rozpoczęcie sezonu…

4
357

Wiosnę oraz sezon standardowo przywitałem w Krakowie, półmaratonem Marzanny. Jednak tym razem, warunki nie były wiosenne, rzekłbym , że raczej typowo zimowe. Temperatura -8°C, odczuwalna -13°C do tego silny wiatr nie ułatwiał zadania. W związku z mniejszym kilometrażem niż w zeszłym roku oraz ogólnie słabszym samopoczuciem, zrezygnowałem z walki o nowe PB i postanowiłem prowadzić kolegę na średni czas 4.35/km. Zadanie wydawało się proste, ale w tych warunkach okazało się wymagające.  Do 10km szło gładko, wszystko według założeń, lecz później specyfika trasy, podbiegi, liczne zakręty, kostka brukowa oraz ciągła walka z wiatrem zrobiła swoje. Tempo trochę siadło, ale nie na tyle aby nie myśleć o końcowym sukcesie.  W takich właśnie chwilach pomaga rozmowa i dopingowanie się, wszystko odciągnie Cię od złych myśli i mówienia sobie nie dam rady. Na zagadywaniu i oszukiwaniu umysłu zeszło nam kolejne 6-7km, a później jakby ktoś dał nam w twarz, dosłownie. Na Błoniach wiatr był tak silny, że pomimo dociśnięcia wydawało się iż stoimy w miejscu. Umówiliśmy się, że od 18km biegniemy już sami ile fabryka dała, na ile kto ma sił.  Niestety wiele  nie zostało, trasa dała się we znaki i ledwo starczyło sił żeby choć ostatni kilometr pobiec w okolicach 4’. Jednak jak dobrze nie przepracujesz okresu przygotowawczego to nie ma o czym myśleć na zawodach, tu nie ma półśrodków, swoje trzeba wybiegać. Jak to mówią, nie włożysz, nie wyjmiesz 😊  Trochę brakło, ale dzielnie walczyliśmy, co widać na zdjęciu poniżej.

Tydzień później, kolejny start, kolejny półmaraton, tym razem w Warszawie. Jakże odmienne warunki słońce, +9°C, aż miło było wyjść pobiegać. Tym razem również „zającowałem”, ale na zgoła odmienny czas, celem było samo ukończenie biegu. Na Sylwestrze udało mi się namówić koleżankę na półmaraton, miał być Wiedeń, z racji tego, że jej brat tam teraz jest, ale nie przypasował termin i padło na Warszawę. Sadziłem, że to tylko takie gadanie i góra po kilku dniach się rozmyśli, ale użyłem sprawdzonego fortelu i kazałem jej się zapisać, teraz już nie było odwrotu. Dodatkowo katowałem ją podsyłaniem  treningów i ich sprawdzaniem, wiedząc, że bestia jest zawzięta i ambitna, wiedziałem, że da radę, dodatkowo sama sobie narzuciła cel złamanie 2.15. Patrząc na jej wyniki treningów, wydawało  mi się to niemożliwe, ale cóż sama chciała, więc co mi pozostało, tylko spróbować jej w tym pomóc.  Żeby  nie było za łatwo i dla mnie to też był wymagający trening, założyłem sobie kamizelkę 3kg. Udało mi się też spotkać z Platmi, coś czuję, że zapowiadają się fajne zawody w Radkowie

Pierwsze kilometry szły dobrze, musiałem ją wręcz stopować bo do mety było jeszcze daleko. Pierwszy kryzys przyszedł ok. 10km, kiedy spytałem się o tętno, było za wysokie jak na ten etap biegu, powiem szczerze zacząłem mieć obawy czy damy radę zejść poniżej wyznaczonego celu. Trochę zwolniliśmy, ale nadal dziarsko brnęliśmy do przodu, nadal byliśmy przed flagą na 2.15. Pilnowałem nawadniania oraz żeby nie zabrakło energii, ona miała myśleć tylko o biegu i żeby nie wybić się z rytmu. Kiedy przekroczyliśmy 16km runął pierwszy most, nigdy wcześniej nie przebiegła takiego dystansu, więc włączył się dodatkowy motywator. Jednak na 18 wyprzedził nas „balonik” i morale trochę siadło, 19 tunel, trochę ochłody i jakby siły wróciły zaczęliśmy delikatnie przyspieszać, tu przydały się motywujące gadki i okłamywanie głowy.  Po wybiegnięciu z niego widać już było metę więc łatwiej było zmusić się do ostatecznego wysiłku, tutaj załączyliśmy 7 bieg i już nie było mowy o zmęczeniu buzie same się śmiały, oba cele osiągnięte. Teraz pozostało świętować czas 2.14.12, niemożliwe stało się możliwe, a mnie nie pozostało nic innego jak przedstawianie nowej osoby w gronie półmaratończyków, a być może już nie długo nowej triathlonistki 😊

4 KOMENTARZE

  1. @Plati bardzo fajnie, szkoda że tak szybko
    @Dajmond powiem Ci, że mnie bardzo się to spodobało, przypomniały mi się emocje z moich pierwszych startów i tak trochę żal, że teraz głównie pogoń za wynikiem. Ciut to wszytsko zasłania całe piękno amatorskiego sportu
    @Seba no Kraków w tym roku to był hardcore, mam nadziej do zobaczenia …..

  2. Fajna relacja, o Krakowie i warunakch tam panujących juz sie trochę naczytałem.
    Pozdrawiam i do zobaczenia w Radkowie 🙂

  3. Kuba, bardzo fajny pomysł z zachęcaniem do sportu i dopingowaniem na trasie znajomych. mi udało się namówić małżonkę na półmaratonw zeszłym roku I finał był podobny-mega radość(PODWÓJNA) na mecie. Brawo i do zobaczenia w Radkowie!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here