brett sutton
Home Aktualności Wywiady Artykuły w etykiet: wywiad

III edycja Dąbrowa Górnicza Triathlon odbędzie się 11 czerwca 2017 r. W poprzednich edycjach udział wzięli m.in. Joanna Jabłczyńska, Karolina Gorczyca i Roman Polko. Zapraszamy do przeczytania poniższego wywiadu z ubiegłorocznym dominatorem triathlonu w Dąbrowie Górniczej - Sylwestrem Kusterem.

 

Do końca kwietnia obowiązuje niższa opłata startowa – 110 zł. Dla najlepszych zawodników przewidziano nagrody finansowe. Limit startujących to 500 osób.

Zapisy na: www.dgtriathlon.pl 

Funpage: https://www.facebook.com/dabrowagorniczachecinytriathlon/

 

Część pływacka na jeziorze Pogoria III (1 okrążenie). Widowiskowa, szybka pętla kolarska po głównych ulicach miasta (3 x5,5km + dojazdówki). Pętla biegowa w centrum po parku Hallera (2 x 2,5 km). Zawodnicy będą klasyfikowani w kategoriach: open kobiet i mężczyzn, wiekowych (K/M: 16-29; 30-39; 40-49; 50+) oraz sztafet (bez podziału na kategorie wiekowe i płeć). Impreza jest dofinansowana ze środków Urzędu Miasta w Dąbrowie Górniczej.

 

1.jpg


Sylwek, zdominowałeś rywalizację w zeszłorocznej edycji Dąbrowa Górnicza Triathlon. Czy w tym roku będzie podobnie?

Tak, można powiedzieć że ładnie wystartowałem. W końcu były to zawody u mnie w mieście, co dało mi dodatkową motywację. Oczywiście, jeśli stanę na starcie będę chciał się zaprezentować jak najlepiej. Jestem bardzo zadowolony, że dzięki Stowarzyszeniu Pozytywnie Zakręceni i Centrum Sportu i Rekreacji mamy u nas w mieście triathlon. Jeśli tylko będzie możliwość, to bardzo chciałbym wystartować - choćby treningowo. Mam nadzieje, że mój kalendarz mi na to pozwoli. Na razie nie mogę na 100% powiedzieć, że wystartuję.

Jak oceniasz imprezę organizowaną w Twoim mieście? Imprezę, która dopiero się rozwija - w tym roku będzie dopiero jej trzecia odsłona?

Jeśli chodzi o mnie, to byłem nieco zaskoczony. Nawet biorąc pod uwagę obiecującą I edycję z 2015 r. Myślę, że jak na to że to były drugie takie zawody, na to jak mały budżet był na tę imprezę, to jest to ogromny sukces. Naprawdę, organizacja mi się podobała. Trasa też była ciekawa, zbliżona do tego, co się dzieje na zagranicznych startach.
Przyznam szczerze, że jestem bardzo ciekawy, czym organizatorzy wykażą się w 2017. W zeszłym roku była to impreza z rozmachem - w centrum miasta. Nie będzie łatwo tego przebić, ale myślę, że nas nie zawiodą.

 

10.jpg



Jak oceniasz swój zeszłoroczny sezon?

Myślę, że zrobiłem, co się dało. Już na początku sezonu mówiłem, że jestem słabo przygotowany, bo kontuzja mnie mocno cofnęła w rozwoju sportowym. Jestem już doświadczonym zawodnikiem i wiem, kiedy jest wysoka forma, a kiedy nie. W zeszłym roku musiałem ją zbudować w bardzo krótkim czasie, co niosło za sobą wiele konsekwencji. Była o wiele niższa niż by mogła być normalnie, do tego strasznie niestabilna. Jeden, dwa starty rozbijały mi ją w drobny mak. No, ale zebrałem doświadczenie. Trzeba zbierać jak najwięcej informacji - nie tylko z sukcesów, ale i z tych gorszych sezonów.
Podsumowując: zrobiłem 4 medale MP w tym Mistrza Polski na dystansie olimpijskim, więc sezon był przyzwoity, ale nie tak, jak w 2015 r, gdzie wygrałem prawie wszystko - z góry na dół.
Na koniec sezonu, okupując to ciężką pracą, drgnęło coś i już byłem na międzynarodowym poziomie sportowym, ale to troszkę za późno, niestety.

