brett sutton
Home Aktualności Publicystyka Artykuły w etykiet: trening

Zawodnicy GVT BMC Triathlon Team mają za sobą już pierwszy tydzień zgrupowania w słonecznej Katalonii. Do zakończenia trzeciego obozu przygotowawczego, pozostało więc piętnaście dni.

 

Do sezonu coraz bliżej

 

W poprzednich miesiącach GVT BMC Triathlon Team​ odbył dwa zgrupowania w Interferie Sport Hotel Bornit w Szklarskiej Porębie, jednak tym razem zawodnicy i obsługa spędzą blisko miesiąc w Katalonii. Bazą drużyny od 26 lutego do 22 marca jest miejscowość Pllaja d'Aro - położoną niedaleko Lloret de Mar. Zawodnicy do swojej dyspozycji mają bardzo dobre warunki do treningów. Pogoda w pierwszym tygodniu była niemal idealna, a prognozy na kolejne dni zapowiadają się niezwykle korzystnie. Liczne trasy biegowe, rowerowe i pusty basen, zapewniają spokojną realizację założonych planów treningowych.

 

"Okolice Lloret de Mar i Girony to idealne miejsce do treningów. Teren nie jest tak ciężki jak chociażby w Calpe, więc większość naszych zawodników może w spokoju przygotowywać się do pierwszych startów w Polsce. Wyjątkiem jest Paulina Kotfica i Łukasz Kalaszczyński, którzy startują już 1 kwietnia podczas Ironman 70.3 Chinach ​ - więc muszą już zwiększyć intensywność. Łukasz ze względu na swoją pracę nie może być z nami obecny, ale pomogliśmy mu w organizacji dwutygodniowego zgrupowania na Lanzarote. Wykonał tam niesamowitą pracę i wiem, że jest bardzo zmotywowany przed nadchodzącym sezonem. Jesteśmy spokojni o jego dyspozycję. Dołączy do nas na kilka dni i wystartuje w zawodach duathlonowych", powiedział dyrektor sportowy GVT BMC Triathlon Team​ - Zbigniew Gucwa.

 

GVT oboz 1.jpeg

 

Dziewiątka zawodników w trakcie zgrupowania zaliczy pierwszy start kontrolny, a będzie nim Duathlon Castellfollit de la Roca​ (19 marca) na dystansie 5-20-2. Impreza zaliczana jest do cyklu Pucharu Katalonii.

 

"Trenuje się dobrze, ale ciężko. Czuję, że rozkręcam się po ostatnich nieregularnych treningach w Warszawie spowodowanych kontuzją barku. Miejsce jest wymagające, zwłaszcza jeśli chodzi o rower. Piękne widoki wynagradzają jednak trud jaki wkładam w treningi. Do tego mamy naprawdę świetną pogodę! Podczas treningów biegowych do wyboru jest niesamowicie wiele opcji ubitych ścieżek, więc nie przeszkadza nawet brak stadionu. Forma z dnia na dzień coraz lepsza, choć wiadomo, że do szczytu jeszcze daleko. Wbrew pozorom do sezonu jest jeszcze trochę czasu, więc nie ma sensu wchodzić już na bardzo wysokie obroty. Moim głównym celem na ten rok będą Wojskowe Mistrzostwa Świata i Mistrzostwa Polski na dystansach: sprinterskim i olimpijskim", powiedziała Hanna Kaźmierczak.

 

#ride_BMC


Mechanik drużyny - Bogdan Jaworski miał pełne ręce roboty. Misja złożenia rowerów Teammachine SLR01​ okazała się jednak sukcesem i wszystkie dostępne maszyny są w posiadaniu zawodników. Ponadto Paulina Kotfica i Łukasz Kalaszczyński już trenują na Timemachine 01​. To właśnie na tych rowerach wystąpią 1 kwietnia w IRONMAN 70.3 Liuzhou.

 

"Rower jest niesamowicie szybki i sztywny. Czuć to zwłaszcza na krótkich podjazdach, gdzie nagle trzeba włożyć więcej sił w pedałowanie. Wraz ze Zbyszkiem i Panem Bogdanem szybko ustawiliśmy odpowiednią pozycję i już nie mogę doczekać się wyścigu w Chinach, gdzie przetestuję go w warunkach bojowych", opowiedział o nowym sprzęcie Łukasz Kalaszczyński​.

 

GVT oboz 2.jpeg

 

Biegi Kontrolne


Jeszcze przed rozpoczęciem zgrupowania w Hiszpanii - Paulina Kotfica i Marek Szewczyk zanotowali na swoim koncie pierwsze sukcesy w tym roku. Paulina zwyciężyła w Biegu Tropem Wilczym w Wałbrzychu​, a Marek triumfował w Biegu Crossowym w Trzebnicy.

Opublikowane w Wydarzenia

Jak cieszyć się z zimy, kiedy niska temperatura i śliska nawierzchnia zmuszają nas do treningu na trenażerach czy bieżniach, aby przeprowadzić jakościowo dobry trening? Czasami wręcz wydaje się, że trzeba odpuścić trening w tak ciężkich warunkach i wypatrujemy wiosny za oknem. Warto wprowadzić trochę rozrywki i przeplatać sesje treningowe z nartami biegowymi, fat bikiem (MTB) lub rakietami śnieżnymi. Te aktywności mogą spowodować, że zima upłynie nam przyjemnie i będziemy szczęśliwi, że mogliśmy poszaleć trochę na śniegu. Jeśli treningi będą wykonywane odpowiednio, zaprocentują lepszym przygotowaniem do sezonu.

Narty biegowe


Zawodnicy biegający na nartach biegowych są znani z tego, że osiągają najwyższe poziomy VO2 max. Biegówki wymagają zaangażowania praktycznie wszystkich mięśni, dzięki temu wykonujesz trening całego ciała. Aby jak najbardziej symulować tradycyjny bieg sugeruję styl klasyczny. Ta technika biegowa jest także polecana dla początkujących narciarzy. Na początku przygody z biegówkami może okazać się, że braki w technice będą powodowały duże zmęczenie przy małych prędkościach biegu. Jak się okaże, że twój wypad na narty był najcięższym treningiem w całym tygodniu, zregeneruj się zanim przystąpisz do regularnego mocnego biegania bądź roweru. Kiedy twoja technika biegowa poprawi się, biegówki okażą się piękną zimową alternatywą. Nie potrzebujesz specjalnych ubrań na narty biegowe, z tego względu, że wystarczą w zupełności te, których używasz do tradycyjnego biegania zimą.

O narciarstwie biegowym pisaliśmy więcej w tych artykułach: 

 

1. Biegówki. Najlepsza zimowa alternatywa

 

2. Narty biegowe w sportach wytrzymałościowych

 

 

Fat Bike (MTB)

Dużą popularnością w ostatnim czasie cieszą się fat bike’i. Ze względu na duże koła o lepszej przyczepności idealnie nadają się na jazdę po śniegu, nawet tym bardzo miękkim. Coraz więcej producentów ma w swojej ofercie taki model roweru. Jadąc po śniegu pedały i łańcuch są w ciągłym napięciu, kiedy śniegi stopnieją będziesz czuł, że pedałowanie sprawia mniej wysiłku. Jeżeli masz już rower MTB, zastosuj odpowiednie opony do jazdy w terenie i obniż nieco ciśnienie, a też będziesz mógł czerpać radość z zimowej jazdy. W niskich temperaturach na rower ubieraj ciepłe buty i rękawiczki.


