brett sutton
Home Sprzęt Recenzje Artykuły w etykiet: test

Od kilku dni czułem podekscytowanie od kiedy kurier wręczył mi paczkę z logo Maurten. Słyszeliście zapewne o próbie złamania bariery 2 godzin w maratonie. Cały eksperyment był otoczony naukowcami i specjalistami z branży. Maurten został wybrany jako odżywka na czas treningów i zawodów. Firma Maurten pochodząca ze Szwecji opatentowała produkt jakim jest hydrożel. Jak podaje producent jest to najbardziej bogaty w węglowodany napój sportowy na świecie. Co to takiego jest hydrożel? Konsystencja po wymieszaniu proszku z wodą przypomina izotonik. Natomiast kiedy płyn trafi do naszego żołądka zamienia się w żel. Dzieje się tak po kontakcie z kwaśnym środowiskiem.


Cel jaki postawili sobie twórcy Maurtena to stworzenie jak najbardziej bogatego w węglowodany napoju, który nie będzie powodował problemów żołądkowych podczas wysiłku fizycznego. Jak wiadomo żołądek czasami źle reaguje na zbyt dużą ilość węglowodanów. Firma jest jeszcze bardzo młoda, można powiedzieć, że to start-up, ale zalicza coraz większe sukcesy. Maratończycy, którzy pili na trasie zawodów Maurten:

 

Kenenisa Bekele, wygrał Berlin Marathon 2016 i ustanowił drugi czas w historii maratonu
Ghirmay Ghebreslassie, wygrał New York Marathon 2016.
Wilson Kipsang, wygrał Tokyo Marathon 2017.
Geoffrey Kirui, wygrał Boston Marathon 2017.
Daniel Wanjiru, wygrał London Marathon 2017.
Eliud Kipchoge w eksperymentalnym biegu maratońskim SUB2HRS uzyskał czas 2:00:25.

 

To tyle teorii, a teraz czas na wrażenia jakie towarzyszyły mi przy testowaniu Maurtena.

 

IMG_20170428_132001.jpg

 

Po otwarciu paczki zobaczyłem całkiem eleganckie kartonowe pudełko (biodegradowalne). Zapakowane do niego są saszetki z proszkiem. Maurten oferuje dwa produkty o nazwie Drink Mix 160 i Drink Mix 320 PRO. Możemy kupić saszetki jedynie w pakietach Drink Mix 160 - 18 sztuk, a Drink Mix 320 PRO - 14 szt. Osobiście zawsze zwracam uwagę na składniki produktów spożywczych. Szukam produktów bez konserwantów, polepszaczy i zbędnych dodatków. Tutaj skład jest prosty: maltodekstryna, fruktoza, chlorek sodu, dają energię oraz uzupełniają sód. Natomiast pektyny wraz alginianem sodu pochodzącym z glonów morskich odpowiadają za postać hydrożelu. Produkt nie posiada konserwantów ani sztucznych aromatów. Jest najprostszy w swojej postaci.

 

Przyjęte jest, że organizm człowieka podczas wysiłku potrafi przyjąć 80 - 90 g węglowodanów. Drink Mix 160 (kcal) to porcja 39 g węglowodanów. Jest to produkt podobny do tych już istniejących na rynku, jednakże w zmienionej formie. Cała zabawa zaczyna się przy drugim hydrożelu. Drink Mix 360 PRO zawiera 79 g węglowodanów w jednej porcji. Jest to faktycznie wynik niespotykany. Taką koncentrację węgli można porównać do trzech tradycyjnych żelków energetycznych.

 

IMG_20170501_092713.jpg


Po wymieszaniu zawartości saszetki z wodą powstaje dosyć gęsty napój. Nie wiem czy będzie to widać na zdjęciu powyżej, jak przyjrzymy się z bliska są widoczne cząsteczki, które pływają w wodzie, ale nie są rozpuszczone. Według instrukcji należy użyć dokładnie 500 ml wody do wymieszania jednej porcji. Jeśli użyjemy większej ilości hydrożel straci swoje właściwości. Na bidonie od Maurtena jest zaznaczony poziom do jakiego należy nalać wodę, a następnie wsypać proszek. Kolejność także ma znaczenie, ponieważ po wsypaniu proszku napój nabiera dodatkowej objętości.

 

Wszystko gotowe, wychodzimy na trening.
Pierwsze wrażenie jakie towarzyszyło mi podczas picia to oczywiście smak. Bardziej skoncentrowana wersja hydrożelu 320 ma dosyć intensywny słodki smak fruktozy. Można wyczuć delikatnie przebicia słonego smaku. Jest to zupełnie coś innego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w klasycznych żelkach lub izotonikach. Największą zaletą jest szybko znikający posmak. Praktycznie od razu po przełknięciu niweluje się cała słodycz. Oczywiście wersja 160 to o połowę delikatniejszy płyn. Tutaj smak nie jest już tak bardzo intensywny.

 

Najważniejsze w tym teście było jak mój żołądek zareaguje na taką dawkę węglowodanów. Spodziewałem się, że przy Drink Mix 160 nie będę miał problemów ponieważ hydrożel bardzo dobrze wchodził i czułem, że mnie fajnie nawadnia. Większe obawy miałem przy Drink Mix 320 gdzie już czuć większą moc. W ciągu godzinnego biegu wypiłem porcję 500 ml. Nie miałem żadnych problemów żołądkowych, ani jelitowych. Czułem się dobrze, bez efektu utraty energii. Oczywiście jest to subiektywne wrażenie, ale jak najbardziej pozytywne. Z pewnością byłem dobrze nawodniony i dostarczyłem sporą porcję węglowodanów. Nawet podczas wysokiej intensywności mój organizm tolerował hydrożel bez żadnych skutków ubocznych.

 

IMG_20170504_111032.jpg


Osobiście jeżeli miałbym doradzić, który produkt wybrać należałoby się zastanowić w jakim celu ma on być użyty. Na zwykłą przejażdżkę rowerową wybrałbym Drink Mix 160. Natomiast na bardziej wymagającą sesję treningową lub zawody skłaniałbym się do Drink Mix 320 PRO, który dostarczy maksymalną dawkę węglowodanów i pozwoli sięgać po głębokie pokłady energii.

