brett sutton
Home Aktualności Publicystyka Artykuły w etykiet: łukasz grass

Mistrzostwa Polski Afryki w kategorii M40 tuż tuż! 2 kwietnia około 10 osób z Polski zmierzy się w zawodach Ironman South Africa w Port Elizabeth. Marcin MKON Konieczny wpadł na pomysł, aby umilić i dodać pikanterii tej rywalizacji. Skontaktował się z Ojcem Dyrektorem i zaproponował, że przez 3 ostatnie miesiące do zawodów, a więc styczeń, luty i marzec kilku wybranych przez niego zawodników, będzie "rywalizowało" wirtualnie w przygotowaniach do zawodów. Ostatecznie pomysł przerodził się w obstawianie kilometrów, jakie pokona każdego miesiąca cała piątka, a w tle jest cel charytatywny. O zasadach możecie przeczytać w tekście pt.: "Mistrzostwa Polski M40 w Afryce - mkon ma pomysła", ale w skrócie przypominamy je również w tym tekście. Zaczynamy zabawę.

 

MKON:

"Pierwszy – styczniowy etap w naszej zabawie dotyczyć będzie pływania. Pierwsza z triathlonowych dyscyplin, niby najmniej ważna na dystansie IRONMAN, ale jak powszechnie wiadomo, jeżeli ktoś wyjdzie z wody za daleko, to ma naprawdę małe szanse, aby dogonić tych, którzy wyszli w czołówce.Przypomnę założenia zabawy. Pięciu ścigających się w jakże mi bliskiej kategorii wiekowej M-40 w ramach Ironman South Africa czyli: Marcin Waniewski, Łukasz Grass, Olek Łakomski, Rafał Herman oraz Radek Pawłowski walczą o slota na Hawaje. Zabawa w #MistrzostwachPolskiAfryki w styczniu polega na obstawieniu, ile ŁĄCZNIE kilometrów przepływanie cała piątka na basenie. Jak można wziąć udział w zabawie?

  1. Przekazujesz w ramach swojego rozliczenia rocznego (niekoniecznie w styczniu) 1% na dowolną – wskazaną przez Ciebie organizację pożytku publicznego. Nie potrzebujemy potwierdzeń, świadectw, przelewów itd. Triathlon to sport dla ludzi honorowych, więc wierzymy, że jeśli chcesz się z nami bawić – zapłaciłeś. Jeśli nie płacisz podatku dochodowego (studenci, uczniowie) bierzesz udział w zabawie za darmochę.
  2. Obstawiający powinien podać łączną sumę kilometrów (pełna wartość, bez wartości po przecinku) całej piątki. 
  3. Obstawiamy w komentarzach podając swoje imię i nazwisko oraz liczbę (można oczywiście okrasić to stosownym komentarzem)
  4. Obstawiamy TYLKO RAZ. I ponownie – nikt nie będzie bawił się w sprawdzanie Waszych numerów IP – traktujemy to jako zabawę. Uczciwą zabawę.
  5. 2 lutego podajemy wartość jaką podadzą nam Panowie (przesyłać będą maile do MKON’a – nie znając wartości swoich rywali). Wygrywa osoba, która trafi w wynik. Jeśli takiej osoby nie będzie szukamy osoby najbliżej +\- Przykład: panowie „napływają” 1000km. Najbliższym wynikiem może być 999 lub 1001. W przypadku osób z dwoma podobnymi różnicami nagroda zostanie wylosowana.

Nagrodą w styczniowej edycji konkursu są okularki pływackie Altair marki HUUB. Najnowszy model, w którym możecie wybrać jedną z trzech najlepiej pasujących do aktualnych potrzeb parę szkieł.

 

altairman

 

Zapraszamy do zabawy. Mamy nadzieję, że konkurs oraz sama zabawa jeszcze bardziej zmobilizuje Panów do rywalizacji, nie tyle ze sobą, ale z kolegami z innych krajów. W końcu do zdobycia w M-40 jest aż 8 slotów!

 

SUPLEMENT: Oczywiście kibicujemy nie tylko biorącej w zabawie piątce, ale wszystkim pozostałym startującym w imprezie Polakom".

 

Łukasz Grass: 

Dziękuję MKON za pomysł i logistykę! Szykuje się dobra zabawa. Ze swojej strony dodam, że przygotowujemy również zabawę w obstawianie wyników wszystkich startujących Polaków w Ironman South Afrika. Ponieważ nie ma jeszcze listy startowej na stronach IM, proszę wszystkich, których nie ma na poniższej liście o informację. Dopiszemy i wówczas uruchomimy sondę. 

 

Marcin Waniewski

Łukasz Grass 

Olek Łakomski

Rafał Herman

Radek Pawłowski

Aleksander Sachanbiński 

Dariusz Dąbrowski 

Piotr Gąsiorowski 

 

 

 

 

Opublikowane w Publicystyka
poniedziałek, 12 grudnia 2016 21:48

Mistrzostwa Polski M40 w Afryce! mkon ma "pomysła"

Uwielbiam czelendże zwane również zakładami. Co więcej, uwielbiam te sytuacje tworzyć. Okazja związana z Mistrzostwami Afryki, czyli Ironman South Africa i baaaaardzo duża reprezentacja moich znajomych z kategorii M-40 to doskonała okazja na super zabawę. O co chodzi?

 

Otóż razem z ochotnikami, którzy zdecydowali się wystartować w kwietniowych zawodach na południu Afryki, chciałbym zaprosić czytelników Akademii Triathlonu na Mistrzostwa Polski Afryki ;), czyli czelendż, w którym śledzić będziemy wybraną przeze mnie grupę. Kto to jest? Ojciec Dyrektor AT Łukasz Grass, Marcin Waniewski, Radek Pawłowski, Olek Łakomski, Piotr Gąsiorowski i Rafał Herman. Wszyscy w jednej kategorii, wszyscy walczą o sloty na MŚ Hawaje 2017. Slotów jest osiem, więc niby 3 więcej niż Panów, ale pewnie i kandydatów będzie więcej ☺

 

Na czym polegać będzie zabawa i jak w niej wziąć udział?

Czelendż podzieliłem na 3 etapy: pływacki, rowerowy i biegowy. W każdy etapie prosić będę  zawodników o podanie (ostatniego dnia miesiąca) swojego łącznego czasu godzin spędzonych na treningu w danej dyscyplinie. Czytelników Akademii, którzy będą chcieli się bawić, zapraszam do obstawiania tej wartości. Osoba, która zgadnie - zgarnia nagrodę jaką funduję ja lub współpracujący ze mną sponsorzy. 

 

Udział w zabawie uwarunkowany jest opłatą startową. Jak w każdych zawodach? Jaką? Najprostszą – wystarczy wpłacić swój 1% podatku na jakąkolwiek organizację pożytku publicznego. Obstawiać można tylko raz – wpisując komentarz pod artykułem opublikowanym z tej okazji. Na początku każdego miesiąca, oddzielnym artykułem, będziemy dawać sygnał na obstawianie liczby przepłyniętych, przejechanych lub przebiegniętych kilometrów. Na początku kolejnego miesiąca opublikuję wyniki, jakie podadzą nam Panowie i wskażemy do kogo leci nagroda.