Rakiety śnieżne

 

Rakiety to najprostszy sposób poruszania się po grząskim śniegu. Jeśli umiesz biegać, bez problemu przerzucisz się na rakiety śnieżne. Bieg w rakietach zastępuje tradycyjne bieganie. Możesz w nich wykonywać praktycznie każdy rodzaj treningu, przyspieszenia, podbiegi, czy długie wybiegania. Bieg w rakietach dodatkowo rozwija siłę i jest świetną odskocznią od codziennej rutyny.

Opublikowane w Metodyka treningu

Wbrew pozorom niska temperatura może przyspieszyć odwadnianie organizmu podczas treningu. W zimowych temperaturach zmniejsza się odczuwanie przez nas pragnienia nawet o 40%. Dzieje się tak ponieważ podczas treningu na mrozie naczynia krwionośne się obkurczają, aby zachować ciepło wewnątrz organizmu. Skurczone naczynia powodują podwyższenie ciśnienia. Aby obniżyć ciśnienie, nerki produkują więcej moczu. Dodatkowo odwadniamy się poprzez oddychanie wypuszczając z ust parę wodną.

 

Zdawałoby się, że w zimie się nie pocimy. Nie zapominaj, że w suchym zimowym powietrzu pot paruje szybciej. Jeśli jeszcze nie zamarzasz z zimna, to praktycznie pewne, że się intensywnie pocisz. Sprawdź swoje ubrania biegowe po treningu czy są mokre i w jakich miejscach. Zbyt wiele warstw lub zbyt grube ubranie to dodatkowy ciężar i bardziej skrępowane ruchy, dochodzi nam jeszcze śliska nawierzchnia i trening staje się cięższy niż ten w ciepłych miesiącach.

 

Odwodnienie zimą ma negatywne skutki. Łatwiej złapać przeziębienie. Z kolei jeżeli chcesz się odchudzić to zbyt niskie nawodnienie organizmu będzie hamowało zrzucanie wagi.

 

Jak poradzić sobie z zamarzającym płynem i batonami?

 

Na początku warto zaopatrzyć się w bidon termiczny, który dłużej trzyma temperaturę od tradycyjnego. Dodaj trochę soli lub cukru do bidonu to spowoduje, że obniży się temperatura zamarzania wody. Aby baton nie stał się twardy jak skała, schowaj go do kieszonki możliwie blisko ciała, najlepiej w miejscu gdzie masz najbardziej rozgrzane mięśnie.

 

Inny sposób polega na wytyczeniu sobie pętli wokół domu, a w nim blisko drzwi ustawiasz sobie bidon z napojem. Podczas każdej pętli wpadasz do domu na parę sekund aby się napić i lecisz dalej.

 

Oprócz uzupełniania płynów na dłuższych treningach, nawadniaj się przed wyjściem na trening jak i po powrocie do domu. W trakcie dnia staraj się pić rozgrzewające napoje, natomiast miej na uwadze, że kawa i alkohol odwadniają. Po powrocie z bardzo długiego treningu, czy intensywnej wycieczki górskiej kontroluj swój mocz. Jeżeli nie czujesz potrzeby oddawania moczu przez dłuższy czas, jest to znak, że nastąpiło odwodnienie. Następnie sprawdzaj kolor moczu, im będzie się stawał bardziej klarowny tym lepiej. W tych zimowych miesiącach możesz sobie ustalić za cel minimalizację utraty płynów podczas treningów.

Opublikowane w Metodyka treningu

Tym razem chciałbym się z wami podzielić moimi spostrzeżeniami i sposobie treningu, jaki sam prowadzę.  Mój trening, przynosi rezultaty, które pozwalaj mi ścigać się na najwyższym poziomie światowym w kategoriach wiekowych już od ponad 10 lat. Zdaję sobie sprawę, że to co robię nie jest dla wszystkich triathlonistów, że trzeba mieć sporo doświadczenia, żeby w ten sposób trenować, mimo wszystko chciałbym przekazać kilka spostrzeżeń z zimowym treningiem, jakie sam prowadzę.  Mam nadzieję, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie.  

 

Zimowe miesiące to dla mnie dużo i bardzo dużo godzin treningowych. W zeszłym roku od stycznia do kwietnia trenowałem tyle samo co Ewa Bugdoł, która szykowała się, a następnie wygrała Mistrzostwa Europy na dystansie ironman w Poznaniu. Byłem dla niej nie tylko trenerem, ale i partnerem treningowym.

Dlaczego tak dużo w wieku 50 lat? Czy naprawdę trzeba trenować zimą jak do ironmana, aby we wrześniu wygrać Mistrzostwa Świata w aquathlonie, który trwał 30 minut i na dystansie olimpijskim  (2 godziny) w kategorii wiekowej 50+?

 

15991870 1820413514865570_613863536_o

 

Odpowiedź na to pytanie dla mnie jest prosta. Nie ważne, ile trenujesz, ważne jest, czy osiągnąłeś swój cel na końcu sezonu.  Pierwszą bardzo ważną częścią mojego treningu jest jego czas. Staram się trenować codziennie, 7 razy w tygodniu, dwa a czasem trzy razy dziennie.  Moim celem jest, aby przynajmniej raz dziennie wykonać trening w grupie, wówczas jego intensywność jest wyższa niż jak trenuję sam. Drugim ważnym elementem  treningu w grupie jest potreningowe "bicie piany" w kawiarni. Staramy się dwa razy w tygodniu po biegu usiąść przy kawie. Rozmawiamy o wszystkim, o wykonanym treningu,  problemach rodzinnych no i oczywiscie ostatnio o tym, czy Trump będzie dobrym prezydentem. Takie potreningowe nieformalne spotkania powodują, że zawiązują się przyjaźnie i więzi, które pozwalają przetrwać ten najtrudniejszy okres przygotowawczy, kiedy jest ciemno i zimno, kiedy wyjście  na poranny trening nie jest takie ekscytujące.

 

Drugą bardzo ważną częścią mojego treningu poza przepracowanymi godzinami jest to, że 100 % biegów i 95 % jazdy rowerem robię na zewnątrz, na świeżym powietrzu. Ja i większość zawodnikow, którzy trenują ze mną, zaczynamy trening bardzo wcześnie rano - zawsze od biegu lub roweru.  W zimowych miesiącach rower zaczynamy w zależności od temperatury. Staram się być na rowerze jeszcze przed 8.00 godziną (jeżeli temperatura nie jest niższa niż -6 stopni). Jeśli zaczynamy od biegu to o 5.30 rano niezależnie od temperatury. Jeżeli temperatura spadnie do -20 C, co się czasem zdarza, wówczas robimy bieg bez intensywności nawet jeśli była taka zaplanowana. Osobiście nie przepadam za treningami na bieżni mechanicznej czy stacjonarnym rowerze. Tak naprawdę to nie biegałem na bieżni przynajmniej 5 lat. Ja i bieżnia poprostu się nie kochamy.  Wychodzę tutaj z założenia, że w każdych warunkach pogodowych można się czegoś nauczyć. Na przykład jak organizm reaguje na zimno, jak zmienia się zapotrzebowanie energetyczne w zależności od temperatury powietrza itp.

