brett sutton
Home Aktualności Publicystyka Artykuły w etykiet: MKON

Marcin Konieczny został mistrzem świata w kategorii wiekowej 45-49 podczas Ironman World Championship na Hawajach. To najważniejsze na świecie zawody na tym dystansie i chyba każdy długodystansowiec marzy o tym, aby się tam dostać, nie mówiąc już o wskoczeniu na podium. Sukces, jakiego w polskim triathlonie amatorskim jeszcze nie było. 

 

Napisałem do Marcina w niedzielę wieczorem polskiego czasu. Na Big Island właśnie wstawał dzień. Dał mi sygnał, że będzie wolny za około 40 minut, bo dziś przypada jego kolej zrobienia zakupów. Mistrz Świata, po pewnie nieprzespanej nocy, zmęczeniu i bólu wstaje rano i robi zakupy na śniadanie - cały mkon! - pomyślałem. Wysłał mi zdjęcie, a ponieważ dostałem zielone światło na publikację, to możecie zobaczyć, że to nie ściema. 

 

mkon sniadanie

 

Mistrz Świata dzień po zawodach. Przypadła jego kolej zakupów na śniadanie :) 

 

Nie miałem sumienia zabierać Marcinowi zbyt dużo czasu. Sam wiem, co to znaczy "dzień po Ironmanie". Umówiliśmy się na dłuższy wywiad po jego powrocie. No i najważniejsze! MKON przyjął zaproszenie na Galę Polskiego Triathlonu organizowaną przez Akademię Triathlonu 25 listopada, w sobotę, w Hotelu Bellotto. Wprowadziliśmy do programu specjalny punkt: "Wywiad z Mistrzem Świata". Zaproszę Marcina na scenę i będziemy wspominać historyczny sukces Polaka na Big Island! 

 

Grass: Co jadłeś na śniadanie? 

MKON: Jajecznicę z pięciu jajek. Jakoś mam dzisiaj ochotę na słone niż na słodkie. 

 

To wyjątek, czy jadasz takie śniadania? 

Jasne, że jadam. Codziennie trzy jajka. 

 

Zmęczony?

Bardzo. Nawet nie odebrałem wczoraj roweru. Dałem upoważnienie Ewie (żona), bo nie byłem w stanie sam pójść po sprzęt. Upał mnie wczoraj dobił. Było masakrycznie gorąco, mimo, że siedzimy tu dwa tygodnie i można było się zaaklimatyzować. 

 

Z naszego punktu widzenia, siedzących przed ekranem telewizora, wyglądało to zdecydowanie lepiej - cały czas miałem wrażenie, że jest pochmurno. Nawet zastanawiałem się, czy nie będzie padać. 

Przez cały nasz pobyt tutaj, przed zawodami, faktycznie były dni, kiedy chmury znad gór zachodziły nad ocean. Rzeczywiście słońca nie było. A wczoraj, jak na złość, chmury wisiały tak na granicy lądu, było bardzo gorąco. 

 

Marcin, wiem, że dzisiaj za długo nie porozmawiamy, więc przechodzę od razu do konkretów. Jak było na pływaniu? 

Ustawiłem się zgodnie ze wskazówkami Andrzeja Kozłowskiego po lewej stronie - z dala od największego tłumu. To spowodowało, że w ogóle nie odczuwałem pralki. Nawet falowanie mi nie przeszkadzało, bo miałem wrażenie, że jakoś ten tłum pochłania całą energię z oceanu. Chociaż dzień wcześniej, kiedy robiłem rozpływanie, fale były bardzo duże, nawet pojawiało się sporo bałwanów. Pomyślałem sobie, że muszę się pożegnać z dobrym czasem na pływaniu. Okazało się, że na drugi dzień ocean już tak nie szalał. Nie musiałem też martwić się o nawigację, bo zawsze miałem kogoś z prawej lub lewej strony. Na nawrocie spojrzałem nawet na zegarek i zobaczyłem, że po połowie dystansu mam czas 31:40. Wiedziałem już, że będzie dobrze. Chciałem wyjść z wody po 1 godzinie i 15 minutach, więc miałem spory zapas. Ale przez cały pobyt na Big Island miałem problemy z pływaniem, określeniem, w jakiej jestem formie. Udało mi się znaleźć basen w Konie i treningi wychodziły całkiem dobrze. Średnio osiągałem czasy 1:30/100m, ale kiedy tylko wchodziłem do oceanu wszystko się sypało. Nie potrafiłem pływać szybciej niż 1:50 na setkę. Byłem załamany. Zacząłem eksperymentować, zmieniać frekwencję, stosować dłuższe wyleżenie, ale za cholerę nie szło! Powiedziałem o tym mojemu trenerowi Tomkowi Kowalskiemu, a on na to: "OK. Chu... z pływaniem"  co oznaczało, że mam się nie przejmować za bardzo tą konkurencją i skupić na dwóch kolejnych. Bardzo mi ten sms pomógł! 

 

Strefa zmian - wszystko poszło po twojej myśli? 

Tak. Mam już taką rutynę, że kiedy wstawiam rower dzień wcześniej, opracowuję plan, patrzę na wszystko, co jest dookoła, przechodzę całą strefę zmian, analizuję, z której strony mam wejść, gdzie wyjść. Nie musiałem też specjalnie szukać swojego worka z rzeczami, bo wolontariusze bardzo pomagali. Rzuciłem też okiem na rowery, które stały w grupie numerów mojej kategorii wiekowej. Zobaczyłem, że trochę ich brakuje po pływaniu, co oznaczało, że moi rywale już są w trasie i będę gonił, ale to nie było też tak, że mój rower był ostatni. 

 

rower mkon_hawaje2017

 

Jesteś na trasie roweru. Nie masz jeszcze informacji, który jesteś, ilu przed tobą - jak ci się jechało do nawrotki w Hawi?

Koncentrowałem się na tym, żeby trzymać waty. Jechałem po lewej stronie, bo kiedy wychodzi się w dużej grupie z pływania, to zagęszczenie rowerów na trasie jest spore i musiałem unikać draftingu. Ale niestety widziałem sporo zawodników, którzy jechali w górnym chwycie... 

Mniej więcej na trzydziestym kilometrze dogoniłem Rafała Hermana i przez chwilę jechaliśmy razem (oczywiście w przepisowej odległości, ale w kontakcie wzrokowym). Każdy z nas jechał swoje i po kilkunastu kilometrach rozjechaliśmy się, ale to był miły akcent. Cały czas czekałem, kiedy dogoni mnie Michał Podsiadłowski. Złapał mnie tuż przed Hawi, ale za daleko nie odjechał. 

