brett sutton
Home Aktualności Publicystyka Artykuły w etykiet: ironman

Mistrzostwa Polski Afryki w kategorii M40 tuż tuż! 2 kwietnia około 10 osób z Polski zmierzy się w zawodach Ironman South Africa w Port Elizabeth. Marcin MKON Konieczny wpadł na pomysł, aby umilić i dodać pikanterii tej rywalizacji. Skontaktował się z Ojcem Dyrektorem i zaproponował, że przez 3 ostatnie miesiące do zawodów, a więc styczeń, luty i marzec kilku wybranych przez niego zawodników, będzie "rywalizowało" wirtualnie w przygotowaniach do zawodów. Ostatecznie pomysł przerodził się w obstawianie kilometrów, jakie pokona każdego miesiąca cała piątka, a w tle jest cel charytatywny. O zasadach możecie przeczytać w tekście pt.: "Mistrzostwa Polski M40 w Afryce - mkon ma pomysła", ale w skrócie przypominamy je również w tym tekście. Zaczynamy zabawę.

 

MKON:

"Pierwszy – styczniowy etap w naszej zabawie dotyczyć będzie pływania. Pierwsza z triathlonowych dyscyplin, niby najmniej ważna na dystansie IRONMAN, ale jak powszechnie wiadomo, jeżeli ktoś wyjdzie z wody za daleko, to ma naprawdę małe szanse, aby dogonić tych, którzy wyszli w czołówce.Przypomnę założenia zabawy. Pięciu ścigających się w jakże mi bliskiej kategorii wiekowej M-40 w ramach Ironman South Africa czyli: Marcin Waniewski, Łukasz Grass, Olek Łakomski, Rafał Herman oraz Radek Pawłowski walczą o slota na Hawaje. Zabawa w #MistrzostwachPolskiAfryki w styczniu polega na obstawieniu, ile ŁĄCZNIE kilometrów przepływanie cała piątka na basenie. Jak można wziąć udział w zabawie?

  1. Przekazujesz w ramach swojego rozliczenia rocznego (niekoniecznie w styczniu) 1% na dowolną – wskazaną przez Ciebie organizację pożytku publicznego. Nie potrzebujemy potwierdzeń, świadectw, przelewów itd. Triathlon to sport dla ludzi honorowych, więc wierzymy, że jeśli chcesz się z nami bawić – zapłaciłeś. Jeśli nie płacisz podatku dochodowego (studenci, uczniowie) bierzesz udział w zabawie za darmochę.
  2. Obstawiający powinien podać łączną sumę kilometrów (pełna wartość, bez wartości po przecinku) całej piątki. 
  3. Obstawiamy w komentarzach podając swoje imię i nazwisko oraz liczbę (można oczywiście okrasić to stosownym komentarzem)
  4. Obstawiamy TYLKO RAZ. I ponownie – nikt nie będzie bawił się w sprawdzanie Waszych numerów IP – traktujemy to jako zabawę. Uczciwą zabawę.
  5. 2 lutego podajemy wartość jaką podadzą nam Panowie (przesyłać będą maile do MKON’a – nie znając wartości swoich rywali). Wygrywa osoba, która trafi w wynik. Jeśli takiej osoby nie będzie szukamy osoby najbliżej +\- Przykład: panowie „napływają” 1000km. Najbliższym wynikiem może być 999 lub 1001. W przypadku osób z dwoma podobnymi różnicami nagroda zostanie wylosowana.

Nagrodą w styczniowej edycji konkursu są okularki pływackie Altair marki HUUB. Najnowszy model, w którym możecie wybrać jedną z trzech najlepiej pasujących do aktualnych potrzeb parę szkieł.

 

altairman

 

Zapraszamy do zabawy. Mamy nadzieję, że konkurs oraz sama zabawa jeszcze bardziej zmobilizuje Panów do rywalizacji, nie tyle ze sobą, ale z kolegami z innych krajów. W końcu do zdobycia w M-40 jest aż 8 slotów!

 

SUPLEMENT: Oczywiście kibicujemy nie tylko biorącej w zabawie piątce, ale wszystkim pozostałym startującym w imprezie Polakom".

 

Łukasz Grass: 

Dziękuję MKON za pomysł i logistykę! Szykuje się dobra zabawa. Ze swojej strony dodam, że przygotowujemy również zabawę w obstawianie wyników wszystkich startujących Polaków w Ironman South Afrika. Ponieważ nie ma jeszcze listy startowej na stronach IM, proszę wszystkich, których nie ma na poniższej liście o informację. Dopiszemy i wówczas uruchomimy sondę. 

 

Marcin Waniewski

Łukasz Grass 

Olek Łakomski

Rafał Herman

Radek Pawłowski

Aleksander Sachanbiński 

Dariusz Dąbrowski 

Piotr Gąsiorowski 

 

 

 

 

Opublikowane w Publicystyka

Alistair Brownlee w wywiadzie dla brytyjskiej gazety 220 powiedział, że jego celem w sezonie 2017 będzie Ironman 70.3 World Championship w Chattanooga. “Chcę w pewnym momencie wygrać Mistrzostwa Świata 70.3 Ironman, rok po igrzyskach będzie do tego najlepszy.” - powiedział Alistair Brownlee.


“Staram się nie myśleć zbyt daleko do przodu. Mam za sobą dwa czteroletnie cykle olimpijskie, gdzie do tego celu szykowałem się przez okrągłe cztery lata. Teraz zmieniłem trochę podejście. Chcę spróbować innych rzeczy przez kolejne dwa lata. Odstąpię trochę od olimpijki, spróbuję dłuższego dystansu, a nawet może samego biegania.”


“Wiem, żeby znaleźć się w Tokio 2020 muszę poświęcić się przez dwa lata poprzedzające igrzyska. Więc przez dwa lata będę skupiony tylko na Tokio… lub tylko na Hawajach. Trening maratoński bardziej pasuje do Ironmana, niż do triathlonu olimpijskiego, więc w przeciągu kolejnych 18 miesięcy zdecyduję, którą drogę wybrać. Niestety nie możesz robić wszystkiego czego chcesz w profesjonalnym sporcie, musisz wybrać jedną ścieżkę.”


Alistair Brownlee próbował już swoich sił na dłuższym dystansie w Abu Dhabi International Triathlon w 2014 roku, na nietypowym dystansie 1,5 km pływania, 100 km roweru, i 10 km biegu. Wygrał wtedy przekraczając linię mety trzymając się za ręce ze swoim bratem Jonathanem.


Alistair (28 lat) nie jest jedynym zawodnikiem, który ma takie plany. Richard Murray (27 lat) utalentowany sprinter, także planuje wystartować na początku nadchodzącego sezonu w 70.3 Ironman. Jednak są to jeszcze stosunkowo młodzi zawodnicy, którzy traktują to jako odskocznię i sprawdzenie swoich możliwości. W przyszłym roku możemy spodziewać się więcej czołowych triathlonistów dystansu olimpijskiego, którzy zapewne zdecydują się na przejście do dłuższych zawodów. Między innymi Nicola Spirig (34 lata), Sarah True (34 lata), Javier Gomez (33 lata), Sven Riederer (35 lat). Jest to naturalna kolej rzeczy w pierwszym sezonie po igrzyskach olimpijskich. Po IO Londyn 2012 Jan Frodeno i Daniela Ryf pożegnali się z ITU, przeszli i pozostali na najdłuższym dystansie Ironman, odnosząc ogromne sukcesy. Pokazuje to jednak, że na długich dystansach konkurencja rośnie z roku na rok i nie jest tam wcale łatwiej.