 

Technika biegu to dla mnie bardzo ważna część zimowych przygotowań. Lubię kiedy spadnie śnieg i podłoże jest śliskie i nierówne.  Zwracam wtedy uwagę na ekonomię ruchu i luz biegowy. Łatwo wówczas zauważyć, kto jest spięty i marnuje niepotrzebną energię na utrzymanie balansu, a kto nie. Sa to bardzo ważne elementy techniczne przydatne w trakcie zawodów, kiedy biegniemy na maksymalnych obrotach i kiedy każda cząstka energii powinna być wykorzystana na produkcję szybkości a nie stabilizację i niepotrzebne ruchy.

 

Trzecią bardzo ważną częścią mojego treningu zimowego jest praca nad siłą.  Niemal codziennie jest jakiś akcent siłowy jeśli nie na pływaniu biegu, rowerze to w siłowni.Osobiście wraz z wiekiem przykładam coraz większą uwagę do treningu siłowego. Mój trening siłowy to praca nad wytrzymałością siłową i siła maksymalna.  W okresie zimowych przygotowań staram się być na siłowni  2 razy w tygodniu. Jeżeli praca lub obowiązki rodzinne nie pozwalają mi na wykonanie jakiegoś treningu, siłownia jest treningiem, który odpuszczam jako pierwszy.

 

15967397 1820411511532437_1146509366_o

 

Ostatnią czwartą częścią mojego treningu zimowego jest odnowa biologiczna i dieta. Zacznę od odnowy. Nie prowadzę żadnej, nie robię żadnych zabiegów masaży, zimnych kąpieli i tym podobnych. Nie lubię tego i nie mam na to czasu ani ochoty. Największa przyjemność po treningu sprawia mi gorący prysznic i spotkania w kawiarni - wtedy regeneruję się psychicznie. Diety nie mam żadnej, jem wszystko i dużo wliczając w to słodycze w dużych ilościach. Średnio w tym okresie przybieram 5 kg wagi. W tym roku 8 kg na szczęście już więcej nie łapię. Śmieję się z tego, a nie martwię. Wiem, że w sezonie przy pewnej modyfikacji ta waga zejdzie. Pytanie, które tu się nasuwa, to czemu zawodnik na tak wysokim poziomie w ogóle nie zwraca uwagi na odnowę i dietę. Tutaj znowu wbrew pozorom odpowiedź jest dość banalna. Lubię jeść normalne, lubię słodycze, lody i alkohol.  Lubię zachowywać jakiś stopień normalności w moim codziennym życiu. Według mnie w treningu najważniejsza jest głowa, jeśli ciężko trenujesz i wierzysz w to, co robisz  możesz osiągnąć naprawdę wiele. Jeżeli robisz to co inni, a nie jesteś do tego tak naprawdę przekonany, postępu raczej nie osiągniesz.

 

Wierzę, że mój trening umożliwia mi wygrywanie zawodów, a nie chemiczne odżywki czy elektrody na nogach po treningu. Nic nie sprawia mi większej przyjemności na długim rowerze niż bułka z masłem, serem i salami zapijana woda. Jeśli chodzi o masaż czy telewizję, zawsze wygrywa kablówka.  Masażu po prostu unikam jak ognia.  Przy telewizorze odpoczywam i relaksuję się najlepiej i nikt mnie do czegoś innego nie przekona - taki już jestem. Wypracowałem własny styl i własne teorie treningowe, prubując naprawdę wiele rzeczy. Po latach różnych doświadczeń, tych dobrych i tych złych, doszedłem do wniosku, że jeżeli lubię to, co robię, i w to wierzę, osiągnę to, co sobie  założyłem.  Mam respekt do innych trenerów i zawodników, którzy zupełnie inaczej niż ja podchodzą do treningu zimowego. Słucham  tego, co mówią i obserwuję, co robią, Pomaga mi to w lepszym zrozumieniu, jak dużo różnych rodzajów i sposobów podejścia do triathlonu jest na świecie i jak mało tak naprawdę wiem.  Kiedyś ktoś mądry powiedział, że jeżeli myślisz, że wiesz już wszystko, wtedy naprawdę nie wiesz nic. Staram się stosować do tego powiedzenia w sporcie.

 

Jeżeli robię zmiany to nie są one drastyczne, jeżeli już je wprowadzam, to robię je podczas zimy. Nigdy nie zmieniam więcej niż jednego elementu, gdyż wtedy najłatwiej jest mi ocenić czy nowinka działa czy nie. Jeżeli nie działa to wracam do tego, co działało. Pamiętam, że to zima i  dużo czasu na wszelkiego rodzaju korekty. Nawet kiedy się przetrenuję.


Pozdrawiam wszystkich i mam nadzieję, że trening zimowy sprawia wam tak wiele przyjemności, jak mój sprawia mnie.  

Opublikowane w Publicystyka

Święta są już za nami. Niektórzy z nas - zapewne najgrzeczniejsi z grzecznych - znaleźli pod choinkami trenażery. Co prawda warunki do treningu w plenerze są jeszcze znośne, ale kto wie co dalej. Wszystkich, którzy nie są zimowymi hardcorowcami, dysponują tzw. smart trainerem i nie chcą zanudzić się na śmierć, kręcąc kilometry w pokoju, zapraszam na krótki teścik. Jest to porównanie oraz wskazanie, moim skromnym zdaniem, zwycięzcy konkursu piękności w kategorii oprogramowania trenażera.

 

Na wstępie dwa słowa o mnie oraz warunkach w jakich przeprowadziłem wspomniany test. Pływam, roweruję i biegam, łącząc te trzy dyscypliny w jedną. Jestem absolutnym triathlonowym amatorem, startuję w kilku imprezach w sezonie i staram się, żeby jedną z nich był królewski, czyli pełny dystans Ironmana. Mam za sobą trzy starty na długim dystansie i przygotowuję się do kolejnego wyzwania w 2017. Nie jestem hardcorowcem. Zimą kręcę kilometry pod dachem i uważam trenażer za bardzo przydatne urządzenie. Mam do dyspozycji - na tym urządzeniu przeprowadziłem testy - rolki ELITE Real E-motion. Tyle wstępu, czas na konkrety.