Jakie wyzwania przed Tobą w 2017 roku?

Sezon 2017 jest inny od poprzednich, ponieważ w dużo większym stopniu podpieram się w treningu nauką, Wyciągnęliśmy lekcje z sezonu 2016, gdzie doprowadziłem między innymi do anemii i badamy wszystko - począwszy od systematycznych badań krwi, składu ciała, do pomiaru mocy laktatu itd. Jest to mój pierwszy taki sezon w karierze. Ciężko powiedzieć, co on przyniesie.
W każdym jednak razie, chcielibyśmy znormalizować moją formę, wyznaczyć pewne progi, które muszę spełniać, aby regularnie zdobywać dobre miejsca na zagranicznych imprezach.
Nazwałbym to treningiem znormalizowanym. Jest on wdrożony w każdej z dyscyplin. To wszystko z myślą o zagranicznych wyścigach.
Oczywiście, jest to możliwe dzięki moim trenerom, którzy starają się mnie odciążyć w budowaniu planu treningowego oraz podejmowaniu trudnych decyzji, moim sponsorom, którzy stwierdzili, że najwyższa pora, abym choć w części miał warunki jakie mają zawodnicy zagraniczni. Co prawda trenuje w mojej kochanej Dąbrowie Górniczej, a nie w RPA, ale jestem bardzo zadowolony, że są ludzie, którzy inwestują w moją koncepcję opartą o naukę. 
Chciałbym im teraz ładnie podziękować.

 

12.jpg



Jak zachęciłbyś do uprawiania triathlonu? Dyscypliny widowiskowej, zapewniającej wszechstronny rozwój fizyczny, a jeszcze nie dość popularnej w naszym kraju.

Przede wszystkim, triathlon jest bardzo ciekawym sportem, bo w jego skład wchodzą trzy dyscypliny. Daje nieskończenie wiele możliwości treningu - można w tak różny sposób trenować, że nigdy się to nie znudzi.
Ponadto jest to sport dla każdego - nie trzeba być pływakiem od dziecka, żeby startować i nauczyć się pływać w takim stopniu, aby w zdrowiu ukończyć zawody.
Triathlon to sport, który ma bardzo pozytywny wpływ na ludzi, a ponadto nie odrzuca nikogo, jak to jest w wielu innych dyscyplinach.
W Niemczech jest to jeden z najpopularniejszych sportów. Trenuje go już chyba około 200 tys. osób, a w 2015 r. najlepszym sportowcem Niemiec został nie piłkarz, choć mają ich wielu na wybitnym poziomie, a właśnie triathlonista - Jan Frodeno.

 

Dąbrowa Górnicza baner.jpg

Opublikowane w Wywiady

"Odkąd zaczęłam uprawiać triathlon, sprzedałam wszystkie rzeczy, jakie tylko mogłam. Największą z nich był samochód, z którego pieniądze przeznaczyłam na rower i piankę pływacką." - opowiada Izabela Sobańska. Iza ma 20 lat, w ciągu dwóch lat od debiutu w triathlonie zdobyła kwalifikację na mistrzostwa świata na dystansie 1/2 ironmana, Ironman 70.3 Chattanooga oraz The Challenge w Samorin. 

Ważniejsze osiągnięcia w sezonie 2016 :
JBL Triathlon Sieraków Mistrzostwa Polski dystans ½ IM 2016 – I miejsce w kat. kobiet 18-24 
Euco Susz Triathlon dystans ½ IM 2016r – I miejsce w kat. kobiet 18-24 
Enea Challenge Poznań dystans ½ IM 2016 – I miejsce w kat. kobiet 18-24 
Herbalife Ironman 70.3 Gdynia 2016 – II miejsce w kat. kobiet 18-24
Ironman 70.3 Pula 2016 – II miejsce w kat. kobiet 18-24

Do tego we wszystkich triathlonach miejsce na podium w swojej kategorii wiekowej, życiówka na 1/4IM 2h24min i 5h03min w debiucie na 1/2IM w Przechlewie 2015.

