brett sutton
Home Aktualności Publicystyka Artykuły w etykiet: Anna Lechowicz

Grass: Nie słyszałem do tej pory o dziewczynie, która w wieku 30 lat zaczyna trening triathlonowy, nie ma przeszłości sportowej, ma męża i trójkę dzieci, pracuje, i po zaledwie dwóch latach treningu, w czasie których przechodzi jeszcze dwie operacje kolana, potrafi pokonać połówkę Ironmana w czasie 4.30, a cały dystans w 9:21. To brzmi jak cudowna bajka. Każdy chciałby w niej wystąpić. To marzenie wielu sportowców amatorów. Pewnie stąd ta lawina pytań od ponad tygodnia. Zaskoczona?

 

Anna Lechowicz: Nie dziwię się, że wiele osób zadaje dużo pytań. Sama bym chyba w takiej sytuacji pytała:  „Jak to możliwe?” Znam zawodników i zawodniczki, którzy od wielu lat katują się treningami, wydają mnóstwo pieniędzy na obozy i sprzęt i nie osiągają takich wyników jak ja. Wczoraj powiedziałem mężowi, że chyba rezygnuję z triathlonu. Stwierdził, że oszalałam. Ale skoro mam czytać na FB, że oszukuję i biorę doping, to po co mi to? Dlaczego ja mam komuś udowadniać, że jestem czysta? Jestem spełnioną matką, mam trójkę dzieci, wspaniałego męża, pracę. Jestem szczęśliwą kobietą. Zaczęłam trenować ten sport dwa lata temu, bo go pokochałam, robię to dla swojej przyjemności. Dlaczego ja mam się tłumaczyć z tego, że wchodzę na określony poziom watów i mnie to nie przeszkadza i nie bolą mnie nogi. Na pewno mam predyspozycje, uwarunkowania genetyczne do tego sportu. Potrafię jechać godzinę utrzymując średnią moc 220 watów. To dużo jak na kobietę ważącą 58 kilogramów. Pojechałam doskonale odcinek rowerowy w Barcelonie, ale przecież już wcześniej na zawodach udowodniłam na co mnie stać: wygrałam odcinek rowerowy w Rugii, wygrałam olimpijkę w Gdańsku, byłam siódma w Suszu. 

 

Myślisz, że Barcelona to główny powód tylu pytań o twój trening, dietę, ale przede wszystkim o sposób pokonania odcinka rowerowego?


Tak, ale naprawdę nie mam o to pretensji. Czasami bolą mnie tylko oskarżenia o doping, ale nic na to nie poradzę. Wiem, że w dzisiejszych czasach takie pytania kierowane są niemal do każdego sportowca, który osiąga dobre wyniki. 

Na Rugię i Barcelonę wstrzeliłam się z super formą. Na tydzień przed zawodami w Hiszpanii byłam potwornie zmęczona. Nic mi się nie chciało, czułam się bardzo słaba. Do Barcelony pojechałam sama na 5 dni przed zawodami. Bez męża i dzieci. Odpoczęłam. Można powiedzieć, że tylko spałam i jadłam. Znajomi śmiali się, że to niemożliwe, że taka drobna osoba może tyle zjeść i że pewnie chowam to jedzenie po kątach. A w piątek przed zawodami aż mnie niosło, kiedy wyjechałam na pół godziny na rower. 

 

Wrócę jeszcze do zawodów w Barcelonie. Powiedz mi na początek coś więcej o sobie, o swojej przeszłości. Byłaś aktywnym dzieckiem? 

 

Bardzo! Ale nie trenowałam w żadnym klubie. Biegałam na lekcjach WF-u. Ile to mogło być w tamtych czasach? Trzy razy w tygodniu po godzinie? Biegaliśmy np. wokół boiska, albo takiego małego jeziorka. Pewnie mogło wyjść około kilometra na takich zajęciach. W podstawówce nauczyciele wystawiali mnie do zawodów szkolnych, ale ja do nich nie trenowałam. Tylko tyle, co udało się zrobić na lekcji WF-u. Nie należałam do żadnego klubu lekkoatletycznego. Nie mam żadnej przeszłości sportowej. Ale trzeba sobie uświadomić, że jestem z tego rocznika, który był bardzo aktywny. Należałam do harcerstwa, trzy razy byłam na rajdach wędrownych w Górach Świętokrzyskich - i tyle. Lubiłam aktywnie spędzać czas. 

 

Urodziłaś się w rodzinie o sportowych tradycjach? 


Nie. Tata jeździł na rowerze, ale bardzo amatorsko, nigdy nie trenował kolarstwa zawodowo. W wieku 18 lat startował chyba jako amator w rejonowych zawodach i na pewno mam predyspozycję do kolarstwa właśnie po nim, ale niestety nigdy z nim nie jeździłam, nie zabierał mnie na rower, a nawet ja nigdy nie widziałam go trenującego. To już były inne czasy. Pamiętam z dzieciństwa zakurzoną kolarkę, która stała w piwnicy przy ścianie z węglem. Miałam może 10 lat, a tata już wtedy nie trenował. 

 

Wiemy już z ostatniego wywiadu, jak to wszystko się zaczęło. Ale mam niedosyt. Chciałbym więcej usłyszeć o twoich treningach, diecie.

 

Na początek muszę podkreślić, że jestem zadaniowcem. Mam plan i robię go na 110%. Nie dyskutuję. Wszyscy myślą, że mam przeszłość wyczynowego sportowca i jakiś profesjonalny kontakt z Piotrem Grzegórzkiem, a my praktycznie w ogóle nie rozmawiamy. Nie mam na to czasu. Trenuję całkowicie sama. Nie należę do klubu sportowego. Sama jestem w szoku z powodu tego, co się dzieje. Wychodzę na trening rowerowy sama i realizuję określone zadanie. Skoro Piotr napisał mi, że mam pojechać 190 watów przez kilka godzin, to to robię. I nawet gdybym miała gryźć kierownice z bólu to tak będzie. Wracam do domu i zapominam, że byłam na treningu, bo czeka na mnie 150 innych rzeczy w domu i w pracy.

 

A jakie objętości treningowe robisz w tygodniu? Jak wyglądają Twoje treningi? 

