Reset po sezonie. Jak robią to zawodowcy?

2

Listopad to dla wielu z Was jeszcze czas tzw. resetu po zakończeniu długiego sezonu – i to nie tylko triathlonowego, bo jak można przeczytać na portalach społecznościowych, część z Was startuje jeszcze w maratonach. Niektórzy zakonczyli już okres rozpasania i powoli wracają do treningów. Dla nich pisaliśmy ostatnio o metodyce powolnego powrotu do reżimu treningowego. Dziś mamy coś dla tych, którzy okres rozrtrenowania zaplanowali właśnie na przełom października i listopada. O tym, jak amatorzy spędzają ten czas, możecie przeczytać na blogach i wpisach na portalach społecznościowych. A zastanawialiście się jak czas bez sportu, albo z ograniczoną jego ilością, spędzają zawodowcy? Poprosiłem kilku z nich o krótkie wypowiedzi na temat resetu po ciężkim sezonie startowym i nie ukrywam, że ich odpowiedzi bardzo mnnie ucieszyły, bo wygląda na to, że to też ludzie! Uff…odetchnąłem, czytając przede wszystkim sposób „regeneracji” Filipa Przymusińskiego, który jest najbardziej zbliżony do mojego… szkoda tylko, że moje wyniki nie są zbliżone do wyników Filipa! Ale tak sobie myślę, że oprócz podobnej objętości w jedzeniu świństwa w okresie roztrenowania, powinienem jeszcze zbliżyć się do objętości treningowej zawodnika UAM Triathlon. Przeczytajacie jak resetują się zawodowcy. Gwarantuję, że nie będziecie mieli już więcej wyrzutów sumienia.

Mateusz Kaźmierczak


Mati reset

Po skończonym sezonie, najdłuższym w dotychczasowej karierze, chciałbym zaszyć się z moją drugą połówką gdzieś z daleka od ludzi i sportu. W jakimś buszu, gdzie nie będzie nikogo. Budzić się bez budzika, zdjąć zegarek z ręki, nie używać telefonu. Jeżeli chodzi o tzw. imprezy, to oczywiście można z nich skorzystać raz kiedyś, po sezonie, wiadomo – wszyscy jesteśmy ludźmi, ale też bez przesady! Jeżeli nie praktykuje się takiego stylu życia przez cały okres przygotowawczy i startowy, wystarczy lampka czerwonego wina raz kiedyś do kolacji. Ale przede wszystkim po sezonie, chcę jak najszybciej zapomnieć o sporcie, żeby po tym okresie mieć głód trenowania i z chęcią wejść w nowe przygotowania.


„Wentyl bezpieczeństwa” podczas roztrenowania u Kacpra Adama.

 

kacper reset

Jestem osobą, która nie musi iść na imprezę, aby odreagować sezon startowy. Dobrze czuję się w skórze triathlonisty i najlepszą formą spędzania czasu w okresie roztrenowania jest dla mnie aktywny wypoczynek. Brzmi to podejrzanie w słowach 22-letniego faceta, jednak to mi pasuje. Czasami pojeżdżę na rolkach, rowerze górskim, pójdę na spacer do lasu. Być może jestem nudny jak flaki z olejem, ale wolę to niż imprezę w klubie. W tym sezonie w mniejszym stopniu jestem zafiksowany na punkcie reżimu treningowego. Kiedy mam ochotę napić się piwa z przyjaciółmi, robię to. Często piję czerwone wino do kolacji, a ciastko do kawy przed popołudniowym treningiem to podstawa. Nie popadam w manię, że czegoś mi nie wolno, bo w coraz większym stopniu zajmuję się profesjonalnym treningiem. Myślę, że profesjonalizm to nie to samo, co perfekcjonizm. Uważam, że profesjonalne podejście musi przede wszystkim opierać się na czerpaniu przyjemności z całego procesu treningowego. Tak robię, więc co mam odreagowywać? Wszystko jest dla ludzi, ale zdaje sobie sprawę, że jestem odpowiedzialny za potencjalne skutki swoich działań. Oczywiście patrzę przez pryzmat swojej kariery triathlonowej, która często opiera się na pewnych dylematach, mimo to nie czuję potrzeby na większe odloty. Dla mnie triathlon to nie są poświęcenia, czy wyrzeczenia. Robię co lubię, więc robię to jak najlepiej. Każdy jest inny i musi brać pod uwagę wiele czynników jak rodzina, praca na pełen etat itp. Każdy może decydować o swoim nastawieniu. Train hard and have fun – to ostatnio chodzi mi po głowie.

