Andreas „Niespodzianka” Raelert! Kona update

12
18

Na początek fakty, a później subiektywna relacja. Dość nietypowa. Ponieważ jutro wylatujemy do Polski i nie będę miał możliwości analitycznego opisania całego wyścigu, postanowiłem, że będę pisał relację na bieżąco, wpadając co chwila do centrum prasowego i robiąc notatki na gorąco. To też odda Wam atmosferę tego, co działo się w Kona z punktu widzenia dziennikarza. (Update polega na tym, że przed wylotem zdążyłem uzupełnić kilka informacji i dodać zdjęcia. Udało się. Do zobaczenia w Polsce na szkoleniu z Brettem Suttonem!)

 

Na początek relacji najważniejsze fakty. Mistrzostwa Świata Ironman Hawaii 2015 wygrali: 

 

Mężczyźni

Jan Frodeno (Niemcy) = 8:14:40

Andreas Raelert (Niemcy) = 8:17:43

Timothy O’Donnell (USA) = 8:18:50

 

 

name country  swim bike run
Frodeno, Jan DEU 00:50:50 04:27:27 02:52:21 08:14:40
Raelert, Andreas DEU 00:52:24 04:30:52 02:50:02 08:17:43
O’Donnell, Timothy USA 00:52:24 04:26:13 02:55:46 08:18:50
Potts, Andy USA 00:50:56 04:32:41 02:53:45 08:21:25
Butterfield, Tyler BMU 00:52:33 04:29:35 02:56:19 08:23:09
Viennot, Cyril FRA 00:52:35 04:34:27 02:53:05 08:25:05
Llanos, Eneko ESP 00:52:36 04:26:56 03:04:10 08:28:10
Kienle, Sebastian DEU 00:52:36 04:25:53 03:06:08 08:29:43
McMahon, Brent CAN 00:52:26 04:27:51 03:06:02 08:30:13
Stein, Boris DEU 00:57:27 04:30:48 02:58:48 08:31:43

Kobiety

Daniela Ryf (Szwajcaria) = 8:57:57

Rachel Joyce (GBR) = 9:10:59

Liz Blachford (AUS) = 9:14:52

 

 

name country  swim bike run
Ryf, Daniela CHE 00:56:14 04:50:46 03:06:37 08:57:57
Joyce, Rachel GBR 00:56:11 05:01:29 03:08:42 09:10:59
Blatchford, Liz AUS 00:56:13 05:07:25 03:06:25 09:14:52
Vesterby, Michelle DNK 00:56:11 05:00:41 03:17:14 09:18:50
Jackson, Heather USA 01:04:36 05:04:43 03:07:53 09:21:45
Cheetham, Susie GBR 00:57:39 05:14:33 03:06:55 09:23:50
Piampiano, Sarah USA 01:10:01 05:02:28 03:06:33 09:24:32
Pedersen, Camilla DNK 00:56:14 04:59:17 03:25:23 09:25:41
Steffen, Caroline CHE 00:56:16 05:10:53 03:15:27 09:27:54
Gossage, Lucy GBR 01:05:08 05:02:40 03:15:51 09:28:36

 

kobiety kona_winners2015

 

Takie są suche dane, mało mówiące o przebiegu zawodów, dramatyzmie, emocjach, kibicach i zawodnikach. Jak wiecie, dzięki PowerSales i Creative miałem okazję przez dwa tygodnie relacjonować zarówno przygotowania jak i sam przebieg zawodów. Chciałbym teraz przenieść Was w skórę dziennikarza, abyście poznali imprezę od środka, zobaczyli ją moimi oczami. Pewnie w telewizji wyglądała inaczej. Oto jak wyglądała dla kogoś, kto biegał między kibicami, strefami zmian a centrum prasowym. 

 

Na dzień przed zawodami, siedząc w domu przy komputerze, dostaję maila od Stefana Jaegera, rzecznika prasowego IM: „Zadzwoń do mnie tak szybko jak to możliwe.” Przeraziłem się, bo pomyślałem, że podczas nagrywania materiałów w ostatnich dniach, uwieczniliśmy coś, czego IM sobie nie życzy, zasady mają bardzo restrykcyjne i uprzedzali, żeby ich nie łamać. A dwa dni wcześniej wysłałem do szefów WTC nasz filmik z Parady Narodów! Łapię za telefon i dzwonię. 