 

Kiedy na czacie Akademii Triathlonu śledziliśmy Was na trackerze, wydawało się, że razem z Michałem, Rafałem i Mariuszem Pirkiem jedziecie razem, że niewiele Was dzieli. 

Zabawna sytuacja zdarzyła się po nawrocie w Hawi. Wyprzedzałem jakiegoś zawodnika, który nagle, nie oglądając się za siebie, splunął, nie wiedząc, że ktoś jedzie za nim, a kiedy byłem już na jego wysokości rzuciłem siarczyście po polsku: "O ty fiucie!" i nagle w odpowiedzi padło po polsku: "Przepraszam". Okazało się, że to Mariusz. Uśmiałem się. Bardzo zabawna, niemal filmowa sytuacja. 

 

A jak w tym upale odżywiałeś się na rowerze? 

Wszystko zagrało super. Tak, jak sobie zaplanowałem i przetrenowałem w Polsce. Odtwarzałem wszystko z dokładnością co do minuty. Pojechałem tylko na batonach Enervit, zjadłem ich 4,5 mimo, że miałem przygotowanych 6, ale chyba więcej bym nie zmieścił. Piłem swój izotonik. Ten podawany na trasie mi nie pasował (Gatorade), był słony. Organizatorzy twierdzili, że to specjalna linia dla triathlonistów, ale ja wolałem korzystać ze swojego. Na szczeście była zimna cola, którą lałem do bidonu z przodu. Znów posłuchałem się Andrzeja, który podpowiedział mi, żebym lał na siebie dwie butle wody na każdej stacji. Bardzo mi to pomogło. 

 

A colę piłeś od początku wyścigu rowerowego, czy od jakiegoś etapu? 

Od momentu, kiedy zobaczyłem, że jest (śmiech). Kiedy skończyły się moje izotoniki, złapałem Gatorade, ale ponieważ mi nie podpasował, piłem colę. Wydaje mi się, że od sześćdziesiątego kilometra. Łykałem też tabletki z solą. 

 

Dwa razy zatrzymałeś się na rowerze. Myślałeś, że złapałeś gumę, na szczęście to była folia, ale strachu trochę się najadłeś, prawda? 

Tak. Rafał Herman jest świadkiem. Za pierwszym razem usłyszałem takie dziwne stukanie o widelec i myślałem, że z opony wyszedł jakiś drut, i że za chwilę będę miał ogromne problemy. Okazało się, że do koła przykleiła się czarna folia izolacyjna, prawdopodobnie ta, którą organizatorzy przyklejali kable na punktach pomiarowych. Dokładnie to samo przytrafiło mi się w tym samym miejscu w drodze powrotnej. 

 

Byłeś świadomy, że wyprzedzasz rywali ze swojej kategorii wiekowej, że przesuwasz się w klasyfikacji? 

Tak. Im dalej w las, tych numerów było mniej. No i całe szczęście, że posłuchałem się Tomka Kowalskiego, który nie pozwolił mi jechać tylu watów, na ile miałem ochotę. Kazał trzymać to, co wymyślił 245 - 250W. I wydaje mi się, że gdybym go posłuchał w stu procentach, to urwałbym na całym odcinku 5 minut. Ale w stronę do Hawi pojechałem za luźno, było zdecydowanie z wiatrem i pojechałem 241W. Gdybym utrzymał to, co przykazał trener, pewnie skonczyłbym etap rowerowy w czasie 4:45, a nie 4:50. 

 

Bieg - skupmy się na samej końcówce, na tym momencie, w którym wiedziałeś już, że będziesz się bił o pudło. Kiedy to było? Co sobie myślałeś? 

Jak wybiegaliśmy na autostradę, kolega krzyknął mi, że jestem czwarty. Nie wiedziałem, kto jest przede mną. Zawodnicy zakrywali numery startowe, nie dziwię się im. Rywalizacja była naprawdę ostra i nikt nie odpuszczał. Nie wiedziałem za bardzo kogo gonię, ale wiedziałem, że muszę biec swoje. W stronę do Energy Lab było z wiatrem, więc uczucie gorąca potęgowało się. Miałem z tyłu głowy prędkość, z jaką na samym początku biegu wyprzedził mnie jeden z moich rywali i stwierdziłem, że nie będę go gonił. "Niech sobie biegnie" - pomyślałem. Pomimo tego, że nie wiedziałem, który jestem, starałem się dbać o nawadnianie, wkładałem za strój bardzo dużo lodu, piłem na każdej stacji colę i red bulla. Nie wziąłem żadnego żela energetycznego. Mniej więcej w połowie trasy do Energy Lab dogoniłem zawodnika w stroju Huuba, obok którego ktoś jechał na rowerze. Słyszałem, jak rozmawiają po angielsku i padło ostrzeżenie:  "Uważaj, on jest tuż za Tobą". Wiedziałem, że jestem blisko pierwszej trójki. Na nawrocie w Energy Lab zobaczyłem, że gość w stroju Huuba "umiera", więc przestałem się nim przejmować. Chociaż przestraszyłem się, żebym za chwilę i ja nie zaczął "umierać". Później już było wielkie ściganie z Belgiem. Miałem podejrzenie, że jest pierwszy, ale nie byłem do końca pewien. Pomyślałem wtedy, że to już nie ma znaczenia... drugi, czy trzeci... 

 

Podbieg do autostrady z Energy Lab, to było coś masakrycznego. Gdyby nie gąbki z zimną wodą rozdawane na tym odcinku, to chyba zacząłbym iść. Wiedziałem, że nie mogę i włączyłem swoje "niemaniemogę". Wiedziałem też, że kiedy wskoczę na autostradę, to ten bardzo silny, czołowy wiatr mnie ochłodzi. I rzeczywiście tak się stało. Potem już odkryłem, że biegnąc pod wiatr, lepsze wrażenie robi na mnie oblewanie wodą twarzy niż głowy, bo wiatr dodatkowo mnie chłodził. 

 

Marcin, w którym momencie wiedziałeś, że zwycięstwo jest twoje? 

Bardzo bałem się tego zbiegu do All'i Drive. Na ostatnich kilku kilometrach łapały mnie kurcze mięśniowe i musiałem stawać, żeby rozciągnąć mięśnie dwugłowe. Bałem się, że zbieg spowoduje nasilenie się tej reacji i zablokuj mi nogi. Ale kiedy już zbiegłem i obejrzałem się - czego zwykle nie robię - zobaczyłem, że na górze nikogo nie ma. Wiedziałem już, że wystarczy wbiec na dywan i... będę mógł świętować, cieszyć się. 

 

MKON mistrz

 

Coś się teraz zmiena w Twoim sportowym życiu po tym zwycięstwie? 

