brett sutton
Home Aktualności Publicystyka Artykuły w etykiet: Marcin Konieczny

Marcin Konieczny został mistrzem świata w kategorii wiekowej 45-49 podczas Ironman World Championship na Hawajach. To najważniejsze na świecie zawody na tym dystansie i chyba każdy długodystansowiec marzy o tym, aby się tam dostać, nie mówiąc już o wskoczeniu na podium. Sukces, jakiego w polskim triathlonie amatorskim jeszcze nie było. 

 

Napisałem do Marcina w niedzielę wieczorem polskiego czasu. Na Big Island właśnie wstawał dzień. Dał mi sygnał, że będzie wolny za około 40 minut, bo dziś przypada jego kolej zrobienia zakupów. Mistrz Świata, po pewnie nieprzespanej nocy, zmęczeniu i bólu wstaje rano i robi zakupy na śniadanie - cały mkon! - pomyślałem. Wysłał mi zdjęcie, a ponieważ dostałem zielone światło na publikację, to możecie zobaczyć, że to nie ściema. 

 

mkon sniadanie

 

Mistrz Świata dzień po zawodach. Przypadła jego kolej zakupów na śniadanie :) 

 

Nie miałem sumienia zabierać Marcinowi zbyt dużo czasu. Sam wiem, co to znaczy "dzień po Ironmanie". Umówiliśmy się na dłuższy wywiad po jego powrocie. No i najważniejsze! MKON przyjął zaproszenie na Galę Polskiego Triathlonu organizowaną przez Akademię Triathlonu 25 listopada, w sobotę, w Hotelu Bellotto. Wprowadziliśmy do programu specjalny punkt: "Wywiad z Mistrzem Świata". Zaproszę Marcina na scenę i będziemy wspominać historyczny sukces Polaka na Big Island! 

 

Grass: Co jadłeś na śniadanie? 

MKON: Jajecznicę z pięciu jajek. Jakoś mam dzisiaj ochotę na słone niż na słodkie. 

 

To wyjątek, czy jadasz takie śniadania? 

Jasne, że jadam. Codziennie trzy jajka. 

 

Zmęczony?

Bardzo. Nawet nie odebrałem wczoraj roweru. Dałem upoważnienie Ewie (żona), bo nie byłem w stanie sam pójść po sprzęt. Upał mnie wczoraj dobił. Było masakrycznie gorąco, mimo, że siedzimy tu dwa tygodnie i można było się zaaklimatyzować. 

 

Z naszego punktu widzenia, siedzących przed ekranem telewizora, wyglądało to zdecydowanie lepiej - cały czas miałem wrażenie, że jest pochmurno. Nawet zastanawiałem się, czy nie będzie padać. 

Przez cały nasz pobyt tutaj, przed zawodami, faktycznie były dni, kiedy chmury znad gór zachodziły nad ocean. Rzeczywiście słońca nie było. A wczoraj, jak na złość, chmury wisiały tak na granicy lądu, było bardzo gorąco. 

 

Marcin, wiem, że dzisiaj za długo nie porozmawiamy, więc przechodzę od razu do konkretów. Jak było na pływaniu? 

Ustawiłem się zgodnie ze wskazówkami Andrzeja Kozłowskiego po lewej stronie - z dala od największego tłumu. To spowodowało, że w ogóle nie odczuwałem pralki. Nawet falowanie mi nie przeszkadzało, bo miałem wrażenie, że jakoś ten tłum pochłania całą energię z oceanu. Chociaż dzień wcześniej, kiedy robiłem rozpływanie, fale były bardzo duże, nawet pojawiało się sporo bałwanów. Pomyślałem sobie, że muszę się pożegnać z dobrym czasem na pływaniu. Okazało się, że na drugi dzień ocean już tak nie szalał. Nie musiałem też martwić się o nawigację, bo zawsze miałem kogoś z prawej lub lewej strony. Na nawrocie spojrzałem nawet na zegarek i zobaczyłem, że po połowie dystansu mam czas 31:40. Wiedziałem już, że będzie dobrze. Chciałem wyjść z wody po 1 godzinie i 15 minutach, więc miałem spory zapas. Ale przez cały pobyt na Big Island miałem problemy z pływaniem, określeniem, w jakiej jestem formie. Udało mi się znaleźć basen w Konie i treningi wychodziły całkiem dobrze. Średnio osiągałem czasy 1:30/100m, ale kiedy tylko wchodziłem do oceanu wszystko się sypało. Nie potrafiłem pływać szybciej niż 1:50 na setkę. Byłem załamany. Zacząłem eksperymentować, zmieniać frekwencję, stosować dłuższe wyleżenie, ale za cholerę nie szło! Powiedziałem o tym mojemu trenerowi Tomkowi Kowalskiemu, a on na to: "OK. Chu... z pływaniem"  co oznaczało, że mam się nie przejmować za bardzo tą konkurencją i skupić na dwóch kolejnych. Bardzo mi ten sms pomógł! 

 

Strefa zmian - wszystko poszło po twojej myśli? 

Tak. Mam już taką rutynę, że kiedy wstawiam rower dzień wcześniej, opracowuję plan, patrzę na wszystko, co jest dookoła, przechodzę całą strefę zmian, analizuję, z której strony mam wejść, gdzie wyjść. Nie musiałem też specjalnie szukać swojego worka z rzeczami, bo wolontariusze bardzo pomagali. Rzuciłem też okiem na rowery, które stały w grupie numerów mojej kategorii wiekowej. Zobaczyłem, że trochę ich brakuje po pływaniu, co oznaczało, że moi rywale już są w trasie i będę gonił, ale to nie było też tak, że mój rower był ostatni. 

 

rower mkon_hawaje2017

 

Jesteś na trasie roweru. Nie masz jeszcze informacji, który jesteś, ilu przed tobą - jak ci się jechało do nawrotki w Hawi?

Koncentrowałem się na tym, żeby trzymać waty. Jechałem po lewej stronie, bo kiedy wychodzi się w dużej grupie z pływania, to zagęszczenie rowerów na trasie jest spore i musiałem unikać draftingu. Ale niestety widziałem sporo zawodników, którzy jechali w górnym chwycie... 

Mniej więcej na trzydziestym kilometrze dogoniłem Rafała Hermana i przez chwilę jechaliśmy razem (oczywiście w przepisowej odległości, ale w kontakcie wzrokowym). Każdy z nas jechał swoje i po kilkunastu kilometrach rozjechaliśmy się, ale to był miły akcent. Cały czas czekałem, kiedy dogoni mnie Michał Podsiadłowski. Złapał mnie tuż przed Hawi, ale za daleko nie odjechał. 

 

Kiedy na czacie Akademii Triathlonu śledziliśmy Was na trackerze, wydawało się, że razem z Michałem, Rafałem i Mariuszem Pirkiem jedziecie razem, że niewiele Was dzieli. 