 

-Coś się stało?

– Nie. Chcę zapytać, czy aktualne jest Wasze zapotrzebowanie na łódź. Możesz płynąć z nami. 

 

Krzyknąłem z wrażenia! Wiedziałem, że będę miał możliwość obserwowania etapu pływackiego z nieznanej mi dotąd perspektywy. Łódź wyruszała na tyłach portu, gdzie zlokalizowana jest strefa zmian. Czekając na rejs miałem możliwość obserwowania zawodników, w tym również Polaków. Wymieniłem kilka zdań z Rafałem Hermanem i Andrzejem Kozłowskim, po czym popłynęliśmy na start. Byłem zaledwie kilkadziesiąt metrów od strefy startu etapu pływackiego. Widok zapierający dech w piersiach. Tysiące kibiców siedzących na murkach okalających Ali Drive, gdzie za kilka godzin odbędzie się maraton w piekielnych warunkach. Teraz jest jeszcze chłodno, przyjemnie, 26 stopni Celsjusza, ale później słupek rtęci ma dobić do 36. Płynąc kilka dni wcześniej po trasie zawodów, wiem, że około 7.00 słońce wyjdzie zza wzgórza i zacznie razić w oczy. Niemal jak na zawołanie wychodzi tuż po nawrocie, po pokonaniu prawie dwóch kilometrów. Ci, którzy oddychają tylko na prawa stronę, mają przekichane. 

 

{gallery}im_hawaje2015_swim{/gallery}

 

Ale słońce to nie wszystko. Ocean był tego dnia spokojny tylko z nazwy. Falowało i to mocno. Ale fal Pacyfiku nie da się w żaden sposób przyrównać do fal morskich – krótkich, szybkich. Te, których doświadczali zawodnicy były długie, majestatyczne, a całość wygląda jak falująca płachta. Kiedy znajdziesz się na dole takiej fali nie ma żadnych szans, abyś zobaczył boje kierunkowe i statek nawrotowy. Później potwierdzi mi to Andrzej Kozłowski, który był bardzo zdziwiony czasami pływania osiągniętymi nie tylko przez zawodników grup wiekowych, ale przede wszystkim prosów. Dodatkowo falowanie wzmagały łodzie motorowe, których było około dziesięciu: dwie oficjalne telewizji przeprowadzającej transmisję, dziennikarskie, VIP, ratownicze. 

 

{gallery}im_hawaje2015_swim2{/gallery}

 

Przed zdjęciem z falami możecie obejrzeć trzy inne – pokazują pracę ratowników i sędziów przed startem. Aby utrzymać zawodników w jednej linii, zanim zabrzmi armata startowa, ratownicy pływali na deskach, robiąc kółko od jednej boi do drugiej. Na kilka sekund przed wystrzałem spiker dawał komendę, aby ratownicy ustawili się dziobem deski w kierunku startu i wtedy zaczynała się wasching machine. Zdjęcie poniżej pokazuje moment startu dokładnie w chwili wystrzału. 

 

IM Hawaje2015_crew10

 

Start zawodników PRO i grup wiekowych robi wrażenie. Armatni wystrzał, tak znany z przekazów telewizyjnych, odbija się echem od hoteli na Ali Drive. Poszli. Płyniemy obok. Pewnie Andy Potts znowu wyjdzie ze sporą przewagą – pomyślałem. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy zobaczyłem, że pierwszy z wody wyszedł Dylan McNeice, a tuż za nim Jan Frodeno i Andy Potts – wszyscy w okolicach 50 minut. W zasadzie gdyby nie drobne zawahanie przy wyjściu z wody, to Frodo powinien był wpaść do T1 pierwszy. Chciał wyprzedzić McNeice’a z lewej, ale tamten nieświadomie zablokował drogę. W T1 przetasowanie – pierwszy wypada Potts, tuż za nim Frodo. Ale idą ramię w ramię. Wsiadając na rowery zderzają się barkami. Niemiec lepiej radzi sobie z tą kraksą i obejmuje prowadzenie. Ale gdzie jest ubiegłoroczny mistrz? Gdzie jest Kienle?! Z wody wychodzi dwudziesty czwarty ze stratą prawie 2 minut do czołówki. Ale chwilę później włącza się niemiecka maszyna na rowerze. Biegnę do centrum prasowego obok T1, aby na kilku monitorach podejrzeć, co się teraz stanie. 

