Wracasz do startów po długiej przerwie? Przeczytaj ten wywiad!

2
1

Każdy z nas miał w swoim sportowym życiorysie przerwę w treningu – tydzień, dwa, może miesiąc, rok. A co jeśli przerwa w startach wynosi ponad 2,5 roku? Tak było w przypadku Rafała Hermana, uczestnika Mistrzostw Świata na Hawajach, który po wypadku motocyklowym spędził trochę czasu jako pacjent. Niedawno wrócił do mocnych treningów, a 18 maja wystartował w swoich pierwszych zawodach po tak długiej przerwie i to zawodach nie byle jakich! Ironman 70.3 Aix en Provence we Francji. Rafał Herman startował w barwach PowerSales Triathlon Team w kategorii 35-39 lat. Wynik jaki osiągnął – 4h 50 minut nie był tym wymarzonym. Co się stało i o czym trzeba pamiętać, wracając do ścigania się po tak długiej przerwie, pytam samego zainteresowanego. Zapraszam do przeczytania krótkiego wywiadu. 

 

Grass: Twój najważniejszy start w pierwszej części sezonu, ale nie do końca udany Twoim zdaniem. czas na mecie to 4.50. Pływanie niewiele ponad 32 minuty, rower 2h 39 minut i półmaraton pokonany w czasie 1h 29 minut. O ile bieganie chyba zgodnie z założeniami, to rower już mniej. Ale od początku, co się stało?

Herman: Prowansja, krajna szczęśliwości, było bardzo miło…

 

Rafał…zawody…

(śmiech)

Natomiast jeżeli chodzi o same zawody, to z jednej strony grzech narzekać, bo dawno nie startowałem, ale Ironman 70.3 w Powansji uświadomił mi, że 2,5 roku przerwy w startach to jest bardzo dużo. Nie jest tak, jak wielu amatorów sądzi, że po takiej przerwie, nawet jeśli mamy jakiś bagaż doświadczeń sportowych, trochę potrenujemy i będzie dobrze. We znaki daje się przede wszystkim brak tzw. „ostartowania”, pływania w wodzie otwartej – wasching machine, mimo, że wcześniej doświadczałem przecież tego wielokrotnie, w Prowansji dała mi się we znaki. Czułem się trochę oszołomiony i minęło sporo czasu zanim złapałem swój rytm, zacząłem zwracać uwagę na technikę.

 

zdjcie 2

 

Rower.
Trasa górska. Zdawałem sobie sprawę, że nie jest stworzona dla mnie. 1100 metrów przewyższenia na 90km, to sporo. Na zjazdach serpentyny, techniczne, kolarskie zjazdy, ale piękna i malownicza trasa…

 

Może się trochę zapatrzyłeś na krajobrazy zamiast na miernik mocy?

Trochę tak to wyglądało, tak, jakbym potraktował ten start krajoznawczo. Tyle razy sam mówiłem, że uprawiamy ten sport właśnie po to, aby cię cieszyć życiem, przyrodą, krajobrazem, poznawać nowe miejsca i chyba tak się tym zachłysnąłem, że za bardzo chciałem czerpać radość zamiast, w tym przypadku, po prostu się ścigać. Nawet moja żona zauważyła, że przez cały czas byłem niezwykle rozradowany i uśmiechnięty, a przecież na wielu ważnych zawodach widziała u mnie walkę, zaciętą minę, widać, że boli, a tu…

 

A jak się czułeś na mecie?

Bardzo dobrze. To był bardzo świadomy start od początku do końca…do tego stopnia, że na trasie biegowej pozdrawiałem kibiców, machałem i przybijałem piątki z dzieciakami. Jest kilka takich zdjęć, które nie nadają się chyba do publikacji, po których obejrzeniu moja żona nazwała mnie „Happy Hippo”. Cieszę się na tych zdjęciach jak dzieciak. Trafiło mnie tak zaraz po pływaniu i na bieganiu – na ciężkiej trasie, gdzie było sporo pofałdowanego terenu. Ogólnie start bardzo fajny, ale wynik mógłby być lepszy.

 

zdjcie 5   zdjcie 4

 

No dobrze, ale chyba trzeba teraz wyciągnąć z tego jakieś wnioski. Przestroga dla tych, który mieli długą przerwę w trenowaniu, startach i teraz wracają – masz receptę?

