brett sutton
Home Aktualności Publicystyka Artykuły w etykiet: MKON

Pozwolę sobie najpierw podsumować marzec, a dopiero potem całą akcję. Otóż z informacji, jakie przesyłają mi uczestnicy zabawy wynika, że niektórzy potraktowali bieganie jako trening uzupełniający a inni wręcz odwrotnie – jako bardzo mocny element przygotowania się do Ironmana. W dwóch przypadkach licznik kilometrów był determinowany kontuzjami (urazami).

I tak, w marcu Panowie przebiegli odpowiednio:

 Marcin   160 
 Rafał   268
 Olek  187
 Radek   168
 Łukasz   55 
 838

 

Wynik 838 jest sumą w jaką celowali (albo mieli celować) obstawiający w zabawie. Najbliżej był obstawiający o ksywie „slaw” i tę osobę poproszę o kontakt ze mną ([email protected]). Instrukcja jak uzyskać buty NB w mailu zwrotnym.

Teraz kilka słów refleksji.

Jako były biegacz uważam, że akurat na tym dystansie bieganie jest elementem kluczowym. Jak to mówią Ironmana przegrywa się na rowerze ale wygrywa na bieganiu. Większość obstawiaczy celowała w wyniki powyżej 1000km co na 5 osób daje średnią 200. Odliczając wynik Łukasza (kontuzja pleców) trzeba powiedzieć, że to ciągle nie są kosmiczne ilości kilometrów. Bo ten, który wygrał (Rafał) po prostu biegał zasadniczo więcej niż pozostali Panowie ;) Ale metodykiem nie jestem – nie będę się wymądrzał. Chciałbym podziękować wszystkim za chęć wzięcia udziału w zabawie. Mam nadzieję, że przez te 3 miesiące mieliści chociaż trochę „wytchnienia” od ciśnienia jakie daje przygotowywanie się zimną do startu wiosennego. Tylko taka – a nie wzmacnianie konkurencji między Wami – była intencja tej akcji. Dziękuję również wszystkim obstawiającym. Akademia Triathlonu po raz kolejny pokazała, ze jest portalem gdzie można liczyć na szeroki odzew. Do usłyszenia przy kolejnym „gupim” pomyśle

MKON

 

Od Ojca Dyrektora: 

Pozwoliłem sobie wtrącić na koniec swoje 3 grosze, ale tylko po to, aby podziękować Marcinowi za mobilizację, pomysł i dobrą zabawę. Myślę, że wszyscy doświadczyli samych pozytywnych emocji związanych z tym "konkursem". Mam nadzieję, że w tym roku pojawi się kolejny "gupi" pomysł mkona i dalej będziemy się bawić wokół tri. Dzięki wszystkim czytelnikom za doping i trzymanie kciuków, a szeroka relacja z IM South Africa już wkrótce. Gratuluję wszystkim Polakom, którzy startowali w IM South Africa, a w szczególności Rafałowi Hermanowi, który z 6 miejsca w kategorii wiekowej zgarnął slota na Hawaje! 

Łukasz Grass 

Opublikowane w Felietony

Mistrzostwa Polski Afryki – edycja lutowa właśnie dobiegła końca. Obstawialiście, ile kilometrów (łącznie) przejadą Panowie na treningach. Z informacji jakie otrzymałem wychodzi na to, że cyferki wyszły zacne. A jeden zawodnik to chyba na rowerze również spał. W przypadku Rafała oraz Radka zaokrągliłem podane przez nich wyniki do pełnej godziny (w górę). Przypominamy ekipę "Afrykanerów" w tej zabawie: Radek Pawłowski, Olek Łakomski, Łukasz Grass, Marcin Waniewski, Rafał Herman. No i mamy „obstawiacza”, który wstrzelił się w wynik. Michał Sowa obstawił, że Panowie przejadą razem 179 godzin i proszę: oto wyniki szczegółowe:

 

 

 Radek   47  
 Olek   23
 Łukasz   25 
 Marcin   50
 Rafał  34
 179 

 

 

Gratulujemy wygranemu i prosimy o kontakt z MKONem mailem ([email protected]) lub poprzez profil na FB. On skontaktuje Ciebie z Krystynem Lipiarskim z firmy WERTYKAL – sponsora edycji lutowej.

A skoro o sponsorach, to informujemy Państwa, że sponsorem edycji marcowej została firma New Balance, która ufunduje buty sportowe dla osoby, która najtrafniej obstawi LICZBĘ KILOMETRÓW, jaką Panowie wybiegają w sumie w marcu.