Nic się nie zmienia. Na wiosnę maraton, w którym chcę zaatakować 2.30, a drugi cel to... Mistrz Świata Ironman Hawaii w kategorii M50. 

 

Komu należą się największe podziękowania?

Oczywiście, że mojej żonie Ewie... W drugiej kolejności Jackowi Nowakowskiemu. To on wiercił mi dziurę w brzuchu, bo miałem przecież założenie, że na tych zawodach sprawdzam się, ale Jacek twierdził, że powiniem postawić poprzeczkę wyżej... bardzo wysoko. I on jest tak naprawdę inspiracją tego, że postawiłem sobie cel najwyższy - walka o pierwsze miejsce. Dziękuję trenerowi, sponsorom, ale to już robię szczegółowo na swoim blogu "NieMaNieMogę" i na FB
I'M KON. 

 

Marcin, bardzo dziękuję za ten krótki wywiad tuż po zdobyciu mistrzostwa i na dłuższy umawiamy się w Polsce! 

Dziękuję. Do zobaczenia. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowane w Publicystyka

Marcin Konieczny został Mistrzem Świata Ironman Hawaii w kategorii wiekowej 45-49 lat. Jeszcze żaden zawodnik z naszego kraju nie zdobył najwyższego stopnia podium w zawodach Ironman Hawaii. To największy sukces triathlonowy Marcina. Mkon przekroczył metę z czasem 9:18:43 i tym samym wyprzedził swój plan na mistrzostwo w kategorii wiekowej o kilka lat. Wielkie gratulacje od Akademii Triathlonu! Marcin sprawił sobie najlepszy prezent, o jakim marzył, bo dziś obchodzi urodziny! Wszystkiego najlepszego... MISTRZU! 

 

 

 

 

 

Marcin rywalizował o mistrzostwo między innymi z byłym mistrzem świata w kategorii 40-44 Ritchem Violą, z którym przeprowadzałem kilka lat temu wywiad:
 "15 godzin tygodniowo i Hawaje Twoje?!" 

 

Rywalizacja z Violą (ukończył zawody na drugim miejscu w AG z czasem 9:20:55) emocjonowała uczestników czatu na Akademii Triathlonu. Śledziliśmy i dopingowaliśmy Marcina z całych sił. Pokonał w swojej kategorii 304 zawodników. Wśród wszystkich mężczyzn (1693) startujących w Kona, Marcin zajął 71. miejsce. W klasyfikacji generalnej na 2365 zawodników uplasował się na 77 pozycji.

 

 

mkon mistrzem_wiata2017

fot. FB MKON

 

 

O tym, czym są Mistrzostwa Świata na Hawajach, Marcin opowiadał mi w wywiadzie, który przeprowadziłem z nim w 2012 roku, tuż po tym, jak wrócił ze swojego pierwszego startu na Hawajach. Wówczas miał już plan na to, co stało się właśnie dziś: 

 

"Spełniłem swoje pierwsze marzenie, bo start na Hawajach był celem cząstkowym tego, co gdzieś z tyłu głowy mi siedzi. Jak zacząłem trenować triathlon, to założyłem sobie, że zostanę Mistrzem Świata w wieku 50 lat" 

 

Marcin! Gratuluję zrealizowania planu o kilka lat wcześniej! 

 

 

Oto wyniki MKONA z poszczególnych konkurencji Ironman Hawaii 2017: 

Pływanie - 3,8km

konieczny1

Jazda rowerem - 180 kilometrów

konieczny5

Bieg - 42 kilometry 


konieczny3



Więcej informacji o przebiegu zawodów, wynikach Polaków i klasyfikacji generalnej jeszcze dziś na AT! 


Na pewno mamy dwie wiadomości dnia. O pierwszej już napisałem wyżej, a druga to oczywiście Mistrzostwo Świata i nowy rekord Ironmana na Hawajach ustanowiony przez Patricka Lange z Niemiec. 


patric lange

Opublikowane w Wydarzenia

Czas na trzecią odsłonę cyklu Triathlon Energy. Na początku lipca przenosimy się na Warmię i Mazury, gdzie ponad 300 zawodników będzie rywalizować na trzech dystansach oraz w sztafetach. Zapowiada się kilka ciekawych pojedynków pomiędzy najlepszymi zawodnikami w Polsce. To niedziela, a w sobotę m.in. rodzinne bieganie Run for Fun, charytatywne cross kajaki, warsztaty kulinarne czy spotkanie z jednym z najpopularniejszych polskich triathlonistów – Marcinem Koniecznym MKON).

- W zeszłym roku kiedy triathlon debiutował w Lidzbarku Welskim, nie mylić z Warmińskim, spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem przez zawodników, którzy zdecydowali się na przyjazd do tej urokliwej miejscowości – mówi Aldona Dybuk, organizatorka cyklu Triathlon Energy. – Jednak chyba nikt z nas nie spodziewał się, że rok później na zawody zapisze się ich dwa razy więcej. Bardzo nas to cieszy.

 

Zapowiada się ostra rywalizacja

 

Wśród zawodników, którzy wystartują w Lidzbarku jest kilka mocnych nazwisk. Marcin Konieczny, który właśnie tutaj rozpoczyna przygotowania do startu w październikowych mistrzostwach świata na Hawajach. Organizatorzy zaplanowali w sobotę o godz. 20, tuż po odprawie technicznej w Miejskim Domu Kultury spotkanie z popularnym MKON-em, który opowie o przygotowaniach i nadziejach na ten sezon. Obok niego na najdłuższym dystansie zobaczymy lidera klasyfikacji generalnej Triathlon Energy, Pawła Miziarskiego, który zarówno w Gniewinie jak i w Starogardzie Gd. wygrywał z dużą przewagą nad rywalami na dystansie 1/2 Ironman.

- Traktuję starty w Triathlon Energy jako mocne przygotowania do najważniejszego mojego startu w tym roku – twierdzi Paweł Miziarski. – Dwie pierwsze imprezy, które były w moim kalendarzu pokazały, że zawody są na wysokim poziomie organizacyjnym i dlatego postanowiłem trochę zmienić plany i wystartować także w Lidzbarku, a jak wszystko dobrze pójdzie to przyjadę także do Mrągowa bronić wygranej w klasyfikacji generalnej.

 

Zwycięstwo o kilka sekund?

