brett sutton
Home Aktualności Wywiady Artykuły w etykiet: ironman barcelona

Od redakcji. Łukasz Grass:
"Piątek popołudnie. Po całym dniu pracy, zmęczony, odbieram telefon. Dzwoni Adrian.
- Cześć Łukasz. Słuchaj, mam wywiad na Akademię… już prawie gotowy, podeślę zaraz do zredagowania, ale jest jeden mały problem… - słyszę, że Adrian nie jest do końca zadowolony.
- A co z nim nie tak? - dopytuję.
- No, jest chyba lekko kontrowersyjny… - słyszę.
- I bardzo dobrze - przerywam.
- Wiesz, ale chyba nie do końca o taką kontrowersję ci chodzi. Ja sam nie bardzo wierzę w to, co usłyszałem. Jest dziewczyna, Ania Lechowicz, trzydzieści parę lat, matka trójki dzieci, na co dzień pracuje jako weterynarz, operacja krów i tym podobne rzeczy, no i dwa lata temu zaczęła uprawiać triathlon - Adrian wylicza, ale ja już nie wytrzymałem.
- Adrian, ku…, no i co w tym kontrowersyjnego?! - pytam.
- Ona zrobiła tydzień temu pierwszego w życiu Ironmana, w Barcelonie, i miała 9h 21 minut.
- O ku… - tutaj zrozumiałem już, o czym mowa.
- Draftowała czy trasę pomyliła? - pytam wprost, a przez głowę przelatuje mi jak błyskawica 6 lat moich treningów i wynik życiowy na IM z Kopenhagi 10h.
- Nie, ona wykręciła jakieś kosmiczne waty na rowerze. A potem świetnie pobiegła - odpowiada Adrian.

- Szybko zakończyłem rozmowę i dzwonię do Filipa Szołowskiego z Labosport, gdzie trenuje Ania.
- Grzegórzek ją trenuje - słyszę na przywitanie.
- Ty, a co tam się działo w tej Barcelonie?
- Wykręciła prawie 3,3 Wata na kilogram masy ciała. Naprawdę jest mocna.
- A drafting? Sorry, przeproś Anię ode mnie, jeśli z góry zakładam, że złamała przepisy, ale wiesz… zero sportu, dwa lata treningu i operacja kolana… to pytanie musiało paść. Widziałeś niektóre komentarze w sieci? Wolę przekuć balon hejtu i niedowierzania.
- Wiem, ale wykresy mocy mówią same za siebie, bieg również. Czekamy wszyscy na Mistrzostwa Świata w RPA i Konę - odpowiada Filip.
- Przez chwilę jeszcze myślałem, jak to możliwe, żeby ktoś, kto nigdy nie uprawiał sportu, po dwóch latach treningu (a w tym czasie również operacji kolana), osiągnął taki wynik. Ale zaraz przyszła mi do głowy historia Jurka Górskiego, który po 14 latach uzależnienia od narkotyków, alkoholu i papierosów biegnie maraton po pierwszym roku leczenia i osiąga wynik: 3h 56 minut. Zadzwoniłem do Adriana, poprosiłem, aby dopytał jeszcze Anię o kilka szczegółów.
Aniu, Twoja historia z ostatnich dwóch lat jest mega motywująca. Trzymamy kciuki za RPA i Konę! Gratulacje!

Łukasz Grass

Redaktor Naczelny Akademii Triathlonu


Adrian Kapusta: Spodziewałaś się takiego wyniku biorąc pod uwagę, że to był Twój debiut na Ironmanie?

Anna Lechowicz: Trenuję dopiero od dwóch lat. (red. od 30 roku życia), więc wszystko praktycznie jest moim debiutem. Wcześniej nie miałam żadnego kontaktu ze sportem. Prawdę mówiąc, jedynie w szkole podstawowej biegałam na zajęciach WF i miałam sprecyzowane plany na przyszłość - wiedziałam, że będę studiować weterynarię. W liceum wybrałam profil biologiczno-chemiczny. Skupiłam się na nauce. W wieku 18 lat urodziłam pierwszą córkę. Wtedy już w ogóle nie było mowy o sporcie. Mój ruch ograniczał się do spacerów i tym podobnych aktywności.

 

Anna Lechowicz z psami.jpg


W takim razie skąd wziął się pomysł na uprawianie triathlonu?

To była spontaniczna historia. W marcu 2015 roku moja znajoma zaprosiła nas na trzydzieste urodziny. Ja byłam miesiąc po porodzie, po trzecim dziecku. Ale co tam - pomyślałam - pojechaliśmy. Siedzieliśmy przy stoliku, przy którym siedział również mój znajomy, który właśnie zaczął uprawiać triathlon. Jeszcze 2 lata temu nie wiedziałam, co to za dyscyplina sportu. Michał wytłumaczył mi, o co chodzi. Pomyślałam sobie, że to świetna sprawa, ale jest jeden problem - nie umiem pływać. To znaczy potrafiłam się unosić na wodzie i płynąć żabką z głową nad wodą. Po tym spotkaniu minął jeszcze miesiąc, ale coraz bardziej dojrzewała w mojej głowie myśl o wystartowaniu w tych zawodach. W maju zaczęłam biegać z wózkiem dziecięcym. Mówiąc kolokwialnie, pakowałam je do wózka i ruszałam na swoje pierwsze treningi. Na początku biegałam po 200-300 metrów. W czerwcu zwróciłam się do Michała, z prośbą o pomoc, co mam robić, żeby “zrobić ten triathlon”. Michał zaproponował, że będzie rozpisywał mi treningi. Dostawałam proste zadania na basen czy na bieganie. Teraz, przypominając sobie te treningi śmiejemy się, że jeszcze dwa lata temu w czerwcu dostawałam zadania typu: 10 razy 2 minuty biegu. Kiedy dostałam pierwszy trening 2 x 15 minut biegu z przerwą 1 minuta, byłam w szoku! Sądziłam, że nie nie jestem jeszcze na to gotowa, że to chyba jest niemożliwe. Po takim treningu i tak byłam już ogromnie zmęczona. Zaczynałam od kompletnego zera. Nawet mój zegarek nie miał nic wspólnego ze sportem, pokazywał mi jedynie czas, ile minut spędzam na treningu. W związku z tym, że jestem w gorącej wodzie kąpana, postanowiłam wystartować w pierwszym triathlonie Volvo Triathlon Series w Mrągowie na dystansie ⅛ Ironmana (red. czas 01:31:38, pływanie 14:58, rower 44:26, bieg 27:41). Michał mówił mi, że nie dam rady, że to jeszcze za wcześnie. Ale postanowiłam, że spróbuję. Po dwóch miesiącach przygotowań wystartowałam bez pianki. Woda była taka lodowata, myślałam, że się utopię. Po tym starcie byłam tak wykończona, że nie wyobrażałam sobie, jak ludzie mogą pokonać Ironmana. Na tych zawodach spotkałam wspólnego znajomego, który zaproponował mi żebyśmy pobiegli półmaraton. Przestraszyłam się. Powiedziałam: “Kamil, ja nie dam rady przebiec żadnego półmaratonu.” Ale Kamil zapewniał, żebym się nie martwiła, i że on przygotuje mnie do tych zawodów w cztery tygodnie. Wystartowałam w Gdańsku w swoim pierwszym półmaratonie (red. czas 01:42:13). Tam też zaczęło się trenowanie z prawdziwego zdarzenia. Spotkałam mojego trenera od triathlonu Piotra Grzegórzka z Labosport i od listopada 2015 roku zaczęliśmy trenować.

