(R)ewolucje treningowe subiektywnym okiem

5
405

 

 

Jako,że mija mi właśnie taka pierwsza mini rocznica zainteresowania triathlonem-trenuje już okrągły 5 rok, od pamiętnej rehabilitacji po artroskopii, gdzie pan doktor wygnał mnie na rowerek treningowy plus próby nietonięcia na grzbiecie,by poprawic powrót lewej nogi do mobilności, mam już kilka swoich złotych myśli, które oczywiście beszczelnie tutaj wyleje. W końcu,jak siostry ‘’G’’ mają branie na szklanym ekranie i w sieci, to nie pozostaje mi wierzyć,że i ktoś z Was doceni mój wkład w urozmaicenie treningów,a może i na czymś czytając ten blog skorzysta.

Zacznę od pływania, bo tutaj zawsze u mnie rozgrywał się dramat. Nigdy nie pływałem przed rozpoczęciem żelaznego hobby, oczywiście aspektu żabki dyrektorskiej nie wliczam, więc braki były ogromne, jak i są nadal.

Przez pierwsze lata połączony lęk przed wodą i niechęć do poprawy technikii, sprawiały,że brnąłem w zaparte i wynik pływacki był kosmicznie zły zawsze-dla przykładu debiut ¼ Poznań 2014 w okolicy 24minut! Jakoś wydostałem się z tej maltańskiej ”aqua-pułapki” i jednak nic nie dało mi to do myślenia.

Tak trwało to w sumie do 2016 roku, gdy zapragnąłem zostać prawdziwym Iron-finisherem i zapisałem się na IM Kopenhaga. Pływania nadal nie było tyle,co powinno i efekt był porażajaco słaby.

Miałem liczne kurcze łydek w wodzie(najdłuzszy wykonany trening pływacki w tamtym sezonie to 3200m tylko było I braki wypłynęły szybko) i ostatecznie,po wielu pit stopach w duńskiej wodzie, zaliczyłem odcinek pływacki IM na 1h 24min, czyli grubo poniżej oczekiwań. Ostatecznie nadrobiłem na lądzie i z czasem 10:09 przekraczałem mętę,ale…

W końcu wyciągnąłem pierwsze bolesne wnioski.

Po pierwsze, trzeba więcej pływać. Bez pływackiej przeszłosci, całego czucia wody, najlepsza pianka i modny okular na nic się zdadzą,bo sprawnego napędu brak i kropka.

Wtedy pierwszy raz poszukałem trenera total immersion. Psychicznie wytrzymałem jednak tylko 2 miesiace tych sesji,bo wszystko trwało dla mnie zbyt wolno,a ja chciałem wyników. Ot taki jestem.

Jednak coś drgnęło i zacząłem samemu zwracać większą uwagę na detale,jak fazy ruchu ręką, kopnięcie,praca bioder itd. Znajomy też-genialny pływak samouk(zawsze TOP 3 M45 od kilku lat,gdzie nie pojedzie) podrzucił mi też pomysł na oglądanie filmów z YT o technice pływackiej i naprawdę mnie wciągnęło. Robię to do dziś. POLECAM!

Po drugie,wracajac do objętosci,to zacząłem dużo wiecej pływać i teraz objętość to 3-4h pływania na tydzien,a nie 1.5-2.5h. wierzcie mi,dla amatora to duży przeskok. Do tego wisienka na torcie-aby być szybkim na zawodach-trzeba trenować też szybko i mocno przed sezonem.szybkość przychodzi dużo wolniej,niz wytrzymałość. Ja nie mam trenera od ponad 1.5 roku i całosć tri ogarniam sam, i bez wątpienia 17:55 jako test 1000m na basenie w ubiegłym miesiacu mnie bardzo cieszy,bo to,mimo wyniku bez WOW dla wielu z Was, dla mnie jest sygnał,że logika treningów i poranne wstawanie nie idą na darmo. Do maja pewnie,jak nie będzie kontuzji i innych problemów z gatunku rodzina lub praca,na pewno cos jeszcze z tego urwę.

Po drugie rower,Waty i aero tematy.

Powiem krótko-jeżdżę na mocy od 2016 i wg mnie to działa. Działa jednak, jak naprawdę troszkę z tego już zrozumiemy. Nie sztuką jest kupić miernik, mega rower i krecić na maksa. Sztuką jest umieć korzystać z tych cyferek, które wyświetlaja sie obok samych Watów. Mowa tu np o % FTP,współczynniku IF. Ja dojrzewałem 2 sezony, by zaczać w końcu umiejetnie trenować z miernikiem,a za skok milowy(proszę o powagę!) uważam ostateczny zakup licznika Garmina, gdzie w końcu wszystko przejrzyscie widać i nie trzeba odginać co chwilę nadgarstaka na wyścigu, by zerknąć na mini cyferki z zegarka typu multisport. Używane liczniki GPS chodzą na aukcjach w fajnych cenach-kto zastanawia sie nad wyborem pomiedzy kołami aero,a licznikiem, to myślę,że licznik i kontrola postępów treningów wiecej wniosą, niż carbonowy lans.

Ponadto, nadal jako główne narzędzie treningu kolarskiego traktuję rower szosowy-chyba ciągle zapatrzony jestem na Kienle-on dużo jeździ na szosie i mtb,wiec coś w tym jest.

Uwaga-zdjecie ponizej nie przedstawia Sebastiana Kienle, ale też może mieć charakter motywacyjny 😉

 

wracajac do kolarstwa-nie mam też roweru za mega budżet. Bardzo podstawowy model Speca zakupiony grubo ponizej 10Kpln w 2015 roku-ciągle ten sam.

