brett sutton
Home Aktualności Publicystyka Artykuły w etykiet: Challenge Family

Dwukrotny złoty medalista igrzysk olimpijskich Alistair Brownlee GBR wygrał swój debiutancki triathlon Gloria Challenge Mogan Gran Canaria na dystansie połowy ironmana (1,9 - 90 - 21,1). Alistair wybrał na pierwszy wyścig zawody z pod szyldu Challenge Family. Na wyspach kanaryjskich Alistair nie miał sobie równych. Zatrzymał zegar na mecie z czasem 4:03:09, a drugi zawodnik Pieter Heemeryck BEL dobiegł ponad 8 minut za brytyjczykiem. Alistar ustanowił tym wynikiem nowy rekord trasy.

 

“To była moja pierwsza próba na tym dystansie. Jeszcze muszę się dużo nauczyć. Wybrałem Gloria Challenge Mogan Gran Canaria ponieważ bardzo mi się podoba to co robi Challenge Family i termin był idealny.” - powiedział zwycięzca Alistair Brownlee.

 

Alistair Brownlee na kolejny start wybiera się już za dwa tygodnie w USA. Tym razem będzie to Ironman 70.3 St. George, podczas którego odbędą się Mistrzostwa Ameryki Północnej na tym dystansie. Na tych zawodach można się spodziewać już większej konkurencji.

 

Alistair Brownlee tuż przed triathlonem na wyspach kanaryjskich zmienił sponsora rowerowego. Po długiej współpracy z firmą Boardman przyszedł czas na markę Scott. 6 maja na IM 70.3 St. George Alistair będzie mógł się zmierzyć z Sebastianem Kienle GER na tym samym sprzęcie.

 

Kibice przyzwyczajeni do dominacji Danieli Ryf SUI, tym razem zobaczyli faworytkę zawodów w nieco gorszej formie. Daniela wyszła druga z wody. Na części rowerowej była liderką. Natomiast podczas biegu dwie zawodniczki z Wielkiej Brytanii Emma Pallant i Lucy Charles wyprzedziły Danielę. Daniela ukończyła zawody na trzecim miejscu z ponad 3 minutową stratą. Emma Pallant także ustanowiła rekord trasy zawodów.

 

Podczas Challenge Gran Canaria startowało trzech polskich triathlonistów w kategorii PRO. Na 16 miejscu uplasował się Jacek Tyczyński z czasem 4:33:33. Kacper Adam i Ewa Komander niestety nie ukończyli zawodów.

 

Challenge Gran Canaria Jacek Tyczyński.jpg

fot. Facebook Trinergy - na zdjęciu Jacek Tyczyński

 

Wyniki mężczyzn:

 

1. Alistair Brownlee (GBR) 4:03:09
2. Pieter Heemeryck (BEL) 4:11:23
3. Mark Buckingham (GBR) 4:15:36
4. Julian Mutterer (GER) 4:18:26
5. Manuel Küng (SUI) 4:19:30

 

16. Jacek Tyczyński 4:33:33 (POL)
DNF Kacper Adam (POL)

 

Wyniki kobiet:


1. Emma Pallant (GBR) 4:35:15
2. Lucy Charles (GBR) 4:35:21
3. Daniela Ryf (SUI) 4:38:35
4. Lucy Gossage (GBR) 4:47:54
5. Judith Corachan Vaquera (ESP) 4:50:46

 

DNF Ewa Komander (POL)

Opublikowane w Wydarzenia

Organizacja Challenge Family ogłosiła nowe zawody w Rzymie, które będą miały swoją premierę 22-23 lipca 2017. Challenge Roma 753 będzie trwało dwa dni, pierwszego dnia zaplanowany jest dystans sprinterski 750-20-5. Główny triathlon, to unikalny dystans, odbędzie się drugiego dnia czyli w niedzielę. Challenge Family po raz pierwszy zaakceptowało inny dystans niż typowa połowa ironmana.

 

Rzym to jedno z najbardziej znanych miast na świecie, a także bardzo popularny kierunek turystyczny. Według tradycji przekazanej nam przez Tytusa Liwiusza, Rzym założył Romulus w 753 roku p.n.e. W nawiązaniu do tej daty organizatorzy zaplanowali 1.753 m pływania, 75,3 km roweru oraz 17,53 km biegu. Dystans został zatwierdzony przez Federację Włoskiego Triathlonu i będzie traktowany tak jak połówka ironmana w rankingach Challenge.

 

Trasa pływacka będzie miała miejsce w sztucznym jeziorze o nazwie Laghetto dell’Eur na południu miasta. Od typowego dystansu 1,9 km zostało odjęte niecałe 150 m. Na rower wybierzemy się w kierunku antycznego miasta portowego Osetii. Po 30 kilometrach trasa prowadzi do centrum Rzymu. Skrócona trasa o 15 kilometrów wystarczy aby zobaczyć tak znane zabytki jak Piramida Cestiusza, Cyrk Największy, Plac Wenecki, Fora cesarskie i Termy Karakalli. Możemy liczyć na płaski teren i gładką nawierzchnię. Bieg przeniesiony jest już do nowoczesnej dzielnicy miasta. Poprowadzony wokół jeziora Laghetto, w którym rozpoczynaliśmy pływanie. W tym miejscu z pewnością nie zabraknie kibiców.

 

Rejestracja na zawody rusza 1 kwietnia 2017 roku na stronie www.challenge-roma.com

Opublikowane w Wydarzenia

Jak podaje organizator zawodów Challenge Family, ma zamiar wprowadzić 20 metrów odstępu pomiędzy zawodnikami w części rowerowej na The Championship 2017 w Samorin, na Słowacji. Jak dotąd odległość ta wynosi 12 metrów od przedniego koła zawodnika jadącego z przodu, do przedniego koła zawodnika jadącego z tyłu. 20 metrów będzie obowiązywało zarówno zawodników PRO jak i amatorów.

 

Zibi Szlufcik, Prezes Challenge Family powiedział: “The Championship jest naszą najważniejszą imprezą, na której chcemy zapewnić zawodnikom jak najbardziej uczciwe warunki rywalizacji. Zasady draftingu w 2016 roku były jedną z najbardziej krytykowanych reguł triathlonu. W związku z tym uważamy, że wprowadzenie 20 metrów odstępów jest konieczne, aby rywalizacja była jak najbardziej fair.”

 

Strefa draftingu na planie prostokąta będzie wynosiła 3 metry szerokości i 20 metrów długości. Zawodnik będzie miał 40 sekund na manewr wyprzedzania po wkroczeniu do strefy draftingu. Aby przestrzegać tego przepisu w praktyce amatorzy będą startowali 20 minut po zawodnikach PRO. Kobiety i mężczyźni PRO będą rozdzieleni. W każdej fali będzie maksymalnie 200 triathlonistów. Każda fala będzie ruszała z minimum 10 minutowym opóźnieniem. Ma być zapewniona odpowiednia ilość sędziów na trasie kolarskiej. 20 metrowe odcinki mają być zaznaczone na jezdni, aby ułatwić zawodnikom oszacowanie odpowiedniego dystansu.