Opublikowane w Publicystyka

Lionel Sanders (CAD) po nieprzerwanej passie dziewięciu zwycięstw w serii Ironman 70.3 był bardzo rozczarowany swoimi występami zarówno na Mistrzostwach Świata Ironman 70.3 w Australii, jak i na pełnym dystansie Ironman na Hawajach. Lionel miał w planie po Hawajach nie startować już w tym sezonie, chciał skupić się na poprawie swojego pływania. Plany jednak uległy zmianie. Jak przed rokiem Lionel wrócił do Arizony i to w bardzo wysokiej formie. Pobił rekord świata marki Ironman uzyskując niesamowity czas 7:44:29. Poprzedni rekord należał do Marino Vanhoenacker (BEL) (7:45:49) i został ustanowiony pięć lat wcześniej podczas Ironman Austria 2011. Biorąc pod uwagę zawody o najszybszym profilu trasy czyli Challenge Roth, jest to trzeci czas w historii. Szybsi byli tylko: Jan Frodeno 7:35:34 (2016) oraz Andreas Raelert 7:41:33 (2011).


Po lewej międzyczasy Lionela Sandersa Ironman Arizona - po prawej międzyczasy Jana Frodeno (GER) z Challenge Roth.
pływanie 53:45 - 45:22
rower 4:04:38 - 4:08:07
bieg 2:42:31 - 2:39:28
łącznie 7:44:29 - 7:35:39

 

LionelSandersustanowinowyrekordwiatamarkiIronman1

Fot. Competitive Image


Po wyjściu z wody na 16 miejscu Lionel miał stratę ponad 8 minut do czołówki. Trasa rowerowa w Arizonie jest płaska i szybka. Triathlonista wykorzystał to jak tylko mógł najlepiej, notując drugi najszybszy na świecie czas roweru - 4:04:38. Na dystansie 180 km daje to średnią prędkość 44,15 km/h. Schodząc z roweru zawodnik był już na drugiej pozycji. Po trzech kilometrach biegu wyszedł na prowadzenie. Czas maratonu 2:42:31 wpisał go w karty historii, poprawił poprzedni rekord Marino Vanhoenacker o 1 minutę i 29 sekund.
Podium u mężczyzn wyglądało identycznie jak rok wcześniej. Brent McMahon (CAD) także uzyskał czas godny podziwu, schodząc mocno poniżej 8 godzin - 7:50:15. Jest to pierwszy zawodnik, który zadebiutował w ironmanie łamiąc 8 godzin i na trzech kolejnych zawodach (nie licząc Hawajów) regularnie łamał tą barierę.


Wyniki mężczyzn:
1. Lionel Sanders (CAN) 7:44:29
2. Brent McMahon (CAN) 7:50:15
3. TJ Tollakson (USA) 8:02:30
4. David Plese (SLO) 8:04:29
5. Giulio Molinari (ITA) 8:06:47
6. Pedro Gomes (PRT) 8:11:15
7. Joe Gambles (AUS) 8:12:36
8. Matic Modic (SVN) 8:17:57
9. Per Bittner (GER) 8:18:23
10. Jens Frommhold (GER) 8:21:48


Wyniki kobiet:
1. Meredith Kessler (USA) 8:48:23
2. Yvonne Van Vlerken (NED) 8:51:27
3. Malindi Elmore (CAN) 8:57:22
4. Ruth Brennan Morrey (USA) 9:02:28
5. Leanda Cave (GBR) 9:10:41
6. Darbi Roberts (USA) 9:13:42
7. Jen Annett (USA) 9:17:34
8. Kelly Williamson (USA) 9:22:00
9. Emily Cocks (USA) 9:25:10
10. Danielle Mack (USA) 9:26:17

Opublikowane w Wydarzenia

John Wragg to 66 letni Kanadyjczyk, który ma na swoim koncie ponad 200 ukończonych Ironmanów na całym świecie. Od prawie 29 lat John startuje regularnie w triathlonach. Pierwszego Ironmana ukończył w Nowej Zelandii w 1988 roku. Tak mu się spodobało, że postanowił ukończyć wszystkie Ironmany, jakie były organizowane w 88 roku, a było ich zaledwie pięć: Nowa Zelandia, Japonia, Niemcy, Kanada i Mistrzostwa Świata na Hawajach. Ale to był dopiero początek. John zaliczał coraz więcej Ironmanów. W 2008 roku w Malezji uczcił swój setny wyścig. Dziś dla Johna nie jest problemem ukończyć 17 ironmanów w ciągu jednego roku. Jego najlepszy czas, jakim może się pochwalić, to 9 godzin i 56 minut uzyskany w 1993 roku w Niemczech. Jego dwusetny Ironman zakończył się czasem 14:42:28 i miał miejsce w Cozumel.


To jest uzależnienie, lecz są gorsze nałogi na ścieżce życia.” - John Wragg.


W 2008 roku John miał wypadek podczas treningu rowerowego. Uderzył w niego samochód, John przeszedł operację biodra. Już po kilku miesiącach od wypadku wrócił do triathlonu i ukończył Ironman w Kanadzie.


“Lekarz powiedział mi, że powinienem poszukać innego sportu, więc znalazłem innego lekarza.” - John żartobliwie komentuje.


Elizabeth Model jest partnerką Johna Wragga, o której pisaliśmy w artykule Elizabeth Model ukończyła wszystkie Ironmany na świecie Jest to niezwykła para, która podziela tą samą pasję w wersji najbardziej ekstremalnej. Elizabeth ma na swoim koncie ukończonych ponad 75 Ironmanów oraz jest pierwszą kobietą na świecie, która ukończyła wszystkie organizowane Ironmany na świecie. John wraz z Elizabeth poznali się w 2006 roku w strefie finiszera na Ironman 2006 Arizona. Od tamtej pory bardzo często pokonują trasę triathlonu wspólnie. Oprócz opisanej pary na świecie jest tylko dwóch mężczyzn, którzy dokonali wyczynu zaliczenia wszystkich Ironmanów.


John jest pewny, że: “Sekret mojego sukcesu tkwi w tym, że robimy tą samą rzecz we dwoje, z partnerką. Zamierzam uprawiać triathlon, aż fizycznie nie będę w stanie ukończyć zawodów, kto wie kiedy to będzie.”

Opublikowane w Publicystyka
niedziela, 30 października 2016 10:09

Ironman Italy - nowe zawody w 2017 roku

Ironman dodał do swojego kalendarza nowy triathlon na pełnym dystansie, tym razem we Włoszech. Zawody zostaną rozegrane 23 września 2017 w Cervii  3,8 km pływania, 180 km jazdy na rowerze, a na koniec maraton. Dzień później, 24 września, w tej samej miejscowości imprezą towarzyszącą będzie IM 5150, czyli dystans olimpijski bez dozwolonej jazdy w grupie. Nazwa zawodów Ironman Italy Emilia Romagna pochodzi od regionu, w którym leży miasto Cervia - Emilia-Romagna. Najbliższe lotnisko znajduje się w Bolonii, skąd można dojechać pociągiem lub autem w godzinę do Cervii. Można tam również dolecieć tanimi liniami lotniczymi z lotniska w Katowicach.

 

IronmanItaly-NoweZawodyW2017Roku1


Cervia jest zabytkowym miastem i znanym kąpieliskiem położonym nad Morzem Adriatyckim. Miasto ma ciekawą historię ponieważ dwukrotnie zostało zburzone i zrekonstruowane w innym miejscu. Miejscowość słynie z produkcji soli. Zawodnicy startujący w zawodach rozpoczną wyścig z plaży. Jedna pętla pływacka będzie zawierała “australijskie wyście”, czyli pływanie będzie rozdzielone krótkim dobiegiem na drugą pętlę. Trasa rowerowa zaplanowana jest również na dwie pętle. Start będzie ulokowany na promenadzie Cervii i prowadzić będzie przez wzgórza Emili-Romagna. Trasa wiedzie przez solniska, gdzie można spotkać flamingi w ich naturalnym środowisku. Nieco dalej jedzie się przez liczne winnice (ale specjalnie dla naszego Nadblogera zostawiam oryginalną wersję, w której napisałem "winiarnie" ;) kto wie, co tam jest naprawdę. Dzięki Marku!). Przewyższenie trasy rowerowej wynosi 700 m. Maraton natomiast poprowadzony jest na trzech pętlach w płaskim terenie. Triathloniści będą przebiegali przez główne drogi Milano Marittima, jest to miasto leżące nieopodal, a następnie przez ścisłe centrum Cervii, finiszując na mecie zlokalizowanej na promenadzie.