 

Dostaję wiadomość, że z wody po 55 minutach wychodzi Jodie Swallow, a minutę za nią Leanda Cave. Obie nie ukończą zawodów. Daniela Ryf, która była w ubiegłym roku druga, jest dopiero 10, ale to przecież dopiero pływanie. Przed nami rower i bieg, a podopieczna Bretta Suttona właśnie tam ma pokazać klasę. Była wczoraj w doskonałym humorze. Nie odmawiała wywiadów, jak pozostali PRO. Uśmiechnięta mówiła mi, że zamierza być dzisiaj bardzo szybka i nie patrzy wyłącznie na Carfrae, bo jej zdaniem w tym roku w Kona jest kilka innych, mocniejszych zawodniczek. Na razie wszystko na to wskazuje bo mistrzyni z ubiegłego roku wychodzi z wody samotnie z 6-minutową stratą, a ostatecznie schodzi z trasy po przejechaniu około 80 kilometrów. To nie był jej dzień. Miała przed zawodami wypadek, który zostawia ślad. Greg Welch na konferencji prasowej wywoła później dla niej brawa i życzenia szybkiego powrotu do zdrowia. 

 

IM Hawaje2015_kienle3

 

Sebastian Kienle wyjeżdża z T1

 

Ryf i Kienle – te dwa nazwiska komentatorzy zaczynają powtarzać jak mantrę. Oboje wyszli z wody daleko, ale na rowerze zaczynają  pokaz mocy.  Mimo, że Frodeno ucieka jak szalony przez Konę do pierwszego nawrotu na autostradę w kierunku Hawii, Kienle goni go i po 14 milach z dwóch minut straty robi się tylko 45 sekund. 4 mile później robią się tylko 4 sekundy straty!

 

To samo Ryf. Już po 5 milach obejmuje prowadzenie! Dwa dni wcześniej razem z Rafałem Hermanem rozmawialiśmy z Tomem Suttonem, synem Bretta, który przyleciał na Hawaje wspomagać zawodników trisutto.com, miedzy innymi Alicję i Rafała Medaków. Był zadziwiająco spokojny o Danielę Ryf. A na niebie nie ma nawet jednej malutkiej chmurki, zero wiatru, co zwiastuje męczarnię na biegu. 

 

Wracam szybko pod T1. Wychodzą pierwsi mocni zawodnicy grup wiekowych, a wśród nich Rich Viola. Mam do niego szczęście. Chłopak wygrał w ubiegłym roku moją kategorię wiekową. Robiłem z nim wywiad, w którym jak pamiętacie zapewniał, że można zdobyć mistrzostwo świata trenując 15 i mniej godzin tygodniowo. Wczoraj przypadkowo wpadliśmy na siebie w okolicach strefy mety. Żartował, że w tym roku chce po prostu ukończyć zawody. Nie ukończył. Też zmuszony był zejść z trasy. 

 

Za chwilę powinni wychodzić nasi. Po godzinie i trzech minutach strefę opuszcza Bogumił Głuszkowski. Zaczyna się robić tłoczno. Chwilę później łapię kamerą Rafała Hermana i Michała Podsiadłowskiego. Ten drugi uśmiechnięty. Za chwilę da czadu na rowerze (4:45). Ależ tłok na wyjściu z T1. Czegoś takiego nie widziałem. Dodatkowo wielu zawodników potyka się o osłonę kabli, kilku ląduje na ziemi, gubi bidony i okulary. Większość popełnia poważny błąd – wsiadają na rowery tuż po przekroczeniu belki, co przy takiej liczbie równych poziomem zawodników powoduje masakryczny korek, zawodnicy zaczynają na siebie wpadać… również przeklinać. Robi się nerwowo. 

