brett sutton
Home Aktualności Publicystyka Artykuły w etykiet: sport

We wtorek wieczorem odeszła od nas Magdalena Mielnik. Triathlonistka zmarła w bardzo młodym wieku - 26 lat. Była to bardzo utytuława zawodniczka na polskiej scenie triathlonu. Największymi sukcesami Magdaleny Mielnik był tytuł Mistrzyni Europy w Aquathlonie U23 i wielokrotnie zdobywane Mistrzostwa Polski w Triathlonie. Marzeniem Magdaleny był start w Igrzyskach Olimpijskich, czego nie zdążyła zrealizować. Triathlonistka miała na swoim koncie 39 międzynarodowych startów w Pucharze Europy ETU, Pucharze Świata ITU, Pucharze Afryki ATU i innych.

 

Magdalena przez ostatnie miesiące walczyła z chorobą. Spędziła dużo czasu w szpitalu. Choć jeszcze niedawno na antenie Radia Olsztyn zawodniczka wypowiadała się, że jest już gotowa na powrót do rywalizacji na najwyższym poziomie. Nie zobaczymy już Magdaleny na startach zawodów. Dziś po godz. 21 triathlonistka będzie wspominana w Kronice sportowej Radia Olsztyn.

 

Karierę rozpoczynała, trenując pływanie. Trafiła do klasy sportowej w Szkole Podstawowej nr 2 w Olsztynie i zaczęła treningi w olsztyńskim Kormoranie. Pływała na krótkich dystansach kraulem i delfinem. Była finalistką mistrzostw Polski i medalistką mistrzostw województwa. Trenowała równolegle kolarstwo w klubie Art Print, gdzie szkoleniowcem był Zdzisław Trojga. Zdobyła nawet dwa medale mistrzostw Polski juniorek. Po tym jak zrodził się pomysł uprawiania triathlonu rozpoczęła naukę w liceum na warszawskich Bielanach, specjalizującym się w tej dyscyplinie. Maturę zdała w olsztyńskiej Szkole Mistrzostwa Sportowego, będąc już zawodniczką WMKS Olsztyn. Jej treningiem lekkoatletycznym zajął się znany szkoleniowiec – Zbigniew Ludwichowski. Awansowała do kadry narodowej. W ostatnich latach regularnie zdobywała medale w młodzieżowych i seniorskich mistrzostwach Polski.

 

Redakcja Akademii Triathlonu składa bliskim szczere wyrazy współczucia.

 

Magdalena Mielnik - ur. 15 maja 1991 r. w Olsztynie - zm. 07.11.2017 r. w Olsztynie

 

Magdalena Mielnik medale.jpg

FB Magdalena Mielnik

Opublikowane w Wydarzenia

Od redakcji. Łukasz Grass:
"Piątek popołudnie. Po całym dniu pracy, zmęczony, odbieram telefon. Dzwoni Adrian.
- Cześć Łukasz. Słuchaj, mam wywiad na Akademię… już prawie gotowy, podeślę zaraz do zredagowania, ale jest jeden mały problem… - słyszę, że Adrian nie jest do końca zadowolony.
- A co z nim nie tak? - dopytuję.
- No, jest chyba lekko kontrowersyjny… - słyszę.
- I bardzo dobrze - przerywam.
- Wiesz, ale chyba nie do końca o taką kontrowersję ci chodzi. Ja sam nie bardzo wierzę w to, co usłyszałem. Jest dziewczyna, Ania Lechowicz, trzydzieści parę lat, matka trójki dzieci, na co dzień pracuje jako weterynarz, operacja krów i tym podobne rzeczy, no i dwa lata temu zaczęła uprawiać triathlon - Adrian wylicza, ale ja już nie wytrzymałem.
- Adrian, ku…, no i co w tym kontrowersyjnego?! - pytam.
- Ona zrobiła tydzień temu pierwszego w życiu Ironmana, w Barcelonie, i miała 9h 21 minut.
- O ku… - tutaj zrozumiałem już, o czym mowa.
- Draftowała czy trasę pomyliła? - pytam wprost, a przez głowę przelatuje mi jak błyskawica 6 lat moich treningów i wynik życiowy na IM z Kopenhagi 10h.
- Nie, ona wykręciła jakieś kosmiczne waty na rowerze. A potem świetnie pobiegła - odpowiada Adrian.

- Szybko zakończyłem rozmowę i dzwonię do Filipa Szołowskiego z Labosport, gdzie trenuje Ania.
- Grzegórzek ją trenuje - słyszę na przywitanie.
- Ty, a co tam się działo w tej Barcelonie?
- Wykręciła prawie 3,3 Wata na kilogram masy ciała. Naprawdę jest mocna.
- A drafting? Sorry, przeproś Anię ode mnie, jeśli z góry zakładam, że złamała przepisy, ale wiesz… zero sportu, dwa lata treningu i operacja kolana… to pytanie musiało paść. Widziałeś niektóre komentarze w sieci? Wolę przekuć balon hejtu i niedowierzania.
- Wiem, ale wykresy mocy mówią same za siebie, bieg również. Czekamy wszyscy na Mistrzostwa Świata w RPA i Konę - odpowiada Filip.
- Przez chwilę jeszcze myślałem, jak to możliwe, żeby ktoś, kto nigdy nie uprawiał sportu, po dwóch latach treningu (a w tym czasie również operacji kolana), osiągnął taki wynik. Ale zaraz przyszła mi do głowy historia Jurka Górskiego, który po 14 latach uzależnienia od narkotyków, alkoholu i papierosów biegnie maraton po pierwszym roku leczenia i osiąga wynik: 3h 56 minut. Zadzwoniłem do Adriana, poprosiłem, aby dopytał jeszcze Anię o kilka szczegółów.
Aniu, Twoja historia z ostatnich dwóch lat jest mega motywująca. Trzymamy kciuki za RPA i Konę! Gratulacje!

Łukasz Grass

Redaktor Naczelny Akademii Triathlonu


Adrian Kapusta: Spodziewałaś się takiego wyniku biorąc pod uwagę, że to był Twój debiut na Ironmanie?

Anna Lechowicz: Trenuję dopiero od dwóch lat. (red. od 30 roku życia), więc wszystko praktycznie jest moim debiutem. Wcześniej nie miałam żadnego kontaktu ze sportem. Prawdę mówiąc, jedynie w szkole podstawowej biegałam na zajęciach WF i miałam sprecyzowane plany na przyszłość - wiedziałam, że będę studiować weterynarię. W liceum wybrałam profil biologiczno-chemiczny. Skupiłam się na nauce. W wieku 18 lat urodziłam pierwszą córkę. Wtedy już w ogóle nie było mowy o sporcie. Mój ruch ograniczał się do spacerów i tym podobnych aktywności.

 

Anna Lechowicz z psami.jpg


W takim razie skąd wziął się pomysł na uprawianie triathlonu?