 

IronmanItaly-NoweZawodyW2017Roku2


Ironman Italy Emilia Romagna oferuje 40 przepustek na 2018 Mistrzostwa Świata Ironman na Hawajach oraz pulę nagród finansowych 40.000 dolarów dla zawodników PRO. Zapisy ruszają 4 listopada 2016 o godzinie 14:00 czasu polskiego na stronie http://www.ironman.com/italy

 

Opublikowane w Wydarzenia
poniedziałek, 24 października 2016 19:24

Ironman 70.3 Hefei widziany oczami Mateusza Walczaka

Iwo Listewnik - mój kolega z przedszkola. Fajny, zabawny, jak na 6 lat całkiem wygadany, cwaniakował przy leżakowaniu, mówił śmieszne rzeczy, pluł jedzeniem przy śniadaniu i nie raz pomógł napadać na dziewczyny. Kiedyś wymyślił, żeby zablokować drzwi do toalety, innym razem pomógł poukrywać wszystkie kapcie, nienawidził topienia marzanny i kwestionował sensowność rorat. W ogóle zabawny, sympatyczny i z dystansem. Kolega, nawet bliski kolega. Tak mi się wydawało, aż do zakowńczenia zerówki. Iwo postanowił wtedy wpłynąć na moje życie.


Był czerwiec 1985 roku, jeden z cieplejszych w całych latach 80tych. Lody Cassate co niedziela, wakacje i wyjazdy PKP do dziadków dobrze już wisiały w powietrzu. W portowym przedszkolu, do którego chodziliśmy była tradycja zakończenia roku poprzez odbiór nagród. Nagrody mieliśmy losować poprzez ich wyławianie wędką zza parawanu. Czego tam nie było? Samoloty, samochodziki, nakręcane bączki, lalki dla dziewczyn, plastikowe rybki, a nawet koparki z podnoszoną łyżką. Była też jedna niebieska piłka.
- Dzisiaj wylosuję piłkę! - oznajmił mi Iwo, po rannym zapoznaniu się z inwentarzem nagród
- Nie ma szans – odparłem – a poza tym skąd wiesz?
- Wylosuje. Chcę piłkę i dostanę piłkę…
- Iwo, tam jest tylko jedna piłka, a nas jest bardzo dużo, nie ma szans żebyś trafił akurat piłkę
- Będę miał piłkę! – zakończył Iwo
- Jesteś głupi – odparowałem, starając się skupić swoją uwagę na wbiciu drewnianym młotkiem klocka do pudełka.

 

Ironman70.3HefeiwidzianyoczamiMateuszaWalczaka9


Nie mogłem inaczej. Zamurowało mnie. Po pierwsze Iwo przesadzał. Ewidentnie nie przerabiał z rodziną żadnych zadań z 6 klasy podstawówki, gdzie po raz pierwszy pojawiał się rachunek prawdopodobieństwa. Fatalnie szacował. Braki próbował maskować zbytnią pewnością siebie. A do tego nawet mnie nie zapytał, czy ja czasem też nie chcę tej piłki. Empatia – zero. I to ma być kolega? A ja ją chciałem... Oj jak. Widziałem już te strzały, podania, widziałem siebie jak zaciekle pompuję moją piłkę za każdym razem zanim wychodzę z nią na podwórko, widziałem siebie jak pozwalam, albo nie pozwalam kolegom pożyczać ją na co dzień. Jedyne czego mi było potrzeba to Iwo z moją piłką. No pewnie… A on dalej swoje. Cały dzień, że piłka będzie jego, że Iwo wylosuje piłkę, że z pewnością mu się uda.
Przyszła ta chwila. Podciągnąłem rajstopki, przeczesałem dziwnie przycięte włoski, jeszcze tylko ostatni rzut oka na Sindbada i próbujemy. Przymierzałem, celowałem, kombinowałem ale życia nie oszukałem. Rybka z plastiku… Cieszysz się Mateuszku? – pytały przedszkolanki. Tak. Cieszę się. – cedziłem przez zęby. Ale najgorsze miało nadejść. Dzieci się zmieniały. Wyciągały inne zabawki. A piłka ciągle zostawała za parawanem. Wtedy stało się to… Uśmiechnięty Iwo wyciągnął tą piłkę. Moją piłkę.
Od przedszkola nie mam kontaktu z Iwem. Prawdę mówiąc nawet go nie szukałem. Nasza znajomość, wystawiona na najcięższą z prób nie przetrwała tej traumy. Zajmowałem się innymi rzeczami. Skończyłem szkoły, potem studia, zebrałem doświadczenie zawodowe, mam cudowną rodzinę, ale zawsze brakowało mi tej niebieskiej piłki.

 

Ironman70.3HefeiwidzianyoczamiMateuszaWalczaka1


Triathlon, dla siebie wymyśliłem jakieś 5 lat temu. A może to triathlon wymyślił mnie? Tak czy inaczej zająłem się tym trochę z wewnętrznej potrzeby, trochę dla samorozwoju, trochę ze względu na odpowiadające mi reguły gry. Własny rozwój, auto doskonalenie, rywalizacja okraszona gadżeciarstwem. To brzmiało jak coś dla mnie. Zawsze jednak pamiętałem o sytuacji z przedszkola.


Bycie Age Grouperem bez przeszłości sportowej nie jest łatwe. Rozwijasz się, pracujesz, poprawiasz swoje czasy, z czasem marzysz. Widzisz drogę, którą przebywasz, ale wraz z doświadczeniem widzisz przepaść, która dzieli Cię od prawdziwych sportowców. I nie chodzi o 30 HR różnicy w tętnie spoczynkowym, o szybszą prosów restytucję z beztlenu, o lekkość biegu szczupłych, smukłych łydek, o niesłychaną gibkość stawów w kraulu, pojemność płuc czy końskie ścięgna na rowerze. Nie, nie w tym rzecz. Z czasem uświadamiasz sobie, jak wiele prawdziwi sportowcy są w stanie poświęcić. Jak ciężko musi być im realizować plany treningowe, ograniczać albo odmawiać pokusom życia, trzymać higienę i właściwy dyskurs życia, z konsekwencją trzymać dietę i nade wszystko łączyć to z tak ważną codziennością. Różnica pomiędzy AG a Pro, pomiędzy amatorami a tymi, którzy oddają się tej pasji bez reszty jest bardzo często tylko iluzoryczna. Wielu z nas bardzo dużo trenuje, wielu z nas stawia sobie cele, wielu z nas z dużą determinacją miota się, aby być bliżej ich realizacji.

 

Ale główna różnica to właśnie małe rzeczy. Nastawienie kształtowane od małego. Chęć wygrywania. Precyzja w oczekiwaniach. Praca w strefie bólu i bycie PRO każdego dnia. Iwo Listewnik był PRO. Chciał wygrać. Sensownie sformułował oczekiwania. I poprzez całodzienny coaching opiekunek dopiął swego.
Pomny tych doświadczeń, zapisałem się na ostatnie w tym roku zawody: Hefei 70.3 China. Pierwsze zawody serii w Chinach. Pierwsze zawody zorganizowane w kierunku, w którym zapewne Ironman będzie się rozwijał pod auspicjami nowego właściciela: Wanda Group – największego na świecie konglomeratu firm:

- deweloperskich (budują obecnie w Chicago najwyższy budynek na świecie zaprojektowany przez kobietę, wznoszą setki tysięcy mieszkań zajmują się też centrami handlowymi [ponad 100] na całym świecie),
- hotelarskich (sieć setek hoteli, w której i my gościliśmy),
- rozrywkowych (firma o najwyższych na świecie przychodach z produkcji filmowej, obecnie negocjująca przejęcie Paramount Pictures i Sony Entertaiment, do tego zarządzają parkami rozrywki i siecią blisko 2000 kin),
- sportowych (właściciel globalnych praw do transmisji mistrzostw świata w piłce nożnej, właściciel 20% Atletico Madryt, czy w końcu właściciel nabytego w 2015 za 650 milionów dolarów Ironmana).


