W oczekiwaniu na pierwszy start – felieton Maciej Dowbora.

20
24
Rafał Meszka

Czy czujecie to co wisi w powietrzu? Czy czujecie powiew świeżego powietrza? Czy pierwsze ciepłe dni tego roku i smagające promienie słońca na Was też tak działają?
Panie i Panowie. Po wielu szarych, burych i zimnych dniach wreszcie wyjście na trening to przyjemność, a nie walka z samym sobą i godzinne przygotowania. No i to, co niezwykle ważne – nareszcie obiekty naszych westchnień, jedynej prawdziwej i odwzajemnionej miłości, nasze cacka, wypieszczone niczym najukochańsze dziecko, mogą wyjść z cienia i błyszczeć w blasku późnowiosennego słońca. Nareszcie możemy ich dosiąść i sprawdzić, czy inwestycje i kolejne tuningowe poprawki przyniosły efekt. No i przede wszystkim czy żmudne zimowe wieczory przepedałowane przed komputerem i telewizorem cokolwiek dały.

Jednak przede wszystkim wreszcie dociera do nas fakt, że ten długo oczekiwany sezon zbliża się wielkimi krokami. Tak wielkimi, że na poprawę formy pozostaje naprawdę niewiele czasu. Nie wiem jak inni, ale ja zaczynam odczuwać jakieś dziwne, pozytywne podniecenie, które sprawia, że do treningów zbieram się ze znacznie większym zaangażowaniem, a subtelne, acz odczuwalne zwiększanie obciążeń przychodzi w miarę lekko. Skłamałbym mówiąc, że wszystko przychodzi mi z łatwością. Nogi mam ciężkie jak z ołowiu. Ręce pieką podczas pływania jak nigdy, a plecy i krocze dają o sobie znać na rowerze. Cóż, taki los triathlonistów. Podobno tak musi być. I szczerze mówiąc dotychczas mi się to sprawdzało. Niby zmęczony, trochę zajechany, a na zawody byłem już świeżutki jak nigdy.

Nic tak nie mobilizuje jak zegar, odliczający czas do zawodów. Specjalnie wchodzę na stronę zawodów w Olsztynie, od których rozpocznę sezon, tylko po to, żeby rzucić okiem na uciekające sekundy. Dzięki temu wiem, że nawet jeden odpuszczony trening to realna strata, na której odrobienie czasu już nie będzie. Z drugiej strony wolę to niż sytuację z grudnia, kiedy sezon był tak abstrakcyjnie odległy, że każde zwleczenie się z łóżka było dla mnie Ironmanem. Emocjonujące wyczekiwanie na pierwszy start wiąże się z wieloma niewiadomymi. Wszyscy jesteśmy ciekawi na ile te ostatnie miesiące wpłynęły na wzrost formy. Pierwsze zawody odpowiedzą na wiele pytań. Utwierdzą nas w przekonaniu, że jesteśmy na dobrej drodze lub pozwolą skorygować plany treningowe, jeśli któryś z elementów szwankuje. Nie mniej ważna od naszej formy jest dyspozycja konkurentów. Wielu osób, z którymi rywalizujemy, nie widzieliśmy przez wiele miesięcy. Przecież większość z nas trenuje samotnie i raczej zimą nie ma szans na miarodajną konfrontacje. Dlatego pierwsze zawody to rodzaj expo , gdzie wszyscy będą się sobie bacznie przyglądać, samemu jednocześnie odsłaniać swoje atuty. Walka psychologiczna ma nie mniejsze znaczenie aniżeli rywalizacja na trasie.

Czekam więc na te pierwsze zawody z utęsknieniem i cichą nadzieją, że ten pierwszy sprawdzian nie okaże się spektakularnym falstartem, bo nie jestem pewien, czy dźwignę taki cios. Mój sezon rozpocznie się już za trzy tygodnie podczas Elemental Olsztyn Triathlon. Są jednak nieliczni twardziele, którzy pierwsze tegoroczne szlify zrobią już podczas długiego weekendu w Triathlonie Amazonek. Kochani! Powodzenia, oby Wasze wyniki w tym roku były chociaż o kilkanaście sekund lepsze niż w poprzednim. I niech Wam członki nie odmarzną 😉 !!!!!