 

Oprócz wyprzedzania zawodnik będzie mógł wjechać do strefy draftingu jeżeli będzie się znajdował 100 metrów przed lub za strefą żywienia lub strefą zmian. Ostry zakręt na trasie jest odstępstwem od przepisowych 20 metrów. W wyjątkowych sytuacjach, ze względów bezpieczeństwa także będzie można złamać regułę draftingu. Sędzia może zarządzić w niektórych miejscach na trasie odstępstwo od 20 metrowej strefy draftingu ze względu na panujące niebezpieczeństwo, remont lub objazd.

 

Nie wiadomo jeszcze czy zmiana przepisów o draftingu będzie dotyczyła wszystkich zawodów z serii Challenge, czy jedynie imprezy finałowej The Championship. The Championship 2017 będzie miało miejsce w Samori, na Słowacji 3 czerwca 2017 roku.

Opublikowane w Wydarzenia

Kto w Polsce jest najszybszym ironmanem? Aby tego się dowiedzieć stworzyłem ranking Polaków, którzy mogą pochwalić się złamaniem bariery 9 godzin na dystansie ironman (3,8-190-42,2). U kobiet przyjąłem barierę 10 godzin. Brane pod uwagę są zawody z serii Ironman oraz Challenge Family. Najszybszym polskim triathlonistą na dystansie ironman jest Marek Jaskółka (8:13:29). Sześć raz osiągnął czas poniżej 9 godzin. Oprócz Marka, Grzegorz Zgliczyński i Marcin Konieczny powtórzyli wynik lepszy niż 9 godzin, więcej niż jeden raz. U kobiet jedynie trzy zawodniczki złamały barierę 10 godzin na dystansie ironman. Najszybszą triathlonistką na tym dystansie jest Ewa Bugdoł (9:02:08). 

 

Najlepsze czasy Polaków SUB-9 na dystansie ironman

 

Ranking

Czas

Zawodnik

Miejsce i rok

1

8:14:37

Marek Jaskółka

IM Barcelona 2015

2*

8:23:48

Marek Jaskółka

Challenge Almere 2016

3

8:28:09

Mikołaj Luft

IM Barcelona 2015

4

8:29:40

Robert Karaś

PolskaMan Wolsztyn 2015

5

8:38:26

Marek Jaskółka

IM Arizona 2012

6

8:40:40

Marek Jaskółka

IM Switzerland 2014

7

8:41:55

Grzegorz Zgliczyński

ME Almere 1991

8*

8:42:32

Marek Jaskółka

Challenge Weymouth 2015

9

8:42:47

Bogumił Głuszkowski

ME Jümme 1995

10

8:43:05

Grzegorz Zgliczyński

IM Roth 1992

11

8:43:07

Paul Wiśniewski

IM Western Australia 2008

12*

8:48:05

Marcin Konieczny

Challenge Roth 2014

13

8:48:27

Marek Jaskółka

IM Kona 2014

14*

8:50:20

Robert Karaś

Challenge Roth 2015

15

8:51:33

Marek Kalwat

ME Jümme 1995

16

8:52:46

Marcin Konieczny

IM Barcelona 2016

17

8:53:21

Grzegorz Zgliczyński

IM Roth 1990

18

8:56:32

Grzegorz Wiśniowski

IM Barcelona 2016

19*

8:56:37

Jakub Czaja

Challenge Copenhagen 2012

20

8:58:14

Roman Pustułka

IM Roth 2000

21

8:58:39

Filip Przymusiński

IM Barcelona 2016

22

8:59:13

Mariusz Olejniczak

IM Klagenfurt 2014

23

8:59:43

Grzegorz Zgliczyński

IM Kona 1991

 

Wyniki na skróconej trasie, poza zestawieniem.

08:13:29 Marek Jaskółka IM Cozumel 2013


Najlepsze czasy Polek SUB-10 na dystansie ironman

 

Ranking

Czas

Zawodniczka

Miejsce i rok

1

9:44:38

Ewa Dederko

IM Switzerland 2005

2

9:56:43

Magdalena Biskupska

IM Barcelona 2015

Wyniki na skróconej trasie, poza zestawieniem.
09:02:08 Ewa Bugdol Challenge Family

* oznacza zawody z serii Challenge Family

 

Lista została opracowana między innymi na podstawie zestawień Dariusza Sidora Lista Polskich Ironmanów


Jak te wyniki mają się do światowej czołówki?


Na świecie lista najszybszych czasów obejmuje wyniki o godzinę szybsze zarówno dla mężczyzn jak i dla kobiet. Odpowiednio SUB-8 i SUB-9. Bariera 8 godzin przez mężczyzn została złamana 64 razy przez 40 zawodników, a w samym 2016 roku 13 razy. U kobiet bariera SUB-9 została złamana 150 razy przez 63 zawodników, w ubiegłym roku było 17 takich wyników. Statystycznie patrząc nieco łatwiej jest złamać kobietom 9 godzin niż mężczyznom 8 godzin, lecz okrągła liczba SUB-9 jest czytelniejsza.


Gdzie najczęściej są uzyskiwane czasy SUB-8 i SUB-9?


Najszybszą trasą jest od lat Challenge Roth, na której 25 mężczyzn osiągnęło czasy poniżej 8 godzin i 38 kobiet czasy poniżej 9 godzin. Challenge Roth to także trasa, na której są bite rekordy świata. Obecne rekordy należą do Jana Frodeno (GER) 7:35:39 i do Chrissie Wellington (AUS) 8:18:13. Jeżeli mówimy o serii Ironman to najczęściej uzyskiwane czasy SUB-8 i SUB-9 są na Ironman Klagenfurt.


Kto najczęściej łamał barierę SUB-8 i SUB-9?


Aż czterokrotnie bariera SUB-8 została złamana przez: Sebastiana Kienle (GER), Chrisa McCormacka (AUS), Brenta McMahon (CAD), Marino Vanhoenackera (BEL).

Pod tym względem rekordzistką u kobiet jest Yvonne van Vlerken (NED), która ma na swoim koncie 12 wyników poniżej 9 godzin.


TOP 10 najszybszych czasów na świecie mężczyzn


Ranking

Czas

Zawodnik

Miejsce i rok

1*

7:35:39

Jan Frodeno

Challenge Roth 2016

2*

7:41:33

Andreas Raelert

Challenge Roth 2011

3

7:44:29

Lionel Sanders

IM Arizona 2016

4

7:45:58

Marino Vanhoenacker

IM Klagenfurt 2011

5

7:46:10

Brent McMahon

IM Brazil 2016

6

7:48:43

Ivan Rana

IM Klagenfurt 2014

7

7:48:45

Marino Vanhoenacker

IM Klagenfurt 2015

8

7:49:18

Patrick Nilsson

IM Copenhagen 2016

9

7:49:48

Jan Frodeno

IM Frankfurt 2015

10

7:50:15

Brent McMahon

IM Arizona 2016

Link do pełnego zestawienia: Sub-8 iron men the list

TOP 10 najszybszych czasów na świecie kobiet

 

