brett sutton
Home Aktualności Wywiady Artykuły w etykiet: Age group

Od redakcji. Łukasz Grass:
"Piątek popołudnie. Po całym dniu pracy, zmęczony, odbieram telefon. Dzwoni Adrian.
- Cześć Łukasz. Słuchaj, mam wywiad na Akademię… już prawie gotowy, podeślę zaraz do zredagowania, ale jest jeden mały problem… - słyszę, że Adrian nie jest do końca zadowolony.
- A co z nim nie tak? - dopytuję.
- No, jest chyba lekko kontrowersyjny… - słyszę.
- I bardzo dobrze - przerywam.
- Wiesz, ale chyba nie do końca o taką kontrowersję ci chodzi. Ja sam nie bardzo wierzę w to, co usłyszałem. Jest dziewczyna, Ania Lechowicz, trzydzieści parę lat, matka trójki dzieci, na co dzień pracuje jako weterynarz, operacja krów i tym podobne rzeczy, no i dwa lata temu zaczęła uprawiać triathlon - Adrian wylicza, ale ja już nie wytrzymałem.
- Adrian, ku…, no i co w tym kontrowersyjnego?! - pytam.
- Ona zrobiła tydzień temu pierwszego w życiu Ironmana, w Barcelonie, i miała 9h 21 minut.
- O ku… - tutaj zrozumiałem już, o czym mowa.
- Draftowała czy trasę pomyliła? - pytam wprost, a przez głowę przelatuje mi jak błyskawica 6 lat moich treningów i wynik życiowy na IM z Kopenhagi 10h.
- Nie, ona wykręciła jakieś kosmiczne waty na rowerze. A potem świetnie pobiegła - odpowiada Adrian.

- Szybko zakończyłem rozmowę i dzwonię do Filipa Szołowskiego z Labosport, gdzie trenuje Ania.
- Grzegórzek ją trenuje - słyszę na przywitanie.
- Ty, a co tam się działo w tej Barcelonie?
- Wykręciła prawie 3,3 Wata na kilogram masy ciała. Naprawdę jest mocna.
- A drafting? Sorry, przeproś Anię ode mnie, jeśli z góry zakładam, że złamała przepisy, ale wiesz… zero sportu, dwa lata treningu i operacja kolana… to pytanie musiało paść. Widziałeś niektóre komentarze w sieci? Wolę przekuć balon hejtu i niedowierzania.
- Wiem, ale wykresy mocy mówią same za siebie, bieg również. Czekamy wszyscy na Mistrzostwa Świata w RPA i Konę - odpowiada Filip.
- Przez chwilę jeszcze myślałem, jak to możliwe, żeby ktoś, kto nigdy nie uprawiał sportu, po dwóch latach treningu (a w tym czasie również operacji kolana), osiągnął taki wynik. Ale zaraz przyszła mi do głowy historia Jurka Górskiego, który po 14 latach uzależnienia od narkotyków, alkoholu i papierosów biegnie maraton po pierwszym roku leczenia i osiąga wynik: 3h 56 minut. Zadzwoniłem do Adriana, poprosiłem, aby dopytał jeszcze Anię o kilka szczegółów.
Aniu, Twoja historia z ostatnich dwóch lat jest mega motywująca. Trzymamy kciuki za RPA i Konę! Gratulacje!

Łukasz Grass

Redaktor Naczelny Akademii Triathlonu


Adrian Kapusta: Spodziewałaś się takiego wyniku biorąc pod uwagę, że to był Twój debiut na Ironmanie?

Anna Lechowicz: Trenuję dopiero od dwóch lat. (red. od 30 roku życia), więc wszystko praktycznie jest moim debiutem. Wcześniej nie miałam żadnego kontaktu ze sportem. Prawdę mówiąc, jedynie w szkole podstawowej biegałam na zajęciach WF i miałam sprecyzowane plany na przyszłość - wiedziałam, że będę studiować weterynarię. W liceum wybrałam profil biologiczno-chemiczny. Skupiłam się na nauce. W wieku 18 lat urodziłam pierwszą córkę. Wtedy już w ogóle nie było mowy o sporcie. Mój ruch ograniczał się do spacerów i tym podobnych aktywności.

 

Anna Lechowicz z psami.jpg


W takim razie skąd wziął się pomysł na uprawianie triathlonu?

