brett sutton
Home Aktualności Publicystyka Artykuły w etykiet: Marcin Waniewski

Mistrzostwa Polski Afryki w kategorii M40 tuż tuż! 2 kwietnia około 10 osób z Polski zmierzy się w zawodach Ironman South Africa w Port Elizabeth. Marcin MKON Konieczny wpadł na pomysł, aby umilić i dodać pikanterii tej rywalizacji. Skontaktował się z Ojcem Dyrektorem i zaproponował, że przez 3 ostatnie miesiące do zawodów, a więc styczeń, luty i marzec kilku wybranych przez niego zawodników, będzie "rywalizowało" wirtualnie w przygotowaniach do zawodów. Ostatecznie pomysł przerodził się w obstawianie kilometrów, jakie pokona każdego miesiąca cała piątka, a w tle jest cel charytatywny. O zasadach możecie przeczytać w tekście pt.: "Mistrzostwa Polski M40 w Afryce - mkon ma pomysła", ale w skrócie przypominamy je również w tym tekście. Zaczynamy zabawę.

 

MKON:

"Pierwszy – styczniowy etap w naszej zabawie dotyczyć będzie pływania. Pierwsza z triathlonowych dyscyplin, niby najmniej ważna na dystansie IRONMAN, ale jak powszechnie wiadomo, jeżeli ktoś wyjdzie z wody za daleko, to ma naprawdę małe szanse, aby dogonić tych, którzy wyszli w czołówce.Przypomnę założenia zabawy. Pięciu ścigających się w jakże mi bliskiej kategorii wiekowej M-40 w ramach Ironman South Africa czyli: Marcin Waniewski, Łukasz Grass, Olek Łakomski, Rafał Herman oraz Radek Pawłowski walczą o slota na Hawaje. Zabawa w #MistrzostwachPolskiAfryki w styczniu polega na obstawieniu, ile ŁĄCZNIE kilometrów przepływanie cała piątka na basenie. Jak można wziąć udział w zabawie?

  1. Przekazujesz w ramach swojego rozliczenia rocznego (niekoniecznie w styczniu) 1% na dowolną – wskazaną przez Ciebie organizację pożytku publicznego. Nie potrzebujemy potwierdzeń, świadectw, przelewów itd. Triathlon to sport dla ludzi honorowych, więc wierzymy, że jeśli chcesz się z nami bawić – zapłaciłeś. Jeśli nie płacisz podatku dochodowego (studenci, uczniowie) bierzesz udział w zabawie za darmochę.
  2. Obstawiający powinien podać łączną sumę kilometrów (pełna wartość, bez wartości po przecinku) całej piątki. 
  3. Obstawiamy w komentarzach podając swoje imię i nazwisko oraz liczbę (można oczywiście okrasić to stosownym komentarzem)
  4. Obstawiamy TYLKO RAZ. I ponownie – nikt nie będzie bawił się w sprawdzanie Waszych numerów IP – traktujemy to jako zabawę. Uczciwą zabawę.
  5. 2 lutego podajemy wartość jaką podadzą nam Panowie (przesyłać będą maile do MKON’a – nie znając wartości swoich rywali). Wygrywa osoba, która trafi w wynik. Jeśli takiej osoby nie będzie szukamy osoby najbliżej +\- Przykład: panowie „napływają” 1000km. Najbliższym wynikiem może być 999 lub 1001. W przypadku osób z dwoma podobnymi różnicami nagroda zostanie wylosowana.

Nagrodą w styczniowej edycji konkursu są okularki pływackie Altair marki HUUB. Najnowszy model, w którym możecie wybrać jedną z trzech najlepiej pasujących do aktualnych potrzeb parę szkieł.

 

altairman

 

Zapraszamy do zabawy. Mamy nadzieję, że konkurs oraz sama zabawa jeszcze bardziej zmobilizuje Panów do rywalizacji, nie tyle ze sobą, ale z kolegami z innych krajów. W końcu do zdobycia w M-40 jest aż 8 slotów!