 

Równie atrakcyjna, a może jeszcze ciekawsza rywalizacja szykuje się na dystansie 1⁄4 Ironman (950 m pływania, 45 km na rowerze i 10,5 km biegu). Tomasz Spaleniak z Endure Team rzucił wyzwanie Pawłowi Najmowiczowi z Tri NEGU. Warto podkreślić, że „Negus” wygrał z „Endurasem” w minioną niedzielę (25.06 2017) na dystansie 1/2 IM w Suszu zaledwie o 24 sekundy. Paweł był czwarty, a Tomek piąty w kategorii OPEN. Najmowicz już dawno zapowiedział, że planuje wygrać klasyfikację generalną Triathlon Energy na dystansie 1/4 IM. Teraz zyskuje poważnego rywala, który po dobrym starcie w Suszu postanowił włączyć się do walki. Warto dodać, że jest jeszcze kilku zawodników, którzy planują pokrzyżować im plany m.in. Maciej Kosmala, którego forma rośnie.

Na dystansie 1/8 IM po raz trzeci zobaczymy rewelacyjnego w tym roku Igora Siódmiaka, który wygrał w Gniewinie, a w Starogardzie Gdańskim zajął drugie miejsce. Czy ktoś tym razem przeszkodzi mu stanąć na najwyższym podium? Podczas drugiej odsłony był to Jakub Ruciński. Tym razem jednak brakuje go na liście startowej.

 

Triathlon Energy Lidzbark_2016 (5).JPG

 

Rekordowe sztafety

 

W niedzielę obejrzymy także zmagania sztafet. Na dystansie 1/4 IM jest ich aż 16 i to w krótkiej historii cyklu jest rekordowa liczba.

- Cieszymy się, że z imprezy na imprezę także sztafet jest coraz więcej – dodaje Aldona Dybuk. – Tym bardziej, że w Lidzbarku na taki start zdecydowało się wielu mieszkańców miast i okolic. Tak właśnie można rozpocząć przygodę z triathlonem lub ze sportem w ogóle.

Atrakcyjna sobota dla wszystkich

Tak więc w niedzielę czekają nas w Lidzbarku duże emocje. Nie inaczej będzie w sobotę. Organizatorzy zaplanowali kilka atrakcji. Około godz. 14 rozpocznie się rodzinne bieganie Run for Fun. Start rodziców z dziećmi od 6 do 10 lat. Rodzic biegnie, dziecko jedzie na hulajnodze lub rowerze. Start w parach. Zapisy na miejscu, przy plaży miejskiej, tuż przed zabawą.

O godzinie 15 także nad jeziorem, na plaży miejskiej rozpoczną się warsztaty kulinarne z charyzmatyczną szefową kuchni, Maliką, finalistką programu TOP CHEF. Gotować z nią będą zarówno mieszkańcy jak i zawodnicy. Następnie będzie degustacja przygotowanych smakołyków. A co to będzie?

- To będą trzy dania, łatwe i szybkie w przygotowaniu, aby każdy z nas mógł odtworzyć to w domu – zdradza Malika. - Mają być zdrowe i pasować do ludzi aktywnych, którzy podejmują niemal każdego dnia wysiłek. Może będą ryby, bo w końcu będziemy nad jeziorem? Na pewno będą warzywa, owoce, które będziemy łączyć w pasty.

 

Będzie smacznie.

 

Za degustowane potrawy będzie można wpłacić drobny datek, który wesprze fundusz lidzbarskiego WOPR. Ratownicy zbierają na silnik do nowej łodzi ratunkowej.

Warto dodać, że w niedzielę Malika wspólnie z mężem Radkiem będą rywalizować w triathlonie na dystansie ¼ IM. Tuż po warsztatach zaplanowana, także na plaży miejskiej jest zabawa charytatywna. Podobnie jak przed rokiem odbędą się crosskajaki. Czyli na początku trochę wysiłku z ciężarami, później bieg do kajaków i rywalizacja na jeziorze. Zabawa odbywać się będzie parami i za każdym razem rywalizować będą bezpośrednio dwa zespoły. Wygra ten, który osiągnie najlepszy czas. Wpisowe to pięć złotych od osoby, a całość wędruje na konto Nidzickiego Funduszu Lokalnego, który wspiera zdolną młodzież

Dzień zakończy się wspomnianym wyżej spotkaniem z Marcinem Koniecznym.

 

Triathlon Energy Lidzbark_2016 (1).JPG

 

Kibice na wagę złota

 

Zapraszamy do Lidzbarka. Każdy kibic na wagę złota. Triathloniści potrzebują wsparcia podczas rywalizacji. A może ktoś także złapie bakcyla i przygotuje się do startu w kolejnej imprezie cyklu Triathlon Energy, chociażby w sztafecie. 23 lipca 2017 w Bełchatowie lub na zakończenie sezonu 27 sierpnia 2017 w Mrągowie. Zapisy na www.timerecords.pl

Patronat nad imprezą objął Marszałek Województwa warmińsko – Mazurskiego, Gustaw Marek Brzezin i starosta Powiatu Działdowskiego. Gospodarzem eventu jest Miasto Lidzbark z burmistrzem Maciejem Sitarkiem na czele.

Opublikowane w Wydarzenia

Pozwolę sobie najpierw podsumować marzec, a dopiero potem całą akcję. Otóż z informacji, jakie przesyłają mi uczestnicy zabawy wynika, że niektórzy potraktowali bieganie jako trening uzupełniający a inni wręcz odwrotnie – jako bardzo mocny element przygotowania się do Ironmana. W dwóch przypadkach licznik kilometrów był determinowany kontuzjami (urazami).

I tak, w marcu Panowie przebiegli odpowiednio:

 Marcin   160 
 Rafał   268
 Olek  187
 Radek   168
 Łukasz   55 
 838

 

Wynik 838 jest sumą w jaką celowali (albo mieli celować) obstawiający w zabawie. Najbliżej był obstawiający o ksywie „slaw” i tę osobę poproszę o kontakt ze mną ([email protected]). Instrukcja jak uzyskać buty NB w mailu zwrotnym.

Teraz kilka słów refleksji.

