brett sutton
Home Aktualności Publicystyka Jak trenować w trudnym zimowym okresie - Grzegorz Zgliczyński

Jak trenować w trudnym zimowym okresie - Grzegorz Zgliczyński

piątek, 13 stycznia 2017 Napisane przez  Grzegorz Zgliczyński

Tym razem chciałbym się z wami podzielić moimi spostrzeżeniami i sposobie treningu, jaki sam prowadzę.  Mój trening, przynosi rezultaty, które pozwalaj mi ścigać się na najwyższym poziomie światowym w kategoriach wiekowych już od ponad 10 lat. Zdaję sobie sprawę, że to co robię nie jest dla wszystkich triathlonistów, że trzeba mieć sporo doświadczenia, żeby w ten sposób trenować, mimo wszystko chciałbym przekazać kilka spostrzeżeń z zimowym treningiem, jakie sam prowadzę.  Mam nadzieję, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie.  

 

Zimowe miesiące to dla mnie dużo i bardzo dużo godzin treningowych. W zeszłym roku od stycznia do kwietnia trenowałem tyle samo co Ewa Bugdoł, która szykowała się, a następnie wygrała Mistrzostwa Europy na dystansie ironman w Poznaniu. Byłem dla niej nie tylko trenerem, ale i partnerem treningowym.

Dlaczego tak dużo w wieku 50 lat? Czy naprawdę trzeba trenować zimą jak do ironmana, aby we wrześniu wygrać Mistrzostwa Świata w aquathlonie, który trwał 30 minut i na dystansie olimpijskim  (2 godziny) w kategorii wiekowej 50+?

 

15991870 1820413514865570_613863536_o

 

Odpowiedź na to pytanie dla mnie jest prosta. Nie ważne, ile trenujesz, ważne jest, czy osiągnąłeś swój cel na końcu sezonu.  Pierwszą bardzo ważną częścią mojego treningu jest jego czas. Staram się trenować codziennie, 7 razy w tygodniu, dwa a czasem trzy razy dziennie.  Moim celem jest, aby przynajmniej raz dziennie wykonać trening w grupie, wówczas jego intensywność jest wyższa niż jak trenuję sam. Drugim ważnym elementem  treningu w grupie jest potreningowe "bicie piany" w kawiarni. Staramy się dwa razy w tygodniu po biegu usiąść przy kawie. Rozmawiamy o wszystkim, o wykonanym treningu,  problemach rodzinnych no i oczywiscie ostatnio o tym, czy Trump będzie dobrym prezydentem. Takie potreningowe nieformalne spotkania powodują, że zawiązują się przyjaźnie i więzi, które pozwalają przetrwać ten najtrudniejszy okres przygotowawczy, kiedy jest ciemno i zimno, kiedy wyjście  na poranny trening nie jest takie ekscytujące.

 

Drugą bardzo ważną częścią mojego treningu poza przepracowanymi godzinami jest to, że 100 % biegów i 95 % jazdy rowerem robię na zewnątrz, na świeżym powietrzu. Ja i większość zawodnikow, którzy trenują ze mną, zaczynamy trening bardzo wcześnie rano - zawsze od biegu lub roweru.  W zimowych miesiącach rower zaczynamy w zależności od temperatury. Staram się być na rowerze jeszcze przed 8.00 godziną (jeżeli temperatura nie jest niższa niż -6 stopni). Jeśli zaczynamy od biegu to o 5.30 rano niezależnie od temperatury. Jeżeli temperatura spadnie do -20 C, co się czasem zdarza, wówczas robimy bieg bez intensywności nawet jeśli była taka zaplanowana. Osobiście nie przepadam za treningami na bieżni mechanicznej czy stacjonarnym rowerze. Tak naprawdę to nie biegałem na bieżni przynajmniej 5 lat. Ja i bieżnia poprostu się nie kochamy.  Wychodzę tutaj z założenia, że w każdych warunkach pogodowych można się czegoś nauczyć. Na przykład jak organizm reaguje na zimno, jak zmienia się zapotrzebowanie energetyczne w zależności od temperatury powietrza itp.

 

Technika biegu to dla mnie bardzo ważna część zimowych przygotowań. Lubię kiedy spadnie śnieg i podłoże jest śliskie i nierówne.  Zwracam wtedy uwagę na ekonomię ruchu i luz biegowy. Łatwo wówczas zauważyć, kto jest spięty i marnuje niepotrzebną energię na utrzymanie balansu, a kto nie. Sa to bardzo ważne elementy techniczne przydatne w trakcie zawodów, kiedy biegniemy na maksymalnych obrotach i kiedy każda cząstka energii powinna być wykorzystana na produkcję szybkości a nie stabilizację i niepotrzebne ruchy.