 

SUPLEMENT: Oczywiście kibicujemy nie tylko biorącej w zabawie piątce, ale wszystkim pozostałym startującym w imprezie Polakom".

 

Łukasz Grass: 

Dziękuję MKON za pomysł i logistykę! Szykuje się dobra zabawa. Ze swojej strony dodam, że przygotowujemy również zabawę w obstawianie wyników wszystkich startujących Polaków w Ironman South Afrika. Ponieważ nie ma jeszcze listy startowej na stronach IM, proszę wszystkich, których nie ma na poniższej liście o informację. Dopiszemy i wówczas uruchomimy sondę. 

 

Marcin Waniewski

Łukasz Grass 

Olek Łakomski

Rafał Herman

Radek Pawłowski

Aleksander Sachanbiński 

Dariusz Dąbrowski 

Piotr Gąsiorowski 

 

 

 

 

Opublikowane w Publicystyka
poniedziałek, 12 grudnia 2016 21:48

Mistrzostwa Polski M40 w Afryce! mkon ma "pomysła"

Uwielbiam czelendże zwane również zakładami. Co więcej, uwielbiam te sytuacje tworzyć. Okazja związana z Mistrzostwami Afryki, czyli Ironman South Africa i baaaaardzo duża reprezentacja moich znajomych z kategorii M-40 to doskonała okazja na super zabawę. O co chodzi?

 

Otóż razem z ochotnikami, którzy zdecydowali się wystartować w kwietniowych zawodach na południu Afryki, chciałbym zaprosić czytelników Akademii Triathlonu na Mistrzostwa Polski Afryki ;), czyli czelendż, w którym śledzić będziemy wybraną przeze mnie grupę. Kto to jest? Ojciec Dyrektor AT Łukasz Grass, Marcin Waniewski, Radek Pawłowski, Olek Łakomski, Piotr Gąsiorowski i Rafał Herman. Wszyscy w jednej kategorii, wszyscy walczą o sloty na MŚ Hawaje 2017. Slotów jest osiem, więc niby 3 więcej niż Panów, ale pewnie i kandydatów będzie więcej ☺

 

Na czym polegać będzie zabawa i jak w niej wziąć udział?

Czelendż podzieliłem na 3 etapy: pływacki, rowerowy i biegowy. W każdy etapie prosić będę  zawodników o podanie (ostatniego dnia miesiąca) swojego łącznego czasu godzin spędzonych na treningu w danej dyscyplinie. Czytelników Akademii, którzy będą chcieli się bawić, zapraszam do obstawiania tej wartości. Osoba, która zgadnie - zgarnia nagrodę jaką funduję ja lub współpracujący ze mną sponsorzy. 

 

Udział w zabawie uwarunkowany jest opłatą startową. Jak w każdych zawodach? Jaką? Najprostszą – wystarczy wpłacić swój 1% podatku na jakąkolwiek organizację pożytku publicznego. Obstawiać można tylko raz – wpisując komentarz pod artykułem opublikowanym z tej okazji. Na początku każdego miesiąca, oddzielnym artykułem, będziemy dawać sygnał na obstawianie liczby przepłyniętych, przejechanych lub przebiegniętych kilometrów. Na początku kolejnego miesiąca opublikuję wyniki, jakie podadzą nam Panowie i wskażemy do kogo leci nagroda.

 

Zaczynamy od stycznia, gdzie obstawiamy pływanie, w lutym - rower a w marcu wiadomo - bieganie. 

 

Tak więc Panowie do roboty, a my będziemy Wam kibicować już w fazie przygotowań do zawodów, które już... 2 kwietnia w Port Elizabeth w RPA! 