 

Trenuję od 10 do 16 godzin tygodniowo maks, ale trzeba podkreślić, że tych 16 godzin to wyjątek, taka objętość przypada na miesiąc, w którym mam największe obciążenia przed Ironmanem. W okresie startowym mniej. Nie mam dni odpoczynku. Może jeden, dwa dni w miesiącu są całkowicie wolne. Miesięcznie pływam od 17 do 22 kilometrów. Przygotowując się do Ironmana 4 razy przepłynęłam po 4km na jednym treningu - oczywiście open water. Jesienią i zimą trenuję na basenie, ale jak wspominałam wcześniej w wywiadzie na pływalnię mam daleko, bo około 25 kilometrów i nie jest to basen z torami. Muszę przychodzić bardzo wcześnie rano na szóstą, żeby swobodnie popływać. Stoję już za dziesięć minut szósta przed drzwiami, w stroju pływackim, gotowa, żeby zająć miejsce tuż przy ścianie basenu, żeby nikt mi nie przeszkadzał. Mam zadania, które rozpisuje mi Piotr Grzegórzek, który jest doskonałym pływakiem. A jak tylko robi się ciepło, to od razu zmieniam basen na jezioro, do którego mam bardzo blisko i nie tracę czasu na dojazdy. Pływając w jeziorze też wykonuję zadania, np. 3km ciągłego pływania, ale w tym dwa razy po kilka minut szybciej. Pracuję nad poprawą techniki. Przed Barceloną dostałam kontakt do Nicole Heidemann potrójnej złotej medalistki w pływaniu. Byłam już u niej na jednych zajęciach i dzisiaj przyszła odpowiedź, że raz w tygodniu, w środę, będzie mnie trenować, więc mam nadzieję, że poprawię technikę.

 

Jak wyglądają twoje treningi rowerowe? 


Jeżeli chodzi o bardzo długie wyjeżdżenia Między Gdynią a Barceloną wykonałam trzy długie treningi rowerowe: dwa razy po 4 godziny i raz 5 godzin. Z tak długich treningów, które wykonywałam sama, zawsze wracałam ze średnią między 31 a 33,5km/h. Trenuję sama, bo mam dzieci i nie mogę pozwolić sobie na to, żeby wyjść na trening o 11 i wrócić o 16. Muszę zacząć jazdę bardzo wcześnie rano, żeby o 10.00 być już po treningu i zacząć normalne funkcjonowanie w domu jako żona i mama. Na początku sporo kłóciliśmy się z mężem o te moje treningi, że znikam na pół dnia. Musieliśmy znaleźć jakiś kompromis. 

 

Czy treningi rowerowe robisz wszystkie na zewnątrz, czy również na trenażerze? 


Trenuję również pod dachem. Mam program Bkool. 

 

Treningi rowerowe to jakość czy objętość?


Jakościowe. Bardzo ciężkie. Jest dużo akcentów, np. 15x30 sekund maks, gdzie u mnie maks to jest 500 watów, ale w tych zadaniach potrafię utrzymać waty na poziomie między 400 a 500 w ciągu tych 30 sekund. Po każdym takim interwale mam półtorej minuty odpoczynku. Jeżdżę dużo zadaniowo. Miesięcznie pokonuję około 600 kilometrów (tygodniowo to jest średnio 150-200km), ale wrzesień miałam rekordowy bo zrobiłam prawie tysiąc. Ale to wyjątek. 

 

Czas na bieganie. Domyślam się, że tu również sporo jakościowych treningów?


Zgadza się. Biegam trzy razy w tygodniu w granicach 100 - 150 kilometrów miesięcznie, ale bardzo intensywnie. Interwał 10x1km i każdy kilometr mam utrzymać po 3.45-3.50 z dwiema minutami przerwy. Kiedyś Piotr dawał mi jeszcze 3 minuty przerwy, ale teraz już tylko dwie. Innym treningiem jest bieg z narastającą prędkością. Zaczynam po 4.50min/km, a kończę 4min/km. Przygotowując się do maratonu… teraz już nie wiem, czy to mówić, bo ludzie powiedzą, że opowiadam jakieś bajki, że to niewiarygodne, ale przygotowując się do Ironmana pobiegłam tylko raz 29 kilometrów i 3x po 1,5h.  Ale trzeba zaznaczyć, że średnia z tych półtoragodzinnych treningów to było 4.40-4.50min/km. Ja nie biegam w ogóle powyżej 5min/km. 

 

Sporo pytań o twój dzień zadawały kobiety, chcąc się dowiedzieć, jak godzisz obowiązki rodzinne, zawodowe i trening? 

 

Na pewno mam dużo łatwiej niż te dziewczyny, które pracują w korporacji osiem godzin. Z mężem jesteśmy właścicielami lecznicy dla zwierząt. To nie jest tak, że ja pracuję od 7 do 16. Zatrudniam 4 osoby do pomocy, które w przypadku operacji zwierzęcia wszystko przygotowują. Kiedy dzieci pójdą do przedszkola, wpadam do lecznicy na dwie godziny, później mam dwie godziny przerwy i albo wracam do domu coś ogarnąć, albo idę na trening i po południu znowu wracam do lecznicy. Moje dziewczyny, techniczki, przygotowują już zwierzę do operacji. Zakładam rękawiczki, operuję, szyję i na tym kończy się mój udział w zabiegu. Teraz, kiedy mój mąż zobaczył efekty w treningu, wyręcza mnie również w wielu zadaniach, ale to nie jest tak, że całkowicie rzuciłam pracę! 

 

Dieta - wspomniałaś, że mocno przywiązujesz do tego wagę, ale powiedz coś więcej. Co i ile jesz?

 

Współpracuję z Martą Naczyk z firmy „Forma na szczyt”. Marta sama jest triathlonistką i biega ultramaratony. Jest też dietetyczką polskich himalaistów, którzy zimą będą zdobywać K2. Ma ogromną wiedzę na temat sportów wytrzymałościowych. Wysyłam jej w piątek mój plan treningowy, a ona układa jadłospis. Na początku naszej współpracy Marta powiedziała mi: „Ironmana wygrywa nie ten, kto jest super przygotowany kondycyjnie. Ironmana wygrywa ten, kto potrafi wchłaniać jedzenie podczas Ironmana”. Uważam, że to jest kluczowe. Od samego początku znajomi się śmiali, kiedy mówiłam im, że Marta przygotowuje mi trening jelita, który ma mnie nauczyć trawienia i wchłaniania podczas wysiłku fizycznego, kiedy krew odpływa do mięśni. Jadłam sporo bananów, suszone owoce. Marta wysyłała mi przepisy na batoniki z kakao. Nie suplementuję magnezu! Po co, skoro magnez jest między innymi w kakao? W ogóle nie korzystam z żadnych suplementów diety. 

 

A odżywki węglowodanowe, białkowe, jakieś witaminy? 

Nic. Czasami tylko tran z witaminą E - wspomaga odporność. Podczas zawodów Marta zabroniła mi pić colę czy red bulla i podała mi „przepis” na swój izotonik. Wysysałam dwie pomarańcze i popijałam wodą. Dodatkowo tabletki z solą i minerałami na same zawody. 

 

Połowa sportowców amatorów ładuje w siebie suplementy, ja sam mam ich karton i od czasu do czasu wracam do suplementacji, ale eksperymentuję. Sprawdzam, czy działa podawanie magnezu czy nie. A po ciężkim treningu robię odżywkę białkową. A ty? 

Mleko krowie, do którego dodaję jakiś owoc, moje ulubione kakao, cynamon. A jeżeli chodzi o taki stały posiłek, to jem bardzo dużo warzyw - pietruszka i brokuł to podstawa. Jem dużo wołowiny, która jest źródłem żelaza, mięso kurczaka, dużo ryb. Praktycznie nie smażę potraw, tylko piekę w piekarniku, gotuję na parze. Łatwo się najeść tabletek, ale to rozwala żołądek. Nie mam w domu kartonu z tabletkami i suplementami. Wszystko to naturalne składniki. 