 

W poprzednich sezonach jeździłem na sofcie Elite Real. Powiem jednak szczerze, że nie do końca byłem z tego zadowolony i zacząłem szperać w necie w poszukiwaniu innych rozwiązań. Okazało się, że nie jestem skazany wyłącznie na soft producenta. Oto bowiem na rynku dostępnych jest szereg produktów, które są kompatybilne z różnymi trenażerami. Przykładami są GoldenCheetah, FulGaz, PerfPRO Studio, Kinomap Trainer, Velo Reality, itp., itd. Czytając testy i opinie internautów, zawęziłem jednak wybór do trzech produktów: soft, który mam i znam czyli ELITE REAL oraz dwóch challengerów, BKOOL i ZWIFT. Oto moje subiektywne opinie i wrażenia, a także wynik testu czyli program z którym spędzę kolejne kilka miesięcy.

 

ELITE REAL

Jak już wcześniej wspomniałem jest to produkt, który mam i znam. Niestety, pomimo sentymentów i przywiązania, uznałem, że szukam czegoś nowego. 

Program jest jak najbardziej OK. To czego tak naprawdę w nim brakuje to element rywalizacji w ramach dużej, onlinowej społeczności. Przed ostatnim upgradem miałem problemy z podłączeniem Garminowskiego paska pulsometru. Jak się jednak wydaje, aktualnie dostępna online wersja 7.2.0.77 rozwiązuje ten problem. Minusem jest brak oprogramowania na Maca. W związku z tym musiałem zrobić mały upgrade i korzystać ze starego komputera PC. Zauważyłem również, że program czasami gubi połączenie z trenażerem i muszę przyznać, że było to nieco denerwujące doświadczenie. 

 

Elite1

 

Co do samej jazdy to w zasadzie zastrzeżeń brak. Dostępne są trasy video, zarówno w formie płatnych płyt producenta jak i w formie bezpłatnych plików do ściągnięcia ze strony. Istnieje możliwość jazd treningowych, odbywających się niestety na liniach i wykresach, co jest zdecydowanie nudne. Program umożliwia też tworzenie własnych treningów. Symulacja jazdy w terenie i związane z tym obciążenia działają bez zarzutu. Dostępna jest również aplikacja na urządzenia przenośne.

 

Elite2

 

Reasumując, program ten oceniam na 2,5 w skali od 1 do 5. Jest on OK, ale nie ma żadnych fajerwerków. Innymi słowy, po krótkim czasie, trzeba wspomagać się filmami i programami TV w celu zabicia trenażerowego znużenia.

Strona producenta: www.elite-it.com

 

 

BKOOL

Jest to pierwszy z dwóch challengerów w moim teście. Dostępny jest na stronie producenta do bezpłatnego, okresowego testu (30 dni / 5 sesji). Niestety, dalsze korzystanie z oprogramowania jest płatne (10 Euro / miesiąc). Aplikacja powstała jako soft do trenażerów tej marki, ale współpracuje aktualnie również z innymi produktami. Instalacja i sparowanie sprzętu (trenażer, pulsometr) odbyło się bezproblemowo. Użytkownik widzi siebie na ekranie w formie awatara. W trakcie kariery treningowej istnieje możliwość odblokowania nowych elementów ubioru i wyposażenia. 

 

Bkool1

 

Trening odbywa się na trasach video. Istnieje możliwość kreowania / nagrywania własnych tras, a program konwertuje je do obrazka 3D. Niestety, grafika 3D pozostawia bardzo wiele do życzenia i jest mocno kulejąca. Co ciekawe, można trenować również na torze kolarskim. Istnieje możliwość łatwej zmiany widoku treningu i przejścia z video na 3D lub trasę na mapie. Ciekawą funkcją jest również określenie stałego obciążenia / mocy. Program daje możliwość korzystania z planów treningowych oraz tworzenia własnych treningów. 

 

Bkool2

 

Zdecydowanym plusem jest społeczność online. Nie ma nic lepszego od rywalizacji, wiedząc że za mijanym kolarzem (dostępny w widoku 3D) lub „duszkiem” w widoku video ktoś się kryje i walczy z własnymi słabościami. Społeczność ta jest na tyle duża, że na trasie pojawia się jednocześnie kilka lub kilkanaście osób. Program daje też możliwość jazdy w grupach, kreowania lig i mniejszych społeczności. Małym problemem, który pojawił się dwukrotnie podczas testu było połączenie z trenażerem. Za pierwszym razem licznik mocy pokazywał około 800 W, a prędkość w granicach 100 km/h. Za drugim razem, program nie rozpoznawał trenażera, a w związku z tym nie wpuszczał na trening torowy. Muszę przyznać, że było to nieco frustrujące i spowodowało obniżenie mojej oceny oprogramowania.    

 

Bkool3

 

Reasumując, program ten oceniam na 3,5 w skali od 1 do 5. Daje on możliwość rywalizacji online. Na minus zapisuję niskiej jakości grafikę 3D oraz problemy techniczne z połączeniem z trenażerem.

Strona producenta: www.bkool.com

 

ZWIFT

Drugim nowicjuszem na liście jest oprogramowanie Zwift. Podobnie jak w przypadku BKOOL dostępna jest wersja testowa (7 dni). Korzystanie z oprogramowania to wydatek 10 $ miesięcznie. Już na pierwszy rzut oka, oprogramowanie jest ciekawe, intuicyjne w obsłudze, z kolorowym i dobrze ułożonym interfejsem użytkownika. Logujesz się i bezproblemowo parujesz sprzęt (trenażer, pasek pulsometru, czujnik kadencji). Co ważne, podczas testu nie stwierdziłem żadnych problemów związanych z połączeniem, a sprzęt raz sparowany nie przechodził w stan uśpienia, niezależnie od czasu pozostającego do rozpoczęcia jazdy. Po uruchomieniu wchodzimy do prostego menu, wybieramy rodzaj treningu, trasę i jazda. Do dyspozycji są trzy kombinacje tras, w wirtualnej krainie Watopii, na ulicach Londynu oraz w Richmond. 

 

Zwift1

 

Zdecydowanie wielkim plusem gry jest grafika 3D. Można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z dobrą rowerową grą komputerową w której dżojstik został zastąpiony trenażerem, rowerem i siłą mięśni. W przeciwieństwie do konkurencji, mamy tu faktycznie całe rzesze użytkowników poruszających się po trasie. Tak więc na brak rywalizacji narzekać nie można. Do dyspozycji są różne treningi, a co ważne są one bardzo czytelnie wpisane w trasę. Podstawowe parametry treningu, włącznie z pomiarem mocy, są zrozumiałe i proste w użyciu. Do dyspozycji jest również aplikacja umożliwiająca interakcję z innymi użytkownikami, a także sterowanie podstawowymi elementami gry, jak np. wybór wariantu trasy.  Obok treningów istnieje również możliwość jazdy w grupach o różnych poziomach trudności. Całość sprawia naprawdę bardzo dobre wrażenie. Podobnie do BKOOL, nasz bohater zdobywa trofea oraz odblokowuje kolejne elementy ubioru i wyposażenia. Naprawdę dobra zabawa w połączeniu z treningiem.

 

Zwift2

 

Reasumując, program ten oceniam na 4,5 w skali od 1 do 5. Daje on praktycznie nieograniczone możliwości rywalizacji online. Zdecydowanie wielkim plusem jest grafika 3D oraz realizacja planów treningowych. Jedynym życzeniem jest poprawa liczby dostępnych tras. Fajnie byłoby poruszać się po trasach największych klasyków lub etapów wielkich tourów. Można byłoby pomyśleć również nad większą liczbą dostępnych planów treningowych.