To była spontaniczna historia. W marcu 2015 roku moja znajoma zaprosiła nas na trzydzieste urodziny. Ja byłam miesiąc po porodzie, po trzecim dziecku. Ale co tam - pomyślałam - pojechaliśmy. Siedzieliśmy przy stoliku, przy którym siedział również mój znajomy, który właśnie zaczął uprawiać triathlon. Jeszcze 2 lata temu nie wiedziałam, co to za dyscyplina sportu. Michał wytłumaczył mi, o co chodzi. Pomyślałam sobie, że to świetna sprawa, ale jest jeden problem - nie umiem pływać. To znaczy potrafiłam się unosić na wodzie i płynąć żabką z głową nad wodą. Po tym spotkaniu minął jeszcze miesiąc, ale coraz bardziej dojrzewała w mojej głowie myśl o wystartowaniu w tych zawodach. W maju zaczęłam biegać z wózkiem dziecięcym. Mówiąc kolokwialnie, pakowałam je do wózka i ruszałam na swoje pierwsze treningi. Na początku biegałam po 200-300 metrów. W czerwcu zwróciłam się do Michała, z prośbą o pomoc, co mam robić, żeby “zrobić ten triathlon”. Michał zaproponował, że będzie rozpisywał mi treningi. Dostawałam proste zadania na basen czy na bieganie. Teraz, przypominając sobie te treningi śmiejemy się, że jeszcze dwa lata temu w czerwcu dostawałam zadania typu: 10 razy 2 minuty biegu. Kiedy dostałam pierwszy trening 2 x 15 minut biegu z przerwą 1 minuta, byłam w szoku! Sądziłam, że nie nie jestem jeszcze na to gotowa, że to chyba jest niemożliwe. Po takim treningu i tak byłam już ogromnie zmęczona. Zaczynałam od kompletnego zera. Nawet mój zegarek nie miał nic wspólnego ze sportem, pokazywał mi jedynie czas, ile minut spędzam na treningu. W związku z tym, że jestem w gorącej wodzie kąpana, postanowiłam wystartować w pierwszym triathlonie Volvo Triathlon Series w Mrągowie na dystansie ⅛ Ironmana (red. czas 01:31:38, pływanie 14:58, rower 44:26, bieg 27:41). Michał mówił mi, że nie dam rady, że to jeszcze za wcześnie. Ale postanowiłam, że spróbuję. Po dwóch miesiącach przygotowań wystartowałam bez pianki. Woda była taka lodowata, myślałam, że się utopię. Po tym starcie byłam tak wykończona, że nie wyobrażałam sobie, jak ludzie mogą pokonać Ironmana. Na tych zawodach spotkałam wspólnego znajomego, który zaproponował mi żebyśmy pobiegli półmaraton. Przestraszyłam się. Powiedziałam: “Kamil, ja nie dam rady przebiec żadnego półmaratonu.” Ale Kamil zapewniał, żebym się nie martwiła, i że on przygotuje mnie do tych zawodów w cztery tygodnie. Wystartowałam w Gdańsku w swoim pierwszym półmaratonie (red. czas 01:42:13). Tam też zaczęło się trenowanie z prawdziwego zdarzenia. Spotkałam mojego trenera od triathlonu Piotra Grzegórzka z Labosport i od listopada 2015 roku zaczęliśmy trenować.

Porozmawiajmy o Twoich treningach. W bardzo krótkim czasie zdołałaś wejść na dużą objętość treningową. Ogólnie rzecz biorąc wraz z tak szybkim postępem rośnie proporcjonalnie ryzyko kontuzji. Jak sytuacja wygląda w Twoim przypadku?

Jestem po dwóch operacjach kolan. Po miesiącu treningów z moim nowym trenerem poszłam pod skalpel. Miałam guza w kolanie przez kilka lat. Okazało się, że to sprawa z przeszłości. Rozrósł się do tego stopnia, że uciskał na łąkotkę. Od czasu do czasu doskwierało mi to. Piotr doradził mi, żebym jak najszybciej poszła na rezonans. Lekarze zalecili operację. Termin przypadł na 20 grudnia 2015. Po trzech tygodniach od operacji nie mogłam jeszcze biegać, ale mogłam już pływać. Szczęście w nieszczęściu, dzięki tej operacji zawdzięczam mój progres pływacki. Nauczyłam się sama pływać. Kupiłam książkę “Pływanie droga do mistrzostwa” i oglądałam filmy na YouTube. Czasami siadałam sobie na basenie i podpatrywałam jak inni pływają, a także trenowałam na sucho przed lustrem. Jednak trzeba to wyraźnie powiedzieć, że nie jestem dobrym pływakiem. Ta dyscyplina to moja pięta Achillesowa. W tej konkurencji plasuję się mniej więcej w połowie stawki.

Nigdy nie korzystałaś z lekcji u instruktora pływania? Nie chodziłaś do żadnej grupy pływackiej?

Nie, absolutnie. Z nikim nie współpracowałam. Nie miałam też nawet na to czasu.

Zawzięta jesteś. Przejdźmy w takim razie do sezonu 2016.

W 2016 roku miałam tylko dwa starty. Garmin Iron Triathlon Stężyca na dystansie ¼ IM (red. 02:33:15) i Castle Triathlon Malbork na dystansie ½ IM (red. 04:59:59). Spowodowane było to operacją kolana. Co wyeliminowało mnie całkowicie z biegania. Zaczęłam biegać od połowy maja 2016. Wtedy też byłam na pierwszym swoim obozie treningowym w Kozienicach. Tam po raz pierwszy mój trener pokazywał mi jak się pływa. Poza tym, Piotr ciągle mi powtarzał, że nie może mnie przygotować na więcej startów, kiedy ja nic nie biegałam. Ta Stężyca okazała się dla mnie szczęśliwa, bo zajęłam tam trzecie miejsce w open. Tam Filip Szołowski powiedział mi: “Dobrze Ci poszło, przyjeżdżaj do Malborka na połówkę”. Podłapałam szybko temat i przedstawiłam ten pomysł trenerowi. Początkowo myślał chyba, że żartuje i mówił mi, że tam jest 21 kilometrów do przebiegnięcia, a ja nic nie biegałam. Postanowiliśmy, że zacznę się przygotowywać, a jak się nie uda, to odpuszczę ten start. Tak się stało, że Piotr przygotował mnie do tej połówki w ciągu dwóch miesięcy. Zajęłam tam 4 miejsce open wśród kobiet, przegrywając pudło zaledwie o 2 minuty i łamiąc 5 godzin.

 

Anna Lechowicz Ruegen.jpg



To jest niesamowite. Co na to trener?

Rozmawialiśmy oczywiście po zawodach, że progres jest ogromny pomimo, że nie biegałam. Urodziła się w naszych głowach myśl, żeby w przyszłym roku powalczyć o slota na mistrzostwa świata Ironman 70.3.