 

10469226 10152729494619459_9089547557295796118_n

Opublikowane w Publicystyka
Do napisania tego artykułu skłoniło mnie kilka telefonów skonsternowanych osób, dyskusja na portalach społecznościowych i świadomość, że niestety nie do końca precyzyjnie niektórzy z zainteresowanych posługują się terminologią związaną z zawodami rangi międzynarodowej. Dwóm osobom, które do mnie zadzwoniły w tej sprawie, proponowałem napisanie artykułu na ten temat, ale odmówiły, argumentując, że posypie się na nie niesłuszny hejt za rzekome umniejszanie sukcesu polskiej zawodniczki, za zazdrość, itp. Postanowiłem, że napiszę ten tekst sam, zachowując mam nadzieję maksimum rzetelności i prawdziwie opisując wydarzenia, już na początku zaznaczając, że nie ma mowy o niezdrowych emocjach i typowo polskiej zawiści. Poza tym konsultowałem niektóre fakty z osobami, które siedzą w triathlonie od wielu, wielu lat i dosknale rozumieją całą sytuację. Ale od początku! Na wstępie, żeby nie było żadnych niejasności, pragnę szczerze pogratulować młodej i zdolnej, obiecującej zawodniczce Małgosi Szczerbińskiej, która nie tak dawno w Suszu zdobyła wicemistrzostwo Polski na sprincie, a wczoraj wygrała Mistrzostwa Europy Grup Wiekowych w Genewie. Gratulacje należą się również Marcinowi Waniewskiemu - trenerowi Gosi, który konsekwentnie razem ze swoją zawodniczką realizuje plan treningowy i zdobywa kolejne, coraz to wyższe cele i nie wątpię, że kiedyś zdobędą ten najbardziej dla siebie wymarzony. Absolutnie ten artykuł nie ma na celu dyskredytowania żadnej z wymienionych osób, bo sam trenując triathlon wiem, ile pracy, wysiłku i poświęcenia trzeba włożyć w to, aby w końcu osiągnąć sukces. Doceniam to, co w Genewie osiągnęła Małgorzata Szczerbińska, ale trzeba też jasno określić jak jej sukces przedstawia się na tle całego, czasami zawiłego systemu organizacji, tabel i statystyk. Ten artykuł ma na celu wyjaśnienie kilku podstawowych i fundamentalnych pojęć oraz objaśnienie systemu startów międzynarodowych, w którym uczestniczą również polscy zawodnicy, a wczoraj w mediach internetowych można było przeczytać, że w polskim triathlonie stała się rzecz niezwykle wyjatkowa, bo przecież Mistrzostwo Europy to sprawa najwyższej wagi. Jeden z artykułów, jak ten z polskabiega.pl:
"24-letnia Małgorzata Szczerbińska wygrała Mistrzostwa Europy w Genewie w triathlonie na dystansie sprinterskim"