To była spontaniczna historia. W marcu 2015 roku moja znajoma zaprosiła nas na trzydzieste urodziny. Ja byłam miesiąc po porodzie, po trzecim dziecku. Ale co tam - pomyślałam - pojechaliśmy. Siedzieliśmy przy stoliku, przy którym siedział również mój znajomy, który właśnie zaczął uprawiać triathlon. Jeszcze 2 lata temu nie wiedziałam, co to za dyscyplina sportu. Michał wytłumaczył mi, o co chodzi. Pomyślałam sobie, że to świetna sprawa, ale jest jeden problem - nie umiem pływać. To znaczy potrafiłam się unosić na wodzie i płynąć żabką z głową nad wodą. Po tym spotkaniu minął jeszcze miesiąc, ale coraz bardziej dojrzewała w mojej głowie myśl o wystartowaniu w tych zawodach. W maju zaczęłam biegać z wózkiem dziecięcym. Mówiąc kolokwialnie, pakowałam je do wózka i ruszałam na swoje pierwsze treningi. Na początku biegałam po 200-300 metrów. W czerwcu zwróciłam się do Michała, z prośbą o pomoc, co mam robić, żeby “zrobić ten triathlon”. Michał zaproponował, że będzie rozpisywał mi treningi. Dostawałam proste zadania na basen czy na bieganie. Teraz, przypominając sobie te treningi śmiejemy się, że jeszcze dwa lata temu w czerwcu dostawałam zadania typu: 10 razy 2 minuty biegu. Kiedy dostałam pierwszy trening 2 x 15 minut biegu z przerwą 1 minuta, byłam w szoku! Sądziłam, że nie nie jestem jeszcze na to gotowa, że to chyba jest niemożliwe. Po takim treningu i tak byłam już ogromnie zmęczona. Zaczynałam od kompletnego zera. Nawet mój zegarek nie miał nic wspólnego ze sportem, pokazywał mi jedynie czas, ile minut spędzam na treningu. W związku z tym, że jestem w gorącej wodzie kąpana, postanowiłam wystartować w pierwszym triathlonie Volvo Triathlon Series w Mrągowie na dystansie ⅛ Ironmana (red. czas 01:31:38, pływanie 14:58, rower 44:26, bieg 27:41). Michał mówił mi, że nie dam rady, że to jeszcze za wcześnie. Ale postanowiłam, że spróbuję. Po dwóch miesiącach przygotowań wystartowałam bez pianki. Woda była taka lodowata, myślałam, że się utopię. Po tym starcie byłam tak wykończona, że nie wyobrażałam sobie, jak ludzie mogą pokonać Ironmana. Na tych zawodach spotkałam wspólnego znajomego, który zaproponował mi żebyśmy pobiegli półmaraton. Przestraszyłam się. Powiedziałam: “Kamil, ja nie dam rady przebiec żadnego półmaratonu.” Ale Kamil zapewniał, żebym się nie martwiła, i że on przygotuje mnie do tych zawodów w cztery tygodnie. Wystartowałam w Gdańsku w swoim pierwszym półmaratonie (red. czas 01:42:13). Tam też zaczęło się trenowanie z prawdziwego zdarzenia. Spotkałam mojego trenera od triathlonu Piotra Grzegórzka z Labosport i od listopada 2015 roku zaczęliśmy trenować.

Porozmawiajmy o Twoich treningach. W bardzo krótkim czasie zdołałaś wejść na dużą objętość treningową. Ogólnie rzecz biorąc wraz z tak szybkim postępem rośnie proporcjonalnie ryzyko kontuzji. Jak sytuacja wygląda w Twoim przypadku?

Jestem po dwóch operacjach kolan. Po miesiącu treningów z moim nowym trenerem poszłam pod skalpel. Miałam guza w kolanie przez kilka lat. Okazało się, że to sprawa z przeszłości. Rozrósł się do tego stopnia, że uciskał na łąkotkę. Od czasu do czasu doskwierało mi to. Piotr doradził mi, żebym jak najszybciej poszła na rezonans. Lekarze zalecili operację. Termin przypadł na 20 grudnia 2015. Po trzech tygodniach od operacji nie mogłam jeszcze biegać, ale mogłam już pływać. Szczęście w nieszczęściu, dzięki tej operacji zawdzięczam mój progres pływacki. Nauczyłam się sama pływać. Kupiłam książkę “Pływanie droga do mistrzostwa” i oglądałam filmy na YouTube. Czasami siadałam sobie na basenie i podpatrywałam jak inni pływają, a także trenowałam na sucho przed lustrem. Jednak trzeba to wyraźnie powiedzieć, że nie jestem dobrym pływakiem. Ta dyscyplina to moja pięta Achillesowa. W tej konkurencji plasuję się mniej więcej w połowie stawki.

Nigdy nie korzystałaś z lekcji u instruktora pływania? Nie chodziłaś do żadnej grupy pływackiej?

Nie, absolutnie. Z nikim nie współpracowałam. Nie miałam też nawet na to czasu.

Zawzięta jesteś. Przejdźmy w takim razie do sezonu 2016.

W 2016 roku miałam tylko dwa starty. Garmin Iron Triathlon Stężyca na dystansie ¼ IM (red. 02:33:15) i Castle Triathlon Malbork na dystansie ½ IM (red. 04:59:59). Spowodowane było to operacją kolana. Co wyeliminowało mnie całkowicie z biegania. Zaczęłam biegać od połowy maja 2016. Wtedy też byłam na pierwszym swoim obozie treningowym w Kozienicach. Tam po raz pierwszy mój trener pokazywał mi jak się pływa. Poza tym, Piotr ciągle mi powtarzał, że nie może mnie przygotować na więcej startów, kiedy ja nic nie biegałam. Ta Stężyca okazała się dla mnie szczęśliwa, bo zajęłam tam trzecie miejsce w open. Tam Filip Szołowski powiedział mi: “Dobrze Ci poszło, przyjeżdżaj do Malborka na połówkę”. Podłapałam szybko temat i przedstawiłam ten pomysł trenerowi. Początkowo myślał chyba, że żartuje i mówił mi, że tam jest 21 kilometrów do przebiegnięcia, a ja nic nie biegałam. Postanowiliśmy, że zacznę się przygotowywać, a jak się nie uda, to odpuszczę ten start. Tak się stało, że Piotr przygotował mnie do tej połówki w ciągu dwóch miesięcy. Zajęłam tam 4 miejsce open wśród kobiet, przegrywając pudło zaledwie o 2 minuty i łamiąc 5 godzin.