 

A co jest dla ciebie źródłem węglowodanów? 

Jem bardzo dużo kasz (jaglana, gryczana), makarony, ale stosunkowo mało ryżu. 

 

Twoje ulubione śniadanie? 

Omlet: mąka, jajka, albo kasza zmiksowana z jajkiem i kakao. Do tego twarożek, banany i maliny. 

 

Słucham Ciebie i zastanawiam się, co ja robiłem źle przez ostatnie 7 lat treningu? 

Zainwestuj w dietę! Mnie ostatnio często pytają, czy ja jestem na dopingu. Odpowiadam, że tak - na naturalnym żywieniowym dopingu. 

 

Wprost ktoś pyta, czy nie brałaś dopingu? 

Tak. Mówią, że jak leczę konie, to na pewno biorę końskie sterydy. Więcej… słyszałam już, że to mój mąż na pewno szprycuje mnie jakimiś sterydami.

 

Jak na to wszystko reagujesz? 

Z dystansem, czasami ze śmiechem, bo co mam innego zrobić? Robię swoje. Idę do przodu. Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że jestem bardzo pozytywną osobą i mam dystans do tego, co się mówi. Tam gdzie mieszkam w Niemczech, poszłam kiedyś do sklepu rowerowego i spotkałam Jana Ullricha (od red.: niemiecki kolarz szosowy, zwycięzca Tour de France 1997, dwukrotny medalista olimpijski oraz czterokrotny medalista mistrzostw świata. W 2002 roku zdyskwalifikowany za doping). Rozmawialiśmy przez chwilę o treningu rowerowym, no i kiedy na obozie w Calpe opowiedziałam to ekipie, śmiali się, że teraz to już wiadomo, skąd mam taką siłę na rowerze. Wiesz, tak naprawdę ja nie miałam do tej pory punktu odniesienia. Nie wiedziałam, czy to co robię, jest na wysokim poziomie czy nie. Kiedy 5 dni po Ironman 70.3 w Gdyni pobiegłam 10km w czasie 38 minut, mój trener krzyczał, że zgłupiałam?! Miałam pobiec na czucie, luźno. Ale trener powiedział, żeby „złapała” kogoś przede mną i tyle. A przede mną biegła jakaś dziewczyna i patrzyłam na jej sylwetkę i nogi i starałam się jej nie zgubić. 

 

Robiłaś jakieś badania wydolnościowe? 

No właśnie nie, a wszyscy mi mówią, że to pomaga. Miałam tylko test rowerowy - dwa razy po 8 minut. Piotrek Grzegórzek przekomarzał się ze mną, że w życiu nie pojadę 38km/h w tym teście. A ja się uparłam. I wyszło 40,3km/h. A moc 278 watów. 

 

Na koniec wróćmy do zawodów w Barcelonie. Jak z Twojej perspektywy wyglądała tam jazda na rowerze? 

Pytasz, czy ja świadomie draftowałam? Nie. Było bardzo ciasno. Nawet zawodnicy PRO wpadali w te grupy. Ja też. Nie dało się inaczej jechać i oczywiście przez moment musiałam jechać w grupie, zanim jej nie wyprzedziłam, a za kilka kilometrów wpadałam w kolejną. Ale nie było tak, że chowałam się za kimś celowo, aby jechać w draftingu! Wyprzedzałam i oczywiście, że przez jakiś czas łapałam się w ten tunel, ale wrzucanie 20 sekundowych filmików, czy zdjęcia, na którym widać grupę nie jest żadnym dowodem. Oczywiście, że wielokrotnie byłam w takich grupach, ale wyprzedzałam lub grupa wyprzedzała mnie. Nie dało się inaczej. Dwa pierwsze okrążenia, czyli do 150 kilometra, pojechałam ze średnią 196 watów. Na trzecim okrążeniu, tym mniejszym, zwolniłam. Takie były założenia. Miałam odpoczywać na bieg.

 

Jakie plany na 2018? 

 

We wrześniu startuję w Mistrzostwach Świata Ironman 70.3 w RPA. W październiku MŚ na Hawajach. To są dwa główne starty - najważniejsze. Wcześniej, ale to jeszcze muszę skonsultować z trenerem, być może wystartuję na początku czerwca w 1/4 Ironmana, pod koniec czerwca połówka. Bardzo chciałabym przyjechać do Susza. Na początku sierpnia połówka - zastanawiam się nad Gdynią lub Hamburgiem. Gdynia jest o tyle lepsza, że mogłabym zobaczyć, czy wykonałam jakiś progres rok do roku. 

 

Dziękuję za rozmowę. 


LINK DO PIERWSZEGO WYWIADU

Opublikowane w Publicystyka

Od redakcji. Łukasz Grass:
"Piątek popołudnie. Po całym dniu pracy, zmęczony, odbieram telefon. Dzwoni Adrian.
- Cześć Łukasz. Słuchaj, mam wywiad na Akademię… już prawie gotowy, podeślę zaraz do zredagowania, ale jest jeden mały problem… - słyszę, że Adrian nie jest do końca zadowolony.
- A co z nim nie tak? - dopytuję.
- No, jest chyba lekko kontrowersyjny… - słyszę.
- I bardzo dobrze - przerywam.
- Wiesz, ale chyba nie do końca o taką kontrowersję ci chodzi. Ja sam nie bardzo wierzę w to, co usłyszałem. Jest dziewczyna, Ania Lechowicz, trzydzieści parę lat, matka trójki dzieci, na co dzień pracuje jako weterynarz, operacja krów i tym podobne rzeczy, no i dwa lata temu zaczęła uprawiać triathlon - Adrian wylicza, ale ja już nie wytrzymałem.
- Adrian, ku…, no i co w tym kontrowersyjnego?! - pytam.
- Ona zrobiła tydzień temu pierwszego w życiu Ironmana, w Barcelonie, i miała 9h 21 minut.
- O ku… - tutaj zrozumiałem już, o czym mowa.
- Draftowała czy trasę pomyliła? - pytam wprost, a przez głowę przelatuje mi jak błyskawica 6 lat moich treningów i wynik życiowy na IM z Kopenhagi 10h.
- Nie, ona wykręciła jakieś kosmiczne waty na rowerze. A potem świetnie pobiegła - odpowiada Adrian.