 

Dla czytelników Akademii Triathlonu mamy specjalny kod rabatowy 15%, na zakupy produktów Maurten www.maurten.com/products obowiązujący do 8 czerwca. Można go wykorzystać jedynie jeden raz dla jednego użytkownika. Kod musi być wprowadzony do koszyka zakupów (shopping cart) przed potwierdzeniem zamówienia.
Kod: akademiatriathlonu

 

Ale to nie wszystko. Sami też będziecie mogli spróbować produktów Maurten. Mamy dla Was przygotowany zestaw testowy składający z 10 saszetek Drink Mix 160 i 320 PRO. Przekażemy go tej osobie, która w komentarzu poniżej zamieści najciekawsze zdaniem redakcji dokończenie zdania “Sport sprawia, że…” Roztrzygnięcie nastąpi w sobotę 13 maja o godz. 20:00, jednocześnie jest to termin pisania komentarzy.

Opublikowane w Publicystyka
czwartek, 30 czerwca 2016 12:35

Boja MasterSwimmer - test

Bojka ma za zadanie zwiększyć bezpieczeństwo (w tym widoczność pływaka) w wodzie otwartej. Dzięki temu można uniknąć zderzenia z łodzią lub skuterem wodnym. Pomarańczowy kolor na ciemnej wodzie z daleka rzuca się w oczy. Coraz bardziej popularne sporty wodne zagrażają pływakowi, który w jeziorze jest narażony na utratę zdrowia lub życia. Boja daje duży komfort podczas treningu, ponieważ zawsze można się jej złapać i odpocząć. Dzięki dużej wyporności spokojnie utrzyma pływaka. Dodatkowo można do niej schować przedmioty takie jak buty, klapki, klucze, portfel, telefon itd. Rzeczy po pływaniu będą dalej suche, co przetestwowałem osobiście. Do środka nie dostała się nawet kropla wody. 

 

 BojaMasterSwimmer5

 


Bojka MasterSwimmer zapakowana jest w foliowy worek strunowy, w którym możemy ją przechowywać po wysuszeniu. Opakowanie zawiera instrukcję, pasek do bojki i kilka gadżetów takich jak naklejki czy smycz na klucze.

Testowana bojka, firmy SAFE4SPORT, to akurat największy dmuchany model na rynku. Wymiary boi MasterSwimmer po złożeniu i zapięciu klamry to 55 x 35 cm, pojemność 28L. Wykonana jest z nylonu oraz termoplastycznego poliuretanu (TPU), co zapewnia jej zwiększona odporność na uszkodzenia mechaniczne oraz promieniowanie UV.

Jeżeli masz jakieś przedmioty zacznij od ich wrzucenia do środka. Jeżeli nie, zwiń górę bojki cztery razy, zapnij klamrę i przejdź od razu do dmuchania. W bojce MasterSwimmer jest dodatkowa opcja zapięcia suchej komory na kłódkę. Bojka posiada dwie komory powietrzne i wyposażona jest w dwa zakręcane wentyle (zawór bostoński). Zawory te posiadają blokadę zwrotną uniemożliwiającą ulecenie powietrza. Przez duży otwór łatwo napompować bojkę a później spuścić z niej powietrze, trwa to zaledwie kilkanaście sekund. Producent zamontował dwa uchwyty do przenoszenia bojki, które są pomocne przy poruszaniu się z nią, np. wchodząc do wody. Uchwyt jest wygodny i nie ma on żadnego wpływu na jakość pływania.

 

 BojaMasterSwimmer4


Jeśli chodzi o instrukcję jej użycia, jest banalna, po prostu wyreguluj uprząż na pas i pozostaw lekki luz, dla swojego komfortu.

Pływając, bojka sama układa się z tyłu i nie stawia oporów. Podczas testu pojawił się jeden minus. Pasek okazał się trochę za krótki i czasami boja dotykała dłoni, przy wyjęciu ręki z wody. Nie miało to wpływu na jakość pływania, lecz dłuższy pasek zapewniłby większy komfort.

 

Na zdjęciu poniżej wyporność bojki.

 

BojaMasterSwimmer6

 

 Boja układa się za plecami pływającego, lecz w niektórych momentach pasek do wielkości bojki okazywał się nieco za krótki. Zwróćcie uwagę na widoczność bojki na tle ciemnej wody. Człowiek w czarnej piance i szarym czepku praktycznie zlewa się z wodą.

 

 

BojaMasterSwimmer7

 

Na zdjęciu poniżej, z większej odległości w dalszym ciągu bojka wyróżnia się, a pływaka widać jeszcze słabiej.

 

BojaMasterSwimmer8

  

 

 

Plusy:
+ lepsza widoczność bojki z odległości,
+ duża pojemność suchej komory,
+ pożądne wentyle.

 

Minusy:
- za krótki pasek, zdarza się dotknąć bojki ręką.

 

Bojkę można kupić na stronie www.safe4sport.pl

 

Należy pamiętać, że nie jest to sprzęt do ratowania życia np. podczas ataku serca.

Opublikowane w Recenzje
poniedziałek, 26 stycznia 2015 09:38

Test ortostatyczny - jak go wykonać i jak odczytać?


Ostatnio na Akademii Triathlonu o teście ortostatycznym wspomnieli w artykule Marcin Florek "Dawkowanie treningu..." i w wywiadzie Ryszard Szul "Naukowo o treningu...". Dzisiaj chciałbym rozwinąć temat i przedstawić, na czym on polega oraz jak się go stosuje, a przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, czy jest realna korelacja pomiędzy tym testem, a zmęczeniem organizmu. Test ortostatyczny to próba, która w najprostszej wersji trwa 4 minuty. Rano, po przebudzeniu się, zawodnik powinien na spokojnie założyć pasek od pulsometru i włączyć zegarek. Następnie leżąc przez ok. 3 minuty w bezruchu zawodnik wykonuje pomiar tętna spoczynkowego. Ważne jest, aby nie wykonywać żadnych ruchów, które mogą zawyżyć tętno. Po 3 minutach, należy powoli wstać z łóżka do pozycji pionowej i w bezruchu stać przez 1 minutę. Następnie można wyłączyć zegarek, a dane zgrać do dzienniczka treningowego. Aby móc zastosować test ortostatyczny i skorelować go z treningiem należy początkowo przez kilka tygodni obserwować swój organizm i śledzić jak zachowuje się nasz organizm po przebytym teście.