Udało się. Masz kwalifikację na Ironman 70.3 w RPA i Ironman Kona. Nieźle jak na drugi rok startów w triathlonie. Udało Ci się to, o czym marzy większość triathlonistów. Przez wiele lat treningów i wyrzeczeń nie są w stanie tego osiągnąć. Jak Ty to robisz? Gdzie tu jest jakiś haczyk?

Główny cel na ten sezon to było zdobycie slota na IM 70.3. Ironman w Barcelonie był zaplanowany jako start na “zobaczenie, jak to będzie”. Piotr powiedział: “No dobra, jak tak bardzo chcesz, to możesz sobie spróbować, ale ja nie zdążę Cię do tego odpowiednio przygotować.” Więc byłam szykowana na ten sezon wyłącznie pod połówkę. Po IM 70.3 Gdynia (red. 04:39:56) miałam dwa tygodnie roztrenowania. Czułam, że tego potrzebuję. Teraz, jak patrzę na to z perspektywy czasu, ta przerwa bardzo mi się przydała, dzięki temu wskoczyłam na drugą falę formy na Ironman 70.3 Ruegen (red. 04:38:44). Oprócz tego, że w Rugii wygrałam jako najlepsza amatorka, to dodatkowo uzyskałam najszybszy czas odcinka rowerowego. To był etap specjalny zasponsorowany przez Mercedesa. Byłam ogromnie zaskoczona. Sama nie wiem, skąd się bierze siła w moich nogach. To jest tak, że zaczynam pedałować i skupiam się maksymalnie na trzymaniu watów, nic innego nie dociera wtedy do mnie. Nawet czas nie gra roli.

 

ANna Lechowicz slot w ręce.jpg



Niesamowite. Powiedz jak wygląda Twój dzień treningowy.

Trzeba sobie uświadomić, że ja jestem normalnie pracującą kobietą. Codziennie wstajemy o 6 rano i jemy śniadanie całą rodziną. O 7 jadą dzieci do przedszkola, a my z mężem zaczynamy pracę. Do około godziny 11 ogarniam się z pracą. Ja więcej pracuję z dużym zwierzętami takimi jak krowy czy świnie. Ale też pomagam operować mojemu mężowi. Kończę swoją pracę i praktycznie z biegu lecę na trening, tak aby wrócić na godzinę 15 kiedy zaczynają się przyjęcia „pacjentów”. Zajmuje mi to około 1,5 godziny. Odbieram dzieci i jedziemy do domu. Tam gotuje obiady, sprzątam, prasuję, wszystko to, co dotyczy, nazwijmy to umownie - części kobiecej. Wieczorem, kiedy dzieci już pójdą spać, idę na trening. To wszystko nie udałoby mi się, gdyby nie wsparcie męża i 14-letniej córki. Muszę się przyznać, że czasami po godzinie roweru wracam do domu i dzwonię do trenera, że nie mam siły. Nie jestem w stanie zrobić treningu. Piotr zawsze powtarza, żebym się nie przejmowała tylko idziemy dalej. A zdarzało mi się kiedyś odrabiać po cichu zaległe treningi. Trener wybił mi to z głowy i już tego nie robię. Idę dalej i o tym już nie myślę.

Ćwiczysz pływanie w wodach otwartych?

Tak, pływam praktycznie od czerwca do września tylko open water. Bo na basen mam 25 kilometrów, a do jeziora zaledwie 5. Basen ten nie ma torów, jedynie nieckę rekreacyjną. Ludzie nie rozumieją, że ktoś chce popływać na czas.

Nie boisz się sama pływać na dużym akwenie?

Nie. Mam bojkę. Czasami pływam do godziny 22, więc wychodzę z wody jak już jest naprawdę ciemno.

Inne treningi też tak późno wykonujesz?

Idę czasami pobiegać o 22 na oświetloną bieżnię. Wtedy zdarza się, że o 24 dopiero kończę robić interwały.

Co na Twój mąż?

Teraz mój mąż już wie, że na zawodach robię wynik. Na początku myślał, że to tylko takie hobby, przygoda i… nie powiem, że przychylnie patrzył na to wszystko. Ale poukładaliśmy te klocki tak, że teraz już jest wszystko w porządku.

Co wolisz trenażer czy szosę?

Staram się wybierać jazdę na zewnątrz. Ten sprzęt hałasuje w całym domu do późnych godzin nocnych. Trenażer pozostaje na trudne warunki pogodowe.

 

Anna Lechowicz plaża.jpg



Żeby osiągać takie wyniki jak Ty, większość zawodników poświęca niemal całe swoje życie. Robią to od wielu lat. Z każdym sezonem zdobywają doświadczenie i poprawiają systematycznie swoje osiągi. Twój przypadek jest naprawdę wyjątkowy.

Mój trener Piotr mówi, że boi się mnie trenować, bo nie jest w stanie przewidzieć, jak szybko robię postępy. Piotr prosi mnie informacje zwrotne po treningach, a ja najzwyczajniej w świecie nie mam na to czasu. Zdaję sobie sprawę, jakie mamy założenie i wiem, że to musi boleć. Im więcej cierpię na treningu tym lepiej mi pójdzie na zawodach. Nie dyskutuję na temat planów bo się kompletnie na tym nie znam. Robiłam dwa testy kolarskie w odstępie trzech miesięcy. W przeciągu tego czasu poprawiłam się o 40 watów. Mi się wydaje, że to wszystko jest w głowie. Jeżeli Piotr mi napisze, że mam utrzymać konkretne waty, to ja je utrzymam za wszelką ceną ,choćbym miała gryźć kierownicę z bólu ud. Nie ważne jak będę zmęczona, jak mam zrobić interwały, zrobię je wszystkie nawet jak na końcu będę ciągnęła językiem po ziemi. Tydzień po Ironman 70.3 Gdynia pobiegłam w zawodach na 10 km. Miał to być bieg taki dla zabawy. Zrobiłam tam życiówkę 38 minut i 11 sekund. Miałam pobiec na luzie, a noga jakoś tak podała.

Jakie było założenie Twojego trenera na Ironman Barcelonę?

Maksymalnie na 9 godzin i 45 minut. Wynik, który uzyskałam 9:21:19 to dla mnie szok. Jak poszłam na rower w czwartek przed startem to mnie aż nosiło. Nie miałam stresu ani zmęczenia. Załapałam świeżość.

Taki wynik 9:21:19 dla większości amatorek pozostaje raczej w strefie marzeń. Czy Ty przypadkiem nie skróciłaś trasy?


No pewnie, że pojechałam na skróty! Tego dnia musiałam uciekać, pedałowałam tak szybko, żeby mnie nie złapali.

 

Jak to było z draftingiem?


