brett sutton
Home Aktualności Publicystyka Artykuły w etykiet: IM Barcelone

Grass: Nie słyszałem do tej pory o dziewczynie, która w wieku 30 lat zaczyna trening triathlonowy, nie ma przeszłości sportowej, ma męża i trójkę dzieci, pracuje, i po zaledwie dwóch latach treningu, w czasie których przechodzi jeszcze dwie operacje kolana, potrafi pokonać połówkę Ironmana w czasie 4.30, a cały dystans w 9:21. To brzmi jak cudowna bajka. Każdy chciałby w niej wystąpić. To marzenie wielu sportowców amatorów. Pewnie stąd ta lawina pytań od ponad tygodnia. Zaskoczona?

 

Anna Lechowicz: Nie dziwię się, że wiele osób zadaje dużo pytań. Sama bym chyba w takiej sytuacji pytała:  „Jak to możliwe?” Znam zawodników i zawodniczki, którzy od wielu lat katują się treningami, wydają mnóstwo pieniędzy na obozy i sprzęt i nie osiągają takich wyników jak ja. Wczoraj powiedziałem mężowi, że chyba rezygnuję z triathlonu. Stwierdził, że oszalałam. Ale skoro mam czytać na FB, że oszukuję i biorę doping, to po co mi to? Dlaczego ja mam komuś udowadniać, że jestem czysta? Jestem spełnioną matką, mam trójkę dzieci, wspaniałego męża, pracę. Jestem szczęśliwą kobietą. Zaczęłam trenować ten sport dwa lata temu, bo go pokochałam, robię to dla swojej przyjemności. Dlaczego ja mam się tłumaczyć z tego, że wchodzę na określony poziom watów i mnie to nie przeszkadza i nie bolą mnie nogi. Na pewno mam predyspozycje, uwarunkowania genetyczne do tego sportu. Potrafię jechać godzinę utrzymując średnią moc 220 watów. To dużo jak na kobietę ważącą 58 kilogramów. Pojechałam doskonale odcinek rowerowy w Barcelonie, ale przecież już wcześniej na zawodach udowodniłam na co mnie stać: wygrałam odcinek rowerowy w Rugii, wygrałam olimpijkę w Gdańsku, byłam siódma w Suszu. 

 

Myślisz, że Barcelona to główny powód tylu pytań o twój trening, dietę, ale przede wszystkim o sposób pokonania odcinka rowerowego?


Tak, ale naprawdę nie mam o to pretensji. Czasami bolą mnie tylko oskarżenia o doping, ale nic na to nie poradzę. Wiem, że w dzisiejszych czasach takie pytania kierowane są niemal do każdego sportowca, który osiąga dobre wyniki. 

Na Rugię i Barcelonę wstrzeliłam się z super formą. Na tydzień przed zawodami w Hiszpanii byłam potwornie zmęczona. Nic mi się nie chciało, czułam się bardzo słaba. Do Barcelony pojechałam sama na 5 dni przed zawodami. Bez męża i dzieci. Odpoczęłam. Można powiedzieć, że tylko spałam i jadłam. Znajomi śmiali się, że to niemożliwe, że taka drobna osoba może tyle zjeść i że pewnie chowam to jedzenie po kątach. A w piątek przed zawodami aż mnie niosło, kiedy wyjechałam na pół godziny na rower. 

 

Wrócę jeszcze do zawodów w Barcelonie. Powiedz mi na początek coś więcej o sobie, o swojej przeszłości. Byłaś aktywnym dzieckiem? 

 

Bardzo! Ale nie trenowałam w żadnym klubie. Biegałam na lekcjach WF-u. Ile to mogło być w tamtych czasach? Trzy razy w tygodniu po godzinie? Biegaliśmy np. wokół boiska, albo takiego małego jeziorka. Pewnie mogło wyjść około kilometra na takich zajęciach. W podstawówce nauczyciele wystawiali mnie do zawodów szkolnych, ale ja do nich nie trenowałam. Tylko tyle, co udało się zrobić na lekcji WF-u. Nie należałam do żadnego klubu lekkoatletycznego. Nie mam żadnej przeszłości sportowej. Ale trzeba sobie uświadomić, że jestem z tego rocznika, który był bardzo aktywny. Należałam do harcerstwa, trzy razy byłam na rajdach wędrownych w Górach Świętokrzyskich - i tyle. Lubiłam aktywnie spędzać czas. 

 

Urodziłaś się w rodzinie o sportowych tradycjach? 


