brett sutton
Home Aktualności Publicystyka Artykuły w etykiet: łukasz grass
niedziela, 23 kwietnia 2017 19:13

"Plusy i minusy Ironman Africa" - Łukasz Grass

Minęły już dwa tygodnie od Ironman Africa i zdażyłem przez ten czasu poukładać (na nowo) wiele rzeczy. Tak to już jest w tym ściganiu na długim dystansie, że każde zawody to jakiegoś rodzaju narodzenie się na nowo. Mimo, że zawody były przeze mnie potraktowane turystycznie, to jednak gdzieś z tyłu głowy było jakieś minimum, które ambitny zawodnik chciał wypełnić. Życie pokazało jednak, że każde minimum na mecie ma swoje minumum na treningach, o czym szanowny Ojcec Dyrektor raczył zapomnieć. 

 

Oczywiście przed zawodami m.in. Nadbloger Marek Strześniewski przy niejednej kawie uprzedzał, żebym wybił sobie z głowy jakikolwiek przyzwoity wynik, że nie sposób jest przygotować się do zawodów na względnie dobrym poziomie, jeżeli pracuje się po kilkanaście godzin dziennie i próbuje zachować balans między życiem zawodowym i rodzinnym, wplatając w to treningi. Ja postanowiłem jednak udowodnić, że być może Nadbloger się myli... Ale moje przemyślenia związane z treningami i przygotowaniem do Ironmana zostawiam na drugi z kolei felieton po IM Africa. W tym skupię się na samej logistyce i zawodach, aby rzucić nieco światła na plusy i minusy towarzyszące tym zawodom. 

 

LOT

Z przyczyn zawodowych i rodzinnych do Port Elizabeth mogłem wylecieć dosłownie na kilka dni przed zawodami - przyzwoite mimimum, czyli wylot w środę po południu, czwartek około 20.00 na miejscu - 25h lotu z przesiadkami w Dubaju i Johannesburgu. Kiepska perspektywna jeżeli lecimy z myślą o biciu życiówki. Ja na szczęście nie leciałem z takim postanowieniem, ale mimo wszystko kilka godzin czekania w Dubaju i 8h kiblowania w Johannesburgu nie należały do łatwych, całe szczęście było przyjemnie, bo towarzystwo Olka Łakomskiego, Olka Sachanbińskiego i Piotra Gąsiorowskiego zapewniało świetną rozmowę przy kawie... kilku kawach. 

 

Wszystkim, którzy planują wybrać się do RPA na zawody rekomenduję lot na co najmniej tydzień, dwa wcześniej. Proponuję wybrać linie Emirates, które mają komfortowe warunki w największych samolotach pasażerskich Airbus 380. Ale uwaga na bagaż! Można słono zapłacić za każdy kilogram powyżej 30kg (na bagaż rejestrowany i walizkę rowerową). Znam przypadki, w których na odprawie pasażerowie usłyszeli dodatkową kwotę... kilku tysięcy złotych. 

 

W liniach Emirates komfort podróży jest znany na całym świecie. Pod każdym względem jest idealnie - obsługi, jakości posiłków i komfortu związanego z korzystaniem z urządzeń elektronicznych. Dostęp do WiFI za JEDNEGO dolara na całej długości lotu. Czas umilają dodatkowo nie tylko dziesiątki filmów (w tym najnowsze oscarowe produkcje jak np. musical La La Land), ale również możliwość śledzenia lotu z 3 dostępnych kamer zamontowanych na ogonie samolotu, w kokpicie i podwoziu. Gdyby nie uciążliwość oczekiwania na przesiadki, sama podróż nie byłaby męcząca. 

 

17492692 844726239001827_5979926639265461023_o

Widok z kamery umieszczonej na ogonie samolotu. 

 

NOCLEGI 

Krótko i na temat - proponuję każdy hotel vis a vis lini startu i wzdłuż głównej ulicy nad oceanem, np.: Radisson oddalony o około 1km od expo. Jest bezpiecznie, komfortowo, dobre jedzenie, knajpki i restauracje w pobliżu, bezpośredni wyjazd z hotelu na trasę rowerową, kilkaset metrów na plażę, gdzie można pobiegać. W miejscach, o których piszę nie spotkaliśmy się z niebezpiecznymi sytuacjami, o których tak głośno było na tydzień przed zawodami. A widok z hotelu na strefę zmian i ocean imponujący. 

 

IMG 1940 IMG 1939

 


REJESTRACJA 

Najlepsza rejestracja w jakiej kiedykolwiek uczestniczyłem. Byliśmy w hali expo piątek po południu. Zero kolejek. Na początek szybka płatność za jednodniową licencję. Wszystko trwało dosłownie 2 minuty. Po opłaceniu, system informatyczny przekazywał informację, że można nas dalej obsługiwać. Wędrowaliśmy po kwadracie od punktu do punktu - najpierw zdjęcie, dwa metry dalej odcisk palca, identyfikacja i przejście po plecak i pakiet, później ręcznik, sól do kąpieli, itp, czyli "czas dla sponsorów". 

Cała rejestracja i odbiór pakietu trwała nie dłużej niż 8-10 minut. Aby dojść do rejestracji trzeba było oczywiście przejść przez całą strefę expo. 

 

Dzień później, w sobotę, oddawanie rowerów. Kolejka spora, ale szło sprawnie. Znany wszystkim system worków. Nic nowego i rejestracja przebiegała równie sprawnie. Warto w tym miejscu podkreślić, że odbieranie worków przebiegało wzorcowo. Dosłownie na kilka metrów przed dojściem do wieszaków, do każdego z zawodników podbiegali wolontariusze, pytali o numer i w ciągu kilkunastu lub kilkudziesięciu sekund przynosili nasze rzeczy! Jeszcze nigdy tak szybko nie odbierałem worków z rzeczami. 

 

START

No cóż... będę nudny jak flaki z olejem... najlepszy start w jakim kiedykolwiek uczsetniczyłem w IM. Falowy, co 7 sekund, zero przepychanek, tłoku, uderzenia, wyścigu o zajecie dobrej pozycji. Jedyny minus to brak możliwości przeprowadzenia rozgrzewki w wodzie, wlania wody do pianki i ułożenia jej na ciele. Zdyscyplinowanie uczestników pozytywnie mnie zaskoczyło. Oczywiście stewardzi nie pozwalali wchodzić do wody po prawej i lewej stronie, ale też mało kto próbował ten zakaz złamać. Pomijając start zawodników i zawodniczek PRO, dla amatorów linię startu wyznaczali wolontariusze. Stali około 20 metrów od lini brzegowej, trzymali się za ręce, ustawiając tym samym kolejkę zawodników w 7 rzędów. Co 7 sekund puszczali ręce i mogliśmy wbiegać do wody. Po prawej stronie na zdjęciu widać wolontariuszy trzymających się za ręce, a przed nimi kolejkę zawodników. 