 

Zaczynamy od stycznia, gdzie obstawiamy pływanie, w lutym - rower a w marcu wiadomo - bieganie. 

 

Tak więc Panowie do roboty, a my będziemy Wam kibicować już w fazie przygotowań do zawodów, które już... 2 kwietnia w Port Elizabeth w RPA! 

 

10469226 10152729494619459_9089547557295796118_n

Opublikowane w Publicystyka

Trenuję. Mam się dobrze. Akademia Triathlonu jeszcze lepiej! Po wczorajszym ogłoszeniu mojego nowego wyzwania - czyli objęciu stanowiska redaktora naczelnego polskiej wersji serwisu Business Insider, ze zdziwieniem przeczytałem niektóre komentarze i pytania o to, co teraz będzie z AT? "Podupadnie" - pyta jeden z triathlonowych przyjaciół. "Nie wierzę, że rzuciłeś sport" - dodaje drugi. Nic z tych rzeczy! Kochani, skąd ten pesymizm i zwątpienie? :) Od 6 lat udowadniamy razem na AT - my wszyscy - blogerzy, czytelnicy, uczestnicy triathlonów, że jest to sport, który wymyka się poza wszelkie ramy, udowadnia, że "Anything is possible". Od wielu lat staram się łamać stereotypy w stylu "Jak profesor to garbaty, jak sportowiec to głupi". Wielu z nas, ja też, udowadnia, że prowadzenie własnych biznesów, robienie tzw. kariery i tym podobne wyzwania, nie przekreślają uprawiania sportu, a wręcz przeciwnie! Sport to umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach, systematyczność, umiejętność delegowania obowiązków, układania grafika dnia, tygodnia, roku, radzenia sobie z porażkami i zwycięstwami. Poza tym wszędzie powtarzam, że sport, a w szczególności triathlon, to doskonała odskocznia od codzienności, ale też możliwość budowania nowych relacji, znajomości i przyjaźni. Triathlon na zawsze zostanie w kręgu moich zainteresowań, nie przestałem marzyć o Hawajach i na pewno się tam dostanę, choć termin, kiedy to się stanie, nie jest tak istotny. Niezależnie od tego, co się właśnie dzieje w moim zawodowym życiu, w ubiegłym roku, po sierpniowych zawodach w Vichy we Francji, które były dla mnie pechowe, zmieniłem nieco priorytety i już wtedy mówiłem, że 2016 rok będzie rokiem odpoczynku - trenowania wyłącznie rekreacyjnie, a nie z celem bicia życiówek, czy zdobywania slotów. Startuję w tym roku w Piasecznie, Suszu i Gdyni. Odpoczywam od mocnych treningów, które przez ostatnie 6 lat były moją codziennością. Stosuję coś, co w rolnictwie nazywa się płodozmianem ;)

 

Nadal pozostaję Ojcem Dyrektorem Akademii Triathlonu, chociaż znaczną część obowiązków przekażę niedługo innym kolegom z redakcji i spółki Wydawnictwa Sportowe i Naukowe, które są właścicielem Akademii. Skupię się przede wszystkim na kierowaniu redakcją Business Insidera i współpracy z Onetem, ale pisanie felietonów na Akademię, rozmowy z Wami na forum i blogach to przyjemność, która zawsze umilała i będzie umilała mój czas wolny. Przed Akademią nowe wyzwania. Niedługo będzie się zmieniać. Pracujemy intensywnie nad zmianami, które wprowadzimy już wkrótce! Bądźcie z nami i zaufajcie, że wszystko, co będzie się działo w najbliższych miesiącach prowadzi wyłącznie ku lepszemu - rozwojowi Akademii i naszej społeczności, dzięki której osiągamy w życiu swoje prywatne i zawodowe szczyty! Gdyby nie ta społeczność, nie byłbym dziś tu, gdzie jestem. Dziękuję!

 

Ze sportowym pozdrowieniem
Łukasz Grass vel "Ojciec Dyrektor"

 

GALA LUTY2016

Opublikowane w Publicystyka

Monitorowanie treningu coraz bardziej staje się obsesją. Od kiedy wynaleziono urządzenie do pomiaru laktatu, wiele się zmieniło, ale przez ostatnie lata wynalazki wprost rewolucjonizują podejście do trenowania, jakość treningu, a także prewencję przed urazami, przetrenowaniem i niedotrenowaniem. Mierniki mocy, wszelkiego rodzaju czujniki, tunele wiatrowe, trenażery z komputerami, zegarki z XXII wieku, itd. Przeciwnicy włączania technologii w trening mówią: "Słuchaj własnego ciała! Po co ci te wszystkie gadżety?!" To prawda, że przy nieumiejętnym stosowaniu sprzętu, mogą one zabić nie tylko przyjemność z trenowania, ale również przynieść odwrotny skutek od zamierzonego, czyli brak pożądanych efektów. 

 

Ostatnio wpadłem na ciekawy artykuł w Business Insider pokazujący zupełnie nową technologię służącą do monitorowania jakości treningu ogólnorozwojowego i siłowego. Zabawka nazwywa się Athos i może przypominać trochę bezprzewodowy elektrokardiogram podłączony do ludzkiego ciała, ale podczas wykonywania ćwiczeń. W specjalnych spodenkach jest osiem czujników, a w koszulce aż 12, które niczym plątanina pajęczych sieci zdają się oplatać nasze ciało.

 

athos gear2

 

Nie czujemy tego, ale w specjalnej aplikacji na swoim smartfonie możemy w czasie rzeczywistym obserwować pracę swoich mięśni! Wynalazcy tego sprzętu używają różnej argumentacji na potwierdzenie skuteczności tego gadżetu. Jednym z nich ma być monitorowanie pracy tych mięśni, które angażujemy bardziej podczas treningu, a może zbyt bardzo, bo np. z powodu niedawnej kontuzji podświadomie staramy się ćwiczyć tak, aby unikać bólu niedawno naciągniętego mięśnia. To może powodować kolejne urazy, a także utrwalać błędne nawyki ruchowe. Jest oczywiście jeszcze czynnik motywacji, który zmusza cię do większego wysiłku, jeśli zauważysz, że twoje mięśnie "nie palą się zbyt mocno".

 

 

Ciekaw jestem, jak wy trenujecie? Opiszcie w komentarzach, czy i jak często stosujecie sprzęt do monitorowania treningu biegowego lub rowerowego, a wśród komentarzy rozlosujemy książkę pt. "Podręcznik treningu z miernikiem mocy" Joe Friela. W komentarzu proszę podać swoje imię i nazwisko, odszukamy Waszego maila w panelu administratora. Do końca weekendu czekamy na komentarze! 