 

nb nagroda

 

Przypominamy zasady zabawy:

  1. Przekazujesz w ramach swojego rozliczenia rocznego (niekoniecznie w styczniu) 1% na dowolną – wskazaną przez Ciebie organizację pożytku publicznego. Nie potrzebujemy potwierdzeń, świadectw, przelewów itd. Triathlon to sport dla ludzi honorowych więc wierzymy, że jeśli chcesz się z nami bawić – zapłaciłeś. Jeśli nie płacisz podatku dochodowego (studenci, uczniowie) bierzesz udział w zabawie za darmochę.
  2. Obstawiamy w komentarzach podając swoje imię i nazwisko oraz liczbę (można oczywiście okrasić to stosownym komentarzem)
  3. Obstawiamy TYLKO RAZ. I ponownie – nikt nie będzie bawił się w sprawdzanie Waszych numerów IP – traktujemy to jako zabawę. Uczciwą zabawę.
  4. 2 kwietnia podajemy wartość jaką podadzą nam Panowie (przesyłać będą maile do MKON’a – nie znając wartości swoich rywali). Wygrywa osoba, która trafi w wynik. Jeśli takiej osoby nie będzie szukamy osoby najbliżej +\- Przykład: panowie „nabiegają” 1000km. Najbliższym wynikiem może być 999 lub 1001. W przypadku osób z dwoma podobnymi różnicami nagroda zostanie wylosowana.

Sprawa najważniejsza – tę ciągle przypominamy: oprócz wybranej do zabawy przeze mnie piątki kciuki trzymam za WSZYSTKICH startujących w każdej kategorii wiekowej, choć nie ukrywam ta 40-latków jest mi szczególnie bliska z wiadomych powodów. 

Zapraszamy do zabawy i obstawiania. 16 marca na FB ukaże się wydarzenie, gdzie Panowie (podobnie jak w edycji styczniowej i lutowej) będą sprzedawali kilka „tajemnic” swojego treningu biegowego.

Pozdrowienia

MKON 

Opublikowane w Publicystyka

MistrzostwaPolskiAfryki – edycja rower - zakończy się dziś o północy. Chętni jeszcze tylko przez kilka godzin mogą obstawiać wynik, jaki osiągną "Afrykanerzy" w zabawie wymyślonej przez Marcina mkona Koniecznego. W styczniu zakończyła się edycja: pływanie. Przypomnijmy wyniki uzyskane przez 5 zawodników. Na podstawie przesłanych danych liczba „wypływanych” kilometrów była następująca:

 

 

 

 

 

 Łukasz Grass  35km 
 Marcin Waniewski   53km 
 Rafał Herman   59,1km 
 Olek Łakomski   38,5km 
 Radek Pawłowski   40,38km 
  All   225,98km 

 

Najbliższy wynikowi rzeczywistemu był ostawiający o pseudonimie RIQQON. Prosimy o napisanie maila do przedstawiciela HUUB w Polsce – Macieja Żywka: [email protected] – pacta sunt servanta – okularki ALTAIR polecą do Ciebie!

 

Ale pływanie w Ironmanie (które jak wiadomo, jest przereklamowane), to śmiem twierdzić najmniej ważna część zawodów. Rower – to jest dopiero coś. Wiem, że niektórzy Panowie w ciepłym (Wania), niektórzy Panowie w jeszcze cieplejszym (bo bez wentylatora) cisną kilometry i godziny aż miło. 

W lutym obstawiamy liczbę GODZIN spędzonych na rowerze. Przypominam zasady:

  1. Przekazujesz w ramach swojego rozliczenia rocznego (niekoniecznie w styczniu) 1% na dowolną – wskazaną przez Ciebie organizację pożytku publicznego. Nie potrzebujemy potwierdzeń, świadectw, przelewów itd. Triathlon to sport dla ludzi honorowych więc wierzymy, że jeśli chcesz się z nami bawić – zapłaciłeś. Jeśli nie płacisz podatku dochodowego (studenci, uczniowie) bierzesz udział w zabawie za darmochę.
  2. Obstawiający powinien podać łączną sumę GODZIN (pełna wartość, bez wartości po przecinku) całej piątki. 
  3. Obstawiamy w komentarzach podając swoje imię i nazwisko oraz liczbę (można oczywiście okrasić to stosownym komentarzem)
  4. Obstawiamy TYLKO RAZ. I ponownie – nikt nie będzie bawił się w sprawdzanie Waszych numerów IP – traktujemy to jako zabawę. Uczciwą zabawę.
  5. 2 marca podajemy wartość jaką podadzą nam Panowie (przesyłać będą maile do MKON’a – nie znając wartości swoich rywali). Wygrywa osoba, która trafi w wynik. Jeśli takiej osoby nie będzie szukamy osoby najbliżej +\- Przykład: panowie „nakręcą” 1000h. Najbliższym wynikiem może być 999 lub 1001. W przypadku osób z dwoma podobnymi różnicami nagroda zostanie wylosowana.

Sprawa najważniejsza – tę ciągle przypominamy: oprócz wybranej do zabawy przeze mnie piątki kciuki trzymam za WSZYSTKICH startujących w każdej kategorii wiekowej, choć nie ukrywam ta 40-latków jest mi szczególnie bliska z wiadomych powodów. 

 

Partnerem edycji lutowej jest firma WERTYKAL z Zabierzowa, która zwycięzcy funduje rękawki rowerowe (do indywidualnego ustalenia czy letnie czy zimowe).

 

logo wertykal_kopia

 

Zapraszamy do zabawy i obstawiania. Jeszcze tylko dziś możecie obstawić wynik, a od jutra panowie zaczną "rywalizować" w bieganiu. 