 

Anna Lechowicz Ruegen.jpg



To jest niesamowite. Co na to trener?

Rozmawialiśmy oczywiście po zawodach, że progres jest ogromny pomimo, że nie biegałam. Urodziła się w naszych głowach myśl, żeby w przyszłym roku powalczyć o slota na mistrzostwa świata Ironman 70.3.

Udało się. Masz kwalifikację na Ironman 70.3 w RPA i Ironman Kona. Nieźle jak na drugi rok startów w triathlonie. Udało Ci się to, o czym marzy większość triathlonistów. Przez wiele lat treningów i wyrzeczeń nie są w stanie tego osiągnąć. Jak Ty to robisz? Gdzie tu jest jakiś haczyk?

Główny cel na ten sezon to było zdobycie slota na IM 70.3. Ironman w Barcelonie był zaplanowany jako start na “zobaczenie, jak to będzie”. Piotr powiedział: “No dobra, jak tak bardzo chcesz, to możesz sobie spróbować, ale ja nie zdążę Cię do tego odpowiednio przygotować.” Więc byłam szykowana na ten sezon wyłącznie pod połówkę. Po IM 70.3 Gdynia (red. 04:39:56) miałam dwa tygodnie roztrenowania. Czułam, że tego potrzebuję. Teraz, jak patrzę na to z perspektywy czasu, ta przerwa bardzo mi się przydała, dzięki temu wskoczyłam na drugą falę formy na Ironman 70.3 Ruegen (red. 04:38:44). Oprócz tego, że w Rugii wygrałam jako najlepsza amatorka, to dodatkowo uzyskałam najszybszy czas odcinka rowerowego. To był etap specjalny zasponsorowany przez Mercedesa. Byłam ogromnie zaskoczona. Sama nie wiem, skąd się bierze siła w moich nogach. To jest tak, że zaczynam pedałować i skupiam się maksymalnie na trzymaniu watów, nic innego nie dociera wtedy do mnie. Nawet czas nie gra roli.

 

ANna Lechowicz slot w ręce.jpg



Niesamowite. Powiedz jak wygląda Twój dzień treningowy.

Trzeba sobie uświadomić, że ja jestem normalnie pracującą kobietą. Codziennie wstajemy o 6 rano i jemy śniadanie całą rodziną. O 7 jadą dzieci do przedszkola, a my z mężem zaczynamy pracę. Do około godziny 11 ogarniam się z pracą. Ja więcej pracuję z dużym zwierzętami takimi jak krowy czy świnie. Ale też pomagam operować mojemu mężowi. Kończę swoją pracę i praktycznie z biegu lecę na trening, tak aby wrócić na godzinę 15 kiedy zaczynają się przyjęcia „pacjentów”. Zajmuje mi to około 1,5 godziny. Odbieram dzieci i jedziemy do domu. Tam gotuje obiady, sprzątam, prasuję, wszystko to, co dotyczy, nazwijmy to umownie - części kobiecej. Wieczorem, kiedy dzieci już pójdą spać, idę na trening. To wszystko nie udałoby mi się, gdyby nie wsparcie męża i 14-letniej córki. Muszę się przyznać, że czasami po godzinie roweru wracam do domu i dzwonię do trenera, że nie mam siły. Nie jestem w stanie zrobić treningu. Piotr zawsze powtarza, żebym się nie przejmowała tylko idziemy dalej. A zdarzało mi się kiedyś odrabiać po cichu zaległe treningi. Trener wybił mi to z głowy i już tego nie robię. Idę dalej i o tym już nie myślę.

Ćwiczysz pływanie w wodach otwartych?

Tak, pływam praktycznie od czerwca do września tylko open water. Bo na basen mam 25 kilometrów, a do jeziora zaledwie 5. Basen ten nie ma torów, jedynie nieckę rekreacyjną. Ludzie nie rozumieją, że ktoś chce popływać na czas.

Nie boisz się sama pływać na dużym akwenie?

Nie. Mam bojkę. Czasami pływam do godziny 22, więc wychodzę z wody jak już jest naprawdę ciemno.

Inne treningi też tak późno wykonujesz?

Idę czasami pobiegać o 22 na oświetloną bieżnię. Wtedy zdarza się, że o 24 dopiero kończę robić interwały.

Co na Twój mąż?

Teraz mój mąż już wie, że na zawodach robię wynik. Na początku myślał, że to tylko takie hobby, przygoda i… nie powiem, że przychylnie patrzył na to wszystko. Ale poukładaliśmy te klocki tak, że teraz już jest wszystko w porządku.

Co wolisz trenażer czy szosę?

Staram się wybierać jazdę na zewnątrz. Ten sprzęt hałasuje w całym domu do późnych godzin nocnych. Trenażer pozostaje na trudne warunki pogodowe.

 

Anna Lechowicz plaża.jpg



Żeby osiągać takie wyniki jak Ty, większość zawodników poświęca niemal całe swoje życie. Robią to od wielu lat. Z każdym sezonem zdobywają doświadczenie i poprawiają systematycznie swoje osiągi. Twój przypadek jest naprawdę wyjątkowy.