 

Co skłoniło Cię do trenowania triathlonu?

 

Izabela Sobańska: Ze sportem jestem związana od dziecka. Był tenis stołowy, biegi przełajowe, siatkówka, pchnięcie kulą i inne. Podczas nauki w szkole praktycznie nie było zawodów, w których nie brałabym udziału. Jedynie jakie opuszczałam to warcaby. Jak na razie na najdłuższy czas związałam się z siatkówką, ale moja przygoda z triathlonem raczej to zmieni. Spędziłam naprawdę kawał swojego życia na hali i rozegrałam dziesiątki meczów. W pewnym momencie coś przestało mi grać, może szukałam czegoś nowego, może potrzebowałam jakiejś zmiany. Może była to kwestia przetrenowania i uwarunkowań psychicznych... Może przyczynił się do tego fakt, że jestem raczej samotnikiem i charakteryzuję się sporym indywidualizmem. Może szukałam więcej czasu na przygotowanie do matury i zajęcie się innymi aspektami niż siatkówka, która wcześniej przodowała w moim życiu. Na pewno złożyło się na to wiele faktów. Siatkówka bardziej zaczęła mnie męczyć niż cieszyć i podjęłam decyzję, aby zakończyć tę przygodę. W końcu po to jest pasja, żeby czerpać z niej radość. Na pewno nie przeszło mi przez myśl, żeby całkiem porzucić sport, bo jest znaczną częścią mojego życia. Zaczęłam chodzić na siłownię, spróbowałam crossfitu. W końcu trener na siłowni namówił mnie na pierwszy bieg na 5km. Tak się zaczęło. Później był półmaraton, maraton… Pojawiła się myśl, żeby połączyć to z rowerem, który zawsze lubiłam. Pół roku przed maturą uznałam, że na ukoronowanie wszystkich egzaminów wystartuję w triathlonie. Tak też zrobiłam. Zaczęłam sama trenować, trafiłam na różne książki i artykuły, a także rady od innych zawodników. Z czasem całkiem fajnie to wszystko się rozwinęło.

 

WywiadZIzabelSobask1

fot. maratomania.pl

 

Jak wyglądały początki trenowania? Co sprawiało Ci największą trudność?

 

Na samym początku najciężej było z pływaniem. Jeśli chodzi o bieganie i rower to miałam znajomych od lat uprawiających te sporty, zawsze coś podpowiedzieli, było z kim wyjść na wspólny trening i dyscypliny same w sobie są łatwiejsze pod względem techniki. Pływać umiałam trochę, ale nigdy nie uczyłam się pod opieką trenera. Podczas pierwszego startu nie byłam w stanie przepłynąć tych 950 m kraulem. Większość przepłynęłam żabką. Nie wiedziałam jak trenować, nawet nie bardzo wiedziałam jak wygląda prawidłowa technika. Z czasem trafiłam na parę osób, które mi pomogły z pływaniem. Nadal nad tym wszystkim pracuję, ciągle coś poprawiam i szlifuję. W porównaniu z początkiem postęp jest diametralny.

 

To dopiero Twój drugi sezon w triathlonie. Jak trenujesz, że osiągasz tak dobre wyniki mimo małego doświadczenia?

 

Myślę, że miałam całkiem niezłą bazę pod rozpoczęcie trenowania. W końcu nie wstałam z kanapy, a zawsze byłam związana ze sportem. Pod koniec pierwszego sezonu trafiłam pod oko trenera Jakuba Adama. Od tamtego czasu współpracujemy. Znajomi mówią, że trenuję bardzo dużo, ciągle słyszę te słowa. Myślę, że klucz to dobrze stworzony plan treningowy, systematyczność, ciężka praca, samozaparcie, marzenia i czerpanie radości z tego co się robi.