 

17635232 10155214343959459_5702505804971553466_o

Ironman South Africa FB

 

Ustawiłem się obok Olka Łakomskiego i postanowiliśmy płynąć razem, o ile będzie to możliwe. Wbiegając do oceanu spokojnym truchtem, na tle wschodzącego po prawej stronie słońca, spojrzałem na Olka i powiedziałem, że tak jeszcze nigdy nie startowałem. Co za spokój! Ile miejsca! Zero walki do pierwszej boi (około 300m). Nawrót i ponownie luz! Tak można płynąć. Boje nawigacyjne niestety małe, przy dużym falowaniu kiepsko widoczne, ale w utrzymaniu kursu pomagały dwa potężne puntu nawigacyjne na brzegu - dzwig i wysoki budynek. Okazało się, że utrzymywanie kursu na środek, pomiędzy te dwa punkty, pozwalało płynąć dokładnie na boje kierunkowe. 

 

STREFA ZMIAN 

Dwa konkrety, na które warto zwrócić uwagę:

- system worków na wieszakach (ciasno miedzy wieszakami, ktoś kto wychodzi z wody z dużą grupą zawodników może mieć problemy z przeciskaniem się między wieszakami) 

- brak namiotów, ustawione krzesełka tuż za wieszakami, ale jeżeli ktoś chciał rozebrać się do naga i przebrać w suche rzeczy miał taką możliwość w jednym ze specjalnie do tego przeznaczonych namiotów obok. 

- warto zwrócić uwagę na jakiś charakterystyczny punkt, których mnóstwo w strefie zmian - od małego wiatraka, budynku wewnętrz strefy, drzewek wokół. Może to pomóc w szybkim odnalezieniu roweru. 

 

TRASA ROWEROWA 

Prowadzi wzdłuż oceanu. Odsłonięty teren. Zero cienia. Wiatr i słońce dają we znaki (choć podobno warunki atmosferyczne były w tym roku bardzo sprzyjające). Widok oceanu i majestatyczych fal wynagradza walkę. Asfalt trudny - bez dziur, ale chropowaty i wolny. Jeżeli wbijemy za dużo powietrza w koła, trochę nas wytrzęsie. Na trasie, przy odrobinie szcześcia, towarzyszą nam... małpy! Dzień wcześniej na treningu 5 sztuk przeleciało nam przed rowerem.

 

IMG 1914

 

Na zawodach w RPA po raz pierwszy jechałem na nowym rowerze ze stajni BMC, również nowe koła (na FB padały już o nie pytania, więc odpowiem bezpośrednio, ale generalnie polska produkcja zaskoczyła mnie jakością, lekkością i pracą na wietrze. Super! Rower - potwierdziło się, że ustawienia pozycji to podstawa. Mimo, że pierwszy raz zrobiłem na nim 180km, nie odczuwałem żadnego dyskomfortu, bólu pleców. Dziękuję ekpie ze sklepu naszosie.pl (Robert Radosz) i Zbyszkowi Gucwie  z GVT za pomoc w ustawieniu pozycji!

 

Trasa pofałdowana, ale podjazdy nie są groźne i trochę przypominały mi norweski Haugesund. Wiatr zmienny. Również w drodze powrotnej na jednym z odcinków, mimo, że wcześniej wiało w plecy, teraz rownież wieje w plecy... i to na końcówce! W punktach żywieniowych profesjonalna obsługa, wszystko idealnie podane, w tempo, zimne napoje, banany, pomarańcze, żele - z jednej strony nic nowego, ale jednak jakość osbługi robi różnicę. 

 

17493265 10155217181129459_4326369931685881652_o

Ironman South Africa FB

 

TRASA BIEGOWA 

Chciałbym jak najszybciej o niej zapomnieć. Do dziś nie mogę ;) 

To było jedno wielkie cierpienie. Ponieważ odwodniłem się i nie miałem tak naprawę sił i energii biec, a chciałem skończyć, każdy negatywny detal urastał do miana mega problemu. Na pewno we znaki dawało się słońce. Ani kawałka cienia. Wszystko w mieście (mimo, że nad oceanem, który cały czas jest na wyciągnięcie ręki, kilkadziesiąt metrów w bok), powietrze stoi, słońce grzeje, długie proste są jak autostrada do... piekła, dłużyzna. Wszystko się niemiłosiernie dłuży. Na pierwszej pętli mijam Olka Łakomskiego. Jakby na zawołanie obaj stajemy. Podchodzimy do siebie i znacząco kiwamy głowami... nie.. to nie będzie nasz dzień. Jest dramat. Chwilę rozmawiamy, przybijamy piątki. Olek biegnie, ja idę. Pierwszy raz w życiu maraton praktcznie idę, od czasu do czasu biegnę. Na drugim okrążeniu sytuacja się powtarza, ale zmienia się Olek. Zamiast Łakomskiego jest Sachanbiński. Podtrzymujemy się na duchu, mimo, że i ja i on wiemy, że jest baaardzo słabo. Kiedy mijam nasz hotel stojacy dwa metry od trasy biegowej mam ochotę wejść do środka, przykryć się kołdrą i nie wychodzić. Oczywiście walczę i wiem, że ukończę, ale wiem też, że robię to tylko z dwóch powodów: "never give up" i medal.. ładny jest, chcę go do kolekcji ironmanowych. Proste są naprawę długie. Niekończące się proste. I jeszcze ten podbieg pod wiaduktem i tuż przed nawrotem. Na tym drugim wieje prosto w twarz. Pocieszeniem zostaje wspaniała obsługa na punktach żywieniowych. ZAWSZE dostaję zimną wodę i lodowatą colę. Bez względu na godzinę i miejsce - zawsze jest lodowata! Pierwszy raz taka historia na IM. Organizatorzy! Weźcie przykład z IM Africa. 

 

A na zdjęciu z oficjalnego profilu FB zawodów Olek Łakomski, który załapał się na zdjęcie z prowadzącą dwójką! 