 

Trzecią bardzo ważną częścią mojego treningu zimowego jest praca nad siłą.  Niemal codziennie jest jakiś akcent siłowy jeśli nie na pływaniu biegu, rowerze to w siłowni.Osobiście wraz z wiekiem przykładam coraz większą uwagę do treningu siłowego. Mój trening siłowy to praca nad wytrzymałością siłową i siła maksymalna.  W okresie zimowych przygotowań staram się być na siłowni  2 razy w tygodniu. Jeżeli praca lub obowiązki rodzinne nie pozwalają mi na wykonanie jakiegoś treningu, siłownia jest treningiem, który odpuszczam jako pierwszy.

 

15967397 1820411511532437_1146509366_o

 

Ostatnią czwartą częścią mojego treningu zimowego jest odnowa biologiczna i dieta. Zacznę od odnowy. Nie prowadzę żadnej, nie robię żadnych zabiegów masaży, zimnych kąpieli i tym podobnych. Nie lubię tego i nie mam na to czasu ani ochoty. Największa przyjemność po treningu sprawia mi gorący prysznic i spotkania w kawiarni - wtedy regeneruję się psychicznie. Diety nie mam żadnej, jem wszystko i dużo wliczając w to słodycze w dużych ilościach. Średnio w tym okresie przybieram 5 kg wagi. W tym roku 8 kg na szczęście już więcej nie łapię. Śmieję się z tego, a nie martwię. Wiem, że w sezonie przy pewnej modyfikacji ta waga zejdzie. Pytanie, które tu się nasuwa, to czemu zawodnik na tak wysokim poziomie w ogóle nie zwraca uwagi na odnowę i dietę. Tutaj znowu wbrew pozorom odpowiedź jest dość banalna. Lubię jeść normalne, lubię słodycze, lody i alkohol.  Lubię zachowywać jakiś stopień normalności w moim codziennym życiu. Według mnie w treningu najważniejsza jest głowa, jeśli ciężko trenujesz i wierzysz w to, co robisz  możesz osiągnąć naprawdę wiele. Jeżeli robisz to co inni, a nie jesteś do tego tak naprawdę przekonany, postępu raczej nie osiągniesz.

 

Wierzę, że mój trening umożliwia mi wygrywanie zawodów, a nie chemiczne odżywki czy elektrody na nogach po treningu. Nic nie sprawia mi większej przyjemności na długim rowerze niż bułka z masłem, serem i salami zapijana woda. Jeśli chodzi o masaż czy telewizję, zawsze wygrywa kablówka.  Masażu po prostu unikam jak ognia.  Przy telewizorze odpoczywam i relaksuję się najlepiej i nikt mnie do czegoś innego nie przekona - taki już jestem. Wypracowałem własny styl i własne teorie treningowe, prubując naprawdę wiele rzeczy. Po latach różnych doświadczeń, tych dobrych i tych złych, doszedłem do wniosku, że jeżeli lubię to, co robię, i w to wierzę, osiągnę to, co sobie  założyłem.  Mam respekt do innych trenerów i zawodników, którzy zupełnie inaczej niż ja podchodzą do treningu zimowego. Słucham  tego, co mówią i obserwuję, co robią, Pomaga mi to w lepszym zrozumieniu, jak dużo różnych rodzajów i sposobów podejścia do triathlonu jest na świecie i jak mało tak naprawdę wiem.  Kiedyś ktoś mądry powiedział, że jeżeli myślisz, że wiesz już wszystko, wtedy naprawdę nie wiesz nic. Staram się stosować do tego powiedzenia w sporcie.

 

Jeżeli robię zmiany to nie są one drastyczne, jeżeli już je wprowadzam, to robię je podczas zimy. Nigdy nie zmieniam więcej niż jednego elementu, gdyż wtedy najłatwiej jest mi ocenić czy nowinka działa czy nie. Jeżeli nie działa to wracam do tego, co działało. Pamiętam, że to zima i  dużo czasu na wszelkiego rodzaju korekty. Nawet kiedy się przetrenuję.


Pozdrawiam wszystkich i mam nadzieję, że trening zimowy sprawia wam tak wiele przyjemności, jak mój sprawia mnie.  

Grzegorz Zgliczyński

Grzegorz Zgliczyński

Grzegorz Zgliczyński urodził się 30 kwietnia 1966 roku w Elblągu. Był członkiem kadry narodowej w pięcioboju i triathlonie do 1990 roku. Po wyjeździe do Stanów Zjednoczonych rozpoczął profesjonalne ściganie na własną rękę. Mieszka w Colorado. Na swoim koncie ma wiele sukcesów sportowych. W Polsce między innymi:
- 4 x mistrzostwo Polski na dystansie olimpijskim (1989,1990,1995,1998)
- Na ME dwa razy zajmował 5 miejsce na dystansie IRONMANA (1991, 1993)
- Najlepsze miejsce na słynnym Hawajskim IRONMANIE – 16 miejsce w 1991 z czasem 8:59’43”
- Rekord Życiowy na IRONMANIE to : 8:41’55” (pływanie 52’14”, rower 4:45’03”, bieg 3:04’38) na ME w Almerre w 1991 roku.
- udział w kilkudziesięciu Ironmanach na całym świecie, w tym szereg miejsc w pierwszej 10-tce
- Mistrz Świata w 1/2 Ironmana w kategorii M 40-44 w 2008
- II na MŚ 1/2 Ironamana M 40-44 w 2009
- III na MŚ 1/2 Ironamana M 40-44 w 2010