Nie. Tata jeździł na rowerze, ale bardzo amatorsko, nigdy nie trenował kolarstwa zawodowo. W wieku 18 lat startował chyba jako amator w rejonowych zawodach i na pewno mam predyspozycję do kolarstwa właśnie po nim, ale niestety nigdy z nim nie jeździłam, nie zabierał mnie na rower, a nawet ja nigdy nie widziałam go trenującego. To już były inne czasy. Pamiętam z dzieciństwa zakurzoną kolarkę, która stała w piwnicy przy ścianie z węglem. Miałam może 10 lat, a tata już wtedy nie trenował. 

 

Wiemy już z ostatniego wywiadu, jak to wszystko się zaczęło. Ale mam niedosyt. Chciałbym więcej usłyszeć o twoich treningach, diecie.

 

Na początek muszę podkreślić, że jestem zadaniowcem. Mam plan i robię go na 110%. Nie dyskutuję. Wszyscy myślą, że mam przeszłość wyczynowego sportowca i jakiś profesjonalny kontakt z Piotrem Grzegórzkiem, a my praktycznie w ogóle nie rozmawiamy. Nie mam na to czasu. Trenuję całkowicie sama. Nie należę do klubu sportowego. Sama jestem w szoku z powodu tego, co się dzieje. Wychodzę na trening rowerowy sama i realizuję określone zadanie. Skoro Piotr napisał mi, że mam pojechać 190 watów przez kilka godzin, to to robię. I nawet gdybym miała gryźć kierownice z bólu to tak będzie. Wracam do domu i zapominam, że byłam na treningu, bo czeka na mnie 150 innych rzeczy w domu i w pracy.

 

A jakie objętości treningowe robisz w tygodniu? Jak wyglądają Twoje treningi? 

 

Trenuję od 10 do 16 godzin tygodniowo maks, ale trzeba podkreślić, że tych 16 godzin to wyjątek, taka objętość przypada na miesiąc, w którym mam największe obciążenia przed Ironmanem. W okresie startowym mniej. Nie mam dni odpoczynku. Może jeden, dwa dni w miesiącu są całkowicie wolne. Miesięcznie pływam od 17 do 22 kilometrów. Przygotowując się do Ironmana 4 razy przepłynęłam po 4km na jednym treningu - oczywiście open water. Jesienią i zimą trenuję na basenie, ale jak wspominałam wcześniej w wywiadzie na pływalnię mam daleko, bo około 25 kilometrów i nie jest to basen z torami. Muszę przychodzić bardzo wcześnie rano na szóstą, żeby swobodnie popływać. Stoję już za dziesięć minut szósta przed drzwiami, w stroju pływackim, gotowa, żeby zająć miejsce tuż przy ścianie basenu, żeby nikt mi nie przeszkadzał. Mam zadania, które rozpisuje mi Piotr Grzegórzek, który jest doskonałym pływakiem. A jak tylko robi się ciepło, to od razu zmieniam basen na jezioro, do którego mam bardzo blisko i nie tracę czasu na dojazdy. Pływając w jeziorze też wykonuję zadania, np. 3km ciągłego pływania, ale w tym dwa razy po kilka minut szybciej. Pracuję nad poprawą techniki. Przed Barceloną dostałam kontakt do Nicole Heidemann potrójnej złotej medalistki w pływaniu. Byłam już u niej na jednych zajęciach i dzisiaj przyszła odpowiedź, że raz w tygodniu, w środę, będzie mnie trenować, więc mam nadzieję, że poprawię technikę.

 

Jak wyglądają twoje treningi rowerowe? 


Jeżeli chodzi o bardzo długie wyjeżdżenia Między Gdynią a Barceloną wykonałam trzy długie treningi rowerowe: dwa razy po 4 godziny i raz 5 godzin. Z tak długich treningów, które wykonywałam sama, zawsze wracałam ze średnią między 31 a 33,5km/h. Trenuję sama, bo mam dzieci i nie mogę pozwolić sobie na to, żeby wyjść na trening o 11 i wrócić o 16. Muszę zacząć jazdę bardzo wcześnie rano, żeby o 10.00 być już po treningu i zacząć normalne funkcjonowanie w domu jako żona i mama. Na początku sporo kłóciliśmy się z mężem o te moje treningi, że znikam na pół dnia. Musieliśmy znaleźć jakiś kompromis. 

 

Czy treningi rowerowe robisz wszystkie na zewnątrz, czy również na trenażerze? 


Trenuję również pod dachem. Mam program Bkool. 

 

Treningi rowerowe to jakość czy objętość?


Jakościowe. Bardzo ciężkie. Jest dużo akcentów, np. 15x30 sekund maks, gdzie u mnie maks to jest 500 watów, ale w tych zadaniach potrafię utrzymać waty na poziomie między 400 a 500 w ciągu tych 30 sekund. Po każdym takim interwale mam półtorej minuty odpoczynku. Jeżdżę dużo zadaniowo. Miesięcznie pokonuję około 600 kilometrów (tygodniowo to jest średnio 150-200km), ale wrzesień miałam rekordowy bo zrobiłam prawie tysiąc. Ale to wyjątek. 