Zabawna sytuacja zdarzyła się po nawrocie w Hawi. Wyprzedzałem jakiegoś zawodnika, który nagle, nie oglądając się za siebie, splunął, nie wiedząc, że ktoś jedzie za nim, a kiedy byłem już na jego wysokości rzuciłem siarczyście po polsku: "O ty fiucie!" i nagle w odpowiedzi padło po polsku: "Przepraszam". Okazało się, że to Mariusz. Uśmiałem się. Bardzo zabawna, niemal filmowa sytuacja. 

 

A jak w tym upale odżywiałeś się na rowerze? 

Wszystko zagrało super. Tak, jak sobie zaplanowałem i przetrenowałem w Polsce. Odtwarzałem wszystko z dokładnością co do minuty. Pojechałem tylko na batonach Enervit, zjadłem ich 4,5 mimo, że miałem przygotowanych 6, ale chyba więcej bym nie zmieścił. Piłem swój izotonik. Ten podawany na trasie mi nie pasował (Gatorade), był słony. Organizatorzy twierdzili, że to specjalna linia dla triathlonistów, ale ja wolałem korzystać ze swojego. Na szczeście była zimna cola, którą lałem do bidonu z przodu. Znów posłuchałem się Andrzeja, który podpowiedział mi, żebym lał na siebie dwie butle wody na każdej stacji. Bardzo mi to pomogło. 

 

A colę piłeś od początku wyścigu rowerowego, czy od jakiegoś etapu? 

Od momentu, kiedy zobaczyłem, że jest (śmiech). Kiedy skończyły się moje izotoniki, złapałem Gatorade, ale ponieważ mi nie podpasował, piłem colę. Wydaje mi się, że od sześćdziesiątego kilometra. Łykałem też tabletki z solą. 

 

Dwa razy zatrzymałeś się na rowerze. Myślałeś, że złapałeś gumę, na szczęście to była folia, ale strachu trochę się najadłeś, prawda? 

Tak. Rafał Herman jest świadkiem. Za pierwszym razem usłyszałem takie dziwne stukanie o widelec i myślałem, że z opony wyszedł jakiś drut, i że za chwilę będę miał ogromne problemy. Okazało się, że do koła przykleiła się czarna folia izolacyjna, prawdopodobnie ta, którą organizatorzy przyklejali kable na punktach pomiarowych. Dokładnie to samo przytrafiło mi się w tym samym miejscu w drodze powrotnej. 

 

Byłeś świadomy, że wyprzedzasz rywali ze swojej kategorii wiekowej, że przesuwasz się w klasyfikacji? 

Tak. Im dalej w las, tych numerów było mniej. No i całe szczęście, że posłuchałem się Tomka Kowalskiego, który nie pozwolił mi jechać tylu watów, na ile miałem ochotę. Kazał trzymać to, co wymyślił 245 - 250W. I wydaje mi się, że gdybym go posłuchał w stu procentach, to urwałbym na całym odcinku 5 minut. Ale w stronę do Hawi pojechałem za luźno, było zdecydowanie z wiatrem i pojechałem 241W. Gdybym utrzymał to, co przykazał trener, pewnie skonczyłbym etap rowerowy w czasie 4:45, a nie 4:50. 

 

Bieg - skupmy się na samej końcówce, na tym momencie, w którym wiedziałeś już, że będziesz się bił o pudło. Kiedy to było? Co sobie myślałeś? 

Jak wybiegaliśmy na autostradę, kolega krzyknął mi, że jestem czwarty. Nie wiedziałem, kto jest przede mną. Zawodnicy zakrywali numery startowe, nie dziwię się im. Rywalizacja była naprawdę ostra i nikt nie odpuszczał. Nie wiedziałem za bardzo kogo gonię, ale wiedziałem, że muszę biec swoje. W stronę do Energy Lab było z wiatrem, więc uczucie gorąca potęgowało się. Miałem z tyłu głowy prędkość, z jaką na samym początku biegu wyprzedził mnie jeden z moich rywali i stwierdziłem, że nie będę go gonił. "Niech sobie biegnie" - pomyślałem. Pomimo tego, że nie wiedziałem, który jestem, starałem się dbać o nawadnianie, wkładałem za strój bardzo dużo lodu, piłem na każdej stacji colę i red bulla. Nie wziąłem żadnego żela energetycznego. Mniej więcej w połowie trasy do Energy Lab dogoniłem zawodnika w stroju Huuba, obok którego ktoś jechał na rowerze. Słyszałem, jak rozmawiają po angielsku i padło ostrzeżenie:  "Uważaj, on jest tuż za Tobą". Wiedziałem, że jestem blisko pierwszej trójki. Na nawrocie w Energy Lab zobaczyłem, że gość w stroju Huuba "umiera", więc przestałem się nim przejmować. Chociaż przestraszyłem się, żebym za chwilę i ja nie zaczął "umierać". Później już było wielkie ściganie z Belgiem. Miałem podejrzenie, że jest pierwszy, ale nie byłem do końca pewien. Pomyślałem wtedy, że to już nie ma znaczenia... drugi, czy trzeci... 

 

Podbieg do autostrady z Energy Lab, to było coś masakrycznego. Gdyby nie gąbki z zimną wodą rozdawane na tym odcinku, to chyba zacząłbym iść. Wiedziałem, że nie mogę i włączyłem swoje "niemaniemogę". Wiedziałem też, że kiedy wskoczę na autostradę, to ten bardzo silny, czołowy wiatr mnie ochłodzi. I rzeczywiście tak się stało. Potem już odkryłem, że biegnąc pod wiatr, lepsze wrażenie robi na mnie oblewanie wodą twarzy niż głowy, bo wiatr dodatkowo mnie chłodził. 

 

Marcin, w którym momencie wiedziałeś, że zwycięstwo jest twoje? 

Bardzo bałem się tego zbiegu do All'i Drive. Na ostatnich kilku kilometrach łapały mnie kurcze mięśniowe i musiałem stawać, żeby rozciągnąć mięśnie dwugłowe. Bałem się, że zbieg spowoduje nasilenie się tej reacji i zablokuj mi nogi. Ale kiedy już zbiegłem i obejrzałem się - czego zwykle nie robię - zobaczyłem, że na górze nikogo nie ma. Wiedziałem już, że wystarczy wbiec na dywan i... będę mógł świętować, cieszyć się. 

 

MKON mistrz

 

Coś się teraz zmiena w Twoim sportowym życiu po tym zwycięstwie? 

Nic się nie zmienia. Na wiosnę maraton, w którym chcę zaatakować 2.30, a drugi cel to... Mistrz Świata Ironman Hawaii w kategorii M50. 

 

Komu należą się największe podziękowania?

Oczywiście, że mojej żonie Ewie... W drugiej kolejności Jackowi Nowakowskiemu. To on wiercił mi dziurę w brzuchu, bo miałem przecież założenie, że na tych zawodach sprawdzam się, ale Jacek twierdził, że powiniem postawić poprzeczkę wyżej... bardzo wysoko. I on jest tak naprawdę inspiracją tego, że postawiłem sobie cel najwyższy - walka o pierwsze miejsce. Dziękuję trenerowi, sponsorom, ale to już robię szczegółowo na swoim blogu "NieMaNieMogę" i na FB
I'M KON. 