Konglomeratu nieobecnego w polskich czy europejskich realiach. Zarządzanego przez znanego z żelaznej dyscypliny, Wang Jianlina – najbogatszego człowieka w Azji.

 

Ironman70.3HefeiwidzianyoczamiMateuszaWalczaka2


Wracając do TRI - głównym powodem wizyty w Chinach był fakt promocyjnego podejścia do ambicji Age Grouperów. Po pierwsze zawody zaoferowały 50 slotów na mistrzostwa 70.3 w 2017 r. Po drugie na dokładkę zaoferowano również 50 miejsc na mistrzostwa świata na pełnym dystansie. Po trzecie dołożono starań, aby wyjazd (poza może przelotem) nie rujnował portfeli ambitnych i umiarkowanie utalentowanych reprezentantów krajów, w których IM gości na dobre, oferując im pakiety startowe ze świetnymi hotelami w cenie połowy kosztów tych samych startów w Europie czy Stanach. Po czwarte wreszcie w masowej komunikacji odwołano się do niskich pobudek Age Grouperów wskazując na fakt, że triathlon w Azji nie jest na zachodnim poziomie, a Azjaci są bardzo młodzi i w najbardziej popularnych grupach 35-39, 40-44 i 45-50 będzie bardzo mała konkurencja. Efekt był piorunujący. Zawody po początkowym trudnym starcie sprzedały się w całości. Przygotowano 1500 miejsc, z czego 600 trafiło do zawodników spoza Azji, w zdecydowanej większości startujących w przywołanych powyżej grupach wiekowych.


Hefei, z liczbą mieszkańców aglomeracji nieco ponad 7,5 mln jest w trzeciej dziesiątce największych miast w Chinach (chiński odpowiednik Tarnowa, Włocławka czy Chorzowa), stolicą prowincji Anhui, podobno w Chinach najuboższej. Mix szans sportowych i ciekawości spowodował, że do startu dali się przekonać zarówno Radek Pawłowski, jak i Mikołaj Luft. Tak więc zwarliśmy szyki i każdy na swój sposób rozpoczął przygotowania. Abstrahując od części sportowej, o której za chwilę, pierwsza jak zwykle była logistyka. Lot do Azji, a więc zegarek przestawiamy do przodu. Prawdopodobieństwo jet-lagu, powikłań z zasypianiem i zwyczajnego braku dyspozycji większe niż przy lotach na Zachód. Dlatego każdy z nas kombinował na swój sposób.

 

Ja minimalizowałem czas podróży. Wylot w czwartek o 17:00 do Pekinu to tylko 8h, później można się przespać na lotnisku i krótki 2-godzinny lot do Hefei. Na miejscu byłem w piątek z nadziejami na 2 dobre noce przed startem. Radek dał sobie więcej czasu. Wybrał połączenie z 2 przesiadkami, wyleciał we środę, dotarł w czwartek i miał 3 noce na regenerację po podróży. Mikołaj po bandzie: wyleciał w piątek, z jedną przesiadką, ale doleciał ok. 12 w sobotę. Na złożenie roweru, przygotowanie się w strefach zmian (2 strefy, każda gdzie indziej niż hotel i biuro zawodów), regenerację po podróży i ogólne ogarnięcie zostało mu tylko 6 godzin. Agresywnie. Oczywiście wszystko mogło pójść źle. Jakiekolwiek problemy z bagażem uniemożliwiały start, możliwe opóźnienia w podróży narażały na dodatkowe zmęczenie. Na szczęście wszystko odbyło się bez problemów. Dopingując się melatoniną i Stilnoxem dotarliśmy na miejsce razem z bagażami, a organizator stanął na wysokości zadania, organizując dla wszystkich transfery z lotniska. Byliśmy na miejscu.

 

Pierwsze zaskoczenie to oczywiście chińskie realia. Zamiast miasta wielkości Warszawy zobaczyliśmy 7 milionową metropolię, która bynajmniej na najbiedniejszą nie wyglądała. Owszem są dzielnice, które (od kiedy Iwo podkradł mi piłkę) przeszły minimalną metamorfozę, ale ciągnący się ponad godzinę dojazd z lotniska do hotelu, jak i późniejszy 25 kilometrowy transfer z hotelu (niedaleko mety) do T1, uświadomił nam jak wielką dynamiką rozwoju cieszą się dzisiaj Chiny. Owszem, zaskoczeniem są powstające w szczerym polu wielkie osiedla 30-piętrowców, trzeba się odnaleźć w plątaninie estakad, wiaduktów i zjazdów, wypada się przyzwyczaić do kuchni opartej o nieludzkie przyprawy, tłuszcz i kości różnych żyjątek oraz przymknąć oko na zwyczaje drogowe mieszkańców, ale wszystko to blednie przy tempie, w jakim 80-milionowa partia planuje rozwój aglomeracji, przemysłu i gospodarki.

 

Na miejscu okazało się, że przywołana wcześniej Wanda Group w mieście, czy raczej aglomeracji Hefei, zbudowała i nadal rozwija swoje własne kilkuset-tysięczne dzielnico-miasto: Wanda Hefei City. Jest tam wiele osiedli, dziesiątki hoteli, kilka olbrzymich centrów handlowych, parki, sztuczne jeziora, o drogach lokalnych o szerokości 4-8 pasów i metrze nawet nie wspominając. Wszystko zbudowane przez jedną firmę w ciągu niecałych 5 lat. A takich Wand, może nieco mniejszych, jest w Chinach bez liku. Biznesowo – wow. Kulturowo, szok. Sportowo, strach. No, bo jak taki wielki naród może wystawiać słabych triathlonistów?

 

Na tle tego, co zobaczyliśmy, zapewnienia Ironmana, że sobie spokojnie poradzimy z lokalną konkurencją brzmiały jak dobrze przemyślana propaganda. Zwabili nas, nakręcili, a teraz pokażą nam nasze miejsce w szeregu. W dodatku specjalnie tak pokręcili trasą rowerową, żebyśmy się zgubili i stracili czas. Już po nas. Wyjazd bez sensu. Trzeba było zostać w domu…

 

Ironman70.3HefeiwidzianyoczamiMateuszaWalczaka3


Dni poprzedzające start minęły nam bardzo szybko. Humory dopisywały, różna agenda wyjazdu nie dzieliła, nowe bodźce pobudzały, a pielęgnowana zieloną herbatą zażyłość męskiej eskapady narastała... Czuliśmy się dobrze i każdy w swój sposób przygotowywał się do startu. Radek przyjechał tutaj po slota na Konę. Mikołaj chciał wystartować w Chinach i odbudować się po nieukończonych zawodach w Barcelonie i Poznaniu, ja po prostu chciałem ukończyć, nie zawieść żony Basi – najwytrwalszej z moich kibiców i potwierdzić forsowany przez nią paradygmat o dominacji diety wegańskiej w sporcie. Jeśli dadzą, to wziąć jakiegokolwiek slota. Może być z roll downu, może być niechciany, może być nawet z jakiś zwrotów, reklamacji, czy puli dla ciamajd. Byle by był i pozwolił nam zaplanować rodzinne wakacje w USA w przyszłym roku, odwiedzić znajomych z Nowego Jorku i wyznaczyć cele sportowe na przyszły sezon. Moja niebieska piłka.