Mój trener Piotr mówi, że boi się mnie trenować, bo nie jest w stanie przewidzieć, jak szybko robię postępy. Piotr prosi mnie informacje zwrotne po treningach, a ja najzwyczajniej w świecie nie mam na to czasu. Zdaję sobie sprawę, jakie mamy założenie i wiem, że to musi boleć. Im więcej cierpię na treningu tym lepiej mi pójdzie na zawodach. Nie dyskutuję na temat planów bo się kompletnie na tym nie znam. Robiłam dwa testy kolarskie w odstępie trzech miesięcy. W przeciągu tego czasu poprawiłam się o 40 watów. Mi się wydaje, że to wszystko jest w głowie. Jeżeli Piotr mi napisze, że mam utrzymać konkretne waty, to ja je utrzymam za wszelką ceną ,choćbym miała gryźć kierownicę z bólu ud. Nie ważne jak będę zmęczona, jak mam zrobić interwały, zrobię je wszystkie nawet jak na końcu będę ciągnęła językiem po ziemi. Tydzień po Ironman 70.3 Gdynia pobiegłam w zawodach na 10 km. Miał to być bieg taki dla zabawy. Zrobiłam tam życiówkę 38 minut i 11 sekund. Miałam pobiec na luzie, a noga jakoś tak podała.

Jakie było założenie Twojego trenera na Ironman Barcelonę?

Maksymalnie na 9 godzin i 45 minut. Wynik, który uzyskałam 9:21:19 to dla mnie szok. Jak poszłam na rower w czwartek przed startem to mnie aż nosiło. Nie miałam stresu ani zmęczenia. Załapałam świeżość.

Taki wynik 9:21:19 dla większości amatorek pozostaje raczej w strefie marzeń. Czy Ty przypadkiem nie skróciłaś trasy?


No pewnie, że pojechałam na skróty! Tego dnia musiałam uciekać, pedałowałam tak szybko, żeby mnie nie złapali.

 

Jak to było z draftingiem?


Grupy były. Tylko te grupy walczyły o przeżycie i zwalniały całe zawody. Na przykład na podjazdach, kiedy mi wychodziło 500 watów to musiałam hamować przed grupą. Nie miałam jak ich wyprzedzać. To była katastrofa. Ciągle krzyczałam “lewa wolna”. W tych grupach chyba zabrakło liderów (red. śmiech). Jeśli ktoś chciał pojechać mocny rower na tych zawodach, te grupy najzwyczajniej w świecie im przeszkadzały. Nazwałabym to: “Peletony w Barcelonie walczące o przeżycie”. To nie była czołówka walcząca o podium. Oni modlili się, żeby ukończyć trasę. Wszyscy po zawodach mówili, jaki ciężki rower. Ale według mnie to był lajcik. Momentami brakowało mi przełożenia i nie mogłam jechać mocniej. Ale mogę nie być wiarygodna, bo pamiętaj, że jechałam na skróty (red. śmiech).

Nie miałaś kryzysów na trasie?

Na Ironmanie zrobiłam swój pierwszy maraton w życiu. Wszyscy znajomi mówili mi, że ironman zaczyna się po 25 kilometrze biegu. Miałam cierpieć, jakaś ściana. Nic z tych rzeczy. Miałam biec dwa okrążenia swoim tempem 4:50 min/km i przyspieszyć na trzecim. W efekcie pobiegłam trochę szybciej te dwie pętle niż Piotr mi kazał. Na liczniku już 30 kilometr, nic mnie nie boli, chyba przyspieszę. Ciągle miałam w głowie, że zaraz coś wydarzy i będzie katastrofa. Na 40 kilometrze ktoś mi krzyknął: “Masz 30 sekund straty, przyspiesz!” No i przyspieszyłam jeszcze bardziej. Ostatnie dwa kilometry przebiegłam na 4:15 min/km. Pobiegłam to z dużym zapasem. Gdybym się tak nie bała tego maratonu, to bym pobiegła to znacznie szybciej.

Oprócz startów w przyszłorocznych mistrzostwach świata IM 70.3 i Ironman Kona czy ma jeszcze inne plany?

Chciałabym bardzo wystartować w Suszu. Bardzo fajne zawody i mocno obstawione. Chciałabym się zmierzyć z zawodniczkami z Elity przed mistrzostwami świata. Będę miała porównanie jaki zrobiłam postęp do poprzedniego sezonu. W tym roku tam zrobiłam życiówkę 04:34:14 pomimo, że pojechałam bardzo słabo rower. Takie miałam założenie, aby pojechać rower słabiej i mocno pobiec. Chciałabym też wystartować w Hamburgu, ale może to już być trochę za dużo.

 

Chciałabyś przejść na kategorię PRO?

Nie. Startuję jako amator.

Stosujesz jakąś dietę?

Tak. W moim małym teamie oprócz trenera mam także dietetyczkę Martę Naczyk, która prowadzi mnie w optymalny dla mnie sposób. Ludzie nie doceniają diety, a ja uważam, że to jest 50% moich wyników. Ludzie uprawiający sport stosują dietę żeby schudnąć, a nie żeby poprawiać swoje wyniki. Nie stosuję żadnych suplementów, witamin, odżywek, białka, ani nawet magnezu. Wszystkie składniki dostarczam z pożywienia. Bardzo dobrze się z tym czuję i wydaje mi się, że to właśnie klucz do mojego sukcesu.