Ranking

Czas

Zawodniczka

Miejsce i rok

1*

8:18:13

Chrissie Wellington

Challenge Roth 2011

2*

8:19:13

Chrissie Wellington

Challenge Roth 2010

3*

8:22:04

Daniela Ryf

Challenge Roth 2016

4*

8:31:59

Chrissie Wellington

Challenge Roth 2009

5

8:33:56

Chrissie Wellington

IM Port Elizabeth 2011

6

8:34:51

Caroline Steffen

IM Melbourne 2012

7

8:36:13

Chrissie Wellington

IM Arizona 2010

8

8:37:36

Eva Wutti

IM Copenhagen 2013

9*

8:38:53

Mirinda Carfrae

Challenge Roth 2014

10*

8:39:24

Rebekah Keat

Challenge Roth 2009

Link do pełnego zestawienia: Sub-9 iron women the list
Opublikowane w Publicystyka
środa, 07 grudnia 2016 17:24

Challenge Praga już w 2017 roku

Stolica Czech, Praga dołącza do cyklu zawodów triathlonowych Challenge Family. Impreza odbędzie się już 29 lipca 2017 roku. Zawodnicy będą się ścigali w ścisłym centrum miasta, na trasie położonej bardzo blisko Zamku na Hradczanach, Mostu Karola czy Teatru Narodowego. Dystans główny to połowa ironmana, czyli 1,9 km pływania, 90 km roweru i 21,1 km biegu.


“My jako Challenge Family jesteśmy bardzo dumni i szczęśliwi dołączając Challenge Prague do naszej serii.” - powiedział Zibi Szlufcik Prezes Challenge Family. “Jako jedno z najpiękniejszych miast na świecie, Praga zapewnia zawodnikom nieskończone możliwości do uprawiania sportu jak i do turystyki. Gościnność Czechów jest jest powszechnie znana, dzięki czemu triathloniści mogą liczyć na fantastyczne wrażenia z zawodów. Aktywne wsparcie Czeskiego Związku Triathlonu, miasta i organizacjom turystycznym te zawody staną się szybko “obowiązkowymi do zaliczenia”.


Triathlon w Pradze organizowany jest od dwóch lat pod nazwą TriPrague. W tym sezonie, pod nową nazwą Challenge zostanie zmieniona trasa tak, że cały wyścig będzie szybszy, bardziej atrakcyjny i bezpieczniejszy. Na pływaniu i rowerze będą znaczące zmiany, a na bieganiu trasa będzie zamknięta całkowicie od ruchu samochodowego.


Podczas małego festiwalu Challenge będzie można wziąć udział w innych zawodach towarzyszących. Impreza rozpocznie się od wyścigu Challenge Junior dla triathlonistów w wieku od 8 do 15 lat. Dla tych, którzy będą chcieli zadebiutować w triathlonie na znacznie krótszym dystansie będzie możliwość podczas Try-Athlonu, na dystansie 380 m pływania, 18 km roweru i 4,2 km biegu. Sztafety mogą się zapisywać zarówno na dystans połowy ironmana, jak również na krótki Try-Athlon.

 

TRIPrague 2016 from SPORTIFY on Vimeo.

 

Link do witryny zawodów: http://www.challenge-prague.com/en/

Opublikowane w Wydarzenia
środa, 24 sierpnia 2016 15:33

Tomasz Szala na podium w Challenge Samorin

W miniony weekend swoją premierę miały zawody Challenge Samorin w Słowacji. Zwyciężył Holender Evert Scheltinga, a wśród kobiet Helle Frederiksen z Danii. Tomasz Szala wywalczył trzecie miejsce z czasem 4:00:28. Zabrakło jemu 34 sekundy do drugiego zawodnika Matthias Knossalla (GER). W kategorii PRO mężczyzn startował także Kacper Adam, który ukończył zawody na 12 miejscu.

Ewa Bugdoł i Maria Cześnik uplasowały się tuż za podium, zajęły kolejno 4 i 5 miejsce. Ewa miała 15:31 starty do pierwszej zawodniczki, a Maria 19:44.
Miejsca i czasy Polaków w kategorii PRO:
Tomasz Szala 3 miejsce - 4:00:28
Kacper Adam 12 miejsce - 4:12:08

Ewa Bugdoł 4 miejsce - 4:33:44
Maria Cześnik 5 miejsce - 4:37:58

 

Były to zawody testowe przed przyszłorocznymi mistrzostwami Challenge na tym samym dystansie ½ ironman, które mają się odbyć 3 czerwca 2017. Będzie to nowa impreza równoległa do innych imprez mistrzowskich. Challenge chce zaprosić do wyścigu pięciu najlepszych zawodników z igrzysk w Rio* oraz po trzech z następujących imprez: 2016 World Triathlon Series (brany będzie pod uwagę końcowy ranking), 2016 ITU Long Distance Championship, 2016 Ironman World Championship, 2016 Ironman 70.3 World Championship. Oczywiście nie wszyscy muszą przyjąć zaproszenie, tym bardziej, że musieliby wystartować w dowolnie wybranych zawodach Challenge Family jeszcze przed mistrzostwami 3 czerwca 2017.

Amatorzy startujący w kategoriach wiekowych chcąc zdobyć kwalifikację muszą wystartować w serii Challenge Family i znaleźć się na mecie w pierwszej szóstce swojej kategorii.

 

TomaszSzalaNaPodiumChallengeSamorin1

 

Zawody odbywają się w nowo wybudowanym centrum sportowym x-bionic®, które kosztowało 300 mln euro. W Samorin można trenować 27 dyscyplin olimpijskich w tym oczywiście triathlon. Powierzchnia oddana pod infrastrukturę sportową to milion metrów kwadratowych. Centrum usytuowane jest bezpośrednio nad Dunajem. Rzeka w tym miejscu ma spokojny łuk długości 3km, gdzie można uprawiać wioślarstwo. Tam właśnie zostanie rozegrany etap pływacki mistrzostw The Championship 2017. Rowerem można jechać około 50 kilometrów wzdłuż Dunaju, nie przecinając żadnego skrzyżowania.

 

*Pierwsza piątka z igrzysk w Rio, która będzie zapraszana na mistrzostwa The Championship 2017
Mężczyźni:
1. Alistar Brownlee (GBR)
2. Jonathan Brownlee (GBR)
3. Henri Schoeman (RSA)
4. Richard Murray (RSA)
5. Jao Pereira (POR)
Kobiety:
Gwen Jorgensen (USA)
2. Nicola Spirig (SUI)
3. Vicky Holland (GBR)
4. Nin Stanford (GBR)
5. Barbara Riveros (CHI)

Opublikowane w Wydarzenia

Niedawno opisywałem jak World Triathlon Corporation próbuje rozszerzać swój portfel imprez poprzez wykupowanie kolejnych, dywersyfikując ofertę pomiędzy różne dyscypliny i dystanse. Dziś, dla równowagi, pora na pomysły konkurencji. 3 czerwca 2017 w miejscowości Šamorin na Słowacji zostaną rozegrane pierwsze mistrzostwa świata Challenge na dystansie połowy Ironmana. Wyścig odbywać się będzie w otoczeniu fantastycznego kompleksu sportowego X-Bionic Centre, który jest w stanie zapewnić bazę treningową dla przedstawicieli 27 dyscyplin olimpijskich, zajmując przy tym powierzchnię blisko miliona metrów kwadratowych.