 

Test ten wykonujemy przede wszystkim po to, aby poznać poziom zmęczenia organizmu wywołanego przez trening. Po wykonaniu  testu i wyciągnięciu odpowiednich wniosków można podejmować decyzję dotyczącą dalszego planowania treningu. Test ortostatyczny jest bardzo prosty, i aby móc precyzyjnie monitorować przebieg zmęczenia, należy go wykonywać początkowo nawet codziennie.  Pierwsze testy najlepiej wykonywać w momencie, kiedy  zawodnik jest wypoczęty i nie zmęczony treningiem. Pozwoli to mieć punkt odniesienia w stosunków do testów wykonywanych w późniejszym czasie, po wykonaniu określonych obciążeń treningowych.

 

 ortostatyczny

 

Wyniki należy porównywać  do poprzednich testów ortostatycznych i analizować jak najwcześniej, aby móc zaplanować trening w oparciu o aktualny stan zmęczenia, a podczas analizy zwracamy uwagę na:
- tętno spoczynkowe, które zmierzyliśmy w leżeniu,
- najwyższe tętno po wstaniu,
- różnica pomiędzy tętnem spoczynkowym, a najwyższym tętnem po wstaniu,
- spadek tętna po minucie od wstania,
- różnica pomiędzy najwyższym tętnem po wstaniu, a tętnem osiągniętym po minucie od  wstania.

 

Dwa najistotniejsze punkty, które najlepiej korelują zmęczenie organizmu z testem ortostatycznym, to różnica pomiędzy tętnem spoczynkowym, a najwyższym tętnem po wstaniu oraz różnica pomiędzy najwyższym tętnem po wstaniu, a tętnem osiągniętym po minucie od wstania. W pierwszym przypadku jeśli różnica ta się zwiększa, daje to nam sygnał, że organizm prawdopodobnie nie jest gotowy do wykonania mocnego akcentu treningowego, w drugim przypadku ta różnica może się zmniejszać. Demonstrując to na powyższym wykresie, który był wykonany po okresie regeneracyjnym, kiedy zawodnik był wypoczęty (38 - najniższe tętno, 65 - najwyższe tętno, 50 - tętno po 1 minucie od wstania), widać, że pierwsza różnica wynosi 28 skurczy serca, natomiast druga 15 skurczy. W przypadku zmęczenia organizmu, na wykresie widać będzie większe różnice pomiędzy punktem spoczynkowym, a staniem, oraz mniejsze różnice pomiędzy najwyższym punktem w staniu, a pomiarem w staniu po minucie (np. 40/90/80).

 

Żeby nie było tak kolorowo, to większa różnica pomiędzy tętnem spoczynkowym, a najwyższym tętnem po wstaniu, nie sprawdza się jednak u wszystkich sportowców. Możliwy jest również scenariusz, gdzie zawodnicy na zmęczenie reagują zawężeniem się tego przedziału i obniżeniem tętna po wstaniu. Do niestandardowej grupy, można też zaliczyć niewielki procent zawodników, u których test ortostatyczny nie koreluje się ze zmęczeniem.

Opublikowane w Badania
piątek, 26 grudnia 2014 11:24

Yurbuds Focus 200 - test

W momencie gdy przyszło zapytanie od Akademii Triathlonu, czy nie zechciałbym przetestować słuchawek Yourbuds Focus 200 Earphones miałem niezłego Zonga. Wbrew pozorom to dość ciężki temat dla nazwijmy to zwykłego testera. Jakimś melomanem nie jestem, słuchu muzyka raczej nie mam, zawsze jak kupowałem MP3 słuchawki były w komplecie. Owszem, lubię biegać słuchając jakieś wgranej przez siebie muzy. Tak naprawdę pytanie Iwony Brzezińskiej z AT skłoniło mnie do zastanowienia się, co zmieniłbym w dotychczas używanych słuchawkach?


W niektórych "typach” irytował mnie mało elastyczny uchwyt, często zmuszał do manipulowania podczas biegu, zwłaszcza jak biegałem bez opaski, która pełniła funkcję przytrzymującą. Inne ciężko było dopasować do kształtu małżowiny usznej, wysuwały się i znowu skazany byłem na kombinacje podczas wysiłku. W przypadku gdy było to luźne rozbieganie, zbytnio mnie to nie rozpraszało, ale w momencie, kiedy realizowałem jakieś zadania, po prostu mnie to wkurzało.

 


Słuchawki sportowe - Yourbuds Focus 200 Earphones-  miałem wrażenie, że są robione ekstra pod kątem treningu. Zresztą producent reklamuje je jako sprzęt do aktywnego użytku. Ergonomiczny kształt, materiał, sposób w jaki mocowane są do i na uszy pozwalają na wygodne, długotrwałe użytkowanie sprzętu. Fajna, silikonowa, miękka obudowa słuchawki sprawia, że w uchu jej nie czujemy. Są wygodne i przede wszystkim nie spadają! Ciekawym rozwiązaniem jest magnes w zakończeniach słuchawek. Gdy ich nie używamy możemy je złączyć za szyją bez obaw zaplątania.

focus-100a
Z jednej strony mamy do czynienia z dobrym odbiorem, dobrym dźwiękiem, a z drugiej dają możliwość słyszenia otoczenia. Z pewnością wpływa to w jakimś stopniu na poczucie bezpieczeństwa. Niejednokrotnie przyszło mi wydłużyć i przyśpieszyć krok ze względu na ujadającego za mną Burka czy innego Azora :-)


Kabel, który na pierwszy rzut oka wydaje się przygruby, ma swoje zalety!  Jak zapewnia producent – odporny jest na pot. Kabel ten jest elastyczny, dobrze układa się i nie skręca, co jest nagminne w innych produktach. Naprawdę dużo czasu traciłem wczesniej na  odplątywaniu kabla w swoich starych słuchawkach.


Co można jeszcze napisać? Jeżeli polegać na moim guście i jeżeli w ogóle ma to większe znaczenie – fajny design.
Z pewnością dodatkowymi plusami jest dwuletnia gwarancja i ekstra pokrowiec na MP3.


Cena ok. 120 zł za taki sprzęt myślę, że jest do przełknięcia. Więcej informacji znajdziecie na stronie producenta www.yurbuds.com

Osobiście – polecam. Na analizę zasługują również poniższe fotki! Czułem, że bieganie przy dźwiękach muzyki daje power ale, że aż 15% ….  :-)

 

badania konsumenckie

 

anatomia

Opublikowane w Recenzje

Pierwsze starty zaliczone (Olsztyn i Brodnica), więc mogę z czystym sumieniem opisać moje ,,doznania” z używania stroju startowego iSINGLET ARMADA i iSHORTS oraz pianki VANGUARD. Wszystko z nowej na naszym rynku marki Z3ROD.