 

WywiadZIzabelSobask2

 

Dlaczego to robisz? Co chcesz osiągnąć?

 

Sport stał się dla mnie nieodłączną częścią życia. Nie wyobrażam sobie żyć bez aktywności. Od najmłodszych lat kształtował mój charakter. Uczy systematyczności, odpowiedzialności, wytrwałości, zorganizowania. Pozwala mi lepiej znosić codzienność i czerpać większą radość z życia. Ułatwia radzenie sobie z problemami i świetnie zwiększa wydajność przy nauce i innych zajęciach. Codziennie przełamuje własne bariery i ograniczenia. To coś więcej niż pływanie, jazda na rowerze i bieganie.

 

Wszyscy wiemy, że triathlon to nie jest tani sport. Jest ktoś, kto wspiera Cię finansowo?

 

Jeśli chodzi o wsparcie finansowe to na razie uzyskuję je tylko w domu, od rodziców. Ostatnio przed samymi Świętami dostałam kask i okulary Rudy Project od polskiego dystrybutora, firmy GREGORIO – dziękuję! Właściwie mam nadzieję, że w drodze do wyjazdu na Mistrzostwa Świata się to zmieni. Jest to na pewno największe sportowe wydarzenie w jakim brałam udział i niesie ze sobą również najwyższe koszty. Mama jeździ na każde zawody i jest sponsorem całej mojej przygody za co jestem jej niezmiernie wdzięczna. Jest osobą, która zawsze, w każdej chwili mojego życia jest ze mną, wiem, że mogę na nią liczyć i ma ze mną naprawdę dobry, przyjacielski kontakt. Odkąd zaczęłam uprawiać triathlon to sprzedałam wszystkie rzeczy jakie tylko mogłam. Największą z nich był samochód, z którego pieniądze przeznaczyłam na rower i piankę pływacką.

 

Startujesz w przyszłym roku na mistrzostwach świata The Challenge w Samorin oraz  Ironman 70.3 Chattanooga – masz jakiś specjalny cel na te zawody?

 

Chcę pojechać tam i dać z siebie wszystko. Zawody te są dla mnie motywacją na codziennej drodze – ciężko pracuję, żeby wywalczyć tam jak najwięcej. Będą to na pewno doskonałe przygody. Okazja do podróży, poznania nowych osób, niezapomniane chwile i doświadczenia na całe życie.

 

WywiadZIzabelSobask3

 

Jakie masz plany na najbliższe lata?

 

Na razie moje plany zatrzymują się na tym sezonie. Żyję tu i teraz, chcę się jak najlepiej przygotować do tego co przede mną w nadchodzącym sezonie i przeżyć świetną przygodę. Później okaże się co dalej. Poza triathlonem to na razie również nie wybiegam daleko w przyszłość, priorytet na teraz - skończyć studia.

 

P.S. Zapraszam do śledzenia moich przygotowań na moim Facebook’owym profilu trIZAthlon - facebook.com/trIZAthlon/

Opublikowane w Wywiady

- Bardzo nie lubię i uważam za złą praktykę biznesową, jeśli ktoś siada do stołu rozmów z pistoletem - Marcin Sowiński, członek zarządu Polskiego Związku Triathlonu komentuje dla AT m.in. rozmowy o współpracy z Elemental Tri Team. Zapowiada również kandydowanie na stanowisko szefa PZTri, krytykując jednocześnie aktywność niektórych działaczy, od dawna znanych w środowisku triathlonowym. 

Adrian Kapusta: Zbliżają się kolejne wybory w PZTri. Czy Wojciech Olejniczak będzie ponownie startował na stanowisko Prezesa?



Marcin Sowiński: Tego pytania można było się spodziewać. Zgodnie doszliśmy do wniosku, że w związku z zaangażowaniem się Wojtka w biznes nie będzie w stanie poświęcić czasu, aby zarządzać PZTri. Naturalnym rozwiązaniem jest moja kandydatura tym bardziej, że przez ostatnie 1,5 roku poświęciłem sporo czasu na codzienne zarządzanie związkiem.