Opublikowane w Nowości
wtorek, 12 stycznia 2016 07:47

"Przypadki basenowe" - Grass

Podpływasz do ściany basenu, jednym okiem zerkasz na zegar i widzisz, że to kolejna setka, którą pokonałeś w doskonałym czasie - dokładnie według założeń trenera, robisz nawrót, odbijasz się od ściany i... wpadasz na gościa, który odbija się od niej dokładnie w tym samym momencie, czekał do ostatniej chwili, spoglądając jeszcze, jak wykonujesz nawrót. Czy też tak macie? Dziś będzie o edukacji w zakresie "basenowych zachowań", o tym jak powinniśmy się zachowywać wobec innych trenujących, bądź korzystających z basenu rekreacyjnie. Ci ostatni, uwierzcie mi, nie mają często zielonego pojęcia o tym, jak wygląda i na czym polega trening pływacki i bardzo często nieświadomość, a nie nieuprzejmość, jest przyczyną ich kiepskich zachowań na torze. Z doświadczenia wiem, że wystarczy wtedy zatrzymać się i z uśmiechem zwrócić uwagę, albo wręcz poinstruować, jak należałoby się w takiej sytuacji zachować. Ale trenujący również nie są bez winy! Najczęstszym przykładem pływaka egoisty jest ktoś, kto w ramach "czyszczenia" sobie toru, stara się pływać środkiem, nie wspominając już o celowym delfinie - nie ma go akurat w treningu, ale dla rozpędzenia tłumów na torze zrobi wszystko. Wybrałem 10 zachowań, o których warto pamiętać, wybierając się na publiczną pływalnię. 

 

1. Prysznic - "Sephora Swimmers"! 

 

Czasami mam wrażenie, że tabliczka "Prysznic obowiązkowy" nie dotyczy...nikogo. Obowiązkowy on jest, ale po basenie. Wtedy wszyscy szorują się, jakby właśnie wyszli z kałuży. Innym razem widuję, jak prysznic w wykonaniu niektórych polega na nieśmiałym umoczeniu palca u stopy. Mało kto myje całe ciało przed wejściem na basen, a już najlepszym tego przykładem są ci, których nazywam "Sephora swimmers" - zapach ich perfumów czuć nawet z najdalszego toru.  Jeszcze gorzej, kiedy to nie jest zapach perfum, ale nie wiem jaki tytuł przypisać takim właśnie pływakom. Może macie pomysł?  

 

sport-synchronized-swims-swimmers-swimming team-shower-mban3752_low

 

2. Dyskutanci

 

Najczęściej w liczbie co najmniej dwóch (przeważnie mężczyźni) pomylili basen z kawiarnią, ale zbyt późno zorientowali się, że tutaj nie ma stolików. Stoją pod ścianą i gadają. Raz na 5 minut przepłyną 25m, jeden na drugiego poczeka przy nawrocie, wymienią dwa słowa, przepłyną 25 metrów i kolejne 5 minut rozmawiają. Jest z nimi dwojaki problem - raz, że wpadamy na nich przy nawrocie; dwa, że najczęściej płyną środkiem i nie bardzo można ich wyminąć. Jak się zachować? Uprzejmie zwrócić uwagę, że właśnie wykonujecie trening pływacki i potrzebujecie nieco przestrzeni do bezkolizyjnego nawrotu i szybkiego pływania. Warto wytłumaczyć, że skoro chcą stać i rozmawiać, wy nie macie nic przeciwko, ale czy mogliby to robić, stojąc po prawej stronie toru (patrząc od kierunku napływania na ścianę), bo wy, robiąc nawrót, odbijacie się bardziej na lewo, zmieniając za chwilę kierunek płynięcia. A przede wszystkim poprosić, aby poczekali aż szybszy pływak zrobi nawrót pierwszy! 

 

3. Tatuś asekurator

 

Ten przypadek może być najtrudniejszy, bo chodzi o człowieka, dla którego jego dziecko jest w tym momencie najważniejsze na świecie - ratownik uczy je pływać! To piękne chwile dla rodzica, bo sam od killku lat doświadczam takiej sytuacji, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, aby w momencie pobierania lekcji przez moją córkę, poruszać się równolegle z nią na sasiednim torze. Znam takie przypadki (nie wiem, jak radzą sobie z nimi ratownicy!), kiedy "Tatuś Asekurator" pokrzykuje jeszcze do dziecka, wydając wskazówki. Po co w takim razie zatrudniał instruktora? Tutaj radziłbym prosić o pomoc raczej ratownika, intruktora, który udziela właśnie lekcji, aby zabrał tatusia... najlepiej na trybuny. Innym przypadkiem jest sytuacja, w której rodzic sam uczy swoje dziecko pływać, będąc z nim w basenie na torze pływackim. Ma do tego prawo! W takiej sytuacji powinniśmy zmienić tor lub trenować przy okazji sytuację omijania bojki lub wyprzedzania wolniejszego zawodnika. 

 

4. Czytelnik i "Karteczkowy gość" 

 

Sam wieszałem kiedyś karteczki z rozpisanym treningiem na ścianie basenu lub na słupku. Ale któregoś dnia Profesor Artur Pupka wjechał mi na ambicje i powiedział: "Młody, trenuj pamięć!". Od tego czasu nie wieszam już żadnych karteczek, bo...również zdarzało mi się zapominać o ich zdjęciu. Sytuacja z kartkami powoduje również inną sytuację: bardzo często wpadamy na ścianie na kogoś, kto właśnie próbuje rozszyfrować te wszystkie skróty. Niestety czasami również powtórzyć to, co mamy zadane. 

 

5. Popływam z Wami! 

 

To już przykład kogoś, kto widząc trenującą grupę, mimo wszystko próbuje popływać na tym samym torze. Znam taki przypadek osobiście z warszawianki. Kilkukrotnie - na szczęście pod koniec treningu - pod zajęcia Warsaw Masters Team podłączała się starsza pani, wykrzykując jeszcze z pretensją, że to jest tor do szybkiego pływania i co my tu robimy?! 

 

05a9a5075f39e411356bd08644309222

 

6. Jestem "trjathlonistom" i mam wszystkich w...

 

O tym wspomniał już kiedyś mkon. Już od wejścia widzisz, że na basen wszedł właśnie PÓŁBÓG. Rozgląda się od wejścia, jakby szukał wolnego toru, a tak naprawdę chce ci pokazać nowy czepek z Ironmana. Rozkłada sprzęt wokół słupka i na słupku, zawsze ma wszystko, choć używa tylko bojki. Mijają minuty zanim zdecyduje się wskoczyć do basenu, a kiedy już to zrobi, po wynurzeniu się rozgląda się na boki, sprawdzając, czy wszyscy widzieli. Generalnie niegroźny typ, bo w większości przypadków zna i przestrzega zasad poruszania się po torze. Ale po co ten szpan? :-) Co zrobić? Nie reagować. Przeczekać. Przejdzie mu. 