 

17637049 10155214404129459_8014365602110862152_o

 

META 

Nie pamiętam. Podobno się uśmiechałem wbiegając na metę, ale to pewnie taki grymas. Chwilę później leżałem w namiocie medycznym. Dzięki za pomoc: Olek Łakomski, 

Piotr Bula, Witold Chorąziak i Lidka Bula. Kiedy wokół mnie dyskutowało kilku "panów w fartuchach" zrozumiałem, że pierwszy raz w życiu przegiąłem. Nie powinienem był szarpać tempa na rowerze i porywać się na czas, tylko spokojnie pokonać trasę zawodów. Walka o względnie dobry czas przy słabym wytrenowaniu i kiepskiej strategii żywieniowej na trasie spowodowała, że stałem się przedmiotem rozmów lekarzy. Jeden z nich zapytał m.in. o to, ile obozów treningowych w ciepłym klimacie i gdzie zorganizowałem sobie na etapie przygotowań do tych zawodów? No comment! To pytanie zamyka temat tego, jak należy się przygotowywać do IM Africa, licząc na dobry czas. Jeżeli nie masz na to czasu, nie masz genetycznych uwarunkowań, nie jesteś "koniem", albo mkonem ;), to należy przemyśleć start w RPA, licząc na życiówkę. 

 

PODSUMOWANIE 

 

Piękny medal. Czas ponad 12h, to o ponad 2h gorzej od życiówki. Ale pierwszy raz w życiu kończyłem zawody po zmroku. Mogłem podziwiać oprawę i atmosferę ze światłami i muzyką ;) Ostatnie prawie 3 tygodnie przed zawodami to czas BEZ TRENINGÓW (kontuzja pleców). Praca i inne obowiązki nie pozwalały również trenować na poziomie co najmiej 12-15h, więc o biciu życiówki można było zapomnieć już na starcie. Ale warto było walczyć o ten medal! Po dwóch tygodniach resetu po zawodach wracam do treningów. We wtorek pierwszy raz po przerwie #8minutmotywacji. Zapraszam na mojego FB! 

 

17758501 846891195451998_4200518269913046516_o

 

PLUSY

- najlepsza organizacja IM, jaką do tej pory widziałem 

- doskonała praca wolontariuszy, zimna woda i cola na całej trasie, w każdej godzinie wyścigu. 

- szybka i łatwa rejestracja 

- szybki odbiór rowerów i wyjście ze strefy zmian 

- after party (żywienie, atmosfera, logistyka) 

- start falowy co 7 sekund 

- widoki na trasie rowerowej 

- generalnie brak draftingu, ale zdarzali się nieuczciwi zawodnicy, którzy unikali kar 

 - dobrze zaprojektowana T1 i T2 

- Ocean, krajobrazy, fale, trasa rowerowa

 - after party! 

- małpy ;) 

- steki!

- Afryka! 

- towarzystwo (szczególnie obu Olków w hotelowym barze po zawodach! Dyskusja, dla której warto było się tyle męczyć) 

 

MINUSY

- małe boje nawigacyjne 

- brak kurtyn wodnych na trasie biegowej 

- brak możliwości rozgrzewki w wodzie  

 

Opublikowane w Publicystyka
poniedziałek, 03 kwietnia 2017 13:08

Ironman RPA triumfują Hoffman i Ryf - wyniki Polaków

Mistrzostwa Kontynentalne Afryki czyli Ironman South Africa to triathlon, na który przylatują zawodowcy i amatorzy z całego świata. Ci pierwsi rywalizują o wysokie nagrody pieniężne i cenne punkty, dzięki którym zapewniają sobie start na Hawajach, ci drudzy podobnie, są skuszeni większą ilością slotów na Ironman Kona. Ben Hoffman (USA) zdołał obronić tytuł mistrza z ubiegłego roku. Przez cały wyścig Ironmana deptał mu po piętach Nils Frommhold (GER). Triathloniści wyszli niemal równo z wody, przez 180 kilometrów na rowerze jechali takim samym tempem, dopiero na końcówce maratonu Ben Hoffman był w stanie wrzucić wyższy bieg i odstawić Nilsa Frommholda na 50 sekund. Obydwaj zawodnicy złamali barierę 8 godzin. Trzeci na mecie był David McNamee (GBR) ze stratą 9 minut. David to zawodnik, który wygrał zawody Challenge Poznań w ubiegłym roku na dystansie połowy ironmana. Chyba nikt nie dawał szans na zwycięstwo innej triathlonistce jak Danieli Ryf (SUI). To był dobry dzień dla Danieli, miała najszybsze czasy każdej dyscypliny. Pewnie wygrała zatrzymując zegar z czasem 8:47:02.

 

Pierwsza trójka mężczyzn PRO

1. Ben Hoffman USA - 07:58:40

2. Nils Frommhold GER - 07:59:30

3. David McNamee GBR - 08:07:31

 

Pierwsza trójka kobiet PRO

1. Daniela Ryf SUI - 08:47:02

2. Kaisa Lehtonen FIN - 08:52:26

3. Susie Cheetham GBR - 09:04:49

 

W Ironmanie wzięło udział 16 Polaków. Najszybsi z nich to Rafał Herman 09:29:58 i Alicja Medak 10:57:35. Dzięki zajęciu wysokich miejsc w kategoriach wiekowych Rafał (6 miejsce) i Alicja (4 miejsce) zdobyli sloty na Ironman Kona! Alicja była jedyną kobietą z Polski.

 

IM RPA Rafał Herman slot.jpgIM RPA Alicja Medak slot.jpg

fot. Facebook Alicja Rafał Medak - u góry Rafał Herman, na dole Alicja Medak odbierają sloty na Kona


Poniżej krótka relacja Łukasza Grassa

 

 

IM RPA Łukasz Grass Facebook.jpg

 

Wyniki Polaków (Przy niektórych zawodnikach brakuje zajętego miejsca, organizator jeszcze nie zdążył wszystkich sklasyfikować. Artykuł będzie aktualizowany).


