Sex przed zawodami

12

Około 10 lat temu przeprowadzałem wywiad z jednym z czołowych polskich lekkoatletów, olimpijczykiem. Rozmowa przebiegała bardzo miło, bo i rozmówca szczery. Pytałem o trudy treningu, o których zawodnik mówił z uśmiechem na twarzy. Mina mu lekko zrzedła, gdy zapytałem o ostatnie 2 tygodnie przed startem. Chłopak wyraźnie się zasmucił i obwieścił mi, że trener nakazał mu całkowity post od cielesnej rozpusty: „Człowieku, 14 dni bez seksu!” – użalał się zawodnik trenujący 365 dni w roku… Aż strach pomyśleć ile miał startów w sezonie, a potem jeszcze przemnożyć to razy 14!

 

Musiałem napisać na ten temat. Bo.. mnie ciekawiło i chociaż co prawda dopiero zacząłem wracać do startów, to nigdy nie przestałem… nieważne! Prosto z mostu: Czy powinno się uprawiać sex przed ważnymi zawodami sportowymi?

 

Zacznijmy od opinii eksperta w sprawach… triathlonu. Wielokrotny zwycięzca zawodów Ironman, Chris McCormack, tak oto odpowiedział na pytanie zadane mu przez Triathlon Training

„Seks przed wyścigiem jest niejednokrotnie tematem debat. (…). Ja lubię wstrzymać się od seksu przez kilka dni przed startem. Czuje wtedy lekkie pobudzenie, podniecenie. Ogólnie lubię powstrzymywać się od czegoś lub przed zawodami robić rzeczy, które wprowadzają mnie właśnie w taki stan. U zawodniczek jest chyba trochę inaczej. Znam wiele kobiet, nawet tych, które wygrywały zawody Ironman, które uprawiają seks przed zawodami. Jest to jednak kwestia indywidualna, zależy też od rodzaju sportu jaki uprawiasz. Zależy też w jaki sposób seks wpisuje się w twój styl życia i działa na Twoją psychikę. Ja jednak wolę odpuścić seks na parę dni przed startem”.


Na jednym z blogów „wytrzymałościowych” spotkałem podzielone opinie i znalazłem równie niejednoznaczne odpowiedzi. Ci, którzy są zwolennikami „pościelowego BPS” twierdzą, że seks przed zawodami, nawet w noc je poprzedzającą, jest dobrym pomysłem. Przede wszystkim pozwala ci „podejść do zawodów w racjonalny sposób. Pozwala się zrelaksować, uspokoić, a także doda pewności siebie.” Ci, którzy są przeciwnikami seks-strategii, uważają, że abstynencja pozwoli zawodnikowi stać się „bardziej agresywnym i podniesie poziom adrenaliny.”

 

Swój głos w debacie zabrał również Tom Demerly, wydawca z TriSports University, który dzieli dyskusje na dwa komponenty: psychiczny i fizyczny.


„ Psychiczny:

W najlepszych przypadkach uprawianie seksu oznacza obopólnie wynagradzającą interakcję, połączenie dwóch osób. Jest potwierdzeniem pozytywnych uczuć (…). Jeśli zatem uprawianie seksu przed zawodami potwierdza w zawodniku poczucie wartości, akceptacji, to z pewnością będzie to miało także dobry wpływ na niego podczas zawodów.

 

Fizyczny:

Aktywność seksualna (z mojego punktu widzenia) prawdopodobnie nie wywiera głębokich beneficjów na zawodnika w ostatniej dobie przed startem, z prawdopodobnym wyjątkiem hormonów wytwarzanych podczas stosunku, a które wpływają na sen. Jeśli zawodnik ma problemy ze spaniem, te hormony mogą pomóc w zaśnięciu na noc przed startem. A przecież tę noc często charakteryzują nerwy, oczekiwanie i możliwa bezsenność. W dodatku seks, może być dobrym ‘odwróceniem uwagi’ od strachu przed startem… co łączy się już raczej ze wspomnianym komponentem mentalnym.”

