wchodzi w triathlon dla tego typu fanu. Chodzi o inną jakość życia w bardzo wielu aspektach którą daje uprawianie triathlonu.
    Tak tylko na marginesie. Być może mistrzom w swoich kategoriach zwycięstwa rekompensują wszystko ( choc juz nie koniecznie ich rodzinom nawet jak układ jest wiedziały gały co brały i to też nie dotyczy dzieci bo nie wiedziały). Ale w innych przypadkach to już jest nie fakt ( takich faktów jak uczy historia nie ma) ale myślenie życzeniowe i wystarczy tylko życzyć aby się jednak kumuś udało że to będzie fakt.

  • ^ MarekBBB czwartek, 07 maja 2015 09:10 Umieszczone przez: MarekBBB

    @Marpun zgadzam się z Tobą absolutnie. Zawsze mnie dziwi jak ktoś mówi, że treningi to czysta przyjemność, że robi to dla fan-u. No nie wiem jak inni, ale dla mnie to żaden fan biegać 6x800 w tempie 3:25/km. Te minuty na bieżni to mega wysiłek, katorga dla ciała i umysłu. Radość przychodzi później, po treningu, jak siedze w domu wykąpnay i myślę o tym, że się udało i jest progres, To samo mam w skali makro tzn. całe przygotowania do Ironmana traktuję jako ciężko pracę okupioną wieloma wyrzeczeniami - moimi i moich bliskich. Ale później przychodzą zawody i ten czas i radość po przekreczeniu mety rekompensuje mi wszystko. Dodatko fakt, że moja rodzina jest tam ze mną i cieszy się moim szczęściem dopełnia tę radość.

    @Marek Paluch dla zabawy mógłbym trenować i startować robiąc to jak niektórzy moi koledzy. Tylko po to aby ukończyć. Nie mam nic przeciwko takiemu podejściu, ale osobiście jak coś robię to nigdy na pół gwizdka. Jasne, trzeba umieć zachować proporcje (balans) ale mimo wszystko, tak jak w pracy chce być coraz lepszy i zdobywać kolejne doświadczenia, tak w triathlonie mam tak samo.

  • ^ Marek Paluch czwartek, 07 maja 2015 06:19 Umieszczone przez: Marek Paluch

    @Marpun - sorry ale traktowanie przez amatorów treningu do tri nawet do IM jako coś więcej niż zabawa, właśnie świadczy o pewnych niepokojących zmianach w psychice - co z tego, że zajmuje to dużo czasu??? znam gości co przez 18 h dziennie nie odchodzą od Playstation - ja jakoś po IM nie odczułem, że to jest coś więcej niż zabawa - droga, czasochłonna, męcząca - ale jednak zabawa - a prawdziwe życie tj. dzieci, dom, praca - zdecydowanie trudniejsze :)

  • ^ Marpun środa, 06 maja 2015 19:57 Umieszczone przez: Marpun

    Suttonowi chodzilo o to, ze jak sie ma cos poza triathlonem, a trzeba cos miec:), to jest latwiej. Wyobrazam sobie takiego prosa, ktory wszystko stawia na sport i mu sie nie udaje - to znaczy nie osiaga zamierzonych celow - jego swiat, rozpada sie na kawalki, bo nie ma tego wentyla bezpieczenstwa, jaki maja amatorzy w postaci rodziny, pracy czy innych aspektow naszego zycia. Czytalem kiedys wywiad z K. Jarzynska (najlepsza Polka na dystansie maratonskim) i bylo w nim tyle smutku i frustracji z powodu profesjonalnego biegania, ze mialem wrazenie, iz to jest jakas kara czy zla karma do odpokutowania.
    Z drugiej strony nie wierze, ze triathlon mozna uprawiac wylacznie dla fanu. Dla fanu to mozna pograc w ping-ponga czy poplywac zabka, ale nie przygotowywac sie do 1/2. To sa zbyt wymagajace i czasochlonne treningi, zeby robic to wylacznie dla przyjemnosci. Oczywiscie, jezeli nie sprawia to przyjemnosci, przynajmniej od czasu do czasu, to daleko sie nie zajedzie, ale tak jest przeciez ze wszystkim co robimy dla siebie.