Dwuczęściowy strój startowy linii IRONMAN składa się z koszulki iSINGLET ARMADA oraz spodenek iSHORTS. Koszulka wykonana jest z hydrofobowego (odpychającego wodę) materiału. Po bokach znajdziemy siateczki poprawiające wentylację, natomiast na plecach kieszonki na „paliwo” na trasie, w których zmieszczą się nawet duże tuby. Zapinana na suwak pozwala na dopasowanie do indywidualnych potrzeb, o czym przekonałem się podczas startu w Brodnicy. Ponadto dla wrażliwych dodam, że wszystkie szwy są płaskie, a wykończenia materiału gładkie co zapobiega ewentualnym otarciom.
 
Z tego samego materiału wykonane są spodenki  iSHORTS. Dodatkowo, co jest wielkim atutem tego modelu, posiadają żelową wkładkę, która w porównaniu z innymi przeze mnie używanymi, daje sporo komfortu nawet podczas długiej jazdy na rowerze. Na nogawkach spodenek znajdziemy  również poręczne kieszonki.


Kiedy rozpoczynałem przygodę z TRI startowałem w klubowym, jednoczęściowym stroju uszytym zgodnie z wymogami ITU - rozpinanym na plecach. Zdecydowanie mi to nie odpowiadało, ponieważ jestem fanem totalnego chłodzenia i najchętniej startowałbym w samych spodenkach. W jednoczęściówce zawsze miałem wrażenie ,,przyduszania”.  Poza tym startuję częściej na długich dystansach, gdzie osobne spodenki i koszulka sprawdzają się dużo lepiej. W testowym stroju dzięki krojowi, jak i materiałowi z jakiego go uszyto, można całkowicie poświęcić się walce, bez zawracania sobie głowy np. otarciami, uciskiem czy pytaniami co zrobić z żelami.  Polecam ten strój wszystkim ceniącym sobie ponadprzeciętny komfort. Sprawdził się w dwóch skrajnych warunkach: ulewa w Olsztynie i upał w Brodnicy. Materiał hydrofobowy zachowywał się rewelacyjnie, co przy jeździe (startach) w chłodne dni lub przy mocnym wietrze, kiedy jesteśmy spoceni, daje nam pewne zabezpieczenie przed wychłodzeniem.
 

Kolejnym produktem z arsenału Z3ROD, który mogę testować,  jest pianka VANGUARD.
Pierwsze, co się rzuca w oczy, to wygląd - zdecydowanie dla tych, którzy lubią się wyróżniać (dla skromnisiów polecam wersję Black Series oczywiście cała w czerni).

Pianka wykonana z neoprenu Yamamoto 39, dodatkowo posiada panele ‘"Elbow 2 Elbow" dające dużo swobody przy pływaniu, a także Neopren ZeroD Air Tech w przedniej części pozwalający na ,,wyniesienie” pływającego dając tym samym lepszą wyporność. Tutaj również hydrofobowa powłoka Nano SCS sprawi, że staniemy się żywą torpedą. Tyle technicznego opisu. Największym dla mnie zaskoczeniem była możliwość rozciągnięcia pianki podczas zakładania. Niektóre z moich lycrowych getrów nie są tak elastyczne! Kolejny pozytyw to odczuwalny luz w obrębie ramion, co docenią osoby pływające z wysokim łokciem. Moja poprzednia pianka (innej firmy) była wykonana ze znacznie gorszego materiału i nie dość, że po trzech sezonach zwyczajnie rozpadła się na szwach, to mocno ograniczała pracę ramion. Efekt - niepotrzebne marnowanie energii na walkę z oporem pianki. We wszystkich piankach Z3ROD inny jest też ich sposób zapinania: z góry na dół. Muszę przyznać, że w pierwszej chwili wydawało mi się to bajerem, ale w ogniu walki okazało się to bardzo przydatnym elementem. Odpinamy suwak wraz z rzepem na szyi jednym, sprawnym pociągnięciem sznurka do góry. Dodatkowo, ozdobny rysunek rekina wewnątrz rozpiętej pianki pozwoli naszym kibicom na rozpoznanie nas w tłumie.

 

Jedynym minusem ,,odwrotnego” zapinania, o którym wspominałem wcześniej jest fakt, że ciężko samodzielne zapiąć piankę, co przy samotnych wypadach nad akwen, zwłaszcza we wczesnych godzinach porannych (pływam przed pracą) sprawia kłopot.


Podsumowując: testowane produkty miałem okazję zobaczyć już w ubiegłym roku, jednak dopiero teraz osobiście w nich trenując i startując doceniam ich jakość, funkcjonalność i nietuzinkowy wygląd. I nie jest to tylko moje wrażenie.

 

Produkty można kupić w sklepie runcentre.pl - dystrybutora marki Z3ROD w Polsce.

 

Ceny:

Koszulka triathlonowa iSINGLET ARMADA - 359zł

Spodenki triathlonowe iSHORTS MAN - 359zł

ZEROD VANGUARD- męska pianka triathlonowa - 2199zł

Opublikowane w Recenzje
poniedziałek, 19 maja 2014 09:15

Odzież kompresyjna Compressport - test

Wiadomość, że dostanę do przetestowania koszulkę i spodenki renomowanej marki COMPRESSPORT bardzo mnie ucieszyła. Tym bardziej, że posiadam i używam od dawna opaski kompresyjne na podudzie tejże firmy, z których jestem bardzo zadowolony.
Nie będę ukrywał, że do dalszych zakupów odzieży kompresyjnej trochę powstrzymywała mnie cena, nie muszę chyba nikomu tłumaczyć ile wydatków czeka początkującego triathlonistę, za którego w dalszym w ciągu się uważam.


Kompresja była i jest przedmiotem wielu badań. Na ten temat wypowiadał się również ekspert AT Profesor Artur Pupka.
Zanim przejdę do moich prywatnych spostrzeżeń pozwolę sobie przytoczyć kila zdań czym jest kompresja,  jeden z najnowszych trendów w branży odzieży sportowej. Kompresja znana jest w medycynie od kilkudziesięciu lat i z powodzeniem używana jest do leczenia min. żylaków, zaburzenia krążenia żylnego. Kompresję można nazwać po prostu uciskiem, który oddziałuje na całym obwodzie kończyny, wywierając zwiększone ciśnienie, co powoduje rozluźnienie mięśni, Tym samym zwiększa się średnica tętnic, natomiast średnica żył zmniejsza się, zwiększając ciśnienie i szybkość odpływu krwi do serca. Jak ogólnie wiadomo, do pracy mięśni niezbędny jest  tlen i substancje odżywcze. To od sprawności ich transportu zależy wydajność naszego wysiłku. Kompresja podnosi tą sprawność.