 

Marcin, bardzo dziękuję za ten krótki wywiad tuż po zdobyciu mistrzostwa i na dłuższy umawiamy się w Polsce! 

Dziękuję. Do zobaczenia. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowane w Publicystyka

Marcin Konieczny został Mistrzem Świata Ironman Hawaii w kategorii wiekowej 45-49 lat. Jeszcze żaden zawodnik z naszego kraju nie zdobył najwyższego stopnia podium w zawodach Ironman Hawaii. To największy sukces triathlonowy Marcina. Mkon przekroczył metę z czasem 9:18:43 i tym samym wyprzedził swój plan na mistrzostwo w kategorii wiekowej o kilka lat. Wielkie gratulacje od Akademii Triathlonu! Marcin sprawił sobie najlepszy prezent, o jakim marzył, bo dziś obchodzi urodziny! Wszystkiego najlepszego... MISTRZU! 

 

 

 

 

 

Marcin rywalizował o mistrzostwo między innymi z byłym mistrzem świata w kategorii 40-44 Ritchem Violą, z którym przeprowadzałem kilka lat temu wywiad:
 "15 godzin tygodniowo i Hawaje Twoje?!" 

 

Rywalizacja z Violą (ukończył zawody na drugim miejscu w AG z czasem 9:20:55) emocjonowała uczestników czatu na Akademii Triathlonu. Śledziliśmy i dopingowaliśmy Marcina z całych sił. Pokonał w swojej kategorii 304 zawodników. Wśród wszystkich mężczyzn (1693) startujących w Kona, Marcin zajął 71. miejsce. W klasyfikacji generalnej na 2365 zawodników uplasował się na 77 pozycji.

 

 

mkon mistrzem_wiata2017

fot. FB MKON

 

 

O tym, czym są Mistrzostwa Świata na Hawajach, Marcin opowiadał mi w wywiadzie, który przeprowadziłem z nim w 2012 roku, tuż po tym, jak wrócił ze swojego pierwszego startu na Hawajach. Wówczas miał już plan na to, co stało się właśnie dziś: 

 

"Spełniłem swoje pierwsze marzenie, bo start na Hawajach był celem cząstkowym tego, co gdzieś z tyłu głowy mi siedzi. Jak zacząłem trenować triathlon, to założyłem sobie, że zostanę Mistrzem Świata w wieku 50 lat" 

 

Marcin! Gratuluję zrealizowania planu o kilka lat wcześniej! 

 

 

Oto wyniki MKONA z poszczególnych konkurencji Ironman Hawaii 2017: 

Pływanie - 3,8km

konieczny1

Jazda rowerem - 180 kilometrów

konieczny5

Bieg - 42 kilometry 


konieczny3



Więcej informacji o przebiegu zawodów, wynikach Polaków i klasyfikacji generalnej jeszcze dziś na AT! 


Na pewno mamy dwie wiadomości dnia. O pierwszej już napisałem wyżej, a druga to oczywiście Mistrzostwo Świata i nowy rekord Ironmana na Hawajach ustanowiony przez Patricka Lange z Niemiec. 


patric lange

Opublikowane w Wydarzenia

Mistrzostwa Polski Afryki – edycja lutowa właśnie dobiegła końca. Obstawialiście, ile kilometrów (łącznie) przejadą Panowie na treningach. Z informacji jakie otrzymałem wychodzi na to, że cyferki wyszły zacne. A jeden zawodnik to chyba na rowerze również spał. W przypadku Rafała oraz Radka zaokrągliłem podane przez nich wyniki do pełnej godziny (w górę). Przypominamy ekipę "Afrykanerów" w tej zabawie: Radek Pawłowski, Olek Łakomski, Łukasz Grass, Marcin Waniewski, Rafał Herman. No i mamy „obstawiacza”, który wstrzelił się w wynik. Michał Sowa obstawił, że Panowie przejadą razem 179 godzin i proszę: oto wyniki szczegółowe:

 

 

 Radek   47  
 Olek   23
 Łukasz   25 
 Marcin   50
 Rafał  34
 179 

 

 

Gratulujemy wygranemu i prosimy o kontakt z MKONem mailem ([email protected]) lub poprzez profil na FB. On skontaktuje Ciebie z Krystynem Lipiarskim z firmy WERTYKAL – sponsora edycji lutowej.

A skoro o sponsorach, to informujemy Państwa, że sponsorem edycji marcowej została firma New Balance, która ufunduje buty sportowe dla osoby, która najtrafniej obstawi LICZBĘ KILOMETRÓW, jaką Panowie wybiegają w sumie w marcu.

 

nb nagroda

 

Przypominamy zasady zabawy:

  1. Przekazujesz w ramach swojego rozliczenia rocznego (niekoniecznie w styczniu) 1% na dowolną – wskazaną przez Ciebie organizację pożytku publicznego. Nie potrzebujemy potwierdzeń, świadectw, przelewów itd. Triathlon to sport dla ludzi honorowych więc wierzymy, że jeśli chcesz się z nami bawić – zapłaciłeś. Jeśli nie płacisz podatku dochodowego (studenci, uczniowie) bierzesz udział w zabawie za darmochę.
  2. Obstawiamy w komentarzach podając swoje imię i nazwisko oraz liczbę (można oczywiście okrasić to stosownym komentarzem)
  3. Obstawiamy TYLKO RAZ. I ponownie – nikt nie będzie bawił się w sprawdzanie Waszych numerów IP – traktujemy to jako zabawę. Uczciwą zabawę.
  4. 2 kwietnia podajemy wartość jaką podadzą nam Panowie (przesyłać będą maile do MKON’a – nie znając wartości swoich rywali). Wygrywa osoba, która trafi w wynik. Jeśli takiej osoby nie będzie szukamy osoby najbliżej +\- Przykład: panowie „nabiegają” 1000km. Najbliższym wynikiem może być 999 lub 1001. W przypadku osób z dwoma podobnymi różnicami nagroda zostanie wylosowana.

Sprawa najważniejsza – tę ciągle przypominamy: oprócz wybranej do zabawy przeze mnie piątki kciuki trzymam za WSZYSTKICH startujących w każdej kategorii wiekowej, choć nie ukrywam ta 40-latków jest mi szczególnie bliska z wiadomych powodów. 

Zapraszamy do zabawy i obstawiania. 16 marca na FB ukaże się wydarzenie, gdzie Panowie (podobnie jak w edycji styczniowej i lutowej) będą sprzedawali kilka „tajemnic” swojego treningu biegowego.