Grupy były. Tylko te grupy walczyły o przeżycie i zwalniały całe zawody. Na przykład na podjazdach, kiedy mi wychodziło 500 watów to musiałam hamować przed grupą. Nie miałam jak ich wyprzedzać. To była katastrofa. Ciągle krzyczałam “lewa wolna”. W tych grupach chyba zabrakło liderów (red. śmiech). Jeśli ktoś chciał pojechać mocny rower na tych zawodach, te grupy najzwyczajniej w świecie im przeszkadzały. Nazwałabym to: “Peletony w Barcelonie walczące o przeżycie”. To nie była czołówka walcząca o podium. Oni modlili się, żeby ukończyć trasę. Wszyscy po zawodach mówili, jaki ciężki rower. Ale według mnie to był lajcik. Momentami brakowało mi przełożenia i nie mogłam jechać mocniej. Ale mogę nie być wiarygodna, bo pamiętaj, że jechałam na skróty (red. śmiech).

Nie miałaś kryzysów na trasie?

Na Ironmanie zrobiłam swój pierwszy maraton w życiu. Wszyscy znajomi mówili mi, że ironman zaczyna się po 25 kilometrze biegu. Miałam cierpieć, jakaś ściana. Nic z tych rzeczy. Miałam biec dwa okrążenia swoim tempem 4:50 min/km i przyspieszyć na trzecim. W efekcie pobiegłam trochę szybciej te dwie pętle niż Piotr mi kazał. Na liczniku już 30 kilometr, nic mnie nie boli, chyba przyspieszę. Ciągle miałam w głowie, że zaraz coś wydarzy i będzie katastrofa. Na 40 kilometrze ktoś mi krzyknął: “Masz 30 sekund straty, przyspiesz!” No i przyspieszyłam jeszcze bardziej. Ostatnie dwa kilometry przebiegłam na 4:15 min/km. Pobiegłam to z dużym zapasem. Gdybym się tak nie bała tego maratonu, to bym pobiegła to znacznie szybciej.

Oprócz startów w przyszłorocznych mistrzostwach świata IM 70.3 i Ironman Kona czy ma jeszcze inne plany?

Chciałabym bardzo wystartować w Suszu. Bardzo fajne zawody i mocno obstawione. Chciałabym się zmierzyć z zawodniczkami z Elity przed mistrzostwami świata. Będę miała porównanie jaki zrobiłam postęp do poprzedniego sezonu. W tym roku tam zrobiłam życiówkę 04:34:14 pomimo, że pojechałam bardzo słabo rower. Takie miałam założenie, aby pojechać rower słabiej i mocno pobiec. Chciałabym też wystartować w Hamburgu, ale może to już być trochę za dużo.

 

Chciałabyś przejść na kategorię PRO?

Nie. Startuję jako amator.

Stosujesz jakąś dietę?

Tak. W moim małym teamie oprócz trenera mam także dietetyczkę Martę Naczyk, która prowadzi mnie w optymalny dla mnie sposób. Ludzie nie doceniają diety, a ja uważam, że to jest 50% moich wyników. Ludzie uprawiający sport stosują dietę żeby schudnąć, a nie żeby poprawiać swoje wyniki. Nie stosuję żadnych suplementów, witamin, odżywek, białka, ani nawet magnezu. Wszystkie składniki dostarczam z pożywienia. Bardzo dobrze się z tym czuję i wydaje mi się, że to właśnie klucz do mojego sukcesu.

 

Poniżej zrzut ekranu z pomiaru mocy Ani z Ironman Barcelona. Przy wadze 58 kilogramów 191 watów daje 3,29 watt/kg.

 

Anna Lechowicz pomiar mocy 0.jpg


 

Anna Lechowicz pomiar mocy 1.jpg


Opublikowane w Wywiady

Ludzie, którzy często gotują w domu jedzą zdrowiej, spożywają mniej kalorii i cukru niż Ci którzy gotują mniej. Tak brzmi podsumowanie badania przeprowadzonego na grupie 9.000 osób, na Uniwersytecie Johna Hopkinsa pod kierownictwem Julii Wolfson. Dodatkowo gotując sześć do siedmiu razy w tygodniu zmieniają się nawyki żywieniowe. Gdy zdarzy się nam okazjonalnie zjeść na mieście zjadamy mniej, unikamy fast foodów i rzadziej polegamy na mrożonkach. Idąc dalej, aby cieszyć się dłużej zdrowiem i wybierać świadomie zdrową dietę ważna jest edukacja publiczna na temat gotowania w domu.

Gotowanie podświadomie uczy nas jak wyglądają zdrowe posiłki i jak się mają do naszej diety. Pomijając już aspekty zdrowotne, przyrządzenie samodzielnie potrawy sprawia, że bardziej nam ona smakuje. Badacze z Uniwersytetu w Zurychu potwierdzili naukowo, że przygotowany samodzielnie koktajl warzywno-owocowy ocenia się jako bardziej smaczny niż ten sam koktajl spreparowany przez kogoś innego. Człowiek tak funkcjonuje, że już na etapie rozłożenia zdrowych produktów na blacie kuchennym jest szczęśliwy. Co za tym idzie praca w kuchni sprawia radość i satysfakcję.

 

UgotujSam 1.jpg


Nie ma rozwiązania dla wszystkich aby więcej gotować w domu. Oczywiście wiąże się to z takimi barierami jak brak czasu lub finanse osobiste. Pracując więcej niż 40 godzin tygodniowo ciężko jest połączyć trening triathlonu z poświęceniem się rodzinie i w dodatku samodzielnie gotować. Samo gotowanie jak wiadomo, wiąże się z wynajdywaniem przepisów, wyjazdem do sklepu, szukaniem produktów (najlepiej zdrowych), staniem w kolejkach itd. Statystyczny Polak spędza około 2 godzin tygodniowo na zakupach żywności, nie wliczając w to całej logistyki i stania w kolejkach.

Zapracowane pary czy single, którzy chcieliby spróbować swoich sił w kuchni, a przy okazji poprawić jakość swojego życia mogą skorzystać z usług firm dostarczających zestawy produktów odpowiednich do przygotowania potrawy, np. ugotujsam.pl Osoby, które korzystają z takich usług otrzymują przesyłkę, a w niej znajdują się przepisy i świeże składniki, dokładnie w takich ilościach jakie są potrzebne. Produkty te są pozyskiwane od lokalnych dostawców i posiadają certyfikaty. Często otrzymuje się w paczce produkty, po które w normalnej sytuacji nie sięgnęlibyśmy będąc w sklepie. W przeciwieństwie do boxów z gotowymi posiłkami tutaj uczymy się co jeść i jak gotować. Jedzenie odgrzewanych boxów staje się automatyczne. Zawsze korzystniej jest dostać wędkę zamiast ryby.