 

Kiedyś nawet przeprowadzono sondę po London Marathon. Zapytano jego uczestników, czy uprawiali seks przed startem. Wśród tych, którzy najszybciej ukończyli bieg, znacznie więcej było zawodników, którzy poprzedniego wieczoru się kochali. No ale można podejść do tematu od drugiej strony: ci, którzy super biegają, mają partnerów. 😉

 

Rozmowę na ten temat przeprowadzili gospodarze programu „Pytanie na śniadanie” w czerwcu 2012 roku. Według gościa, psycholożki sportowej Katarzyny Selwant, , która opierała się na badaniach, stwierdzono w przeszłości, że seks przed zawodami różnie wpływa na zawodników, a zdeterminowane było to płcią. Mężczyznom odradzano taką taktykę. Jednak twierdzono, że kobietom stosunek przed startem przynosi korzyści. Późniejsze badania jednak mówią, że wszystko jest kwestią indywidualną i nie ma reguł. Najciekawiej chyba jednak skwitował rozmowę Dariusz „Tiger” Michalczewski: „Ja dwa tygodnie przed walką nie miałem głowy do dupy. Ja miałem tego ‘ptaszka’ raczej do… siusiania…”

 

Sporo komentarzy krążyło także wobec opinii i strategii innego naszego boksera, Krzysztofa „Diablo” Włodarczyka, który przyznał, że nie uprawiał seksu nawet 2 miesiące przed walką.

 

Tematem zajęli się również specjaliści z programu Sport Science. Aby się tego dowiedzieć, do nagrania zaproszono słynnego boksera, Chrisa Byrda. Jak zatem wyglądał odcinek 68: Mit Seksu? (Tytuł odcinka, a właściwie już jego numer „68”, wywołał śmiech wśród widzów. Najpopularniejszym komentarzem było zwrócenie uwagi twórcom Sport Science, że odcinek powinien mieć nr „69” 😉 )

 

Jak już wspomniałem, w programie brał udział Chris Byrd. No, oczywiście do udziału zaproszono również jego życiową partnerkę. Jednak jako pierwszy głos zabrał gwiazdor i żyjąca legenda MMA, Bas Rutten. Stwierdził, że zły wpływ seksu na formę zawodnika jest mitem, „który ma na celu utrzymać zawodników w ‘linii’”. Podobnie do tej kwestii – chociaż przed walką seksu nie uprawia – podchodzi bokser, Abner Mares: „Już tak to sobie zakodowałem w głowie. Nie ryzykuję”. I tu pojawiło się nawiązanie do klasycznego filmu Rocky. Trener tytułowego bohatera zwykł mawiać: „Kobiety osłabiają kolana!”.

 

Skoro, jak twierdzą twórcy Sport Science, to właśnie wśród bokserów mit seksu jest najbardziej rozpowszechniony, „królikiem doświadczalnym” został dwukrotny pięściarski mistrz świata, Byrd. Chris na początku nie ukrywał sprzeciwu wobec takiego podejścia do sprawy: „Dla mnie uprawianie seksu stało się normalne już w czasach amatorskich. (…) Byłem mistrzem świata dwa razy. Nawet przed walką mistrzowską kochałem się z żoną. Zawsze chciałem zerwać z tym przekonaniem i udowodnić, że jest tylko mitem.” Oczywiście wszystko potwierdziła żona boksera.

 

Ale czas na doświadczenie. Zaczęło się od gry wstępnej… czyli Chris udał się na testy i badania poziomu testosteronu po wcześniejszym tygodniowym „poście”. Jako, że poruszono już temat „osłabionych kolan”, sprawdzono siłę nóg boksera. Wynik: 908 funtów. Potem test wytrzymałości na rowerze stacjonarnym, na którym szczytowy rytm serca na poziomie 180bpm. Na końcu test na specjalnym worku treningowym, który mierzył siłę uderzeń. Przed seksem siła ciosu Chrisa Byrda wynosiła 1128 funtów! Na koniec tylko pomiar testosteronu. Wynik: 325 ng/ml, co jest wynikiem w granicach przeciętnej.

 

I teraz czas na najważniejszy, kluczowy, a nawet szczytowy moment testu… Chris z żoną (swoją oczywiście), udaje się do hotelu, gdzie spełnią swój – jakże miły – obowiązek małżeński, który teraz nabrał dodatkowo wymiaru naukowego.

  

(tutaj w programie następuje przerwa na nudne reklamy, a transmisji z hotelu nie ma!)

 

 Czas powrotu do studia. Chris wraca zadowolony: „Było świetnie, jak zwykle (…) odbyło się jakieś 12 rund” – kwituje dumny i ucieszony mistrz.