MKON

Opublikowane w Publicystyka

Mistrzostwa Polski Afryki w kategorii M40 tuż tuż! 2 kwietnia około 10 osób z Polski zmierzy się w zawodach Ironman South Africa w Port Elizabeth. Marcin MKON Konieczny wpadł na pomysł, aby umilić i dodać pikanterii tej rywalizacji. Skontaktował się z Ojcem Dyrektorem i zaproponował, że przez 3 ostatnie miesiące do zawodów, a więc styczeń, luty i marzec kilku wybranych przez niego zawodników, będzie "rywalizowało" wirtualnie w przygotowaniach do zawodów. Ostatecznie pomysł przerodził się w obstawianie kilometrów, jakie pokona każdego miesiąca cała piątka, a w tle jest cel charytatywny. O zasadach możecie przeczytać w tekście pt.: "Mistrzostwa Polski M40 w Afryce - mkon ma pomysła", ale w skrócie przypominamy je również w tym tekście. Zaczynamy zabawę.

 

MKON:

"Pierwszy – styczniowy etap w naszej zabawie dotyczyć będzie pływania. Pierwsza z triathlonowych dyscyplin, niby najmniej ważna na dystansie IRONMAN, ale jak powszechnie wiadomo, jeżeli ktoś wyjdzie z wody za daleko, to ma naprawdę małe szanse, aby dogonić tych, którzy wyszli w czołówce.Przypomnę założenia zabawy. Pięciu ścigających się w jakże mi bliskiej kategorii wiekowej M-40 w ramach Ironman South Africa czyli: Marcin Waniewski, Łukasz Grass, Olek Łakomski, Rafał Herman oraz Radek Pawłowski walczą o slota na Hawaje. Zabawa w #MistrzostwachPolskiAfryki w styczniu polega na obstawieniu, ile ŁĄCZNIE kilometrów przepływanie cała piątka na basenie. Jak można wziąć udział w zabawie?

  1. Przekazujesz w ramach swojego rozliczenia rocznego (niekoniecznie w styczniu) 1% na dowolną – wskazaną przez Ciebie organizację pożytku publicznego. Nie potrzebujemy potwierdzeń, świadectw, przelewów itd. Triathlon to sport dla ludzi honorowych, więc wierzymy, że jeśli chcesz się z nami bawić – zapłaciłeś. Jeśli nie płacisz podatku dochodowego (studenci, uczniowie) bierzesz udział w zabawie za darmochę.
  2. Obstawiający powinien podać łączną sumę kilometrów (pełna wartość, bez wartości po przecinku) całej piątki. 
  3. Obstawiamy w komentarzach podając swoje imię i nazwisko oraz liczbę (można oczywiście okrasić to stosownym komentarzem)
  4. Obstawiamy TYLKO RAZ. I ponownie – nikt nie będzie bawił się w sprawdzanie Waszych numerów IP – traktujemy to jako zabawę. Uczciwą zabawę.
  5. 2 lutego podajemy wartość jaką podadzą nam Panowie (przesyłać będą maile do MKON’a – nie znając wartości swoich rywali). Wygrywa osoba, która trafi w wynik. Jeśli takiej osoby nie będzie szukamy osoby najbliżej +\- Przykład: panowie „napływają” 1000km. Najbliższym wynikiem może być 999 lub 1001. W przypadku osób z dwoma podobnymi różnicami nagroda zostanie wylosowana.

Nagrodą w styczniowej edycji konkursu są okularki pływackie Altair marki HUUB. Najnowszy model, w którym możecie wybrać jedną z trzech najlepiej pasujących do aktualnych potrzeb parę szkieł.

 

altairman

 

Zapraszamy do zabawy. Mamy nadzieję, że konkurs oraz sama zabawa jeszcze bardziej zmobilizuje Panów do rywalizacji, nie tyle ze sobą, ale z kolegami z innych krajów. W końcu do zdobycia w M-40 jest aż 8 slotów!

 

SUPLEMENT: Oczywiście kibicujemy nie tylko biorącej w zabawie piątce, ale wszystkim pozostałym startującym w imprezie Polakom".

 

Łukasz Grass: 

Dziękuję MKON za pomysł i logistykę! Szykuje się dobra zabawa. Ze swojej strony dodam, że przygotowujemy również zabawę w obstawianie wyników wszystkich startujących Polaków w Ironman South Afrika. Ponieważ nie ma jeszcze listy startowej na stronach IM, proszę wszystkich, których nie ma na poniższej liście o informację. Dopiszemy i wówczas uruchomimy sondę. 

 

Marcin Waniewski

Łukasz Grass 

Olek Łakomski

Rafał Herman

Radek Pawłowski

Aleksander Sachanbiński 

Dariusz Dąbrowski 

Piotr Gąsiorowski 

 

 

 

 

Opublikowane w Publicystyka
wtorek, 04 października 2016 07:51

"Czy warto wystartować w Ironman Barcelona?" - mkon

Na 3 dni przed startem miałem dwa koszmary. Koszmar numer 1 to fale. Pływałem z Radkiem Buszanem treningowo i kołysało nami tak, że czuliśmy się po treningu jakbyśmy mieli chorobę morską. Koszmar numer 2 to drafting. Ostrzeżony przez Professora, ciągle miałem w głowie wyprzedzającą mnie grupę 30 zawodników. Powracało pytanie: co mam w takiej sytuacji zrobić? Przycisnąć 500 watów, wysforować się na pierwsze miejsce i wrócić do swojej założonej mocy? Za chwilę wyprzedzą mnie znowu. Ustąpić? A jeśli pociąg ma 100 metrów? Co w takiej chwili? 