Będzie szybko – orzekliśmy wspólnie po szczegółowej analizie profili trasy, prognoz pogody i wizjach lokalnych. Brak przewyższeń, idealna, szeroka minimalnie na 2 pasy, równa jak stół i przede wszystkim sprzyjająca pod kątem wiatru (60 km lekki wiatr w plecy, 30 km lekki wiatr w dziób) trasa rowerowa, pływanie po jeziorze, a więc bez fali, a także umiarkowana temperatura – wszystko zdawało się nam sprzyjać. Jak nie wrócę z życiówką to będzie porażka – orzekł Radek. Boje się, że zmylę trasę, albo że wjedzie mi jeden z tuk-tuków (masowo przecinających każdą autostradę pod prąd), dorzucił Mikołaj. I trudno było się z nimi nie zgodzić. Szansa rosła, ale nadal byliśmy przed a nie po. Pozostało wstawienie roweru, odwiedziny w T2, ostatnia noc i mogliśmy stawać na starcie.


Start o 1:30 w nocy czasu polskiego, 7:30 lokalnie. Dojazd na start + przygotowania w strefie szacowaliśmy na 2,5 godziny a więc trzeba wstać ok. 22:45 czasu polskiego i 4:45 lokalnie. A więc zasnąć co najmniej te 6/7 godzin wcześniej. Ciężko…


Mimo wszystko daliśmy radę. Prysznic, szybkie śniadanie i pierwszy dobry omen – ktoś z naszych po raz pierwszy zaserwował crossainty na śniadanie. Nasi tu byli. W naszym hotelu jest też 2 Polaków. Jeden z nich startuje, drugi kibicuje. Omen nr 2. W autobusie na start spotykamy Polkę, Martę – startuje w sztafecie – płynie i biegnie. Na stałe mieszka w Szanghaju, triathlonem zarażona od niedawna. Omen #3. No i wreszcie Ewelina – Polka z Ironmana wpuszcza nas do strefy i życzy udanego startu. #4. A więc może jednak to będzie dobry dzień?


Rolling start. Korzystamy z uprzejmości tubylców względem Europejczyków. Wchodzimy jako jedni z ostatnich, bez problemu dostajemy się do pierwszych linii. Mikołaj już popłynął, Radek stoi jako 3 w kolejce, przede mną jest ok 10 osób. Będzie luźno. Wcześniej brak szans na rozpływanie. Byliśmy niemalże na styk. Były małe problemy. A to, że w Chinach popularność izotoników jest śladowa, a to że kierowca autobusu nie znał trasy i atmosfera gęstniała z minuty na minutę, a to że w przenośnych toaletach brudny papier nie jest wrzucany do muszli tylko odkładany do koszyczka (???).


Ale teraz to nieważne. Stoimy 3, 2, 1, poszło. Rampa uformowana jak na basenie. Krótki rozbieg, włączenie zegarka, i skok na główkę tak jak na basenie. Zimna woda, dobrze, bo nie będzie za gorąco, można płynąć szybko. Zbiornik jest sztuczny w centrum miasta, pływa się przy każdym oddechu podziwiając skyline wieżowców okalających park. Coś jak Central Park, chociaż jednak mniejsze. Bardzo łatwa nawigacja, duże boje, co 100 m + możliwość nawigacji na budynki, brak fal, luźno. Woda nieco mętna, chociaż żeby poprawić jej jakość podobno napuszczono ją od nowa tuż po oczyszczeniu zbiornika specjalnie na potrzeby zawodów. Nie pachnie, bez posmaku. Co 250 m Garmin daje znać wibracjami. Liczę to. 250, 500, zwrot w prawo, 750, 1000, kolejny zwrot, 1250, znowu zwrot, 1500, 1750, 2000. Jasny Wojtek! Miało być szybko… 2000? Trudno. Wyjście z wody po schodach. Jest poniżej 29 min. Życiówka mimo dłuższego dystansu. A więc Janek Peńsko miał rację, że jestem w stanie pływać poniżej 1:30/100. Mniej dyskutowania na treningach więcej wiary w ludzi i ich wiedzę Mateusz. Lekcja na przyszłość.

 

 

Ironman70.3HefeiwidzianyoczamiMateuszaWalczaka5


Szybka strefa, rower, Radka oczywiście już dawno nie ma, ale wszystko działa, koła całe. Jadę bez zapasu, bo szytka z tyłu opona z przodu, więc musiałbym wozić 2 zapasy, a poza tym jak miałbym zmieniać to slota szlag i tak trafi, bo w życiu tych paru minut nie odrobię. Ale wszystko sprawne, więc patrz na waty, w nikogo nie wjedź, nie kozakuj od początku. Pierwsze 20km po mieście, sporo zakrętów ale szybko się okazuje że:
- Trasa ma średnio 3-4 pasy szerokości
- Na całej długości trasy są bardzo schludne barierki
- Za barierkami stoją w kilku rzędach mieszkańcy / kibice z czerwonymi flagami wiwatujący jak my z Iwem na pochodach pierwszomajowych albo wodowaniach statków w przedszkolu. Chińczycy, dla których cała ta hucpa dla bumelantów w lajkrach musi być co najmniej abstrakcyjna
- Co 20 – 30 metrów (cały czas spieramy się o to z Mikołajem) po OBU stronach CAŁEJ 60 km (był nawrót na 60km) pętli kolarskiej stoją wolontariusze/żołnierze/przodownicy pracy w czynie społecznym, zabezpieczając nasz start… Szybkie kalkulacje. 4000 – 6000 osób.

 

Nie, to chyba niemożliwe. Najprawdopodobniej mimo tylko 20 stopni jestem przegrzany. Może więc lepiej wrócić do watów. Arek Kogut rozpisał to książkowo 83-87% FTP, bez wycieczek do beztlenu, bez dolnego chwytu. Spokojnie, ale bez marudzenia. Wyprzedzam. Pierwsze 10 km dość techniczne, bo mokro i sporo zakrętów o 90 stopni. Niby nic wielkiego, ale odpowiedni tor jazdy, brak hamowania zabiera po kilka metrów z przewagi kolejnych zawodników. Zaczynają się długie proste gdzieś w tle majaczy mi się spora grupa, liczę czas przewagi jaką mają. Około minuty, może 70 sekund, w tych warunkach, przy tych prędkościach to jakiś kilometr. Dużo. Przed nimi już nikogo. Oglądam się. Za mną ok 10 chłopaków podczepionych pod moje tempo. Chyba przepisowo, ale znamy te numery. Niby 12 m odstępu ale 10% mniej watów. Odpoczywają. Trzymam swoje do 30 km. Chińczyków na rowerach ani śladu. Europa, USA, Australia. Radka nie ma, zgodnie zresztą z planem. Od kiedy totalnie poprawił rower już się nie łudzę, że odrobię do niego straty po pływaniu.

 

Mikołaja mam nadzieję zobaczyć po nawrocie. Moja grupa cały czas bez zmian. Zaczynają się złe myśli. Pewnie wszyscy z mojej kategorii, każdy pewnie biega lepiej, więc już po mnie. Dojedziemy tak do końca i w zasadzie nie muszę już biegać. Slota nie będzie. Ok. Trzeba ich urwać. Na poczekaniu opracowuję taktykę. 5 km odpuszczenia i kolejna 5 pójdę za wszystko. Pije, przeciągam się, rozciągam. Początkowo marudzą, ale w końcu mija mnie monstrualny Olaf. Krzyżówka Schwarzeneggera z Tonym Martinem. Łydkami zaczepia o gigantyczną ramę. Że też takie rowery w ogóle produkują. Olaf jest z Hongkongu. Aha, niezły mi Hongkong… Drezno, Lipsk, Berlin, ok. Pewnie załapał się na jakąś końcówkę wschodnio-niemieckiego programu wsparcia młodocianych sportowców w latach 80-tych. Niezły tam macie zaciąg w tym Hongkongu. Pojechał. Za nim Chorwat i Indonezyjczyk (niestety moja kategoria). No nic. Plan okazuje się mieć liczne wady, bo urwać tych gości to jak wygrać Tour czy Giro. Odpuszczam na 12 metrów. Waty spadają o 30, tętno w dół, tlen, ale prędkość nieco niższa.