- Szybko zakończyłem rozmowę i dzwonię do Filipa Szołowskiego z Labosport, gdzie trenuje Ania.
- Grzegórzek ją trenuje - słyszę na przywitanie.
- Ty, a co tam się działo w tej Barcelonie?
- Wykręciła prawie 3,3 Wata na kilogram masy ciała. Naprawdę jest mocna.
- A drafting? Sorry, przeproś Anię ode mnie, jeśli z góry zakładam, że złamała przepisy, ale wiesz… zero sportu, dwa lata treningu i operacja kolana… to pytanie musiało paść. Widziałeś niektóre komentarze w sieci? Wolę przekuć balon hejtu i niedowierzania.
- Wiem, ale wykresy mocy mówią same za siebie, bieg również. Czekamy wszyscy na Mistrzostwa Świata w RPA i Konę - odpowiada Filip.
- Przez chwilę jeszcze myślałem, jak to możliwe, żeby ktoś, kto nigdy nie uprawiał sportu, po dwóch latach treningu (a w tym czasie również operacji kolana), osiągnął taki wynik. Ale zaraz przyszła mi do głowy historia Jurka Górskiego, który po 14 latach uzależnienia od narkotyków, alkoholu i papierosów biegnie maraton po pierwszym roku leczenia i osiąga wynik: 3h 56 minut. Zadzwoniłem do Adriana, poprosiłem, aby dopytał jeszcze Anię o kilka szczegółów.
Aniu, Twoja historia z ostatnich dwóch lat jest mega motywująca. Trzymamy kciuki za RPA i Konę! Gratulacje!

Łukasz Grass

Redaktor Naczelny Akademii Triathlonu


Adrian Kapusta: Spodziewałaś się takiego wyniku biorąc pod uwagę, że to był Twój debiut na Ironmanie?

Anna Lechowicz: Trenuję dopiero od dwóch lat. (red. od 30 roku życia), więc wszystko praktycznie jest moim debiutem. Wcześniej nie miałam żadnego kontaktu ze sportem. Prawdę mówiąc, jedynie w szkole podstawowej biegałam na zajęciach WF i miałam sprecyzowane plany na przyszłość - wiedziałam, że będę studiować weterynarię. W liceum wybrałam profil biologiczno-chemiczny. Skupiłam się na nauce. W wieku 18 lat urodziłam pierwszą córkę. Wtedy już w ogóle nie było mowy o sporcie. Mój ruch ograniczał się do spacerów i tym podobnych aktywności.

 

Anna Lechowicz z psami.jpg


W takim razie skąd wziął się pomysł na uprawianie triathlonu?

To była spontaniczna historia. W marcu 2015 roku moja znajoma zaprosiła nas na trzydzieste urodziny. Ja byłam miesiąc po porodzie, po trzecim dziecku. Ale co tam - pomyślałam - pojechaliśmy. Siedzieliśmy przy stoliku, przy którym siedział również mój znajomy, który właśnie zaczął uprawiać triathlon. Jeszcze 2 lata temu nie wiedziałam, co to za dyscyplina sportu. Michał wytłumaczył mi, o co chodzi. Pomyślałam sobie, że to świetna sprawa, ale jest jeden problem - nie umiem pływać. To znaczy potrafiłam się unosić na wodzie i płynąć żabką z głową nad wodą. Po tym spotkaniu minął jeszcze miesiąc, ale coraz bardziej dojrzewała w mojej głowie myśl o wystartowaniu w tych zawodach. W maju zaczęłam biegać z wózkiem dziecięcym. Mówiąc kolokwialnie, pakowałam je do wózka i ruszałam na swoje pierwsze treningi. Na początku biegałam po 200-300 metrów. W czerwcu zwróciłam się do Michała, z prośbą o pomoc, co mam robić, żeby “zrobić ten triathlon”. Michał zaproponował, że będzie rozpisywał mi treningi. Dostawałam proste zadania na basen czy na bieganie. Teraz, przypominając sobie te treningi śmiejemy się, że jeszcze dwa lata temu w czerwcu dostawałam zadania typu: 10 razy 2 minuty biegu. Kiedy dostałam pierwszy trening 2 x 15 minut biegu z przerwą 1 minuta, byłam w szoku! Sądziłam, że nie nie jestem jeszcze na to gotowa, że to chyba jest niemożliwe. Po takim treningu i tak byłam już ogromnie zmęczona. Zaczynałam od kompletnego zera. Nawet mój zegarek nie miał nic wspólnego ze sportem, pokazywał mi jedynie czas, ile minut spędzam na treningu. W związku z tym, że jestem w gorącej wodzie kąpana, postanowiłam wystartować w pierwszym triathlonie Volvo Triathlon Series w Mrągowie na dystansie ⅛ Ironmana (red. czas 01:31:38, pływanie 14:58, rower 44:26, bieg 27:41). Michał mówił mi, że nie dam rady, że to jeszcze za wcześnie. Ale postanowiłam, że spróbuję. Po dwóch miesiącach przygotowań wystartowałam bez pianki. Woda była taka lodowata, myślałam, że się utopię. Po tym starcie byłam tak wykończona, że nie wyobrażałam sobie, jak ludzie mogą pokonać Ironmana. Na tych zawodach spotkałam wspólnego znajomego, który zaproponował mi żebyśmy pobiegli półmaraton. Przestraszyłam się. Powiedziałam: “Kamil, ja nie dam rady przebiec żadnego półmaratonu.” Ale Kamil zapewniał, żebym się nie martwiła, i że on przygotuje mnie do tych zawodów w cztery tygodnie. Wystartowałam w Gdańsku w swoim pierwszym półmaratonie (red. czas 01:42:13). Tam też zaczęło się trenowanie z prawdziwego zdarzenia. Spotkałam mojego trenera od triathlonu Piotra Grzegórzka z Labosport i od listopada 2015 roku zaczęliśmy trenować.

Porozmawiajmy o Twoich treningach. W bardzo krótkim czasie zdołałaś wejść na dużą objętość treningową. Ogólnie rzecz biorąc wraz z tak szybkim postępem rośnie proporcjonalnie ryzyko kontuzji. Jak sytuacja wygląda w Twoim przypadku?

Jestem po dwóch operacjach kolan. Po miesiącu treningów z moim nowym trenerem poszłam pod skalpel. Miałam guza w kolanie przez kilka lat. Okazało się, że to sprawa z przeszłości. Rozrósł się do tego stopnia, że uciskał na łąkotkę. Od czasu do czasu doskwierało mi to. Piotr doradził mi, żebym jak najszybciej poszła na rezonans. Lekarze zalecili operację. Termin przypadł na 20 grudnia 2015. Po trzech tygodniach od operacji nie mogłam jeszcze biegać, ale mogłam już pływać. Szczęście w nieszczęściu, dzięki tej operacji zawdzięczam mój progres pływacki. Nauczyłam się sama pływać. Kupiłam książkę “Pływanie droga do mistrzostwa” i oglądałam filmy na YouTube. Czasami siadałam sobie na basenie i podpatrywałam jak inni pływają, a także trenowałam na sucho przed lustrem. Jednak trzeba to wyraźnie powiedzieć, że nie jestem dobrym pływakiem. Ta dyscyplina to moja pięta Achillesowa. W tej konkurencji plasuję się mniej więcej w połowie stawki.

Nigdy nie korzystałaś z lekcji u instruktora pływania? Nie chodziłaś do żadnej grupy pływackiej?