 

Lekko zestresowany stanąłem na linii startu z dwoma celami: zrobić życiówkę i zakwalifikować się na Hawaje. Po nocnych przygodach wiedziałem, że cel nr 1 jest poza zasięgiem. Żeby zrealizować cel nr 2 musiałbym być w pierwszej 5-tce. Jak się skończyło wszyscy wiedzą, więc mniej będzie o tym jak to bolało, a więcej o samych zawodach, bo dostałem dzisiaj rano pytanie, czy polecam tę imprezę na debiut. Pytanie było z kategorii smentorskich, więc nie chciałem odpowiedzieć wprost. Zamiast tego pokazałem jej plusy i minusy.

 

mkon hawaii2017

 

Ale zacznijmy od sprawy najważniejszej. Czy były to zawody uczciwe?

Według mnie dla tych, którzy mieli możliwość (i chcieli) - były, dla tych, którzy możliwości nie mieli i/lub nie chcieli - nie. I mówię to z pełną premedytacją, bynajmniej nikogo nie wskazując. Pierwsze 3 km po mieście w małych uliczkach spowoduje, że utworzą się małe grupki... czy tego chcecie czy nie, tak będzie. Potem albo uciekniesz albo pierwsze 40-50km jedziesz z innymi. Na trasie było bardzo dużo sędziów. Pierwszą część I pętli właściwie byłem eskortowany przez motor z sędzią. Było ciągłe wyprzedzanie, a okrzyki „left”, „left” sypały się gęsto. Czy można było nie draftować? Można. Jak się jechało w czubie. Czy można było nie draftować wychodząc z wody w 60 percentylu zawodników, przy 3000 uczestników? NIE!

 

I nie ma znaczenia, czy jesteś uczciwy czy nie. Inną kwestią jest to, co robiłeś po 30, 40, 50km. Dla mnie asysta sędziego skończyła się na nawrocie pierwszej pętli. 8 panów i jedna pani PRO, których goniłem, bo chciałem się załapać chociaż na te parę metrów po nawrocie jadąc pod wiatr, zaczęła tak współpracować, że miałem do wyboru: jechać swoje albo ich gonić. Ponieważ średnia pokazywała mi po 45km 42km/h zdecydowałem, że nawet jeśli pod wiatr pojadę swoje, to wystarczy. I pojechałem swoje. I tak jechałem do końca. Ale żona mówiła mi, że widziała zawodników, którzy na rondzie nawrotowym czekali na grupy, żeby pojechać w tunelu!

 

mkon hub

 

Co jeszcze można powiedzieć o tych zawodach?

Pływanie w morzu nie jest dla mnie jakoś specjalnie przyjemne. Fale, woda, która powoduje odruch wymiotny. Trasa pływacka (pierwszy nawrót po 300m) powodowała, że był tłok. Słabo zorganizowana była strefa zmian w kontekście wieszaków na worki. Numerki były poprzyklejane co 10 i trzeba było liczyć, gdzie wiszą twoje ciuchy. Powodowało to lekkie zamieszanie i wydłużenie trwania T1 i T2  mimo, że dystanse w strefach były krótkie. Bieganie częściowo po promenadzie, częściowo po ulicach dwóch miasteczek (Calella i Pineda de Mar). W dniu zawodów mieliśmy dużo szczęścia bo niebo było zachmurzone. W dni poprzedzające start zastanawiałem się, czy nie wystartować w kasku szosowym – taki był gorąc. Dokładając do tego codziennie wiejący wiatr, zawody te wcale nie należały do najłatwiejszych. Wielu zawodników (włącznie z piszącym te słowo) lekko „zeszło” na biegu. 

 

Podsumowując: zawody fajne, z potencjałem do bardzo dobrych wyników. Ilość debiutantów świadczyć może o tym, że rozeszła się fama, że to dobra miejscówka. Według mnie nic nie przebije Klagenfurtu, a slota łatwiej złapać w innych lokalizacjac. Czy polecam je na debiut? Jeśli lubisz startować w cieple, przy falującej słonej wodzie z wiatrem i poradzisz sobie z presją draftingu?  TAK, warto. 

Opublikowane w Felietony

44 Polaków ukończyło dystans Ironman w Barcelonie. Najszybszym polskim triathlonistą był Marcin Konieczny, który wygrał swoją kategorię wiekową uzyskując czas 08:52:46. Jego międzyczasy to: pływanie 1:01:58, rower 4:35:57 i bieg 3:08:49. Na podium stanął także Grzegorz Wiśniowski, zajmując trzecie miejsce w M25-29. Wśród zawodników PRO Filip Przymusiński zajął 27 miejsce, a Mikołaj Luft niestety nie ukończył zawodów. Jedyną kobietą, która dotarła do mety to Kaja Delewska, w kategorii F25-29 zajęła 8 miejsce. Ironman Barcelona 2016 oferował 40 slotów na MŚ na Hawajach w 2017 roku.