Pozdrowienia

MKON 

Opublikowane w Publicystyka

MistrzostwaPolskiAfryki – edycja rower - zakończy się dziś o północy. Chętni jeszcze tylko przez kilka godzin mogą obstawiać wynik, jaki osiągną "Afrykanerzy" w zabawie wymyślonej przez Marcina mkona Koniecznego. W styczniu zakończyła się edycja: pływanie. Przypomnijmy wyniki uzyskane przez 5 zawodników. Na podstawie przesłanych danych liczba „wypływanych” kilometrów była następująca:

 

 

 

 

 

 Łukasz Grass  35km 
 Marcin Waniewski   53km 
 Rafał Herman   59,1km 
 Olek Łakomski   38,5km 
 Radek Pawłowski   40,38km 
  All   225,98km 

 

Najbliższy wynikowi rzeczywistemu był ostawiający o pseudonimie RIQQON. Prosimy o napisanie maila do przedstawiciela HUUB w Polsce – Macieja Żywka: [email protected] – pacta sunt servanta – okularki ALTAIR polecą do Ciebie!

 

Ale pływanie w Ironmanie (które jak wiadomo, jest przereklamowane), to śmiem twierdzić najmniej ważna część zawodów. Rower – to jest dopiero coś. Wiem, że niektórzy Panowie w ciepłym (Wania), niektórzy Panowie w jeszcze cieplejszym (bo bez wentylatora) cisną kilometry i godziny aż miło. 

W lutym obstawiamy liczbę GODZIN spędzonych na rowerze. Przypominam zasady:

  1. Przekazujesz w ramach swojego rozliczenia rocznego (niekoniecznie w styczniu) 1% na dowolną – wskazaną przez Ciebie organizację pożytku publicznego. Nie potrzebujemy potwierdzeń, świadectw, przelewów itd. Triathlon to sport dla ludzi honorowych więc wierzymy, że jeśli chcesz się z nami bawić – zapłaciłeś. Jeśli nie płacisz podatku dochodowego (studenci, uczniowie) bierzesz udział w zabawie za darmochę.
  2. Obstawiający powinien podać łączną sumę GODZIN (pełna wartość, bez wartości po przecinku) całej piątki. 
  3. Obstawiamy w komentarzach podając swoje imię i nazwisko oraz liczbę (można oczywiście okrasić to stosownym komentarzem)
  4. Obstawiamy TYLKO RAZ. I ponownie – nikt nie będzie bawił się w sprawdzanie Waszych numerów IP – traktujemy to jako zabawę. Uczciwą zabawę.
  5. 2 marca podajemy wartość jaką podadzą nam Panowie (przesyłać będą maile do MKON’a – nie znając wartości swoich rywali). Wygrywa osoba, która trafi w wynik. Jeśli takiej osoby nie będzie szukamy osoby najbliżej +\- Przykład: panowie „nakręcą” 1000h. Najbliższym wynikiem może być 999 lub 1001. W przypadku osób z dwoma podobnymi różnicami nagroda zostanie wylosowana.

Sprawa najważniejsza – tę ciągle przypominamy: oprócz wybranej do zabawy przeze mnie piątki kciuki trzymam za WSZYSTKICH startujących w każdej kategorii wiekowej, choć nie ukrywam ta 40-latków jest mi szczególnie bliska z wiadomych powodów. 

 

Partnerem edycji lutowej jest firma WERTYKAL z Zabierzowa, która zwycięzcy funduje rękawki rowerowe (do indywidualnego ustalenia czy letnie czy zimowe).

 

logo wertykal_kopia

 

Zapraszamy do zabawy i obstawiania. Jeszcze tylko dziś możecie obstawić wynik, a od jutra panowie zaczną "rywalizować" w bieganiu. 

MKON

Opublikowane w Publicystyka

Mistrzostwa Polski Afryki w kategorii M40 tuż tuż! 2 kwietnia około 10 osób z Polski zmierzy się w zawodach Ironman South Africa w Port Elizabeth. Marcin MKON Konieczny wpadł na pomysł, aby umilić i dodać pikanterii tej rywalizacji. Skontaktował się z Ojcem Dyrektorem i zaproponował, że przez 3 ostatnie miesiące do zawodów, a więc styczeń, luty i marzec kilku wybranych przez niego zawodników, będzie "rywalizowało" wirtualnie w przygotowaniach do zawodów. Ostatecznie pomysł przerodził się w obstawianie kilometrów, jakie pokona każdego miesiąca cała piątka, a w tle jest cel charytatywny. O zasadach możecie przeczytać w tekście pt.: "Mistrzostwa Polski M40 w Afryce - mkon ma pomysła", ale w skrócie przypominamy je również w tym tekście. Zaczynamy zabawę.

 

MKON:

"Pierwszy – styczniowy etap w naszej zabawie dotyczyć będzie pływania. Pierwsza z triathlonowych dyscyplin, niby najmniej ważna na dystansie IRONMAN, ale jak powszechnie wiadomo, jeżeli ktoś wyjdzie z wody za daleko, to ma naprawdę małe szanse, aby dogonić tych, którzy wyszli w czołówce.Przypomnę założenia zabawy. Pięciu ścigających się w jakże mi bliskiej kategorii wiekowej M-40 w ramach Ironman South Africa czyli: Marcin Waniewski, Łukasz Grass, Olek Łakomski, Rafał Herman oraz Radek Pawłowski walczą o slota na Hawaje. Zabawa w #MistrzostwachPolskiAfryki w styczniu polega na obstawieniu, ile ŁĄCZNIE kilometrów przepływanie cała piątka na basenie. Jak można wziąć udział w zabawie?

  1. Przekazujesz w ramach swojego rozliczenia rocznego (niekoniecznie w styczniu) 1% na dowolną – wskazaną przez Ciebie organizację pożytku publicznego. Nie potrzebujemy potwierdzeń, świadectw, przelewów itd. Triathlon to sport dla ludzi honorowych, więc wierzymy, że jeśli chcesz się z nami bawić – zapłaciłeś. Jeśli nie płacisz podatku dochodowego (studenci, uczniowie) bierzesz udział w zabawie za darmochę.
  2. Obstawiający powinien podać łączną sumę kilometrów (pełna wartość, bez wartości po przecinku) całej piątki. 
  3. Obstawiamy w komentarzach podając swoje imię i nazwisko oraz liczbę (można oczywiście okrasić to stosownym komentarzem)
  4. Obstawiamy TYLKO RAZ. I ponownie – nikt nie będzie bawił się w sprawdzanie Waszych numerów IP – traktujemy to jako zabawę. Uczciwą zabawę.
  5. 2 lutego podajemy wartość jaką podadzą nam Panowie (przesyłać będą maile do MKON’a – nie znając wartości swoich rywali). Wygrywa osoba, która trafi w wynik. Jeśli takiej osoby nie będzie szukamy osoby najbliżej +\- Przykład: panowie „napływają” 1000km. Najbliższym wynikiem może być 999 lub 1001. W przypadku osób z dwoma podobnymi różnicami nagroda zostanie wylosowana.