Porozmawiajmy o Twoich treningach. W bardzo krótkim czasie zdołałaś wejść na dużą objętość treningową. Ogólnie rzecz biorąc wraz z tak szybkim postępem rośnie proporcjonalnie ryzyko kontuzji. Jak sytuacja wygląda w Twoim przypadku?

Jestem po dwóch operacjach kolan. Po miesiącu treningów z moim nowym trenerem poszłam pod skalpel. Miałam guza w kolanie przez kilka lat. Okazało się, że to sprawa z przeszłości. Rozrósł się do tego stopnia, że uciskał na łąkotkę. Od czasu do czasu doskwierało mi to. Piotr doradził mi, żebym jak najszybciej poszła na rezonans. Lekarze zalecili operację. Termin przypadł na 20 grudnia 2015. Po trzech tygodniach od operacji nie mogłam jeszcze biegać, ale mogłam już pływać. Szczęście w nieszczęściu, dzięki tej operacji zawdzięczam mój progres pływacki. Nauczyłam się sama pływać. Kupiłam książkę “Pływanie droga do mistrzostwa” i oglądałam filmy na YouTube. Czasami siadałam sobie na basenie i podpatrywałam jak inni pływają, a także trenowałam na sucho przed lustrem. Jednak trzeba to wyraźnie powiedzieć, że nie jestem dobrym pływakiem. Ta dyscyplina to moja pięta Achillesowa. W tej konkurencji plasuję się mniej więcej w połowie stawki.

Nigdy nie korzystałaś z lekcji u instruktora pływania? Nie chodziłaś do żadnej grupy pływackiej?

Nie, absolutnie. Z nikim nie współpracowałam. Nie miałam też nawet na to czasu.

Zawzięta jesteś. Przejdźmy w takim razie do sezonu 2016.

W 2016 roku miałam tylko dwa starty. Garmin Iron Triathlon Stężyca na dystansie ¼ IM (red. 02:33:15) i Castle Triathlon Malbork na dystansie ½ IM (red. 04:59:59). Spowodowane było to operacją kolana. Co wyeliminowało mnie całkowicie z biegania. Zaczęłam biegać od połowy maja 2016. Wtedy też byłam na pierwszym swoim obozie treningowym w Kozienicach. Tam po raz pierwszy mój trener pokazywał mi jak się pływa. Poza tym, Piotr ciągle mi powtarzał, że nie może mnie przygotować na więcej startów, kiedy ja nic nie biegałam. Ta Stężyca okazała się dla mnie szczęśliwa, bo zajęłam tam trzecie miejsce w open. Tam Filip Szołowski powiedział mi: “Dobrze Ci poszło, przyjeżdżaj do Malborka na połówkę”. Podłapałam szybko temat i przedstawiłam ten pomysł trenerowi. Początkowo myślał chyba, że żartuje i mówił mi, że tam jest 21 kilometrów do przebiegnięcia, a ja nic nie biegałam. Postanowiliśmy, że zacznę się przygotowywać, a jak się nie uda, to odpuszczę ten start. Tak się stało, że Piotr przygotował mnie do tej połówki w ciągu dwóch miesięcy. Zajęłam tam 4 miejsce open wśród kobiet, przegrywając pudło zaledwie o 2 minuty i łamiąc 5 godzin.

 

Anna Lechowicz Ruegen.jpg



To jest niesamowite. Co na to trener?

Rozmawialiśmy oczywiście po zawodach, że progres jest ogromny pomimo, że nie biegałam. Urodziła się w naszych głowach myśl, żeby w przyszłym roku powalczyć o slota na mistrzostwa świata Ironman 70.3.

Udało się. Masz kwalifikację na Ironman 70.3 w RPA i Ironman Kona. Nieźle jak na drugi rok startów w triathlonie. Udało Ci się to, o czym marzy większość triathlonistów. Przez wiele lat treningów i wyrzeczeń nie są w stanie tego osiągnąć. Jak Ty to robisz? Gdzie tu jest jakiś haczyk?

Główny cel na ten sezon to było zdobycie slota na IM 70.3. Ironman w Barcelonie był zaplanowany jako start na “zobaczenie, jak to będzie”. Piotr powiedział: “No dobra, jak tak bardzo chcesz, to możesz sobie spróbować, ale ja nie zdążę Cię do tego odpowiednio przygotować.” Więc byłam szykowana na ten sezon wyłącznie pod połówkę. Po IM 70.3 Gdynia (red. 04:39:56) miałam dwa tygodnie roztrenowania. Czułam, że tego potrzebuję. Teraz, jak patrzę na to z perspektywy czasu, ta przerwa bardzo mi się przydała, dzięki temu wskoczyłam na drugą falę formy na Ironman 70.3 Ruegen (red. 04:38:44). Oprócz tego, że w Rugii wygrałam jako najlepsza amatorka, to dodatkowo uzyskałam najszybszy czas odcinka rowerowego. To był etap specjalny zasponsorowany przez Mercedesa. Byłam ogromnie zaskoczona. Sama nie wiem, skąd się bierze siła w moich nogach. To jest tak, że zaczynam pedałować i skupiam się maksymalnie na trzymaniu watów, nic innego nie dociera wtedy do mnie. Nawet czas nie gra roli.

 

ANna Lechowicz slot w ręce.jpg



Niesamowite. Powiedz jak wygląda Twój dzień treningowy.

Trzeba sobie uświadomić, że ja jestem normalnie pracującą kobietą. Codziennie wstajemy o 6 rano i jemy śniadanie całą rodziną. O 7 jadą dzieci do przedszkola, a my z mężem zaczynamy pracę. Do około godziny 11 ogarniam się z pracą. Ja więcej pracuję z dużym zwierzętami takimi jak krowy czy świnie. Ale też pomagam operować mojemu mężowi. Kończę swoją pracę i praktycznie z biegu lecę na trening, tak aby wrócić na godzinę 15 kiedy zaczynają się przyjęcia „pacjentów”. Zajmuje mi to około 1,5 godziny. Odbieram dzieci i jedziemy do domu. Tam gotuje obiady, sprzątam, prasuję, wszystko to, co dotyczy, nazwijmy to umownie - części kobiecej. Wieczorem, kiedy dzieci już pójdą spać, idę na trening. To wszystko nie udałoby mi się, gdyby nie wsparcie męża i 14-letniej córki. Muszę się przyznać, że czasami po godzinie roweru wracam do domu i dzwonię do trenera, że nie mam siły. Nie jestem w stanie zrobić treningu. Piotr zawsze powtarza, żebym się nie przejmowała tylko idziemy dalej. A zdarzało mi się kiedyś odrabiać po cichu zaległe treningi. Trener wybił mi to z głowy i już tego nie robię. Idę dalej i o tym już nie myślę.

Ćwiczysz pływanie w wodach otwartych?