M30-34
Janusz Szymczak - Kat. 49, Open 310 Czas 10:40:05

 

M35-39
Bartosz Matczak - Czas 11:30:25
Marcin Nowacki - Czas 12:42:44

 

M40-44
Rafał Herman - Kat. 6, Open 62, Czas 09:29:58
Marcin Waniewski - Kat. 24, Open 121, Czas 09:49:42
Radek Pawłowski - Kat. 28, Open 133, Czas 09:52:58
Piotr Buła - Kat. 33, Open 162, Czas 09:59:54
Piotr Gąsiorowski - Kat. 39, Open 193, Czas 10:10:50
Dariusz Dąbrowski - Kat. 42, Open 212, Czas 10:15:32
Aleksander Łakomski - Czas 10:53:27
Łukasz Grass - Czas 12:25:26

 

M45-49
Rafał Medak - Kat. 17, Open 166, Czas 10:00:58
Robert Wodyński - Kat. 36, Open 298, Czas 10:36:34

 

M50-54
Witold Chorazik - Czas 12:14:11
Aleksander Sachanbiński - Czas 12:25:52

 

K40-44
Alicja Medak - Kat. 4 Czas 10:57:35

Opublikowane w Wydarzenia

Mistrzostwa Polski Afryki – edycja lutowa właśnie dobiegła końca. Obstawialiście, ile kilometrów (łącznie) przejadą Panowie na treningach. Z informacji jakie otrzymałem wychodzi na to, że cyferki wyszły zacne. A jeden zawodnik to chyba na rowerze również spał. W przypadku Rafała oraz Radka zaokrągliłem podane przez nich wyniki do pełnej godziny (w górę). Przypominamy ekipę "Afrykanerów" w tej zabawie: Radek Pawłowski, Olek Łakomski, Łukasz Grass, Marcin Waniewski, Rafał Herman. No i mamy „obstawiacza”, który wstrzelił się w wynik. Michał Sowa obstawił, że Panowie przejadą razem 179 godzin i proszę: oto wyniki szczegółowe:

 

 

 Radek   47  
 Olek   23
 Łukasz   25 
 Marcin   50
 Rafał  34
 179 

 

 

Gratulujemy wygranemu i prosimy o kontakt z MKONem mailem ([email protected]) lub poprzez profil na FB. On skontaktuje Ciebie z Krystynem Lipiarskim z firmy WERTYKAL – sponsora edycji lutowej.

A skoro o sponsorach, to informujemy Państwa, że sponsorem edycji marcowej została firma New Balance, która ufunduje buty sportowe dla osoby, która najtrafniej obstawi LICZBĘ KILOMETRÓW, jaką Panowie wybiegają w sumie w marcu.

 

nb nagroda

 

Przypominamy zasady zabawy:

  1. Przekazujesz w ramach swojego rozliczenia rocznego (niekoniecznie w styczniu) 1% na dowolną – wskazaną przez Ciebie organizację pożytku publicznego. Nie potrzebujemy potwierdzeń, świadectw, przelewów itd. Triathlon to sport dla ludzi honorowych więc wierzymy, że jeśli chcesz się z nami bawić – zapłaciłeś. Jeśli nie płacisz podatku dochodowego (studenci, uczniowie) bierzesz udział w zabawie za darmochę.
  2. Obstawiamy w komentarzach podając swoje imię i nazwisko oraz liczbę (można oczywiście okrasić to stosownym komentarzem)
  3. Obstawiamy TYLKO RAZ. I ponownie – nikt nie będzie bawił się w sprawdzanie Waszych numerów IP – traktujemy to jako zabawę. Uczciwą zabawę.
  4. 2 kwietnia podajemy wartość jaką podadzą nam Panowie (przesyłać będą maile do MKON’a – nie znając wartości swoich rywali). Wygrywa osoba, która trafi w wynik. Jeśli takiej osoby nie będzie szukamy osoby najbliżej +\- Przykład: panowie „nabiegają” 1000km. Najbliższym wynikiem może być 999 lub 1001. W przypadku osób z dwoma podobnymi różnicami nagroda zostanie wylosowana.

Sprawa najważniejsza – tę ciągle przypominamy: oprócz wybranej do zabawy przeze mnie piątki kciuki trzymam za WSZYSTKICH startujących w każdej kategorii wiekowej, choć nie ukrywam ta 40-latków jest mi szczególnie bliska z wiadomych powodów. 

Zapraszamy do zabawy i obstawiania. 16 marca na FB ukaże się wydarzenie, gdzie Panowie (podobnie jak w edycji styczniowej i lutowej) będą sprzedawali kilka „tajemnic” swojego treningu biegowego.

Pozdrowienia

MKON 

Opublikowane w Publicystyka

MistrzostwaPolskiAfryki – edycja rower - zakończy się dziś o północy. Chętni jeszcze tylko przez kilka godzin mogą obstawiać wynik, jaki osiągną "Afrykanerzy" w zabawie wymyślonej przez Marcina mkona Koniecznego. W styczniu zakończyła się edycja: pływanie. Przypomnijmy wyniki uzyskane przez 5 zawodników. Na podstawie przesłanych danych liczba „wypływanych” kilometrów była następująca:

 

 

 

 

 

 Łukasz Grass  35km 
 Marcin Waniewski   53km 
 Rafał Herman   59,1km 
 Olek Łakomski   38,5km 
 Radek Pawłowski   40,38km 
  All   225,98km 

 

Najbliższy wynikowi rzeczywistemu był ostawiający o pseudonimie RIQQON. Prosimy o napisanie maila do przedstawiciela HUUB w Polsce – Macieja Żywka: [email protected] – pacta sunt servanta – okularki ALTAIR polecą do Ciebie!

 

Ale pływanie w Ironmanie (które jak wiadomo, jest przereklamowane), to śmiem twierdzić najmniej ważna część zawodów. Rower – to jest dopiero coś. Wiem, że niektórzy Panowie w ciepłym (Wania), niektórzy Panowie w jeszcze cieplejszym (bo bez wentylatora) cisną kilometry i godziny aż miło. 

W lutym obstawiamy liczbę GODZIN spędzonych na rowerze. Przypominam zasady:

  1. Przekazujesz w ramach swojego rozliczenia rocznego (niekoniecznie w styczniu) 1% na dowolną – wskazaną przez Ciebie organizację pożytku publicznego. Nie potrzebujemy potwierdzeń, świadectw, przelewów itd. Triathlon to sport dla ludzi honorowych więc wierzymy, że jeśli chcesz się z nami bawić – zapłaciłeś. Jeśli nie płacisz podatku dochodowego (studenci, uczniowie) bierzesz udział w zabawie za darmochę.
  2. Obstawiający powinien podać łączną sumę GODZIN (pełna wartość, bez wartości po przecinku) całej piątki. 
  3. Obstawiamy w komentarzach podając swoje imię i nazwisko oraz liczbę (można oczywiście okrasić to stosownym komentarzem)
  4. Obstawiamy TYLKO RAZ. I ponownie – nikt nie będzie bawił się w sprawdzanie Waszych numerów IP – traktujemy to jako zabawę. Uczciwą zabawę.
  5. 2 marca podajemy wartość jaką podadzą nam Panowie (przesyłać będą maile do MKON’a – nie znając wartości swoich rywali). Wygrywa osoba, która trafi w wynik. Jeśli takiej osoby nie będzie szukamy osoby najbliżej +\- Przykład: panowie „nakręcą” 1000h. Najbliższym wynikiem może być 999 lub 1001. W przypadku osób z dwoma podobnymi różnicami nagroda zostanie wylosowana.