Nagrodą w styczniowej edycji konkursu są okularki pływackie Altair marki HUUB. Najnowszy model, w którym możecie wybrać jedną z trzech najlepiej pasujących do aktualnych potrzeb parę szkieł.

 

altairman

 

Zapraszamy do zabawy. Mamy nadzieję, że konkurs oraz sama zabawa jeszcze bardziej zmobilizuje Panów do rywalizacji, nie tyle ze sobą, ale z kolegami z innych krajów. W końcu do zdobycia w M-40 jest aż 8 slotów!

 

SUPLEMENT: Oczywiście kibicujemy nie tylko biorącej w zabawie piątce, ale wszystkim pozostałym startującym w imprezie Polakom".

 

Łukasz Grass: 

Dziękuję MKON za pomysł i logistykę! Szykuje się dobra zabawa. Ze swojej strony dodam, że przygotowujemy również zabawę w obstawianie wyników wszystkich startujących Polaków w Ironman South Afrika. Ponieważ nie ma jeszcze listy startowej na stronach IM, proszę wszystkich, których nie ma na poniższej liście o informację. Dopiszemy i wówczas uruchomimy sondę. 

 

Marcin Waniewski

Łukasz Grass 

Olek Łakomski

Rafał Herman

Radek Pawłowski

Aleksander Sachanbiński 

Dariusz Dąbrowski 

Piotr Gąsiorowski 

 

 

 

 

Opublikowane w Publicystyka
wtorek, 04 października 2016 07:51

"Czy warto wystartować w Ironman Barcelona?" - mkon

Na 3 dni przed startem miałem dwa koszmary. Koszmar numer 1 to fale. Pływałem z Radkiem Buszanem treningowo i kołysało nami tak, że czuliśmy się po treningu jakbyśmy mieli chorobę morską. Koszmar numer 2 to drafting. Ostrzeżony przez Professora, ciągle miałem w głowie wyprzedzającą mnie grupę 30 zawodników. Powracało pytanie: co mam w takiej sytuacji zrobić? Przycisnąć 500 watów, wysforować się na pierwsze miejsce i wrócić do swojej założonej mocy? Za chwilę wyprzedzą mnie znowu. Ustąpić? A jeśli pociąg ma 100 metrów? Co w takiej chwili? 

 

Lekko zestresowany stanąłem na linii startu z dwoma celami: zrobić życiówkę i zakwalifikować się na Hawaje. Po nocnych przygodach wiedziałem, że cel nr 1 jest poza zasięgiem. Żeby zrealizować cel nr 2 musiałbym być w pierwszej 5-tce. Jak się skończyło wszyscy wiedzą, więc mniej będzie o tym jak to bolało, a więcej o samych zawodach, bo dostałem dzisiaj rano pytanie, czy polecam tę imprezę na debiut. Pytanie było z kategorii smentorskich, więc nie chciałem odpowiedzieć wprost. Zamiast tego pokazałem jej plusy i minusy.

 

mkon hawaii2017

 

Ale zacznijmy od sprawy najważniejszej. Czy były to zawody uczciwe?

Według mnie dla tych, którzy mieli możliwość (i chcieli) - były, dla tych, którzy możliwości nie mieli i/lub nie chcieli - nie. I mówię to z pełną premedytacją, bynajmniej nikogo nie wskazując. Pierwsze 3 km po mieście w małych uliczkach spowoduje, że utworzą się małe grupki... czy tego chcecie czy nie, tak będzie. Potem albo uciekniesz albo pierwsze 40-50km jedziesz z innymi. Na trasie było bardzo dużo sędziów. Pierwszą część I pętli właściwie byłem eskortowany przez motor z sędzią. Było ciągłe wyprzedzanie, a okrzyki „left”, „left” sypały się gęsto. Czy można było nie draftować? Można. Jak się jechało w czubie. Czy można było nie draftować wychodząc z wody w 60 percentylu zawodników, przy 3000 uczestników? NIE!

 

I nie ma znaczenia, czy jesteś uczciwy czy nie. Inną kwestią jest to, co robiłeś po 30, 40, 50km. Dla mnie asysta sędziego skończyła się na nawrocie pierwszej pętli. 8 panów i jedna pani PRO, których goniłem, bo chciałem się załapać chociaż na te parę metrów po nawrocie jadąc pod wiatr, zaczęła tak współpracować, że miałem do wyboru: jechać swoje albo ich gonić. Ponieważ średnia pokazywała mi po 45km 42km/h zdecydowałem, że nawet jeśli pod wiatr pojadę swoje, to wystarczy. I pojechałem swoje. I tak jechałem do końca. Ale żona mówiła mi, że widziała zawodników, którzy na rondzie nawrotowym czekali na grupy, żeby pojechać w tunelu!

 

mkon hub

 

Co jeszcze można powiedzieć o tych zawodach?

Pływanie w morzu nie jest dla mnie jakoś specjalnie przyjemne. Fale, woda, która powoduje odruch wymiotny. Trasa pływacka (pierwszy nawrót po 300m) powodowała, że był tłok. Słabo zorganizowana była strefa zmian w kontekście wieszaków na worki. Numerki były poprzyklejane co 10 i trzeba było liczyć, gdzie wiszą twoje ciuchy. Powodowało to lekkie zamieszanie i wydłużenie trwania T1 i T2  mimo, że dystanse w strefach były krótkie. Bieganie częściowo po promenadzie, częściowo po ulicach dwóch miasteczek (Calella i Pineda de Mar). W dniu zawodów mieliśmy dużo szczęścia bo niebo było zachmurzone. W dni poprzedzające start zastanawiałem się, czy nie wystartować w kasku szosowym – taki był gorąc. Dokładając do tego codziennie wiejący wiatr, zawody te wcale nie należały do najłatwiejszych. Wielu zawodników (włącznie z piszącym te słowo) lekko „zeszło” na biegu. 

 

Podsumowując: zawody fajne, z potencjałem do bardzo dobrych wyników. Ilość debiutantów świadczyć może o tym, że rozeszła się fama, że to dobra miejscówka. Według mnie nic nie przebije Klagenfurtu, a slota łatwiej złapać w innych lokalizacjac. Czy polecam je na debiut? Jeśli lubisz startować w cieple, przy falującej słonej wodzie z wiatrem i poradzisz sobie z presją draftingu?  TAK, warto. 

Opublikowane w Felietony

44 Polaków ukończyło dystans Ironman w Barcelonie. Najszybszym polskim triathlonistą był Marcin Konieczny, który wygrał swoją kategorię wiekową uzyskując czas 08:52:46. Jego międzyczasy to: pływanie 1:01:58, rower 4:35:57 i bieg 3:08:49. Na podium stanął także Grzegorz Wiśniowski, zajmując trzecie miejsce w M25-29. Wśród zawodników PRO Filip Przymusiński zajął 27 miejsce, a Mikołaj Luft niestety nie ukończył zawodów. Jedyną kobietą, która dotarła do mety to Kaja Delewska, w kategorii F25-29 zajęła 8 miejsce. Ironman Barcelona 2016 oferował 40 slotów na MŚ na Hawajach w 2017 roku.