 

Olaf jedzie wolniej. Nie wiem jeszcze, że świetnie biega, że wygra M40. Tracę. Minuty się dłużą. Za mną kolejnych sześciu. W końcu na trasie majaczy się wcześniej objeżdżony most. Małe przewyższenie, ale gdzieś trzeba próbować. Czaje się, strzelam, na szczycie dokładam, na zjeździe poprawiam, trzymam waty, idę po rantach, prawie ocieram się o barierki, stojących policjantów mijam na centymetry. Ryzykuje. Ma wyglądać lekko, tak jak przejażdżka. Długo jest > 50 km/h. Oglądam się 3 km dalej. Chorwat i Indonezyjczyk nie w ciemię bici, dla nich te prędkości to fraszka, lekki rozjazd, regeneracja po pływaniu, widzą, że się amator wziął za kolarstwo. Spokojnie się ciągną. Ale Olaf, mój Olafek kochaniutki chyba się zamyślił, może żelem swoje monstrualne ciałko właśnie napełniał jak poszło i Olafuniek puścił, i został, i za nim została cała ta grupa. A więc jednak. Sukces! Jedziemy w troje. Chorwacja poprawiła ale utrzymałem, później Indonezja i też się udało. I tak na zmianę do 60km. Trzymamy odległości, widać że chłopaki objeżdżeni. Nie ryzykują draftu. Waty równe. Ale nic za darmo. Po euforii z początku roweru już ani śladu. Brakuje już trochę sił. Na szczęście zaczynamy odrabiać straty. Do grupy z przodu już tylko 60, 50, 40 sek. Jest Mikołaj po przeciwległej, chyba jedzie jako trzeci. Nawrót musi być niedaleko. W końcu jest. Jest też informacja o Penalty box. Na nawrocie stoi kilka osób. Oby nie Radek, oby nie Radek. Niestety…

 

Ironman70.3HefeiwidzianyoczamiMateuszaWalczaka6


Wieczorem po wielogodzinnej analizie mam się dowiedzieć, że sytuacja w jego grupie była bardzo podobna, Radek jechał, wyprzedzał i kolejni zawodnicy się przyłączali do jego grupy. Przed nawrotem był na drugim miejscu w tej grupie, ktoś wystrzelił, nikt nie chciał zostać, zjechali się, chwila nieuwagi, determinacja oraz zwykłe gapiostwo i w efekcie kara. Kiedy go mijałem wiedziałem jak bardzo musi być zły. Jak musi być mu ciężko wrócić na trasę i walczyć o jego cele. Mijam go z dużym żalem. Nic się nie stało, ciśnij – rzucam w przelocie. Wiem, że będzie bardzo trudno ale jeśli da z siebie wszystko, jeśli się nie załamie, to – stać go na to. Ja bym się pewnie załamał.


Po nawrocie prędkość spada, wiatr w twarz, Chorwat zachował więcej sił, odjeżdża. Będzie drugi w M40. Indonezyjczyk słabnie bardziej niż ja. Jest drobniejszy, ciężej mu pod wiatr. Później jednak pobiegnie jak gazela i skończy drugi w M35.


Przez 5 km jedzie obok mnie motor z kamerą. Kręcą chyba film. No żesz Święty Józefie – telewizja w Chinach? Pod koniec trasy pojawia się też helikopter. Nie przelotem, tylko jako TV. Mają Chińczycy rozmach. To ich lokalny event sezonu. Później się okazuje, że był live w chińskiej TV. Z wyścigów amatorów…
W końcu strefa. Czas roweru rekordowy. Jest rewelacyjnie. Teraz tylko pobiec. Łatwo powiedzieć. Od początku czuję, że mimo, że nie jest upalnie to wilgotność nie nasza. Już wiem że pierwsze 4-5 km o niczym nie mówią. Że tyle zazwyczaj daje się trzymać planu, że pytanie o samopoczucie i prędkość po tym dystansie. Z naprzeciwka biegnie Mikołaj. Piątka – piątka. Krzyczę, że był trzeci w połowie roweru. Nie odnosi się. Przed wyścigiem przez tydzień leczyłem prawe kolano obciążone trenowaniem siły na schodach, chłodziłem, smarowałem, rozciągałem, masowałem. Na szczęście puściło. Nie boli. Ale uraz chyba pozostał o czym dowiaduje się na 7 km, czuję, że robi się duże obtarcie na lewym podbiciu. Wiem że będzie jeszcze mniej przyjemnie, że to nie wykluczy, że trzeba przewalczyć, że to tylko obtarcie, ale wiem już że rekordu biegowego dzisiaj nie będzie. Morale w dół. Po nawrocie widzę Radka. Ma do mnie jakieś 3-4 min. straty. Motywuję jak potrafię. Krzyczy, że zapomniał zegarka i nie wie jak biegnie. Jest mocno nakręcony, wygląda jak bizon podczas ataku. Dobrze. Walczy. Moje tempo spada. Już ledwo 4:30. Chociaż ciągle nie biegnę w tłumie. Zaczyna się 2 pętla. Stopa boli coraz bardziej ale to już nic nie znaczy.

 

Wyprzedza mnie coraz więcej osób. Staram się spoglądać z jakich grup. Negatywne przekazy. Mija mnie coraz więcej osób. Slot się oddala. Bieganie jest głupie – myślę sobie, odnajdując w sobie postawę w przedszkola. Jest głupie i niesprawiedliwe. Dół coraz większy. Zaczynam rozważać czy są zawody z jakimś nieproporcjonalnie krótkim bieganiem. To by było dla mnie. O tak, np. tylko 5 km na koniec. Na rozważaniach mija mi duża część 2 pętli. Staram się trzymać tempo i szykuje się psychicznie na atak szczytowy. Ostatni kilometr ma być znacznie szybszy. Najlepiej w pałę. Liczę każdy kilometr. Mam nadzieję że trasa będzie chociaż niedomierzona. Chociaż te 500m krócej to by było coś! Z czasem, coraz bliżej mety, kwestionuje sensowność tego sprintu. No bo co to da, no bo to nie ma sensu, bo obtarcia, bo może kolka chwyci, bo lepiej ukończyć trochę wolniej niż stanąć pod koniec. Na szczęście przypomina mi się Iwo i jego pewność siebie. Wiedział, że chce tą piłkę. Pamiętam też, że Artur Zawadzki swojego slota w Chorwacji przegrał o 10 sekund. O brak takiego właśnie sprintu. No więc słowo się rzekło. Nie jest najgorzej, przyśpieszam.


Tak w ogóle to najciekawsze jest to, jak człowiekowi dłuży się ostatnie 500 m, jeśli nie wie, co osiągnie. Jeśli musi walczyć do końca. Jeśli nie wie, że osiągnął cel. Sekundy, minuty, godziny – te ostatnie 500 m wlecze się jak wieczność.
W końcu jestem. 4:27:xx. Ufffffff.

 

Ironman70.3HefeiwidzianyoczamiMateuszaWalczaka7


Sekundy za mną wpada Radek. To też jego życiówka, ale ma prawo być nieziemsko zły. W namiocie z masażami odnajdujemy Mikołaja. Trzęsie się z zimna. Jest po 2 glukozach. Miał jak się okazało gigantyczne problemy z bilansem elektrolitów. W efekcie musiał pobiec znacznie poniżej swoich oczekiwań. To znaczy dalej kosmicznie, ale liczył na więcej na biegu. Radek ósmy AG. To już wiemy. Wg mnie na 100% jedzie na Konę. Nie mamy internetu, chwilę trwa zanim sprawdzę swoją pozycję. Skoro Radek był ósmy w M40, to ja pewnie będę nieco dalej w M35. Liczę na top 10 AG. Punkt informacyjny, chińskie znaki na komórkach obsługi, konieczność łączenia przez VPN zmieniające lokalizację serwerów, tłumaczenie że to ironman.com -> live results -> athlete tracker i …..