11695527 830361790386446_4767824227501077129_n
Do tego dochodzą jeszcze komunikaty na portalach społecznościowych nie pozostawiające złudzeń, że Gosia dokonała wielkiego wyczynu, ale myślę, że sama przy swojej skromności i pokorze nigdy nie napisałaby takiego tekstu, bo wprowadza on wiele niejasności. Ktoś, kto nie siedzi w triathlonie po uszy, jest w stanie odczytać z takiego leada, że oto mamy nową Mistrzynię Europy na dystansie sprinterskiem, a to nie jest prawda. Małgosia zdobyła pierwsze miejsce w zawodach dla amatorów i tak też trzeba zatytułować jakąkolwiek depeszę na temat jej startu w Genewie. Nie tylko z szacunku dla niej samej, ale przede wszystkim z szacunku dla zawodniczek o wiele bardziej utytułowanych, które osiągnęły i osiągają w tym sporcie jak na razie nieco więcej. Małgosia goni je jak może, ale nie jest zawodniczą tej samej klasy co np. Agnieszka Jerzyk czy Maria Cześnik. Myślę, że wszyscy, którzy wczoraj zrobili z niej nową Mistrzynię Europy na sprincie, tak naprawdę zrobili jej krzywdę, bo przecież ona i jej trener doskonale wiedzą, że ranga tego tytułu to nie to samo, co Mistrzyni Europy w seniorach, a tak można wnioskować z wielu wpisów i medialnych tytułów. Gosia startowała wczoraj w zawodach dla amatorów w kategoriach wiekowych. Nie chodzi tu o umniejszanie wygranej Gosi, bo jest to dla niej kolejny sukces w sportowym CV, ale w takich sytuacjach trzeba być bardzo precyzyjnym. Nie wyobrażam sobie, żeby Marcin Konieczny, który mam nadzieję zdobędzie kiedyś Mistrzostwo Świata M45 Ironman Hawaii, napisał po takim sukcesie na FB wyłącznie taki komunikat: „Zostałem Mistrzem Świata Ironman Hawaii!”. Craig Alexander pewnie by się załamał, a Andreas Raelert, który jeszcze nie przekroczył czterdziestki, ale już ma marne szanse na taki tytuł, przyszedłby do mkona po korepetycje. 
Tak wygląda kalendarz ME w tym roku:
11-12.07.2015 - ME seniorów, juniorów i Age Group Geneva, SUI
25-26.07.2015 - ME młodzieżowców czyli U23 Banyoles, ESP , tam też są ME juniorów młodszych. 
Mistrzostwa Age Group są w Genewie właśnie teraz i w age group są kategorie jak w linku na stronie 49:
Są to starty od 16 roku życia, podzielone na poszczególne kategorie wiekowe, czyli tak naprawdę od wieku juniorskiego, przez młodzieżowców i wyżej. Oznacza to, że praktycznie żaden junior i młodzieżowiec z aspiracjami do kadry lub kadrowicz, nie startuje w takiej imprezie, bo to nie jest sport kwalifikowany i zdobyte miejsce na takich zawodach nie daje nic w kontekście krajowego Związku. Gosia jako Wicemistrzyni Polski seniorek na sprincie w ogóle nie powinna w takich zawodach startować. To tak jakby Polska Reprezentacja w Siatkówce, aktualni Mistrzowie Świata zagrali w amatorskich Mistrzostwach Świata. Gdyby w Polsce był normalny system szkolenia i opieki nad zawodnikami, PZTri powinien nawet zabronić Gosi startowania w takich zawodach jako zawodniczce PRO, która aspiruje do walki o najwyższe cele sportowe. Ale zapytajmy w takim razie, co na liście startowej sprintu mężczyzn w Genewie robią takie osoby jak byli zawodowcy: Kuttor Csaba czy Polikarpenko Volodymyr? To BYLI zawodowcy. Startowali od lat 90-tych w PRO, ale nie mają już szans w sporcie zawodowym, są na sportowej emeryturze i bawią się w triathlon z amatorami. 
Mistrzostwa Europy seniorek są dzisiaj o godzinie 12.00. Na tle tych wyników trzeba będzie skonfrontować osiągnięcia Gosi, która z pewnością powinna się porównywać już do najlepszych i równać do najlepszych.  Prawda jest taka, że dla PZTri liczy się tylko sport kwalifikowany, czyli kategorie junior do lat 19, młodzieżowiec do lat 23 i senior bez ograniczeń wiekowych. Przykre jest to (oczywiście przykre w kontekście funkcjonowania PZTri), że w takiej imprezie dla amatorów startuje srebrna medalistka MP seniorek, która ma aspiracje do kadry i powinna być w jakiś sposób objęta opieką Związku, szkoleniem, sponsoringiem, określonym kalendarzem startów, który ma znaczenie np. w kontekście zdobywania punktów do rankingów ITU, olimpijskiego, itp. Pokazuje to również jak daleko nam do wysokiego poziomu sportowego, jaki reprezentują takie kraje jak Wielka Brytania czy Niemcy. Ale na ten poziom ma również wpływ to, co z Mistrzostwami Polski robi w ostatnich latach Polski Związek Triathlonu. Mamy tuzin mistrzostw polski, prawie na każdych można zdobyć medale, nie tylko w sporcie kwalifikowanym, ale też w kategoriach wiekowych tzw. Age Group czy amatorach, a do tego są MP amatorów, weteranów itp. Czy jest jakaś większa różnica pomiędzy MP amatorów, a weteranów? Nie ma, poza nazwą oczywiście. Tak na prawdę są to te same imprezy. Problem jest też przy dystansach, bo są MP amatorów na 1/4IM, na olimpijce. Czy to ma sens? Nie ma! Mistrzostw Polski powinno być max 2-3, czyli sprint z draftem, olimpijka z draftem i ew. sztafety, przy czym te ostatnie mają sens kiedy w kraju jest naprawdę sporo zawodników reprezentujących w miarę wysoki poziom sportowy. Tyle imprez mistrzowskich sprawia, że przypadkowy zawodnik może stanąć na podium, bo przecież najlepsi startują za granicą i nie są w stanie startować tyle razy w kraju, a co za tym idzie poziom sportowy takich MP jest beznadziejny. Ale temat organizacji MP to temat rzeka, na inną, o wiele dłuższą dysksuję, o czym następnym razem. 
Gosia, Marcin - jeszcze raz szczere gratulacje za osiągnięty w Genewie wynik. Trzymam kciuki za klejne starty i szlifowanie formy. Mam nadzieję, że odczytujecie ten artykuł zgodnie z jego intencjami. Czas Gosi na mecie 1:11:34 na tle czasów mężczyzn (pierwszy zawodnik 1:04:21) jest występem bardzo dobrym. 
Opublikowane w Publicystyka