 

7. Dyrektor 

 

 Najczęściej kategoria 60+. Pamięta czasy wczasów w Bułgarii i dwóch najbardziej popularnych wówczas stylów: "Żabka krajoznawcza" i "Grzbiet dyrektorski" - ten ostatni charakteryzuje się sprawdzaniem zasięgu ramion przy każdym ruchu. Wyznaje zasadę: "Im wolniej, tym lepiej". Najczęściej zasadę złotego środka przenosi na tor pływacki - płynie centralnie, ani milimetr w prawo, ani milimetr w lewo. Co zrobić? Podobnie jak wyżej - nie reagować. Ale nie czekać. Zmienić tor. 

 

8. Żabkarz 


Po pierwsze - mają prawo pływać na torze i nic nam do tego. Po drugie - jeżeli nie chcesz doświadczać przypadkowego kopnięcia, zmień tor. Styl klasyczny jest takim samym stylem jak każdy inny. Niektórzy nawet pięknie nim pływają. Żabkarze to tacy sami pływacy, jak krauliści czy grzebiciści. I pamiętaj, jeżeli narazisz się żabkarzom, licz się z tym, że Nadbloger Marek ma cięty dowcip, a jego felietony czytają miliony Polaków! 

 

9. No comments 

 

Przedostatni przypadek - nigdy nie doświadczyłem, nigdy nie widziałem, ale słyszałem z opowiadań. 

 

children-heated-heated pools-swimming_pool-outdoor_pool-pool-pjun706_low

 

10. Twoja kolej. 

 

Podaj nam ciekawy przypadek, a najciekawszy naszym zdaniem dopiszemy do "Złotej dziesiątki".

 

 

 

Opublikowane w Pływanie

MIja kolejny rok z triathlonem w tle. Właśnie...chyba intuicyjnie zacząłem pisać dla Was bardzo istotne życzenia - "Kolejny rok z triathlonem w tle". Myślę tu przede wszystkim o amatorach, dla których nasza dyscyplina sportu jest uzupełnieniem, dodatkiem. Nie zapominajmy o tym w 2016 roku. Triathlon jest dodatkiem! Ma nam porządkować, a nie degradować życie osobiste i zawodowe, o czym rozmawiałem niedawno z Tomkiem Brzózką podczas konferencji w Adgar Fit. Swoje życzecznia postanowiłem ubrać w dwa filmiki. Jeden nagrałem osobiście, drugi jest fragmentem jednego z moich ulubionych flmów: "Poza światem". Wysłałem go ostatnio swojemu serdecznemu koledze z okazji urodzin, żeby szedł przez życie jak Chuck i Wilson przez fale. Pokonujcie przeszkody, walczcie zawsze do końca, ale zawsze FAIR! Dziękuję, że jesteście, i że możemy - mimo wielu różnic - tworzyć fantastyczną społeczność pozytywnie zakręconych ludzi. Czerpię od Was wiele dobrego, mnóstwo pozytywnej energii i mam nadzieję, że choć trochę się odwdzięczam. Jeżeli miałbym dołożyć do tego jeszcze trzecie życzenie (jak u Złotej Rybki), to życzę Wam znajomych i przyjaciół poza wirtualnym światem - przyjaciół, którzy Was nigdy nie zawiodą. A dziś...szalejcie i bawcie się do rana. Trening zrobicie po południu ;) 

 

 

 

 

 

 Jak Chuck i Wilson...

 

 

 

 

Rok 2015 kończymy moim ulubionym "Przeglądem Pasztetowym", w którym Poranny Jeż Sportowy w bezkonkurencyjny sposób opisuję triathlonową rzeczywistość! 

 

PP-31-12-2015Jez-Poranny

 

i do pobrania w pliku PDF - GRUDNIOWY PRZEGLĄD PASZTETOWY

Opublikowane w Publicystyka
sobota, 28 listopada 2015 14:59

Jak ruszyć się z kanapy?

Pretekstem do napisania tego artykułu był komentarz na moim profilu Facebook, dotyczący motywacji. Jedna z internautek, patrząc na tabelkę motywacyjną, w której zapisuje się już konkretną objętość treningową, co opisałem w artykule: "Tabelka motywacyjna, czyli co Grass wiesza na lodówce?", napisała: "Póki co - szukamy motywacji, żeby wyjść z domu. Plissss, pomóżcie takim, jak my-ja. Pracuję nad filozofią życia "po tsunami". Takiego kogoś ruszyć z kanapy (...)". Jest wyzwanie, to prawda. Ale nie ma takiej beznadziejnej sytuacji, z której nie można byłoby wyjść. W przypadku kogoś, kto pracuje nad "filozofią życia po tsunami", paradoksalnie łatwiej jest wejść w aktywność fizyczną, niż w przypadku kogoś, kto ma się jak u pana Boga za piecem, niczego mu nie brakuje w sferze mentalnej i materialnej i wydaje się, że żadna zmiana nie jest tu potrzebna. Ale w tym felietonie skupię się na kimś, kto jest w dużo gorszej sytuacji. Pytanie podstawowe brzmi: Jak ruszyć się z kanapy?

 

Dlaczego warto? 

 

Zawsze w takich przypadkach powtarzam każdemu, że BIERNOŚĆ i zapłakiwanie się w czterech ścianach niczego nie zmienia i niczego nie przyspiesza...poza jeszcze większą "depresją" i poczuciem braku sensu życia, pracy, studiów, itp. Zadaj sobie pytanie, co zyskujesz siedziąc w domu, złorzecząc wszystkiemu i wszystkim dookoła, nawet jeśli właśnie straciłeś pracę, nie dostałeś się na studia, twoja firma zbankrutowała lub masz otyłość i wstydzisz się pokazać? Każda aktywność, obojętnie, czy będzie to poranna gimnastyka przed telewizorem, spacer w lesie, czy porządne wysprzątanie mieszkania, będzie katalizatorem pozytywnych reakcji organizmu. Dostaję od różnych osób sygnały takie jak ten powyżej, z prośbą o potraktowanie czytelników jak zupełnych żołtodziobów w kwestii treningu, ale również z założeniem - jak napisał mi jeden z czytelników - że jest się w "czarnej d...". Chciałbym, aby takie osoby uświadomiły sobie, że piszę ten tekst opierając się na własnym przykładzie, podając nie tylko czystą teorię wychodzenia z "czarnej d...", ale przede wszystkim drogę, jaką przeszedłem ja, czy inne osoby, którym miałem przyjemność pomagać w motywacji i osiąganiu celu, zapoczątkowaniu zmiany. 

 

Jak wyjść z domu?