 

Challenge przeznaczyło minimalną kwotę 150 tysięcy Euro jako pulę nagród dla startujących zawodników. Uczestnicy będą mogli walczyć o kwalifikację do Šamorin na 46 imprezach organizowanych na całym świecie. Dla profesjonalistów zarezerwowano miejsca dla pierwszych pięciu zawodników i zawodniczek Igrzysk w Rio, pierwszej trójki rankingu ITU WTS, długiego dystansu ITU, mistrzostw świata Ironman, zarówno na dystansie długim, jak i „połówce”. Amatorzy kwalifikować się będą przez zajęcie miejsca w pierwszej szóstce kategorii wiekowej na zawodach Challenge. Słowacka miejscowość będzie gospodarzem mistrzostw w roku 2017 i 2019, w roku 2018 odbywać się będą one poza Europą. Piękie… ale spróbujmy przyjrzeć się szczegółom.

 

Zaczynając od pozytywów należy pochwalić europejską lokalizację. Ironman 70.3 swoje mistrzostwa w 2016 roku organizuje w Australii, rok później w USA. To spore obciążenie logistyczne i finansowe dla triathlonistów z naszego kontynentu. Słowacja może być tu dobrą alternatywą. Rok poolimpijski to dobry czas na namówienie do startów największych gwiazd z ITU, które taki sezon traktują zwykle bardziej ulgowo. Brak bariery wejścia dla czołówki, przy całkiem dobrych nagrodach może się dobrze sprawdzić.

 

I to by było chyba na tyle…

 

Pora na wątpliwości. Największą wartością cyklu Ironman są zawody w Kona. Stoją one na szczycie piramidy sportowych marzeń, i wszystkie drogi podążają w tym kierunku. Mistrzostwa 70.3 są w sensie sportowym imprezą drugiej kategorii i próbą skanalizowania nadmiaru chętnych, przy ograniczonych możliwościach logistycznych hawajskiej wyspy. Dla Challenge takim specjalnym miejscem jest Roth. Nie ma ono oczywiście magii narodzin długiego dystansu, ale z całą pewnością jest najcenniejszą imprezą w cyklu. Roth jednak nie jest w pełni wykorzystywane. Aby tam wystartować musimy po prostu się zapisać, jedyną trudność stanowią możliwości karty kredytowej i liczba dostępnych miejsc. Zero wyzwania sportowego w momencie zapisu. Challenge wreszcie zrozumiało potrzebę stworzenia kolejnych stopni zawodniczego wtajemniczenia dla uczestników swoich imprez. Eliminacje, imprezy dla wybranych, kolejne bariery do pokonania, to rzeczywiście dodaje smaczku zabawie. Ale dlaczego Słowacja? Dlaczego legenda Roth nie zostaje tu jakoś wykorzystana? Wiem, inny dystans, ale to nie jest najważniejsze. To wszystko można przecież zaplanować od podstaw.

 

Kolejne wątpliwości dotyczą przyszłości tej imprezy. Co z zawodnikami WTS w kolejnych latach? Po „przerwie” po Rio wrócą oni do ciężkiego ścigania się w swoim cyklu. To właśnie tam są duże pieniądze dla najlepszych, na Słowację przyjedzie drugi garnitur. Roth przypomina nieco maraton w Berlinie, gdzie wszystko podporządkowane jest biciu kolejnych rekordów. Dobór zawodników, szybka trasa, wysokie startowe dla elity. Bonusem jest świetna atmosfera panująca wśród mieszkańców, kibiców i zawodników. Ale to nie przekłada na inne lokalizacje. Šamorin musi sobie na wszystko zapracować od podstaw.

 

Na dziś żadna z imprez kwalifikacyjnych nie odbywa się na terenie Wielkiej Brytanii. Zawodnicy z największego rynku triathlonowego w Europie (niektóre źródła uważają, że największym rynkiem wciąż są Niemcy) zmuszeni będą do co najmniej dwukrotnego wyjazdu za granicę, co znacznie zwiększa koszty, a zmniejsza zapał. To drobiazg, ale świadczy o sporych lukach w kompleksowej strategii.

 

Czy można powiedzieć, że Challenge jest najbardziej dynamicznym, pełnym pomysłów i kreatywnym organizatorem? Nie jestem tego taki pewien. Mówiąc brutalnie, mam wrażenie, że Challenge się mota, szukając jakiejś cudownej metody na wyjście z cienia M z kropką. Rzeczywiście próbują wielu nowych rozwiązań, ale szczerze mówiąc niewiele z nich utkwiło mi w pamięci jako udane. Wpadki na rynku amerykańskim, porażka pomysłu Triple Crown (gdzie imprezy Challenge zastąpiły zawody z cyklu Ironman), czy niezbyt dobrze oceniana ostatnia impreza w Poznaniu. Właściwie na każdym polu rozczarowują swoich zwolenników. 

 

Ironman nie musi nawet szczególnie walczyć z tym organizatorem. Wystarczy jak będzie pozwalał im na wprowadzanie w życie kolejnych nowinek.

Czy nowe mistrzostwa świata będą wyłomem od tej reguły - czas pokaże. Z całą pewnością sytuacja zaczyna przypominać mnogość tytułów federacji bokserskich, gdzie trudno nadążyć kto jest mistrzem czego. Na tym może korzystać tylko jedna impreza - Ironman Hawaje, jako jedyna „czytelna” impreza najwyższej rangi na dystansie długim.

Patrząc na tę sytuacje po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że w życiu należy robić dobrze jedną rzecz, a z rozmnażaniem pomysłów przez pączkowanie powinno się być bardzo ostrożnym. Jeżeli brakuje miejsca na jednym polu lepiej jest poszukać go sobie w innej niszy (patrz wykup imprez WTS przez Ironmana).

 

Dla jasności, nie jestem zwolennikiem żadnej z konkurujących firm. Challenge życzę jak najlepiej z ich nowym pomysłem, ale trudno pozbyć mi się wątpliwości, kiedy patrzę na hurraoptymistyczne zapowiedzi dotyczące tych zawodów. Jako zawodnik dość sceptycznie podchodzę do kolejnych mistrzostw. Czasami wydaje mi się, że to tylko sposób na zaspokojenie sportowych ambicji jak największej liczby amatorów spragnionych poważnie brzmiących tytułów, nawet jeżeli te ambicje są nieco na wyrost (Mistrzostwa Europy w Poznaniu?). Obym się tym razem mylił.

Opublikowane w Felietony

INFORMACJA PRASOWA:

W niedzielę, 24 lipca na Placu Wolności w Poznaniu rozbrzmiał Mazurek Dąbrowskiego. Wszystko to za sprawą sponsorowanej przez RAFAKO S.A., Ewy Bugdoł, która wywalczyła Mistrzostwo Europy w triathlonie na dystansie długim. Zawody odbyły się w Poznaniu, w trakcie Enea Challenge Poznań, jednej z największych imprez triathlonowych w Europie. Triathloniści walczyli na dystansie długim pośród malowniczych terenów Jeziora Maltańskiego oraz ulic Starego Rynku. 