 

 

Mikołaj Luft

 

luft reset

Nie przepadam za surowymi dietami, jem głównie to, co mi smakuje i wiem, że mi nie szkodzi w trakcie treningu. Lubię jeść dużo, a więc często wypełniam posiłki ogromnymi porcjami warzyw. Moja kolacja zwykle składa się z wielkiej miski sałatki ze świeżych warzyw z dodatkiem tuńczyka lub fety. Są jednak momenty, gdy sobie odpuszczam – zwykle po zawodach lub po ciężkim treningu albo w święta. Wtedy w grę wchodzą każde ilości ciastek i słodkich napojów. Mam też słabość do wieczornego piwka, staram się sięgać po bezalkoholowe, ale i normalne zdarza się 1-2 razy w tygodniu. Okres roztreniowania trwa u mnie ok. 3-5 tygodni i zazwyczaj odpoczywam na jakimś zagranicznym wyjeździe. Nie wytrzymuję jednak długo bez ruchu, zwłaszcza, że jak wspomniałem, lubię dużo jeść. W związku z tym z żoną dużo chodzimy zwiedzając nowe miejsca. Nawet w okresie wolnym staram się rekreacyjnie trenować – truchtam, jeżdżę na wycieczki rowerowe i pływam w morzu lub serfuję, ale wszystko w zależności od humoru i chęci. A gdy wracam do domu, trenuję „na luzie” z moimi podopiecznymi w Warszawie. W tym okresie częściej też zdarza mi się wypad na imprezę, chociaż przyznam, że w ciągu roku też lubię gdzieś wyjść 2-3 razy w miesiącu. Traktuję to jako regenerację psychiczną. Zresztą większość moich najbliższych przyjaciół nie ma wiele wspólnego ze sportem. Spotkania z nimi stanowią ważną odskocznię od życia zawodowego. Inaczej chyba bym zwariował.



 

Filip Przymusiński

 

filip reset

Tak jak mięśnie potrzebują okresu przejściowego, by się zregenerować po ciężkim sezonie, tak i psychika zawodnika potrzebuje lekkiego resetu. W moim przypadku jest to nasilony powrót do rzeczy, których w sezonie nie robię wcale lub w małych ilościach. Pierwszą z takich rzeczy są chipsy. Jak już nie mogę wytrzymać to dla smaku zjadam taką najmniejsza paczkę i celebruję każdego chipsa. Po ostatnim starcie w sezonie na IM Mallorca jeszcze na lotnisku pożarłem największą pakę chipsów jaka była i z nikim się nie podzieliłem! Przez około tygodnia pozwalam sobie na wszelką kaloryczną rozpustę: hamburgery, frytki, pizza, kebab, zapiekanki, lody z ajerkoniakiem, ciastka byle z czekoladą, na kremie i śmietanie. Wbrew pozorom szał na te rzeczy szybko mi przechodzi i czasem nawet nie trwa tego założonego tygodnia. Drugim wyskokiem są imprezy. Raz, że z nich już wyrosłem, a dwa, że nie mam na nie czasu, ale ten jeden raz do roku zbieramy się w gronie 5-6 najbliższych przyjaciół i idziemy w miasto na całą noc. Cofamy się do czasów studenckich. Zasady są proste: nie zabieramy kobiet, nie zabieramy samochodów, zaczynamy jak jest jasno i kończymy jak już jest jasno albo zamykają lokal, a jak by się ktoś o coś nas pytał, to nic nie pamiętamy. Robimy swoisty rekonesans po wszystkich możliwych napotkanych klubach i pabach. Pozostaje jeszcze alkohol. Tu się może zdziwicie, ale akurat takiego resetu nie stosuję, nie mam takiej potrzeby, nawet w czasie nocnego wypadu na miasto 3-4 piwa to max absolutny.


 

A jak u Was wygląda reset po ciężkim sezonie treningowym i startowym? 

2 KOMENTARZE

  1. @marcin
    Witaj w klubie, ja już po Poznaniu się rozchorowałem i zamiast skończyć sezon zabawiłem się w jeszcze Gdynię i Rugię gdzie obydwa starty mogę zaliczyć do porażek. Generalnie 7 startów, o 3 za dużo. Sezon zakończyłem na stole operacyjnym i teraz resetuje się leżąc przez 6 tygodni. Mam totalny wstręt do jakiejkolwiek aktywności fizycznej i jeżeli w ogóle zdrowie mi pozwoli to w przyszłości moja zabawa w tri będzie na prawdę zabawą, a nie leczeniem kompleksów i udowadnianiem sobie, że mogę być mistrzem kategorii wiekowej urodzonych pomiędzy 03 a 05 lutego 1979 toku ;). Pozdrowienia…

  2. U mnie reset w tym roku był bardzo długi zaliczyłem za mocny sezon jak na moje możliwości i źle zaplanowane starty niektóre wekend w wekend w sumie 2 x 1/2 oraz 5x 1/4 wszystko to od Maja do końca Sierpnia w tym zaliczyłem 2 ściany. Wrzesień byłem wrak cały miesiąc nie mogłem się pozbierać do tego straciłem całkowicie odporność i łapałem przeziębienie za przeziębieniem. Do tego miałem potworne zniechęcenie do biegania w sumie nie biegałem 2 miesiące. Mamy Listopad i mogę powiedzieć że dopiero czuję powrót mocy i przyjemność z trenowania.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here