 

Zwift3

 

Strona producenta: www.zwift.com

 

Podsumowanie

Powiem szczerze, że warto było poszperać w sieci i poszukać nowych rozwiązań do trenażerów. Mój wybór padł na oprogramowanie Zwift. Dobra grafika, nieograniczone możliwości konkurowania w społeczności online, ciekawe treningi, jazda w grupach sprawiają, że trenażer nie jest już nudnym narzędziem. Zobaczymy jak będzie z formą. Zresztą spróbujcie sami. Jestem ciekaw Waszych opinii i komentarzy. Do zobaczenia na wirtualnych trasach.

Opublikowane w Publicystyka

Czy masz wrażenie, że zatrzymałeś się w treningach, postępie formy i wydaje ci się, że już dotarłeś praktycznie do szczytu swoich możliwości? Z sezonu na sezon osiągasz mniej więcej te same czasy, a szybsi zawodnicy od ciebie zapewne “muszą” być genetycznie lepiej przystosowani do tego rodzaju wysiłku?

 

Może o tym głośno się nie mówi, bo ciężko się do tego przyznać każdemu z nas, ale trzeba przełamać strach, który trzyma nas w miejscu. Czasami jest to lęk przed odpuszczeniem treningu, nawet jak jesteś przemęczony, w obawie, że inni trenują i będą lepsi. Jest to częsty błąd prowadzący do nadmiernego chronicznego zmęczenia. Brak regeneracji po konkretnym treningu powoduje zastój, a my chcemy się jak najszybciej rozwijać. W skrajnych przypadkach ten lęk przeradza się w sytuację, kiedy zawodnik staje się “mistrzem treningu” publikując na portalach społecznościowych swoje wyczyny, a zawody wykonuje “treningowo”, żeby uniknąć porażki.

 

Z drugiej strony może pojawić się sytuacja, kiedy lęk powoduje ograniczenie możliwości fizycznych naszego organizmu. Jest to lęk przed bólem, jaki towarzyszy przy silnym wysiłku. Oczywiście każdy ma inną tolerancję na ból, lecz aby stać się szybszym należy adaptować ciało do większych obciążeń, co wiąże się nieodłącznie z bólem i wychodzeniem podczas treningów poza strefę komfortu. Tak dobrze się czujemy w strefie komfortu, czyli bazując na wypracowanej formie po prostu ją podtrzymujemy. Pomimo, że jesteś zmobilizowany i wstajesz regularnie o 5 rano, aby zdążyć przed pracą na basen, pływając ciągle w strefie komfortu podtrzymujesz jedynie swoją formę i zaadoptowałeś organizm do rutyny. Spróbuj umówić się z kimś, kto może jest nieco szybszy od ciebie. Będzie to bodziec, który cię napędzi w trakcie treningu, będziesz chciał dorównać drugiej osobie. Po treningu okaże się, że wychodziłeś wielokrotnie poza strefę komfortu, ale nie było to wcale takie łatwe. Nic tak nie popchnie cię do przodu jak zewnętrzna motywacja.

 

Niezobowiązująco pojedź na rowerze na zawody biegowe 5 km do parku. Nie bój się, że stracisz energię na rowerze, pewnie nie zrobisz życiówki i nie będzie czym się pochwalić. Zrobisz za to rewelacyjną zakładkę, później zadbaj o odpowiednią regenerację, a twoja forma pójdzie w górę. Nie bój się eksperymentować. Trenując z roku na rok te same treningi nie rozwijasz się. Jedynie uzyskujesz komfort psychiczny, że już kiedyś to robiłeś i wiesz czego możesz się spodziewać.

 

Wychodząc na trening zawsze musisz znać jego cel. Nie dopuszczaj do sytuacji, kiedy zaliczasz trening bez zastanowienia się, po co go robisz. Wtedy trenowanie staje się bezmyślne. To tak jak z błądzeniem w nieznanym terenie, uruchamiasz myślenie i wszystkie swoje zmysły, aby jak najszybciej dotrzeć do celu. Tak samo z trenowaniem, miej na swoim celowniku zawody typu A i celuj w nie już od początku okresu przygotowań. W trakcie treningu myśl o tym, co robisz i jaki to będzie miało wpływ na osiągnięcie twoich zamierzonych celów. 

Opublikowane w Publicystyka
piątek, 21 kwietnia 2017 07:01

Ruch najskuteczniejszy w walce z depresją

Najnowsze badania dowodzą, iż wysiłek fizyczny może być najważniejszym czynnikiem podczas walki z depresją. Przebadano pod tym względem wyjątkowo dużą grupę 1.140.000 mężczyzn i kobiet. Przeprowadzone badania wskazują, że regularny trening “zmienia nasze ciała i mózgi w taki sposób, że stajemy się odporni na rozpaczanie”.


Wiele poprzednich badań opierało się na zbyt małej liczbie przebadanych osób lub tylko na zaufaniu do ankietowanych odnośnie ich wspomnień związanych z trenowaniem. Tym razem sprawdzano czy ćwiczenia fizyczne mogą zapobiegać depresji mierząc poziom wytrenowania uczestników testów. Naukowcy skupili się na porównaniu zdrowia psychicznego z początku prowadzonych badań, do tego po roku lub później.


Ze statystyk wynika, że ludzie o najniższej kondycji fizycznej mają o 75% większe prawdopodobieństwo zdiagnozowania depresji, niż ci, którzy są w wyższej formie. Natomiast Ci w środku stawki pod względem wytrenowania mają o 25% większe prawdopodobieństwo rozwoju depresji, niż ci o najwyższej kondycji. Oddzielne, drugie badanie pokazuje, iż pacjenci ze zdiagnozowaną klinicznie depresją poddani regularnemu, wysiłkowi fizycznemu zauważają znaczną poprawę stanu psychicznego. Trzecie opracowanie polegało na badaniu krwi osób cierpiących na silną depresję przed i po treningu. Próbki krwi po wysiłku pokazały zmniejszoną ilość markerów zapalnych oraz zwiększenie produkcji hormonów i substancji biochemicznych, które są odpowiedzialne za zdrowie mózgu.


Jak przyznają główni autorzy tych trzech badań, profesor Brendon Stubbs z King's College w Londynie oraz naukowiec specjalizujący się w wysiłku fizycznym Felipe Barreto Schuch z Centro Universitário La Salle w Canoas położonym w Brazylii, to jest dopiero pierwszy etap projektu. Należy wykonać większe i dłuższe w czasie opracowanie. W przyszłości naukowcy chcą odkryć jakie dokładnie ćwiczenia należy wykonywać i jak w jakiej ilości, aby skutecznie leczyć i zapobiegać depresji.


Podsumowując słowami naukowców “ludzie potrzebują być aktywni aby poprawiać zdrowie psychiczne”.