Nie, absolutnie. Z nikim nie współpracowałam. Nie miałam też nawet na to czasu.

Zawzięta jesteś. Przejdźmy w takim razie do sezonu 2016.

W 2016 roku miałam tylko dwa starty. Garmin Iron Triathlon Stężyca na dystansie ¼ IM (red. 02:33:15) i Castle Triathlon Malbork na dystansie ½ IM (red. 04:59:59). Spowodowane było to operacją kolana. Co wyeliminowało mnie całkowicie z biegania. Zaczęłam biegać od połowy maja 2016. Wtedy też byłam na pierwszym swoim obozie treningowym w Kozienicach. Tam po raz pierwszy mój trener pokazywał mi jak się pływa. Poza tym, Piotr ciągle mi powtarzał, że nie może mnie przygotować na więcej startów, kiedy ja nic nie biegałam. Ta Stężyca okazała się dla mnie szczęśliwa, bo zajęłam tam trzecie miejsce w open. Tam Filip Szołowski powiedział mi: “Dobrze Ci poszło, przyjeżdżaj do Malborka na połówkę”. Podłapałam szybko temat i przedstawiłam ten pomysł trenerowi. Początkowo myślał chyba, że żartuje i mówił mi, że tam jest 21 kilometrów do przebiegnięcia, a ja nic nie biegałam. Postanowiliśmy, że zacznę się przygotowywać, a jak się nie uda, to odpuszczę ten start. Tak się stało, że Piotr przygotował mnie do tej połówki w ciągu dwóch miesięcy. Zajęłam tam 4 miejsce open wśród kobiet, przegrywając pudło zaledwie o 2 minuty i łamiąc 5 godzin.

 

Anna Lechowicz Ruegen.jpg



To jest niesamowite. Co na to trener?

Rozmawialiśmy oczywiście po zawodach, że progres jest ogromny pomimo, że nie biegałam. Urodziła się w naszych głowach myśl, żeby w przyszłym roku powalczyć o slota na mistrzostwa świata Ironman 70.3.

Udało się. Masz kwalifikację na Ironman 70.3 w RPA i Ironman Kona. Nieźle jak na drugi rok startów w triathlonie. Udało Ci się to, o czym marzy większość triathlonistów. Przez wiele lat treningów i wyrzeczeń nie są w stanie tego osiągnąć. Jak Ty to robisz? Gdzie tu jest jakiś haczyk?

Główny cel na ten sezon to było zdobycie slota na IM 70.3. Ironman w Barcelonie był zaplanowany jako start na “zobaczenie, jak to będzie”. Piotr powiedział: “No dobra, jak tak bardzo chcesz, to możesz sobie spróbować, ale ja nie zdążę Cię do tego odpowiednio przygotować.” Więc byłam szykowana na ten sezon wyłącznie pod połówkę. Po IM 70.3 Gdynia (red. 04:39:56) miałam dwa tygodnie roztrenowania. Czułam, że tego potrzebuję. Teraz, jak patrzę na to z perspektywy czasu, ta przerwa bardzo mi się przydała, dzięki temu wskoczyłam na drugą falę formy na Ironman 70.3 Ruegen (red. 04:38:44). Oprócz tego, że w Rugii wygrałam jako najlepsza amatorka, to dodatkowo uzyskałam najszybszy czas odcinka rowerowego. To był etap specjalny zasponsorowany przez Mercedesa. Byłam ogromnie zaskoczona. Sama nie wiem, skąd się bierze siła w moich nogach. To jest tak, że zaczynam pedałować i skupiam się maksymalnie na trzymaniu watów, nic innego nie dociera wtedy do mnie. Nawet czas nie gra roli.

 

ANna Lechowicz slot w ręce.jpg



Niesamowite. Powiedz jak wygląda Twój dzień treningowy.

Trzeba sobie uświadomić, że ja jestem normalnie pracującą kobietą. Codziennie wstajemy o 6 rano i jemy śniadanie całą rodziną. O 7 jadą dzieci do przedszkola, a my z mężem zaczynamy pracę. Do około godziny 11 ogarniam się z pracą. Ja więcej pracuję z dużym zwierzętami takimi jak krowy czy świnie. Ale też pomagam operować mojemu mężowi. Kończę swoją pracę i praktycznie z biegu lecę na trening, tak aby wrócić na godzinę 15 kiedy zaczynają się przyjęcia „pacjentów”. Zajmuje mi to około 1,5 godziny. Odbieram dzieci i jedziemy do domu. Tam gotuje obiady, sprzątam, prasuję, wszystko to, co dotyczy, nazwijmy to umownie - części kobiecej. Wieczorem, kiedy dzieci już pójdą spać, idę na trening. To wszystko nie udałoby mi się, gdyby nie wsparcie męża i 14-letniej córki. Muszę się przyznać, że czasami po godzinie roweru wracam do domu i dzwonię do trenera, że nie mam siły. Nie jestem w stanie zrobić treningu. Piotr zawsze powtarza, żebym się nie przejmowała tylko idziemy dalej. A zdarzało mi się kiedyś odrabiać po cichu zaległe treningi. Trener wybił mi to z głowy i już tego nie robię. Idę dalej i o tym już nie myślę.

Ćwiczysz pływanie w wodach otwartych?

Tak, pływam praktycznie od czerwca do września tylko open water. Bo na basen mam 25 kilometrów, a do jeziora zaledwie 5. Basen ten nie ma torów, jedynie nieckę rekreacyjną. Ludzie nie rozumieją, że ktoś chce popływać na czas.

Nie boisz się sama pływać na dużym akwenie?

Nie. Mam bojkę. Czasami pływam do godziny 22, więc wychodzę z wody jak już jest naprawdę ciemno.

Inne treningi też tak późno wykonujesz?

Idę czasami pobiegać o 22 na oświetloną bieżnię. Wtedy zdarza się, że o 24 dopiero kończę robić interwały.

Co na Twój mąż?

Teraz mój mąż już wie, że na zawodach robię wynik. Na początku myślał, że to tylko takie hobby, przygoda i… nie powiem, że przychylnie patrzył na to wszystko. Ale poukładaliśmy te klocki tak, że teraz już jest wszystko w porządku.

Co wolisz trenażer czy szosę?

Staram się wybierać jazdę na zewnątrz. Ten sprzęt hałasuje w całym domu do późnych godzin nocnych. Trenażer pozostaje na trudne warunki pogodowe.

 

Anna Lechowicz plaża.jpg



Żeby osiągać takie wyniki jak Ty, większość zawodników poświęca niemal całe swoje życie. Robią to od wielu lat. Z każdym sezonem zdobywają doświadczenie i poprawiają systematycznie swoje osiągi. Twój przypadek jest naprawdę wyjątkowy.