 

 MarcinKoniecznywygraM40-44naIronmanBarcelona1

 

Wyniki Polaków

 

PRO
Filip Przymusiński 27 miejsce - 8:58:39

 

M25-29
Grzegorz Wiśniowski 3 miejsce - 8:56:32
Tomasz Domagała 16 miejsce - 9:44:25
Rafał Ponikwia 45 miejsce - 10:45:22

 

F25-29
Kaja Delewska 8 miejsce - 11:05:00

 

M30-34
Mariusz Pirek 4 miejsce - 9:00:49
Bartłomiej Jedrychowicz 80 miejsce - 10:35:28
Eugeniusz Licznarowski 93 miejsce - 10:43:01
Dariusz Mateja 157 miejsce - 11:38:20
Piotr Madej 163 miejsce - 11:42:22
Leszek Stelmachowski 192 miejsce - 12:06:58

 

M35-39
Radek Buszan 9 miejsce - 9:12:49
Mariusz Klatka 38 miejsce - 9:41:18
Przemysław Szuder 55 miejsce - 9:55:00
Dariusz Epelbaum 71 miejsce - 10:07:06
Damian Witkowski 87 miejsce - 10:16:30
Tomasz Panufnik 156 miejsce - 10:53:35
Grzegorz Radziukiewicz 194 miejsce - 11:05:41
Paweł Bajsarowicz 204 miejsce - 11:11:03
Bartosz Potyrała 276 miejsce - 11:48:44
Jacek Zielonka 279 miejsce - 11:49:54
Dariusz Dziuba 303 miejsce - 12:08:13

 

M40-44
Marcin Konieczny 1 miejsce - 08:52:46
Piotr Bula 26 miejsce - 09:41:14
Marcin Kapitula 75 miejsce - 10:19:04
Konrad Wilijewicz 114 miejsce - 10:38:37
Paweł Targoni 141 miejsce - 10:49:22
Paweł Błażutycz 177 miejsce - 11:02:43
Przemysław Przywarty 180 miejsce - 11:03:45
Piotr Barwiński 181 miejsce - 11:03:58
Wojciech Maka 248 miejsce - 11:33:46
Mieszko Kastelnik 276 miejsce - 11:47:27
Rafał Sieradzki 296 miejsce - 12:00:34
Michał Dzioba 321 miejsce - 12:16:12
Dariusz Leśniak 324 miejsce - 12:16:44

 

M45-49
Jarosław Świątek 73 miejsce - 10:36:03
Tomasz Czasak 98 miejsce - 10:45:38
Michał Piotrowski 99 miejsce - 10:46:03
Paweł Boniecki 146 miejsce - 11:13:47

 

M50-54
Jacek Jurski 105 miejsce - 11:39:35
Ireneusz Czwojdziński 130 miejsce - 12:11:25
Jacek Dudkowiak 141 miejsce - 12:20:03
Ryszard Grobelny 143 - 12:20:20

 

M55-59
Grzegorz Grzelec 7 miejsce - 10:12:29

Opublikowane w Wydarzenia
sobota, 20 sierpnia 2016 11:14

"Rezultat pracy sportowca – czyli start"

Z wielką uwagą przeczytałem na Facebooku post Łukasza Grassa, oceniający „wyczyny” polskich sportowców, którzy będąc faworytami niestety przegrali. Przegrali przez brak „czegoś”. U pana Fajdka pewnie przez psychę, u p. Kszczota przez tzw. dyspozycję dnia. I mimo, że w Twoim wpisie pobrzmiewała nuta usprawiedliwienia, chciałbym przedstawić z lekka odmienne zdanie. Bynajmniej nie potępiające (sam mam za sobą tony nieudanych startów i bardzo dobrych przygotowań). Raczej pokazujące inną perspektywę oczekiwań.

 

W liceum uprawiałem lekką. Mój kolega z ławki uprawiał zapasy. I wiecznie kłóciliśmy się, która z tych konkurencji jest trudniejsza. Argumentem nie do podważenia było stwierdzenie Pawła, że w trakcie biegu niby konkurujesz z innymi, ale tak naprawdę wynik (nie miejsce, ale czas) zależy WYŁĄCZENIE od ciebie. W sytuacji sam na sam z przeciwnikiem już nie. I to jest trudniejsze. Patrząc na swoje przygody triathlonowe po tych kilkudziesięciu latach (ależ to brzmi….) zgadzam się z Pawłem jeszcze bardziej.

 

Jaki jest tego związek z twoim wpisem? Otóż w konkurencjach, gdzie jest człowiek i wynik, według mnie niedopuszczalne jest doprowadzenie do takiego stanu, że nie jesteś w stanie wypracować pewnego automatyzmu i powtarzalności, który pomimo niesprzyjających warunków (pogoda, presja, oczekiwania, pora dnia) nie da ci wyniku minimalnego. Mówimy – Fajdek rzucał na treningach tuż przed kwalifikacjami 77 metrów na luzie. No to co z tym automatyzmem, jak wszedł na sesję kwalifikacyjną? Wiadomo – zawiodła głowa. Ale głowa nie może (wiem, wiem – ma) mieć aż takiego wpływu na cel minimum. Tłumaczę sobie to tak. Jeśli dla mnie prędkością startową (życiówkową) na 10km jest powiedzmy 3:20/km to prędkością kwalifikacyjną jest 3:35. I choćby skały s….y nawet po zjedzeniu 10 pączków wiem, że jestem w stanie pobiec po 3:35, bo na tyle wytrenowałem swój organizm. I żeby było jasne – bardzo, ale to bardzo żałuję wszystkich, którym nie wyszło i trzymam za nich kciuki. Ale mam też pretensję (do nich, do sztabu, do psychologów), że nie wytrenowali tego automatyzmu. Szczególnie w konkurencjach technicznych, gdzie tylko ty + koło + młot, kula dysk. A jak głowa nie pozwala, to trzeba głowę ćwiczyć. Wizualizować sobie porażkę i przyzwyczajać się do tego, co się stanie, jeśli nie wyjdzie – dzięki temu mamy już świadomość, jak się będę wtedy czuł. Przynajmniej ja tak mam.

 

Pewność siebie to obok motywacji podstawowy czynnik wpływający na efektywność (pracownika – tak szkolę), ale właśnie od relacji przełożony podwładny – w przypadku sportu trener – zawodnik, zależy to, czy przy niskiej pewności siebie moja efektywność będzie na zadowalającym poziomie (cel minimum), czy wystrzeli ponad poziom oczekiwany. Żeby daleko nie szukać: dzieciak uczący się jazdy na rowerze na dwóch kółkach zatrzymuje się, jak zorientuje się, że rodzic go nie trzyma. Ale w pewnym momencie (wraz ze wzrostem kompetencji) ta asysta nie tylko nie jest potrzebna, ale nawet przeszkadza. Mamy przecież w pamięci tę skalę interwencji maminych zaczynających się od "nie przejmuj się, dajesz radę" do "nie tak szybko szatanie, zabijesz się". Ale właśnie kluczem do tych „wyczynów” jest zwiększająca się umiejętność jazdy. Bo to właśnie umiejętność, powtarzalność, kompetencja prowadzi do zmniejszania znaczenia wiary w siebie w wyniku końcowym.