Tak, pływam praktycznie od czerwca do września tylko open water. Bo na basen mam 25 kilometrów, a do jeziora zaledwie 5. Basen ten nie ma torów, jedynie nieckę rekreacyjną. Ludzie nie rozumieją, że ktoś chce popływać na czas.

Nie boisz się sama pływać na dużym akwenie?

Nie. Mam bojkę. Czasami pływam do godziny 22, więc wychodzę z wody jak już jest naprawdę ciemno.

Inne treningi też tak późno wykonujesz?

Idę czasami pobiegać o 22 na oświetloną bieżnię. Wtedy zdarza się, że o 24 dopiero kończę robić interwały.

Co na Twój mąż?

Teraz mój mąż już wie, że na zawodach robię wynik. Na początku myślał, że to tylko takie hobby, przygoda i… nie powiem, że przychylnie patrzył na to wszystko. Ale poukładaliśmy te klocki tak, że teraz już jest wszystko w porządku.

Co wolisz trenażer czy szosę?

Staram się wybierać jazdę na zewnątrz. Ten sprzęt hałasuje w całym domu do późnych godzin nocnych. Trenażer pozostaje na trudne warunki pogodowe.

 

Anna Lechowicz plaża.jpg



Żeby osiągać takie wyniki jak Ty, większość zawodników poświęca niemal całe swoje życie. Robią to od wielu lat. Z każdym sezonem zdobywają doświadczenie i poprawiają systematycznie swoje osiągi. Twój przypadek jest naprawdę wyjątkowy.

Mój trener Piotr mówi, że boi się mnie trenować, bo nie jest w stanie przewidzieć, jak szybko robię postępy. Piotr prosi mnie informacje zwrotne po treningach, a ja najzwyczajniej w świecie nie mam na to czasu. Zdaję sobie sprawę, jakie mamy założenie i wiem, że to musi boleć. Im więcej cierpię na treningu tym lepiej mi pójdzie na zawodach. Nie dyskutuję na temat planów bo się kompletnie na tym nie znam. Robiłam dwa testy kolarskie w odstępie trzech miesięcy. W przeciągu tego czasu poprawiłam się o 40 watów. Mi się wydaje, że to wszystko jest w głowie. Jeżeli Piotr mi napisze, że mam utrzymać konkretne waty, to ja je utrzymam za wszelką ceną ,choćbym miała gryźć kierownicę z bólu ud. Nie ważne jak będę zmęczona, jak mam zrobić interwały, zrobię je wszystkie nawet jak na końcu będę ciągnęła językiem po ziemi. Tydzień po Ironman 70.3 Gdynia pobiegłam w zawodach na 10 km. Miał to być bieg taki dla zabawy. Zrobiłam tam życiówkę 38 minut i 11 sekund. Miałam pobiec na luzie, a noga jakoś tak podała.

Jakie było założenie Twojego trenera na Ironman Barcelonę?

Maksymalnie na 9 godzin i 45 minut. Wynik, który uzyskałam 9:21:19 to dla mnie szok. Jak poszłam na rower w czwartek przed startem to mnie aż nosiło. Nie miałam stresu ani zmęczenia. Załapałam świeżość.

Taki wynik 9:21:19 dla większości amatorek pozostaje raczej w strefie marzeń. Czy Ty przypadkiem nie skróciłaś trasy?


No pewnie, że pojechałam na skróty! Tego dnia musiałam uciekać, pedałowałam tak szybko, żeby mnie nie złapali.

 

Jak to było z draftingiem?


Grupy były. Tylko te grupy walczyły o przeżycie i zwalniały całe zawody. Na przykład na podjazdach, kiedy mi wychodziło 500 watów to musiałam hamować przed grupą. Nie miałam jak ich wyprzedzać. To była katastrofa. Ciągle krzyczałam “lewa wolna”. W tych grupach chyba zabrakło liderów (red. śmiech). Jeśli ktoś chciał pojechać mocny rower na tych zawodach, te grupy najzwyczajniej w świecie im przeszkadzały. Nazwałabym to: “Peletony w Barcelonie walczące o przeżycie”. To nie była czołówka walcząca o podium. Oni modlili się, żeby ukończyć trasę. Wszyscy po zawodach mówili, jaki ciężki rower. Ale według mnie to był lajcik. Momentami brakowało mi przełożenia i nie mogłam jechać mocniej. Ale mogę nie być wiarygodna, bo pamiętaj, że jechałam na skróty (red. śmiech).

Nie miałaś kryzysów na trasie?

Na Ironmanie zrobiłam swój pierwszy maraton w życiu. Wszyscy znajomi mówili mi, że ironman zaczyna się po 25 kilometrze biegu. Miałam cierpieć, jakaś ściana. Nic z tych rzeczy. Miałam biec dwa okrążenia swoim tempem 4:50 min/km i przyspieszyć na trzecim. W efekcie pobiegłam trochę szybciej te dwie pętle niż Piotr mi kazał. Na liczniku już 30 kilometr, nic mnie nie boli, chyba przyspieszę. Ciągle miałam w głowie, że zaraz coś wydarzy i będzie katastrofa. Na 40 kilometrze ktoś mi krzyknął: “Masz 30 sekund straty, przyspiesz!” No i przyspieszyłam jeszcze bardziej. Ostatnie dwa kilometry przebiegłam na 4:15 min/km. Pobiegłam to z dużym zapasem. Gdybym się tak nie bała tego maratonu, to bym pobiegła to znacznie szybciej.

Oprócz startów w przyszłorocznych mistrzostwach świata IM 70.3 i Ironman Kona czy ma jeszcze inne plany?

Chciałabym bardzo wystartować w Suszu. Bardzo fajne zawody i mocno obstawione. Chciałabym się zmierzyć z zawodniczkami z Elity przed mistrzostwami świata. Będę miała porównanie jaki zrobiłam postęp do poprzedniego sezonu. W tym roku tam zrobiłam życiówkę 04:34:14 pomimo, że pojechałam bardzo słabo rower. Takie miałam założenie, aby pojechać rower słabiej i mocno pobiec. Chciałabym też wystartować w Hamburgu, ale może to już być trochę za dużo.

 

Chciałabyś przejść na kategorię PRO?

Nie. Startuję jako amator.

Stosujesz jakąś dietę?

Tak. W moim małym teamie oprócz trenera mam także dietetyczkę Martę Naczyk, która prowadzi mnie w optymalny dla mnie sposób. Ludzie nie doceniają diety, a ja uważam, że to jest 50% moich wyników. Ludzie uprawiający sport stosują dietę żeby schudnąć, a nie żeby poprawiać swoje wyniki. Nie stosuję żadnych suplementów, witamin, odżywek, białka, ani nawet magnezu. Wszystkie składniki dostarczam z pożywienia. Bardzo dobrze się z tym czuję i wydaje mi się, że to właśnie klucz do mojego sukcesu.

 

Poniżej zrzut ekranu z pomiaru mocy Ani z Ironman Barcelona. Przy wadze 58 kilogramów 191 watów daje 3,29 watt/kg.