Istotnym powodem do zastosowania odzieży uciskowej to przyśpieszenie odprowadzenia kwasu mlekowego oraz usuwanie toksycznych resztek przemiany materii  z mięśni co przynosi efekt  wydłużenia  czasu pracy na wyższych obrotach. Ucisk kompresyjny na  mięśnie, ścięgna i wiązadła przytrzymuje je w optymalnej pozycji. Zmniejszenie wibracji mięśni oznacza mniej strat energii, ograniczenie  uszkodzenia, a zatem skrócony czas regeneracji. Bardzo istotna jest poprawa krążenia, która wpływa również na usprawnienie procesów termoregulacji  w ,,skompresowanej” części ciała.


Sam producent, tak określa cele, które przyświecały firmie COMPRESSPORT® podczas tworzenia swoich produktów: ,,mniej bóli mięśniowych, szybsza resorpcja mleczanu, mniej kurczów na trasie i kontuzji przeciążeniowych".

spodenki


Odzież kompresyjną postanowiłem przetestować w warunkach zbliżonych do zawodów czyli w zakładce 50/10. Zacznę od spodenek, moim zdaniem najistotniejszy element odzieży zawodnika. Wzornictwo jak widać na zdjęciach w zasadzie nie wyróżnia się czymś ekstra. Można rzec, normalne, wyważone. Jedyną rzeczą, którą uważam za kontrowersyjną jest kieszonka umieszczona centralnie na przodzie, tuż nad wkładką. Fakt, można umieścić tam chociażby żel, ale osobiście irytowałoby mnie trzymanie jakiś drobnych przedmiotów w tej części…  Zdecydowanie wolałbym kieszonkę boczną.


Bardzo dobrze, zarówno na rowerze jak i w biegu spisała się wkładka. Nie czułem  żadnego dyskomfortu. Nic nie obcierało, tłumiła dobrze wstrząsy i jak zapewnia producent ,,jej specjalna konstrukcja zapobiega rozwojowi bakterii”. Na czym dokładnie to polega nie wiem. Być może, innowacyjna konstrukcja to między innymi zespół rowków, poprzez które dobrze odprowadza się pot lub materiał o specjalnych właściwościach. Oprócz tego, wspomniana wkładka na zewnątrz jest wyposażona w silikonowe krążki, które maja służyć do lepszego ,,zaparcia” się w siodle.


Rewelacyjny, według mojej oceny jest materiał z których wykonane są spodenki. Miękki, przyjemny w dotyku a jednocześnie stabilizujący mięśnie uda. Bardzo dobrze przebiega transport potu na zewnątrz oraz termoregulacja mięśni. Kompresja zastosowana jest tutaj na całych nogawkach z tyłu na wysokości pośladków wstawiony jest klin z cienkiego materiału, który zapewnić ma lepszą wentylację.


phpThumb generated thumbnailjpgKoszulka.
Wzornictwo, które oczywiście jest kwestią gustu, również określiłbym jako wyważone. Można doszukiwać się pewnej symboliki Naszych barw narodowych. Z pewnością biały kolor będzie dobrze sprawdzał się przy upałach. Podobnie jak spodenki, materiał jest przyjemny w dotyku. Dobrze odprowadza pot. Zarówno w przedniej i tylniej części dzianina ma wstawki z ,,rozszerzonymi oczkami”, które służą dodatkowej wentylacji. Rękawki wykonane są z materiału typu ,,siateczka”. Okolice klatki piersiowej są wzmocnione kompresją, ułatwiającą stabilizację postawy przy dłuższym wysiłku. Bardzo praktyczne są dwie kieszonki umieszczone z tyłu. Osobiście używam dwóch małych bidonów podczas półmaratonów, dla mnie szyte jak na miarę.  Oczywiście  można również wykorzystać na inne rzeczy typu żel, mp3, telefon, itd.


Zarówno spodenki jak i koszulka idealnie dopasowują się do całego ciała, nie powoduje to jednak odczucia skrępowania, a wręcz przeciwnie. Trening o którym wspomniałem, mimo że nie była to jakaś powalająca objętość był stosunkowo intensywny. Inna sprawa, że był to pierwszy cięższy trening po przebytej chorobie. Następnego dnia nie miałem odczucia ,,ciężkich nóg” ani zakwaszonych mięśni. Jestem przekonany, że jest to w dużym stopniu zasługa kompresji. Uważam, że strój ten jako całość śmiało używać można jako startowy. Zarówno w triathlonie jak i w biegach.


Nie będę ukrywał, że nie potrafię odnieść się do niektórych opinii odnośnie codziennego używania kompresji w treningach. Głównie chodzi o stwierdzenia, że podczas częstego używania mięśnie ,,rozleniwiają się”… dlatego, profilaktycznie stosuje tylko przy dłuższych treningach lub na zawodach. Opaski na podudzia oraz spodenki stosuję czasami  jako ,,czynnik” przyśpieszający regenerację po treningu. Pomaga!


Zupełnie inna kwestia to cena opisywanego stroju. Koszulka to wydatek rzędu 289 zł, spodenki 370 zł.
Tanio czy drogo, oceńcie sami.

 

Produkty zostały przekazane do testów przez Compressport Polska

Opublikowane w Recenzje
wtorek, 15 kwietnia 2014 06:25

SPIbelt - trenuj i miej wszystko pod ręką

Każdy z nas spotyka się często z problemem co zrobić z dokumentami, kluczami do domu czy telefonem podczas treningu. Problem ten nasila się, jak przychodzi lato i na trening zakładamy coraz mniej ubrań, a tym samym mamy mniej kieszeni. Nasza redakcja otrzymała mały gadżet, który miał rozwiać te problemy - SPIbelt. Przekazaliśmy go naszej blogerce Lidii, która go przetestowała zarówno w warunkach treningowych, jak i startowych - przeczytajcie jakie ma zdanie na temat tej opaski.

 

W moje ręce wpadła ostatnio do testowania opaska na biodro firmy SPIbelt. Jest to dość niepozornie wyglądająca opaska w kolorze różowym. Gadżet ten charakteryzuje się zapinaną kieszonką na zamek wykonaną z elastycznego materiału i szerokim regulowanym paskiem.