 

Mistrzostwa Europy w triathlonie na dystansie długim były pierwszymi organizowanymi w Polsce. „Ludzie z żelaza”, jak mówi się o triathlonistach, zmierzyli się z niesamowicie ciężkim dystansem długim, na który składało się 3,8 km pływania, 180 km jazdy na rowerze i 42,2 km biegu. 

 

Jedną z nich była Ewa Bugdoł – ośmiokrotna Mistrzyni Polski w triathlonie na dystansie długim, która dotarła do mety jako pierwsza wśród kobiet, zdobywając tym samym tytuł Mistrzyni Europy.  - Jest to dla mnie jeden z najszczęśliwszych dni w życiu. Udało mi się zdobyć upragnione Mistrzostwo Europy. Cieszę się, że trasa biegowa odbywała się ulicami Poznania, gdzie doping kibiców dodawał mi sił i zwiększał wolę walki. Ciągle jak o tym myślę przechodzą mnie ciarki – powiedziała po przekroczeniu mety Ewa Bugdoł, która w trakcie zawodów szła „łeb w łeb” z triathlonistką z Danii. - Udało mi się wyjść z wody jako pierwsza, natomiast pod koniec trasy rowerowej musiałam zwolnić i dojść do siebie, ponieważ zaczęło kręcić mi się w głowie. Wtedy też wyprzedziła mnie zawodniczka z Danii. Na szczęście odrobiłam straty i w trakcie biegu ponownie wysunęłam się na prowadzenie. Oczywiście nie było łatwo, ponieważ łapały mnie skurcze w łydkach. Natomiast wiedziałam, że to Ironman i że kryzysy będą się pojawiać. Na szczęście przezwyciężyłam chwile słabości i udało mi się zdobyć pierwsze miejsce- relacjonowała sponsorowana przez RAFAKO S.A. Ewa Bugdoł.

 

Mistrzostwo Europy_-_Ewa_Bugdo_2

 

 - W takiej chwili nie mogę nie wspomnieć o moim sponsorze, firmie RAFAKO S.A. To właśnie dzięki wsparciu raciborskiej Spółki udało mi się zajść tak wysoko. Jestem niezwykle wdzięczna za pomoc i wiarę w moje możliwości. To dla mnie bardzo ważne. - powiedziała Mistrzyni Europy w triathlonie na dystansie długim. - Osobą, której także muszę podziękować jest mój trener Grzegorz Zgliczyński. To właśnie dzięki niemu, udało mi się zdobyć upragnione Mistrzostwo Europy. Jestem mu niezwykle wdzięczna za to, jak dobrze przygotował mnie do zawodów i za to, że nieustannie mnie wspiera i motywuje. - dodała Mistrzyni Europy. 

 

Na tak ważnych zawodach nie mogło zabraknąć najwierniejszych kibiców Ewy Bugdoł, czyli jej rodziców, którzy przez całą trasę dopingowali i wspierali swoją córkę. - Jestem tak szczęśliwa, że aż brak mi słów. Nie przypuszczałam, że uda jej się wywalczyć złoty medal. Przez całą trasę wspieraliśmy ją jak tylko mogliśmy. Ewa pierwszy raz startowała na długim dystansie i nie ukrywam, że martwiłam się o nią, ale na szczęście wszystko się udało. Jesteśmy szczęśliwi i dumni z córki! - mówiła ze wzruszeniem mama Ewy Bugdoł.

 

Zibi Szlufcik, Prezes Challenge Family, od początku zmagań wierzył, że Ewa Bugdoł zdobędzie najwyższe miejsce na podium oraz zaznaczył, że Mistrzostwa Europy w Poznaniu to impreza na światowym poziomie. - Jestem bardzo szczęśliwy, że udało nam się ściągnąć Mistrzostwa Europy do Poznania. Wspaniałe zawody, wspaniała organizacja i przede wszystkim wspaniałe miejsce. Niezmiernie mnie cieszy, że na zawody w Poznaniu przybyli zawodnicy z 38 krajów świata. Oczywiście jestem ogromnie dumny, że polska triathlonistka, Ewa Bugdoł zdobyła tytuł Mistrzyni Europy. To świetna, niezwykle pracowita i skromna zawodniczka. - zaznaczył Prezes Challenge Family.
   

W Mistrzostwach Europy, które odbyły się w trakcie jednej z największych imprez triathlonowych w Europie – Enea Challenge Poznań, udział wzięli najlepsi zawodnicy tej dyscypliny sportowej. - Triathlon jest sportem popularnym i rozwojowym. Dzisiejsze zawody są tego najlepszym przykładem. Jest to impreza rangi Mistrzostw Europy Unii Triathlonów w związku z czym do Poznania zjechali światowej klasy zawodnicy m.in. z Francji, Belgii, Wielkiej Brytanii. Wszystkie federacje wystawiły swoich najlepszych zawodników. - powiedział Aleksander Rosa, rzecznik prasowy Enea Challenge Poznań.

Opublikowane w Wydarzenia

Celebrowanie, odwiedziny w zakładach pracy, wywiady w TV, męczące rozdawanie autografów, wzdychanie rozgrzanych fanek w końcu dobiegło końca.  A tak serio zastanawiałem się, czy w ogóle jest sens pisać. Ze smutkiem obserwuje zachodzące zmiany na AT.  Zaczyna kruszyć więź, która kiedyś łączyła dużą grupę blogerów. Informacje, które są przekazywane w zasadzie odnoszą się do elity. Brakuje o tych, którzy tworzyli już jakąś jedność i dumnie startowali w strojach AT. A szkoda,  dzięki tej platformie można poznać bardzo wartościowych ludzi, wymieniać doświadczenia, zyskać  przyjaciół. Miałem to szczęście, pozyskałem takich, wzajemnie się nakręcamy i podtrzymujemy na duchu w chwilach kryzysu. Przy okazji, wielkie dzięki Michale, Andrzeju i Arturze. Ten mój sukcesik jest również Waszą zasługą!

Oczywiście nie jest to jakaś totalna krytyka, a tylko moje subiektywne odczucie. Dzieję się przecież  dużo dobrego, trafiają się rodzynki, chociażby artykuły odŻywka, których zawsze wypatruję…

 

Moje rozważania o tym czy pisać czy nie pisać rozwiał telefon samego Ojca Dyrektora. Nawiasem, chłopina, chyba sobie nie zdaje sprawę jakim bodźcem motywacyjnym są jego brakujące komentarze pod wpisami… Wiem, wiem, załapał niezłą fuchę i musi stanąć na wysokości zadania, w końcu w życiu są jakieś priorytety… 

W ostateczności przeważyła myśl, że zawsze po zaspokojeniu swojej próżności, przemycam w tekście jakieś informację, które mogą służyć mniej doświadczonym…  Hehe… co ja piszę, po czterech latach, mam aspirację robić za eksperta! Głupol!