20 KOMENTARZE

  1. No dobra…dołożyłem jeszcze półgodzinną zakładkę 🙂 co tam…nie będę się krył i mówił, że nie trenuję, albo że objadam się czekoladą i pizzą :-)) ale ta pierwsza wczoraj poszła w jakieś 60 sekund :-)) cała!!!

  2. No, cała ekipa ze Szklarskiej już po treningach i zaczynają buszować w sieci:)
    Sami się nie chwalą (oprócz Marcina, który wbiegł na Śnieżkę;)to ja powiem – Profesor 112 km a Ojciec Dyrektor 120 km po górach z wielokilometrowymi podjazdami do 10%!Niech to będzie inspiracja na resztę weekendu dla innych:)

  3. Juz widze Kube i Macka, ktorzy objadaja sie pizza i jezdza 30km… Haha! Dobre sobie? To ile bylo dzisiaj?! 120km?:))))

  4. @Maciek – taki kit, to możesz w okna wciskać 🙂 wolne, pizza, piwko, znów wolne….w Chodzieży na mini zgrupowaniu :-)) dobre…a Świstak siedzi i zawija :-))

  5. Wolne. Taaaa. Wolne to dzisiaj miałem ja. W dzienniczku trener wpisał zakaz czegokolwiek. To się z dziewczynami wybrałem w góry i podbiegłem na śnieżkę. To ledwie 1200 metrów 😉 więc się nie liczy jako trening

  6. A my z kolegą Gebhardtem pozdrawiamy urlopowiczów ze Szklarskiej z mini zgrupowania w Chodzieży – kolebki polskiego triathlonu. U nas co prawda z górkami krucho, ale za to jest Lech PILS i lokalna pizza pod mecz Borusii. Wczoraj i dziś były dni wolne, ale za to jutro robimy sobie wycisk – 30km WR1 ;-)…. po płaskim rzecz jasna. Pasibrzuchy czyli MD i JG
    P.S. A po takim treningu pojutrze znów wolne. W końcu nikt tu się nie ściga o „złote kalesony”. Najważniejszy jest udział.

  7. @Marcin, Twoje slowo drozsze pieniedzy:))) To byla ogromna przyjemnosc przebiec sie pierwsze 5km z najlepszym w Polsce amatorem na dysansie IM. Zaplacilem za to na dalszych 15km wybiegania ale warto bylo..:) A Redaktor Naczelny ani myslal zmieniac kierunku! I dopadl mnie na koniec swojego wybiegania (skromne 24km…)

  8. Wczoraj był rower – 100km z 12km podjazdem na Okraj. Ale zabójczy to jest podjazd pod Hotel Bornit, kiedy wraca się już z treningu…na stojąco i jak to się mówi, pedałowanie „na kwadratowo” 🙂

  9. Marcin, tylko te 10km, które biegniemy jutro razem nie zasuwaj jak na półmaratonie poniżej 4min/km :-))) ja mam jeszcze 14km więcej…

  10. Hahaha:)) To ja bede te bidony podawal:)) Ale jak sie dowie o tym moj ostatni partner treningowy Maciek Michalski to gotow sie pojawic w Szklarskiej i zafundowac mi 200km przejazdzki! Marcin, sami Profi mnie otaczaja! Jak zyc!?!?!:)))

  11. Marcin ja rozumiem uwielbienie dla Ojca Redaktora ale żeby Profesora z małej litery potraktować;))) Niezła ekipa będzie w Szklarskiej, uważajcie tam na siebie i Artura prosze oszczędzać, żadnego ścigania!!!:))) Sezon blisko a o kontuzje nie trudno!

  12. Ścigać?!!! Marcin! Tobie to jeszcze długo mogę bidony w strefie podawać, a nie się z Tobą ścigać :-)))) Ale na spokojne 150km po górach chętnie! Do zobaczenia! Dziś wieczorem w Szklarskiej!

  13. Maciek. Powodzenia w Olsztynie. Wiem, ze dasz ognia i to ostro! Ja właśnie zaczynam bardzo ciężki obóz w Szklarskiej Porębie. Ciężki bo odpoczynkowy po maratonie. A jedzie tutaj Ojciec Redaktor z profesorem i spółką, warszawskie TTT. Jak tutaj wytrzymać i się nie pościgać 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here