 

Czas na bieganie. Domyślam się, że tu również sporo jakościowych treningów?


Zgadza się. Biegam trzy razy w tygodniu w granicach 100 - 150 kilometrów miesięcznie, ale bardzo intensywnie. Interwał 10x1km i każdy kilometr mam utrzymać po 3.45-3.50 z dwiema minutami przerwy. Kiedyś Piotr dawał mi jeszcze 3 minuty przerwy, ale teraz już tylko dwie. Innym treningiem jest bieg z narastającą prędkością. Zaczynam po 4.50min/km, a kończę 4min/km. Przygotowując się do maratonu… teraz już nie wiem, czy to mówić, bo ludzie powiedzą, że opowiadam jakieś bajki, że to niewiarygodne, ale przygotowując się do Ironmana pobiegłam tylko raz 29 kilometrów i 3x po 1,5h.  Ale trzeba zaznaczyć, że średnia z tych półtoragodzinnych treningów to było 4.40-4.50min/km. Ja nie biegam w ogóle powyżej 5min/km. 

 

Sporo pytań o twój dzień zadawały kobiety, chcąc się dowiedzieć, jak godzisz obowiązki rodzinne, zawodowe i trening? 

 

Na pewno mam dużo łatwiej niż te dziewczyny, które pracują w korporacji osiem godzin. Z mężem jesteśmy właścicielami lecznicy dla zwierząt. To nie jest tak, że ja pracuję od 7 do 16. Zatrudniam 4 osoby do pomocy, które w przypadku operacji zwierzęcia wszystko przygotowują. Kiedy dzieci pójdą do przedszkola, wpadam do lecznicy na dwie godziny, później mam dwie godziny przerwy i albo wracam do domu coś ogarnąć, albo idę na trening i po południu znowu wracam do lecznicy. Moje dziewczyny, techniczki, przygotowują już zwierzę do operacji. Zakładam rękawiczki, operuję, szyję i na tym kończy się mój udział w zabiegu. Teraz, kiedy mój mąż zobaczył efekty w treningu, wyręcza mnie również w wielu zadaniach, ale to nie jest tak, że całkowicie rzuciłam pracę! 

 

Dieta - wspomniałaś, że mocno przywiązujesz do tego wagę, ale powiedz coś więcej. Co i ile jesz?

 

Współpracuję z Martą Naczyk z firmy „Forma na szczyt”. Marta sama jest triathlonistką i biega ultramaratony. Jest też dietetyczką polskich himalaistów, którzy zimą będą zdobywać K2. Ma ogromną wiedzę na temat sportów wytrzymałościowych. Wysyłam jej w piątek mój plan treningowy, a ona układa jadłospis. Na początku naszej współpracy Marta powiedziała mi: „Ironmana wygrywa nie ten, kto jest super przygotowany kondycyjnie. Ironmana wygrywa ten, kto potrafi wchłaniać jedzenie podczas Ironmana”. Uważam, że to jest kluczowe. Od samego początku znajomi się śmiali, kiedy mówiłam im, że Marta przygotowuje mi trening jelita, który ma mnie nauczyć trawienia i wchłaniania podczas wysiłku fizycznego, kiedy krew odpływa do mięśni. Jadłam sporo bananów, suszone owoce. Marta wysyłała mi przepisy na batoniki z kakao. Nie suplementuję magnezu! Po co, skoro magnez jest między innymi w kakao? W ogóle nie korzystam z żadnych suplementów diety. 

 

A odżywki węglowodanowe, białkowe, jakieś witaminy? 

Nic. Czasami tylko tran z witaminą E - wspomaga odporność. Podczas zawodów Marta zabroniła mi pić colę czy red bulla i podała mi „przepis” na swój izotonik. Wysysałam dwie pomarańcze i popijałam wodą. Dodatkowo tabletki z solą i minerałami na same zawody. 

 

Połowa sportowców amatorów ładuje w siebie suplementy, ja sam mam ich karton i od czasu do czasu wracam do suplementacji, ale eksperymentuję. Sprawdzam, czy działa podawanie magnezu czy nie. A po ciężkim treningu robię odżywkę białkową. A ty? 

Mleko krowie, do którego dodaję jakiś owoc, moje ulubione kakao, cynamon. A jeżeli chodzi o taki stały posiłek, to jem bardzo dużo warzyw - pietruszka i brokuł to podstawa. Jem dużo wołowiny, która jest źródłem żelaza, mięso kurczaka, dużo ryb. Praktycznie nie smażę potraw, tylko piekę w piekarniku, gotuję na parze. Łatwo się najeść tabletek, ale to rozwala żołądek. Nie mam w domu kartonu z tabletkami i suplementami. Wszystko to naturalne składniki. 