Przechodząc już do samego Poznań Chelaange,  uczucia mieszane,  pomny złych doświadczeń obiecałem sobie odpuścić  to miejsce  jednak  szyld ME kusił i w końcu   przeważył. Problem był tylko jeden, czy podołam…

 

W styczniu, gdzieś w górach próbując pogodzić treningi z pasją narciarską przesadziłem, nie wytrzymały dwugłowe. Kontuzja wlokła się jak flaki z olejem,  pewnie dlatego, że co było trochę lepiej to ja ,,do pica” bo przecież mistrzostwa, ból powracał, wizyty u różnych szamanów nie pomagały.  Zaplanowane starty w Olsztynie i Ślesinie poszły w odstawkę. Z rozrzewnieniem obserwowałem na fb wiosenne wpisy zaprzyjaźnionej grupę biegaczy AGB Torfy, która co rusz informowała o kolejnych ciekawych startach, podczas gdy ja człapałem po 15 km tygodniowo. Motywacja malała, a w głowie rodziła się myśl  o zakończeniu ,,kariery”.  Jedynie co mogłem robić to więcej pływać z wiarą, że będzie miało to przełożenie na wydolność ogólną. A nóż uda się zrobić tego IM.

 

Susz miał zweryfikować plany, czy w takiej sytuacji  jestem w stanie zrobić pełny dystans. W zasadzie niczego się nie dowiedziałem, przez głupotę odcięło mnie na 60 km z prozaicznej przyczyny, brak ,,papu i piciu”,  tropiki na biegu dobiły. Wynik przeszło 20 min gorszy niż w ubiegłym roku.  Byłem w czarnej du…  W dalszym ciągu  nie wiedziałem, na co mnie stać, ale wystraszyłem się.  W następny dzień napisałem maila do Orgów z Poznania z prośbą o przepisanie na połówkę, tak żeby nie kusiło.  Zaaprobowali moją prośbę.  Pozorny spokój trwał chwilę. IM kusił. Kto go zaliczył już wie, że skrywa w sobie jakąś magię,  kusi jak śpiew syren, jest wydarzeniem godnym poświęceń…  Podzieliłem się swoimi rozterkami  i podjętą decyzją z autorytetem i bardzo bliskim mi Ludwikiem Sikorskim. Dostałem jednoznaczną i merytoryczną odpowiedź ,,głupi jesteś, rób IM”.  Sam doszedłem do wniosku, że jednak w tej sytuacji będzie lepiej dłużej a wolniej… Żonka przyklepała, że też tak woli i decyzja zapadła. Znowu mail do Orgów,  trzeba przyznać, że wykazali się morzem cierpliwości…

 

W sobotę już w hotelu, umęczony całodniową drogą, odbieraniem pakietu,  wstawianiem roweru i innymi czynnościami, padłem na wyro cały obolały z myślą ,, to będzie kompletna klapa”.  Cieszyłem  się tylko ze spotkań z kolegami, Tomaszem, Kubą , do tej pory znanymi mi tylko wirtualnie. Niespodziankę sprawił sam Nadbloger robiący za Świętego Mikołaja! Wybranym osobą lekka ręką rozdawał czarodziejski napój znany pod nazwą Kopytko Łosia. Ba, nawet fundował obiad w pobliskiej knajpie. Udało mi się załapać jakimś cudem… Dzięki Marku!

 

ekipa nadbloger

 

 Żonka, w przeciwieństwie do mnie pałała ogromnym entuzjazmem, zapisawszy się na bieg nocny,  rozgrywany jako impreza towarzysząca wyszła realizować swoje marzenia, tj, ,,puścić się nocą”. Nie miałem siły reagować… a niech ma kobita coś z życia, pomyślałem i  odpłynąłem.

Nazajutrz strat w drugiej fali za prosami… nie pływam z zegarkiem, denerwuje mnie. Realizowałem taktykę krótkich skoków, tj. dopaść do nóg kogoś z przodu, powozić się, odpocząć i szukać kolejnej ,,ofiary”. Tak udało się trzykrotnie, później stawka rozciągnęła się i było całkiem komfortowo… Dopiero jak zakładałem zegarek  w T1 zobaczyłem, że łącznie z przebraniem jest poniżej godziny! Co jest, kurne, aż taki dobry nie jestem! Nie miałem czasu analizować, ale jakoś wcale nie czułem trudu pływania, miało być zachowawczo i było. 

 

Rower. Po klapsie  w Suszu jak zegarmistrz i aptekarz w jednym realizowałem przyjęte wytyczne w odżywianiu – 300 kal/ h  dostarczane w małych porcjach co 15 -20 min i picie, częste picie małymi łyczkami!  Jak nie uda ci się wytrenować to chociaż ,,baniuj”, wykorzystaj doświadczenie, najwyższy czas! Taką miałem dewizę!  Zimny łeb  miał  zaciągać lejce fantazji! Pierwsza z czterech, 44 km pętli spokojnie, średnia 31/h, druga lekko podkręcona 31,3, trzecia czujemy się nieźle – dobijamy do 32. Po nawrocie zauważyłem Andrzeja Lewandowskiego (moja kategoria), jest stosunkowo blisko a to mocny Gość.  Zwiększam do średniej 32,2 ale w dalszym ciągu czuję małą rezerwę.  Zimny łeb obowiązuje!  Trzeba przyznać, że trasa rowerowo jest dobra w Poznaniu, szeroka, niezła nawierzchnia, w miarę płaska, tory tramwajowe zabezpieczone… nic tylko kręcić dobre czasy a pogoda jak na rower całkiem przyzwoita. 

 

Bieg. Odpalam GPS  w celu kontroli tempa. Menda szuka i szuka sygnału!  Niemal zawsze jak schodzę z roweru pozornie wydaje się, że biegnę wolno!  Satelita w końcu namierzony, odczytuje prędkość 4.50! Prrrrr!!! Ustalałem, że stać mnie co najwyżej na 5.20! Zwalniam chociaż nosi mnie jak cholera! Zimny łeb….!!! Wydaje się, że to ślimacze tempo, ale wyprzedzam kilku zawodników.  Każdy punkt żywieniowy oddalony ok 25min. Rezygnuje z żeli na rzecz bananów i pomarańczy. Zatrzymuje się przy każdym punkcie,  banan, pomarańcz na przemian + ,,tankowanie” izotoniku  w mini bidon i małe łyczki… Chłodzenie przy deszczowniach obowiązkowe. 

Trasa  prowadzi przez centrum, tłumy ludzi w kafejkach, doping dodaje skrzydeł.

 

W międzyczasie dołączają na trasę ci z połówki.  Sporo znajomych, wspieramy się nawzajem,  o dziwo biegnę szybciej niż niektórzy z nich... Na drugiej pętli wyprzedzam Blogera Roku, Kubę, wyzywa mnie od ,,przekozaka”, serce rośnie…  W dalszym ciągu czuję się dobrze, średnia oscyluje w granicach 5.15 ale z niepokojem czekam 30 km, czy mnie sieknie? Najdłuższe wybieganie jakie udało mi się zrobić to 27 km, zaraz po Suszu, nie w pełni zregenerowany musiałem zaryzykować, przecież dwa tygodnie trzeba zostawić na tapering…   Dałbym sobie rękę uciąć, że jestem na ostatnim okrążeniu i czeka mnie tylko dobieg do mety ale GPS wskazywał, że jeszcze co najmniej 9 km. Nie byłem na odprawie, nie widziałem jak długi odcinek prowadzi do mety od ostatniego nawrotu. Drę się do sędziego – ile do mety? Jakieś 150 m, pada odpowiedź!  Wizja jeszcze jednego kółka sprawiła, że automatycznie wyrwało  się siarczyste ,,kur… mać”!!!. Oczywiście liczna  publika w tym miejscu  miała ubaw po pachy, ale mi do śmiechu nie było, wróciłem na trasę! 