 

{gallery}im_hawaje2015_bike_out{/gallery}

 

Ale wśród niezorientowanych tłumów są tacy, którzy widać doskonale znają specyfikę wyjazdu z T1. Jedna z kobiet robi na mnie wrażenie. Doskonale wie, co się będzie działo. Podnosi rower za ramę unikając podbicia, biegnie kilkadziesiąt metrów za belkę mijając tłoczących się mężczyzn i wsiada na rower na wolnej przestrzeni. Brawo! Znany szef kuchni Gordon Ramsey wychodzi z wody po godzinie i dwudziestu pięciu minutach! 

 

Wracam do centrum prasowego sprawdzić, co się dzieje na trasie rowerowej. Szok, co robią O’Donnell, Hoffman i Van Lierde. Dopadają dwie niemieckie maszyny Kienle i Frodo. To już droga z Hawii. Kienle i O’Donnell osiągają jakąś kosmiczną prędkość na zjeździe…prawie 110km/h!!! Jeden błąd, jeden mocniejszy cross wind i…

 

Zgłodniałem. Na śniadanie o 3.30 zjadłem razem z Rafałem Hermanem dwie miski ryżu, jakbym szykował się na Ironmana. Mam dziś swojego – dziennikarskiego. Nagle niespodzianka. Jak w strefie żywieniowej na zawodach, tak w centrum prasowym świeża dostawa batonów energetycznych 🙂 Ale smakują! 

 

im hawaje2015_robota3

 

A O’Donnel chce się chyba wykończyć dzisiaj na rowerze! Powiększa przewagę nad Kienle. Amerykanina trenuje 6-krotny Mistrz Świata – Mark Allen. Panowie wiedzą, co robią. Na konferencji prasowej po zawodach prowadzący Greg Welch już niemal na zakończenie zapyta, czy ktoś z sali ma jeszcze jakieś pytania. Nagle odzywa się siedzący za stołem Tyler Butterfield, który był piąty, i pyta O’Donnella, czy może zdradzić, co takiego się stało w ostatnich miesiącach, że tak szybko jeździ na rowerze? „Mijałeś nas jak…to było niesamowite”. Jak na zawołanie wszystkie oczy zwróciły się na Marka Allena, który siedział w głębi sali. Ale Mistrz tylko się uśmiecha i milczy. Wróćmy do wyścigu…

 

Przychodzi wiadomość, ze Raelert złapał gumę! Ależ on ma pecha w ostatnich latach. Wczoraj  spotkałem go przed hotelem w okolicach T1. Poznaliśmy się kilka lat temu na Majorce, był w Polsce, przeprowadzałem z nim już kilka wywiadów. Jak zwykle uśmiechnięty i skromny. Bardzo go lubię, pytam o cele na ten wyścig. „Jak zwykle bez zmian” – odpowiada, uśmiechając się. Po chwili dodaje, że top 10 będzie dobrym wynikiem. Chyba nie dziś…myślę. Ależ błąd. Niedoceniany tu przez wielu, pokazał klasę. Po słabszym rowerze podczas biegu „zmasakruje” niemal wszystkich. Wpadnie na metę drugi tuż za Frodeno z najszybszym biegiem maratońskim 2h 50 minut. Rower, mimo defektu na trasie, też fenomenalny – tylko 3 minuty gorzej od Frodeno. Gdyby nie „kapeć” byłby szybszy. 

 

{gallery}im_hawaje2015_winners{/gallery}

 

Wybiegam na Palani Road, która od centrum prasowego oddalona jest o jakieś 30 metrów. Jest jeszcze pusta. Za chwilę będę zjeżdżać pierwsi Prosi. Ustawiam się przy T2. „Witam” kamerą pierwszą dziesiątkę i zmykam na skrzyżowanie. Tam zostaję aż do momentu, kiedy ze strefy wybiega Michał Podsiadłowski. Wygląda na wypoczętego, mimo, że na rowerze wyprzedził połowę stawki i osiągnął doskonały czas 4:45. Kolejne godziny to kursowanie między strefą zmian, trasą biegową a centrum prasowym i strefą mety. W tej ostatniej zostaję już na dobre, kiedy Frodeno zbliża się do Palani Road. Niesamowite są te przygotowania do przyjęcia zwycięzców na mecie. Nie opiszę tego słowami. Mam zdjęcia, mam filmy. Po powrocie do Polski pokażę Wam od kuchni, co się dzieje w strefie mety, tuż za kamerami, poza oficjalną transmisją. Chyba się starzeję. Nawet patrząc na to, w jaki sposób zawodnicy wbiegają na metę i jak wita ich publiczność łza się w oku kręci. Jeszcze większa, kiedy widzę zawodników grup wiekowych. Ale nagle na wielkim telebimie pojawia się kadr z Andreasem Raelertem w roli głównej.