Świat wokół nas zmienił się przez ostatnie 25 lat tak bardzo, że sami siebie pozbawiliśmy naturalnego ruchu, przemieszczania się z miejsca na miejsce. Możliwości jakie daje internet, spowodowały, że wiele z czynności, które kiedyś trzeba było załatwić osobście, dziś załatwiamy przez sieć: zakupy, poczta, bank, rachunki, nawet rozmowa z nauczycielem i kontrola nauki swojego dziecka, sprawy biznesowe, i wiele wiele innych. Gdyby podsumować liczbę kroków, jakie stracililiśmy, oddając się w sidła sieci, wyjdzie niezła dawka kalorii, którą moglibyśmy spalić po prostu chodząc! Dołączcie do tego samochód, komunikację miejską, taksówki, ruchome schody i taśmy, a zobaczycie jak niewiele kroków w ciągu dnia robimy! Stajemy się społeczeństwem otyłych i chorych ludzi. Ponadto w sklepach serwuje się nam tanie i szybkie żarcie, które w połaczeniu z wyżej wymienionymi czynnikami, zaczynają tworzyć bombę z opóźnionym zapłonem. Oczywiście na tym portalu większość czytelników, to ludzie, którym aktywność fizyczna nie jest obca, ale poniżej opisane zasady idealnie pasują również dla bardziej zaawansowanych - wystarczy tylko dostosować 10 opisywanych kroków do odpowiedniego celu. 

 

Wróćmy jednak do podstawowego pytania "Jak ruszyć się z kanapy?". Zapytam inaczej. A po co siedzieć w domu? Co na tym zyskujesz? Jeżeli trudno ci wstać i wyjść na spacer do lasu, rower, marszobieg, basen, itp., zadaj sobie pytanie, co tracisz siedząc na kanapie i opłakując swoje porażki? A tracisz wiele: 

 

- zdrowie 

- dobre samopoczucie 

- możliwość spotkania kogoś, z kim porozmawiasz, a kogo rada okaże się pomocna w rozwiązaniu jakiegoś problemu 

- żywisz w sobie LENIA, czyli tracisz możliwość bycia osobną energiczną i aktywną. 

- tracisz czas. Siedzenie na kanapie, to strata czasu... chyba, że kanapa jest twoim miejscem pracy, bo piszesz książkę lub pracujesz tam na komputerze :-) 

- tracisz nerwy. Nic tak nie potęguje stresu, jak zamykanie się w sobie, uciekanie od aktywności i kontaktów z innymi ludźmi. Czujesz się wówczas jeszcze bardziej niepotrzebny i bezproduktywny. 

- tracisz pieniądze, które uciekają, bo godziny spędzone na "płaczu w poduszkę" można zamienić na godziny poszukiwania pracy lub pracy w ramach stażu, z nadzieją, że tę pracę dostaniesz, bo pokażesz, ile jesteś wart/warta. 

 

W żaden sposób "siedzenie na kanapie" nie przybliża cię do osiągnięcia celu. Ono uwstecznia. Nic tym nie osiągniesz. Trzeba zacząć działać. Ale co zrobić, aby wstać z kanapy? To pytanie było przecież pretekstem do napisania artykułu. 

 

Pierwszych 10 kroków! 


Każdy z niżej wymienionych kroków wymaga również osobnego, szczegółowego rozwinięcia i tym zajmiemy się w kolejnych artykułach. Na początek przejdziemy jednak przez wszystkie 10 kroków, tak aby każdy, kto dopiero rozpoczyna aktywność fizyczną, nie popełnił błędu i czuł, że robi wszystko lege artis. Oczywiście najlepszym sposobem na wstanie z kanapy jest po prostu miłość do sportu, aktywności ruchowej. Ale być może trzeba ją w tobie obudzić. Myślę, że te 10 kroków pozwoli zrobić to tak, abyśmy nie mieli do czynienia wyłącznie z zauroczeniem. Jest to 10 kroków, które zastosowałem w swoim przypadku i polecam każdemu, kto potrzebuje motywacji do zmiany, do ruszenia się z kanapy. 

 

KROK 1 - CEL

Wyznacz cel. Nazwiemy go CELEM A. Nawet jeśli ważysz dzisiaj 100kg, nie potrafisz pływać kraulem, nie masz roweru szosowego, itp. - wyznacz cel długoterminowy i cele krótkoterminowe (o tym za chwilę). Jeżeli siedzisz właśnie na kanapie - w sensie dosłownym i w przenośni - wpisz w wyszukiwarkę "zawody biegowe...."  i w miejsce kropek wstaw odpowiednie miasto. Zobacz kiedy wiosną lub latem organizowane są w twoim mieście zawody sportowe i już dziś się na nie zapisz. Wybierz dystans odpowiedzialnie - jeżeli nigdy nie biegałeś/biegałaś, niech będzie to na początek start w zawodach na 10km. Jeżeli masz doświadczenie w uprawianiu sportu w formie rekreacji, nie masz zbytniej nadwagi, niech będzie to 21km, czyli półmaraton. Zapłać wpisowe, zarezerwuj hotel, jeżeli zdecydujesz się jednak jechać gdzieś daleko. Powiedz o swojej decyzji wszystkim znajomym. Jeżeli masz profil społecznościowy, ogłoś swoją decyzję właśnie tam, a każdy wątpiący komentarz niech będzie dla Ciebie dodatkowym bodźcem do działania. Celowo proponuję zawody biegowe, bo ten artykuł skierowany jest do tych, którzy nigdy wcześniej lub od wielu lat, nie mieli do czynienia z wysiłkiem fizycznym. Triathlon wam nie ucieknie. Zacznij z głową i odpowiedzialnie. Spokojnie. Nie porywaj się na Everest od razu! A co z tymi, którzy nie chcą "rywalizacji" czy to ze sobą, czy z innymi zawodnikami? Czy również mają wyznaczać takie cele. Uważam, że tak - będzie im łatwiej wstać z kanapy. Zawody możecie potraktować wówczas jak trening i poznawanie miasta w inny sposób - biegając. Poza tym na zawodach obok Ciebie znajdą się tysiące innych zawodników, którzy być może tak jak ty, przyjechali właśnie po wrażenia, a nie po życiówkę. Będziesz mógł przez najbliższą godzinę czy dwie porozmawiać niekoniecznie o sporcie. Znam wielu ludzi, którzy w trakcie takich zawodów zawiązali nowe przyjaźnie, a nawet kontakty biznesowe! 

 

KROK 2 - kalendarz

Kup lub wydrukuj z internetu kalendarz. Najlepiej, aby obok miesiąca był widoczny również cały rok. Będziesz widział CEL A. Zaznacz ten cel na czerwono lub swoim ulubionym kolorem, wpisując nazwę zawodów - np.: "Półmaraton warszawski".  Powieś na lodówce! To jest najlepsze miejsce. Nie tylko dlatego, że kojarzy się z jedzeniem, objadaniem, podjadaniem, itp. Przede wszystkim lodówka, jest jednym z pierwszych urządzeń, do którego zaglądasz każdego dnia. Już na "dzień dobry" przywita Cię twój cel A i liczba dni, która została do jego realizacji. To jest dobry motywator. W powiązaniu z "Krokiem nr 6" określisz liczbę dni treningowych i będziesz mógł przed rozpoczęciem każdego tygodnia, najlepiej w niedzielę wieczorem, wpisać swoje treningi na cały tydzień. Jeżeli będzie to kalendarz tygodniowy z rozpisaniem na godziny, wówczas będziesz mógł wkomponować trening między obowiązki zawodowe czy rodzinne. 