 

 MarcinKoniecznywygraM40-44naIronmanBarcelona1

 

Wyniki Polaków

 

PRO
Filip Przymusiński 27 miejsce - 8:58:39

 

M25-29
Grzegorz Wiśniowski 3 miejsce - 8:56:32
Tomasz Domagała 16 miejsce - 9:44:25
Rafał Ponikwia 45 miejsce - 10:45:22

 

F25-29
Kaja Delewska 8 miejsce - 11:05:00

 

M30-34
Mariusz Pirek 4 miejsce - 9:00:49
Bartłomiej Jedrychowicz 80 miejsce - 10:35:28
Eugeniusz Licznarowski 93 miejsce - 10:43:01
Dariusz Mateja 157 miejsce - 11:38:20
Piotr Madej 163 miejsce - 11:42:22
Leszek Stelmachowski 192 miejsce - 12:06:58

 

M35-39
Radek Buszan 9 miejsce - 9:12:49
Mariusz Klatka 38 miejsce - 9:41:18
Przemysław Szuder 55 miejsce - 9:55:00
Dariusz Epelbaum 71 miejsce - 10:07:06
Damian Witkowski 87 miejsce - 10:16:30
Tomasz Panufnik 156 miejsce - 10:53:35
Grzegorz Radziukiewicz 194 miejsce - 11:05:41
Paweł Bajsarowicz 204 miejsce - 11:11:03
Bartosz Potyrała 276 miejsce - 11:48:44
Jacek Zielonka 279 miejsce - 11:49:54
Dariusz Dziuba 303 miejsce - 12:08:13

 

M40-44
Marcin Konieczny 1 miejsce - 08:52:46
Piotr Bula 26 miejsce - 09:41:14
Marcin Kapitula 75 miejsce - 10:19:04
Konrad Wilijewicz 114 miejsce - 10:38:37
Paweł Targoni 141 miejsce - 10:49:22
Paweł Błażutycz 177 miejsce - 11:02:43
Przemysław Przywarty 180 miejsce - 11:03:45
Piotr Barwiński 181 miejsce - 11:03:58
Wojciech Maka 248 miejsce - 11:33:46
Mieszko Kastelnik 276 miejsce - 11:47:27
Rafał Sieradzki 296 miejsce - 12:00:34
Michał Dzioba 321 miejsce - 12:16:12
Dariusz Leśniak 324 miejsce - 12:16:44

 

M45-49
Jarosław Świątek 73 miejsce - 10:36:03
Tomasz Czasak 98 miejsce - 10:45:38
Michał Piotrowski 99 miejsce - 10:46:03
Paweł Boniecki 146 miejsce - 11:13:47

 

M50-54
Jacek Jurski 105 miejsce - 11:39:35
Ireneusz Czwojdziński 130 miejsce - 12:11:25
Jacek Dudkowiak 141 miejsce - 12:20:03
Ryszard Grobelny 143 - 12:20:20

 

M55-59
Grzegorz Grzelec 7 miejsce - 10:12:29

Opublikowane w Wydarzenia

W jednej z koncepcji zarządzania, którą „sprzedajemy” na prowadzonych przez nas szkoleniach jest typ pracownika, którego nazywamy kompetentnym, ale ostrożnym praktykiem. To taki osobnik, który wie jak, ale nie za bardzo w siebie wierzy. Porównujemy to często do dzieciaka, który chcąc nauczyć się jeździć na rowerze na dwóch kółkach potrzebuje rodzica, który trzyma kijek wetknięty miedzy ramę i pomaga mu złapać równowagę. Kiedy się przewraca? W większości wtedy, kiedy widzi, że rodzic go nie asekuruje. I tak się trochę czuję przez niedzielnym startem. Niby wiem, ze jestem przygotowany, niby wiem, że nic więcej zrobić nie mogłem (bo wykonałem 100% planu treningowego), niby wiem, że ten plan był dobry (gwarantuje go zestaw trenerski Kowalski-Rostkowski). Ale wątpliwości mam. Co więcej! Te wątpliwości przeradzają się w przerażającą przedstartową sr*czkę. Złapałem się na tym, że chcę/chciałem popełnić wszystkie błędy, o których przestrzegałem w swoich felietonach. Ale po kolei.

 

Najpierw źródło. Półmaraton Warszawski nie poszedł mi tak, jak pójść powinien. Stąd przerażenie wynikające z tego, że nie wszystko idzie jak iść powinno. Jak dołożę sobie myślenie typu: ledwie dobiegłem 21km w 1:14’22 to jak mam ubiec kolejne 21? Kolejny pretekst do tego myślenia dał mi zeszłotygodniowy trening 2x10km. Druga dycha w tempie startowym. Wcale nie było łatwo ani z zapasem. Jak pobiec to x4? Niewyobrażalne. No to zaczęły się pomysły na ułatwianie/ulepszanie lub co gorsza czarowanie.