 

Anna Lechowicz pomiar mocy 0.jpg


 

Anna Lechowicz pomiar mocy 1.jpg


Opublikowane w Wywiady
środa, 04 października 2017 18:25

Padł rekord frekwencji Polaków na IM Barcelona

Zaledwie tydzień temu pisałem o najliczniejszej frekwencji Polaków podczas Ironman Italy gdzie zawody ukończyło 61 triathlonistów. Jednak ten wynik odszedł w cień po Ironman Barcelona. Tego jeszcze nie było, aż 104 triathlonistów z Polski przekroczyło linię mety w tym trzech zawodników PRO. Mała ilość kobiet, bo zaledwie dziewięć, w stosunku do całej grupy, nadrobiła znacząco wynikami. Cztery z nich znalazły się w TOP 15 klasyfikacji generalnej.

 

Zacznijmy od zawodowców. Ewa Bugdoł zajęła 6 miejsce zgarniając za nie $1.000. Ewa osiągnęła najlepszy czas w historii polskiego ironmana 9:15:57. Ten wynik ma jeszcze spory zapas jeżeli weźmiemy pod uwagę, że triathlonistka jechała 40 km na flaku. Olga Kowalska zajęła 10 miejsce z czasem 9:38:20. Natomiast jedyny mężczyzna w kategorii PRO Filip Przymusiński ukończył zawody na 25 miejscu. Filip złamał barierę 9 godzin o 7 sekund.

 

Barcelona IM Ewa Bugdoł.jpg

Fot. FB Ewa Bugdol Blog

 

Komentarz Ewy Bugdoł:
“Jak to mawia mój trener Grzegorz Zgliczynski - Coach na zawodach oprócz formy sportowej potrzebne jest też szczęście. Niestety mi tego szczęścia zabrakło. Pływanie poszło całkiem przyzwoicie,wyszłam w pierwszej grupie. Na rowerze po 90 km zaczęło schodzić mi powietrze z przedniego koła. Przejechałam na flaku około 40 km, żeby dojechać do serwisu, który znajdował się na trasie zawodów. Niestety straciłam sporo czasu i energii. Wiedziałam, że nie mogę się poddawać i muszę do końca walczyć, bo to jest przecież dystans Ironman i wszystko może się zdarzyć. Na biegu udało się nadrobić 4 pozycje, na więcej niestety nie starczyło już sił. Ostatecznie ukończyłam zawody na szóstym miejscu w kategorii PRO z czasem 9:15:57. Dziękuję wszystkim polskim kibicom za gorący doping na trasie Julita Sikora Gucwa Velo Trainer i wiele innych osób. Ogromne podziękowania dla moich sponsorów i partnerów RAFAKO S.A. Odlewnia Żeliwa "WULKAN" S.A Centrum Medyczne Silesia Clinic Fuji Bikes TriSolution”
FB Ewa Bugdol Blog

Miejscami na podium w kategorii Age Group K30-34 mogą pochwalić się Anna Lechowicz i Ewelina Pisarek, które zajęły kolejno 1 i 3 miejsce. Dla Anny wygrana kategorii wiekowej oznaczała otrzymanie slota na Hawaje. Sukces jest o tyle większy, że Anna uplasowała się na 7 miejscu w klasyfikacji generalnej kobiet i pokonała trasę o 4 min. 24 sek. wolniej od Ewy Bugdoł. Należy pamiętać, że start zawodników PRO i Age Group jest rozdzielony i może mieć inny przebieg. Z kolei Ewelina Pisarek ukończyła rywalizację na 9 miejscu kobiet open. Wśród amatorów z najlepszym czasem zawody ukończył Bartłomiej Buczek 09:07:52, Bartłomiej zajął 9 miejsce w swojej kategorii wiekowej M40-44.

 

Już niebawem wywiad z Anią Lechowicz na Akademii Triathlonu.

 

Barcelona IM Anna Lechowicz slot.jpg

Fot. FB Ania Lechowicz

 

Komentarz Labosport:
“BRAWO DZIEWCZYNY! Jest pierwsze i trzecie miejsce Age Group podczas IRONMAN Barcelona! Jest 7 i 9 miejsce open! Jest slot na Hawaje! Jest drugi i trzeci wyniki wszech czasów wśród kobiet w polskim triathlonie! Jest najlepszy polski debiut na dystansie IM! GOGOGO #labosportteam.
Ania Lechowicz i Ewelina Pisarek dziękujemy za emocje na trasie! Trenerzy Piotr Grzegórzek i Marcin Florek szacun!”
FB Labosport

 

Barcelona IM Labo fb.jpg

Fot. FB Labosport


Wyniki mężczyzn PRO
1. Antony Costes FRA 7:49:19
2. Mike Phillips NZL 7:52:50
3. Viktor Zyemtsev UKR 7:58:03

 

25. Filip Przymusiński POL 08:59:53

 

Wyniki kobiet PRO
1. Yvonne van Vlerken NED 8:46:18
2. Lisa Hütthaler AUT 8:51:21
3. Daniela Sämmler GER 8:55:11

 

6. Ewa Bugdol POL 9:15:57


10. Olga Kowalska POL 9:38:20

 

Wyniki mężczyzn Age Group

M18-24
14. Damian Tomaszewicz 10:16:41

 

M25-29
33. Tomasz Świderski 10:24:23
92. Radosław Tosnowiec 12:15:07

 

M30-34
9. Bartłomiej Buczek 09:07:52
15. Michał Nawracaj 09:17:18
65. Piotr Meller 10:11:57
82. Dariusz Rzepecki 10:23:57
90. Łukasz Szwed 10:31:55
98. Marcin Żyła 10:37:31
109. Artur Kaczorowski 10:44:21
116. Jan Jaroć 10:50:53
117. Sebastian Bigaj 10:50:58
128. Mariusz Kozak 10:58:16
175. Piotr Kos 11:43:59
179. Filip Dykszak 11:46:07
188. Tomasz Famuła 11:52:32
222. Tomasz Chmielewski 12:35:42
243. Adam Nowak 13:06:10
DNF Dawid Stronka

 

M35-39
10. Marcin Lipowski 09:08:13
21. Mariusz Klatka 09:35:42
52. Przemysław Szuder 09:53:32
58. Eugeniusz Licznarowski 09:58:52
70. Marcin Cekiera 10:10:07
96. Krzysztof Urban 10:19:36
101. Andrzej Kowal 10:21:51
106. Marcin Nader 10:24:27
120. Janusz Garbera 10:33:23
122. Maciej Nowak 10:34:57
141. Artur Rzepecki 10:44:24
173. Dariusz Maszewski 10:58:28
189. Rafał Ogrodowczyk 11:07:52
190. Tomasz Koman 11:07:53
206. Maciej Radecki 11:16:03
223. Maciej Ostaszewski 11:24:17
256. Tomasz Zając 11:44:18
294. Maciej Kromkowski 12:07:05
296. Kamil Chylak 12:08:46
300. Jacek Chmist 12:11:19
315. Błażej Pietrzak 12:21:39
323. Marcin Mytar 12:28:06
386. Sebastian Różewicz 14:11:16
DNF Sebastian Woliński

 