 

Ugotuj Sam 4.jpg

Opublikowane w Publicystyka

Badania laboratoryjne zlecone przez NIK wykazały, że wiele suplementów nie wykazuje cech podanych na opakowaniach czy ulotkach. Zdarzają się także suplementy szkodliwe dla zdrowia. W przebadanych próbkach znaleziono bakterie chorobotwórcze, w tym bakterie kałowe, substancje zakazane z listy psychoaktywnych, czy stymulanty podobne do amfetaminy, które działają jak narkotyki. Bardzo źle w badaniach wypadają probiotyki.

 

“Na 56 badanych próbek - stabilności liczby żywych bakterii nie posiadało aż 50 próbek (89 proc.). Wraz z upływem czasu, jeszcze w okresie przydatności do spożycia, następował dynamiczny spadek liczby żywych komórek bakterii.”

 

NIK Suplementy 3.jpg


Źródło danych: Raport NIK o dopuszczaniu do obrotu suplementów diety

 

“Na jedenaście badanych prób, w czterech próbkach suplementów diety z grupy probiotyków stwierdzono obecność niewykazanych w składzie szczepów drobnoustrojów. Również w czterech próbkach poddanych badaniu stwierdzono niższą, niż deklarowana na opakowaniu, liczbę bakterii probiotycznych. Co więcej, w jednej próbce wykryto zanieczyszczenie produktu - obecność bakterii chorobotwórczych z grupy Enterococcus Faecium, czyli tzw. bakterii kałowych. Ich obecność stwarzała poważne zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia konsumentów. W związku z tą sprawą NIK poinformowała Głównego Inspektora Sanitarnego o stwierdzeniu bezpośredniego zagrożenia zdrowia i życia konsumentów, celem podjęcia działań zmierzających do wycofania skażonej partii produktu. Do dnia 3 lutego 2017 r. z wprowadzonej do obrotu partii tego suplementu w ilości 165 327 opakowań (ponad 1,65 miliona kapsułek) wycofano z obrotu jedynie 16 317 sztuk opakowań (163 tysiące kapsułek).”

 

Rynek suplementów diety, jest jednym z najszybciej rozwijających się. Polacy spożywają coraz więcej tych środków. Statystyczny Polak kupuje rocznie suplementy za 100 złotych. To sprawia, że rynek wart jest około 3,7 miliarda złotych. Obecnie każdy może wprowadzić suplement diety na rynek deklarując jego skład. Istnieją szanse, że produkt nie zostanie skontrolowany ponieważ skala rynku przekracza możliwości Inspekcji Sanitarnej. To jest na chwilę obecną największy problem. Zgodnie z opinią powołanego przez NIK biegłego wynika, że nieprawidłowe stosowanie suplementów może spowodować niepożądaną interakcję z innymi składnikami leków. Stosowanie suplementów może mieć także wpływ na wyniki badań diagnostycznych. 

 

 

NIK Suplementy 2.jpg

Źródło danych: Raport PMR Rynek suplementów diety w Polsce w 2015 r.


 

Wykaz suplementów diety, które w trakcie kontroli NIK zakwestionowane zostały przez Głównego Inspektora Sanitarnego:


1. Orange Triad
2. Orange Triad + Green
3. Complete sleep
4. 5-HTP - kapsułki
5. Arnold Iron Dream
6. Creation
7. Candida Clear
8. Black Walnut Hulls
9. Holistic UltraBalans
10. Animal Pump
11. Kapsułki Flatol
12. Sinulan Junior Gardło
13. CROSTREC PRE -W-BOX
14. AMIXTM MyoCell® 5 Phase
15. Diaval Caps
16. Potassium nitrate
17. Tropinol XP
18. Compete! (smak: tangy tangerine, fruit punch slam, lemon drop)
19. Amino pump
20. Mex M-Test pro
21. Xtreme Detonator
22. Pre Shock
23. Beta stim
24. Platinum Multivitamin
25. Cyclin GF
26. NO-Bomb
27. IHS TECHNOLOGY BS BURN SHAPE 2.0 FAT BURNER
28. Plusssz Care Dzień Bez nerwów - tabletka do połykania
29. Plusssz Care Dzień Bez nerwów - tabletka musująca
30. Wobenzyn N
31. Multi-Enzyme Formula
32. Mango Peach Powder
33. B52+
34. Animal cuts - saszetki
35. Animal m-Stak
36. Animal Pack
37. Black Bombs
38. Duo Lactil

Opublikowane w Wydarzenia
sobota, 21 stycznia 2017 07:37

Strategia żywieniowa dla zapracowanych

Triathlonista z reguły jest osobą bardzo zajętą, która ma napięty grafik do granic możliwości. Ciągle balansuje treningiem trzech dyscyplin, rodziną i pracą. Bardzo łatwo odpuścić rzeczy, zdawałoby się mniej ważne, takie jak zdrowe odżywianie, ze względu na brak czasu. Szybkie tempo życia nie oznacza, że musimy mieć złe nawyki żywieniowe. Wygospodarowanie małej ilości czasu, lecz w bardzo efektywny sposób może wiele zmienić. Spróbuj tych porad, aby wprowadzić jak najwięcej zdrowego i zbilansowanego jedzenia do swojego życia.

 

Brak czasu powoduje sięganie po fast foody i przetworzone gotowe posiłki. Zdecydowanie nie jest to zdrowe jedzenie, które na dłuższa metę prowadzi do różnych schorzeń. W obecnych czasach mamy na rynku mnóstwo urządzeń, które pomagają w szybszy sposób przygotować posiłek i odpowiednio go przechowywać. Rozejrzyj się czego ci brakuje, co mogłoby usprawnić przyrządzanie posiłków, aby jeść zdrowo, kiedy czas goni, musisz mieć wszystko na miejscu.

 

Przygotuj sobie listę produktów, które możesz przechowywać z podziałem na: lodówkę, zamrażalnik i szafki. Przynajmniej raz w tygodniu wygospodaruj czas, może być to połączone z wyjazdem na basen czy siłownię i już z gotową listą zrób zakupy. Aby mieć pewność, że nie zapomnisz listy ze sobą, możesz przygotować ją w smartfonie w stworzonej do tego aplikacji. Rób zapasy, kupuj po parę produktów, które mogą postać dłużej. 

 

Wygospodaruj jedną godzinę raz na kilka dni na przygotowanie półproduktów. W tym czasie postaraj się przygotować jak najwięcej i spakuj je w próżniowe pojemniki przed włożeniem do lodówki to przedłuży świeżość produktów, na przykład: ugotuj jajka na twardo, ugotuj makaron, ryż, komosę i ziemniaki. Pokrój warzywa i umieść je w przezroczystych workach hermetycznie zamykanych. Możesz przygotować batony energetyczne i wiele innych rzeczy. Zrób sobie listę posiłków, które możesz wykonać z tego co masz w lodówce. Przezroczyste pojemniki w lodówce pomogą w szybkim wyborze produktów. Mając wszystko gotowe, przygotowanie zdrowego posiłku zajmie około 15 minut. Jeśli mrozisz niektóre produkty zapisuj sobie na nich datę włożenia do zamrażarki.

