„Testy kontra występ na zawodach” – Brett Sutton

6
1

Jedną z najciekawszych cech naszej opieki trenerskiej jest brak testów fizycznych. To rodzi wiele pytań od uczestników naszych obozów i odwiedzających nas trenerów. Niektórzy są zaskoczeni, że w czasie dwóch tygodni nie robimy testów mleczanowych, pomiarów miernikiem mocy ani prób czasowych w pływaniu, rowerze czy biegu. Jesteśmy bombardowani pytaniami:

 

Jakie tempo wydzielania potu ma Nicola Spirig? Jaki jest pułap tlenowy Danieli Ryf? Jaką funkcjonalną moc progową ma Matty Trautman? A ile watów na kilogram? Jak liczbowo określić jego obciążenie treningowe? A co z Ritchim (Nichollsem)? Jest szybki. W ile biega po płaskim 400 m? Jakie ma tempo przy tętnie na progu mleczanowym?

 

Więc kiedy pracujący nad wydolnością trener odpowiada na powyższe pytania „nie mam pojęcia”, wiele osób jest zdumionych. Stwierdzenie „i nie chciałbym też, żeby wiedzieli to moi zawodnicy” zdumiewa jeszcze bardziej. „Ale jak bez testów śledzić postępy?” To dla mnie ironiczne pytania, kiedy spojrzymy na częstotliwość, z jaką ścigamy się w naszym sporcie. Po pierwsze, moim zdaniem, monitorowanie podczas treningów NIE jest tak ważne jak poziomy wydolności, które zobaczymy na zawodach – chociaż wciąż poszerzający się wachlarz testowych narzędzi treningowych sugerowałby coś wręcz odwrotnego. Trenujemy i ścigamy się w sporcie, w którym nawet pokonanie dystansu sprinterskiego zajmuje co najmniej godzinę. Na dłuższych dystansach wysiłek, w przypadku niektórych uczestników, może trwać do 17 godzin. Problem polega na tym, że żaden prawdziwy wskaźnik wydolności nie mierzy wyłącznie fizycznych aspektów treningu, ale również aspekty psychologiczne, w tym zdolność do skutecznego działania w atmosferze zawodów.

 

Każdy trener dłużej pracujący z zawodnikiem powie, że w trakcie kariery sportowej spotkamy setki zawodników mnożących treningi, które nigdy nie przełożą się na rzeczywisty wynik zawodów. Taka sytuacja dotyczy w jeszcze większym stopniu zawodników startujących w kategoriach wiekowych. Ostatnio widziałem zawodników podejmujących zgubne decyzje na zawodach (wybór niewłaściwego toru pływackiego, złe umieszczenie worka w strefie zmian, pominięcie punktu żywieniowego), które nie mają żadnego związku z ich możliwościami, które pokazywali na treningach – a tylko podważają treningi i poddają w wątpliwość poprawność ich wcześniejszych wyników. Problemem nie jest trening, a niezdolność do zdyscyplinowania się i podejmowania właściwych decyzji w stresie startowym.

 

Tak, widziałem reklamy różnych dostępnych testów w symulowanych warunkach zawodów. Niestety mało w nich treści poza promowaniem nowych form sprawdzenia się. Tempo wydzielania potu wydaje się kolejnym obowiązkowym narzędziem dobrze zapowiadającego się trenera. A każdy trener, który zna się trochę na rzeczy, wie dobrze, że taka hiperbola może być niezwykle motywująca w dobrych chwilach, ale też potwornie dołująca, kiedy wygląda źle. Poziomy retencji soli, statystyki dotyczące pułapu tlenowego i setki danych, które można wygenerować, są tak naprawdę olbrzymią przeszkodą dla naszych zawodników. Sprzedaje się je jako naukę ścisłą i jest to właśnie tylko nauka. Parametry zewnętrzne nie będą do siebie podobne w poszczególnych badaniach. Jak zmęczony lub jak świeży jest zawodnik? Jak długo wypoczywał przed badaniem? Na jakim etapie jest dana jednostka treningowa? Poziomy nawodnienia mogą być różne, różna może być temperatura środowiska treningu, ciśnienie w dętkach mogło ulec zmianie, wreszcie cały sprzęt może być inaczej skalibrowany. Zbyt wiele jest zmiennych, które podważają wyniki testów treningowych. Tak naprawdę to nie one są najważniejsze.