Sprawa najważniejsza – tę ciągle przypominamy: oprócz wybranej do zabawy przeze mnie piątki kciuki trzymam za WSZYSTKICH startujących w każdej kategorii wiekowej, choć nie ukrywam ta 40-latków jest mi szczególnie bliska z wiadomych powodów. 

 

Partnerem edycji lutowej jest firma WERTYKAL z Zabierzowa, która zwycięzcy funduje rękawki rowerowe (do indywidualnego ustalenia czy letnie czy zimowe).

 

logo wertykal_kopia

 

Zapraszamy do zabawy i obstawiania. Jeszcze tylko dziś możecie obstawić wynik, a od jutra panowie zaczną "rywalizować" w bieganiu. 

MKON

Opublikowane w Publicystyka

Mistrzostwa Polski Afryki w kategorii M40 tuż tuż! 2 kwietnia około 10 osób z Polski zmierzy się w zawodach Ironman South Africa w Port Elizabeth. Marcin MKON Konieczny wpadł na pomysł, aby umilić i dodać pikanterii tej rywalizacji. Skontaktował się z Ojcem Dyrektorem i zaproponował, że przez 3 ostatnie miesiące do zawodów, a więc styczeń, luty i marzec kilku wybranych przez niego zawodników, będzie "rywalizowało" wirtualnie w przygotowaniach do zawodów. Ostatecznie pomysł przerodził się w obstawianie kilometrów, jakie pokona każdego miesiąca cała piątka, a w tle jest cel charytatywny. O zasadach możecie przeczytać w tekście pt.: "Mistrzostwa Polski M40 w Afryce - mkon ma pomysła", ale w skrócie przypominamy je również w tym tekście. Zaczynamy zabawę.

 

MKON:

"Pierwszy – styczniowy etap w naszej zabawie dotyczyć będzie pływania. Pierwsza z triathlonowych dyscyplin, niby najmniej ważna na dystansie IRONMAN, ale jak powszechnie wiadomo, jeżeli ktoś wyjdzie z wody za daleko, to ma naprawdę małe szanse, aby dogonić tych, którzy wyszli w czołówce.Przypomnę założenia zabawy. Pięciu ścigających się w jakże mi bliskiej kategorii wiekowej M-40 w ramach Ironman South Africa czyli: Marcin Waniewski, Łukasz Grass, Olek Łakomski, Rafał Herman oraz Radek Pawłowski walczą o slota na Hawaje. Zabawa w #MistrzostwachPolskiAfryki w styczniu polega na obstawieniu, ile ŁĄCZNIE kilometrów przepływanie cała piątka na basenie. Jak można wziąć udział w zabawie?

  1. Przekazujesz w ramach swojego rozliczenia rocznego (niekoniecznie w styczniu) 1% na dowolną – wskazaną przez Ciebie organizację pożytku publicznego. Nie potrzebujemy potwierdzeń, świadectw, przelewów itd. Triathlon to sport dla ludzi honorowych, więc wierzymy, że jeśli chcesz się z nami bawić – zapłaciłeś. Jeśli nie płacisz podatku dochodowego (studenci, uczniowie) bierzesz udział w zabawie za darmochę.
  2. Obstawiający powinien podać łączną sumę kilometrów (pełna wartość, bez wartości po przecinku) całej piątki. 
  3. Obstawiamy w komentarzach podając swoje imię i nazwisko oraz liczbę (można oczywiście okrasić to stosownym komentarzem)
  4. Obstawiamy TYLKO RAZ. I ponownie – nikt nie będzie bawił się w sprawdzanie Waszych numerów IP – traktujemy to jako zabawę. Uczciwą zabawę.
  5. 2 lutego podajemy wartość jaką podadzą nam Panowie (przesyłać będą maile do MKON’a – nie znając wartości swoich rywali). Wygrywa osoba, która trafi w wynik. Jeśli takiej osoby nie będzie szukamy osoby najbliżej +\- Przykład: panowie „napływają” 1000km. Najbliższym wynikiem może być 999 lub 1001. W przypadku osób z dwoma podobnymi różnicami nagroda zostanie wylosowana.

Nagrodą w styczniowej edycji konkursu są okularki pływackie Altair marki HUUB. Najnowszy model, w którym możecie wybrać jedną z trzech najlepiej pasujących do aktualnych potrzeb parę szkieł.

 

altairman

 

Zapraszamy do zabawy. Mamy nadzieję, że konkurs oraz sama zabawa jeszcze bardziej zmobilizuje Panów do rywalizacji, nie tyle ze sobą, ale z kolegami z innych krajów. W końcu do zdobycia w M-40 jest aż 8 slotów!

 

SUPLEMENT: Oczywiście kibicujemy nie tylko biorącej w zabawie piątce, ale wszystkim pozostałym startującym w imprezie Polakom".

 

Łukasz Grass: 

Dziękuję MKON za pomysł i logistykę! Szykuje się dobra zabawa. Ze swojej strony dodam, że przygotowujemy również zabawę w obstawianie wyników wszystkich startujących Polaków w Ironman South Afrika. Ponieważ nie ma jeszcze listy startowej na stronach IM, proszę wszystkich, których nie ma na poniższej liście o informację. Dopiszemy i wówczas uruchomimy sondę. 

 

Marcin Waniewski

Łukasz Grass 

Olek Łakomski

Rafał Herman

Radek Pawłowski

Aleksander Sachanbiński 

Dariusz Dąbrowski 

Piotr Gąsiorowski 

 

 

 

 

Opublikowane w Publicystyka
poniedziałek, 12 grudnia 2016 21:48

Mistrzostwa Polski M40 w Afryce! mkon ma "pomysła"

Uwielbiam czelendże zwane również zakładami. Co więcej, uwielbiam te sytuacje tworzyć. Okazja związana z Mistrzostwami Afryki, czyli Ironman South Africa i baaaaardzo duża reprezentacja moich znajomych z kategorii M-40 to doskonała okazja na super zabawę. O co chodzi?