M40-44
16. Artur Czerwiec 09:19:53
40. Bernard Krawczyk 09:49:11
47. Marcin Kapituła 09:53:00
61. Łukasz Niedzielski 09:58:14
68. Krzysztof Kubasiak 10:04:09
97. Marek Domagała 10:17:53
76. Marek Bąk 10:09:28
141. Krzysztof Wiatrowski 10:35:30
144. Mieszko Kastelnik 10:36:00
148. Tomasz Klimiuk 10:36:45
159. Maciej Ziółko 10:42:08
183. Mikołaj Szcześniak 10:51:09
193. Jarosław Gontarz 10:53:01
208. Grzegorz Kalinowski 11:00:16
214. Marcin Kaźmierczak 11:01:48
225. Piotr Pawlik 11:08:35
230. Bogdan Serwiński 11:11:22
236. Michał Możdżonek 11:14:11
240. Łukasz Biskup 11:15:32
249. Bartosz Miskiewicz 11:17:58
267. Piotr Ogiński 11:25:03
304. Rafał Moryto 11:46:32
338. Tomasz Pietruszka 12:01:36
339. Rafał Chmielewski 12:01:45
347. Andrzej Augustynowicz 12:07:42
356. Alfred Dawiec 12:13:07
446. Tomasz Kurcin 13:44:05
461. Jakub Imosa 14:35:04
DNF Rajmund Nafalski
DNF Paweł Palus

 

M45-49
42. Jakub Lenczowski 10:20:33
89. Przemo Łukasik 10:47:52
95. Krzysztof Czarnota 10:50:00
96. Tomasz Kowalczyk 10:50:54
125. Krzysztof Jagiełka 11:07:02
132. Jacek Stasikowski 11:09:56
139. Robert Sieczkowski 11:13:23
143. Roman Walczyk 11:15:03
163. Mariusz Napierała 11:20:57
192. Irek Kulka 11:35:22
196. Krzysztof Pawlik 11:36:40
214. Janusz Radosław Jagas 11:46:06
233. Radek Dziubała 11:59:18
237. Stanisław Wojda 12:03:14
258. Adam Rykowski 12:14:30
286. Tomek Zyśko 12:33:02
379. Grzegorz Haftarczyk 14:09:05
DNF Paweł Boniecki

 

M50-54
64. Adam Misztal 10:58:07
132. Aleksander Sachanbiński 11:59:14
179. Piotr Nowak 12:39:12
231. Tomasz Kluczyński 14:22:04

 

M55-59
53. Wojciech Wasiak 12:30:55
56. Leszek Kozioł 12:46:41

 

Wyniki kobiet Age Group

 

 

K30-34
1. Anna Lechowicz 9:21:19
3. Ewelina Pisarek 09:25:52
12. Aleksandra Krawczyk 10:50:27
26. Agata Nawracaj 11:54:50
41. Aleksandra Smętkiewicz 13:38:59

 

K35-39
4. Aleksandra Sosnowska 9:49:51
14. Inga Wyroślak 11:29:54
16. Joanna Butler 11:32:52


K40-44
53. Paulina Gocała 14:04:15

 

Link do pełnych wyników: http://ironman-results.r.mikatiming.de/2017/barcelona-im/

Opublikowane w Wydarzenia
wtorek, 04 października 2016 07:51

"Czy warto wystartować w Ironman Barcelona?" - mkon

Na 3 dni przed startem miałem dwa koszmary. Koszmar numer 1 to fale. Pływałem z Radkiem Buszanem treningowo i kołysało nami tak, że czuliśmy się po treningu jakbyśmy mieli chorobę morską. Koszmar numer 2 to drafting. Ostrzeżony przez Professora, ciągle miałem w głowie wyprzedzającą mnie grupę 30 zawodników. Powracało pytanie: co mam w takiej sytuacji zrobić? Przycisnąć 500 watów, wysforować się na pierwsze miejsce i wrócić do swojej założonej mocy? Za chwilę wyprzedzą mnie znowu. Ustąpić? A jeśli pociąg ma 100 metrów? Co w takiej chwili? 

 

Lekko zestresowany stanąłem na linii startu z dwoma celami: zrobić życiówkę i zakwalifikować się na Hawaje. Po nocnych przygodach wiedziałem, że cel nr 1 jest poza zasięgiem. Żeby zrealizować cel nr 2 musiałbym być w pierwszej 5-tce. Jak się skończyło wszyscy wiedzą, więc mniej będzie o tym jak to bolało, a więcej o samych zawodach, bo dostałem dzisiaj rano pytanie, czy polecam tę imprezę na debiut. Pytanie było z kategorii smentorskich, więc nie chciałem odpowiedzieć wprost. Zamiast tego pokazałem jej plusy i minusy.

 

mkon hawaii2017

 

Ale zacznijmy od sprawy najważniejszej. Czy były to zawody uczciwe?

Według mnie dla tych, którzy mieli możliwość (i chcieli) - były, dla tych, którzy możliwości nie mieli i/lub nie chcieli - nie. I mówię to z pełną premedytacją, bynajmniej nikogo nie wskazując. Pierwsze 3 km po mieście w małych uliczkach spowoduje, że utworzą się małe grupki... czy tego chcecie czy nie, tak będzie. Potem albo uciekniesz albo pierwsze 40-50km jedziesz z innymi. Na trasie było bardzo dużo sędziów. Pierwszą część I pętli właściwie byłem eskortowany przez motor z sędzią. Było ciągłe wyprzedzanie, a okrzyki „left”, „left” sypały się gęsto. Czy można było nie draftować? Można. Jak się jechało w czubie. Czy można było nie draftować wychodząc z wody w 60 percentylu zawodników, przy 3000 uczestników? NIE!

 

I nie ma znaczenia, czy jesteś uczciwy czy nie. Inną kwestią jest to, co robiłeś po 30, 40, 50km. Dla mnie asysta sędziego skończyła się na nawrocie pierwszej pętli. 8 panów i jedna pani PRO, których goniłem, bo chciałem się załapać chociaż na te parę metrów po nawrocie jadąc pod wiatr, zaczęła tak współpracować, że miałem do wyboru: jechać swoje albo ich gonić. Ponieważ średnia pokazywała mi po 45km 42km/h zdecydowałem, że nawet jeśli pod wiatr pojadę swoje, to wystarczy. I pojechałem swoje. I tak jechałem do końca. Ale żona mówiła mi, że widziała zawodników, którzy na rondzie nawrotowym czekali na grupy, żeby pojechać w tunelu!

 

mkon hub

 

Co jeszcze można powiedzieć o tych zawodach?

Pływanie w morzu nie jest dla mnie jakoś specjalnie przyjemne. Fale, woda, która powoduje odruch wymiotny. Trasa pływacka (pierwszy nawrót po 300m) powodowała, że był tłok. Słabo zorganizowana była strefa zmian w kontekście wieszaków na worki. Numerki były poprzyklejane co 10 i trzeba było liczyć, gdzie wiszą twoje ciuchy. Powodowało to lekkie zamieszanie i wydłużenie trwania T1 i T2  mimo, że dystanse w strefach były krótkie. Bieganie częściowo po promenadzie, częściowo po ulicach dwóch miasteczek (Calella i Pineda de Mar). W dniu zawodów mieliśmy dużo szczęścia bo niebo było zachmurzone. W dni poprzedzające start zastanawiałem się, czy nie wystartować w kasku szosowym – taki był gorąc. Dokładając do tego codziennie wiejący wiatr, zawody te wcale nie należały do najłatwiejszych. Wielu zawodników (włącznie z piszącym te słowo) lekko „zeszło” na biegu. 