 

W Trisutto.com zajmujemy się rzeczywistością. Nie podejmujemy decyzji treningowych w oparciu o wyniki oparte na błędnych przesłankach. Nic lepiej nie pomoże w walce z upałem ani poziomem pocenia się niż sprawność fizyczna. Trzeba zapewnić sobie spójność i efektywność treningów: na to mamy wpływ i to właśnie najlepiej przekłada się na wyniki. Zawodnicy ścigający się w kategoriach wiekowych, przyjeżdżający na obóz z kieszeniami pełnymi danych dotyczących wszystkich aspektów ich tak zwanych „możliwości fizycznych”, to dla mnie szaleństwo. Nie interesują mnie niczyje waty wygenerowane w 10 minut, indywidualne tempo wydzielania potu ani zużycie soli, kiedy po prostu widzę, że zawodnikowi odpadają ręce już po rozgrzewce pływackiej.

 

Im bardziej stajemy się sprawni w ograniczonym czasie, jakim dysponujemy na trening, tym bardziej widoczne będą nasze comiesięczne postępy i zmiany wskaźników. W większości przypadków po 8 tygodniach stare wskaźniki muszą pójść w niepamięć, a żaden z powyższych testów (nawet przy choćby częściowej dokładności) nie powinien być wykonywany podczas pierwszych 20 tygodni spójnego i nieprzerwanego treningu. Niezależnie od tego, czy obciążenie tygodniowe wynosi 8, 18 czy 28 godziny tygodniowo, dopiero po 20 tygodniach można uzyskać znaczące dane, które być może pomogą w osiągnięciu pożądanych wyników danego dnia. Wdrożenie dyscypliny związanej z odżywianiem i nawadnianiem organizmu będzie zawsze ważniejsze niż co i w jakiej ilości spożyjemy. Wielu sportowców szuka więc tych informacji bardzo daleko i pomija punkty żywieniowe, nie bierze worka z odżywkami, bo wolontariusz był niegotowy albo bo spanikowali nie mogąc go odnaleźć. Prawdę mówiąc, to właśnie nabranie właściwych nawyków jest najważniejszą częścią składową sukcesu.

 

Podsumowując w Trisutto.com trzymamy się naszych trzech podstawowych zasad:

 

1) Jeżeli robimy testy, to po to, żeby poznać maksymalne tętno danej osoby. A to są indywidualne dane. Nie znam maksymalnego tętna Nicoli Spirig, ale znam Danieli Ryf. Dlaczego? Bo z jedną pracuję nad fizjologią, a z drugą nad czynnikami psychologicznymi.

 

2) W odżywianiu na dystansie Ironmana u kobiet wychodzimy od 1 grama węgli na 1 kilogram masy ciała. U mężczyzn podnosimy do 1,5 lub 2 gramów w zależności od składu ciała. Przy dużych lub bardzo dużych jednostkach mogą to być nawet 3 gramy. Pilnujemy, żeby nasi zawodnicy nie zapominali tych liczb, zatrzymali się kiedy potrzeba, przeszli do obrony i odpowiednio naładowali. Jeśli to oznacza konieczność zejścia z roweru, by pochłonąć odpowiednie ilości, niech i tak będzie.

 

3) Im dłuższe zawody, tym więcej kalorii w płynie w porównaniu z czystą wodą. Jako zespół mamy zazwyczaj dobry poziom retencji soli, ponieważ zwracamy uwagę na to, by jej nie wypłukiwać ani przed zawodami, ani w ich trakcie.