 

Otóż razem z ochotnikami, którzy zdecydowali się wystartować w kwietniowych zawodach na południu Afryki, chciałbym zaprosić czytelników Akademii Triathlonu na Mistrzostwa Polski Afryki ;), czyli czelendż, w którym śledzić będziemy wybraną przeze mnie grupę. Kto to jest? Ojciec Dyrektor AT Łukasz Grass, Marcin Waniewski, Radek Pawłowski, Olek Łakomski, Piotr Gąsiorowski i Rafał Herman. Wszyscy w jednej kategorii, wszyscy walczą o sloty na MŚ Hawaje 2017. Slotów jest osiem, więc niby 3 więcej niż Panów, ale pewnie i kandydatów będzie więcej ☺

 

Na czym polegać będzie zabawa i jak w niej wziąć udział?

Czelendż podzieliłem na 3 etapy: pływacki, rowerowy i biegowy. W każdy etapie prosić będę  zawodników o podanie (ostatniego dnia miesiąca) swojego łącznego czasu godzin spędzonych na treningu w danej dyscyplinie. Czytelników Akademii, którzy będą chcieli się bawić, zapraszam do obstawiania tej wartości. Osoba, która zgadnie - zgarnia nagrodę jaką funduję ja lub współpracujący ze mną sponsorzy. 

 

Udział w zabawie uwarunkowany jest opłatą startową. Jak w każdych zawodach? Jaką? Najprostszą – wystarczy wpłacić swój 1% podatku na jakąkolwiek organizację pożytku publicznego. Obstawiać można tylko raz – wpisując komentarz pod artykułem opublikowanym z tej okazji. Na początku każdego miesiąca, oddzielnym artykułem, będziemy dawać sygnał na obstawianie liczby przepłyniętych, przejechanych lub przebiegniętych kilometrów. Na początku kolejnego miesiąca opublikuję wyniki, jakie podadzą nam Panowie i wskażemy do kogo leci nagroda.

 

Zaczynamy od stycznia, gdzie obstawiamy pływanie, w lutym - rower a w marcu wiadomo - bieganie. 

 

Tak więc Panowie do roboty, a my będziemy Wam kibicować już w fazie przygotowań do zawodów, które już... 2 kwietnia w Port Elizabeth w RPA! 

 

10469226 10152729494619459_9089547557295796118_n

Opublikowane w Publicystyka

Trenuję. Mam się dobrze. Akademia Triathlonu jeszcze lepiej! Po wczorajszym ogłoszeniu mojego nowego wyzwania - czyli objęciu stanowiska redaktora naczelnego polskiej wersji serwisu Business Insider, ze zdziwieniem przeczytałem niektóre komentarze i pytania o to, co teraz będzie z AT? "Podupadnie" - pyta jeden z triathlonowych przyjaciół. "Nie wierzę, że rzuciłeś sport" - dodaje drugi. Nic z tych rzeczy! Kochani, skąd ten pesymizm i zwątpienie? :) Od 6 lat udowadniamy razem na AT - my wszyscy - blogerzy, czytelnicy, uczestnicy triathlonów, że jest to sport, który wymyka się poza wszelkie ramy, udowadnia, że "Anything is possible". Od wielu lat staram się łamać stereotypy w stylu "Jak profesor to garbaty, jak sportowiec to głupi". Wielu z nas, ja też, udowadnia, że prowadzenie własnych biznesów, robienie tzw. kariery i tym podobne wyzwania, nie przekreślają uprawiania sportu, a wręcz przeciwnie! Sport to umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach, systematyczność, umiejętność delegowania obowiązków, układania grafika dnia, tygodnia, roku, radzenia sobie z porażkami i zwycięstwami. Poza tym wszędzie powtarzam, że sport, a w szczególności triathlon, to doskonała odskocznia od codzienności, ale też możliwość budowania nowych relacji, znajomości i przyjaźni. Triathlon na zawsze zostanie w kręgu moich zainteresowań, nie przestałem marzyć o Hawajach i na pewno się tam dostanę, choć termin, kiedy to się stanie, nie jest tak istotny. Niezależnie od tego, co się właśnie dzieje w moim zawodowym życiu, w ubiegłym roku, po sierpniowych zawodach w Vichy we Francji, które były dla mnie pechowe, zmieniłem nieco priorytety i już wtedy mówiłem, że 2016 rok będzie rokiem odpoczynku - trenowania wyłącznie rekreacyjnie, a nie z celem bicia życiówek, czy zdobywania slotów. Startuję w tym roku w Piasecznie, Suszu i Gdyni. Odpoczywam od mocnych treningów, które przez ostatnie 6 lat były moją codziennością. Stosuję coś, co w rolnictwie nazywa się płodozmianem ;)

 

Nadal pozostaję Ojcem Dyrektorem Akademii Triathlonu, chociaż znaczną część obowiązków przekażę niedługo innym kolegom z redakcji i spółki Wydawnictwa Sportowe i Naukowe, które są właścicielem Akademii. Skupię się przede wszystkim na kierowaniu redakcją Business Insidera i współpracy z Onetem, ale pisanie felietonów na Akademię, rozmowy z Wami na forum i blogach to przyjemność, która zawsze umilała i będzie umilała mój czas wolny. Przed Akademią nowe wyzwania. Niedługo będzie się zmieniać. Pracujemy intensywnie nad zmianami, które wprowadzimy już wkrótce! Bądźcie z nami i zaufajcie, że wszystko, co będzie się działo w najbliższych miesiącach prowadzi wyłącznie ku lepszemu - rozwojowi Akademii i naszej społeczności, dzięki której osiągamy w życiu swoje prywatne i zawodowe szczyty! Gdyby nie ta społeczność, nie byłbym dziś tu, gdzie jestem. Dziękuję!

 

Ze sportowym pozdrowieniem
Łukasz Grass vel "Ojciec Dyrektor"

 

GALA LUTY2016

Opublikowane w Publicystyka

Monitorowanie treningu coraz bardziej staje się obsesją. Od kiedy wynaleziono urządzenie do pomiaru laktatu, wiele się zmieniło, ale przez ostatnie lata wynalazki wprost rewolucjonizują podejście do trenowania, jakość treningu, a także prewencję przed urazami, przetrenowaniem i niedotrenowaniem. Mierniki mocy, wszelkiego rodzaju czujniki, tunele wiatrowe, trenażery z komputerami, zegarki z XXII wieku, itd. Przeciwnicy włączania technologii w trening mówią: "Słuchaj własnego ciała! Po co ci te wszystkie gadżety?!" To prawda, że przy nieumiejętnym stosowaniu sprzętu, mogą one zabić nie tylko przyjemność z trenowania, ale również przynieść odwrotny skutek od zamierzonego, czyli brak pożądanych efektów. 