 

finisz.challenge

 

Na szczęście zegarek wskazywał, że nawet jak zrobię ostatnie km wolniej  to i tak będzie super! Finisz na metę poprzez kładkę z czerwonym suknem prowadzącą nad fontanną. Trzeba przyznać, że tu rozmachu i fantazji nie zabrakło. Przekraczając  linię męty rzucam okiem na zegar , piękny czas! Pełnia szczęścia. Niestety trwała krótko, zaraz dowiedziałem się o skróconym ok 800 m pływaniu!  Jak można tak spieprzyć  ludziom start!? Ogarnia mnie wściekłość!  W międzyczasie dowiaduję się, że mam drugie miejsce w AG. Sprawdzam wyniki. Czas maratonu 3.44, a tak mało biegałem! Liczę, przeliczam, wyliczam, kombinuję. Wygląda na to, że jak doliczyłbym 15 min do pływania to i tak złamałbym spokojnie 10.30, czyli progres jest. Szkoda tylko, że nie będę mógł szczycić się życiówką np.10.27 to tak ładnie wygląda i byłaby motywacja a tu  10.12! Życia mi nie wystarczy, przecież 56 na karczychu…! Beznadzieja!

 

 Nerwy puszczają ale tylko do momentu dekoracji. Ta zaplanowana na 22.00 zaczyna się ok 23! Umęczeni zawodnicy czekają na placu godzinę, a tu powtarzające się komunikaty, że za chwilkę zaczynamy… Żenada!  Złą atmosferę rozładował trochę  pokaz sztucznych ogni.

Na ceremonii super akcent Bugdoł Ewa wygrywa w kategorii kobiet, odbiera czek na 6000 euro. Sympatyczna dziewczyna. Właściwa nagroda za tą harówkę. Szkoda, że walki nie podjął Mikołaj Luft…

 

Kolejny super akcent, mój ubiegłoroczny mocny konkurent Antek Grzanka w tym roku już w kategorii 60+ wskakuje na pierwsze miejsce! Brawo Antek, w końcu trochę odpocznę od Twojego namolnego cienia. Wnioski? Jest motywacja, jest jeszcze coś do zrobienia, trzeba ,,podkręcić rower”, zwycięzca w mojej kategorii, który jest w zasięgu w pływaniu i biegu, zmiażdżył mnie na rowerze! Wzbudził mój gniew sportowy.

 

Na zakończenie kilka uwag.

Czytałem wiele negatywnych komentarzy, pod większością których mógłbym się podpisać. Trzeba jednak obiektywnie stwierdzić, że były też  pozytywy.  Wspaniała praca wolontariuszy na punktach, życzliwość i zaangażowanie, super doping  kibiców, oprawa na wysokim poziomie…  Ogólnie jednak jak na rangę imprezy to rozczarowanie.

Nie ma jednak co biadolić, to już historia, należy mieć tylko nadzieję, że kiedyś ten ogromny potencjał miejsca zostanie dobrze wykorzystany, tylko ilu zawodników da się ponownie skusić?

Opublikowane w Felietony

Nawet kilka lat temu, kiedy dopiero rozpoczynałem przygodę z triathlonem, najważniejsze, jako dla zawodnika, były dla mnie dwie rzeczy: sprawiedliwy, dobrze odmierzony dystans i atmosfera. W zawodach w Poznaniu nie startowałem. Ba! Nawet tam nie byłem, ale kiedy słucham w rozmowach telefonicznych i czytam na FB o niedomierzonych lub skróconych przez zawodników trasach na zawodach rangi Mistrzostwa Europy, burzy się we mnie krew. Adrian Kapusta - dziennikarz AT - skupi się w kolejnych artykułach na opisie zawodów ze swojej perspektywy - osoby, która jako dziennikarz i kibic uczestniczyła w Enea Challenge Poznań. Opisywaliśmy rywalizację na profilu FB i na stronie AT, więc gratulując krótko zwycięzcom wygranej, przejdę do sedna sprawy. 

 

Organizatorom zawodów Enea Challenge Poznań należy się czerwona kartka za brak upilnowania podstawowej rzeczy - długości poszczególnych dystansów i doboru ludzi, którzy mieli wykonywać zadania na odcinkach. 

Chciałbym już na początku podkreślić, że w tym felietonie skupiam się wyłącznie na fakcie skrócenia odcinka pływackiego. 


Absurdem jest twierdzić, że organizator w osobie np. Wojtka Kruczyńskiego (szefa Endusport, organizatora cyklu Enea Triathlon) czy Michała Drelicha (szefa Sport Evolution, organizatora IM 70.3 Gdynia) może bezpośrednio odpowiadać za wszystko, co dzieje się na trasie. Oni są jak politycy - ponoszą odpowiedzialność polityczną. Jeżeli zawini minister (sędzia zawodów) - odpowiedzialny jest premier (organizator), za to, że dobrał takich, a nie innych ludzi. Jeżeli na Business Insider Polska zostanie popełniony błąd, odpowiadam za to ja, jako redaktor naczelny. 

 

Po zakończeniu sobotnich i niedzielnych zawodów w Poznaniu, rozmawiałem z kilkoma zawodnikami PRO i amatorami. Żałuję, że nie pozwolili mi zacytować siebie pod imieniem i nazwiskiem. Dziennikarze nie ujawniają swoich źródeł. Historie, które usłyszałem są zbieżne, więc mogę powiedzieć, że sprawdzone w kilku źródłach. Ale niestety nie mogę powiedzieć wszystkiego, bo niektóre z sytuacji zdradziłyby nazwisko osoby, z którą rozmawiałem. Zdecydowałem się opisać to, co wiem na temat faktu skrócenia trasy plywackiej. Tekst będę aktualizował w zależności od kolejnych informacji, jakie otrzymam. Jestem też w kontakcie z rzecznikiem prasowym zawodów w Poznaniu i dziękuję mu za szybką odpowiedź. 