Mój trener Piotr mówi, że boi się mnie trenować, bo nie jest w stanie przewidzieć, jak szybko robię postępy. Piotr prosi mnie informacje zwrotne po treningach, a ja najzwyczajniej w świecie nie mam na to czasu. Zdaję sobie sprawę, jakie mamy założenie i wiem, że to musi boleć. Im więcej cierpię na treningu tym lepiej mi pójdzie na zawodach. Nie dyskutuję na temat planów bo się kompletnie na tym nie znam. Robiłam dwa testy kolarskie w odstępie trzech miesięcy. W przeciągu tego czasu poprawiłam się o 40 watów. Mi się wydaje, że to wszystko jest w głowie. Jeżeli Piotr mi napisze, że mam utrzymać konkretne waty, to ja je utrzymam za wszelką ceną ,choćbym miała gryźć kierownicę z bólu ud. Nie ważne jak będę zmęczona, jak mam zrobić interwały, zrobię je wszystkie nawet jak na końcu będę ciągnęła językiem po ziemi. Tydzień po Ironman 70.3 Gdynia pobiegłam w zawodach na 10 km. Miał to być bieg taki dla zabawy. Zrobiłam tam życiówkę 38 minut i 11 sekund. Miałam pobiec na luzie, a noga jakoś tak podała.

Jakie było założenie Twojego trenera na Ironman Barcelonę?

Maksymalnie na 9 godzin i 45 minut. Wynik, który uzyskałam 9:21:19 to dla mnie szok. Jak poszłam na rower w czwartek przed startem to mnie aż nosiło. Nie miałam stresu ani zmęczenia. Załapałam świeżość.

Taki wynik 9:21:19 dla większości amatorek pozostaje raczej w strefie marzeń. Czy Ty przypadkiem nie skróciłaś trasy?


No pewnie, że pojechałam na skróty! Tego dnia musiałam uciekać, pedałowałam tak szybko, żeby mnie nie złapali.

 

Jak to było z draftingiem?


Grupy były. Tylko te grupy walczyły o przeżycie i zwalniały całe zawody. Na przykład na podjazdach, kiedy mi wychodziło 500 watów to musiałam hamować przed grupą. Nie miałam jak ich wyprzedzać. To była katastrofa. Ciągle krzyczałam “lewa wolna”. W tych grupach chyba zabrakło liderów (red. śmiech). Jeśli ktoś chciał pojechać mocny rower na tych zawodach, te grupy najzwyczajniej w świecie im przeszkadzały. Nazwałabym to: “Peletony w Barcelonie walczące o przeżycie”. To nie była czołówka walcząca o podium. Oni modlili się, żeby ukończyć trasę. Wszyscy po zawodach mówili, jaki ciężki rower. Ale według mnie to był lajcik. Momentami brakowało mi przełożenia i nie mogłam jechać mocniej. Ale mogę nie być wiarygodna, bo pamiętaj, że jechałam na skróty (red. śmiech).

Nie miałaś kryzysów na trasie?

Na Ironmanie zrobiłam swój pierwszy maraton w życiu. Wszyscy znajomi mówili mi, że ironman zaczyna się po 25 kilometrze biegu. Miałam cierpieć, jakaś ściana. Nic z tych rzeczy. Miałam biec dwa okrążenia swoim tempem 4:50 min/km i przyspieszyć na trzecim. W efekcie pobiegłam trochę szybciej te dwie pętle niż Piotr mi kazał. Na liczniku już 30 kilometr, nic mnie nie boli, chyba przyspieszę. Ciągle miałam w głowie, że zaraz coś wydarzy i będzie katastrofa. Na 40 kilometrze ktoś mi krzyknął: “Masz 30 sekund straty, przyspiesz!” No i przyspieszyłam jeszcze bardziej. Ostatnie dwa kilometry przebiegłam na 4:15 min/km. Pobiegłam to z dużym zapasem. Gdybym się tak nie bała tego maratonu, to bym pobiegła to znacznie szybciej.

Oprócz startów w przyszłorocznych mistrzostwach świata IM 70.3 i Ironman Kona czy ma jeszcze inne plany?

Chciałabym bardzo wystartować w Suszu. Bardzo fajne zawody i mocno obstawione. Chciałabym się zmierzyć z zawodniczkami z Elity przed mistrzostwami świata. Będę miała porównanie jaki zrobiłam postęp do poprzedniego sezonu. W tym roku tam zrobiłam życiówkę 04:34:14 pomimo, że pojechałam bardzo słabo rower. Takie miałam założenie, aby pojechać rower słabiej i mocno pobiec. Chciałabym też wystartować w Hamburgu, ale może to już być trochę za dużo.

 

Chciałabyś przejść na kategorię PRO?

Nie. Startuję jako amator.

Stosujesz jakąś dietę?

Tak. W moim małym teamie oprócz trenera mam także dietetyczkę Martę Naczyk, która prowadzi mnie w optymalny dla mnie sposób. Ludzie nie doceniają diety, a ja uważam, że to jest 50% moich wyników. Ludzie uprawiający sport stosują dietę żeby schudnąć, a nie żeby poprawiać swoje wyniki. Nie stosuję żadnych suplementów, witamin, odżywek, białka, ani nawet magnezu. Wszystkie składniki dostarczam z pożywienia. Bardzo dobrze się z tym czuję i wydaje mi się, że to właśnie klucz do mojego sukcesu.

 

Poniżej zrzut ekranu z pomiaru mocy Ani z Ironman Barcelona. Przy wadze 58 kilogramów 191 watów daje 3,29 watt/kg.

 

Anna Lechowicz pomiar mocy 0.jpg


 

Anna Lechowicz pomiar mocy 1.jpg


Opublikowane w Wywiady
środa, 04 października 2017 18:25

Padł rekord frekwencji Polaków na IM Barcelona

Zaledwie tydzień temu pisałem o najliczniejszej frekwencji Polaków podczas Ironman Italy gdzie zawody ukończyło 61 triathlonistów. Jednak ten wynik odszedł w cień po Ironman Barcelona. Tego jeszcze nie było, aż 104 triathlonistów z Polski przekroczyło linię mety w tym trzech zawodników PRO. Mała ilość kobiet, bo zaledwie dziewięć, w stosunku do całej grupy, nadrobiła znacząco wynikami. Cztery z nich znalazły się w TOP 15 klasyfikacji generalnej.

 

Zacznijmy od zawodowców. Ewa Bugdoł zajęła 6 miejsce zgarniając za nie $1.000. Ewa osiągnęła najlepszy czas w historii polskiego ironmana 9:15:57. Ten wynik ma jeszcze spory zapas jeżeli weźmiemy pod uwagę, że triathlonistka jechała 40 km na flaku. Olga Kowalska zajęła 10 miejsce z czasem 9:38:20. Natomiast jedyny mężczyzna w kategorii PRO Filip Przymusiński ukończył zawody na 25 miejscu. Filip złamał barierę 9 godzin o 7 sekund.