18 AG? WTF? Czar prysł. Sen się nie ziścił. Najgorsze zawody ever. Dno i zgrzytanie zębami. Jakbym był piłkarzem, to bym kopnął w bandę. No ale nie jestem, nie ma band i pewnie Mao by mnie za to zamknął. W bufecie, odbierając rower, w drodze do hotelu analizujemy kto, co i dlaczego. Cieszę się sukcesem Radka i mimo jego narzekań, że byłby wyżej gdyby nie zbytnia pewność siebie, moment nieuwagi, kiedy rzeczywiście był poniżej 12 m byłby 3-4 pozycje wyżej, jestem pewny swego. Przy 50 slotach na Konę i jego 8 miejscu slota ma pewnie bez rolldownu. Słucham doświadczeń Mikołaja, podobnych do moich z roweru, zadziwiająco zbieżnych w odczuciach biegowych. Uspokajam się, a pszeniczny napój, którego, podobnie jak kofeiny odmawiałem sobie przed startem teraz robi swoją robotę.


Przez kilka godzin analizujemy, przekrzykujemy się, dzwonimy do rodzin, cieszymy i smucimy razem. Uwielbiam ten moment. Radek zarzeka się, że do żadnego RPA, na które jest zapisany nie pojedzie. Mikołaj słucha nas z politowaniem i próbuje się nawodnić. Robimy zdjęcia, cieszymy się tą chwilą.
Na sloty idziemy dla Radka. Przy wydatnej pomocy Eweliny zajmujemy cały pierwszy rząd i doskonale się bawimy. To znaczy bawię się z Mikołajem, bo Radek jest niepewny, ciągle rozczarowany, ale i pełen nadziei. Miało być 7 slotów na M40, ale jednak będzie 6. To trochę zmienia optykę, ale wciąż jestem o niego spokojny. Jego sceptycyzm wydaje mi się zasadny, ale bez przesady… Nową informacją jest to, że w przypadku wzięcia slota na Konę nie można brać tego na Chattanoogę. Teraz to i ja wracam do gry. Albo przynajmniej zapraszają mnie na ławkę rezerwowych.


Najpierw sloty na Konę. Praktycznie bez rolldowu. Biorą wszyscy: kobiety, mężczyźni, dzieci. Wybuchy radości jak zawsze rozgrzewają atmosferę. Miło jest patrzeć jak ludzie autentycznie się cieszą… Dla nas to koniec sezonu, a ja się czuję jak podczas zakończenia przedszkola. Znowu chcę tą piłkę, ale nie mam na to wpływu. Kategorie spadają od najstarszej do najmłodszej, najpierw kobiety, później mężczyźni, w końcu docieramy do M40. Pierwszy bierze, drugi bierze, trzeci, czwarty, piąty, zaczyna to wyglądać fatalnie, szósty bierze… Szok! Niemożliwe. Oszukali. O co tutaj chodzi. Siedzimy w milczeniu. Atmosfera siada. M35 dla statystyk, też pierwsze 6 miejsc wzięło. Radek dzwoni do żony. Analizujemy to z Mikołajem. Nie wierzymy. Gdyby nie ta kara. Miał to…


Coś jemy, dalej kibicujemy kolejnym szczęśliwcom, dla formalności czekamy na sloty na Chattanoogę. W Polsce już dzień więc SMS z rodziną i przyjaciółmi. Wszyscy szczerze mi kibicują, bo mają już dość tych głupich treningów, odpoczynków, wakacji pod dyktando sezonu startowego i w ogóle tej zabawy w sport. Liczą, że jak się dostanę na mistrzostwa świata to może trochę odpuszczę. Szczerzę mówiąc ja na to liczę. No ale na razie jest 7 slotów, a ja będąc osiemnastym, po odjęciu 6 kwalifikacji na Konę potrzebuję 5 rezygnacji. Siódmy i ósmy z AG rezygnują. Mają jak się później okazuje sloty do Chattanoogi. Przyjechali po Konę. Dziewiąty bierze, dziesiąty rezygnuje, jedenasty bierze… Gubię się w liczeniu. Chłopaki wracają do żywych i ekscytują się ze mną. I już nie wiem, ile jeszcze musi zrezygnować, który teraz, tracimy rachubę. W końcu pada moje nazwisko. Stało się, mam tą głupią, niebieską piłkę. Tyle lat… Teraz będę chyba musiał odnaleźć Iwa.


PS 1. Od organizatora wiemy, że w całych zawodach uczestniczyło i pomagało 15.000 osób z obsługi. Przy 1500 uczestników daje to godną średnią 10 osób wsparcia na każdego uczestnika. Nie wiem czy igrzyska olimpijskie mają podobne statystyki.


PS 2. Poza końską siłą, Radek, jak się okazało, dysponuje również uzdolnieniami montażysty, w wyniku czego można zobaczyć podsumowanie tego wyjazdu w formie filmu

 


PS 3. Hefei było pierwszą imprezą Ironmana w Chinach. Wg dzisiejszego stanu wiedzy od przyszłego roku ma ich być pięć. Patrząc na ich dynamikę, należy się jednak spodziewać kilkunastu imprez w niedalekiej perspektywie.

Opublikowane w Publicystyka
piątek, 21 października 2016 09:33

Javier Gomez planuje debiut na Ironmanie

W wywiadzie dla gazety “La Voz de Galicia” Javier Gomez powiedział “Nie chcę opuścić dystansu olimpijskiego ze złamaną ręką, lecz czynnie startując w zawodach.” Największym marzeniem Javiera jest zakończenie ścigania na dystansach olimpijskich jako Mistrz Świata. Także możemy spodziewać się hiszpańskiego zawodnika w 2017 roku na trasach serii Mistrzostw Świata w triathlonie WTS. Javier Gomez ma 33 lata, pytanie brzmi jak długo będzie w stanie wygrywać olimpijskie dystanse i czy planuje występ na Igrzyskach Tokio 2020? “Wierzę, że w 2020 roku będę w bardzo dobrej formie pozwalającej w dalszym ciągu startować na sprincie.” Odpowiedź nie jest do końca jasna i pozostawia otwartą furtkę.
Javier w 2017 roku chciałby powtórzyć sukces podwójnego Mistrza Świata na olimpijce jak i na Ironman 70.3. Terminy obu imprez mistrzowskich oraz różnica stref czasowych nie są sprzyjające do realizacji tego celu. Mistrzostwa Świata Ironman 70.3 Chattanooga odbędą się na tydzień przed Wielkim Finałem WTS w Rotterdamie. “Bardzo trudne będzie wystartować w tych dwóch wyścigach.” Podsumowuje Javier Gomez.
Javier planuje zadebiutować na pełnym dystansie Ironman pod koniec przyszłego sezonu. Najprawdopodobniej będzie to Ironman Cozumel lub Arizona. Hiszpan na przygotowania pod długi dystans planuje tylko dwa miesiące.

 

JavierGomezPlanujeDebiutNaIronmanie1

Javier Gomez podczas rehabilitacji złamanej ręki. Fot. CAPOTILLO

Opublikowane w Ludzie

Elizabeth Model (CAD) amatorka w wieku 56 lat ustanowiła rekord świata kończąc wszystkie 40 Ironmanów na świecie. Ironman to triathlon na dystansie 3,8 km pływania, 180 km jazdy rowerem i 42,2 km biegu. Licząc powtórzenia i zawody, których już nie ma w kalendarzu, łącznie ukończyła 75 razy dystans pełnego Ironmana. Zajęło jej to 10 lat, co daje średnio ponad 7 Ironmanów w każdym roku. Na świecie oprócz niej jest tylko trzech mężczyzn, którzy dokonali tego samego wyczynu. Cała czwórka jest już zapisana na nowy Ironman Hamburg w 2017 roku. Elizabeth Model lubi biegać także maratony, ma już ich swoim koncie aż 99, jeszcze tylko jeden i będzie okrągła setka. Należy pamiętać, że dystans Ironman to ciężkie przygotowania. Elizabeth Model wstaje codziennie rano o 4:45 na trening przed pracą. Pracuje jako prezes w firmie rozwijającej biznes w centrum kanadyjskiego miasta Surrey. Triathlonistka twierdzi, że dzięki licznym podróżom i startom na całym świecie, zdobyła doświadczenie i teraz jest w stanie spojrzeć na rozwój miasta Surrey z innej perspektywy. Mąż Elizabeth - John Wragg podziela jej pasję, sam może pochwalić się ukończeniem aż 200 Ironmanów! Ale to już zupełnie inna historia.