 

Przykładowe zaopatrzenie

 

Lodówka: jogurt naturalny, serek wiejski, mozzarella, cheddar, feta, tuńczyk, jajka, szpinak, sałata, cykoria, rukola, jarmuż, owoce i warzywa, mleko migdałowe

 

Zamrażarka: mięso, ryby, szpinak, brokuły, kalafior, lody


Półka: olej lniany, oliwa z oliwek, olej kokosowy, fasola, kukurydza, ryż, komosa, kasze: gryczana, jaglana, jęczmienna, płatki owsiane, masło orzechowe, orzechy, suszone owoce, inne owoce. 

 

A wy jakie macie pomysły na przestrzeganie zdrowego stylu żywienia. Każdy patent dla zapracowanych i trenujących triathlonistów i triathlonistek będzie na wagę złota. Zapraszamy do dyskusji. 

Opublikowane w Dieta

Powszechnie wiadomo, że odżywianie jest ważne podczas uprawiania sportu i szykowania się do zawodów. Większość triathlonistów planuje swój rok treningów z podziałem na okresy. Odżywianie także należy zaplanować. Dzięki periodyzacji odżywiania osiągniesz lepsze wyniki w sporcie i będziesz zdrowszy. Periodyzacja odżywiania polega na dopasowaniu odpowiedniej diety do okresu treningowo, w jakim aktualnie się znajdujemy. Obecnie większość zawodników trenując tradycyjnym modelem periodyzacji znajduje się w okresie bazowym, w którym stopniowo rozwija się bazę tlenową, siłę i technikę. W trakcie tego okresu wiele osób chciałoby także zmniejszyć ilość nagromadzonej tkanki tłuszczowej. Zbędne kilogramy przybyły po zakończonym sezonie startowym jeżeli nie zmieniliśmy sposobu odżywiania, a objętość i intensywność treningu zmalała. Jedzenie wspomaga twój trening. Jeżeli trenujesz mniej to jedz mniej. Wiem, że łatwo to powiedzieć, a trudniej wykonać. Jednak bardzo szybko zauważysz wzrost wagi.

 

Rekomendowana ilość składników odżywczy dla sportowców wytrzymałościowych w okresie bazowym to:

 

Węglowodany

3 - 7 g węglowodanów na 1 kg masy ciała

 

Białko

1,2 - 1,7 g białka na 1 kg masy ciała

 

Tłuszcz

0,8 - 1,0 g tłuszczu na 1 kg masy ciała

 

Przy czym należy pamiętać, że 1 g węglowodanów i białka dostarcza 4 kcal, a 1 g tłuszczu dostarcza 9 kcal.

 

Jeśli twoim najważniejszym celem jest zrzucanie wagi warto trzymać się dolnego zakresu spożycia węglowodanów 3 - 4 g, zwiększyć ilość białka do przedziału 1,8 - 2,0 g, a tłuszcze spożywać na niskim poziomie 0,8 g na 1 kg masy ciała. Dopóki twoje treningi nie staną się znacznie dłuższe, nie szukaj dodatkowych kalorii w postaci odżywek, batonów, żelków itp. Staraj się spożywać jak najwięcej węglowodanów w postaci warzyw i owoców. Jedz jak najzdrowsze rodzaje tłuszczów np. awokado, oliwki, orzechy, łosoś, pstrąg. Zarówno białka pochodzenia zwierzęcego jak i roślinnego to dobry wybór.

 

W okresie bazowym nie przejadaj się węglowodanami, szczególnie cukrami prostymi. Jedząc zbyt dużo węglowodanów uczysz swój organizm do wykorzystywania tego rodzaju paliwa, podczas kiedy tłuszcze są odkładane. Kiedy treningi staną się dłuższe i bardziej wymagające automatycznie będziesz potrzebował więcej węglowodanów.

 

Początkowo przeliczenia i dobór produktów może okazać się nieco skomplikowany i czasochłonny. Warto jednak poświęcić na to trochę czasu, a szybko zauważysz pozytywną różnicę. Tylko wprowadzenie całorocznej periodyzacji odżywiania pozwoli ci zachować odpowiednią wagę i energię do trenowania i bicia rekordów.

Opublikowane w Dieta

W okresie zimowym warto zwrócić uwagę na witaminę D, która gra istotną rolę w strukturze naszych kości, wspomaga układ odpornościowy i ma wpływ na wydolność organizmu. Niedobór tej witaminy może powodować uczucie braku motywacji do działania i słabość mięśni. Witamina D wspomaga wchłanianie wapnia. Wapń jest najważniejszym składnikiem naszych kości, ma pozytywny wpływ na ciśnienie krwi, wzrost czy dobrą pracę mięśni. Także zmniejsza ryzyko złamań.

 

Przy odpowiednim poziomie witaminy D w organizmie następuje szybsza regeneracja mięśni po ciężkich treningach oraz odczuwamy mniejsze zmęczenie. U sportowców trenujących ponad 20 godzin tygodniowo, łatwo o niską odporność organizmu. Witamina D wspomaga układ odpornościowy, dzięki czemu łatwiej uniknąć choroby.

 

Żyjąc w Polsce, zimową porą wszyscy jesteśmy narażeni na niedobór tej witaminy z powodu zbyt słabego nasłonecznienia. Lecz kiedy już pojawią się bardziej słoneczne dni, używanie kremów z filtrami także blokuje tę witaminę. Filtr SPF 15 blokuje w 99% syntezę witaminy D. Według norm przyjętych w Polsce dzienne zapotrzebowanie na witaminę D u osoby dorosłej to 800 - 2000 IU* zależnie od masy ciała.

 

Najlepszym sposobem na dostarczenie witaminy D jest przebywanie na słońcu, już od 5 do 30 minut, w zależności od pigmentu skóry jesteśmy w stanie przyswoić dawkę 1500 - 2000 IU witaminy D. Im skóra jaśniejsza tym szybciej ten proces zachodzi. Wystarczy odsłonić ręce, nogi i twarz. No tak, ale mamy zimę, a kąt padania promieni słonecznych najkorzystniejszy jest w okresie od kwietnia do września. W takim razie pozostaje nam dieta z naciskiem na produkty o wysokiej zawartości witaminy D. Najbardziej bogatymi produktami w witaminę D są tłuste ryby takie jak: dorsz, dziki łosoś czy makrela. Jeżeli chciałbyś suplementować witaminę D w tabletkach musisz wiedzieć, że jest znacznie słabiej przyswajalna. Przed przystąpieniem do suplementacji najpierw zbadaj krew na poziom witaminy D w organizmie.

 

Poniżej produkty, które zawierają witaminę D.