 

Nasze programy budujemy w oparciu o te trzy proste zasady. Zapomnij o testach. Najpierw naucz się podstaw, a one przeprowadzą Cię przez największe wyzwania, jakich dostarcza sport.

 

OD REDAKCJI: 

 

Brett Sutton będzie gościem Akademii Triathlonu już w październiku tego roku. W dniach 22-25 października odbędą się w Iławie konsultacje połączone z treningami pod okiem tego wybitnego trenera triathlonu. Są jeszcze wolne miejsca na to wydarzenie. Dołącz do nas i ucz się od najlepszych! 

 

KONSULTACJE Z BRETTEM SUTTONEM!

 

Kontakt z Iwoną Brzezińską: [email protected]

 

 

 A66V2308

 

 

 TŁUMACZENIE: 

 

Anna Możdżonek 

 

ania mozdzonek

 

Moją największą pasją zawsze były języki i pewnie tak już pozostanie. W związku z tym regularnie kursuję pomiędzy Warszawą a Brukselą, gdzie tłumaczę symultanicznie dla instytucji europejskich. Przygodę z triathlonem zaczęłam dwa lata temu kibicując mojemu mężowi Michałowi, który wówczas stawiał pierwsze kroki w tej dyscyplinie. Atmosfera zawodów spodobała mi się tak bardzo, że zdecydowałam, że od kolejnego sezonu dołączę i ja. Zazwyczaj zamykam stawkę, ale jak na osobę, która w szkole średniej robiła wszystko, by uniknąć sportu, radzę sobie chyba nieźle. A przede wszystkim świetnie się bawię i uczę dzieci, że od zajętego w zawodach miejsca ważniejszy jest udział i walka z samym sobą.

6 KOMENTARZE

  1. Bartek – to są dane w przeliczeniu na godzinę wysiłku. Pamiętaj, że jak ważysz 90kg, a wiekszość z tego to mięśnie, musisz je odżywić. Sutton podał tutaj duże wartości węgli na kg/masy ciała u mężczyzn, ale też pamiętaj, że jest to indywidualne. O odżywianiu na trasie zawodów pisalismy bardzo dużo. Odwiedź zakładkę „Dieta”. ale dla przypomnienia wrzucam link do swojego artykułu:

    http://akademiatriathlonu.pl/dieta/zdrowie/dieta/1372-subiektywnie-o-zywieniu-na-trasie-zawodow-i-dlugich-treningow

  2. „W odżywianiu na dystansie Ironmana u kobiet wychodzimy od 1 grama węgli na 1 kilogram masy ciała. U mężczyzn podnosimy do 1,5 lub 2 gramów w zależności od składu ciała.”

    Te wartości to na jaką jednostkę czasu? Na godzinę? Na załóżmy 12h Ironmana, czy na dzień?
    Przy wadze 90kg, nawet biorąc pod uwagę 2g/kg masy ciała, wychodzi 180g węgli. Na godzinę chyba za dużo, na 12h zdecydowanie za mało, więc jak?
    Proszę o wyjaśnienie

  3. Świetny tekst Suttona. Nie ze wszystkim się zgadzam co mówi ale tutaj jak najbardziej. Nie potrzeba całego laboratorium chemicznego i inżynieryjnego by ćwiczyć wytrzymałościówkę. Pulsometr to maks dla „przeciętnego” amatora.

  4. Może testy dla zawodników pro są zbędne i niepotrzebne ale uważam że dla amatorów to konieczność. Bo niby jak mam się dowiedzieć z jakimi p redkosciami mam zasuwa gdy startuje raz góra dwa razy do roku. Nie jestem zawodowej i start na czują zawsze skończył bym albo podając w połowie bo za szybko zacząłem albo ekstra finiszu bo nie doceniłem moich możliwości. Po tym można poznać mistrza w swojej dziedzinie że nie potrzeba mu nut by grać. Nam szaraczkom nuty to konczność ponieważ bez nich nie wiemy co mamy robić.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here