 

Dlaczego w Poznaniu skrócono trasę pływacką na dystansie Ironman? 


a) Historia opowiedziana mi przez zawodników

Według moich informacji, zawinił sędzia, który zawrócił czołówkę zawodników. Na około 350-400 metrów przed nawrotem (co w sumie dało około 700-800m, ale widziałem również wpisy zawodników, którzy podawali dystans około 500m. Organizatorzy podają, że po nieprawidłowym nawrocie dystans wyniósł 3190m) zawodnicy mijali małą boję nawigacyjną, chwilę później dużą, ale również nawigacyjną. Mogła ona zmylić zawodników z dwóch powodów. Po pierwsze była większa niż mała nawigacyjna, co zwykle świadczy o nawrocie. Po drugie, jeden z zawodników twierdzi, że osoba na skuterze, która przed startem pokazywała trasę pływacką, skręciła dokładnie w miejscu, w którym jeden z zawodników pomylił trasę, czyli na wspomnianej, dużej boi nawigacyjnej. Wróćmy do czołówki, w której płynie kilku zawodników. Mijają dużą boję nawigacyjną na około 300m przed prawidłowym nawrotem. Płyną jeszcze około 60 metrów. Nagle słyszą nawoływania, sygnały z łodzi (lub jednostki pływającej), która do nich podpływa. Sędzia nakazuje zawrócić! Jeden z Rosjan, który jest na czele, dopytuje o co chodzi i po krótkiej wymianie zdań cała czołówka, kilku zawodników, zawraca. Narzucają masakrycznie szybkie tempo, aby wrócić do dużej boi nawigacyjnej i „dospawać” do grupy, w której jeden z zawodników pomylił trasę, skręcając na dużej boi nawigacyjnej. Tempo szaleńcze - minuta i kilka sekund na 100m. Jeden z zawodników spogląda na zegarek… tempo 38 minut na 3.8km. Wie, że coś jest nie tak, ale płynie za „tłumem”. 

 

b) Odpowiedź na moje pytania rzecznika Enea Challenge Poznań, Aleksandra Rosy:


oswiadczenie


1. Jak doszło do skrócenia dystansu pływackiego przez zawodników?
 

Trasa pływacka została wytyczona w sposób prawidłowy. Na odprawie technicznej, która miała miejsce w sobotę, przekazano zawodnikom, że nawrót na dystansie długim następuje dopiero po minięciu czwartej boi kierunkowej. Ponadto, aby zminimalizować ryzyko wystąpienia tego typu pomyłek przeprowadzono transmisję LIVE (jest ona możliwa do odtworzenia) z odprawy na naszym profilu facebook (Poznań Triathlon), aby każdy mógł się z nią zapoznać. Według informacji, które otrzymaliśmy od zawodników oraz z tego, co można było zobaczyć z punktów informacyjnych, jeden z sędziów znajdujących się na wodzie, postawił łódź w taki sposób, że utrudnił zawodnikom kontynuowanie wyznaczonej trasy. Sposób ustawienia łodzi mógł zostać zinterpretowany przez zawodników PRO, że nawrót jest konieczny.  


2. Dlaczego żaden z sędziów lub ratowników nie zareagował?

W momencie wykonania nawrotu kierunkowego w stronę mety zostało to zgłoszone przez sędziów i ratowników obserwujących zgodnie z zasadami przeprowadzania Mistrzostw Europy na licencji ETU, problem został poddany konsultacji sędziemu głównemu ETU oraz delegatowi ETU. W wyniku konsultacji padła decyzja o kontynuowaniu rywalizacji (w związku z tym, że wszyscy zawodnicy jednocześnie dokonali tego nawrotu, czyli pokonali identyczny dystans, który pozwolił zachować ducha rywalizacji).

 
3. Ilu było sędziów obserwujących z łodzi etap pływacki, a w szczególności nawrót?

Na etapie pływackim było czterech sędziów na łodziach oraz jeden obserwator, który kontrolował rywalizację z wieży.

 
4. Czy po skróceniu dystansu pływackiego przez czołówkę PRO, ratownicy i sędziowie celowo zablokowali możliwość opływania dalszej boi, czy również pozostali zawodnicy popłynęli "owczym pędem" za tymi, którzy skrócili trasę? Jednym słowem, czy sędziowie widząc, że czołówka pomyliła trasę, pozwolili na opływanie bliższej boi i skrócenie trasy, blokując opływanie dalszej boi?
 

Dalszy przebieg rywalizacji był efektem początkowej decyzji sędziego głównego ETU oraz delegata ETU.

 
6. Dlaczego trasa rowerowa dystansu olimpijskiego była krótsza o 3km?
 

Ze względu na konieczność utrzymania sobotniego dojazdu do Bazylii Archikatedralnej św. Piotra i św. Pawła na Ostrowie Tumskim musieliśmy podjąć trudną decyzję o skróceniu trasy do ok. 37 km lub o wydłużeniu jej do ok. 43 km w krótkim czasie. Przepraszamy wszystkich zawodników, że z informacją o przeprowadzonej korekcie nie zdążyliśmy poinformować zawodników na czas. Zwłaszcza, że jak pokazują informacje, które zamieszczaliśmy na bieżąco na facebooku (np. zmiana lokalizacji stref, korekta trasy biegowej na dystansie sprinterskim oraz średnim), mimo licznej krytyki każdorazowo staraliśmy się informować zawodników o zachodzących zmianach z odpowiednim wyprzedzeniem.

 

_________________________________


Jeżeli prawdą jest to, co mówią mi zawodnicy PRO, że zostali zawróceni przez sędziego, to jest to po prostu skandal. Powinni płynąć dalej, a ci, którzy trasę pomylili, powinni zostać zdyskwalifikowani. Ale mogła zdarzyć się jeszcze jedna rzecz, która przy wszystkich przepisach, regulaminach i zasadach nazywa się ludzkim spojrzeniem na rzeczywistość: Po pierwsze, ratownicy lub sędziowie na kajakach i łodziach powinni byli przysłowiowym „wiosłem po głowie” zatrzymać zawodników, którzy skracają trasę. Jeżeli sędziowie lub/i ratownicy nie zdecydowaliby się na taki krok, wszyscy którzy pomylili trasę powinni zostać zdyskwalifikowani. Proste. W tym przypadku nie ma niuansowania - regulamin jest jasny! 

 

Przypominam sobie moje zawody IM Vichy z ubiegłego roku. Boję nawigacyjną, w ferworze walki, potraktowałem jako nawrotową. Dostałem wiosłem po głowie od ratownika na kajaku, usłyszałem gwizdek i obrałem prawidłowy kurs. Ja, amator w tłumie ponad 2 tysięcy zawodników! A co mówić grupka PROsów. Nie chcę w tym felietonie poruszać innych kwestii. Zrobi to Adrian Kapusta w swoim felietonie i jak sądzę czytelnicy w komentarzach. 

 

Drodzy organizatorzy - nie tylko Challenge Poznań, ale również Ironman 70.3 Gdynia, każdego cyklu Garmina, Elemental, Triathlon Energy, i wielu, wielu innych - dla nas, tych zawodników, którzy walczą przede wszystkim ze sobą, ustanawiają życiówki, ale takze starają się walczyć korespondencyjnie z kolegami i koleżankami z grup wiekowych, najważniejszy jest sprawiedliwie i rzetelnie odmierzony dystans. Albo piszemy już na wstępie, we wszystkich Race Bookach, informacjach i regulaminach, że mamy dystans „Ironmanopodobny”, albo zróbmy wszystko co możliwe, aby zawodnicy pokonywali dobrze odmierzone odcinki. Mnie osobiście, jako zawodnika, nie interesują na mecie ciasteczka, lody, hamburgery, piwo ani pięknie wystrojone hostessy. Mówiąc delikatnie… chrzanię to! Tego dnia chcę na mecie mieć świadomości, że mój wynik to życiówka na dobrze wymierzonej trasie - wtedy każde inne dodatki smakują.

Opublikowane w Felietony
pierwsza
poprzednia
1
Strona 1 z 2

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test