Jako były biegacz uważam, że akurat na tym dystansie bieganie jest elementem kluczowym. Jak to mówią Ironmana przegrywa się na rowerze ale wygrywa na bieganiu. Większość obstawiaczy celowała w wyniki powyżej 1000km co na 5 osób daje średnią 200. Odliczając wynik Łukasza (kontuzja pleców) trzeba powiedzieć, że to ciągle nie są kosmiczne ilości kilometrów. Bo ten, który wygrał (Rafał) po prostu biegał zasadniczo więcej niż pozostali Panowie ;) Ale metodykiem nie jestem – nie będę się wymądrzał. Chciałbym podziękować wszystkim za chęć wzięcia udziału w zabawie. Mam nadzieję, że przez te 3 miesiące mieliści chociaż trochę „wytchnienia” od ciśnienia jakie daje przygotowywanie się zimną do startu wiosennego. Tylko taka – a nie wzmacnianie konkurencji między Wami – była intencja tej akcji. Dziękuję również wszystkim obstawiającym. Akademia Triathlonu po raz kolejny pokazała, ze jest portalem gdzie można liczyć na szeroki odzew. Do usłyszenia przy kolejnym „gupim” pomyśle

MKON

 

Od Ojca Dyrektora: 

Pozwoliłem sobie wtrącić na koniec swoje 3 grosze, ale tylko po to, aby podziękować Marcinowi za mobilizację, pomysł i dobrą zabawę. Myślę, że wszyscy doświadczyli samych pozytywnych emocji związanych z tym "konkursem". Mam nadzieję, że w tym roku pojawi się kolejny "gupi" pomysł mkona i dalej będziemy się bawić wokół tri. Dzięki wszystkim czytelnikom za doping i trzymanie kciuków, a szeroka relacja z IM South Africa już wkrótce. Gratuluję wszystkim Polakom, którzy startowali w IM South Africa, a w szczególności Rafałowi Hermanowi, który z 6 miejsca w kategorii wiekowej zgarnął slota na Hawaje! 

Łukasz Grass 

Opublikowane w Felietony

Mistrzostwa Polski Afryki – edycja lutowa właśnie dobiegła końca. Obstawialiście, ile kilometrów (łącznie) przejadą Panowie na treningach. Z informacji jakie otrzymałem wychodzi na to, że cyferki wyszły zacne. A jeden zawodnik to chyba na rowerze również spał. W przypadku Rafała oraz Radka zaokrągliłem podane przez nich wyniki do pełnej godziny (w górę). Przypominamy ekipę "Afrykanerów" w tej zabawie: Radek Pawłowski, Olek Łakomski, Łukasz Grass, Marcin Waniewski, Rafał Herman. No i mamy „obstawiacza”, który wstrzelił się w wynik. Michał Sowa obstawił, że Panowie przejadą razem 179 godzin i proszę: oto wyniki szczegółowe:

 

 

 Radek   47  
 Olek   23
 Łukasz   25 
 Marcin   50
 Rafał  34
 179 

 

 

Gratulujemy wygranemu i prosimy o kontakt z MKONem mailem ([email protected]) lub poprzez profil na FB. On skontaktuje Ciebie z Krystynem Lipiarskim z firmy WERTYKAL – sponsora edycji lutowej.

A skoro o sponsorach, to informujemy Państwa, że sponsorem edycji marcowej została firma New Balance, która ufunduje buty sportowe dla osoby, która najtrafniej obstawi LICZBĘ KILOMETRÓW, jaką Panowie wybiegają w sumie w marcu.

 

nb nagroda

 

Przypominamy zasady zabawy:

  1. Przekazujesz w ramach swojego rozliczenia rocznego (niekoniecznie w styczniu) 1% na dowolną – wskazaną przez Ciebie organizację pożytku publicznego. Nie potrzebujemy potwierdzeń, świadectw, przelewów itd. Triathlon to sport dla ludzi honorowych więc wierzymy, że jeśli chcesz się z nami bawić – zapłaciłeś. Jeśli nie płacisz podatku dochodowego (studenci, uczniowie) bierzesz udział w zabawie za darmochę.
  2. Obstawiamy w komentarzach podając swoje imię i nazwisko oraz liczbę (można oczywiście okrasić to stosownym komentarzem)
  3. Obstawiamy TYLKO RAZ. I ponownie – nikt nie będzie bawił się w sprawdzanie Waszych numerów IP – traktujemy to jako zabawę. Uczciwą zabawę.
  4. 2 kwietnia podajemy wartość jaką podadzą nam Panowie (przesyłać będą maile do MKON’a – nie znając wartości swoich rywali). Wygrywa osoba, która trafi w wynik. Jeśli takiej osoby nie będzie szukamy osoby najbliżej +\- Przykład: panowie „nabiegają” 1000km. Najbliższym wynikiem może być 999 lub 1001. W przypadku osób z dwoma podobnymi różnicami nagroda zostanie wylosowana.

Sprawa najważniejsza – tę ciągle przypominamy: oprócz wybranej do zabawy przeze mnie piątki kciuki trzymam za WSZYSTKICH startujących w każdej kategorii wiekowej, choć nie ukrywam ta 40-latków jest mi szczególnie bliska z wiadomych powodów. 

Zapraszamy do zabawy i obstawiania. 16 marca na FB ukaże się wydarzenie, gdzie Panowie (podobnie jak w edycji styczniowej i lutowej) będą sprzedawali kilka „tajemnic” swojego treningu biegowego.

Pozdrowienia

MKON 

Opublikowane w Publicystyka

MistrzostwaPolskiAfryki – edycja rower - zakończy się dziś o północy. Chętni jeszcze tylko przez kilka godzin mogą obstawiać wynik, jaki osiągną "Afrykanerzy" w zabawie wymyślonej przez Marcina mkona Koniecznego. W styczniu zakończyła się edycja: pływanie. Przypomnijmy wyniki uzyskane przez 5 zawodników. Na podstawie przesłanych danych liczba „wypływanych” kilometrów była następująca:

 

 

 

 

 

 Łukasz Grass  35km 
 Marcin Waniewski   53km 
 Rafał Herman   59,1km 
 Olek Łakomski   38,5km 
 Radek Pawłowski   40,38km 
  All   225,98km 

 

Najbliższy wynikowi rzeczywistemu był ostawiający o pseudonimie RIQQON. Prosimy o napisanie maila do przedstawiciela HUUB w Polsce – Macieja Żywka: [email protected] – pacta sunt servanta – okularki ALTAIR polecą do Ciebie!

 

Ale pływanie w Ironmanie (które jak wiadomo, jest przereklamowane), to śmiem twierdzić najmniej ważna część zawodów. Rower – to jest dopiero coś. Wiem, że niektórzy Panowie w ciepłym (Wania), niektórzy Panowie w jeszcze cieplejszym (bo bez wentylatora) cisną kilometry i godziny aż miło. 