 

Najpierw złapałem się na tym, że staram się zaczarować rzeczywistość fetyszami. Z jakiego bidona powinienem korzystać? Czy jak piłem z czerwonego przez zawodami to szło mi dobrze, czy raczej nie realizowałem celu? A jak jest z rutyną przedstartową typu fryzjer. Mam tak, że przed ważnym startem idę do fryzjera. Ale zawsze robię to w sobotę. Tym razem musze być rano o 11.00 w W-wie, więc nie mogę iść w sobotę. Panika… Ja pierdziele. Stary a głupi. Nawiasem mówiąc – zapraszam na gofry MOCY MKON’a na expo Orlen Maraton.

 

Potem zaczęła się jazda z cudami odżywczymi. Jeden blog, drugi, a może jednak spróbować diety sztokholmskiej (kilka razy próbowałem – na mnie nie działa). Ale jadę… co mam do stracenia. Po pierwszym dniu odstawienia węglowodanów Ewa kopnęła mnie w dupę i otrzeźwiła. Fajnie mieć taką Ewę ;)

Potem poszło mi w tematy triathlonowe. Co z tego, że wiosna pod znakiem biegania, a cel triathlonowy to perspektywa dopiero październikowa. Nie idzie w bieganiu trzeba kompensować pływaniem i rowerem. Piotrek Rostkowski mówi: najlepiej jakbyś w ostatnich 10 dniach do maratonu nic nie pływał i nic nie jeździł. A u mnie myślenie typu: sezon rowerowy zmarnowany. Idę pokręcić. Albo takie myśli: "Nie dość, że nic nie biegam, to jeszcze będę pływał jak siekiera". No paranoja kompletna.

 

Ostatnim bezsensem, jaki chcę wspomnieć jest „próbowanie się”. To już bezsens nad bezsensy. Oczywiście nie dałem się ponieść temu idiotyzmowi, ale przeszła mi przez głowę taka myśl. Odwołali ci szkolenie. 3 dni luzu akurat przed maratonem – machnij sobie sprawdzian na 400. Będzie ślad w triathlonie korespondencyjnym. Wprawdzie nie pływasz, ale przynajmniej coś zrobisz. Zobaczymy, czy pikawa dobrze działa. Szok. Niby jestem dojrzałym zawodnikiem, a takie bzdury przychodzą mi do głowy i co najgorsze jestem KROK od ich realizacji…Zero logiki.

 

Prawda. Nadmiar wolnego czasu. To wszystko nie pomaga. Ale rowery już poczyszczone, garaż sprzątnięty. Do drewna się nie dotykam, bo ostatnio (dzień przez PWM) przerzuciłem 5m3 więc teraz nie ma niebezpieczeństwa. Na szczęście mam mądrego trenera. Pisze do mnie: "Wszystko zależy od diety, nastawienia i wypoczynku. Nie kombinuj".

 

No to nie kombinuję. Co ma być, to będzie. Nie ma co wierzyć w cuda. Trzeba wierzyć w siebie. Cel minimum: życiówka (sub 2:34), cel maksimum sub 2:30. #niemaniemogę

Opublikowane w Felietony

Pisze Sebastian: "Jak chcesz, to podrzucę Ci jeszcze jeden temat na felieton(...) Czasami lecę na autopilocie, patrzę w kalendarz "what's next" i dalej jazda, i tu czasami napotykam na trudność, bo nie do końca potrafię “lecieć" w tematach zawodowych, które wymagają dużego skupienia, skoncentrowania i poświęcenia 120% uwagi, myślenia koncepcyjnego i strategicznego, a nagle “beznamiętnie” wskoczyć na rower i do tego zrobić jeszcze jakościowy trening. Potrzebuje chwili wyciszenia, skupienia i w końcu przestawienia się na myślenie i czucie sportowe skoncentrowane na robocie TERAZ, na efekcie, na wysiłku, na “fizyczności”, a jak wiadomo wszystko, co robimy (również zawodowo, emocjonalnie, życiowo), ma wpływ na całościowy bilans energetyczny i to bardzo często czuć, jak obciążenie pozasportowe potrafi wpłynąć na jakość treningu."


No kto tak nie ma?! Dlatego nazywa się nas sportowcami – amatorami. Łączymy te 3 światy. Biznes, rodzina i… sport. W takiej (rekomendowanej) kolejności.
To przełączanie się u mnie trochę zależy od tego, w co wskakuję i z czego wyskakuję. Sebastian w dalszej części maila pisał o konieczności lekkiej przerwy pomiędzy biznesem a treningiem, szczególnie jakościowym. Wizualizacja, lekka „kimka”, czy nawet obejrzenie jakiegoś fragmentu z zawodów. Ja mam inaczej. Ja wskakuję jak do rzeki z zimną wodą. Po pierwsze szkoda mi czasu na pauzy pomiędzy czynnościami, po drugie ta energia jaką mam z aktywności biznesowej zawsze, ale to zawsze, działa mobilizująco na trening. Przykład. Kończę szkolenie na lekkim „wku..rzeniu” to wiadomo od razu, że pierwsze kilometry biegu albo pierwsze minuty na rowerze będą albo na zbyt dużych watach albo za szybkie. Zawsze tak mam. Jak z kolei kończę na lekkim zmęczeniu i naprawdę mi się nie chce – bo czuję brak energii, to wiem, że jak nie wyjdę od razu, to niebezpieczeństwo "nie wyjścia" w ogóle wzrasta proporcjonalnie wraz z kolejnymi 5,  kiedy leżę i sobie odpoczywam.