 

Ostatnio wpadłem na ciekawy artykuł w Business Insider pokazujący zupełnie nową technologię służącą do monitorowania jakości treningu ogólnorozwojowego i siłowego. Zabawka nazwywa się Athos i może przypominać trochę bezprzewodowy elektrokardiogram podłączony do ludzkiego ciała, ale podczas wykonywania ćwiczeń. W specjalnych spodenkach jest osiem czujników, a w koszulce aż 12, które niczym plątanina pajęczych sieci zdają się oplatać nasze ciało.

 

athos gear2

 

Nie czujemy tego, ale w specjalnej aplikacji na swoim smartfonie możemy w czasie rzeczywistym obserwować pracę swoich mięśni! Wynalazcy tego sprzętu używają różnej argumentacji na potwierdzenie skuteczności tego gadżetu. Jednym z nich ma być monitorowanie pracy tych mięśni, które angażujemy bardziej podczas treningu, a może zbyt bardzo, bo np. z powodu niedawnej kontuzji podświadomie staramy się ćwiczyć tak, aby unikać bólu niedawno naciągniętego mięśnia. To może powodować kolejne urazy, a także utrwalać błędne nawyki ruchowe. Jest oczywiście jeszcze czynnik motywacji, który zmusza cię do większego wysiłku, jeśli zauważysz, że twoje mięśnie "nie palą się zbyt mocno".

 

 

Ciekaw jestem, jak wy trenujecie? Opiszcie w komentarzach, czy i jak często stosujecie sprzęt do monitorowania treningu biegowego lub rowerowego, a wśród komentarzy rozlosujemy książkę pt. "Podręcznik treningu z miernikiem mocy" Joe Friela. W komentarzu proszę podać swoje imię i nazwisko, odszukamy Waszego maila w panelu administratora. Do końca weekendu czekamy na komentarze! 

Opublikowane w Nowości
wtorek, 12 stycznia 2016 07:47

"Przypadki basenowe" - Grass

Podpływasz do ściany basenu, jednym okiem zerkasz na zegar i widzisz, że to kolejna setka, którą pokonałeś w doskonałym czasie - dokładnie według założeń trenera, robisz nawrót, odbijasz się od ściany i... wpadasz na gościa, który odbija się od niej dokładnie w tym samym momencie, czekał do ostatniej chwili, spoglądając jeszcze, jak wykonujesz nawrót. Czy też tak macie? Dziś będzie o edukacji w zakresie "basenowych zachowań", o tym jak powinniśmy się zachowywać wobec innych trenujących, bądź korzystających z basenu rekreacyjnie. Ci ostatni, uwierzcie mi, nie mają często zielonego pojęcia o tym, jak wygląda i na czym polega trening pływacki i bardzo często nieświadomość, a nie nieuprzejmość, jest przyczyną ich kiepskich zachowań na torze. Z doświadczenia wiem, że wystarczy wtedy zatrzymać się i z uśmiechem zwrócić uwagę, albo wręcz poinstruować, jak należałoby się w takiej sytuacji zachować. Ale trenujący również nie są bez winy! Najczęstszym przykładem pływaka egoisty jest ktoś, kto w ramach "czyszczenia" sobie toru, stara się pływać środkiem, nie wspominając już o celowym delfinie - nie ma go akurat w treningu, ale dla rozpędzenia tłumów na torze zrobi wszystko. Wybrałem 10 zachowań, o których warto pamiętać, wybierając się na publiczną pływalnię. 

 

1. Prysznic - "Sephora Swimmers"! 

 

Czasami mam wrażenie, że tabliczka "Prysznic obowiązkowy" nie dotyczy...nikogo. Obowiązkowy on jest, ale po basenie. Wtedy wszyscy szorują się, jakby właśnie wyszli z kałuży. Innym razem widuję, jak prysznic w wykonaniu niektórych polega na nieśmiałym umoczeniu palca u stopy. Mało kto myje całe ciało przed wejściem na basen, a już najlepszym tego przykładem są ci, których nazywam "Sephora swimmers" - zapach ich perfumów czuć nawet z najdalszego toru.  Jeszcze gorzej, kiedy to nie jest zapach perfum, ale nie wiem jaki tytuł przypisać takim właśnie pływakom. Może macie pomysł?  

 

sport-synchronized-swims-swimmers-swimming team-shower-mban3752_low

 

2. Dyskutanci

 

Najczęściej w liczbie co najmniej dwóch (przeważnie mężczyźni) pomylili basen z kawiarnią, ale zbyt późno zorientowali się, że tutaj nie ma stolików. Stoją pod ścianą i gadają. Raz na 5 minut przepłyną 25m, jeden na drugiego poczeka przy nawrocie, wymienią dwa słowa, przepłyną 25 metrów i kolejne 5 minut rozmawiają. Jest z nimi dwojaki problem - raz, że wpadamy na nich przy nawrocie; dwa, że najczęściej płyną środkiem i nie bardzo można ich wyminąć. Jak się zachować? Uprzejmie zwrócić uwagę, że właśnie wykonujecie trening pływacki i potrzebujecie nieco przestrzeni do bezkolizyjnego nawrotu i szybkiego pływania. Warto wytłumaczyć, że skoro chcą stać i rozmawiać, wy nie macie nic przeciwko, ale czy mogliby to robić, stojąc po prawej stronie toru (patrząc od kierunku napływania na ścianę), bo wy, robiąc nawrót, odbijacie się bardziej na lewo, zmieniając za chwilę kierunek płynięcia. A przede wszystkim poprosić, aby poczekali aż szybszy pływak zrobi nawrót pierwszy! 