 

Poniżej zrzut ekranu z pomiaru mocy Ani z Ironman Barcelona. Przy wadze 58 kilogramów 191 watów daje 3,29 watt/kg.

 

Anna Lechowicz pomiar mocy 0.jpg


 

Anna Lechowicz pomiar mocy 1.jpg


Opublikowane w Wywiady

Podczas Mistrzostw Świata w Cozumel były rozgrywane także wyścigi amatorskie na trzech dystansach, olimpijskim, sprint oraz aquathlon. Około 1400 zawodników z całego świata przybyło na meksykańską wyspę aby walczyć o tytuły mistrzowskie ITU. Triathloniści reprezentowali 62 kraje w grupach wiekowych. Ze względu na lokalizację zawodów najwięcej osób było z Meksyku, bo aż 614. Kategorie wiekowe były podzielone co 5 lat, tak samo u kobiet jak i u mężczyzn. Jedynym Polakiem startującym w tak zwanych age group to był Grzegorz Zgliczyński. Grzegorz rywalizował z powodzeniem aż w trzech konkurencjach w kategorii M50-54. Zaczął od zwycięstwa w aquathlonie. Następnie w sprincie był piąty, lecz na dystansie olimpijskim znowu okazał się najlepszy. Podsumowując Grzegorz Zgliczyński zdobył dwa tytuły Mistrza Świata, na dystansie olimpijskim oraz w aquathlonie w kategorii M50-54.

 

GrzegorzZgliczynskiZPodwojnymTytulemMistrzaSwiata1


Na uwagę zasługuje najstarsza zawodniczka siostra Madonna Buder (USA), która w wieku 86 lat zmagała się z dystansem olimpijskim. Niestety nie udało jej się oficjalnie ukończyć zawodów (NC - did not complete the course) z powodu bardzo silnego prądu w Morzu Karaibskim. Wielu zawodników miało przez to problem, płynąc stali w miejscu jak na bieżni elektrycznej. Siostra Madonna spędziła w wodzie około 1 godzinę i 20 minut. Całą trasę pokonała w 4:51:40. Wśród mężczyzn najstarszym zawodnikiem był także 86 letni Winston Allen (USA), wystartował na dystansie sprinterskim i ukończył go w czasie 2:22:04.
Miejmy nadzieję, że przyszłoroczny Wielki Finał w Rotterdamie przyciągnie więcej Polaków.

 

GrzegorzZgliczynskiZPodwojnymTytulemMistrzaSwiata2

Opublikowane w Wydarzenia

Drążyć, drążyć, drążyć! A gdzie są tego najlepsze efekty?! U źródeł! Dziś na celowniku Andrzej Kozłowski. Wybitny sportowiec amator, na stałe mieszkający w Kanadzie. Częsty gość na AT, chętnie dzielący się wiedzą i doświadczeniem. To właśnie przez ten portal mieliśmy pierwsze kontakty i mam wrażenie, że nawiązała się między nami jakaś nić sympatii, a z pewnością łączy nas jedna pasja - triathlon i sport w ogóle. Postanowiłem przepytać Andrzeja i uzyskać od niego odpowiedzi na pytania, które zadaje sobie niejeden amator naszej dyscypliny sportu. 

 

.. Andrzeju, starsi czytelnicy z pewnością wiedzą o Twoich osiągnięciach. Na stronie AT, w pasku ,,Treningi”, w dziale ,,Mistrzowie kategorii wiekowej” można przeczytać wywiad, który przeprowadził z Tobą panujący nam Naczelny. Również ja na swoim blogu pozwoliłem sobie opisać nasze spotkanie, które zatytułowałem ,,Przyciąganiem triathlonistów”.  Mamy jednak świadomość, że tri przyciąga nowe rzesze, często niezorientowanych amatorów. To właśnie dla nich mógłbyś wymienić kilka swoich największych osiągnięć. Przypomnij proszę, jakie są Twoje triathlonowe sukcesy? 


. Największy to ten sprzed czterech miesięcy, czyli IM Wisconsin. Pierwsze miejsce w grupie wiekowej (10:44) i po raz drugi kwalifikacja na Hawaje. Drugie miejsce w National Halfironman w Ottawie i 4:38. Pierwsza kwalifikacja do Kona w 2009 i życiówka na pełnym dystansie - 10:33 w wieku 49 lat. Wicemistrzostwo Ontario w 2013 na dystansie 70.3(4:53) i 4:44 w ubiegłym roku. Cztery razy w pierwszej  trojce w rankingu za cały sezon w Subaru Triathlon Series, to z czasów, gdy startowałem głównie na krótkim dystansie. Ukończenie Ironmana na Hawajach (droga przez mękę), co jest niewątpliwym sukcesem. Po sezonie, ot tak, aby coś jeszcze ugrać z treningu do Ironmana, biegam maraton. Zebrało się tych maratonów w sumie 8 i  czas każdego z nich kwalifikował mnie z dużym zapasem do Bostonu. Więc w 2006 skusiłem się w końcu i na Boston - wyszło 3:10:28.