  • ^ Marek Paluch środa, 06 maja 2015 13:12 Umieszczone przez: Marek Paluch

    Generalnie dochodzę do wniosku że Prof od Amatora różni na pewno jedna rzecz, Prof najczęściej wie co ma zrobić, jego trener też wie co ma zrobić i rzecz sprowadza się do wykonania planu a nie ciągłych rozważaniach i dyskusjach z kolegami. Wtedy Prof swoją nadwyżkę czasową może wykorzystać do innych celów niż trening np do pracy na 1/2 etatu itp. co pozwala mu na psychiczne uwolnienie się męki treningu (zapewniam że w treningu prof nie ma nic przyjemnego). Natomiast Amator, Amator to jest człowiek poruszający się po innym continuum, póki ma resztki racjonalności to traktuje to jako zabawę, sposób spędzania wolnego czasu. Jak się wkręci to jego psychika ciągle zmierza w kierunku treningu zawodów życiówek itd. O niczym innym nie potrafi rozmawiać, nic nie jest ważne. Dzieci denerwują, bo nie pozwoliły na trening (tak jakby grypa wybierała). Dla mnie zakręcenie amatorzy (a najgorsi są biegacze) kwalifikują się do leczenia. Nie mogę patrzeć jak ludzie z dnia na dzień zaczynają wierzyć, że ich trening to jakaś dziejowa misja.

  • ^ Jakub Masiuk wtorek, 05 maja 2015 09:18 Umieszczone przez: Jakub Masiuk

    dokładnie, balans jest najważniejszy, nie można przesadzać w żadną stronę

  • ^ Marcin Stajszczyk wtorek, 05 maja 2015 07:38 Umieszczone przez: Marcin Stajszczyk

    Hmmm... ktoś już kiedyś pisał na AT o równowadze... chwiejnej:) Okazuje się, że amatora i trener-wszystkich-trenerów myślą podobnie:) Maksymalne skupienie na czymkolwiek możliwe jest tylko przez krótki czas, nasz umysł potrzebuje innych bodźców, resetu, gdy tego nie ma prędzej czy później wypalamy się i upragniony cel oddala się. I niezmiernie ważna sprawa, o której pisze Tomek czyli należy znać swoje ograniczenia i będąc amatorem nie starać się osiągnąć niemożliwego kosztem zgubienia równowagi w życiu, bo straci się wszystko.

  • ^ Łukasz Grass poniedziałek, 04 maja 2015 20:55 Umieszczone przez: Łukasz Grass

    Nie Tomek, to nie nonsens. I z tego tekstu nie płynie wniosek, że amatorzy mogą pokonać prosów. To jest tekst o tym, że jak zafiksujesz się tylko na trening (jak niektórzy prosi, jak np. Chrissie Wellington w początkowej fazie kariery) to nic z tego nie będzie. Prosi się przetrenują, zajadą treningiem, a amatorzy stracą pracę, rodzinę itp. Znane sa takie przypadki. Balans generalnie...równowaga na każdym poziomie uprawiania tego sportu. I taki wniosek główny płynie z tego testu.

  • ^ Tomasz Kacymirow poniedziałek, 04 maja 2015 20:37 Umieszczone przez: Tomasz Kacymirow

    A ja nie za bardzo wiem o czym jest ten tekst. Że niby amatorzy mogą pokonać prosów bo mają pracę oprócz triathlonu ? Nonsens. Że prosi mają lepsze wyniki jak oprócz tłuczenia treningów wykazują jakąś intelektualną aktywność? Truizm ale jak to się ma do amatorów i ich wyników. Że niby ktoś ma łatwiej ? Ale co ma łatwiej ? Nie słyszałem jesz ze żeby przejście na amatorstwo komuś pozwoliło osiągać lepsze wyniki w sporcie. Zawsze jest odwrotnie. Tu nie chodzi o to ze ktoś ma łatwiej. Tu chodzi o to żeby wiedzieć po co się coś robi i czy to co się robi i jak się robi ma sens. I tu się zgadzam z Markiem. Amator świrujący na punkcie wyników i udający zawodowca to życiowa pomyłka taka sama zresztą jak zawodowiec próbujący udawać amatora. To dwa różne światy a to że w każdym z nich potrzebny jest balans to inna, choć niezmiernie ważna sprawa, której z tej wypowiedzi wielkiego Bretta nie da się klarownie wyczytać.

  • ^ Marek Paluch poniedziałek, 04 maja 2015 19:42 Umieszczone przez: Marek Paluch

    Bardzo trafne i odnoszące się do życia w ogóle - zresztą jak podkreślam zawsze, kiedy "towarzystwo" zaczyna się wkręcać w życiówki, obciążenie i inne tego typu bzdety, jak się nie jest zawodowcem to sport jest zabawą, tylko zabawą - ja się tego nie dostrzega to bardzo łatwo stracić dystans - zaniedbać rodzinę, pracę, zdrowie itd - pytanie po co?

Zostaw komentarz

Upewnij się, że wypełniłeś wszystkie wymagane pola oznaczone gwiazdką (*).
Dozwolony jest podstawowy kod HTML.

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test