 

Potem testy. Najpierw siła nóg. Mit obalony! Co więcej, siła podczas przysiadu na maszynie była większa, chociaż zaledwie o 1 funt. Teraz pora na test, który interesuje nas najbardziej. Test na rowerze. I co? Bez zmian! Wynik identyczny z tym przed seksem. Przedostatni test również przemawia na korzyść wypowiadanych przez Chrisa opinii w tym temacie: przed seksem siła jego uderzeń była mniejsza o 76 funtów. Ostatnim z testów były badania krwi. Tych nie da się już oszukać. A można by zakładać, że determinacja dla obalenia mitu seksu przez Byrda mogła wpłynąć na jego zaangażowanie podczas testów sprzed i po stosunku. Jednak wynik potwierdził wszystkie poprzednie, a poziom testosteronu u zawodnika wzrósł o ponad 20 procent!

 

Na koniec wielki pozytyw. Nie pytajmy, co seks robi dla twoich wyników sportowych, lecz co sport dla twojego seksu. Profesor z Uniwersytetu Kalifornijskiego, James White, zbadał relacje między seksem, a fitnessem. Grupa badanych mężczyzn uprawiała ćwiczenia aerobowe cztery razy w tygodniu przez dziewięć miesięcy. Po tym czasie ich częstotliwość stosunków seksualnych wzrosła o ponad 1/3, a liczba orgazmów o 26%.

 

Każdy ma swoje zdanie, więc ja podzielę się swoim: nigdy seks w przeddzień zawodów nie powinien trwać tyle, ile zajmie ci rywalizacja sportowa nazajutrz ;-).

 

Aha! Pamiętajcie, samym seksem wyników nie poprawicie. Gdyby tak było, z pewnością Ron Jeremy i Teresa Orłowski wygrywaliby na Hawajach. Co więcej, nawet jeśli zdecydujecie się na sex dzień przed zawodami, pamiętajcie, że inni mogą chcieć pospać (zwłaszcza, jeśli macie nocleg na jakiejś sali sportowej). No i co ważne, jeśli nazajutrz dystans będzie wymagający, a seks przeddzień uprawiać będziecie, to należy pamiętać, aby nogi trzymać w górze 😉

Udanych startów i finiszów wszystkim życzę!

12 KOMENTARZE

  1. Albin- IM nie odpuszczę, przecież umawialiśmy się wstępnie na 2014… A w moim wieku zaczynają dominować inne wartości ( niestety nie z wyboru) :-)))

  2. Ciekawy artykuł 🙂

    Eh… Nawet gdyby seks miał trochę obniżać „performance”, to jeszcze nie oznacza, żeby z niego rezygnować tylko z powodu zawodów nazajutrz 🙂 To jak z treningiem – raz odłożonego już nie da się nadrobić 🙂

    BTW – Arku, nie chcę być złośliwy (no dobra – trochę chcę), ale nie rezygnuj z IM! Na krótszych dystansach jakoś dałeś radę. I to całkiem nieźle! 🙂

  3. Artykuł pomija bardzo istotna kwestię – sex czy orgazm 🙂 Nawet Tom Demerly nie pominął to w swoim podziale psychiczny/fizyczny.

  4. Ojcze Dyrektorze! To wszystko w „dobrej wierze” było napisane. Sam wiesz: „what happens in Vegas, stays in Vegas” 😉 No a poza tym, myślałem, że z żoną jesteś w LV! Taki jestem troskliwy!
    @ Arku, cieszę się, że jesteś pojętny! Pozdrowienia dla M. 😉

  5. Kto mógł wpaść na pomysł takiego tematu?! Oczywiście Ludwik! Heheh… Wezmę sobie do serca słowa : ,,nigdy seks w przeddzień zawodów nie powinien trwać tyle, ile zajmie ci rywalizacja sportowa nazajutrz ” To jednak IM nie zaliczę…. 🙁

  6. No rzeczywiście Łukasz, prowokacja! ;-)))
    Każdy organizm reaguje po swojemu, więc każdy powinien „przećwiczyć” temat na własnej skórze. Ja już poznałem temat 😉

  7. Gdyby zawody były jeszcze w Koziej Wólce, ale są w Las Vegas! I jeszcze jedno. Zobaczcie jakie artykuły komputer wybrał jako „Więcej z tej kategorii” :-)) Dobranoc! Jestem właśnie w motelu na Route 66, godzinę drogi do Grand Canyonu. Zobaczcie zdjęcia na moim FB. Jutro postaram się napisać artykuł na temat moich „przygotowań” do zawodów 🙂

  8. Jako Ojciec Dyrektor mogłem zatrzymać ten prowokacyjny artykuł!!! 🙂 Przecież Ludwik doskonale wiedział, że jadę do Las Vegas! Ale zaproponował ten tekst właśnie teraz…nie miesiąc temu, nie pół roku temu, ale właśnie teraz, kiedy praktycznie wszyscy triathloniści są już po sezonie…prawie wszyscy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here