 

KROK3 - badania

Wybierz się do lekarza. Zrób badania krwi, a jeżeli masz możliwość również próbę wysiłkową. Skonsultuj się z lekarzem profesjonalistą, który zapewni Cię, że nie masz wady układu sercowo-naczyniowego. To bardzo ważne! Bieganie nie zabija, maraton nie zabija (!!!), ale jeżeli masz wadę serca lub inną niezdiagnozowaną jeszcze chorobę lub przypadłość, twoje trenowanie może się skończyć źle dla zdrowia. Lepiej sprawdzić, czy nie ma przeciwwskazań do uprawiania sportów wytrzymałościowych, czy badania krwi pokazują, że możesz rozpocząć bezpieczne trenowanie i w jakim zakresie.  

 

KROK4 - trener lub samodzielne układanie planu treningowego

Jeżeli nie masz odpowiedniej wiedzy - czytaj sprawdzone portale, na których znajdziesz wskazówki, jak zacząć trening. Najlepszym wyjściem, i wbrew pozorom nie zawsze mocno obciążającym naszą kieszeń, jest nawiązanie kontaktu z profesjonalnym trenerem. Sprawdź, czy ma kompetencje do trenowania innych? Jakie ma doświadczenie? Osiągnięcia?  Uprawnienia? Co sobą reprezentuje? Nie oddawaj się w ręce pseudotrenerów, których ogłoszenia znajdzesz w sieci. Poniżej podaję próbkę tego, jak wygląda grafik przygotowany przez trenera, ale jeżeli wolisz robić to sam, pamiętaj, żeby  pogłebiać wiedzę, czytać artykuły z zakresu metodyki treningu, tak, aby zimą nie trenować szybkości, albo latem nie rozpocząć budowania wydolności tlenowej! 

 

KROK5 - strój

Zaopatrz się w odpowiednie obuwie i strój do trenowania. Ten artykuł piszę jesienią, za chwilę będzie zima, więc do biegania potrzebujesz ciepłej, "oddychającej" odzieży.  

 

KROK6 - trening

Czas wstać z kanapy i wyjść na pierwszy trening. Jeżeli masz trenera, to on będzie dbał o twój grafik treningowy. Jeżeli nie masz i chcesz opierać się na własnym planie treningowym lub tym, który znajdziesz w internecie w sprawdzonych źródłach, pamietaj, że najlepiej przygotować rozpiskę na cały tydzień już w niedzielę. Znajdź chwilę, zrób tygodniową tabelkę i rozpisz trening na każdy dzień. Czytaj o metodyce treningu dotyczącej konkretnych etapów przygotowań. 80% moich znajomych "żółtodziobów", którzy zaczynają przygodę ze sportem, albo chudną za szybko, gubiąc przy tym masę mięśniową, albo zaczynają biegać ZA SZYBKO (!!). Jeżeli nigdy nie biegałeś/biegałaś, to twoje treningi powinny rozpocząć się od marszobiegów. Jeżeli jesteś osobą, która NIGDY nie uprawaiła sportu, zacznij od aktywności 3x w tygodniu i zwiększ w ostateczności do 5x w tygodniu. O tym w jaki sposób samemu układać trening, czym się kierować w dobrze ćwiczeń i długości trenigu, napiszę w odpowiednim artykule, opisującym szczegółowo "Krok 6". Ale ponieważ nadrzędnym celem tego artykułu jest hasło: "Jak ruszyć się z kanapy?", podaję miesięczny trening dla początkujących, marszobieg. Nie zaczynaj od biegania! Musisz przygotować swój organizm, uruchomić w nim procesy, które od dawna były uśpione. Pamiętaj, że bieg musi odbywać się wolno, w tempie konwersacyjnym, to znaczy takim, które umożliwa swobodną rozmowę, a zdania, które wypowiadasz podczas biegu, nie są przerywane zadyszką. Biegniesz, ale nie przeszkadza ci to prowadzić swobodnej rozmowy. Jeżeli chcesz sprawdzić, czy nie biegniesz za szybko, zadzwoń do kogoś podczas treningu i rozmawiaj z nim biegnąc. Dostosuj tempo tak, aby umożliwało prowadzenie swobodnej rozmowy. Poniższy trening w formie marszobiegu rozpisał Filip Szołowski z Labosport: 

 

Legenda: 

B – spokojny bieg, tempo konwersacyjne

S – spacer

M – marsz z dynamiczną pracą ramion

B/S - czyli bieg/spacer w czasie podanym w nawiasach

GR - gimnastyka rozciągająca (film instruktażowy poniżej) 

 TYDZIEŃ 1   TYDZIEŃ 2   TYDZIEŃ 3   TYDZIEŃ 4 
 PON 

 GR - 10' 

 B/S - 30 '

 ( 1' spokojny bieg/2' spacer) 

 10' - stretching  

 GR - 10' 

 B/M - 32'

 ( 2' spokojny bieg/2' marsz) 

 10' - stretching

 GR - 10' 

 B/M - 40'

 ( 2' spokojny bieg/1' marsz/

3' spokojny bieg/2'marsz) 

 10' - stretching

GR - 10' 

 B/M - 40'

 ( 4' spokojny bieg/2'marsz/

3' spokojny bieg/1'marsz) 

 10' - stretching

 WT  WOLNE  WOLNE   WOLNE   WOLNE
 ŚR  GR - 10' 

 B/M - 30 '

 ( 1' spokojny bieg/2' marsz) 

 10' - stretching  

 GR - 10' 

 B/M - 35'

 ( 3' spokojny bieg/2' marsz) 

 10' - stretching

 GR - 10' 

 B/M - 40'

 ( 2' spokojny bieg/1' marsz/

3' spokojny bieg/2'marsz) 

 10' - stretching

 GR - 10' 

 B/M - 40'

 ( 4' spokojny bieg/1' marsz) 

 10' - stretching

 CZW  WOLNE  WOLNE   WOLNE  WOLNE
 PT  

 GR - 10' 

 B/M - 32'

 ( 2' spokojny bieg/2' marsz) 

 10' - stretching

 GR - 10' 

 B/M - 35'

 ( 3' spokojny bieg/2' marsz) 

 10' - stretching

 GR - 10' 

 B/M - 40'

 ( 3' spokojny bieg/1' marsz/ 

 10' - stretching

 GR - 10' 

 B/M - 40'

 ( 5' spokojny bieg/1' marsz) 

 10' - stretching

 SOB   WOLNE  WOLNE   WOLNE   WOLNE 
 NIEDZ   WOLNE  WOLNE   WOLNE   WOLNE 

 

 GR – gimnastyka rozciągająca. Film instruktażowy: 

 

 

KROK7 - żywienie

Dieta. To słowo od zawsze kojarzy mi się pejoratywnie, bo przypisuję mu podświadomie określony czas trwania. Wolę mówić "styl żywienia". Dieta była dla mnie zawsze czymś, co zaczynało się danego miesiąca i po kilku kończyło. Styl żywienia to dla mnie zbiór zasad odżywiania się, jaki stosujesz zawsze. Po prostu zacznij się zdrowo odżywiać. Ten temat jest tak obszerny, że nawet nie próbuję go teraz rozwijać! Tak jak zapowiedziałem, będzie na to czas w osobnym artykule, ale już dziś zacznij przeglądać zakładkę "Dieta" na Akademii Triathlonu. Znajdziesz tam wiele przydatnych artykułów! 