 

A co jest dla ciebie źródłem węglowodanów? 

Jem bardzo dużo kasz (jaglana, gryczana), makarony, ale stosunkowo mało ryżu. 

 

Twoje ulubione śniadanie? 

Omlet: mąka, jajka, albo kasza zmiksowana z jajkiem i kakao. Do tego twarożek, banany i maliny. 

 

Słucham Ciebie i zastanawiam się, co ja robiłem źle przez ostatnie 7 lat treningu? 

Zainwestuj w dietę! Mnie ostatnio często pytają, czy ja jestem na dopingu. Odpowiadam, że tak - na naturalnym żywieniowym dopingu. 

 

Wprost ktoś pyta, czy nie brałaś dopingu? 

Tak. Mówią, że jak leczę konie, to na pewno biorę końskie sterydy. Więcej… słyszałam już, że to mój mąż na pewno szprycuje mnie jakimiś sterydami.

 

Jak na to wszystko reagujesz? 

Z dystansem, czasami ze śmiechem, bo co mam innego zrobić? Robię swoje. Idę do przodu. Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że jestem bardzo pozytywną osobą i mam dystans do tego, co się mówi. Tam gdzie mieszkam w Niemczech, poszłam kiedyś do sklepu rowerowego i spotkałam Jana Ullricha (od red.: niemiecki kolarz szosowy, zwycięzca Tour de France 1997, dwukrotny medalista olimpijski oraz czterokrotny medalista mistrzostw świata. W 2002 roku zdyskwalifikowany za doping). Rozmawialiśmy przez chwilę o treningu rowerowym, no i kiedy na obozie w Calpe opowiedziałam to ekipie, śmiali się, że teraz to już wiadomo, skąd mam taką siłę na rowerze. Wiesz, tak naprawdę ja nie miałam do tej pory punktu odniesienia. Nie wiedziałam, czy to co robię, jest na wysokim poziomie czy nie. Kiedy 5 dni po Ironman 70.3 w Gdyni pobiegłam 10km w czasie 38 minut, mój trener krzyczał, że zgłupiałam?! Miałam pobiec na czucie, luźno. Ale trener powiedział, żeby „złapała” kogoś przede mną i tyle. A przede mną biegła jakaś dziewczyna i patrzyłam na jej sylwetkę i nogi i starałam się jej nie zgubić. 

 

Robiłaś jakieś badania wydolnościowe? 

No właśnie nie, a wszyscy mi mówią, że to pomaga. Miałam tylko test rowerowy - dwa razy po 8 minut. Piotrek Grzegórzek przekomarzał się ze mną, że w życiu nie pojadę 38km/h w tym teście. A ja się uparłam. I wyszło 40,3km/h. A moc 278 watów. 

 

Na koniec wróćmy do zawodów w Barcelonie. Jak z Twojej perspektywy wyglądała tam jazda na rowerze? 

Pytasz, czy ja świadomie draftowałam? Nie. Było bardzo ciasno. Nawet zawodnicy PRO wpadali w te grupy. Ja też. Nie dało się inaczej jechać i oczywiście przez moment musiałam jechać w grupie, zanim jej nie wyprzedziłam, a za kilka kilometrów wpadałam w kolejną. Ale nie było tak, że chowałam się za kimś celowo, aby jechać w draftingu! Wyprzedzałam i oczywiście, że przez jakiś czas łapałam się w ten tunel, ale wrzucanie 20 sekundowych filmików, czy zdjęcia, na którym widać grupę nie jest żadnym dowodem. Oczywiście, że wielokrotnie byłam w takich grupach, ale wyprzedzałam lub grupa wyprzedzała mnie. Nie dało się inaczej. Dwa pierwsze okrążenia, czyli do 150 kilometra, pojechałam ze średnią 196 watów. Na trzecim okrążeniu, tym mniejszym, zwolniłam. Takie były założenia. Miałam odpoczywać na bieg.

 

Jakie plany na 2018? 

 

We wrześniu startuję w Mistrzostwach Świata Ironman 70.3 w RPA. W październiku MŚ na Hawajach. To są dwa główne starty - najważniejsze. Wcześniej, ale to jeszcze muszę skonsultować z trenerem, być może wystartuję na początku czerwca w 1/4 Ironmana, pod koniec czerwca połówka. Bardzo chciałabym przyjechać do Susza. Na początku sierpnia połówka - zastanawiam się nad Gdynią lub Hamburgiem. Gdynia jest o tyle lepsza, że mogłabym zobaczyć, czy wykonałam jakiś progres rok do roku. 

 

Dziękuję za rozmowę. 


LINK DO PIERWSZEGO WYWIADU

Opublikowane w Publicystyka

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test