 

Łatwo mi się pisze tuż przed Wolsztynem, gdzie celuję w życiówkę. Nie wiem, czy się uda. Ale wiem, że jeśli popłynę sub 30, pojadę 40km/h i pobiegnę 3:40/km, to wynik mam zagwarantowany. Jeśli nie wyjdzie, to raczej będzie to kwestia nieprzygotowania, a nie psyche. 

Opublikowane w Felietony
niedziela, 31 stycznia 2016 18:10

FAQ mkon czyli witamy w smentoringu ad 2016

Od 2014 prowadzę program mentoringu w triathlonie. Jest to program, którego celem jest rozmawianie z podopiecznymi (w tym roku 12 osób) o ich wyzwaniach związanych z procesem uprawiania sportu. Program zakłada formę pull nie push, czyli masz sprawę to piszesz/dzwonisz. Nie podpowiadam rozwiązań, a raczej stawiam pytania (choć jak widać na zdjęciu czasami trzeba być dyrektywnym). Poniżej doświadczenia dwóch „mocnych” styczniowych interwencji. O innych sprawach np. technicznych typu: na jakim blacie jeździć, jak się jeździ na trenażerze, nie piszę. Są zbyt osobiste ;) Pytania, jakie dostaję, nie pochodzą wyłącznie od podopiecznych, z którymi pracuję w 2015/2016, ale od szerszego grona, więc może są wśród nich też takie, które znacie, ale boicie się zadać, ale nie ma co się bać. Zapraszam na [email protected] Doświadczenia 9 mentorowców z sezonu 2014/2015 przedstawimy wkrótce w formie e-booka.

 

Wytop a zdrowie. Rozszerzę temat i nazwę go sport a zdrowie. Pytanie jakie dostałem brzmiało mniej więcej tak: Ile mam wyliczyć sobie codziennej dawki kalorii, jeśli nie trenuję, bo mam zabieg w szpitalu, a jednocześnie jestem na wytopie? Biorąc pod uwagę dość częste pytania odnoście ilości snu i odpoczynku przed i po treningu chciałbym odpowiedzieć zbiorowo (tak jak odpowiedziałem pytającemu również) – LUDZIE, czy to nie czas walnąć się w łeb, jeśli mylą Wam się priorytety? Kto myśli o trenowaniu, jak nie macie (z różnych powodów) czasu na sen? Gdzie trenowanie, jak nie można ogarnąć dzieci, rodziny i zarabiania pieniędzy? Kto daje swojemu organizmowi kolejny bodziec SPOWALNIAJĄCY regenerację? Myślę, że trzeba to powiedzieć wprost i to jasno. Trenowanie to nasze HOBBY. A jeśli hobby staje się obsesją, to czas się zastanowić. Jeden z moich podopiecznych pisze: "Chyba marnuję twój czas projekcie, bo podczas rozmowy z żoną doszliśmy do wniosku, ze powinienem jednak więcej zarabiać (projektuję) a nie „marnować” czas na treningi". Inny z kolei twierdzi (też tłumacząc się z zajmowania miejsca w mentoringu) dzieci nie dają mi trenować? No come on. Dzieci nie dają ci trenować, no co za dzieci cholerne! Jak one mogą nie rozumieć, że tata musi potrenować?! Moja rada: do kaloryfera na czas treningu i zwiniętą skarpetę w gębę, żeby sąsiedzi nie słyszeli jak się drze…

 

smentor stycen2016

 

Priorytety. Od tego są, żeby wiadomo było, kto jest pierwszy w kolejce do naszego czasu. I jak sobie tego nie poukładamy, to nie warto się angażować. Będziemy żałować. A co z tego, ze w CV będziesz miał zapisane sub10 podczas zawodów Ironman w XXX. I tak za każdym razem każdy będzie cię pytał, ile razy spudłowałem w trakcie tego (bia/tria)htlonowego startu.

 

Sprawa druga: porażka w trakcie testu/treningu
W zeszłym tygodniu dostałem na ostry smentorski dyżu maila o treści mniej więcej takiej: MKON robiłem test ftp 20’ po 10’ zszedłem z roweru i teraz strasznie żałuję, że dałem ciała. Miałem siłę, ale głowa nie wytrzymała. Mam kaca. W sprawach kaca to ja nie jestem jakiś mega ekspert, ale w sprawie odpuszczania w trakcie już tak. Dlaczego? Bo mam filozofię, że nie odpuszczam. Ale od początku. Nie ma czegoś takiego jak przerwanie testu. W przyrodzie występuje, ale nie w mojej filozofii. Mogę zwolnić, mogę odpuścić, mogę przeformułować cel ostateczny, ale nie schodzę, nie przerywam. Bo po tym zawsze będą cię nachodziły koszmary. Nie zrealizowałeś celu treningowego – no coż – taki dzień, taka forma. Sprawdziany mają za zadanie pokazać, gdzie jesteś, a nie czy jesteś lepszy. Sprawdzając się co miesiąc w ramach triathlonu korespondencyjnego nie oczekuję, że każde 400m będzie szybsze. Ustalam sobie zakres, który mnie satysfakcjonuje i jazda. Podobnie z rowerem. Teścik na 10km ([email protected]’10”) cały czas na tej samej trasie i na tym samym rowerze pokazuje, że baaaardzo daleki jestem od formy. Ale czy strach przez niepoprawieniem poprzedniego wyniku ma mnie powstrzymywać przed podjęciem próby. Nie! Trzeba walczyć - ze sobą, ze strachem, z przyszłymi wątpliwościami. Kolega, który do mnie napisał na ostry dyżur ma jaja. Jakby nie miał, to by nie napisał. Dla mnie jako faceta napisanie takiego maila jest większym osiągnięciem niż 380wat FTP. A że test powtórzy to wiadomo. Robi to w końcu dla siebie.

 

Każdy z nas ma problem z głową. Jedni mniejszy, jedni większy. Czasami wystarczy z kimś o tym pogadać, czasami trzeba podejść do tego na „sucho”. Może po prostu podczas testu zaczynamy z wysokiego C i negative split byłby lepszym rozwiązaniem. W końcu nie każdy potrafi „porzygać się” z wysiłku tak jak to Partyk, z którym w zeszłym roku również pracowałem w programie mentoringowym w temacie głowy i dawania z siebie wszystkiego na zawodach. A właściwie blokady jaką miał. A teraz dostaję od niego takiego maila:

 

„Marcin, mam taką refleksję, że świetny miałeś pomysł z tą rywalizacją na odległość. Bo naprawdę 3 miesiąc z rzędu mam motywację żeby wykonać testy i to tak na 100%. Zawsze mi brakowało motywacji, żeby wycisnąć z siebie wszystko, zawsze czułem że mogłem test wykonać lepiej,  a teraz to totalnie inna bajka. Do tego stopnia, że ostatni test biegowy zrobiłem tak mocno, że prawie się porzygałem. Wycisnąłeś ze mnie coś więcej i wierzę, że to jest świetny trening głowy. Jednak można".