 

3. Tatuś asekurator

 

Ten przypadek może być najtrudniejszy, bo chodzi o człowieka, dla którego jego dziecko jest w tym momencie najważniejsze na świecie - ratownik uczy je pływać! To piękne chwile dla rodzica, bo sam od killku lat doświadczam takiej sytuacji, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, aby w momencie pobierania lekcji przez moją córkę, poruszać się równolegle z nią na sasiednim torze. Znam takie przypadki (nie wiem, jak radzą sobie z nimi ratownicy!), kiedy "Tatuś Asekurator" pokrzykuje jeszcze do dziecka, wydając wskazówki. Po co w takim razie zatrudniał instruktora? Tutaj radziłbym prosić o pomoc raczej ratownika, intruktora, który udziela właśnie lekcji, aby zabrał tatusia... najlepiej na trybuny. Innym przypadkiem jest sytuacja, w której rodzic sam uczy swoje dziecko pływać, będąc z nim w basenie na torze pływackim. Ma do tego prawo! W takiej sytuacji powinniśmy zmienić tor lub trenować przy okazji sytuację omijania bojki lub wyprzedzania wolniejszego zawodnika. 

 

4. Czytelnik i "Karteczkowy gość" 

 

Sam wieszałem kiedyś karteczki z rozpisanym treningiem na ścianie basenu lub na słupku. Ale któregoś dnia Profesor Artur Pupka wjechał mi na ambicje i powiedział: "Młody, trenuj pamięć!". Od tego czasu nie wieszam już żadnych karteczek, bo...również zdarzało mi się zapominać o ich zdjęciu. Sytuacja z kartkami powoduje również inną sytuację: bardzo często wpadamy na ścianie na kogoś, kto właśnie próbuje rozszyfrować te wszystkie skróty. Niestety czasami również powtórzyć to, co mamy zadane. 

 

5. Popływam z Wami! 

 

To już przykład kogoś, kto widząc trenującą grupę, mimo wszystko próbuje popływać na tym samym torze. Znam taki przypadek osobiście z warszawianki. Kilkukrotnie - na szczęście pod koniec treningu - pod zajęcia Warsaw Masters Team podłączała się starsza pani, wykrzykując jeszcze z pretensją, że to jest tor do szybkiego pływania i co my tu robimy?! 

 

05a9a5075f39e411356bd08644309222

 

6. Jestem "trjathlonistom" i mam wszystkich w...

 

O tym wspomniał już kiedyś mkon. Już od wejścia widzisz, że na basen wszedł właśnie PÓŁBÓG. Rozgląda się od wejścia, jakby szukał wolnego toru, a tak naprawdę chce ci pokazać nowy czepek z Ironmana. Rozkłada sprzęt wokół słupka i na słupku, zawsze ma wszystko, choć używa tylko bojki. Mijają minuty zanim zdecyduje się wskoczyć do basenu, a kiedy już to zrobi, po wynurzeniu się rozgląda się na boki, sprawdzając, czy wszyscy widzieli. Generalnie niegroźny typ, bo w większości przypadków zna i przestrzega zasad poruszania się po torze. Ale po co ten szpan? :-) Co zrobić? Nie reagować. Przeczekać. Przejdzie mu. 

 

7. Dyrektor 

 

 Najczęściej kategoria 60+. Pamięta czasy wczasów w Bułgarii i dwóch najbardziej popularnych wówczas stylów: "Żabka krajoznawcza" i "Grzbiet dyrektorski" - ten ostatni charakteryzuje się sprawdzaniem zasięgu ramion przy każdym ruchu. Wyznaje zasadę: "Im wolniej, tym lepiej". Najczęściej zasadę złotego środka przenosi na tor pływacki - płynie centralnie, ani milimetr w prawo, ani milimetr w lewo. Co zrobić? Podobnie jak wyżej - nie reagować. Ale nie czekać. Zmienić tor. 

 

8. Żabkarz 


Po pierwsze - mają prawo pływać na torze i nic nam do tego. Po drugie - jeżeli nie chcesz doświadczać przypadkowego kopnięcia, zmień tor. Styl klasyczny jest takim samym stylem jak każdy inny. Niektórzy nawet pięknie nim pływają. Żabkarze to tacy sami pływacy, jak krauliści czy grzebiciści. I pamiętaj, jeżeli narazisz się żabkarzom, licz się z tym, że Nadbloger Marek ma cięty dowcip, a jego felietony czytają miliony Polaków! 

 

9. No comments 

 

Przedostatni przypadek - nigdy nie doświadczyłem, nigdy nie widziałem, ale słyszałem z opowiadań. 

 

children-heated-heated pools-swimming_pool-outdoor_pool-pool-pjun706_low

 

10. Twoja kolej. 

 

Podaj nam ciekawy przypadek, a najciekawszy naszym zdaniem dopiszemy do "Złotej dziesiątki".

 

 

 

Opublikowane w Pływanie

MIja kolejny rok z triathlonem w tle. Właśnie...chyba intuicyjnie zacząłem pisać dla Was bardzo istotne życzenia - "Kolejny rok z triathlonem w tle". Myślę tu przede wszystkim o amatorach, dla których nasza dyscyplina sportu jest uzupełnieniem, dodatkiem. Nie zapominajmy o tym w 2016 roku. Triathlon jest dodatkiem! Ma nam porządkować, a nie degradować życie osobiste i zawodowe, o czym rozmawiałem niedawno z Tomkiem Brzózką podczas konferencji w Adgar Fit. Swoje życzecznia postanowiłem ubrać w dwa filmiki. Jeden nagrałem osobiście, drugi jest fragmentem jednego z moich ulubionych flmów: "Poza światem". Wysłałem go ostatnio swojemu serdecznemu koledze z okazji urodzin, żeby szedł przez życie jak Chuck i Wilson przez fale. Pokonujcie przeszkody, walczcie zawsze do końca, ale zawsze FAIR! Dziękuję, że jesteście, i że możemy - mimo wielu różnic - tworzyć fantastyczną społeczność pozytywnie zakręconych ludzi. Czerpię od Was wiele dobrego, mnóstwo pozytywnej energii i mam nadzieję, że choć trochę się odwdzięczam. Jeżeli miałbym dołożyć do tego jeszcze trzecie życzenie (jak u Złotej Rybki), to życzę Wam znajomych i przyjaciół poza wirtualnym światem - przyjaciół, którzy Was nigdy nie zawiodą. A dziś...szalejcie i bawcie się do rana. Trening zrobicie po południu ;) 

 

 

 

 

 

 Jak Chuck i Wilson...

 

 

 

 

Rok 2015 kończymy moim ulubionym "Przeglądem Pasztetowym", w którym Poranny Jeż Sportowy w bezkonkurencyjny sposób opisuję triathlonową rzeczywistość! 

 

PP-31-12-2015Jez-Poranny

 

i do pobrania w pliku PDF - GRUDNIOWY PRZEGLĄD PASZTETOWY

Opublikowane w Publicystyka
pierwsza
poprzednia
1
Strona 1 z 5

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test