Czy udało się zrealizować program wyborczy Wojciecha Olejniczaka?



Ciężko mi na to pytanie odpowiedzieć ponieważ osobiście dołączyłem do składu 1,5 roku temu. Nie byłem na poprzednich wyborach. To co mogę stwierdzić to na pewno uporządkowanie działania związku i wprowadzenie rozwiązań pomagających w codziennym działalności związku.


PZTri przez ostatnie kilkanaście lat był w dużych powijakach, między innymi finansowych.
Czy udało się spłacić zobowiązania finansowe zaciągnięte jeszcze za poprzedniego Prezesa Krzysztofa Piątkowskiego?



Ustępujący zarząd zostawia związek uporządkowany zarówno pod kątem prawnym jak i finansowym. Nie wszystkie założenia biznesowe zostały zrealizowane, mówię tu przede wszystkim o sprowadzeniu do związku większej ilości sponsorów. Wprowadziliśmy do związku Lotto, Etixx, Arena i kilku mniejszych partnerów. Do sukcesów należy też przytoczyć przywrócenie licencji zarówno dla zawodowców jak i amatorów. Ten rok pokazał, jeżeli jest to sprawnie przeprowadzone i w miarę dostępnie podane, to mogą być dodatkowe środki, które finansują sport dzieci i młodzieży. 1.500 licencji jednorazowych i całorocznych to na pewno nie koniec. Porażką natomiast był brak porozumienia w zakresie licencji z organizatorem zawodów IM 70.3 – w każdym kraju gdzie są rozgrywane zawody tej prestiżowej serii organizator ma porozumienie z federacją. Jestem przekonany, że w Polsce też to nastąpi w najbliższym czasie.


Czy powstają nowe zadłużenia?



Nie. Działam w biznesie ponad 25 lat i wiem, że finanse to podstawa każdego przedsięwzięcia. Związek sportowy to biznes tak jak każdy inny, gdzie celem biznesowym są medale olimpijskie, mistrzostw świata oraz sprawnie działające szkolenie.


Dlaczego do tej pory nie został opublikowany żaden audyt finansowy? Dlaczego te wszystkie finansowania nie są dostępne do informacji publicznej?



Zaskoczyłeś mnie, byłem przekonany że takie dokumenty są ogólnodostępne. W PZTri zarówno audyty, jak i sprawozdania finansowe robione są przez biegłych księgowych i są zawsze dostępne dla delegatów podczas Walnych Zgromadzeń.


Jaki wpływ na polski triathlon i PZTri miał obecny Prezes Wojciech Olejniczak?



Mogę odnieść się do ostatnich kilkunastu miesięcy, czyli czasu kiedy wspólnie zarządzaliśmy związkiem. W momencie kiedy dołączyłem do związku zarząd liczył 11 osób. Obserwując działania lub raczej brak działań ze strony niektórych członków zarządu, które by były związanymi z rozwojem zaproponowałem swoją pomoc w zakresie strategii i rozwoju. To był moment, w którym z funkcji Wiceprezesa zrezygnował Michał Szłapka. Ustaliliśmy z Prezesem, że ja zajmuję się rozwojem i strategią a On zarządzaniem biurem, sprawami formalno-prawnymi oraz finansowaniem.


Kto planuje jeszcze kandydować na stanowiska prezesa?



Aktualnie na liście kandydatów jest Krzysztof Piątkowski – poprzedni wieloletni Prezes, Andrzej Stec, w którego klubie został odkryty Michał Oliwa – tegoroczny Mistrz Świata Juniorów w Aquathlonie oraz Prezes Elemental Holding, Paweł Jarski.


Czyli Krzysztof Piątkowski, poprzedni Prezes, chce powrócić na stanowisko?


Tak, to jest zaskoczenie. Należy jednak pamiętać, że dla niektórych ludzi triathlon jest sposobem na zarabianie pieniędzy. Tutaj mniej chodzi o rozwój PZTri, bo już wiele lat miała poprzednia ekipa aby to rozwijać. Plotka niesie, że szefem tego przedsięwzięcia jest Michał Szłapka. Co najciekawsze cztery lata temu Michał Szłapka odsunął Krzysztofa Piątkowskiego z pozycji prezesa na rzecz Wojciecha Olejniczaka, a teraz chciałby powrócić do poprzedniego układu.