Opublikowane w Felietony

Start A ciągle przede mną. Tak jak przed kilkoma moimi znajomymi. Od 3 lat jednak mam wrażenie, że sezon tri dzieli się na czas przed Gdynią i po Gdyni. Przed nami m.in. Chodzież, Mrągowo, Borówno, Malbork no i Mistrzostwa Świata 70.3 ale jakieś refleksje po tych kilku miesiącach ścigania już mam. I chciałbym się nimi z Wami podzielić. 

1.  Poziom zawodników znacznie się podniósł. Awanse na Mistrzostwa Świata w Zell sypały się jak z rękawa. Mamy kwalifikacje na Hawaje, Australia stoi otworem. Pojawiają się 1 –msca w klasyfikacjach wiekowych na zawodach zagranicznych (Szczerbińska, Kowalska, Podsiadłowski, Głuszkowski) i to nie tylko w serii Ironman czy Challenge, ale również innych – mniej popularnych imprezach (co nie oznacza łatwiejszych). Zaczyna wreszcie regularnie pękać granica 4h na dystansie 70.3. Również wśród swoich tri-znajomych zauważam niepokojącą tendencję deprecjonowania faktu złamania 5h. Bo to przecież tyłka nie urywający wynik. Dlaczego niepokojącą? Bo ja wcale nie uważam, że to takie łatwe i oczywiste. Znaczy idzie ku lepszemu! Czy za tym idą sukcesy sportu kwalifikowanego albo PRO – nie chcę o tym tutaj dyskutować. Niech rozstrzygają to fachowcy – ja jestem pracujący amator i amatorami chcę się zajmować. Tak więc Panie i Panowie jest dobrze, ale zawsze może być lepiej ☺

mkon olga

2. Ilość i jakość imprez. Mam poczucie, ze ilość imprez w tym roku nie daje się przejeść. Znaczy jest ich więcej niż ludzi, którzy mogliby w nich wystartować w pełnej zakładanej przez orgów obsadzie. Ale to według mnie BARDZO DOBRZE. Nikomu nie powinniśmy zabraniać organizować imprez. Każdy ma swój pomysł na przyciągnięcie zawodników – wiadomo – im więcej tym lepiej. Jak twierdzi Maciek Żywek z Huub Polska bardzo dobrze rozwinięty jest segment imprez Premium, gdzie opłata startowa też jest Premium, trochę mniej imprezy lokalne – takie bez napinki, oczekiwań nie wiadomo jakich pakietów startowych etc. Wiem, że takie są i chwała organizatorom za to! Dla mnie osobiście Premium oznacza w pierwszej kolejności jakość zawodów, a nie pakietu startowego. Dlatego mniej mi zależy na wypasionej koszulce czy plecaku, a bardziej na bezpiecznej i DOMIERZONEJ trasie, bardziej na obsłudze w trakcie zawodów (żeby np. nie zabrakło wody na trasie biegowej) i żeby było bezpiecznie (ilość sędziów na trasie). Czy po zawodach dostanę hamburgera czy arbuza, to tylko dopełnienie tego, po co na takie zawody przyjechałem – bo na pewno nie przyjechałem po wikt i opierunek. I czy posiłek po będzie lepszy czy gorszy, a może nie będzie go w ogóle? To ma dla mnie drugorzędne znaczenie. Aspekt sportowy first, dopiero w drugiej kolejności – „socjal” .

 O5B3889

Refleksja 3 – bardzo powiązana z tym co napisałem powyżej. Jeśli płacę za udział w imprezie, to chciałbym wiedzieć w jakich warunkach przyjdzie mi startować. Niektórzy z nas startują, żeby wygrać z innymi w danej kategorii. Dla innych wyznacznikiem jest czas. Wspominany już Maciek twierdzi, że Europa celuje w polityce tworzenia zawodów na tzw. szybkich trasach. W USA idzie raczej o wygraną w kategorii, z innymi – generalnie w zdobyciu miejsca. Ja celuję w czas. A jeśli celuję w czas i co za tym idzie życiówkę, to chciałbym ścigać się w powtarzalnych okolicznościach przyrody. Oczywiście nie mówię o pogodzie, ale przynajmniej o powtarzalnych trasach. Zapisując się na zawody chciałbym wiedzieć, ile km będzie miała trasa rowerowa lub biegowa, żeby po nie być zdziwionym super wynikiem, bo jest ona niedomierzona albo będąc załamanym bo była zbyt długa. Mateusz Petelski, który po zawodach w Bydgoszczy pisze – „I znowu nie mam oficjalnej życiówki” - to bardzo trafnie ujmuje skutek takiego zjawiska. Mam podobnie. Mogę się szczycić wynikiem poniżej 2h w Nieporęcie, ale Garmin wyraźnie pokazał mi 10km biegu a nie 10,5. Państwo organizatorzy. Jeśli jest to tylko możliwe domierzajcie trasy. Albo podawajcie takie informacje do wiadomości PRZED zawodami. Wiemy, ile ma dobieg do strefy w Gdyni, wiemy ile ma rower w Sierakowie. Wiem, ze może być 10% różnicy, ale jeśli mówimy o imprezach PREMIUM to może czas najwyższy na atesty długości tras (przynajmniej rowerowych i biegowych) – tak jak  w biegach ulicznych. Jeśli są chętni do takiej inicjatywy – ja jestem pierwszy do zajęcia się tematem.

Refleksja ostatnia. Uważam, że najlepszym tekstem okołotriathlonym jaki przeczytałem w tym roku jest tekst Maćka Dowbora – „Cholernie daleko od super”. Nie tylko z powodu pióra szanownego redaktora, ale trafności opisu zjawiska, które pomimo opisanych powyżej (pozytywnych) zjawisk również narasta. Z rozmowy z Andrzejem H. wiem, że mój post FB o pociętej szytce wywołał więcej zamieszania niż prawdy z nim związanej (nikt nikogo za rękę nie złapał), ale już incydent Tomka M. po prostu miał miejsce. Tak więc apel na koniec. Fajnie się dzieje, i mam wrażenie, że idziemy jako dyscyplina w dobrą stronę. Tylko, żebyśmy nie zatracili się w tej rywalizacji. W końcu większość z nas (włącznie z piszącym te słowa) robi to po to, żeby nie mieć brzuszka ☺ i mieć z tego sporo przyjemności.

rokita rowerki2

Opublikowane w Felietony
pierwsza
poprzednia
1
Strona 1 z 4

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test