W swojej skromnej przygodzie z bieganiem przez ostatnie kilka lat „przerobiłam” różne opcje  gadżetów na tzw. ”drobiazgi”, czyli klucze, telefon, żele, pieniądze itp. Szczególnie w okresie letnim, przynajmniej dla mnie, przydatność tych „gadżetów” jest niezbędna. Dlaczego?
Niestety odzież, w której trenuję latem praktycznie nie posiada kieszeni i zawsze mam problem z upakowaniem nawet kluczy. Dlatego bardzo byłam ciekawa, jak się sprawdzi w praktyce i jak bardzo jest funkcjonalna moja nowa rzecz. Okazja do testów oczywiście  pojawiła się natychmiast. Testy objęły takie dyscypliny jak: bieganie, jazdę na rowerze i życie codzienne. Jeżeli chodzi o przedmioty, które udało się spakować do kieszonki to: telefon, klucze, dowód osobisty, żele, łyżki do opon oraz pieniądze w różnych konfiguracjach.

sku lg HotPink
Jak się pasek sprawdzał podczas treningów?
Regulacja paska jest bardzo szybka i łatwo można ją dopasować pod siebie. Osobiście najwygodniej mi, jak miałam pasek ułożony na biodrach. I tutaj bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie funkcjonalność SPIbelt.


Podczas biegania bez względu czy był to trening szybkości, czy wolne wybieganie, pasek pozostawał na biodrach i nie zsuwał się ku górze (zapakowany tylko z telefonem). Swoje testy przeszedł również podczas warszawskiego półmaratonu (telefon i 2 żele) - tutaj trzeba było pokombinować podczas biegu, żeby pasek się nie przemieszczał do góry, ale po odpowiednim ułożeniu było już wszystko ok. SPIbelt testowany był również podczas ostatniego maratonu, gdzie udało mi się zapakować 4 żele. Bez ciężkiego telefonu bardzo dobrze się dopasował. Wyjęcie żeli nie sprawiało żadnych problemów i przy punktach żywieniowych wyglądało to bardzo sprawnie. Zamknięcie na suwak jest praktyczne i nie sprawiało trudności nawet przy dużym zmęczeniu.


Na treningu rowerowym pasek służył mi jedynie jako futerał na telefon i dokumenty.


Pasek SPIbelt mam przy sobie na każdym treningu biegowym. Jest już nieodłączną ich częścią. Teraz zawsze mam pod ręką telefon i dokumenty, których wcześniej nie miałam gdzie schować podczas treningu biegowego. Trzyma się dobrze bioder. Czasami spełnia swoją funkcję w życiu codziennym - szczególnie w komunikacji miejskiej lub w podróży. Schowany pod kurtką pilnie chroni drobne rzeczy przed kradzieżą.

 

Koszt SPIbelt to 119zł - dostępny jest w sklepie www.sportmed24.pl

 

Opublikowane w Recenzje

Pianka triathlonowa 2XU Active A:1 trafiła w moje ręce w kwietniu 2013 roku. Decyzja o zakupie akurat tego modelu została podjęta podczas jednego z testów pianek jakie odbywały się tej wiosny w Warszawie. Wybór był podyktowany dwoma kluczowymi aspektami: budżetem oraz wrażeniem, jaki zostawiła na mnie ta pianka podczas testów. Myślę, że po roku jej używania i kilku zawodach w jakich pomogła mi wziąć udział jestem w stanie powiedzieć o niej kilka słów.


Zapewne wielu z Was, podobnie jak ja sam, czytając opisy pianek na stronach producentów ma wrażenie, że każdy z modeli, niezależnie od ceny, ma właściwie wszystko: kosmiczne technologie, niespotykaną jakość wykonania, dostosowanie dokładnie do potrzeb początkujące/zaawansowanego triathlonisty. Czytając stronę katalogową modelu A:1 możemy się dowiedzieć, że jest on wyposażony w taki rzeczy jak:


- elastyczny „FRONT PANEL”
- powłokę „NANO SCS”
- VELOCITY STRAKES dla większej stabilności w wodzie
- CONCAVE WATER ENTRAPMENT ZONE XTREME (CWEZ X)
- 520%-„STRETCH LINING” – bardzo rozciągliwy i wytrzymały materiał wewnętrzny
- FLOTING ZIP
- panele boczne „ROLLBAR”


Jak łatwo zauważyć, jest tego bardzo dużo. Ja odniosę się do dwóch z powyższych punktów, które rzeczywiście da się zauważyć i po pewnym czasie na pewno się doceni.


CONCAVE WATER ENTRAPMENT ZONE XTREME (CWEZ X) – mówiąc po ludzku, są to panele umiejscowione na wewnętrznej stronie przedramienia, których zadaniem jest pomaganie triathloniście w efektywniejszym „łapaniu” wody podczas ruchu. Porównując to z niższym modelem, który również miałem okazję testować oraz do pływania bez pianki, różnica jaką czuje zawodnik jest ogromna. Dla osób, które mają jeszcze problem z doskonałym czuciem wody, panele te będą znakomitą pomocą w możliwie jak najefektywniejszym wykorzystaniu ruchu ręki. Przełoży się to na szybkość płynięcia oraz mniejszą ilość wysiłku, jakie w ten ruch trzeba włożyć.


FLOTING ZIP, czyli tak naprawdę obszar na plecach wykonany z bardziej rozciągliwego materiału niż neopren. Dzięki temu, możliwy jest dużo swobodniejszy ruch ramienia. Porównując to z niższym modelem, który w ten system nie był wyposażony czułem się wyraźnie swobodniej, moje ruchy nie były aż tak skrępowane przez wrażenie „zablokowanych pleców”.


Kolejną zaletą tego modelu pianki jaki udało mi się zauważyć, jest grubość neoprenu (5mm) w miejscach, które wymagają większej wyporności, czyli klatki piersiowej oraz ud. Pianka dzięki temu jest bardzo wyporna, można się swobodnie położyć na wodzie nie wykonując żadnych ruchów, bez obawy że jakakolwiek część ciała będzie ciągnęła resztę w stronę dna. Jest to dobre z dwóch powodów – osoby, które mają problem z utrzymaniem odpowiednio poziomej pozycji podczas pływania dostają nieoczekiwany zastrzyk wyporności, przez co ich pozycja jest zdecydowanie lepsza i płynie się dużo łatwiej. Kolejną dobrą stroną tego rozwiązania jest to, że pianka jest bardzo bezpieczna – pływając na otwartej wodzie, w momencie słabości, chęci odpoczęcia lub jakiegokolwiek podobnego zdarzenia wystarczy się tylko swobodnie położyć na plecach i spokojnie oddychać nabierając sił, na dalsze pływanie (pamiętajcie, że nawet ubiór pianki nie zwalnia Was z obowiązku wyposażenia się w bojkę podczas samotnego pływania na wodach otwartych!).