 

Tutaj z kolei już nauczyłem się nie zwracać uwagi na tempo i prędkość pierwszych – rozgrzewkowych kilometrów. Po prostu wiem, ze będzie słabiej/wolniej. Z kolei już sam trening (jego część zasadnicza) to już 100% koncentracji na tej założonej jakości. I tutaj nie ma zmiłuj. W końcu po to robimy treningi jakościowe, i dlatego właśnie mają one rozgrzewkę i schłodzenie. Czasami nawet podczas treningu rowerowego lekko modyfikuję rozłożenie akcentu. Np. jeśli mam zadanie 10x1’/1’ w czasie 2h treningu to zwiększam część rozgrzewkową – żeby się dobrze rozgrzać, a zadanie robię w ciągu ostatnich 45’.


Bardzo często jednak nie udaje mi się wyłączyć poprzedniej aktywności całkowicie. I wtedy staram się jakość połączyć jedno z drugim. Pamiętam, że zdarzyło mi się nagrać na dyktafon w telefonie najważniejsze myśli, założenia pomysłu, jaki właśnie przyszedł mi do głowy. I to nie tak, że one jakoś nagle wpadają. Brak przełączenia się staje się dla mnie zadaniem zajmującym głowę. Klient poprosił o rozwiązanie extra – robię burzę mózgu i zadaje sobie zadanie wymyślenia co najmniej 10 pomysłów dookoła tematu. Skończyłem pierwszy dzień szkolenia i nie jestem za bardzo zadowolony – zastanawiam się nad pierwszymi 90’ drugiego dnia, itp. Oczywiście jak pojawia się zadanie, niestety jakość pomysłów spada. Ale stąd konieczność rozgrzewki. To trochę jak w taśmie magnetofonowej szpulowca. Czasami ta „rozbiegówka” była baaardzo długa.

Podsumowując: przełączanie się jest elementem stałym naszej amatorskiej natury. Warto się do tego przygotować. Jak? Każdy ma swój sposób. A jak nie ma, niech tym „switchem” będzie rozgrzewka przed zadaniem głównym podczas treningu albo początek treningu – jeśli np. stałym tempem – niech nie będzie jakoś znacznie niżej albo wyżej od zakładanego tempa, watów czy prędkości.


HOWGH!
Po takich e-mailach pomysły na felietony nigdy mi się nie skończą ☺ Dzieki Sebastian.

 

Opublikowane w Felietony
niedziela, 21 lutego 2016 10:56

"Chodzenie na skróty" - mkon

Chodzenie na skróty. Na każdym kroku. Począwszy od nawigacji samochodowej, a skończywszy na ułatwianiu sobie trenowania. Dobrze to widać np. na forach. Nowy forumowicz zamiast wpisać odpowiednią frazę w wyszukiwarce,  pisze: "Wiem, że temat prawdopodobnie był wałkowany wielokrotnie, ale chciałbym zapytać o…" Jasne, zawsze znajdzie się jakiś życzliwy, który jednak podpowie. Ale generalnie rozleniwiamy się. Kupujemy tabletki, które mają dostarczyć nam optymalną ilość magnezu, albo wydajemy kasę na żywienie pudełkowe, zamiast zrobić sobie samemu porządny zbilansowany posiłek. Potrzebujemy coacha, który nas zmobilizuje do wysiłku albo i nawet samego wyjścia na trening. Wiem, czasami jest to środek do celu. Ergo: nie mam czasu na gotowanie, a stać mnie - idę w dietę pudełkową. Nie chce mi się szukać na forach, albo się nie znam – szukam kogoś, komu zapłacę i zrobi to za mnie. Tak działa outsourcing. A ja się czasami zastanawiam, czy ten mniejszy wysiłek podczas procesu przygotowawczego nie przekłada się potem na łatwiejszą rezygnację. W trakcie zawodów nie będzie coacha. Na 30 km maratonu nie powie: dajesz MKON. MKON będzie musiał sam się zmobilizować. Pojedziemy na zawody, daleko od diety pudełkowej, to brak umiejętności pewnych podstaw skończy się smutno, bo przecież nie umiejąc zrobić sobie zbilansowanego posiłku, pójdę do restauracji...na glutaminian sodu.