 

Barcelona IM Ewa Bugdoł.jpg

Fot. FB Ewa Bugdol Blog

 

Komentarz Ewy Bugdoł:
“Jak to mawia mój trener Grzegorz Zgliczynski - Coach na zawodach oprócz formy sportowej potrzebne jest też szczęście. Niestety mi tego szczęścia zabrakło. Pływanie poszło całkiem przyzwoicie,wyszłam w pierwszej grupie. Na rowerze po 90 km zaczęło schodzić mi powietrze z przedniego koła. Przejechałam na flaku około 40 km, żeby dojechać do serwisu, który znajdował się na trasie zawodów. Niestety straciłam sporo czasu i energii. Wiedziałam, że nie mogę się poddawać i muszę do końca walczyć, bo to jest przecież dystans Ironman i wszystko może się zdarzyć. Na biegu udało się nadrobić 4 pozycje, na więcej niestety nie starczyło już sił. Ostatecznie ukończyłam zawody na szóstym miejscu w kategorii PRO z czasem 9:15:57. Dziękuję wszystkim polskim kibicom za gorący doping na trasie Julita Sikora Gucwa Velo Trainer i wiele innych osób. Ogromne podziękowania dla moich sponsorów i partnerów RAFAKO S.A. Odlewnia Żeliwa "WULKAN" S.A Centrum Medyczne Silesia Clinic Fuji Bikes TriSolution”
FB Ewa Bugdol Blog

Miejscami na podium w kategorii Age Group K30-34 mogą pochwalić się Anna Lechowicz i Ewelina Pisarek, które zajęły kolejno 1 i 3 miejsce. Dla Anny wygrana kategorii wiekowej oznaczała otrzymanie slota na Hawaje. Sukces jest o tyle większy, że Anna uplasowała się na 7 miejscu w klasyfikacji generalnej kobiet i pokonała trasę o 4 min. 24 sek. wolniej od Ewy Bugdoł. Należy pamiętać, że start zawodników PRO i Age Group jest rozdzielony i może mieć inny przebieg. Z kolei Ewelina Pisarek ukończyła rywalizację na 9 miejscu kobiet open. Wśród amatorów z najlepszym czasem zawody ukończył Bartłomiej Buczek 09:07:52, Bartłomiej zajął 9 miejsce w swojej kategorii wiekowej M40-44.

 

Już niebawem wywiad z Anią Lechowicz na Akademii Triathlonu.

 

Barcelona IM Anna Lechowicz slot.jpg

Fot. FB Ania Lechowicz

 

Komentarz Labosport:
“BRAWO DZIEWCZYNY! Jest pierwsze i trzecie miejsce Age Group podczas IRONMAN Barcelona! Jest 7 i 9 miejsce open! Jest slot na Hawaje! Jest drugi i trzeci wyniki wszech czasów wśród kobiet w polskim triathlonie! Jest najlepszy polski debiut na dystansie IM! GOGOGO #labosportteam.
Ania Lechowicz i Ewelina Pisarek dziękujemy za emocje na trasie! Trenerzy Piotr Grzegórzek i Marcin Florek szacun!”
FB Labosport

 

Barcelona IM Labo fb.jpg

Fot. FB Labosport


Wyniki mężczyzn PRO
1. Antony Costes FRA 7:49:19
2. Mike Phillips NZL 7:52:50
3. Viktor Zyemtsev UKR 7:58:03

 

25. Filip Przymusiński POL 08:59:53

 

Wyniki kobiet PRO
1. Yvonne van Vlerken NED 8:46:18
2. Lisa Hütthaler AUT 8:51:21
3. Daniela Sämmler GER 8:55:11

 

6. Ewa Bugdol POL 9:15:57


10. Olga Kowalska POL 9:38:20

 

Wyniki mężczyzn Age Group

M18-24
14. Damian Tomaszewicz 10:16:41

 

M25-29
33. Tomasz Świderski 10:24:23
92. Radosław Tosnowiec 12:15:07

 

M30-34
9. Bartłomiej Buczek 09:07:52
15. Michał Nawracaj 09:17:18
65. Piotr Meller 10:11:57
82. Dariusz Rzepecki 10:23:57
90. Łukasz Szwed 10:31:55
98. Marcin Żyła 10:37:31
109. Artur Kaczorowski 10:44:21
116. Jan Jaroć 10:50:53
117. Sebastian Bigaj 10:50:58
128. Mariusz Kozak 10:58:16
175. Piotr Kos 11:43:59
179. Filip Dykszak 11:46:07
188. Tomasz Famuła 11:52:32
222. Tomasz Chmielewski 12:35:42
243. Adam Nowak 13:06:10
DNF Dawid Stronka

 

M35-39
10. Marcin Lipowski 09:08:13
21. Mariusz Klatka 09:35:42
52. Przemysław Szuder 09:53:32
58. Eugeniusz Licznarowski 09:58:52
70. Marcin Cekiera 10:10:07
96. Krzysztof Urban 10:19:36
101. Andrzej Kowal 10:21:51
106. Marcin Nader 10:24:27
120. Janusz Garbera 10:33:23
122. Maciej Nowak 10:34:57
141. Artur Rzepecki 10:44:24
173. Dariusz Maszewski 10:58:28
189. Rafał Ogrodowczyk 11:07:52
190. Tomasz Koman 11:07:53
206. Maciej Radecki 11:16:03
223. Maciej Ostaszewski 11:24:17
256. Tomasz Zając 11:44:18
294. Maciej Kromkowski 12:07:05
296. Kamil Chylak 12:08:46
300. Jacek Chmist 12:11:19
315. Błażej Pietrzak 12:21:39
323. Marcin Mytar 12:28:06
386. Sebastian Różewicz 14:11:16
DNF Sebastian Woliński

 

M40-44
16. Artur Czerwiec 09:19:53
40. Bernard Krawczyk 09:49:11
47. Marcin Kapituła 09:53:00
61. Łukasz Niedzielski 09:58:14
68. Krzysztof Kubasiak 10:04:09
97. Marek Domagała 10:17:53
76. Marek Bąk 10:09:28
141. Krzysztof Wiatrowski 10:35:30
144. Mieszko Kastelnik 10:36:00
148. Tomasz Klimiuk 10:36:45
159. Maciej Ziółko 10:42:08
183. Mikołaj Szcześniak 10:51:09
193. Jarosław Gontarz 10:53:01
208. Grzegorz Kalinowski 11:00:16
214. Marcin Kaźmierczak 11:01:48
225. Piotr Pawlik 11:08:35
230. Bogdan Serwiński 11:11:22
236. Michał Możdżonek 11:14:11
240. Łukasz Biskup 11:15:32
249. Bartosz Miskiewicz 11:17:58
267. Piotr Ogiński 11:25:03
304. Rafał Moryto 11:46:32
338. Tomasz Pietruszka 12:01:36
339. Rafał Chmielewski 12:01:45
347. Andrzej Augustynowicz 12:07:42
356. Alfred Dawiec 12:13:07
446. Tomasz Kurcin 13:44:05
461. Jakub Imosa 14:35:04
DNF Rajmund Nafalski
DNF Paweł Palus

 