Badanie nr 1 https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/27765659

Badanie nr 2 https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26978184

Badanie nr 3 https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26657969

Opublikowane w Publicystyka

Dzisiaj, chciałbym poruszyć sprawę treningu jesienno-zimowego, a właściwie to specyficznego rodzaju treningu, którego jestem gorącym zwolennikiem. Jesień i zima to bez wątpienia bardzo długi okres, wymagający dużej cierpliwości i samozaparcia. Ze względu na zimno i dużo krótszy dzień, bardzo często skracamy treningi lub nawet ich nie wykonujemy. Niestety odbija się to później na naszych wynikach. Jak zatem przetrwać ten okres, aby być w jak najlepszej formie na najważniejszych zawodów w roku?

 

Osobiście bardzo lubię okres jesienno-zimowych treningów. Pozwala mi on wprowadzać zmiany i bodźce treningowe bez zbytniego zwracania uwagi na ich intensywność. Wychodzę tutaj z założenia, że wysoką intensywność trzymam na basenie, a na rowerze i biegu pracuję na nabijaniu godzin i kilometrów. Jedynym sprzętem monitorującym moje trening w tym okresie jest zwykły zegarek, dzięki niemu wiem, o której muszę być w domu. Zdaję sobie jednak sprawę, że po 40 latach uprawiania sportu dla mnie zegarek w zupełności wystarczy. Dla mniej zaawansowanych i początkujących triathlonistów polecałbym również pulsometr ale nie na każdym treningu. Według mnie zbyt duża kontrola i monitorowanie wysiłku może prowadzić do przetrenowania w przypadku zawodnika lub zawodniczki, którzy traktują szybkościomierz lub miernik watów na rowerze jako sparing partnera. Dla drugiej grupy zawodników ciągły pomiar parametrów treningowych może wpływać jako hamulec intensywności, który też nie zawsze jest wskazany.


Jesień, zima to 4-5 miesięcy, kiedy warto próbować nowych rzeczy w treningu. Jeśli jesteś typem zawodnika, zawodniczki uzależnionym od gadżetów zacznij wykonywać część treningów bez nich. Zostaw je w domu, wyjdź na rundę, którą dobrze znasz, patrząc tylko na zegarek, kiedy wychodzisz i wchodzisz do domu. Podczas treningu wsłuchuj się w swój organizm i po powrocie do domu porównaj swoje odczucia i czas na wykonanie treningu z parametrami i odczytami z mierników, jakie używałeś na poprzednich treningach. Jest to bardzo ciekawy sposób na analizę treningu. Pozwala on nam na samoocenę, jak bardzo znamy swój organizm. Można zauważyć, że im bardziej doświadczony zawodnik tym częściej trenuje na samopoczucie.


Jeśli jesteś drugim typem zawodnika, który używa elektroniki jako hamulca intensywności i jesteś w stanie wykonać trening dużo szybciej, niż kiedy go monitorujesz elektronicznie i na dodatek nie czujesz się bardziej zmęczony, to może czas na nowe testy progów intensywności. Jeżeli progi się nie zmieniają, drugą lekcją z takiego treningu to wiedza, że w trakcie zawodów jesteś w stanie “pocisnąć” dużo szybciej, intensywniej niż ci się poprzednio wydawało.
Trening na samopoczucie wykonuj bez muzyki. Na treningu jesteś tylko ty i twój organizm. Wsłuchuj się w pracę i rytm twojego serca, zwracaj uwagę na sposób oddychania i napięcia mięśniowego, jak bardzo jesteś rozluźniony czy spięty. Staraj się być bardzo wyczulony na wszelkiego rodzaju wewnętrzne sygnały. Piszę o tym sposobie treningu, gdyż według mnie umiejętności kontroli samego siebie i odczytywanie pomiarów elektronicznych w trakcie startu to najtrudniejsza część zawodów.


Przeprowadziłem setki rozmów z zawodnikami na różnym poziomie wytrenowania, którzy po nieudanym starcie, słabym biegu, mówią mi mniej więcej taką formułkę: “Nie wiem, co się stało. Na rowerze czułem się dobrze jechałem zgodnie z założeniami. Tętno, szybkość, waty, wszystko jak trener kazał, zsiadłem z roweru, przebiegłem kilometr, dwa i nogi nie podają. Kurczę, nie wiem co jest. “


Jest to typowe podsumowanie zawodów przez zawodnika, który nie czuje swojego organizmu. Nasze początkowe założenia watów, szybkości tętna są nie zawsze dokładne. Na pewno są one pomocne, ale nie zawsze w pełni się sprawdzają. Na przykład mamy założenie utrzymać 210 watt w trakcie jazdy rowerem. Na początku jazdy nasza waga to 70 kg, co daje nam 3 watt na kilogram masy ciała, podczas startu temperatura jest wysoka, jest wilgotno i już w pierwszej części zawodów zawodnik traci 2 kilogramy wagi. Wówczas, aby utrzymać założoną moc 210 watt zawodnik musi zwiększyć intensywność wysiłku do 3.1 watów na kilogram masy ciała. Ta zmiana intensywności może być tak zwanym gwoździem do trumny w trakcie startu na długim dystansie. Zawodnicy którzy są ciężsi i mają ubytki masy 3 kg i więcej mogą odczuć to jeszcze gorzej.


Na biegu możemy mieć sytuację zupełnie odwrotną. Z własnego doświadczenia wiem, że jeżeli bieg odbywa się przy temperaturach powyżej 25 stopni celsjusza, jestem w stanie biec na zawodach z tętnem wyższym od trzech do pięciu uderzeń powyżej tego, jakie odnotowuje przy temperaturach w granicach 20 stopni i poniżej. Jest to dla mnie bardzo ważna informacja, która pozwala na osiągnięcie lepszych wyników. Tutaj bardzo sprawdza się trening na samopoczucie, o którym pisałem wyżej. Jeżeli organizm mówi mi, że podniosłem intensywność zbyt mocno, żeby utrzymać waty lub szybkość którą sobie założyłem, radziłbym słuchać się organizmu i zwolnić. Wychodzę z założenia, że lepiej pojechać na rowerze wolniej o 5 minut i pobiec szybciej o dziesięć, niż zrobić to odwrotnie.


Dla bardziej zaawansowanych polecam robienie zakresów na wyczucie. To jest dopiero zabawa! Zakładasz monitor zaklejasz taśmą ekran i do przodu. Później porównujesz odczyty z odczuciami. Po kilku takich treningach będziesz naprawdę dużo o sobie wiedział. Dowiesz się jakim jesteś typem zawodnika, jakie masz słabe i mocne strony.


Czy startujesz za mocno i potem ci nie starcza siły, czy zbyt asekuracyjnie i jak kończysz czujesz, że masz rezerwy, których nie wykorzystałeś. Jak szybko się regenerujesz, kiedy przeholujesz. To wszystko są bardzo ważne informacje, kiedy zaczynasz ścigać się o miejsca. Łatwiej jest wówczas podejmować decyzje na temat tempa zawodów, czy warto zaryzykować i podnieść intensywność, czy ściśle trzymać się założeń przedstartowych i ściśle stosować się do tego, co trener zaplanował.