W lutym obstawiamy liczbę GODZIN spędzonych na rowerze. Przypominam zasady:

  1. Przekazujesz w ramach swojego rozliczenia rocznego (niekoniecznie w styczniu) 1% na dowolną – wskazaną przez Ciebie organizację pożytku publicznego. Nie potrzebujemy potwierdzeń, świadectw, przelewów itd. Triathlon to sport dla ludzi honorowych więc wierzymy, że jeśli chcesz się z nami bawić – zapłaciłeś. Jeśli nie płacisz podatku dochodowego (studenci, uczniowie) bierzesz udział w zabawie za darmochę.
  2. Obstawiający powinien podać łączną sumę GODZIN (pełna wartość, bez wartości po przecinku) całej piątki. 
  3. Obstawiamy w komentarzach podając swoje imię i nazwisko oraz liczbę (można oczywiście okrasić to stosownym komentarzem)
  4. Obstawiamy TYLKO RAZ. I ponownie – nikt nie będzie bawił się w sprawdzanie Waszych numerów IP – traktujemy to jako zabawę. Uczciwą zabawę.
  5. 2 marca podajemy wartość jaką podadzą nam Panowie (przesyłać będą maile do MKON’a – nie znając wartości swoich rywali). Wygrywa osoba, która trafi w wynik. Jeśli takiej osoby nie będzie szukamy osoby najbliżej +\- Przykład: panowie „nakręcą” 1000h. Najbliższym wynikiem może być 999 lub 1001. W przypadku osób z dwoma podobnymi różnicami nagroda zostanie wylosowana.

Sprawa najważniejsza – tę ciągle przypominamy: oprócz wybranej do zabawy przeze mnie piątki kciuki trzymam za WSZYSTKICH startujących w każdej kategorii wiekowej, choć nie ukrywam ta 40-latków jest mi szczególnie bliska z wiadomych powodów. 

 

Partnerem edycji lutowej jest firma WERTYKAL z Zabierzowa, która zwycięzcy funduje rękawki rowerowe (do indywidualnego ustalenia czy letnie czy zimowe).

 

logo wertykal_kopia

 

Zapraszamy do zabawy i obstawiania. Jeszcze tylko dziś możecie obstawić wynik, a od jutra panowie zaczną "rywalizować" w bieganiu. 

MKON

Opublikowane w Publicystyka

Mistrzostwa Polski Afryki w kategorii M40 tuż tuż! 2 kwietnia około 10 osób z Polski zmierzy się w zawodach Ironman South Africa w Port Elizabeth. Marcin MKON Konieczny wpadł na pomysł, aby umilić i dodać pikanterii tej rywalizacji. Skontaktował się z Ojcem Dyrektorem i zaproponował, że przez 3 ostatnie miesiące do zawodów, a więc styczeń, luty i marzec kilku wybranych przez niego zawodników, będzie "rywalizowało" wirtualnie w przygotowaniach do zawodów. Ostatecznie pomysł przerodził się w obstawianie kilometrów, jakie pokona każdego miesiąca cała piątka, a w tle jest cel charytatywny. O zasadach możecie przeczytać w tekście pt.: "Mistrzostwa Polski M40 w Afryce - mkon ma pomysła", ale w skrócie przypominamy je również w tym tekście. Zaczynamy zabawę.

 

MKON:

"Pierwszy – styczniowy etap w naszej zabawie dotyczyć będzie pływania. Pierwsza z triathlonowych dyscyplin, niby najmniej ważna na dystansie IRONMAN, ale jak powszechnie wiadomo, jeżeli ktoś wyjdzie z wody za daleko, to ma naprawdę małe szanse, aby dogonić tych, którzy wyszli w czołówce.Przypomnę założenia zabawy. Pięciu ścigających się w jakże mi bliskiej kategorii wiekowej M-40 w ramach Ironman South Africa czyli: Marcin Waniewski, Łukasz Grass, Olek Łakomski, Rafał Herman oraz Radek Pawłowski walczą o slota na Hawaje. Zabawa w #MistrzostwachPolskiAfryki w styczniu polega na obstawieniu, ile ŁĄCZNIE kilometrów przepływanie cała piątka na basenie. Jak można wziąć udział w zabawie?

  1. Przekazujesz w ramach swojego rozliczenia rocznego (niekoniecznie w styczniu) 1% na dowolną – wskazaną przez Ciebie organizację pożytku publicznego. Nie potrzebujemy potwierdzeń, świadectw, przelewów itd. Triathlon to sport dla ludzi honorowych, więc wierzymy, że jeśli chcesz się z nami bawić – zapłaciłeś. Jeśli nie płacisz podatku dochodowego (studenci, uczniowie) bierzesz udział w zabawie za darmochę.
  2. Obstawiający powinien podać łączną sumę kilometrów (pełna wartość, bez wartości po przecinku) całej piątki. 
  3. Obstawiamy w komentarzach podając swoje imię i nazwisko oraz liczbę (można oczywiście okrasić to stosownym komentarzem)
  4. Obstawiamy TYLKO RAZ. I ponownie – nikt nie będzie bawił się w sprawdzanie Waszych numerów IP – traktujemy to jako zabawę. Uczciwą zabawę.
  5. 2 lutego podajemy wartość jaką podadzą nam Panowie (przesyłać będą maile do MKON’a – nie znając wartości swoich rywali). Wygrywa osoba, która trafi w wynik. Jeśli takiej osoby nie będzie szukamy osoby najbliżej +\- Przykład: panowie „napływają” 1000km. Najbliższym wynikiem może być 999 lub 1001. W przypadku osób z dwoma podobnymi różnicami nagroda zostanie wylosowana.

Nagrodą w styczniowej edycji konkursu są okularki pływackie Altair marki HUUB. Najnowszy model, w którym możecie wybrać jedną z trzech najlepiej pasujących do aktualnych potrzeb parę szkieł.

 

altairman

 

Zapraszamy do zabawy. Mamy nadzieję, że konkurs oraz sama zabawa jeszcze bardziej zmobilizuje Panów do rywalizacji, nie tyle ze sobą, ale z kolegami z innych krajów. W końcu do zdobycia w M-40 jest aż 8 slotów!

 

SUPLEMENT: Oczywiście kibicujemy nie tylko biorącej w zabawie piątce, ale wszystkim pozostałym startującym w imprezie Polakom".

 

Łukasz Grass: 

Dziękuję MKON za pomysł i logistykę! Szykuje się dobra zabawa. Ze swojej strony dodam, że przygotowujemy również zabawę w obstawianie wyników wszystkich startujących Polaków w Ironman South Afrika. Ponieważ nie ma jeszcze listy startowej na stronach IM, proszę wszystkich, których nie ma na poniższej liście o informację. Dopiszemy i wówczas uruchomimy sondę. 

 

Marcin Waniewski

Łukasz Grass 

Olek Łakomski

Rafał Herman

Radek Pawłowski

Aleksander Sachanbiński 

Dariusz Dąbrowski 

Piotr Gąsiorowski 

 

 

 

 

Opublikowane w Publicystyka
wtorek, 04 października 2016 07:51

"Czy warto wystartować w Ironman Barcelona?" - mkon

Na 3 dni przed startem miałem dwa koszmary. Koszmar numer 1 to fale. Pływałem z Radkiem Buszanem treningowo i kołysało nami tak, że czuliśmy się po treningu jakbyśmy mieli chorobę morską. Koszmar numer 2 to drafting. Ostrzeżony przez Professora, ciągle miałem w głowie wyprzedzającą mnie grupę 30 zawodników. Powracało pytanie: co mam w takiej sytuacji zrobić? Przycisnąć 500 watów, wysforować się na pierwsze miejsce i wrócić do swojej założonej mocy? Za chwilę wyprzedzą mnie znowu. Ustąpić? A jeśli pociąg ma 100 metrów? Co w takiej chwili? 