Jest rok 2009. Początkujący dziennikarz telewizyjny porywa się na triathlon i po kilku miesiącach przygotowań, jeszcze przed swoim poważnym debiutem na olimpijce w Londynie, zalicza zawody w Malborku. Nie ma stroju triathlonowego, butów triathlonowych, specjalistycznej pianki i wszystkich tych gadżetów i akcesoriów, którymi otacza się teraz, starając się chociaż wyglądem przypominać prawdziwego triathlonistę. Kiedy przyjeźdża do Malborka jest potwornie zimno. Tak zimno, że organizatorzy zastanawiają się przez chwilę nad odwołaniem pływania, ale w końcu zapada decyzja o skróceniu dystansu ze sprintu do supersprintu. Tak kojarzą mi się moje pierwsze triathlonowe zawody - to był pierwszy etap  mojej kariery jako triathlonisty amatora, kiedy niewiele wcześniej waga przestała pokazywać prawie 103kg. Deszczowe chmury, zimny wiatr i niska temperatura wody - trzeba przyznać, że to mało wymarzone warunki na debiut. Ale atmosfera była gorąca. Tuż po przyjeździe na miejsce, w okolicach prowizorycznie zrobionego biura zawodów, uwija się jakiś łysy gość. Energiczny, stanowczy - taki "dynamit" chciałoby się powiedzieć. Po głosie poznaję, że to ten sam facet, z którym w ostatniej chwili załatwiałem pakiet startowy. Zapisy były już zamknięte, ale na "Telewizję" udało mi się wydębić ostatni numer. O tym, że facet jest stanowczy i bezwzględy przekonuję się krótko po zawodach, kiedy nie chce wydać mi roweru ze strefy zmian...zgubiłem numerek, a zasady były jasne! Teraz trzeba było udowodnić, że ten rower, to mój rower. "Morda" z telewizji nie pomogła. "Panie! Tu ludzie mają rowery o wartości samochodu!" - strofuje mnie "łysy" . Dopiero po jakimś czasie odzyskuję swoją maszynę. Od tego czasu minęło 5 lat. Dziś znowu jestem w Malborku. Czuję ogromny sentyment do tego miejsca i ogromną sympatię do twórcy tego zamieszania. Kilka godzin temu razem z gościem, którego żartobliwie nazwałem "łysym", wyszedłem na trening 10km. Marcin Waniewski przez wiele lat sam organizował zawody vis a vis Zamku Krzyżackiego. Dziś współpracuje w tym zakresie z firmą Labosport i razem robią świetne zawody. Przeczytajcie krótką rozmowę. 


Grass, Szołowski: Marcin, skąd wziął się pomysł na te zawody i to w dodatku 1999 roku kiedy Triathlon nie był jeszcze dyscyplina olimpijską?