 

Podsumowując: zawody fajne, z potencjałem do bardzo dobrych wyników. Ilość debiutantów świadczyć może o tym, że rozeszła się fama, że to dobra miejscówka. Według mnie nic nie przebije Klagenfurtu, a slota łatwiej złapać w innych lokalizacjac. Czy polecam je na debiut? Jeśli lubisz startować w cieple, przy falującej słonej wodzie z wiatrem i poradzisz sobie z presją draftingu?  TAK, warto. 

Opublikowane w Felietony
poniedziałek, 03 października 2016 15:09

"Droga do 9 godzin w Barcelonie" - Filip Przymusiński

Moja zabawa z długimi dystansami zaczęła się 3 lata temu. Sprint- Olimpijka w konwencji z draftingiem, a pełny dystans to dwa różne światy. Przygoda z tri zaczynała się niemal od początku, a ja stałem na najniższym szczebelku drabiny, czego najlepszym dowodem był mój debiut na Majorce. Umierałem w męczarniach, a wszystko mi się przypomniało, gdy czytałem opis ostatniego startu Maćka Dowbora. Rok później w Barcelonie było już dużo lepiej, trasa łatwiejsza i ja mądrzejszy. Marzyło mi się złamać 9 h, ale króliczek wymknął mi się na biegu. Ciekawym odkryciem było to, że i tak boli i to bardzo, nawet gdy jesteś dobrze przygotowany. Różnica jest tylko taka, że przemieszczasz się szybciej i te katusze trwają wtedy nieco krócej.

 

Decyzja o zakończeniu sezonu 2016 królewskim dystansem zapadała jeszcze w samolocie powrotnym z Barcelony 2015 roku. Zimą przygotowania szły bardzo dobrze, objętość treningowa rósła sobie z każdym miesiącem, sporo było trenażera…  Sprawy skomplikowały się w połowie marca. Zaczęło mnie boleć tu i tam i musiałem zredukować objętości, żeby się całkiem nie posypać. Kolejnym problemem był klub. Ciężko pogodzić swój trening z treningiem młodzieży pod supersprint. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Do klubu dołączyła jako trenerka Kasia Magdziak. Okazała się fantastyczna w pracy z młodzieżą. Żałuje tylko, że nie ściągnęliśmy jej dużo wcześniej. Przebudowany został mocno skład personalny zawodników i tym samym przestaliśmy wydawać środki na tych, którzy czerpali dużo, a wnosili bardzo mało lub nic. Poświecony czas zaowocował. Medale z OOM Macieja Falgobowskiego, Maja Ryczak o włos od medalu w u23 w Suszu. Wszyscy zawodnicy nowego składu punktowali bez wyjątku i dorobek jest dwa razy taki jak przed rokiem.

 

Prowadząc zawodników siłą rzeczy robiłem robotę pod sprint. Skoro byłem z podopiecznymi na Pucharze Polski, to sam też wystartowałem. Swoisty powrót do źródeł. Widziałem, że świata już tutaj nie zwojuje, ale zabawa była przednia. Czasem treningowo też trzeba zrobić kilka kroków wstecz, by powrócić na właściwe tory. Trzepanie kilometrów nieco mnie zmuliło, a sprinty były forma pracy nad poprawą szybkości, z której z dawnych czasów nie zostało prawie nic. Właściwe przygotowania pod IM zaczęły się startem w Gdyni. Niektórzy, o ironio, sprintem kończyli tam sezon, ja swój dopiero zaczynałem. Nie byłem przygotowany i zgarnełem łomot, z drugiej strony bardzo była mi potrzebna jasna diagnoza, w którym jestem obecnie miejscu i co trzeba poprawić w pierwszej kolejności. Start obnażył okrutnie zwłaszcza braki w sile kolarskiej. W tym puncie były dwie drogi-skończyć sezon, wmawiać sobie i innym, że jest dobrze, tak to zaplanowałem, albo zabrać się ostro za robotę.  Wybrałem bramkę numer dwa. Decyzja - Barcelona za osiem tygodni, czas start. Jeszcze tylko Puchar Polski w Białymstoku (zresztą bardzo dla mnie udany) i młodzież miał już wolne, a ja mogłem skupić się na sobie.

 

14555720 1233820073347077_893935644_n.png

 

Kiedy brakuje Ci siły kolarskiej to oczywistym jest, że jedziesz w góry. Nie trudno się domyślić, że wylądowałem w Szklarskiej. Średnio tygodniowo robiłem 20 km pływania, 650 km roweru i 140 biegu. Co więcej nie były to puste ciapane kilometry. Na początku bardzo bolało. Myślałem, że padnę, ale potem coś puściło i na 30 km po reglach żwawym tempem wychodziłem z uśmiechem na ustach. Siłą rzeczy zgubiłem po drodze 3 kg. Na dobitkę w ostatnim dniu obozu wygrany start na ¼ w Zgorzelcu. Trzeba było sprawdzić, jak to wygląda na dłuższych odcinkach. Jeszcze na ociężałych nogach tydzień po Zgorzelcu zrobiłem ½ IM w Rugen. Czas 4:15 na wymagającej trasie. Brakowało świeżości, ale czułem się całkiem dobrze, coś drgnęło, żeby oddało trzeba było już tylko odpocząć- do „startu A” zostały 3 tygodnie. W pierwszym z nich trzymałem kilometry, w drugim ograniczyłem je o 50 % zostawiając jedynie akcenty dynamiczne. Ostatni tydzień spędziłem już w Hiszpanii robią tylko lekkie rozruchy i przyzwyczajając organizm do tutejszej aury. Zjechałem kolejne 1,5 kg.

 

Cel by jeden: złamać 9 godzin, z kim przegram, z kim wygram, który będę z Polaków, to wszystko było nieistotne. Rok wcześniej króliczek wymknął mi się na biegu. Założenia: godzina na wodę i boksy, 4:45 rower, 3:15 maraton. Urwać po drodze kilka sekund tam gdzie będę czuł się najlepiej i cel osiągnięty.  Po treningach wiedziałem, że jestem na to gotowy, ba gotowy i to z bezpiecznym zapasem. Trasa szybka, ale po życiówki nie jeździ się w Alpy. Jeszcze sfera psychiczna. IM robi się głową i gdy nachodzą Cię czarne myśli, wszystko Cię boli, masz dość to na wagę złota staje się każde wsparcie. Ja miałem ze sobą na miejscu te dla mnie najcenniejsze- rodzinę. Miałem też spokój psychiczny, nie dmuchałem fejbookowego balona napinek, zapowiedzi, starałem się nie rozbudzać oczekiwań, które w czasie startu stają się tylko dodatkowym obciążeniem.

 

14572572 1233819973347087_647542659_o

 

 Pierwsze komplikacje nastąpiły na pływaniu: AG-pianki, Pro-bez, a ja nawet bez fastskinka. W wodzie upatrywałem największych szans na podkręcenie założeń wynikowych. Rok temu 51:51, ale dwie minuty wolniej od Mikołaja Lufta. W tym razem z Mikołajem, ale zajęło nam to aż 54:38. Nie wiem, czy to brak pianek, nawigacja, a może było kilka metrów więcej, nie wiem. Niby zgodnie z planem, ale też nic nie zarobiłem „na górkę”.

