Swimrun – praca zespołowa!

0
UltraLovers

Ostatnio było coś o sprzęcie, to może teraz dla urozmaicenia coś o nadrzędnej zasadzie swimrunu – starcie w parach. Światowa federacja ÖTILLÖ nie stosuje żadnych wyjątków. Jeśli chcesz ścigać się w swimrunie i mówić, że jesteś swimrunerem – nie ma innej opcji, musisz robić to w parze. Co więcej nie możesz oddzielić się od swojego partnera lub partnerki, na dłuższą odległość niż 10 metrów! W przeciwnym razie grozi wam dyskwalifikacja! Starty solo przez głównych promotorów tego sportu Michaella Lemmela i Matsa Skotta określane są jednoznacznie jako „nie znamy tej dyscypliny sportu”. Tak więc każdy, kto nazywa starty solo swimrunem podszywa się tylko pod tą dyscyplinę sportu. Tak twierdzą jego pomysłodawcy i chyba nie można z tym dyskutować. Oczywiście w szczególności w rejonach Basenu Morza Śródziemnomorskiego organizowanych jest wiele zawodów swimrunowych właśnie solo i tego rozwoju w takim kierunku nic nie powstrzyma. Ja uważam jednak, że trzeba to zaakceptować i zmierzyć się z tym wyzwaniem w takiej formule, w jakiej ktoś ten swimrun wymyślił. Nie mówię, że starty solo są niefajne i gorsze. One może są piękne, nie są jednak swimrunem w myśl szwedzkiej linii rozwoju tej dyscypliny.

 

Dlaczego pierwszym uczestnikom swimrunu i organizatorom Mistrzostw Świata w tej dyscyplinie zależy na startach w parach? Przemawia za tym sporo faktów, oczywiście wiąże się to też z pewnymi niedogodnościami. Jednak też jest to elementem tej gry! Oto kilka powodów!

 

Infografika 1 AT3.png

 

A teraz trochę to rozwinę. Nie zależy mi na multiplikowaniu plusów i minusów startu w parach. Zwolennicy i przeciwnicy znajdą bowiem ich jeszcze pewnie wiele i każdy na swoją korzyść. A partner w swimrunie na wyścigu i podczas treningów w trudnym terenie to bezpieczeństwo, bo podczas trudnych treningów open water, czy biegów w niedostępnym terenie zawsze w razie „W” lepiej mieć kogoś u boku, kto poda rękę w sensie dosłownym ale też w przenośni – wesprze mentalnie. Bezpieczeństwo, bo w razie unieruchomienia mokrego, wyziębionego zawodnika w miejscu słabo dostępnym, ten drugi ma możliwość sprowadzenia pomocy. Oczywiście taki partner może być on też kulą u nogi. Możemy marznąć przez niego, bo ma wolniejsze tempo, irytować się, że cały sezon szykowaliśmy się do ważnego startu i nasza forma jest mistrzowska, a ta „łajza” obok zamiast trenować piła piwo i teraz ledwo biegnie.

 

Dlatego w swimrunie najważniejsze jest umiejętne dobranie charekterologiczne i umiejętność współpracy. Oczywiście wśród swimrunnerów znajdzie się wielu wielkich indywidualistów. Patrzę tu po tym jakie prowadzą biznesy, jakie osiągają wyniki sportowe, czy po prostu jakimi ciekawymi świata ludźmi są na co dzień. Jednak o wielkości tych indywiduów świadczy umiejętność pracy w grupie. Umiejętność poświęcenia czegoś swojego, by zespół osiągnął lepszy rezultat. Czytaj umiejętność skupienia się na celu, a nie na sobie! To bardzo cenne, bo na wyścigach swimrunowych daje przewagę wielu minut na mecie, a w życiu osobistym i zawodowym, chyba sami zresztą wiecie jakie to istotne. Swimrun jest zatem doskonały poletkiem do nauki tego.

 

Oczywiście istnieje zagrożenie kłótnią, obraza itd. W teamach w których to się dzieje, na pierwszy rzut oka widać, że coś nie gra i takie teamy nie osiągną nigdy sukcesu w tym sporcie, a jako psycholog społeczny śmiem twierdzić, że mogą mieć gorzej też generalnie gorzej w kontaktach międzyludzkich. To jednak temat na całkiem inny artykuł.

 

Co zrobić zatem, gdy okaże się, że charakterami dobraliśmy się idealnie, jednak rozmijamy się z formą?

 

W swimrunie najfajniejsze w startach w parze jest możliwość holowania, zarówno na biegu, jak i w wodzie. Kiedyś napiszę szerzej o tym narzędziu. Teraz jednak zdradzę, że jest to potężna broń w rękach, tych którzy umieją z niego korzystać! Umiejętne posługiwanie się holem słabego pływaka zdecydowanie przyspiesza, mocniejszego męczy tylko trochę bardziej. I tak samo na biegu. Ten co biegnie słabiej na każdym kilometrze przyspiesza o kilka do kilkunastu nawet sekund, a ten mocniejszy, który holuje – wcale nie wyzionie ducha. Oczywiście idealnie jest gdy nie tylko jeden partner ciągnie przez cały wyścig, tylko gdy się zmieniają na prowadzeniu. W przeciwnym razie – siły zespołu są źle rozłożone, choć i takie sytuacje się zdarzają. Najpiękniejsze jednak jest to, że nie możesz zostawić partnera w biedzie. Pracując na sukces teamu, musisz pomóc słabszemu.

 

Kiedyś często używałem określenia, że w swimrunie jest się tak silnym jak jego najsłabsze ogniwo. Wtedy miałem na myśli konkretnego słabszego partnera. Wtedy Artur Kurek – zwycięzca zerowej edycji Hardej Suki, doskonały zawodnik rajdów przygodowych AR Team Polska, tłumaczył mi że to nie o to chodzi. Teraz po kilku startach i wielu godzinach treningów swimrunowych solo i w różnych parach, wiem że to słabsze ogniwo, to może być właśnie nieumiejętność współpracy, zatrucie pokarmowe, przerost ambicji jednego z zawodników, zły cykl treningowy, zła atmosfera w zespole itd. Nigdy jednak najsłabsze ogniwo nie będzie konkretną osobą, bo w swimrunie liczy się tylko team.

 

Na koniec zacytuję organizatora MŚ w swimrunie, który mówi „Na lini startu staniecie, jako partnerzy, a skończycie zawody jako bracia.” Może brzmi to patetycznie ale nikt, kto nie spróbuje swimrunu w parze, tego nie zrozumie. Trzeba się tylko chcieć otworzyć na tę drugą osobę i poznać uroki tego sportu jakie niesie nie tylko dla ciała ale również dla naszej głowy, a może nawet głębiej, gdzieś w stronę serca!

www.goswimrun.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here