Czy nie chcą już Krzysztofa Piątkowskiego w Europejskiej Unii Triathlonu?



Ciekawa teza. Tego nie wiem i nie chciałbym spekulować. Teraz wybieram się na kongres ITU w Madrycie, może coś się wyjaśni. 
Dla mnie najważniejszy jest rozwój sportu kwalifikowanego – spekulację i układy zostawiam innym. Jesteśmy 40 milionowym narodem, a przegrywamy z takimi krajami jak Czechy czy Węgry. Tutaj nie chodzi o zamożność, ważna jest determinacja w budowaniu sportu od podstaw, to praca na wiele lat. Nie można będąc w zarządzie naciągać kołderkę w swoją stronę – na moim pierwszym spotkaniu zarządu jasno powiedziałem “Szanowni Państwo, jeżeli chcemy dyskutować o rozwoju polskiego triathlonu to mam prośbę, przestańcie myśleć o korycie. Pomyślcie o tym, co możemy zrobić żeby ten triathlon rozwinąć, a nie myślcie o tym, że jeżeli zmienimy coś na przykład w strukturze szkolenia, to mój klub czy zawodnik dostanie mniej” miałem wrażenie, że nie wszystkim się to spodobało a niektórzy mogli też nie zrozumieć.


Czy Prezes Piątkowski nie był w stanie tego zmienić przez 20 lat?



Nie chcę spekulować co się wtedy działo. Myślę, że miał czas - 20 lat to długi okres. Aby zmieniać trzeba mieć determinację i wiedzy biznesową, ale przede wszystkim trzeba się odciąć od ludzi, którzy przychodzą i proszą o pieniądze. Nie można rozdawać kasy w nadziei, że w kolejnych wyborach zagłosują na mnie ponownie.
 Jesteśmy przed Walnym Zgromadzeniem. Zapowiada się, że będzie około 60 delegatów – dla porównania na ostatnim wyborczym było mniej niż 40. Niestety klubów, które szkolą dzieci i młodzież jest zaledwie kilkanaście. To i tak więcej niż to co było kilka lat temu. 1,5 roku temu mieliśmy kilku trenerów II klasy, teraz jest ich prawie 20. Cały czas jest jeszcze dużo do zrobienia, to są priorytetowe działania dla nowego zarządu.


Czy udało się wdrożyć jasne i dostępne dla wszystkich zasady przyznawania wyjazdów zagranicznych dla zawodników?



To zostało uporządkowane 1,5 roku temu przed Mistrzostwami Polski w Suszu. Wtedy zostały ustalone kryteria powoływania kadry, kwalifikacji, zawodów kwalifikacyjnych, jak również wyjazdów na zawody. Jeżeli mówimy o ITU i ETU to trzeba pamiętać, że miejsca na zawody są ściśle skorelowane z wynikami i może być czasami tak, że zawodnik otrzyma kwalifikacje zgodnie z naszymi kryteriami ale nie dostanie się na listę startową. Odnośnie ścisłych reguł to jestem też za tym, aby trener kadry mógł mieć tzw. „ furtkę”, dla zawodników, którzy w danym momencie prezentują mistrzowską formę - oczywiście zdaję sobie sprawę że to może budzić kontrowersję , pamiętajmy jednak że na końcu to trener kadry odpowiada za jak najlepszy wynik. Zawodnik najpierw ma pokazać pewien poziom aby wpaść w finansowanie.



Czy zawodnik wie, ile startów w danym sezonie może wykonać i ile punktów musi na nich zebrać aby otrzymywać finansowanie?