 

KROK8 - ćwiczenia ogólnorozwojowe 

Zawsze wtedy, gdy ktoś zaczyna biegać, powtarzam, że wcześniej czy później będzie musiał włączyć w swój trening ćwiczenia ogólnorozwojowe, siłowe, core stability. Samo bieganie nie wystarczy. Bez wzmocnienia mięśni i stawów daleko nie zajedziesz. Przede wszystkim zacznij dbać o mięśnie brzucha i grzbietu, które nazywane są "pasem transmisyjnym". Słaby brzuch i plecy to kiepska postawa, a co za tym idzie fatalna technika biegu, która może wpłynąć na wystąpienie lub pogłębienie kontuzji. O core stability pisaliśmy na Akademii Triathlonu tak wiele, że nie będę teraz rozwijał tego tematu, a po prostu podrzucę Wam raz jeszcze kilka przydatnych linków. W pierwszym znajdziesz linki do ośmiu innych przydatnych tekstów! 

 

1. Trening siłowy w triathlonie

 

2. Kręgosłup lędźwiowy - to musisz wiedzieć!

 

KROK9 - odważnie i natychmiast

Jeżeli po przeczytaniu tego artykułu spojrzysz w kalendarz i powiesz sobie, że zaczniesz to wszystko realizować od 1 grudnia, to istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że nie zaczniesz w ogóle. Nigdy nie rozumiałem, dlaczego większość ludzi wyznacza sobie jakieś daty do rozpoczęcia realizowania postanowień. Pisałem o tym w książce "Trzy mądre małpy" i powtarzam za każdym razem, że wszystkie postanowienia typu: "Od nowego roku", "Od poniedziałku" (którego poniedziałku?!), "Od daty urodzin" powodują, że stajesz się zakładnikiem tych dat. Jeżeli cokolwiek niespodziewanego wydarzy się w tym czasie i nie będziesz mógł tego dnia zrealizować postanowienia, znowu zaczniesz szukać kolejnego, "odpowiedniego dnia" na start. Zacznij natychmiast. Pamiętam, jak ważąc 103kg, wchodziłem po schodach w pracy i poczułem się źle. Pomyślałem, że to już spore przegięcie, aby 30-latek, z przeszłością sportowca-amatora, po skończonych AWF-ie, dyszał, pokonując 20 schodków! Zamiast wejść do swojego pokoju, wjechałem windą na 5 piętro, gdzie znajdowała się siłownia. Zapisałem się. To był impuls. Nie zaglądałem w kalendarz, szukając "odpowiedniego dnia" na start. Każdy dzień jest dobry. W Twoim przypadku jest to właśnie moment, w którym czytasz ten tekst. 

 

KROK10- determinacja i konsekwencja

Determinacja i konsekwencja - bez tego wszystkie 9 poprzednich kroków wypadnie...słabo. Oczywiście, że nie będzie łatwo! Kto powiedział, że będzie łatwo?! "Gdyby to wszystko było łatwe, nazywałoby się piłka nożna" - jak głosi jeden z memów. Przepraszam wszystkich piłkarzy (Bartek, Ciebie też przepraszam :-) To tylko na potrzeby żartobliwej ilustracji. Po tym jak podczas "Turnieju Balcera" na poznańskiej AWF nie mogłem trafić w piłkę, stwierdzam, że to również nie jest proste! A wracając do determinacji i konsekwencji. Nawet jeśli z jakichś powodów cały ten łańcuch 10 kroków się przerwie, to absolutnie nie można się załamywać i zaglądać w kalendarz, szukając dnia, w którym będziesz mógł zacząć od nowa. Po prostu zacznij od nowa, albo od momentu, w którym przerwałeś działania. W utrzymaniu systematyczności powinna pomóc ci tabelka motywacyjna, o której pisałem kilka dni temu. Przypomnij sobie ten artykuł, a najlepiej wydrukuj taką tabelkę i powieś na lodówce obok kalendarza

 

Przeczytałeś/przeczytałaś 10 podstawowych kroków, które powinny ruszyć cię z kanapy. Każdy z tych kroków będę w kolejnych dniach rozwijał w osobnych artykułach. To również powinno Ci pomóc w wypracowaniu systematyczności. Trzymam kciuki! Do roboty! 

 

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowane w Felietony

Człowiek słabości ma i mieć będzie. Każdy. Bez względu na to, czy jest to skoncentrowany na celach krótko i długoterminowych mkon, Grass i inny Herman (nie wspominając o Podsiadłowskim), czy ktoś, kto chce ukończyć Ironmana i jak najszybciej o tym fakcie zapomnieć. W tym drugim przypadku słabości nie mają wiekszego znaczenia. Zjedzenie jednej czekolady dziennie czy spożycie "Kopytka łosia" (czytaj wysokoprocentowy alkohol domowej roboty, opisany przez Nadblogera Strześniewskiego), nie przekreśli ukończenia zawodów nawet na dystansie Ironman. Jeżeli jednak chcemy poprawiać życiówki, rywalizować z kolegą z ławki w open space, albo pokazać Prezesowi firmy, że warto sponsorować moje hobby i wyjazd na Hawaje na Mistrzostwa Świata, to musimy trzymać pion! Po 6 latach zabawy w triathlon, osiągnięciu przyzwoitych wyników jak na amatora, stwierdzam, że triathlonista z gatunku "niespełniony sportowiec zawodowiec", musi trenować jak zawodowiec, biorąc poprawkę na intensywność i objętość. Ale zasady obowiązują go takie same. Dziś chciałbym Wam przedstawić jedną z metod automotywacji, jaką wymyśliłem na swoje potrzeby dwa lata temu i z powodzeniem stosuję. 

