brett sutton
Home Aktualności Publicystyka Okiem obserwatora - AJ Bell London Triathlon 2017

Okiem obserwatora - AJ Bell London Triathlon 2017

czwartek, 27 lipca 2017 Napisane przez  Mirosław Szymczak

Od kilku lat jeżdżę na różne zawody triathlonowe kibicując mojemu synowi Januszowi. W lipcu startował w Londynie, oczywiście też tam się pojawiłem. AJ Bell London Triathlon to, jak twierdzą organizatorzy, największa impreza triathlonowa na świecie.

 

Zawody odbywają się w na 4 dystansach w tym sztafety:
Super Sprint ( 400m+10km + 2,5km),
Sprint ( 750m+20km+5km),
Olympic (1500m+40km+10km) ,
Olympic Plus (1500m+80km+10km).
Najpopularniejszy jest dystans olimpijski.

 

W tym roku startowało ponad 14 tysięcy zawodników, oczywiście w różnych konkurencjach. Długa trasa rowerowa biegnie od Royal Victoria Dock wzdłuż Tamizy, nawrotka przy słynnym Big Benie. Wzdłuż całej trasy dopinguje zawodników 30 tysięcy widzów. Już przed startem angielscy znajomi ostrzegali, że po pływaniu w dokach zatrucie pokarmowe murowane. “Nie startowali w Piasecznie” - spokojnie stwierdził Janusz, “To nie są zahartowani.” Ciekawy byłem jak impreza będzie dopięta od strony organizacyjnej i parę rzeczy naprawdę mnie zdziwiło. Zawody zaczynają się i kończą w Excel Centre, dużej hali wystawowej. Tu jest rejestracja, strefa zmian, meta i nawrotki trasy biegowej, wszystko pod dachem!

 


Strefa Zmian jest w hali. Nie ma numerowanych miejsc na rower. Każdy stawia na wolnym miejscu. Przypomniał mi się magazyn wysokiego składowania, który organizowałem w dużej firmie. Właściciel nie mógł zrozumieć dlaczego zamiast przydzielić każdemu produktowi jego miejsce paletowe wprowadziłem system losowego przydziału aktualnie wolnego miejsca. Tak mniej więcej działało to tutaj. Trzeba było tylko pamiętać gdzie stoi rower. (W magazynie pamiętał to komputer).

 

Skutek był taki, że jednocześnie w strefie zmian byli:
- zawodnicy wstawiający rowery przed zawodami,
- kończący pływanie czyli T1,
- kończący rower z wcześniejszych grup czyli T2,
- odbierający rowery po krótszych dystansach.
Rowery można było odbierać w dowolnym czasie co zwalniało miejsce następnym! Pozorny chaos ale wszystko działa. Zmieszczono dużą ilość rowero/zawodników na małej powierzchni, zupełnie jak w moim magazynie.

 

Moim zdaniem największym minusem był mnie brak worków depozytowych. Według informacji organizatora rzeczy osobiste można zostawiać na swoim miejscu rowerowym. A przecież każdy ma zazwyczaj portfel, telefon i dokument osobisty niezbędny do rejestracji. Jednocześnie tablice na ścianach informowały, że za rzeczy pozostawione organizator nie odpowiada. W tym punkcie obecność osoby towarzyszącej okazywała się bardzo przydatna.

 

Pływanie. W doku przy Tamizie. Równa, prosta trasa , żadnych problemów z nawigacją. Po wyjściu z wody każdy zatrzymuje się, zdejmuje piankę, wkłada do worka danego przez obsługę i biegnie po schodach do T1 otrząsając wodę w sposób naturalny, dzięki czemu strefa zmian już jest sucha.

 


 

Rower. Trasa krótka wokół doków, dłuższa ma jedną nawrotkę w centrum przy Big Benie i Westminster, drugą przy dokach, czyli wychodząc z hali możemy kilka razy obserwować przejeżdżających kolarzy.

 

 

Bieg. Zaczyna się i kończy metą w hali. Na dystansie 10 km są trzy okrążenia i nawrotki w hali, gdzie można zobaczyć i dopingować swoich zawodników.

 

Dla widzów warunki idealne. Wszystkie konkurencje w zasięgu kilkudziesięciu metrów, strefy zmian, nawroty biegu i meta w hali. Czyli nawet przy ponurej angielskiej pogodzie na głowę nie pada.
Dostępna duża ilość czystych toalet, barów, pubów i restauracji. Szybkie WiFi organizatora. Do rejestracji trzeba podać numer telefonu i kod pocztowy miejsca zamieszkania w Anglii czyli dowolny. W zamian otrzymujemy powiadomienia smsem o skończeniu każdej konkurencji przez zawodnika, którego śledzimy i jego czasy. Bardzo fajne rozwiązanie.Dojazd do Excell Center metrem/ DLR z każdego miejsca w Londynie. Najlepsze warunki do kibicowania jakie kiedykolwiek miałem.

 

Zawsze mówię, że zawodnik ma znacznie lepiej niż osoba towarzysząca. Popływa sobie, pojeździ na rowerze, pobiega trochę i jeszcze mu pić i jeść dadzą w punktach żywieniowych. A na koniec wymasują i dadzą piwo albo nakarmią w strefie żywieniowej. Obserwator czyli osoba towarzysząca sterczy jak ten gwizdek w upale albo deszczu i zimnie kilka czy kilkanaście godzin ( przy pełnym Ironmanie. )Wszystkim przeszkadza, nie pozwalają mu przechodzić na druga stronę ulicy a parkingów nie ma albo są złośliwie daleko od miejsca zawodów.
Ale w takich warunkach jak przy AJ Bell London Triathlon to ja mogę kibicować zawsze.

1 Komentarz

  • ^ KIBIC piątek, 28 lipca 2017 07:17 Umieszczone przez: KIBIC

    No i gitara

Zostaw komentarz

Upewnij się, że wypełniłeś wszystkie wymagane pola oznaczone gwiazdką (*).
Dozwolony jest podstawowy kod HTML.

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test