Ostatnią dobrą stroną pianki o jakiej chciałbym wspomnieć jest jej wytrzymałość – ja osobiście nie należę do osób przesadnie dbających o swój ekwipunek triathlonowy, wychodzę z założenia, że kupione przeze mnie rzeczy powinny być wytrzymałe z natury i tak też je traktuję i mogę wam powiedzieć, że 2XU A:1 spełnia moje oczekiwania w 100%. Przez rok używania pianki nie zdarzyło się z nią nic, co mógłbym potraktować jako defekt wywołany słabą wytrzymałością. Po kilku zawodach, treningach oraz przewożeniu jej w różne miejsca kraju nie ma na niej śladu użytkowania, żadnych dziur, utraty elastyczności neoprenu czy innych podobnych niepokojących rzeczy. Dodam, że przewożenie przeze mnie pianki nie odbywa się w jakiś specjalny sposób, ładuję ją po prostu razem z innymi gratami do torby. Nigdy również nie zdarzyło mi się jej konserwować żadnymi środkami (chociaż mam świadomość, że powinienem to robić).


Jedyną niedogodnością, jaką odczuwam w A:1 jest delikatny brak swobody w ruchu ramienia przy pływaniu z "wysokim łokciem". Nie jest to nic dyskwalifikującego ten model i wiem, że wyższe modele 2XU, jak R:3 i V:3 oferuję większą elastyczność tego elementu, ponieważ są zrobione z cieńszego neoprenu.


Reasumując – piankę 2XU A:1 mogę polecić osobom, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z triathlonem oraz takim, które pierwsze zawody mają już za sobą. Bardziej doświadczeni zawodnicy wybiorą pewnie bardziej zaawansowane modele, ale wybierając ten również nie będą żałować. Stosunek ceny do jakości w tym sprzęcie stoi na bardzo wysokim poziomie.

 

Pianka 2XU Active A:1 można zakupić w sklepie triathlonowym TRI-magic.

Opublikowane w Recenzje
poniedziałek, 03 marca 2014 01:26

Sprawdź, jakiej pianki potrzebujesz (konkurs).

Zbliża się czas kiedy na wodach otwartych zaczniemy realizować trening pływacki pod kątem startu w zawodach triathlonowych. Niezbędna do tego będzie odpowiednia pianka, dopasowana do Twojej techniki pływania, która ochroni Cię przed wychłodzeniem organizmu oraz zdecydowanie ułatwi pływanie. Dobrze dobrana pianka to odpowiednia pozycja ciała, lepsza pływalność i nawet kilka minut zaoszczędzone podczas zawodów.  Do tego mniejszy wydatek energetyczny, dzięki komfortowi cieplnemu. Wiemy, że piankę należy przymierzyć. Tabele rozmiarów pomagają nam w odpowiednim doborze. Samo dopasowanie jednak nie wystarcza. Czołowi producenci mają w swojej ofercie po kilka modeli pianek i nie zawsze ta najdroższa będzie dla Ciebie najlepszą. Jest kilka dodatkowych cech, na które warto zwrócić uwagę podczas wyboru odpowiedniej pianki. Przede wszystkim przeanalizujmy jakiego typu jesteś pływakiem?

 

1.      Pływacy z tzw. „tonącymi nogami”.


Wielu triathlonistów, którzy wcześniej nie mieli kontaktu z treningiem pływackim mają problem z odpowiednim ułożeniem dolnej części ciała w wodzie. Ich nogi są dosyć głęboko zanurzone.Niskie ułożenie nóg powoduje duże opory, spowalnia pływanie i zwiększa wydatek energetyczny.

Wybierając piankę triathlonowa powinni oni zwrócić uwagę, aby była ona wyposażona w panele o wysokiej wyporności (neopreny 4-5mm) w okolicach bioder oraz nóg, oraz cieńsze (1.5-3mm) w górnej części tułowia. Pomoże to poprawić ich pozycję pływacką, wynosząc nogi do góry i przesuwając środek ciężkości do przodu.

Tego typu rozwiązanie jest o wiele lepszym wyjściem niż kupowanie pianki o wysokiej wyporności na całej długości ciała. Jeśli jesteś tego typu pływakiem dobór odpowiednio wyprofilowanej pianki pomoże Ci zyskać nawet kilka minut na dystansie 1500-1900m.

Jeśli startujesz na dystansie Ironman 70.3 i dłuższym warto rozważyć tego typu pianki bez względu na technikę jaką reprezentujesz. W tym przypadku chodzi o oszczędzenie pracy nóg na kolejne dyscypliny triathlonu.

 

Oto modele, które warto rozpatrzyć:
Pianki 1
zdj2a

 


2.      Doświadczeni pływacy.


To triathloniści z „przeszłością” zawodniczą w pływaniu oraz najczęściej osoby z mocną pracą nóg. Ich pozycja ciała i technika są bardzo dobre i nie wymagają większych korekt. Potrzebują oni pianek o naturalnej budowie oraz o wysokiej elastyczności zarówno w górnej, jak i dolnej części tułowia.

 

Dla nich przeznaczone są pianki o tradycyjnej wyporności z 3-4mm panelami na całej długości oraz 2mm panelami w okolicach pach i ramion w celu uzyskania najwyższej elastyczności. Tego typu pływacy wymagają najlepszych pianek, po to aby urywać cenne sekundy podczas zawodów.

Oto modele dla Ciebie:

 

pianki dowiadczeni pywacy copy

Pianki wytrenowani hub



3.      Naturalnie wyporni pływacy.


Triathloniści, którzy mają bardzo drobne problemy z uzyskaniem wysokiej pozycji ciała w wodzie. Naturalna wyporność jest częściej spotykana u kobiet niż u mężczyzn z powodu mniejszej muskulatury oraz nieco większej zawartości tkanki tłuszczowej. W piankach o wysokiej wyporności tego typu pływacy czują się mało komfortowo ze względu na zbyt wysoką pozycję tracąc przez to stabilności.