 

W pewien weekend, po bardzo intensywnym tygodniu treningowym i w pracy, zastanawiałem się, co ja tak naprawdę zrobiłem z zadanego planu? Co zjadłem? Ile niezdrowych rzeczy zdążyłem chwycić między nagraniem dla TV, pisaniem artykułu a treningiem? Nie potrafiłem odpowiedzieć prezycyjnie na to pytanie, które w przypadku trenowania bez jakiegoś ambitnego celu typu kwalifikacja na Hawaje, byłoby mało istotne. Ale ja miałem i mam cele wykraczające poza trenowanie rekreacyjne, więc zacząłem się zastanawiać, jak tu się zmotywować do przestrzegania diety, realizacji planu treningowego, a przede wszystkim, jak ten proces kontrolować? O ile z motywacją nie mam problemu (zakładając, że już wyszedłem z okresu roztrenowania), o tyle monitorowanie przebiegu mikrocyklu tygodniowego i przestrzegania diety... z tym bywa różnie. Mój trener wie doskonale, że z raportowaniem jest jak z korkami w mieście - raz są, raz ich nie ma i nie wiadomo tak naprawdę, dlaczego? Ale patent jaki wymyśliłem, sprawdził się na tyle, że "sprzedaję" go również podczas szkoleń motywacyjnych i spotkań, które mają za zadanie inspirować do pozytywnej zmiany. Nazwałem to Tabelką Motywacyjną. 

 

Wygląda tak (przykład z ubiegłego roku): 

 

 

dzień tygodnia   swim   bike   run   core/siła   słodycze   alkohol 
poniedziałek   2km   -   10km  -   +  - 
wtorek   3km  90km  -   -   -   - 
środa   -   -   12km  +   -   - 
czwartek  3,5km   100km   2km   -   -   - 
piątek    -   -   12km   +   -   - 
sobota   3km   100km   -   -   +   + 
niedziela   -   -   22km   -   +   + 
suma  11,5km   290km   58km   2x  3x  2x

 

 

Po co mi taka tabelka?

 

Wieszam na lodówce. Każdego dnia zapisuję w rubrykach odpowiednie dane, widzę, jak realizuję poszczególne jednostki, mam przejrzystą kontrolę nad utrzymaniem wszystkiego zgodnie z założeniami, dodatkowo motywuje mnie to do działania, tabelka może być zabawna, jeśli dołączą do tego członkowie rodziny i zaczynają się żartobliwe docinki. W moim przypadku po kilku tygodniach dołączyły córki i żona, ale więcej było z tego fanu i robienia sobie jaj, niż faktycznego przestrzegania jakichś założeń. Oczywiście w moim przypadku było to jak najbardziej "wojskowe" narzędzie do realizacji planu i postanowień. 

 

Każdego poranka, robiąc śniadanie, obiad czy kolację, sięgając po przekąskę, sprawdzając, czy w lodówce po zmroku świeci się jeszcze świato, miałem przed oczyma tabelkę motywacyjną. Bywało, że cofałem rękę patrząc, że w tym tygodniu zjadłem już jakąś słodycz i wypiłem dwa razy podróbkę "Kopytka łosia". Poza tym, kiedy dzwonił trener i chciał porozmawiać o zrealizowanym planie, wszystko było czarno na białym. 

 

W kolejnym felietonie opowiem Wam o jeszcze bardziej szczegółowym monitorowaniu dnia, czyli zapisywaniu niemal wszystkiego, co dotyczy procesu treningowego, kondycji organizmu i diety. 

 

A wy, jakie macie sposoby na motywację i monitorowanie procesu treningowego? Czy wśród czytelników jest ktoś, kto stosuje takie metody, mimo, że jego celem nie jest bicie życiówek i kwalifikacja na Hawaje? Wśród tych, którzy do końca tygodnia opiszą swoje doświadczenia, rozlosujemy upominki książkowe. 

 

Z pozdrowieniem 

Ojciec Dyrektor 

 

 

 

 

 

Opublikowane w Felietony
wtorek, 17 listopada 2015 10:59

Ironman Polish Team...knujemy dalej

Ironman Polish Team, to projekt, który zrodził się w głowie Rafała Hermana z PowerSales. Znamy się z Rafałem od ponad 4 lat, kiedy to tuż po starcie Akademii Triathlonu w sieci, szukałem kontaktów do Polaków startujących na Hawajach. Nie pamiętam już w jaki sposób nawiązaliśmy kontakt, ale udało nam się porozmawiać przez Skype, kiedy Rafał był na swoim pierwszym Ironmanie na Hawajach. Zrobilśmy kilka wywiadów i później już ruszyło. Kiedy dwa miesiące temu Rafał zaproponował zaangażowanie się w projekt Ironman Polish Team nie miałem wątpliwości, że będzie to cenna inicjatywa, tym bardziej, że cele są ambitne. Będzie jeszcze okazja o tym napisać. Na razie trwają prace koncepcyjne nad rozbudowaniem projektu, a to, co skromnyni środkami udało się już zrobić, cieszy. Po raz pierwszy Akademia Triathlonu mogła relacjonować Mistrzostwa Świata w Kona, będąc na miejscu. Z bliska przyglądaliśmy się walce najlepszych, a także naszych zawodników amatorów. Na sobotnią Galę razem z Robertem Janowskim z White Magic przygotowaliśmy krótki film, z naszego pobytu, ale to jest wersja...demo :-). Powstanie jeszcze pełna, długa wersja, podsumowująca start Polaków. A na rozbudzenie wyobraźni i apetytu proponujemy  dawkę energii w formie 12-minutowego filmu. 

 

Opublikowane w Felietony

To już ostatni film z cyklu krótkich prezentacji tras Mistrzostw Świata Ironman Hawaii. W zasadzie od pływania powinniśmy byli zacząć, ale tak się złożyło, że pierwsza konkurencja triathlonu zostanie zaprezentowana jako ostatnia. Może to i dobrze, bo niektórym z Was może się zakręcić w głowie od patrzenia na Ocean...nie tylko z powodu pieknych widoków jakie dla Was przygotowaliśmy, ale przede wszystkim z powodu fal i prądów, jakie na Pacyfiku są szczególnie dokuczliwe. Najbardziej cierpią ci, którzy w Oceanie pływają raz na kilka lat albo w ogóle nie mieli z nim styczności. Między innymi z tego powodu warto przylecieć na Hawaje zdecydowanie wcześniej, aby przez kilkanaście dni trenować open water w specyficznych warunkach. Trasa pływacka jest najmniej skomplikowaną jeżeli chodzi o nawigacje - to znaczy organizatorzy zrobili wszystko, aby taka była - prawie 2km w Ocean i z powrotem. Nie oznacza to jednak, że nawigacja jest prosta, bo kiedy tylko pojawiają się najmniejsze fale zaczyna się problem. Najczęściej pojawia się po nawrocie, kiedy opłyniemy już statek, który służy jako boja nawrotowa (organizatorzy pytali o ten z Gdyni, ale powiedziałem, że to statek widmo i zrezygnowali z wynajęcia). O trudności trasy pływackiej, o tym, jak reaguje organizm i jak poradzić sobie z tym wszystkim, rozmawiałem z Rafałem Hermanem, który obok ośmiorga innych Polaków wystartuje w sobotnich zawodach. 

 

 

 

15konaswim1

 

 

 

 

Opublikowane w Felietony
pierwsza
poprzednia
1
Strona 1 z 5

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test