 

Olej z wątroby dorsza 1 łyżka - 1400 IU

Śledź 100 g - 1400 IU

Dziki łosoś 100 g - 1000 IU

Halibut 100 g - 900 IU

Makrela 100 g - 550 IU

Łosoś hodowlany 100 g -  250 IU

Tuńczyk 100 g - 200 IU

Mleko 220 g - 100 IU

Jajko 1 szt. - 25 IU

Ser 30 g - 12 IU

 

*IU - International Units - Międzynarodowe Jednostki


Opublikowane w Dieta
poniedziałek, 26 grudnia 2016 15:29

Jak wprowadzić dziecko do sportu, czego unikać

Zbliżający się Nowy Rok to świetna okazja do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia nad swoimi osiągnięciami w ubiegłym sezonie. To także wspaniała chwila na odpoczynek z rodziną i przyjaciółmi. Warto w tym momencie pomyśleć również o naszych najmłodszych  - w jaki sposób motywować dzieci i utrzymywać ich psychikę w pozytywnym nastawieniu do sportu? Jak przedstawić dzieciom sport jako sposób na życie?

 

Jako zawodnicy z krótszym lub dłuższym stażem w triathlonie wiemy, jak doprowadzać swoje organizmy do granic możliwości i jak radzić sobie z napotkanymi przeszkodami. Większość dzieci, która dopiero weszła w świat sportu, nie jest gotowa myśleć w ten sposób (na szczęście!). Dzieci, które zaczynają swoją przygodę z triathlonem chcą być jak tata lub mama. Zanim jednak ci młodzi adepci poczują satysfakcję z przekraczania limitów i dawania z siebie wszystkich sił, muszą najpierw pokochać triathlon i nabrać pewności siebie. Dla dzieci triathlon i sport w ogóle mają się kojarzyć z zabawą.

 

Najważniejsze jest, aby być zaangażowanym w sport dziecka w pozytywny sposób. Może wydawać się to oczywiste, ale bardzo często dzieci triathlonistów typu “samiec Alfa”, przechodzą zbyt twardą szkołę. Nie można do dzieci przykładać tej samej miary, co do dorosłych zawodników. Być może na zawodach widzieliście wielokrotnie jak rodzic, w ubraniach "finiszera Ironmana", krzyczy na swoją pociechę, "dopingując" 8-letnie dziecko - “nadzieję olimpijską”. Dziecko dostaje repreymendę, kiedy ma problem z założeniem buta na mokrą stopę albo z zapięciem kasku. Zdarza się że, sędziowie zbyt poważnie traktują rywalizację dzieci, co kończy się ich płaczem i nerwami rodziców. Niestety, ale takie zachowania powodują często szybkie zakończenie "kariery". Nie można być apodyktycznym, angażując się w wychowanie dziecka do sportu. Aby tego uniknąć warto porozmawiać z trenerami, doradzić się jak kształtować dziecko, motywować i co zrobić, aby triathlon sprawiał jak najwięcej radości.

 

Jeżeli zabierasz swoje dziecko na trening, pamiętaj, aby zawsze objaśnić, co je czeka, jaki trening zaplanowaliście, ile będzie trwał, gdzie chcecie pojechać na rowerach itd. A ponad wszystko warto tak zaplanować aktywność, aby kojarzyła się z zabawą, z czymś przyjemnym, a nie z mozolnym wykuwaniem formy od najmłodszych lat. Jeżeli wybierasz się z dzieckiem na rower, możesz zaproponować zabawę w "Tour de France" i zamieniać trening w premię górską - po wjeździe na lokalną górkę można zdobyć białą koszulkę w czerwone kropki. Dziecko zalicza świetny jakościowo trening i ma jednocześnie zabawę. Nie zostawiaj dziecka samego, żeby wykonywało trening, obserwowanie z daleka i komentowanie będzie dla młodego sportowca zniechęcające. Kiedy dziecko jest już zmęczone podczas ostatnich 10-15 minutach treningu, postaraj się odwrócić jego uwagę, urządzając prosty quiz triathlonowy np. o częściach rowerowych. Zaplanuj długi wypad rowerami poza miasto, a za cel postawcie sobie dojechanie w konkretne miejsce, gdzie czeka na was nagroda - np. ognisko i wspólny posiłek. 

 

Sposobów aktywnego spędzania czasu z dziećmi, który będzie jednocześnie przygotowaniem do bardziej profesjonalnego treningu sportowego, jest wiele. A jakie wy macie pomysły? Podzielcie się z nami swoimi sposobami na wychowanie dzieci do sportu poprzez zabawę i rozsądny trening sportowy, który nie zniechęci dzieci i nie spowoduje, że od najmłodszych lat wrzuci się je do "fabryki talentów", która przyniesie odwrotny skutek od zamierzonego. Czekamy na Wasze propozycje. 

 

Opublikowane w Publicystyka
piątek, 21 kwietnia 2017 07:01

Ruch najskuteczniejszy w walce z depresją

Najnowsze badania dowodzą, iż wysiłek fizyczny może być najważniejszym czynnikiem podczas walki z depresją. Przebadano pod tym względem wyjątkowo dużą grupę 1.140.000 mężczyzn i kobiet. Przeprowadzone badania wskazują, że regularny trening “zmienia nasze ciała i mózgi w taki sposób, że stajemy się odporni na rozpaczanie”.


Wiele poprzednich badań opierało się na zbyt małej liczbie przebadanych osób lub tylko na zaufaniu do ankietowanych odnośnie ich wspomnień związanych z trenowaniem. Tym razem sprawdzano czy ćwiczenia fizyczne mogą zapobiegać depresji mierząc poziom wytrenowania uczestników testów. Naukowcy skupili się na porównaniu zdrowia psychicznego z początku prowadzonych badań, do tego po roku lub później.


Ze statystyk wynika, że ludzie o najniższej kondycji fizycznej mają o 75% większe prawdopodobieństwo zdiagnozowania depresji, niż ci, którzy są w wyższej formie. Natomiast Ci w środku stawki pod względem wytrenowania mają o 25% większe prawdopodobieństwo rozwoju depresji, niż ci o najwyższej kondycji. Oddzielne, drugie badanie pokazuje, iż pacjenci ze zdiagnozowaną klinicznie depresją poddani regularnemu, wysiłkowi fizycznemu zauważają znaczną poprawę stanu psychicznego. Trzecie opracowanie polegało na badaniu krwi osób cierpiących na silną depresję przed i po treningu. Próbki krwi po wysiłku pokazały zmniejszoną ilość markerów zapalnych oraz zwiększenie produkcji hormonów i substancji biochemicznych, które są odpowiedzialne za zdrowie mózgu.