Piszę o tym rodzaju treningu w listopadzie, gdyż jest to bardzo bezpieczny czas na wykonywanie tego rodzaju pracy. Jeżeli ktoś przesadzi, robiąc taki trening zbyt szybko czy zbyt intensywnie, wówczas jest jeszcze bardzo dużo czasu na korektę i prawidłowe przygotowanie do startu latem. Pamiętajcie, nie bójcie się zmian, wychodźcie na zewnątrz strefy komfortu im więcej tych doświadczeń w trakcie treningu, tym więcej udanych startów w sezonie. Nie ważne czy jesteś amatorem czy profesjonalistą, uwierzcie mi każdy może w tym treningu znaleźć coś dla siebie.


Pozdrawiam i do pracy!

 

Opublikowane w Publicystyka
środa, 19 kwietnia 2017 06:29

Planowanie treningu 101 intro

Planowanie treningu jest cholernie skomplikowane. Posiadamy potężne komputery zdolne do przetwarzania niewyobrażalnych ilości danych, mamy za sobą dziesiątki lat doświadczeń w trenowaniu zawodników światowej klasy, a wciąż nie potrafimy znaleźć pewnej formuły na długoterminowy rozwój naszych podopiecznych.

Ba, często zdarza się nawet, że ponosimy porażkę na krótszym odcinku czasu, np. jednego roku. Ile razy słyszy się przecież, że ktoś nie trafił z formą na imprezę na którą z całym sztabem specjalistów szykowali się cały sezon? Mały błąd w kalkulacji obciążeń i wynik na zawodach poniżej oczekiwań – to świadectwo nieskutecznego planu treningowego. A zepsuć się może praktycznie wszystko: od nieoczekiwanej kontuzji, przez infekcje wirusowe, po problemy w życiu prywatnym. Czasami zdarza się nawet, że słaba forma nie ma oczywistej przyczyny. Jesteśmy na najważniejszych zawodach i startujemy słabo. Plan wydawał się być solidny i wykonaliśmy go w 100%. Po prostu coś w porę nie „zeżarło”.

To wszystko pokazuje, że złotego środka niestety nie ma, a samo planowanie treningu cały czas jest dziedziną znajdującą się w trochę nieokreślonej przestrzeni pomiędzy nauką a sztuką. Wszystkich zagubionych spróbuję jednak pocieszyć. Nie trzeba być wielkim magikiem albo doktorem nauk ścisłych żeby zacząć planować trening samodzielnie, na przykład na potrzeby amatorskiego występu. Wystarczy odpowiedzieć na trzy proste pytania:

 

Planowanietreningu101intro1

 

 

Powyższe pytania to absolutna esencja planowania treningu. Jest to wspólny punkt startowy dla wszystkich, niezależnie od wyznawanej filozofii treningu, posiadanego doświadczenia i poziomu sportowego.

1. Gdzie chcę być?

Lubię myśleć o punkcie pierwszym przede wszystkim jako o marzeniu, które rozpala motywację i skłania do podjęcia treningu. Ambitnego przedsięwzięcia nigdy nie zaczynamy od wyznaczania celu. Cele kojarzą się z cyferkami w zeszycie, marzenia natomiast są niesamowitym napędem w działaniu. Nieprzypadkowo ukończenie Ironmana stało się ostatnio tak bardzo powszechne. Stać się człowiekiem z żelaza – to jest coś! Myśl ta dosłownie ruszyła ludzi sprzed biurek i stała się paliwem dla tych tysięcy, którze nagle zaczeły trenować po paręnaście godzin w tygodniu.

Zaraz za marzeniami muszą iść cele, które z natury są już bardziej konkretne i precyzyjne. Standardem jest filozofia SMART, która mówi że cele powinny być opisane przez 5 cech. Muszą być specyficzne, mierzalne, ambitne, rozsądne i osadzone w czasie.  Jest to ważne, gdyż dzięki wspomnianym pięciu płaszczyznom jesteśmy w stanie jednoznacznie ocenić czy cel został osiągnięty, czy nie. Nieosiągniętych celów nie można się bać. Każda porażka jest bowiem informacją, która dostarcza doświadczenie i wiedzę niezbędną do precyzyjniejszego planowania w przyszłości.

Marzenia działają na emocjach, celami natomiast zarządzamy używając racjonalnej części naszego mózgu.

2. Gdzie jestem obecnie?

Czyli stan wyjściowy w momencie sporządzania planu – punkt zero. Tu już nie ma miejsca na bujanie w chmurach, trzeba twardo i jak najbardziej obiektywnie ocenić swoje możliwości.

W stosunkowo dobrym punkcie są wszyscy zawodnicy, którzy startują już parę lat i mają dużo danych na swój temat, np. oficjalne wyniki z zawodów. „Cyferki” rzadko kłamią i są sprawiedliwym źrodłem oceny, a więc też dobrym punktem wyjścia w nowy sezon. Nieco trudniej mają Ci, którzy chcieliby dopiero zacząć swoją przygodę ze sportem, na przykład nauczyć się pływać lub wystartować w pierwszym triathlonie. W tym przypadku nie zawracałbym sobie narazie głowy wynikami sportowymi (te pojawią się wkrótce np. w postaci testów), znacznie ważniejsze jest skoncentrowanie się na innych płaszczyznach.

Oprócz samego wyniku sportowego warto jest bowiem rzetelnie przeanalizować:

– dostępny czas, możliwości finansowe – czyli zasoby z jakimi zaczynamy. Ile czasu bedzie realnie dostępne na trening (nie wpływając negatywnie na szkołę, pracę, rodzinę)? Jakie mamy dostępne zasoby finansowe? Choć sport jest amatorski, to nie za darmo.

– kontuzje i zdrowie – jaką mieliśmy historię kontuzji? Z jakimi problemami fizycznymi wchodzimy w plan treningowy? Jaki mamy plan na leczenie starych dolegliwości i unikanie kolejnych? Czy jesteśmy zdrowi i mamy zielone światło na uprawianie intensywnego wysiłku fizycznego?

– przygotowanie fizyczne – jaki jest nasz startowy stan przygotowania w dwóch wymiarach: motorycznym (np. mobilność, siła, wzorce ruchowe) i kondycyjnym?

– przygotowanie techniczne – szczególnie ważne w przypadku pływania. Jak dobrze potrafię pływać? Jak dużo mogę zyskać poświęcająć czas na doszlifowanie techniki?

– charakter – jak reaguję na sytuacje obciążenia organizmu? Czy przy narastającym zmęczeniu unikam zaplanowanych treningów, czasem trochę na zapas? Czy może mimo zmęczenia brnę do przodu i nigdy nie modyfikuję tego co zaplanowałem wcześniej?

3. Co jest pomiędzy 1. a 2.?

Kiedy znamy już swój start i metę, to pomiędzy nimi widzimy wielką niezapisaną kartę. Dobra wiadomość jest taka, że możemy zrobić z nią co tylko chcemy. Zła natomiast, że nie zawsze wiadomo od czego zacząć i czego się chwycić.