 

.. Dla tych niezorientowanych dodam, że Andrzej to 1959 rocznik! We wspomnianym wywiadzie mówiłeś, że bardzo chciałbyś wystartować choć raz w kraju, najchętniej w Suszu. O ile się orientuję jest  szansa zrealizowania tego w tym roku. Zaszczycisz nas swoją obecnością?


. W Suszu miałem wystartować w 2012, miałem już pakiet startowy, jednak wypadek na rowerze pokrzyżował moje plany. Nie wiem, czy uda się to w tym roku, ponieważ zagapiłem się trochę z rejestracją nie przypuszczając, że miejsca rozejdą się tak błyskawicznie. Czekam więc cierpliwie do 20 stycznia i zobaczymy co wyniknie...

 

 

kozlowski cichecki2


.. Mam nadzieję, że organizatorzy skorzystają -  prawdopodobnie z niepowtarzalnej szansy zobaczenia "gwiazdy" rocznika 59' na swoich zawodach  i zarezerwują dla Ciebie jeden numer startowy!  Zanim przejdę do głównego tematu naszej rozmowy, chciałbym poznać Twoje zdanie o treningu siłowym w tri.  Temat bardzo kontrowersyjny, mocno ,,wałkowany” na AT w ostatnim czasie. Masz bogate doświadczenia na tym polu, wiem, że eksperymentowałeś… jak to wygląda z Twojego punktu widzenia?      

                                            

. Trudno to nazwać bogatym doświadczeniem, eksperymentowałem, to prawda. Głównie pod kątem pływania (ramiona, barki), nie zauważyłem jednak różnicy. A najbardziej zniechęciła mnie do treningu siłowego taka oto obserwacja. W klubie Masters, gdzie pływam, robimy czasem tzw. "dryland training". Przykładowo: 50m kraulem, wyjście z basenu, 10 pompek i powtórka. Jeżeli dziewczyna, która nie jest w stanie zrobić jednej pompki, dalej pływa setkę 10 sek. szybciej niż ja, który te 10 pompek robi bez problemu, to czy o siłę tu chodzi? Kluczem do sukcesu są jednak moim zdaniem podbiegi i podjazdy, zwłaszcza przy ograniczonym czasie jakim my amatorzy dysponujemy.


.. Przechodząc do meritum. Lojalnie ostrzegam, że wszystko co powiesz, może być użyte przeciwko Tobie. W Suszu zamierzam zawzięcie gonić Twój cień, a już z całą pewnością podążać Twoimi śladami.  A teraz zupełnie serio. Chodzi mi o drugą fazę cyklu przygotowawczego. Różnie jest ona nazywana przez fachowców, ale nie o terminologię tu chodzi. Umownie możemy nazwać to fazą rozbudowy okresu przygotowawczego, czyli gdzieś od połowy lutego do połowy kwietnia. Jesteśmy po wstępnym okresie budowania bazy, w treningi wkrada się większa intensywność, nowe zadania. No, właśnie jak to jest u Ciebie? Zacznijmy od roweru.


. Z początkiem marca zaczynam wplatać czwartkowy rower (2 godz na SB) - trzeci zakres, zaczynając np. od 3x3min. Zima tu u nas kończy się trochę później niż w Polsce, więc na szosie jestem zwykle dopiero z początkiem kwietnia. Wtedy też ten czwartkowy trening na SB zamieniam na podjazdy. Mam taką pętle około 3,5 km z 800m podjazdem i jeżdżę te kółeczka co tydzień przez minimum dwa miesiące. Każdy taki trening kończę biegiem -  2-4km. Nie liczę tego jako zakładkę, zakładkę robię we wtorki.

 

kozlowski cichecki5


.. Bieg. Jakie objętości, czy w grę wchodzi już bieganie w trzecim zakresie, może jakieś interwały?


. Raczej nie biegam mniej niż 40 km tygodniowo, nawet w okresie roztrenowania, natomiast w okresie, o który pytasz, jest to 50-60 km tyg. Piątkowy bieg to u mnie BNP, więc końcówka jest zwykle w trzecim zakresie. Na początku będzie to powiedzmy tylko 2 km z 14-kilometrowego biegu, a po kilku tygodniach 6 km z 20-kilometrowego. Na 10 tygodni przed IM zaczynam środowe podbiegi zastępować kilometrowymi interwałami .


.. Pozwól, że wyjaśnię mniej wtajemniczonym - BNP to bieg z narastającą szybkością.  Ogólne założenia – zaczynamy od I zakresu- 50-60% zamierzonego dystansu, przechodzimy w II zakres (25-35%) i w końcówce (do 20% ) bieg w tempie nie szybszym niż maratońskie. Wiem, że jesteś zwolennikiem stosowania dużej ilości zakładek.  Konkretnie - w jakim okresie?


. Kocham zakładki i to we wszelkiej postaci, rower/bieg, pływanie/bieg, rower/pływanie, a nawet pływanie/bieg/pływanie (to oczywiście tylko latem). A w tym okresie tyko raz w tygodniu, we wtorek mam dzień zakładkowy.


.. Twoim priorytetem w 2015 roku jest Kona.  Ile kilometrów w lutym zamierzasz przepłynąć, czy będą realizowane jakieś mocne akcenty?