 

Jeśli należysz do płci pięknej lub czujesz się naturalnie wypornym zawodnikiem najlepszym rozwiązaniem dla Ciebie będą pianki o grubości ok. 3-4mm, w miarę równomiernie pozycjonujące ciało w wodzie. Tego typu pianka będzie wystarczająco dobrze izolowała ciepło w zimnych warunkach i nie będzie zbyt mocno wynosiła Twojego ciała do góry. Jako bonus warto dodać, że cieńszą piankę łatwiej jest zdjąć w strefie zmian.

 

Oto modele warte rozważenia:

 

pianki naturalnie wyporni copy

 

 

Jeśli któryś z powyższych typów brzmi znajomo następnym krokiem jest dopasowanie odpowiedniego rozmiaru. Większość producentów pianek posiada w ofercie modele dostosowane do w/w technik pływackich zawodników.

 

Potrzebujesz dobrze dobranej pianki skontaktuj się z nami, z przyjemnością podpowiemy Ci najlepsze rozwiązanie. Olimpius.PL oferuje sprzedaż pianek triathlonowych renomowanych producentów Zoot, HUUB, ZeroD i Orca oraz wypożyczalnię pianek Zoot.

Opracowanie:

 

Jakub Adam, trener triathlonu z licencją British Triathlon Federation

 

 

UWAGA KONKURS!!!

 

Gdzie i w którym roku powstała marka Zoot?

 

Dla trzech pierwszych osób, które udzielą poprawnej odpowiedzi nagroda w postaci wypożyczenia pianki Zoot Force 1 na cały sezon. Odpowiedzi należy udzielać w komentarzach pod artykułem.

Opublikowane w Technologie

Dzięki przychylności AT, jako etatowy tester, otrzymałem możliwość przetestowania trenażera ze stajni Tacx. Wiadomość, że model i-Vortex zagości pod moim dachem przez miesiąc z jednej strony bardzo mnie ucieszyła, z drugiej strony jako tradycjonalistę (jeśli chodzi o trening kolarski) lekko przestraszyła. Co ja z tym zrobię…?
Do komputerów smykałki nie mam (a ta maszynka lubi w tym towarzystwie współpracować). Ponadto wyznaję zasadę ,,dopóki kaseta nie zamarza - można kręcić na dworze” i pomimo, że własny trenażer posiadam i zaliczyłem kilka 3,5h treningów w domu, to kręcenie i uruchamianie ,,elektrowni” jest dla mnie ostatecznością. Po kilku „przejazdach” na testowanym modelu troszeczkę zmieniłem zdanie o treningu stacjonarnym.


Pierwszy plus to montaż. Banalnie prosty (ja przez przypadek otworzyłem instrukcję w języku holenderskim, więc lekkie utrudnienie) jedyne na co trzeba zwrócić uwagę to ustawienie hamulca w zależności od średnicy koła. Cała konstrukcja po złożeniu tak, jak we wcześniejszych modelach Tacx jest stabilna i jak dla mnie dość cicha. Elektromagnetyczny układ oporowy daje nam bardzo realne obciążenie przy podjazdach oraz po skalibrowaniu hamulca-oporu (procedura w instrukcji) dokładny pomiar generowanej mocy. Do tak rozstawionego trenażera montujemy rower (pamiętamy o zamontowaniu zacisku do tylnej piasty) i zaczynamy zabawę z monitorem Tacx, który trzeba jakoś zamontować. Docelowo jego miejsce jest na złączeniu mostka z kierownicą, ale jeśli ktoś ma lemoda jak ja, to musi znaleźć inne miejsce.


Do dyspozycji mamy praktycznie wszystkie potrzebne funkcje: puls, tętno, kadencja, moc, kilometraż, nachylenie, prędkość i średnie. Brakuje tylko pomiaru zakwaszenia i co w moim przypadku bardzo ważne: wiatraczka na twarz. Możemy zsiąść na naszego rumaka i zacząć wytop. Mamy do dyspozycji dwa sposoby korzystania z tego cacka. Tradycyjną, czyli bez angażowania laptopa: siadamy, kręcimy i patrzymy co nam monitorek pokazuje, a na telewizorze puszczamy np. Giro z zeszłego roku, lub (i tu zaczyna się zabawa) korzystamy z dołączonego do zestawu oprogramowania Tacx Trainer Software 4.0. Po zainstalowaniu  Tacx Trainer Software 4.0 mamy do dyspozycji np. wyścig z wirtualnymi przeciwnikami, jazdę z mapami Google oraz sprawdzenie się z prawdziwymi zawodnikami. Możemy również stworzyć własne trasy np.: korzystając z Street View - trening na swoich ulubionych drogach. Oprócz tego możemy pojeździć na jednej z kilku udostępnionych tras. Są one dość różne, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Fajnie jest tak kręcić, patrzyć w monitor i nie przejmować się niczym. Opór w zależności od nachylenia sam się reguluje, więc pozostaje nam tylko klikanie biegami w przerzutkach i uzupełnianie płynów. Tacx proponuje nam również możliwość zakupienia filmów z najbardziej znanymi trasami kolarskimi. Mamy do wyboru flagowe podjazdy, etapy tour-owe czy trening z grupą pro np. Saxo. Jest jeszcze opcja, z której niestety nie skorzystałem: multiplayer czyli wspólne ściganie się powiedzmy ze znajomymi.


Dla kogo jest przeznaczona ta ,,zabawka” ?
- na pewno osoby lubiące lub zmuszone kręcić w domu będą w siódmym niebie. Możliwości treningowych mamy sporo, więc na nudę przestajemy narzekać i jedynie pozostaje nam odporność naszych 4 liter, bo jak wiadomo na trenażerze bolą bardziej.
- fanatycy ,,dopracowanych” treningów gdzie nic (wiatr, światła, polscy kierowcy) nie może im przeszkadzać, zaś cyferki z treningu są dla nich wyznacznikiem formy.
- no i oczywiście kolarze, którzy chcą kręcić z pomiarem mocy, a jeszcze go nie mają to jest tańszą alternatywą.
Tacx i-Vortex to zaawansowany trenażer, który spowoduje uśmiech zadowolenia na twarzy większości użytkowników. Doprowadzi nas do innego poziomu treningu pod dachem. Oczywiście pod warunkiem, że nie zapomnimy iż maszynki to nie wszystko i najważniejszy jest „silnik” czyli my.

 

Sugerowana cena detaliczna 2 499 zł

www.velo.pl

Opublikowane w Recenzje
pierwsza
poprzednia
1
Strona 1 z 3

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test