 

Lekko zestresowany stanąłem na linii startu z dwoma celami: zrobić życiówkę i zakwalifikować się na Hawaje. Po nocnych przygodach wiedziałem, że cel nr 1 jest poza zasięgiem. Żeby zrealizować cel nr 2 musiałbym być w pierwszej 5-tce. Jak się skończyło wszyscy wiedzą, więc mniej będzie o tym jak to bolało, a więcej o samych zawodach, bo dostałem dzisiaj rano pytanie, czy polecam tę imprezę na debiut. Pytanie było z kategorii smentorskich, więc nie chciałem odpowiedzieć wprost. Zamiast tego pokazałem jej plusy i minusy.

 

mkon hawaii2017

 

Ale zacznijmy od sprawy najważniejszej. Czy były to zawody uczciwe?

Według mnie dla tych, którzy mieli możliwość (i chcieli) - były, dla tych, którzy możliwości nie mieli i/lub nie chcieli - nie. I mówię to z pełną premedytacją, bynajmniej nikogo nie wskazując. Pierwsze 3 km po mieście w małych uliczkach spowoduje, że utworzą się małe grupki... czy tego chcecie czy nie, tak będzie. Potem albo uciekniesz albo pierwsze 40-50km jedziesz z innymi. Na trasie było bardzo dużo sędziów. Pierwszą część I pętli właściwie byłem eskortowany przez motor z sędzią. Było ciągłe wyprzedzanie, a okrzyki „left”, „left” sypały się gęsto. Czy można było nie draftować? Można. Jak się jechało w czubie. Czy można było nie draftować wychodząc z wody w 60 percentylu zawodników, przy 3000 uczestników? NIE!

 

I nie ma znaczenia, czy jesteś uczciwy czy nie. Inną kwestią jest to, co robiłeś po 30, 40, 50km. Dla mnie asysta sędziego skończyła się na nawrocie pierwszej pętli. 8 panów i jedna pani PRO, których goniłem, bo chciałem się załapać chociaż na te parę metrów po nawrocie jadąc pod wiatr, zaczęła tak współpracować, że miałem do wyboru: jechać swoje albo ich gonić. Ponieważ średnia pokazywała mi po 45km 42km/h zdecydowałem, że nawet jeśli pod wiatr pojadę swoje, to wystarczy. I pojechałem swoje. I tak jechałem do końca. Ale żona mówiła mi, że widziała zawodników, którzy na rondzie nawrotowym czekali na grupy, żeby pojechać w tunelu!

 

mkon hub

 

Co jeszcze można powiedzieć o tych zawodach?

Pływanie w morzu nie jest dla mnie jakoś specjalnie przyjemne. Fale, woda, która powoduje odruch wymiotny. Trasa pływacka (pierwszy nawrót po 300m) powodowała, że był tłok. Słabo zorganizowana była strefa zmian w kontekście wieszaków na worki. Numerki były poprzyklejane co 10 i trzeba było liczyć, gdzie wiszą twoje ciuchy. Powodowało to lekkie zamieszanie i wydłużenie trwania T1 i T2  mimo, że dystanse w strefach były krótkie. Bieganie częściowo po promenadzie, częściowo po ulicach dwóch miasteczek (Calella i Pineda de Mar). W dniu zawodów mieliśmy dużo szczęścia bo niebo było zachmurzone. W dni poprzedzające start zastanawiałem się, czy nie wystartować w kasku szosowym – taki był gorąc. Dokładając do tego codziennie wiejący wiatr, zawody te wcale nie należały do najłatwiejszych. Wielu zawodników (włącznie z piszącym te słowo) lekko „zeszło” na biegu. 

 

Podsumowując: zawody fajne, z potencjałem do bardzo dobrych wyników. Ilość debiutantów świadczyć może o tym, że rozeszła się fama, że to dobra miejscówka. Według mnie nic nie przebije Klagenfurtu, a slota łatwiej złapać w innych lokalizacjac. Czy polecam je na debiut? Jeśli lubisz startować w cieple, przy falującej słonej wodzie z wiatrem i poradzisz sobie z presją draftingu?  TAK, warto. 

Opublikowane w Felietony

44 Polaków ukończyło dystans Ironman w Barcelonie. Najszybszym polskim triathlonistą był Marcin Konieczny, który wygrał swoją kategorię wiekową uzyskując czas 08:52:46. Jego międzyczasy to: pływanie 1:01:58, rower 4:35:57 i bieg 3:08:49. Na podium stanął także Grzegorz Wiśniowski, zajmując trzecie miejsce w M25-29. Wśród zawodników PRO Filip Przymusiński zajął 27 miejsce, a Mikołaj Luft niestety nie ukończył zawodów. Jedyną kobietą, która dotarła do mety to Kaja Delewska, w kategorii F25-29 zajęła 8 miejsce. Ironman Barcelona 2016 oferował 40 slotów na MŚ na Hawajach w 2017 roku.

 

 MarcinKoniecznywygraM40-44naIronmanBarcelona1

 

Wyniki Polaków

 

PRO
Filip Przymusiński 27 miejsce - 8:58:39

 

M25-29
Grzegorz Wiśniowski 3 miejsce - 8:56:32
Tomasz Domagała 16 miejsce - 9:44:25
Rafał Ponikwia 45 miejsce - 10:45:22

 

F25-29
Kaja Delewska 8 miejsce - 11:05:00

 

M30-34
Mariusz Pirek 4 miejsce - 9:00:49
Bartłomiej Jedrychowicz 80 miejsce - 10:35:28
Eugeniusz Licznarowski 93 miejsce - 10:43:01
Dariusz Mateja 157 miejsce - 11:38:20
Piotr Madej 163 miejsce - 11:42:22
Leszek Stelmachowski 192 miejsce - 12:06:58

 

M35-39
Radek Buszan 9 miejsce - 9:12:49
Mariusz Klatka 38 miejsce - 9:41:18
Przemysław Szuder 55 miejsce - 9:55:00
Dariusz Epelbaum 71 miejsce - 10:07:06
Damian Witkowski 87 miejsce - 10:16:30
Tomasz Panufnik 156 miejsce - 10:53:35
Grzegorz Radziukiewicz 194 miejsce - 11:05:41
Paweł Bajsarowicz 204 miejsce - 11:11:03
Bartosz Potyrała 276 miejsce - 11:48:44
Jacek Zielonka 279 miejsce - 11:49:54
Dariusz Dziuba 303 miejsce - 12:08:13