 

ElizabethModelukoczyawszystkieIronmanynawiecie1

Elizabet Model wraz ze swoim mężem Johnem Wragg na mecie Ironmana.

Opublikowane w Publicystyka
wtorek, 11 października 2016 14:58

Czasy najlepszych amatorów z Kona 2016

Mistrzostwa Świata Ironman Hawaii zgromadziły 2.300 zawodników z 64 krajów startujących w kategoriach wiekowych. 95,7 % triathlonistów ukończyło wyścig, jest to bardzo wysoki współczynnik. Czasy najlepszych zawodowców od najlepszych amatorów różnią się o około jedną godzinę. Przyjrzyjmy się kim są najlepsi zawodnicy.

 

Lukas Krämer (GER), reprezentant Niemiec jako jeden z trzech amatorów złamał 9 godzin na Hawajach. Uplasował się na 35 miejscu wśród wszystkich zawodników. Lukas w maju tego roku startował w Ironman Nice gdzie zdobył 8 miejsce overall z czasem 8:42:06. Lukas jest na co dzień strażakiem pracującym w trybie 24 godziny na trzy dni wolnego.

Svenja Thoes (GER) tak samo jak Lukas pochodzi z Niemiec, ma 25 lat. Jak na swój młody wiek rewelacyjnie poradziła sobie na Hawajach - 9:40:48. Dało jej to 15 miejsce wśród wszystkich kobiet. Poza treningami jest studentką i stewardesą.Zarówno Lukas Kramer jak i Svenja Thoes nie mają przeszłości w zawodowym triathlonie.

 

CzasyNajlepszychAmatorowKona20161


Przy okazji warto wspomnieć o najstarszym triathloniście Hiromu Inada (JPN), który w wieku 84 lat ukończył Ironman na Hawajach. Zmieścił się w limicie czasowym - 16:49:13. Hiromu rozpoczął treningi dopiero w wieku 69 lat. Pierwszy swój start w Ironmanie zaliczył w wieku 81 lat. W zeszłym roku zabrakło jemu 6 sekund aby zmieścić się w limicie czasowym.
Poniżej dziesiątka najlepszych amatorów.

 

CzasyNajlepszychAmatorowKona20162

 

Mężczyźni
1 8:55:24 Lukas Kramer M30-34 DEU
2 8:58:44 Nathan Shearer M25-29 AUS
3 8:58:57 Carlos Aznar Callego M30-34 ESP
4 9:00:35 Christian Haupt M35-39 DEU
5 9:00:42 Maarten Seghers M30-34 BEL
6 9:03:25 Daniel Stubleski M40-44 USA
7 9:03:33 Alexandre Reinert M35-39 HKG
8 9:03:37 Ryan Giuliano M30-34 USA
9 9:04:36 David Corredor Panadero M35-39 ESP
10 9:04:49 James Burke M35-39 USA

 

2203 16:49:13 Hiromu Inada M80+ JPN

 

Kobiety

1 9:40:48 Svenja Thoes F25-29 DEU
2 9:52:08 Martina Kunz F30-34 CHE
3 9:58:46 Lucia Erat F30-34 CHE
4 9:59:44 Stefanie Kuhnert F25-29 DEU
5 10:00:26 Katrine Amtkjaer Nielsen F35-39 DNK
6 10:04:40 Fawn Whiting F30-34 CAN
7 10:06:33 Emily Loughnan F25-29 AUS
8 10:06:53 India Kraal F25-29 NZL
9 10:08:31 Katrin Esefeld F30-34 DEU
10. 10:08:32 Claire Davis F25-29 AUS

 

Zwycięzcy poszczególnych kateogrii wiekowych, kolejno mężczyźni i kobiety.

 

Kat. 18-24

9:26:57 Hans Christian Tungesvik

10:29:23 Larissa Rabago

 

Kat. 25-29

8:58:44 Nathan Shearer

9:40:48 Svenja Thoes

 

Kat. 30-34

8:55:24 Lukas Kramer

9:52:08 Martina Kunz

 

Kat. 35-39

9:00:35 Christian Haupt

10:00:26 Katrine Amtkjaer Nielsen

 

Kat. 40-44

9:03:25 Daniel Stubleski

10:19:46 Rosie Mcgeoch

 

Kat. 45-49

9:14:35 Bevan Mckinnon

10:20:57 Jane Hansom

 

Kat. 50-54

9:18:51 Bent Andersen

10:47:37 Lisbeth Kenyon

 

Kat. 55-59

10:02:28 Gerhart Bochtler

11:18:06 Jenny Alcorn

 

Kat. 60-64

10:33:40 Rodolphe Von Berg

11:57:59 Gabriele Cellete

 

Kat. 65-69

11:23:16 Gian Marco Tironi

14:15:25 Anne Grundy

 

Kat. 70-74

12:59:43 Hans Van Der Linden

14:19:11 Natalie Grabow

 

Kat. 75-79

13:18:03 Fidel Rotondaro

 

Kat. 80+

16:49:13 Hiromu Inada

Opublikowane w Publicystyka
poniedziałek, 10 października 2016 17:36

Frodeno oskarża Wiltshire'a o celowe utrudnianie pływania

Jan Frodeno tuż po Mistrzostwach Świata Ironman Kona 2016 był zażenowany zachowaniem jednego ze swoich rywali. Aktualny mistrz świata w rozmowie z dziennikarzami powiedział przed kamerami:

 

“Nie mogłem rozerwać grupy na pływaniu, głównie dzięki Harremu Wiltshire (GBR). (Harry) jeśli mnie oglądasz to musisz wiedzieć, że jesteś ch.... Harry w drodze powrotnej ciągle płynął na moich plecach i prawdopodobnie celowo mi przeszkadzał. To było naprawdę niesportowe zachowanie.”

 

Po poruszeniu mediów Jan Frodeno napisał na swoim Twitterze, że wypił zbyt wiele piwa odnosząc się do niecenzuralnego słowa i przeprosił za swój język. Jednak nie odstąpił od swoich zarzutów. Harry Wiltshire nie wydaje się być urażony tą sytuacją i pogratulował Janowi zwycięstwa.

 

Harry Wiltshire wyszedł jako pierwszy z wody z czasem 48 minut. Dzięki temu zgarnął premię od sponsora. Ostatecznie ukończył wyścig na odległym, jak na PRO, 106 miejscu z czasem 9:24:18.

 

Wygląda na to, że Harry wraca do swoich starych zachowań. Harry Wiltshire w 2011 został zawieszony w prawach zawodnika przez ITU na sześć miesięcy za niesportowe i niebezpieczne zachowanie. Powodem była taka sama sytuacja na Mistrzostwach Europy w triathlonie w stosunku do Javiera Gomeza (ESP). W tamtym wyścigu wygrał Alistair Brownlee.

 

Na poniższym filmiku można zobaczyć jak Harry Wiltshire skutecznie przeszkadzał Javierowi Gomez. Płynął na jego plecach, nie odstępował go nawet przy próbie ucieczki Gomeza oraz blokował go przy wyjściu z wody. Takie zachowanie jest niedopuszczalne.

 

Opublikowane w Publicystyka
pierwsza
poprzednia
1
Strona 1 z 21

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test