Biegnąc do strefy zmian czułem, że bolą mnie nogi. 4 km machania nimi w wodzie zrobiły zapewne swoje, może też wychłodzenie organizmu… W efekcie grupa z którą wyszedłem zwyczajnie mi odjechała. Najtrudniejsze było pierwsze 10 km, potem coś puściło. Na 30 km ktoś mnie najechał i było już mi raźniej. Na 80 km do naszej dwójki dojechała kolejna czwórka i tak w 6-osobowym składzie wytrwaliśmy do końca. O pociągach i draftingu podczas IM Barcelona krążą legendy. Mnie to nie obchodziło, jechaliśmy jak należy, zresztą na PRO sędziowie nie przymykają oka, a i sami zawodnicy wzajemnie się pilnują. Pierwsza runda - 90 km w 2:20. Nieźle, zwłaszcza, że na trasie nowość- górka. Kilkukilometrowy podjazd na każdej ani ostry, ani trudny, ale był. Żal patrzeć jak średnia leci w dół, ale trzeba zachować zimną głowę, pilnować watów. IM tylko czeka aż zaczniesz kozaczyć. Drugą niedogodnością w stosunku do zeszłego roku był znacznie mocniejszy wiatr, dmuchający czołowo przy powrocie. Sił coraz mniej, a tu po 140 km ostatnie 40 km do boksu ponownego przepychania. Druga runda w 2:22:23. Nieco wolniej. Każdy będący z przodu kiedy nadawał tempo (w tym i ja) robił to trochę bardziej zachowawczo niż rundę wcześniej myśląc już zapewne o biegu. Miałem odczucie, że jest jeszcze spory zapas, że można docisnąć, ale wszystko szło zgodnie z planem. Lepsze jest wrogiem dobrego. Nie kozacz, przesadzisz to znów na biegu będzie 3:30 i nici z planów… Ostatecznie 4:42:23, przez rokiem 4:41:57.

 

14569102 1233820010013750_419230276_n.png

 

Tak więc dojechałem, bez bóli, sensacji, skurczów, bardzo dobrze rozplanowane jedzenie, 8 żeli, 6 batonów, 5 litrów picia- wszystko przećwiczone dziesiątki razy wcześniej na treningach. Energetycznie i mięśniowo wychodziłem na bieg świeżutki na tyle, na ile można być świeżym po 180 km roweru. Ruszam i kolejna niespodzianka. Miały być chmurki, rok temu nawet padało, a tu upał z każdym kilometrem coraz większy. Wiatr na rowerze to maskował, na biegu już się czuło. Nie lubię gorąca, źle je znoszę, ale co mam zrobić, wybierać tylko starty w deszczu? Wyciągałem wnioski z Susza, gdzie nie dość się schładzałem i mnie pogięło. Co 2,5 km był punkt odświeżania. Między punktami leciałem w przedziale 4:20-4:40, przez punkty szedłem. Dwie butelki wody wylane na siebie, cola, czasem banan lub żel, znów woda i w drogę. Wszystkich, którzy mnie w czasie marszu minęli łapałem już 100-200m dalej.  Mówią, że maraton zaczyna się po 30 km. Tak było i u mnie. Usłyszałem: został Ci niecałe 55 min. Nogi już ubite, zaczynało boleć tu i tam, a tu trzeba było przyśpieszyć bo czas na styku i do końca nie wiadomo-  uda się czy zabraknie 10-20 sekund. Przydusiłem do jakiś 4:20-25, ale dalej szedłem przez punkty, miałem wrażenie, że nawet spędzałem w tym miejscu więcej czasu niż na początku biegu. Zegarek mi pokazywał, że się uda, 42 km jakieś 3:15 będzie, 1.30 urwane z roweru, dam radę… chwila 42,195… jeszcze te 195 m, to z 40 sekund będzie. 

 

14543416 1233820076680410_1241139172_n.png 

 

Wrzuciłem do pieca wszystko co mi zostało i już nie kalkulowałem-wiedziałem, że jestem na to gotowy. Jak dobrze, że nie poszedłem na łatwiznę i latałem te wszystkie 35- tki, 25-tki bnp i inne takie cholerstwa-w tym momencie to doceniłem. Zbolały żołądek już nie przyswajał, odbijało mi się, cofało, dostawałem policzki jak chomik, wypluwałem, ale nie zwolniłem. Dziś króliczek już mi się nie wymknie. Jeszcze tylko czerwony dywan, pełne trwogi spojrzenie na zegar, złapanie ostrości i… jest jest jest mam to, po trzech latach wreszcie mam 8:58:39.

 

Z tego miejsca pragnę podziękować wszystkim, którzy mnie przez cały czas wspierali, wszystkim moim sponsorom byłym i obecnym, rodzinne, przyjaciołom na których zawsze mogę liczyć, mojej uczelni UAM, dzięki której mogę godzić pracę ze sportem. Wszystkim kibicom w kraju i tym na trasie. Nie zawsze mogłem odpowiedzieć, ale słyszałem was i bardzo mi pomagało każde dobre słowo. Gratulacje nalezą się też naszym rodakom których wyniki w Barcelonie były fantastyczne i mogą być powodem do dumy zwłaszcza, że w tym roku było dużo ciężej. Teraz czas na krótki aktywny odpoczynek, po czym biorę się do roboty, zbroję się w sprzęt i ruszam gonić kolejnego króliczka. Jak już go złapię na pewno wam o tym napiszę. 

Opublikowane w Publicystyka

44 Polaków ukończyło dystans Ironman w Barcelonie. Najszybszym polskim triathlonistą był Marcin Konieczny, który wygrał swoją kategorię wiekową uzyskując czas 08:52:46. Jego międzyczasy to: pływanie 1:01:58, rower 4:35:57 i bieg 3:08:49. Na podium stanął także Grzegorz Wiśniowski, zajmując trzecie miejsce w M25-29. Wśród zawodników PRO Filip Przymusiński zajął 27 miejsce, a Mikołaj Luft niestety nie ukończył zawodów. Jedyną kobietą, która dotarła do mety to Kaja Delewska, w kategorii F25-29 zajęła 8 miejsce. Ironman Barcelona 2016 oferował 40 slotów na MŚ na Hawajach w 2017 roku.