Pierwszym krokiem powinno być podzielenie kalendarza na mniejsze części i wyznaczenie krótkoterminowych celów. Aby ocenić czy każdy z tak wyznaczonych mniejszych etapów (faz) jest skuteczny, trzeba pomyśleć o metodzie obiektywnej oceny postępu. Przykładowo, chcę poświęcić listopad i grudzień na poprawę pracy nóg do kraula, bo w tym aspekcie mam duże braki. Na początku listopada robię więc test, np. na 100 m na nogach dowolnym, żeby ustalić punkt wyjścia. Całe dwa miesiące trenuję z myślą o poprawie tego parametru. Zadania treningowe dobieram tak, żeby pomagały mi uzyskać jak najlepszy progres. Uwględniam trening szybkości i wytrzymałości nóg. Być może wplatam też zadania na poprawę techniki (np. nogi w pionie), jeśli mam z tym problemy. Wiem, że na poprawę mam dwa miesiące więc wszystkie te działania rozkładam w czasie. Na koniec grudnia wykonuję ten sam test i sprawdzam ile (i czy) się poprawiłem.

 

PlanowanieTreningu101Intro2

Fot. Tommy Wong

 

W tym momencie są trzy możliwości:

 

1. poprawiłem się zgodnie z planem. Zapisuję plan treningowy, tak żeby nie zginał i przydał się na przyszłość. Mogę nawet pomyśleć czy nie wykorzystać podobnych metod do poprawienia innych elementów.

 

2. poprawiłem się, ale oczekiwałem więcej – coś poszło nie po mojej myśli. Wyciągam plan, który mam przecież zapisany i staram się przeanalizować co zrobiłem źle. Ewentualnie proszę o pomoc kogoś doświadczonego z zewnątrz, który pomoże uświadomić mi co zrobiłem nie tak. Zastanawiam się wtedy, czy nie zmodyfikować dalszego planu, uwzględniając więcej pracy nad porządanym elementem.

 

3. nie poprawiłem się – patrz punkt 2.

 

Innym przykładem może być planowanie i monitorowanie wyniku sportowego na przestrzeni całego sezonu. Jednym z ćwiczeń, które robiliśmy z moimi podopiecznymi w Pacific Coast Swimming w Victorii było sporządzenie arkusza celów, w połączeniu z planowanym kalendarzem zawodów. W kolumnach umieściliśmy kolejne zawody, na które chcieliśmy jechać (wyznaczaliśmy je przed sezonem metodą 1-3-2), a w wierszach wpisywaliśmy główne dystanse, na których dzieci planowały startować w ciągu roku. Zadaniem zawodników było wyznaczenie celów na każde kolejne zawody, aż dojdziemy do głównych zawodów sezonu czyli Mistrzostw Kanady.

Dzięki temu, że podzieliliśmy sezon na małe kawałki łatwo było ocenić, czy idziemy zgodnie z planem. Jeśli zdarzyło się natomiast, że któryś z zawodników nie pływał zgodnie ze swoimi oczekiwaniami, zastanawialiśmy się wspólnie jak plan zmodyfikować.

 

PlanowanieTreningu101Intro3

Szablon celów na sezon 2015/2016. Wypełnione na przykładzie 200 kraulem dla 15-letniej pływaczki. Dzięki arkuszowi widać na przykład w którym momencie jest ostatnia gwizdek na wypełnienie minimów na zawody rangi centralnej. Dwa różne kolory tła to podział roku na sezon na krótkim basenie (jesień-zima) oraz na długim (wiosna-lato).

Planowanie treningu – podsumowanie wstępu

Wszystko to o czym napisałem powyżej jest absolutnym wstępem do planowania treningu. Celowo nie dotykałem szczegółów, żeby skupić się na substancji według mnie najważniejszej, którą jest: wyznaczanie sobie konkretnych celów, osadzanie ich w ramie czasowej i wyznaczanie takiej metody monitorowania postępów, która jednoznacznie określi czy trening był skuteczny, czy nie. Jest to fundament, na którym opiera się zarówno trening amatora, jak i zawodowca. Ten drugi będzie różnił się od pierwszego po prostu liczbą uwzględnionych szczegółów.


Opublikowane w Publicystyka
poniedziałek, 21 września 2015 12:04

Przewodnik po bieganiu ultra - Hal Koerner

Inspirują cię biografie Scotta Jurka czy Kiliana Jorneta? Marzy ci się coś więcej niż maraton? Hal Koerner, utalentowany ultramaratończyk, pomoże ci przekuć marzenia w rzeczywistość. Nakładem Wydawnictwa Buk Rower ukazało się polskie tłumaczenie jego książki “Przewodnik po bieganiu ultra”. Akademia Triathlonu objęła tę książkę patronatem medialnym.

 

“Nieważne, czy jesteś debiutantem, czy wytrawnym ultrasem, rzeczowe rady Hala dodadzą ci pewności siebie, dzięki której dotrzesz do mety albo ustanowisz nowy życiowy rekord” - pisze w przedmowie do polskiego wydania książki Scott Jurek. Książka Koernera to napisany lekkim językiem poradnik wspierający biegaczy w drodze do bycia ultrasem. Zawiera zarówno podstawowe porady przydatne na długich dystansach, jak i wskazówki wynikające z doświadczeń setek biegów, w których autor brał udział. Poradnik urozmaicają inspirujące anegdoty Koernera o jego przygodach w poszczególnych ultramaratonach.

 

Dowiedz się, jak się do ultramaratonu przygotować, skorzystaj z proponowanych przez Koernera planów treningowych. Sprawdź, czy jesteś odpowiednio ubrany i zabierasz ze sobą to, co naprawdę może ci się przydać. Koerner nie pozwala ci zapomnieć o najważniejszych elementach na długich dystansach - jedzeniu i nawadnianiu organizmu. Pomaga zapanować nad lękiem i niweluje obawy przypominając jednocześnie o zaopatrzeniu w wazelinę i zestaw do przebijania pęcherzy. Nie jest to książka, która czaruje ultrabiegową rzeczywistość, pokazuje problemy, na jakie możesz napotkać i pomaga ci je rozwiązać.

 

Autor książki - Hal Koerner ukończył ponad 130 ultramaratonów w Stanach Zjednoczonych, Europie i Azji. Jest jednym z zaledwie dwóch ultramaratończyków w historii, którzy wygrali zarówno Western States 100-Mile Endurance Run (w roku 2007 i 2009), jak i Hardrock 100 Endurance Run. W 2013 roku wraz z Mikiem Wolfem ustanowili rekord szlaku Johna Muira w Californi. 211 mil po górach Sierra Nevada przebiegli w trzy dni, dziewięć godzin i pięć minut. Rok później ich rekord pobił Leor Pantilat. Jest jednym z głównych bohaterów filmu “Unbreakable: The Western States 100” z 2011 roku. Został nazwany „Najweselszym biegaczem na świecie” przez czasopismo Outside.

 

Książka jest dostępna na stronie wydawnictwa: www.sklep.bukrower.pl

Opublikowane w Biblioteka triathlonisty
pierwsza
poprzednia
1
Strona 1 z 10

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test