. Na moje szczęście, dwa miesiące temu, dosłownie 100m od mojej pracy otwarto nowy fitness club z pięknym basenem otwartym od 5 rano do 23, więc grzechem byłoby nie korzystać. Jak wspomniałem pływam od dziesięciu lat w klubie Masters, 2-3 razy w tygodniu, więc siłą rzeczy muszę realizować zadania zadane przez trenera i czasem tych mocnych akcentów jest sporo. Obecnie pływam około 12 km /tyg i mam nadzieję, że podobnie będzie w lutym.


.. Ile godzin tygodnowo  poświęcisz na trening w marcu? Mam na myśli najcięższy tydzień mikrocyklu.


. Nie więcej niż 14 godzin.

 

 

kozlowski cichecki6


.. Tak dla zobrazowania, mógłbyś przedstawić, a w zasadzie uzupełnić, jak wygląda Twój tydzień treningowy?


. Tak, właściwie na to pytanie już odpowiedziałem powyżej . Mogę jedynie dodać jeszcze te brakujące dni: poniedziałek - regeneracja (lekkie pływanie), sobota - długi rower, niedziela - pływanie w klubie (rano), długie wybieganie po południu.


.. Mam jeszcze prośbę o dosłownie kilka słów o odżywianiu. Coś szczególnego? Jakaś suplementacja?


. Ryby, biały ser, wołowina (rzadko), warzywa, otręby owsiane, siemię lniane, nasiona Chia. A suplementacja? Owszem: miód, czosnek, żeń-szeń, kurkuma i herbatki z głogu.


.. Już prawie na koniec, tak trochę refleksyjnie…. o przemijaniu następnych sezonów i patrzeniu w przyszłość. Ile sezonów Andrzej Kozłowski chciałby jeszcze stawać w szranki? I czy ma jeszcze jakiś konkretny cel, który zamierza zrealizować?


. Arku! Ja to pytanie zadałem sam sobie dobrych kilka lat temu. Chyba tak jakoś po tej życiówce (10:33) w IM Wisconsin w 2008. Wymyśliłem, że pierwszy IM, w którym nie złamię 12h będzie oznaczał, moja "emeryturę". Jest 2010 rok, koniec sierpnia, starujemy z kolegą w IM Louisville, Kentucky. Przyjechaliśmy z chłodnego Toronto do miejsca, gdzie jest +35 stopni, na dwa dni przed zawodami. Woda +29 stopni, jakieś ostatnie 60 km roweru to był dosłownie ruch jednostajnie opóźniony. Po 5 km biegu miałem wszystkiego dosyć, doszedłem do wniosku, że kontynuowanie tego będzie tylko i wyłącznie moją głupotą, rok wcześniej ukończyłem Hawaje, nie muszę niczego udowadniać. Oczywiście zejście z trasy nie było opcją braną przeze mnie pod uwagę (nigdy tego nie zrobiłem), więc przeszedłem do marszu i tak ze współtowarzyszem niedoli, prawnikiem z Kaliforni, spacerowaliśmy sobie do mety, miło gawędząc przy dźwiękach karetek zbierających zawodników z trasy biegu. Około 400 osób nie ukończyło zawodów. Czas mojego maratonu to 4:53! Czas łączny -12:10 !!! I co teraz? Być uczciwym wobec siebie i zawiesić rower i gogle na kołku? Nie! Jeszcze nie teraz!

 

                  kozlowski cichecki3  kozlowski cichecki4


.. Te 12h 10min w IM z pewnością niejeden o wiele młodszy zawodnik wziąłby w ciemno i to w normalnych warunkach! Dzięki wielkie Andrzeju!  Miejmy nadzieję, że kolejny ogarek wiedzy rozbłysnął w królestwie TriMordoru. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć udanych Mistrzostw Świata! Nie chcę zapeszać, ale po cichu liczę na  ,,pudło”.

 

P.S .
A w  Suszu, moim zdaniem nie powinieneś się przemęczać…  startuj zupełnie lajtowo! 

Opublikowane w Wywiady

Już jutro wielkie święto triathlonu - Mistrzostwa Świata Ironman Kaliua-Kona 2013. Punktualnie o 6.30 rano lokalnego czasu wystartują profesjonalni triathloniści do rywalizacji o miano najwytrwalszego człowieka globu. Start odbędzie się tradycyjnie z wody po armatnim wystrzale. Pływanie odbywa się na jednej pętli, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Średnia temperatura wody w październiku to 26 stopni Celsjusza. Tym samym zakazane jest pływanie w piankach, jednak wielu zawodników na strój zakłada tak zwany swim skin. Rekordzistami na trasie dokładnie 3860 metrów są Lars Jorgensen ze Stanów Zjednoczonych, który w 1998 roku pokonał ten dystans w 46:41. Wśród kobiet najlepszą pływaczką jest Jodi Jackson również z USA, która w 1999r. popłynęła 48:43.

 

 

Trasa rowerowa poprowadzona jest wzdłuż wybrzeża Hawajów. Trasa jest niezwykle wymagająca, zwłaszcza przez legendarne wiatry i gorąc panujący na wyspie. Wiatr zwykle osiąga prędkości 16-20 km/h. Pod wieczór zaczyna się wzmagać i w ekstramalnych warunkach może osiągać prędkość nawet do 96km/h. Temperatura na trasie waha się pomiędzy 26 do 32 stopni. Na niektórych odcinkach trasy, w związku z efektem odbicia promieni słonecznych od lawy i asfaltu może sięgać nawet 38 stopni. 180,2 kilometry najszybciej pokonał w 2006 roku Normann Stadler (GER) w czasie 4:18:23, a wśród kobiet w 2010 roku Karin Thuerig (SWI) w czasie 4:48:22.