 

 MarcinKoniecznywygraM40-44naIronmanBarcelona1

 

Wyniki Polaków

 

PRO
Filip Przymusiński 27 miejsce - 8:58:39

 

M25-29
Grzegorz Wiśniowski 3 miejsce - 8:56:32
Tomasz Domagała 16 miejsce - 9:44:25
Rafał Ponikwia 45 miejsce - 10:45:22

 

F25-29
Kaja Delewska 8 miejsce - 11:05:00

 

M30-34
Mariusz Pirek 4 miejsce - 9:00:49
Bartłomiej Jedrychowicz 80 miejsce - 10:35:28
Eugeniusz Licznarowski 93 miejsce - 10:43:01
Dariusz Mateja 157 miejsce - 11:38:20
Piotr Madej 163 miejsce - 11:42:22
Leszek Stelmachowski 192 miejsce - 12:06:58

 

M35-39
Radek Buszan 9 miejsce - 9:12:49
Mariusz Klatka 38 miejsce - 9:41:18
Przemysław Szuder 55 miejsce - 9:55:00
Dariusz Epelbaum 71 miejsce - 10:07:06
Damian Witkowski 87 miejsce - 10:16:30
Tomasz Panufnik 156 miejsce - 10:53:35
Grzegorz Radziukiewicz 194 miejsce - 11:05:41
Paweł Bajsarowicz 204 miejsce - 11:11:03
Bartosz Potyrała 276 miejsce - 11:48:44
Jacek Zielonka 279 miejsce - 11:49:54
Dariusz Dziuba 303 miejsce - 12:08:13

 

M40-44
Marcin Konieczny 1 miejsce - 08:52:46
Piotr Bula 26 miejsce - 09:41:14
Marcin Kapitula 75 miejsce - 10:19:04
Konrad Wilijewicz 114 miejsce - 10:38:37
Paweł Targoni 141 miejsce - 10:49:22
Paweł Błażutycz 177 miejsce - 11:02:43
Przemysław Przywarty 180 miejsce - 11:03:45
Piotr Barwiński 181 miejsce - 11:03:58
Wojciech Maka 248 miejsce - 11:33:46
Mieszko Kastelnik 276 miejsce - 11:47:27
Rafał Sieradzki 296 miejsce - 12:00:34
Michał Dzioba 321 miejsce - 12:16:12
Dariusz Leśniak 324 miejsce - 12:16:44

 

M45-49
Jarosław Świątek 73 miejsce - 10:36:03
Tomasz Czasak 98 miejsce - 10:45:38
Michał Piotrowski 99 miejsce - 10:46:03
Paweł Boniecki 146 miejsce - 11:13:47

 

M50-54
Jacek Jurski 105 miejsce - 11:39:35
Ireneusz Czwojdziński 130 miejsce - 12:11:25
Jacek Dudkowiak 141 miejsce - 12:20:03
Ryszard Grobelny 143 - 12:20:20

 

M55-59
Grzegorz Grzelec 7 miejsce - 10:12:29

Opublikowane w Wydarzenia
wtorek, 06 października 2015 18:46

Ironman Jaskółka i 86 Polaków w Barcelonie!

Jeszcze niespełna dwa miesiące temu Marek Jaskółka ogłaszał koniec swojej kariery i zaklinał się, że zawody w Embrun były jego ostatnimi. Apetyt rośnie jednak w miarę osiągania sukcesów. Po Embrun były Mistrzostwa Europy na długim dystansie ETU w Weymouth, organizowane przez Challenge. Tam Marek zdobył upragniony tytuł ME, co dodało mu sił i motywacji do dalszego treningu. Konsekwencją była decyzja o wystartowaniu w Ironman Barcelona. Zawody przypadały na początek jesiennych ferii w Niemczech, a Marek, jako nauczyciel, musi zawsze wybierać starty powiązane z wolnym w szkole. Poza tym bardzo dobrze zna trasy rowerowe na Costa Brava, ponieważ mieszkał i trenował przez trzy lata w Barcelonie. Postanowił powiązać przyjemne z pożytecznym. Zdawał sobie sprawę, że trzecie z kolei zawody na dystansie długim w ciągu siedmiu tygodni są nie lada wyzwaniem, ale cechą ludzi sukcesu jest upór…Marek potrafi byś naprawdę uparty.  

 

Spakowaliśmy walizki i całą rodziną (oprócz psa) polecieliśmy do Barcelony. W zawodach uczestniczyło ponad 2 tysiące amatorów i ponad siedemdziesięciu zawodowców. Z Polski na liście startowej było 86 osób!!! Bardzo się ucieszyliśmy na tak liczną reprezentację naszego kraju. Na całej trasie słychać było dopingujące rodziny. Na Costa Brava zaskoczyła nas jednak pogoda - było deszczowo i chłodno ja na hiszpański październik. W dzień zawodów na szczęście nie padało. Zawodnicy musieli zmierzyć się jednak ze wzburzonym morzem. Start był w Calelii, miejscowości oddalonej od Barcelony o około 60km. Pływanie w Morzu Śródziemnym. Marek ukończył ten etap na 5 pozycji z czasem 47minut 36 sekund, tracąc tylko parę sekund do pierwszych zawodników. 

 

Marek 2

 

Trasa rowerowa była bardzo płaska ponieważ cały czas prowadziła wybrzeżem. Kolarze mieli niesamowite tempo. Na początku Marek jechał na jednej z czołowych pozycji jednak po 35 kilometrze nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Embrunman i ME dały się we znaki. Marek nie czuł się wypoczęty i niestety spadł na 15 miejsce, na którym ostatecznie ukończył etap kolarski. Przecięta prędkość na rowerze wyniosła około 40km/h. 

 

Marek bardzo dobrze rozpoczął bieg i przez pierwsze 10km utrzymywał tempo 3:45min/km. Po pierwszej pętli poczuł, że nie może swobodnie oddychać, męczyły go kolki. Mimo to udało się wyprzedzić kilku zawodników, a maraton ukończył w czasie 2h 54 minuty, w klasyfikacji generalnej zajął szóste miejsce z czasem 8:14:37, co jest jednocześnie nowym rekordem Polski na dystansie długim. Pierwsze miejsce zajął David Plese. Na drugiej i trzeciej pozycji byli Anton Blohkin z Ukrainy, oraz Per Bittner z Niemiec.

 

Oczywiście kibicowaliśmy również wszystkim Polakom, a w szczególności Mikołajowi Luftowi, który tak naprawdę nie mógł się intensywnie przygotować do tych zawodów i zakładał sobie skromny cel ukończenia zawodów z czasem poniżej 8:40. Jakże pozytywnie wszystkich zaskoczył, finiszując na 18-tej pozycji z czasem 8:28:09! Gratulacje również dla Filipa Przymusińskiego, który z czasem 9:08:28 był trzecim Polakiem na tych zawodach. 

 

IM Marek_Mikolaj

 

Sezon się już skończył, więc to były naprawdę ostatnie zawody Marka (nie, nie…nie tylko w tym roku). Oczywiście inni triathloniści próbują przekonać Marka, aby kontynuował swoją karierę, szczególnie, że jest w życiowej formie. Marek zdaje sobie jednak sprawę z tego, że nadszedł czas, aby zakończyć profesjonale ściganie się. Przyznam się, że nawet robi mi się smutno, patrząc jak Marek pakuje w hotelowym pokoju swojego piekielnego Tecka, na którym raczej nie wystartuje już w zawodach. Oczywiście nie rozstaje się z triathlonem! W przyszłości będzie koncentrował się na trenowaniu innych. Marzy również o zorganizowaniu obozu triathlonowego na Costa Brava, gdzie warunki do treningu są wyśmienite. Można tutaj wspaniale odpocząć po treningu na plaży lub wysłać rodzinę na zakupy do Barcelony, podczas gdy samemu uczestniczy się w kilkugodzinnej wycieczce rowerowej wzdłuż turkusowego wybrzeża.

 

IM Barcelona

 

Opublikowane w Publicystyka

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test