 

Im Hawaje2015_andy

 

Tłum zaczyna wiwatować i od razu widać, skąd jest najwięcej kibiców, ale też Andy jest tak sympatyczny, że chyba każdy życzył mu tego, co za chwilę ma się wydarzyć. Niemiec jest na trzeciej pozycji i bardzo szybko zbliża się do O’Donnella. Kiedy go minął, w strefie mety słychać było taki krzyk, jakby Andreas właśnie wbiegał na metę. 

 

A nasi? Michał Podsiadłowski jest najszybszy z Polaków. Doskonały czas 9:27. Gratulacje. Nagrywam go jak wbiega na metę, czekam na kolejnego Bogumiła Głuszkowskiego, a później Rafała Hermana i muszę biec na konferencję prasową z najlepszą piątką. Spędzam tam kilkadziesiąt minut wysłuchując wspaniałej, luźnej rozmowy kumpli o triathlonie. Całość prowadzi Greg Welch. Na sali jest też Bob Babbit, Mark Allen, Mirinda Carfrae. Zza ściany dobiega głos Mike Reilly, który niestrudzenie od kilkunastu godzin wykrzykuje jedno zdanie „You are an Ironman”. Widziałem go w pracy. Przechadza się między strefą mety a wielką trybuną, z lornetką w ręku, wsparciem komputerów i wyczytuje każdego, kto wbiega na metę, mówiąc mu te magiczne słowa. 

 

Wrażenie robią na mnie wolontariusze. Chyba „90%” z nich to ludzie w wieku moich rodziców! To niesamowite. Ogromne tradycje wolontariatu w USA widać tutaj jak na dłoni. Już wcześniej na bankiecie poznałem dwoje emerytów, którzy przyjechali gdzieś z głębi Stanów Zjednoczonych, aby pomagać. Wielki szacunek. 

 

IM Hawaje2015_winners2

 

 

Zaszło słońce. Na Hawajach ciemno robi się natychmiast. Wybija godzina osiemnasta i nagle jakby ktoś zgasił światło. Ciemno i już. Oświetlona meta i zawołanie „The Voice of Ironman” będzie brzmiało do północy.

 

IM Hawaje2015_meta1

 

 

Ale czas kończyć tę przydługą relację „na bieżąco”. Po powrocie do Polski przejrzę materiał video i wybiorę dla Was smaczki. Zaczęliśmy od wyników zawodników PRO, a skończymy na wyniku naszych.

 

 

podsiadlowski result

 

gluszkowski result

 

zemelka result

 

herman result

kowalska result

 medak result

 

kozlowski result

medak ala_result

 

musial result

Gratulacje dla wszystkich Polaków! 

12 KOMENTARZE

  1. Możesz sobie porównać wynik Rafała Hermana 9:41:59 z Frankfurtu w tym roku gdzie był upał ok. 38 stopni, duchota i wiatr, a w Kona mimo wszystko i tak gorzej.

  2. Z innej beczki 😉 Ciekawi mnie jak by sobie poradził w Kona Robert Karaś… ? Jego wynik z tego roku z Wolsztyna 8:29 robi wrażenie. Jak bardzo fale, słońce i wiatr by go spowolniło 😉

  3. Gratulacje dla wszystkich! W tym roku wygrana moich typów z ub roku i mojego typu na najlepszego Polaka’) Brawo Michał!
    Łukasz – dobra robota;) spisałeś się;) Czy udałoby się jeszcze zebrać krótkie relacje naszych zawodników i umieścić w jednym artykule? (nie oznacza to, że nie chcemy długich felietonów każdego z osobna… Rafał i Alicja mogą napisać jeden;)))

  4. Wielkie dzięki za relację. Gratulacje dla zawodników za wspaniałą walkę i ogromny wysiłek. Dzięki. Ps. oglądałem relację i wynik Michała był 9:20 a teraz widzę, że jest 9:27 dostał jakąś karę – jak tak to za co?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here