 

Zobaczcie jakie przepięknie krajobrazy i magiczny klimat będzie towarzyszył zawodnikom podczas jazdy. Zdjęcia dostaliśmy od naszego stałego czytelnika Andrzeja Kozłowskiego, który startował już na Hawajach, a w tym roku jest tam jako kibic (jutro więcej zdjęć i relacja z Kony tuż przed zawodami!). Andrzej był również na tradycyjnej defiladzie główna ulicą miasta i razem z dwoma polskimi zawodnikami niósł flagę! 

 

 

Ostatni etap rywalizacji to bieg na dystansie maratońskim. Trasa również prowadzi wzdłuż linii brzegowej wyspy. Profil trasy na początku jest dosyć płaski i łagodny. W jednej trzeciej drogi zaczynają się wzniesienia, na których rozstrzygnie się kto jest człowiekiem z żelaza. Rekordy trasy należą do Marka Allena (USA) z 1989r. - 2:40:04 i do Mirindy Carfrae (AUS) z 2011r. - 2:52:09.

 

Rekordzistami całej trasy są już wszystkim dobrze znani Craig Alexander (AUS) z 2011 roku - 8:03:56 oraz Chrissie Wellington (GBR) z 2009 roku - 8:54:02.

 

cheriegruenfeld

W poprzednim artykule pisaliśmy o profesjonalnych zawodnikach, którzy wystartują podczas IM Hawaje. Chcielibyśmy zwrócić jeszcze uwagę na grupy wiekowe. Wyniki, jakie osiągają zwycięzcy poszczególnych grup są godne podziwu!

 

 

 www.triathlete.com / Cherie Gruenfeld

 

Grupa wiekowa Imię i nazwisko Pływanie Rower Bieg Wynik Numer startowy
18-24 Matt Burton (AUS) 1:00:40 4:52:23 3:03:43 09:01:27
Allison Linnell (USA) 1:03:18 5:41:03 3:27:55 10:16:31 2164
25-29 Marcio Neves (PRT) 1:01:04 4:57:32 3:04:50 09:08:43
Danielle Kehoe (USA) 1:07:30 5:11:26 3:27:33 09:51:07 2091
30-34 Mathias Dietze (GER) 0:59:12 4:53:53 3:10:32 09:09:02 1744
Stefanie Adam (BEL) 1:03:36 5:00:42 3:42:38 09:53:50 1665(35-39)
35-39 Sam Gyde (BEL) 1:12:02 4:43:46 3:04:54 09:06:09 1453
Hilary Wicks (NZL) 1:02:41 5:16:06 3:25:15 09:50:03
40-44 Christian Muller (GER) 1:04:00 4:43:42 3:00:51 08:54:17
Amy McGrath (USA) 1:07:28 5:31:16 3:28:31 10:13:42
45-49 Preben Jacobsen (DNK) 1:01:19 5:01:51 3:07:37 09:17:22 840
Gabriela Harnischfeger (GER) 1:12:13 5:27:11 3:52:18 10:37:36 943
50-54 Wolfgang Schmatz (GER) 1:05:45 5:10:19 3:10:05 09:31:50 561
June Ward (AUS) 1:13:05 5:53:40 3:44:07 10:58:40 663
55-59 Pedro Oviedo-Montoya (ESP) 1:11:25 5:19:41 3:25:58 10:05:48 437
Laura Sophiea (USA) 1:11:06 5:47:34 4:02:13 11:09:30 447
60-64 Rick Simpson (USA) 1:07:50 5:42:36 3:59:17 10:55:16 274
Judith Laney (USA) 1:11:09 6:42:51 4:24:28 12:27:51
65-69 Mink Zeilstra (NLD) 1:13:48 6:01:16 4:35:37 12:01:09
Cherie Gruenfeld (USA) 1:25:05 6:54:14 5:07:53 13:35:14 237
70-74 Milos Kostic (CAN) 1:50:33 6:13:19 3:56:33 12:15:41 181
Beatrice Burns (USA) 1:58:28 7:30:38 5:42:37 15:28:11
75-79 Georg Von Schrander (GER) 1:40:35 7:13:43 5:18:45 14:30:56
Harriet Anderson (USA) 2:10:18 7:37:50 6:49:36 16:59:19 172
80+ Hiromu Inadad (JPN) 1:49:34 7:42:08 5:41:52 15:38:25 161
brak

 

Trzymamy kciuki za wszystkich zawodników. Ciekawe kto okaże się najlepszy w tym roku?

 

Na koniec mamy jeszcze dla Was kilka zdjęć z Expo, jakie przesłał do nas Andrzej Kozłowski. Sprzęt najwyższej jakości - takie rowery można zobaczyć na trasie zawodów niemal na każdym kroku...w końcu to walka o Mistrzostwo Świata! 

 

 

A jutro zaprosimy Was na wspólne oglądanie zawodów, tradycyjny już czat, dyskusję i przewidywania wyników!

Opublikowane w Wydarzenia

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test