Jak Rasmus Henning zdobywał 5 miejsce na Hawajach?

3
27
Rafał Meszka

Konferencja „Triathlon 3razyTAK” – zorganizowaliśmy ją po raz drugi i po raz drugi sala wypełniła się po brzegi, kiedy nasz gość specjalny prowadził swój wykład. Rok temu był to znany trener światowej sławy, Joe Friel. Tym razem postanowiliśmy zaprosić zawodnika, który przez lata osiągał sukcesy na różnych dystansach, od olimpijskiego po Ironmana. Rasmus Henning wygłosił ponad godzinny wykład, a teraz chcielibyśmy zaprezentować Wam kilka fragmentów. Trening triathlonowy nie jest treningiem łatwym.  Ukończenie Ironmana to nie przysłowiowa „bułka z masłem” mimo, że każdy przy odrobinie samozaparcia, konsekwencji i systematyczności może liczyć na przekroczenie mety. Potrzeba jednak determinacji. Chris McCormac, dwukrotny Mistrz Świata na dystansie Ironman powiedział kiedyś otwarcie: „Gdyby to było takie proste, każdy by to robił” . Kiedy Rasmus Henning prowadził swój wykład podczas Konferencji Triathlon 3razyTAK, motywował, ale również przestrzegał: „Bądź przygotowany na to, że zapłacisz odpowiednią cenę za zdobycie tytułu Ironmana, czy udział w zawodach o najwyższej randze”. Na całym etapie treningu, przygotowania do zawodów będą zdarzać się takie dni, o których chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć, a które najlepiej, aby nie zdarzyły się nigdy. Rasmus Henning również ma w swoim sportowym życiorysie takie wydarzenia, a na konferencji żartował: „Cieszę się, że w czasie mojej zawodowej kariery nie rozwiodłem się” (choć wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to jedno z największych niebezpieczeństw czyhających na zawodowych sportowców, ludzi będących miesiącami poza domem, ciągle w rozjazdach)

 

 

A co z niepowodzeniami w czasie treningu i startów? My amatorzy bawi się tym, nie żyjemy z triathlonu, nie poświęcami całego życia na walkę o Mistrzostwo Świata, więc porażka, choć bolesna, nie jest tak znacząca, jak porażka w profesjonalnym sporcie. Rok 2009 był dla Rasmusa Henninga pierwszym sezonem, w którym miał rozpocząć przygodę z Ironmanem na Hawajach. Startował i wygrywał w różnych zawodach, między innymi w Chinach, czuł się niepokonany. Na kilka tygodni przed Ironman Hawaii wyjechał na dwutygodniowy obóz. Przed wylotem do Kona musiał jednak wrócić na kilka dni do domu, do Danii. Posłuchajcie, co było dalej…

 

Rasmus Henning obrócił niepowodzenie w sukces. Kierował się maksymami, które wyczytał wcześniej w książkach. Oto jednak z nich: „Nie zważaj na przeszkody – myśl o tym, co uczyni cię wielkim” – Earl Woods (ojciec Tigera Woodsa). Pojechał na Hawaje, wskoczył do wody z resztą równie pozytywnie zakręconych świrów i walczył.

 

5 miejsce!!! Na Hawajach. Ze złamaną ręką! Pomyślcie, jak absurdalnie brzmią wymówki tych wszystkich, którzy nie chcą się ruszyć z kanapy, i trzymając pilota od telewizora mówią, że nie mają czasu na trening, realizację własnych marzeń – niekoniecznie sportowych. To był niezwykle motywujący wykład Rasmusa Henninga. Mówił o swoim sukcesach i porażkach, o treningu i życiu rodzinnym, o tym, że czasami funkcjonował jak dobrze naoliwiona maszyna, a czasami….no właśnie! Czasami zapominał o podstawowych sprawach. Tak, jak podczas swoich najgorszych zawodów, rok później, ale o tym innym razem…

3 KOMENTARZE

  1. „Pomyślcie, jak absurdalnie brzmią wymówki tych wszystkich, którzy nie chcą się ruszyć z kanapy, i trzymając pilota od telewizora mówią, że nie mają czasu na trening, realizację własnych marzeń – niekoniecznie sportowych.” Myślimy i pozdrawiamy AT 🙂 Leniwe Miłkowszczaki z Łodzi 🙂 ale jakże oddane pasji przyjaciela 🙂 i własnym marzeniom 🙂 Budujące spotkanie z RH.

  2. Byłem na całej konferencji, wykłady były bardzo uczące, ale dla mnie jako zawodnika najciekawsze było właśnie spotkanie z Rasmusem. To może wydawać się dziwne, ale budujące dla mnie było to, że spotykamy się często z tymi samymi problemami, bez względu na poziom, od zawodowca do amatora.Mnie najbardziej ujęła wypowiedz o dzieciach. Znam to z praktyki: Idę na trening, a mój dwuletni synek: Kakuś, nie jedz, kakuś, nieeee, kakuś tutaj, kakus ja, baja, kakuś nieeeeeee i płacz… to jest dla mnie najcięższa, najtrudniejsza i najbardziej wymagająca siły część treningu. Dla zawodnika który ma rodzinę/dzieci triathlon uprawiany zwłaszcza na poziome wyczynowym stanowi wyzwanie 3-4 razy trudniejsze niż dla kogoś bez zobowiązań.Gdy na MP zdobywałem moje już chyba po raz setny najgorsze z miejsc 4, Andrzej Szołowski powiedział mi: „ale wśród Tatusiów byleś pierwszy :)” I miał rację, powinna chyba być taka osobna kategoria 😀 może i 4 po raz enty, ale dla mnie to moje małe osobiste Mistrzostwo Świata 😀

  3. Fantastyczny wykład. I niekłamana miłość do tri, pasja i pełne oddanie.
    I to coś, co czyni różnicę pomiędzy amatorami i zawodowcami – amator nic nie musi, zawodowiec zaś często nie ma wyjścia. Chociaż, gdyby tego nie lubił – pewnie miałby. W szachy też grać można.
    Jak widać po sali wszyscy słuchali z otwartymi ustami 🙂
    Ogólnie bardzo energetyczna i motywująca godzina. I chwile rozmowy ze sławą światowego triathlonu – bezcenne. Niech żałuje, kto nie był. Następna okazja – mam nadzieję – za rok. Już czekam z niecierpliwością.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here