Przed swoim najważniejszym startem lub jednym z najważniejszych trzeba zrobić co najmniej dwa starty kontrolne. Brak ostartowania może być przyczyną porażki i nieosiągnięcia zamierzonego celu. Na treningu nie zrobimy nigdy tego, co na zawodach – nie te emocje, nie ta adrenalina. To trzeba zrobić pod ciśnieniem. Nie mówiąc już o strefach zmian. Przed zawodami mówię do żony, że muszę jeszcze przetrenować ze dwa razy wchodzenie na rower na bosaka, dawno tego nie robiłem. Sprawdziłem, było OK, jakoś poszło. Tylko zapomniałem przetrenować jak się z tego roweru schodzi! Pdczas zawodów tak mną rzuciło, że prawie się przewróciłem, z tyłu ludzie już zaczęli krzyczeć, bo na zjeździe do strefy zrobiło się wąsko, było już duże zagrożenie. Ale takich sytuacji nawet na treningu się nie przetrenuje w 100 procentach. To trzeba zrobić na zawodach typu B, C. Ale w moim przypadku, na gorszy od zamierzonego start złożyło się jeszcze kilka innych rzeczy. Najwięcej do zarzucenia mam sobie na rowerze.

 

No właśnie! Trenowaliśmy razem na obozie Akademii Triathlonu na Majorce. Widziałem jak mocny byłeś, z jaką mocą potrafisz jeździć na treningu. Na zawodach coś nie wypaliło.

Niestety nie mam pomiaru mocy z całego dystansu, ponieważ początkowo szwankował mi zegarek, ale pomiar z 60km pokazał tylko niespełna 230 watów. Mało. Bardzo mało. Bywało, że na dobrych treningach na Majorce przez godzinę utrzymywałem moc w granicach 300 watów. Miałem założenie, że pojadę 260 watów. Wydaje mi się, że przez tak długą przerwę w treningach i startach, odzwyczaiłem się od tego „bólu”, który towarzyszy zawodom…

 

Pojechałeś w tzw. strefie komfortu?

Dokładnie tak! I to był ten błąd. Chyba przestraszyłem się górzystej trasy. Ale też, kiedy próbowałem „przycisnąć” i mięśnie mnie zapiekły, odpuściłem, przestraszyłem się – zupełnie niepotrzebnie, trzeba było wytrzymać…poza tym…hmmm…chyba było mi za dobrze w tej Prowansji.

 

zdjcie 3

 

Jeszcze jedna ważna rzecz. Nie możemy o niej zapomnieć, a w Twoim przypadku to kolejny czynnik, który wpłynął na słabszy wynik – jazda na rowerze czasowym. Chyba zrobiłeś na nim zbyt mało treningów, prawda?

Dopiero na tydzień przed zawodamni wsiadłem na nową czasówkę i zrobiłem dwa krókie treningi – tzw. dziesięciominutówki, dwunastominutówki i czterominutówki na dużej mocy, ale niestety w deszczu. W dodatku na bike fittingu ustawiliśmy bardzo agresywną pozycję. Kiedy przygotowywałem się do swoim zawodów we Frankfurcie, gdzie zdobywałem kwalifikacje na Mistrzostwa Świata, to przez prawie 3 miesiące jeździłem tylko na rowerze czasowym! Na takiej konfuguracji, na jakiej później jechałem Ironmana. Natomiast teraz tylko szosa…i na zawodach było tak, jakby 40 watów poszło w powietrze.

 

Wnioski już wyciągnąłeś, co teraz?

Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Jedziemy z PowerSales Triathlon Team dalej. Teraz cały trening na rowerze czasowym i kolejny cel – Ironman Klagenfurt, za nieco ponad miesiąc.

 

Trzymam kciuki i czekamy na relację.



2 KOMENTARZE

  1. Gratuluje Rafał! Mimo wszystko powrót udany, zawody ukończone w zdrowiu i z rezerwą, a lepiej tak niż zrobić jakąś głupotę podczas pierwszego startu po takiej przerwie. Jak czytam to jakbym siebie słyszał, bo mój pierwszy start w ub weekend w Piasecznie po debiucie w tri w ub roku to było dla mnie coś takiego jak dla Ciebie start po takiej długiej przerwie. Tzw. ostartowanie jest piekielnie ważne, pływanie w pralce, ucisk pianki, to się zapomina. A rower jak u Ciebie czyli start na TT po jednej jeździe w tyg przed zawodami, tylko że u mnie dodatkowo to pierwsze TT w życiu;)))

  2. Rafał, usmiech z Twojej twarzy to chyba nigdy nie schodzi:)) Faktycznie musiales potraktowac ten start troche krajoznawczo, oczywiscie jak na swoje mozliwosci. Na Majorce siales postrach swoja forma rowerowa! Nalezales do tzw. grupy „koni”. Smialismy sie z Krzyskiem „Kosa”, ze strach na was patrzec bo wasze rowery moga pokopac lub ugryzc…:))) Trzymam za Ciebie kciuki!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here