Ostatni start w Polsce w Suszu w 2009 na zaproszenie Organizatora. W 1/2 Ironmana zajął wówczas 5 miejsce open (11 min za Viktorem Zemstevem), 3 w klasyfikacji generalnej MP i 1 miejsce w kategorii M40-44.

5 Liczba komentarzy:

  • ^ Krzysztof Górecki niedziela, 15 stycznia 2017 13:09 Umieszczone przez: Krzysztof Górecki

    Witam.
    Panie Grzegorzu, super tekst. W końcu ktoś znany i poważany normalnie napisał to co lubi i robi. Bez patetycznych schematów z bilansami, kompresją, regeneracją. Jesteśmy dorośli i rozumiemy co robimy na co się decydujemy. Jak czujemy że potrzebujemy to ok, ale .... Gratuluję !!! Oczywiście napomknę tylko że zawsze tak lub podobnie w wielu kwestiach uważałem. Np : dlaczego tyle trenujesz? ..... Tak samo jak to że uważam pączka za najlepszego przyjaciela sportowca :) Rzecz jasna to stwierdzenie ma wiele twarzy. ITD itd. nieważne.
    Pozdrawiam i życzę sukcesów , czymkolwiek one są
    KG

  • ^ Łukasz Grass niedziela, 15 stycznia 2017 11:04 Umieszczone przez: Łukasz Grass

    Jak zwykle w punkt! ;) ja od Grześka "ukradłem" w ostatnim czasie wiele. Między innymi ten luz w podejściu do aktywności między treningami ;) kawa, dobre ciasto, lampka wina... żeby nie zwariować dokumentnie w tym katowaniu się reżimem treningowo-dietetycznym ;) bo jak wiecie potrafiłem utrzymywać dyscyplinę i być jak aptekarz, co nie zawsze przekładało się na wyniki.

  • ^ Ewa piątek, 13 stycznia 2017 17:39 Umieszczone przez: Ewa

    Trenerze jak zwykle świetny artykuł. Cieszę się,że mogę trenować w takim towarzystwie i mieć motywację do treningu nawet o godz 5:00 :) Wiele się nauczyłam od trenera , a zwłaszcza prostoty treningu i przełamywania swoich barier, a także walki na imprezach międzynarodowych z innymi zawodniczkami PRO. Wcześniej nie wierzyłam w swoje siły i czułam się gorsza od pozostałych zagranicznych zawodniczek. Dziękuję!!!!

  • ^ Arkadiusz Cichecki piątek, 13 stycznia 2017 13:48 Umieszczone przez: Arkadiusz Cichecki

    Bardzo podoba mi się to podejście i nie będę ukrywał, że jest podobne do mojego... Tylko u mnie czasu jakby mniej i pewnie nigdy nie zdecydowałbym się na trzy treningi dziennie..
    Jak zwykle dobry tekst. Dzięki

  • ^ Filip Przymusinski piątek, 13 stycznia 2017 11:06 Umieszczone przez: Filip Przymusinski

    Bardzo mądry tekst Panie Grzegorzu. Często zawodnicy skupiają się na kopiowaniu kogoś innego zamiast robić swoje, czy widzą tylko jedna słuszna drogę i każdy to nią nie podażą jest dla nich... (sami sobie dopowiedzcie), tym czasem ścieżek jest wiele, a o tym czy były one słuszne świadczy wynik końcowy. Co z tego że ktoś "genialnie" trenuje, jak na zawodach tego nie widać. Drugi bardzo ważny wniosek i pewna analogię którą widzę to samo podejście do triathlonu. U mnie kiedyś było ono "bardzo agresywne", ale chyba z tego zwyczajnie wyrosłem i bardzo dobrze, bo bym się już dawno wypalił. Pytanie- czemu tak jest, że tyle tym sporcie wytrwałem, jak to jest, że Pan tyle wytrwał i trwamy nadal... odpowiedź widać w artykule i mam bardzo podobne odczucia- nie można dać się zwariować, wszystkim przejmować, trzeba robić swoje, wyciągać wnioski, ale przede wszystkim czerpać z tego przyjemność. Nie da się robić takiej roboty tyle lat, jeśli robi się to z musu i nie ma z tego frajdy. Pozdrawiam Serdecznie. Filip Przymusiński

Zostaw komentarz

Upewnij się, że wypełniłeś wszystkie wymagane pola oznaczone gwiazdką (*).
Dozwolony jest podstawowy kod HTML.

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test