Marcin Waniewski: Pomysł wziął się z potrzeby chwili. Po założeniu klubu chcieliśmy być rozpoznawani. Ludzie wtedy w ogóle nie kojarzyli, co to za dyscyplina sportu. Po drugie chcieliśmy stworzyć możliwości pokazania „naszych zawodników” na swoim podwórku.

 

Grass, Szołowski: Jak wtedy wyglądała organizacja?
Marcin: Patrząc z obecnej perspektywy była bardzo amatorska, oparta na dobrej woli bardzo wielu osób, głównie moich kolegów i koleżanek z ówczesnej pracy - szkoły Gimnazjum Nr 3. Traktowali mnie jako takiego nieszkodliwego wariata. Pomagali wszyscy...dosłownie wszyscy i to za „dziękuje”. Pakiety startowe robione były w prywatnych domach, a numery startowe w szkole na zajęciach z Techniki. Jednak wspominam te czasy z dużym sentymentem. 

 

Grass, Szołowski: Ile osób wtedy startowało?

Marcin: W pierwszej edycji 60 osób, ale z każdym rokiem ilość się zwiększała. Już w drugiej edycji była to przeszło 100- ka, w 2010 roku było to już 250 osób!

 

malbork1

 

Grass, Szołowski: A co takiego się stało, że w 2011 postanowiłeś nie organizować jednych z najbardziej popularnych zawodów w Polsce?

Marcin: Wypalenie...nie dawałem już rady. Za dużo kosztowało to mnie i całą moją rodzinę (bo zaangażowani byli wszyscy - od żony, przez rodziców do babci, u której w domu była np. kontrola antydopingowa). Z tego miejsca chciałbym podziękować Witoldowi Rumińskiemu i Michałowi Orłowskiemu „moim” v-ce prezesom, którzy nie byli widoczni, a odwalali większość czarnej roboty (fakturowanie, pisma, pozwolenia itd.)

 

malbork2   malbork3 

 

Grass, Szołowski: Co wpłynęło zatem na zmianę decyzji?

Marcin: W 2011 roku na zawodach biegowych zaczepił mnie Marcin Florek i zaczął namawiać żeby zrobić te zawody wspólnie. Muszę przyznać, że nie było to dla niego łatwe zadanie, uważałem, że chłopaki (Filip dołączył do Marcina i założyli firmę Labosport) nie wiedzą na co się porywają i znowu zostanę z tym wszystkim sam, obarczając całą rodzinę.
Egzamin zdany celująco. Zawody przeniesione na inny poziom organizacyjny, o którym wtedy nawet nie myślałem. Nie bez znaczenia jest też fakt, że udało się pozyskać sponsorów, bo jak wcześniej wspomniałem, romantyczne czasy wolontariatu stanowiły pewien problem w wejściu na inny poziom, zabezpieczeniu zawodów itd.

 

Grass, Szołowski: Czyli jesteś osobą spełnioną?

Marcin: Zdecydowanie tak. W sferze prywatnej mam rodzinę, dwójkę wspaniałych dzieciaków i kochającą żonę. Jako trener udało mi się zdobyć kilka medali Mistrzostw Polski, a jedna z moich podopiecznych, Małgorzata Szczerbińska, zalicza się do czołówki krajowej i głęboko wierzę, że jeszcze pokaże pełnie swoich możliwości. Jako zawodnik (choć to teraz traktuję trochę zabawowo), udało mi się wystartować na Mistrzostwach Świata w Las Vegas, a przede mną jeszcze MP w Szczecinku, w sferze zawodowej coś, o czym mogłem pomarzyć - pracuję w szkolę z basenem (więc wszystko mam na miejscu) i zajmuje się treningiem personalnym zarówno pod kątem pływania, jak i prowadzę amatorów chcących spróbować swoich sił w triathlonie. Cenię sobie te relacje i nigdy nie myślałem, że moje hobby zacznie przynosić do domu realny wkład finansowy. Nie liczę też przyjaciół i kolegów, których poznałem dzięki tej fantastycznej przygodzie jaką jest sport.


Dzięki za rozmowę i widzimy się na zawodach!

Opublikowane w Wywiady

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test