W zeszłym roku na ½ IM w Katowicach,kręcąc umiejętnie na Watach i współczynniku IF, z myślą, że czeka mnie jeszcze 21km biegu w upale(czytaj w piekiełku) i tak zaliczyłem 6 czas roweru,a trasa tam łatwa nie jest. Jaki z tego wniosek-technika i nowinki oczywiscie tak ,ale najważniejsza jest wiedza, jak z tego skorzystać. Ja nadal sie uczę i pewnie jeszcze wiele czasu upłynie,nim to wszystko ostatecznie ogarnę,ale nadal upieram się,że mądry trening zawsze może konkurować z markowym sprzętem,a nawet go pokonać na zawodach.

Ten rok jest dla mnie również rokiem dalszych zmian,bo jeszcze mocniej odchodze o treningów na rowerze TT,a więcej czasu poświęcę na szosę i mtb-by poprawić jeszcze kadencje i moc nog. Był nikczemny plan na nowy rower TT(kupowanie tych cennych sekund po średnio 1000PLN/minutę-kto to wymyślil!?),ale po analizie za i przeciw, uznałem,że lepiej kupić dodatkowy miernik mocy do szosy za niewielkie pieniadze,w stosunku do ceny nowego roweru i stać się jeszcze lepszym kolarzem. Czy miałem rację pokaże ten sezon i pewnie wynik choćby z ½ w Radkowie,bo w zeszłym roku tamte 90km obnażyły moją słabą formę kolarską bez dwóch zdań,a podjazdy robione wg tętna totalnie mnie zakwasiły przed biegiem.

W lipcu br tam z Kubą,Platim i Sebą obsadzimy podium całe…choćby po skończonych zawodach-dla pamietnej wspólnej fotki(nie mylić z uzurpowaniem praw do zwycięstwa open,czy w AG 😊)!

Na koniec dyscyplina,w której jakoś czuję się najlepiej, czyli bieganie. Tutaj też sporo eksperymentowałem,bo biegam od 2011 roku. Było już bieganie dla samego biegania,jak czyni to wielu amatorów. Była też pogoń za kolejną życiówką-stąd ta artroskopia w 2013 pewnie. Były też miesiace/sezony z małym kilometrażem. Tamten rok był moją biegową rewolucją: 2x złamane 3h w maratonie i 21km w 1:20 na koniec sezonu. Kiedyś wyniki dla mnie nierealne,a już powoli zastanawiam się,ile można z tego jeszcze zejść? 😉

Co na mnie działa,to przede wszystkim antagonizmy jednostek biegowych. Już wyjaśniam. Trochę w tym metodyki 80/20 Fitzgeralda. Staram się zawsze w tygodniu miec jednostkę mocno wymagajacą, np. bieganie na progu 10-20-30,a nawet 60minut ciągiem, albo mocne podbiegi,ale długie 10x 200-300m. Czas trwania głownych zadań wydłużam ze zblizaniem się sezonu. Ponadto pokochałem bieżnię stadionową i wszelkiego rodzaju powtórzenia szybkosciowe: 10x 100-200-400-600m, co dużo wniosło do ekonomikii mojego kroku biegowego.

Do tego dorzucam dla równowagi biegi w wolnym tempie. Moja życiówka w półmaratonie w 2017 to 1:20:25,a i tak biegi rege i długie wybiegania robie dużo wolniej,niż zaleca Daniels,bo w okolicy 5:30/km+. Zauważylem,że po pierwsze, lepiej ukrwione są wtedy miesnie nóg,co zwiastuje ich szybsza regenerację,jak i wiecej człowiek traci na wadzę,bo za paliwo mamy wtedy głownie tłuszcze. Tą metodyką głownie z 85kg w sierpniu 2016,w kwietniu 2017 zrobiłem na wadze 79kg,nadal jedząc np na śniadania to,co widać na zdjeciu ponizej.

Od kilku lat też nie miałem żadnych problemów z kolanami,itd,bo mimo kilometraży nawet w okolicy max szczytu formy i 80-90km/tydzień, bo zawsze organizm pozostaje w równowadze.

Na koniec szczypta zimowego humoru dla wytrwaych czytelników…

 

To tyle tych mądrosci. Za samo doczytanie do tego momentu należy sie Wam jakaś nagroda-idzcie wiec do lodówki po lody lub mały browar 😊

5 KOMENTARZE

  1. dobre przemyślenia, może coś wykorzystam 🙂
    co do podium, zrobię wszystko, żeby się tam doczłapać ;), lekko zaczyna mnie przerażać tak droga 100 zakrętów :DDD

  2. Panowie,Dzieki! Robię co moge,by dokręcać śrubkę,ale z głowa,bo pro nie jestem. Na mnie te bodźce działa i na szybkość w każdej z dyscyplin rośnie. Troche rozbija mnie podróżowanie samolotami po Europie,ale jak mam dostęp do sprzętu i czas,to robota idzie. Pierwszy malutki sprawdzian-zabawa,to Marconi Indoor Triathlon wlasnie u mnie w Swidnicy juz w kwietniu! Beda zakwasy!😉

  3. Cene wskazówki, coś na pewno z tego wykorzystam. Na pewno muszę więcej poczytać o współczynniku IF, jak to wykorzystać w praktyce. No i zastanawiałem się nad licznikiem, choć ja montuje zegrek na lemondze więc nie muśzę co chwilę patrzeć na nadgarstek 🙂
    Z tym podium to będzie ciężko bo nas będzie czworo, ale przy Twoim wzroście coś wymyślimy, aby się zmieścić 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here