Ucząc ludzi zarządzania pracownikami, często dyskutujemy, jakie są powody, dla których ludzie nie realizują zadań, które otrzymują. Ludzie nie realizują celów, bo nie umieją albo im się nie chce. Jest jeszcze kwestia zasobów – ale o tym na koniec. Patrząc na kolegów sportowców, którzy idą na skróty, zastanawiam się, dlaczego nawet jeśli używamy czyjejś dostarczanej nam wiedzy, sami na tym nie skorzystamy. Czasami ręce aż opadają, jak dajemy się robić w balona (czasami niekoniecznie intencyjnie), a wyłączanie myślenia w kontekście: zapłaciłem za usługę – ufam, więc nie kontestuję - prowadzi na manowce. Przykład: dieta redukcyjna zakupiona przez kolegę. Patrzę na jadłospis i widzę porcję 50 gram płatków na śniadanie. I co robi kolega? Płatki to płatki, wsypuje 50 gramów „Chocapic”. No jaja jakieś. Nie mam wiedzy – nie kontestuję. Inny przykład: wierzę, że plan zaordynowany przez trenera jest super – zadziałał. A co jak skończy mi się kasa? Przestaję trenować? Czy nie warto poznać mechanizmu sugerowanego mi treningu? A co jeśli trener jest akurat na wyjeździe i nie podeśle planu na czas? Nie trenuję przez pierwsze dni tygodnia?


Czasami jest jeszcze gorzej. Idziemy w ślepą wiarę tego, co działa u innych. "MKON czy mógłbyś mi podesłać swój plan treningowy jaki miałeś w 2015?" Jasne, ale chcesz go skopiować? Nie, chcę się zainspirować. Wtedy jest ok. Ale jak ktoś zrobi kopię 1:1, to raczej nie zaprowadzi go to w dobrą stronę. Ani ja nie jestem nim/nią ani ona/on mną.

 

Podsumowując. Mamy teraz w mediach społecznościowych wysyp obrazków porównujących tzw. prawdziwych mężczyzn z tymi drugimi. Ci pierwsi, jak się złapie gumę zdejmują koło, a ci drudzy dzwonią po pomoc drogową. Mnie bliżej jest mi do tych pierwszych, bo chyba mniej im się zdarza iść na skróty. Bo bez pracy nie ma kołaczy. Tak to mi się wydaje. I to oddaje potem, gdy nadchodzi moment próby. Z trzech poruszonych przeze mnie przeszkód w realizacji celu poruszyłem jedną – brak umiejętności. Przy braku motywacji – nie ma sensu nawet kupować sobie butów do biegania. Nikt za Ciebie nic nie zrobi – po prostu szkoda gadać. W przypadku braku zasobów – np. czasu, outsourcing i priorytetyzacja jest jedynym wyjściem.

Opublikowane w Publicystyka
niedziela, 14 lutego 2016 17:06

Charytatywny SAE Duatlon Kamionka 2016

Jak co roku na wiosnę, tym razem 9.04 zapraszamy do przetarcia się przed sezonem. Tegoroczne zawody odbędą się w siedzibie Nidzickiego Funduszu Lokalnego, w miejscowości Kamionka pod Nidzicą. Zaplanowana trasa 3km biegu, 30km roweru i 6km biegu dadzą możliwość sprawdzenia swojej formy przed pierwszymi startami triathlonowymi. Trasa biegowa będzie crossowa, a pagórkowata trasa rowerowa (jak to na Warmii) da mocno w kość.  Dzięki pomocy finansowej Jacka Nowakowskiego oraz firmy SAE każdy z uczestników otrzyma pakiet startowy z pamiątkową koszulką. Całość opłaty startowej (100zł) zasila konto Funduszu Lokalnego, dzięki któremu ufundowane zostaną stypendia dla zdolnej, ale mało zamożnej młodzieży. Więcej informacji o działaniach funduszu i stypendiach tutaj: www.funduszlokalny.nidzica.pl.

 

Trasa biegowa 

 

bieg 1_duatlon

 

 

Trasa rowerowa 

 

rower duatlon

 

Miejsce zawodów czyli Garncarska Wioska http://garncarskawioska.pl/ poza super infrastrukturą do samego startu daje też właściwie nieograniczone możliwości zajęcia się Waszych pociech. Rajski Ogród, kino 3D, warsztaty garncarskie, czerpanie papieru, poszukiwanie bursztynów. To wszystko i wiele innych atrakcji czekać będzie na osoby towarzyszące zawodnikom. W Wiosce znajduje się również gospoda, gdzie poza posiłkiem po zawodach można smacznie się „ugościć”.


Planujemy, aby w zawodach wystartowało 100 osób. Obecnie na liście startowej jest już 40 uczestników. I wprawdzie do końca zapisów jeszcze trochę czasu (4.04) ale zgłoszeń codziennie przybywa. Zawody odbywać się będą w dżentelmeńskiej formule non-drafting – czyli nie ma jazdy na kole ale nie ma też sędziów. Zobaczymy, kto z uczestników przyjedzie się pościgać, a kto będzie miał całkiem inny cel. Osobiście uważam, że formuła zawodów oraz czas, to przede wszystkim przestrzeń do sprawdzenia formy w danym momencie sezonu, a nie walki o jakiś czas lub lokatę. Chociaż nagrody zarówno w klasyfikacji głównej jak i w wiekowych są zacne. Zapraszam do zapoznania się z regulaminem i oczywiście zapraszam do zapisów. Twoja „stówka” wydana będzie w szczytnym celu.

Opublikowane w Wydarzenia
pierwsza
poprzednia
1
Strona 1 z 3

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test