Jak przyznają główni autorzy tych trzech badań, profesor Brendon Stubbs z King's College w Londynie oraz naukowiec specjalizujący się w wysiłku fizycznym Felipe Barreto Schuch z Centro Universitário La Salle w Canoas położonym w Brazylii, to jest dopiero pierwszy etap projektu. Należy wykonać większe i dłuższe w czasie opracowanie. W przyszłości naukowcy chcą odkryć jakie dokładnie ćwiczenia należy wykonywać i jak w jakiej ilości, aby skutecznie leczyć i zapobiegać depresji.


Podsumowując słowami naukowców “ludzie potrzebują być aktywni aby poprawiać zdrowie psychiczne”.


Badanie nr 1 https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/27765659

Badanie nr 2 https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26978184

Badanie nr 3 https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26657969

Opublikowane w Publicystyka

Bill Rodgers – legendarny maratończyk – powiedział: „Więcej maratonów jest wygrywanych lub przegrywanych w przewoźnych toaletach niż za stołem”. Każdy kibic i pasjonat sportu na pewno słyszał przejmujące opowieści znanych sportowców i biegaczy o wymiotach, nudnościach, bólach brzucha, wzdęciach, które niweczyły miesiące ciężkich przygotowań i powodowały konieczność albo rezygnacji ze startu, albo wcześniejszego zejścia z trasy. Ocenia się, że główną przyczyną występowania tych dolegliwości jest przekierowanie przez organizm krwi z krążenie trzewnego do mięśni i serca, co skutkuje niedokrwieniem przewodu pokarmowego. Im intensywniejszy wysiłek lub krótszy czas odpoczynku, tym dolegliwości te występują częściej. Problem ten dotyczy u około 70% sportowców oraz tych, którzy są przewlekle narażeni na stres, w szczególności biegacze, kolarze, wioślarze, ale również triatloniści. Sportowcy skarżą się na bóle brzucha, biegunkę, zgagę, wzdęcia czy nudności. Zmiany Klimatu i stref czasowych, zaburzenia snu - rytmu dobowego, brak odpowiedniego nawodnienia oraz przyjmowanie leków przeciwbólowych również mogą nasilać wymienione dolegliwości.


W ostatnim czasie odkryto istotny związek między mikroorganizmami bytującymi w jelitach, a powstawaniem zaburzeń związanych z wysiłkiem fizycznym. Lekarze zaczęli zwracać uwagę na bardzo ważny czynnik, który wpływa na pracę przewodu pokarmowego – bakterie jelitowe. Bakterie jelitowe biorą udział głównie w fermentacji pożywienia, ale wspomagają też trawienie i wchłanianie składników odżywczych oraz wspierają układ odpornościowy, chroniąc przed wnikaniem substancji toksycznych do wnętrza organizmu. Rolę tę mikroorganizmy spełniają głównie dzięki zapewnieniu odpowiedniej szczelności tzw. bariery jelitowej. Jej działanie można porównać do naturalnej tarczy obronnej, ponieważ chroni przed wnikaniem do organizmu antygenów oraz szkodliwych toksyn z przewodu pokarmowego. Nieprawidłowa mikroflora w jelitach może uszkadzać szczelność bariery powodując „przesiąkanie” niepożądanych substancji i drobnoustrojów.

 

Bakterieprobiotycznniedocenianisojusznicysportowcw1


Innym czynnikiem sprzyjającym zaburzeniom mikroflory u sportowców jest dieta. Osoby aktywne fizycznie bardzo często modyfikują swój sposób odżywiania, niekoniecznie w sposób korzystny, np. poprzez zwiększenia spożycia białek, tłuszczy lub węglowodanów bez odpowiedniej podaży błonnika.
Warto zwrócić także uwagę na rodzaj przyjmowanych leków np. w wyniku kuracji lekami przeciwbólowymi i przeciwzapalnymi dochodzi do uszkodzenia błony śluzowej jelit oraz zwiększenia jej przepuszczalności dla substancji toksycznych. Problem ten często ulega nasileniu pod wpływem stresu związanego np. ze współzawodnictwem i samym udziałem w zawodach, również w innej części globu.


Jak więc chronić się przed konsekwencjami zaburzeń mikroflory jelitowej?
Do jednego z działań profilaktycznych należy podawanie probiotyków. Według definicji FAO/WHO są to żywe drobnoustroje, które podane w odpowiedniej ilości wywierają korzystny wpływ na zdrowie gospodarza. Ich suplementacja ma zapewnić prawidłowy skład ilościowy i jakościowy ludzkiej mikroflory. Optymalną i bezpieczną formą dostarczania pożytecznych mikroorganizmów w diecie sportowca są probiotyki. Najbardziej popularne preparaty probiotyczne zawierają w swoim składzie bakterie z rodzaju bifidobakterii oraz pałeczek kwasu mlekowego. Ogrom preparatów na rynku farmaceutycznym stwarza jednak problemy z wyborem właściwego i skutecznego probiotyku. Muszą być one przede wszystkim bezpieczne dla zdrowia człowieka, mieć ludzkie pochodzenie, być odporne na kwaśne środowisko żołądka oraz mieć zdolność hamowania rozwoju szkodliwych drobnoustrojów. Niestety, bardzo duża ilość dostępnych na rynku preparatów nie zawiera żywych bakterii, bądź ich liczba jest niewystarczająca do wywołania efektu zdrowotnego. Wybierając probiotyk zwróćmy uwagę na to, czy jego skuteczność i bezpieczeństwo zostały poparte odpowiednimi badaniami.

 

Uważa się, że wpływ probiotyków na zdrowie naszych jelit jest ściśle zależny od szczepu bakteryjnego. Przykładem unikatowej, sprawdzonej i właściwej kompozycji pięciu szczepów bakterii jest probiotyk Sanprobi Active&Sport ( Lactococcus lactis W58, Lactobacillus acidophilus W22, Bifidobacterium bifidum W23, Lactobacillus brevis W63,Bifidobacterium lactis W51). Udowodniono, że ich przyjmowanie może przynieść bardzo dobre efekty w profilaktyce zaburzeń układu pokarmowego oraz w niektórych schorzeniach związanych z nieprawidłowym składem i funkcjonowaniem mikroflory jelitowej. Co ciekawe, u sportowców przyjmujących bakterie probiotyczne zaobserwowano zwiększenie odporności i zminimalizowanie ryzyka zakażeń górnych dróg oddechowych. Obserwowane efekty mają prawdopodobnie związek z poprawą szczelności ochronnej bariery jelitowej na skutek podania probiotyków. Ponadto bakterie probiotyczne przyjmowane w trakcie i po antybiotykoterapii zapobiegają negatywnym działaniom niepożądanym oraz zwiększają jednocześnie skuteczność samej kuracji antybiotykami.

 

Bakterieprobiotyczneniedocenianisojusznicysportowcw2

 

Artykuł powstał we współpracy z firmą SANPROBI Active&Sport

Opublikowane w Dieta
pierwsza
poprzednia
1
Strona 1 z 2

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test