M45-49
42. Jakub Lenczowski 10:20:33
89. Przemo Łukasik 10:47:52
95. Krzysztof Czarnota 10:50:00
96. Tomasz Kowalczyk 10:50:54
125. Krzysztof Jagiełka 11:07:02
132. Jacek Stasikowski 11:09:56
139. Robert Sieczkowski 11:13:23
143. Roman Walczyk 11:15:03
163. Mariusz Napierała 11:20:57
192. Irek Kulka 11:35:22
196. Krzysztof Pawlik 11:36:40
214. Janusz Radosław Jagas 11:46:06
233. Radek Dziubała 11:59:18
237. Stanisław Wojda 12:03:14
258. Adam Rykowski 12:14:30
286. Tomek Zyśko 12:33:02
379. Grzegorz Haftarczyk 14:09:05
DNF Paweł Boniecki

 

M50-54
64. Adam Misztal 10:58:07
132. Aleksander Sachanbiński 11:59:14
179. Piotr Nowak 12:39:12
231. Tomasz Kluczyński 14:22:04

 

M55-59
53. Wojciech Wasiak 12:30:55
56. Leszek Kozioł 12:46:41

 

Wyniki kobiet Age Group

 

 

K30-34
1. Anna Lechowicz 9:21:19
3. Ewelina Pisarek 09:25:52
12. Aleksandra Krawczyk 10:50:27
26. Agata Nawracaj 11:54:50
41. Aleksandra Smętkiewicz 13:38:59

 

K35-39
4. Aleksandra Sosnowska 9:49:51
14. Inga Wyroślak 11:29:54
16. Joanna Butler 11:32:52


K40-44
53. Paulina Gocała 14:04:15

 

Link do pełnych wyników: http://ironman-results.r.mikatiming.de/2017/barcelona-im/

Opublikowane w Wydarzenia

Łukasz Kalaszczyński zajął 3 miejsce podczas Ironman 70.3 Ruegen z czasem 3:51:08. Jest to wynik na światowym poziomie biorąc pod uwagę stawkę zawodników, z którymi musiał rywalizować. Łukasz wyprzedził takich triathlonistów jak Timo Bracht DEU czy Nils Frommhold DEU. Z każdą konkurencją nasz reprezentant piął się w górę. Po pływaniu miał 2 minuty straty do pierwszego zawodnika wychodząc z wody na 19 pozycji. Następnie Łukasz zanotował 9 czas roweru, który przesunął go w górę w klasyfikacji. Bieg tutaj miał największe znaczenie, półmaraton pokonany w 1 godz. 14 min. zapewnił jemu miejsce na podium. Po wyścigu Łukasz nie krył wielkiej radości z osiągniętego sukcesu. Nic dziwnego, na taki wynik u mężczyzn długo musieliśmy czekać w międzynarodowych zawodach pod szyldem Ironmana. Oprócz Łukasza Kalaszczyńskiego startowali także w kategorii PRO Marcin Ławicki, Mateusz Kaźmierczak, Filip Przymusiński i Krzysztof Augustyniak. Wyniki można znaleźć na dole artykułu.

 

IM 70.3 Ruegen podium.jpg

Łukasz Kalaszczyński na podium. Fot. Facebook Łukasz Kalaszczyński

 

Wśród amatorów mieliśmy także dwa podia. Swoją kategorię K30-34 wygrała Anna Lechowicz, a Rafał Herman zajął trzecie miejsce w M40-44.

 

Zawody wygrał Patrick Lange DEU, który od samego początku zdominował ten wyścig. Jego niesamowite umiejętności biegowe zapewniły jemu ponad 6 minutową przewagę nad drugim zawodnikiem na mecie. Jeszcze bardziej imponujące jest to, że Patrick zwolnił na ostatnich kilometrach biegu aby czerpać radość z trasy i zwycięstwa. Był to świetny zwiastun tego czego możemy spodziewać się w tym roku na Hawajach. Przypomnę, że Patrick od ubiegłego roku jest rekordzistą trasy biegowej Ironman Kona. Podobnie najlepsza triathlonistka tych zawodów Anja Beranek DEU także może myśleć o walce o najwyższe miejsca podczas Mistrzostw Świata Ironman.

 

Komentarz Łukasza Kalaszczyńskiego:
“Ostatnie dni są szalone, a ja uwielbiam to uczucie. Tydzień temu Mistrzostwo Polski w Malborku, a wczoraj trzecie miejsce i wymarzone podium IRONMAN 70.3 Ruegen!!!! I jeszcze ten czas… 3:51:08. A najlepsze jest to, że wiem, że jestem w stanie poprawić ten wynik.
Dziękuję Czarek Figurski - Trenerze, bez Ciebie to byłoby niemożliwe. Za tydzień „pchamy” Czarka w walce o slota na Hawaje podczas Ironman Rimini! Trzymajcie za Niego kciuki.
Dziękuję ekipie Klinika Rehabilitacji Sportowej Ortoreh, a przede wszystkim Andrzej Piotrowski, Mateusz Filipiak za perfekcyjne dbanie o moje ciało.
Dziękuję Triathlon Serwis MAZDA Bołtowicz - dzięki Wam czuję się jak PRO!
Dziękuję całemu teamowi GVT BMC Triathlon Team BMC Switzerland za wsparcie i wyposażenie mnie w najszybszy i najlepszy sprzęt!
Dziękuję naszym partnerom: Butik Optique, ZONE3 Polska, Sportmania, HIGH5 - Żywność funkcjonalna dla sportowców, Nike+ Run Club!
Bardzo, bardzo dziękuję Wam. Za doping i za wsparcie, dzięki któremu dużo łatwiej znosić trudy treningu. Dziękuję, że jesteście ze mną. Wierzcie lub nie, ale na metę każdych zawodów wbiegamy razem. … Jak już ochłonę, napiszę relację z wczorajszych zawodów. Teraz czas na zasłużony odpoczynek.”
Facebook Łukasz Kalaszczyński

 

IM 70.3 Ruegen ekipa.jpg

Na zdjęciu od lewej Marcin Ławicki, Mateusz Kaźmierczak i Krzysztof Augustyniak. Fot. Facebook Marcin Ławicki

 

Wyniki mężczyzn PRO:

1. Patrick Lange GER 3:43:46
2. Franz Löschke GER 3:49:48
3. Łukasz Kalaszczyński POL 3:51:08


14. Marcin Ławicki POL 04:00:58
16. Mateusz Kaźmierczak POL 04:04:19
22. Filip Przymusiński POL 04:13:50
23. Krzysztof Augustyniak POL 04:29:10

 

Wyniki kobiet PRO

1. Anja Beranek GER 4:16:37
2. Daniela Sämmler GER 4:19:41
3. Sara Svensk SWE 4:25:59

 

Age Group

K30-34
1 Anna Lechowicz 04:25:30


M40-44
3. Rafał Herman 04:25:30

 

Link do pełnych wyników:
http://ironman-results.r.mikatiming.de/2017/ruegen/

Opublikowane w Wydarzenia

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test