 

M40-44
Marcin Konieczny 1 miejsce - 08:52:46
Piotr Bula 26 miejsce - 09:41:14
Marcin Kapitula 75 miejsce - 10:19:04
Konrad Wilijewicz 114 miejsce - 10:38:37
Paweł Targoni 141 miejsce - 10:49:22
Paweł Błażutycz 177 miejsce - 11:02:43
Przemysław Przywarty 180 miejsce - 11:03:45
Piotr Barwiński 181 miejsce - 11:03:58
Wojciech Maka 248 miejsce - 11:33:46
Mieszko Kastelnik 276 miejsce - 11:47:27
Rafał Sieradzki 296 miejsce - 12:00:34
Michał Dzioba 321 miejsce - 12:16:12
Dariusz Leśniak 324 miejsce - 12:16:44

 

M45-49
Jarosław Świątek 73 miejsce - 10:36:03
Tomasz Czasak 98 miejsce - 10:45:38
Michał Piotrowski 99 miejsce - 10:46:03
Paweł Boniecki 146 miejsce - 11:13:47

 

M50-54
Jacek Jurski 105 miejsce - 11:39:35
Ireneusz Czwojdziński 130 miejsce - 12:11:25
Jacek Dudkowiak 141 miejsce - 12:20:03
Ryszard Grobelny 143 - 12:20:20

 

M55-59
Grzegorz Grzelec 7 miejsce - 10:12:29

Opublikowane w Wydarzenia

W jednej z koncepcji zarządzania, którą „sprzedajemy” na prowadzonych przez nas szkoleniach jest typ pracownika, którego nazywamy kompetentnym, ale ostrożnym praktykiem. To taki osobnik, który wie jak, ale nie za bardzo w siebie wierzy. Porównujemy to często do dzieciaka, który chcąc nauczyć się jeździć na rowerze na dwóch kółkach potrzebuje rodzica, który trzyma kijek wetknięty miedzy ramę i pomaga mu złapać równowagę. Kiedy się przewraca? W większości wtedy, kiedy widzi, że rodzic go nie asekuruje. I tak się trochę czuję przez niedzielnym startem. Niby wiem, ze jestem przygotowany, niby wiem, że nic więcej zrobić nie mogłem (bo wykonałem 100% planu treningowego), niby wiem, że ten plan był dobry (gwarantuje go zestaw trenerski Kowalski-Rostkowski). Ale wątpliwości mam. Co więcej! Te wątpliwości przeradzają się w przerażającą przedstartową sr*czkę. Złapałem się na tym, że chcę/chciałem popełnić wszystkie błędy, o których przestrzegałem w swoich felietonach. Ale po kolei.

 

Najpierw źródło. Półmaraton Warszawski nie poszedł mi tak, jak pójść powinien. Stąd przerażenie wynikające z tego, że nie wszystko idzie jak iść powinno. Jak dołożę sobie myślenie typu: ledwie dobiegłem 21km w 1:14’22 to jak mam ubiec kolejne 21? Kolejny pretekst do tego myślenia dał mi zeszłotygodniowy trening 2x10km. Druga dycha w tempie startowym. Wcale nie było łatwo ani z zapasem. Jak pobiec to x4? Niewyobrażalne. No to zaczęły się pomysły na ułatwianie/ulepszanie lub co gorsza czarowanie.

 

Najpierw złapałem się na tym, że staram się zaczarować rzeczywistość fetyszami. Z jakiego bidona powinienem korzystać? Czy jak piłem z czerwonego przez zawodami to szło mi dobrze, czy raczej nie realizowałem celu? A jak jest z rutyną przedstartową typu fryzjer. Mam tak, że przed ważnym startem idę do fryzjera. Ale zawsze robię to w sobotę. Tym razem musze być rano o 11.00 w W-wie, więc nie mogę iść w sobotę. Panika… Ja pierdziele. Stary a głupi. Nawiasem mówiąc – zapraszam na gofry MOCY MKON’a na expo Orlen Maraton.

 

Potem zaczęła się jazda z cudami odżywczymi. Jeden blog, drugi, a może jednak spróbować diety sztokholmskiej (kilka razy próbowałem – na mnie nie działa). Ale jadę… co mam do stracenia. Po pierwszym dniu odstawienia węglowodanów Ewa kopnęła mnie w dupę i otrzeźwiła. Fajnie mieć taką Ewę ;)

Potem poszło mi w tematy triathlonowe. Co z tego, że wiosna pod znakiem biegania, a cel triathlonowy to perspektywa dopiero październikowa. Nie idzie w bieganiu trzeba kompensować pływaniem i rowerem. Piotrek Rostkowski mówi: najlepiej jakbyś w ostatnich 10 dniach do maratonu nic nie pływał i nic nie jeździł. A u mnie myślenie typu: sezon rowerowy zmarnowany. Idę pokręcić. Albo takie myśli: "Nie dość, że nic nie biegam, to jeszcze będę pływał jak siekiera". No paranoja kompletna.

 

Ostatnim bezsensem, jaki chcę wspomnieć jest „próbowanie się”. To już bezsens nad bezsensy. Oczywiście nie dałem się ponieść temu idiotyzmowi, ale przeszła mi przez głowę taka myśl. Odwołali ci szkolenie. 3 dni luzu akurat przed maratonem – machnij sobie sprawdzian na 400. Będzie ślad w triathlonie korespondencyjnym. Wprawdzie nie pływasz, ale przynajmniej coś zrobisz. Zobaczymy, czy pikawa dobrze działa. Szok. Niby jestem dojrzałym zawodnikiem, a takie bzdury przychodzą mi do głowy i co najgorsze jestem KROK od ich realizacji…Zero logiki.

 

Prawda. Nadmiar wolnego czasu. To wszystko nie pomaga. Ale rowery już poczyszczone, garaż sprzątnięty. Do drewna się nie dotykam, bo ostatnio (dzień przez PWM) przerzuciłem 5m3 więc teraz nie ma niebezpieczeństwa. Na szczęście mam mądrego trenera. Pisze do mnie: "Wszystko zależy od diety, nastawienia i wypoczynku. Nie kombinuj".

 

No to nie kombinuję. Co ma być, to będzie. Nie ma co wierzyć w cuda. Trzeba wierzyć w siebie. Cel minimum: życiówka (sub 2:34), cel maksimum sub 2:30. #niemaniemogę

Opublikowane w Felietony
pierwsza
poprzednia
1
Strona 1 z 3

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test