Nie było tego wcześniej, ponieważ nie mieliśmy tak naprawdę kogo wysyłać. W seniorach jest Agnieszka Jerzyk, później nie ma nikogo. Senior powinien walczyć o igrzyska olimpijskie. Mamy kilku zawodników U23, którzy mają szansę się na kwalifikacje. Na początku byłem właśnie zwolennikiem, aby to wszystko było tak stricte poukładane. Natomiast triathlon jest mocno nieprzewidywalny szczególnie jeżeli chodzi o awarie sprzętu i zawody, na których zawodnik złapie gumę mogłyby wykluczyć z finansowania na dalszą część sezonu. W momencie kiedy regulamin byłby bardzo sztywny, moglibyśmy sami sobie strzelić w stopę. Te warunki punktowe, o których mówisz, będą ustalane na przyszłym zebraniu biorąc pod uwagę wyniki z sezonu 2016. Wzorem innych federacji uważam, że związek powinien finansować połowę przygotowań zawodnika do igrzysk. Jesteśmy przygotowani na takie rozwiązanie.


Czy w związku z tym, że nie ma za bardzo kogo wysyłać, jak wygląda program szkoleniowy dzieci i młodzieży oraz wybitnych U23 i seniorów?



Mamy grupę około 5 osób, która jest na pograniczu juniorów i U23. Możemy uznać ich za grupę pościgową. Myślę, że 2 do 3 zawodników z tej grupy ma duże szanse na kwalifikację olimpijską Tokio 2020, szczególnie jeżeli dystans zostanie zmieniony na sprint. W tej chwili prowadzimy rozmowy z trenerami, którzy mogliby poprowadzić szkolenie przez kolejne kilka lat. Kolejną akcją jaką prowadzimy to jest nabór z aquathlonu. Bez pływania triathlonu się nie zrobi. Ważnym elementem drabinki szkoleniowej są silne kluby. Jest kilka miejsc w Polsce, gdzie kluby rozwinęły szkolenie dzieci i młodzieży. Takim miejscem jest m.in. zachodniopomorskie. Pracujemy nad tym, aby ruszyć treningi najmłodszych we Wrocławiu, który aktualnie nie istnieje na mapie szkolenia.


Plany są zakreślone tylko na Tokio 2020 czy też dalej? Czy cztery lata to nie za mało na przygotowanie zawodników?



Tak, to jest bardzo mało czasu. Dlatego mamy dwie grupy. Pierwsza grupa ma walczyć o najbliższą kwalifikację olimpijską. Ta grupa teraz liczy około 5-6 osób, za 1,5 roku będzie widzieli kto idzie dalej i ma realną szansę na kwalifikację – o tym zadecyduje ranking. Z punktu widzenia rozwoju triathlonu istotniejszy jest tzw. dół, czyli szkolenie u podstaw – nabór i kluby. Kluby to takie przedszkole i podstawówka – potem to liceum i studia – tutaj też mamy gotowe rozwiązania systemowe. Do tego dochodzi współpraca z tzw. Grupami zawodowymi jak np. Elemental Tri Team.


Kiedy zostanie zmieniona koncepcja rozgrywania triathlonu na igrzyskach olimpijskich czy znowu się okaże, że jesteśmy w tyle, bo nie będzie wystarczająco dużo osób, aby wziąć udział w sztafecie?



To pewnie będzie jeden z tematów najbliższej konferencji ITU i późniejszego porozumienia z komitetem olimpijskim – decyzja powinna być najpóźniej w styczniu. Patrząc na naszych zawodników U23, sądzę że mają większe predyspozycje do sprintu. Oczywiście wszystkie te zmiany mają na celu przyciągnięcie większej uwagi do Triathlonu, a co za tym idzie większych pieniędzy. Niestety zmieni to też charakter zawodnika poszukiwanego do Triathlonu. Teraz szukamy przede wszystkim dobrych pływaków z predyspozycjami do biegania. Po skróceniu pływania ta sytuacja może się zmienić.


Bardzo blisko Polski w Hamburgu rozgrywane są co roku Mistrzostwa Świata w sztafetach mix. Dlaczego Polska nie wystawia nigdy żadnej drużyny? Jaki jest plan na tą konkurencję?



Opowiem taką sytuację, kiedy byłem bardzo oburzony. Byłem 3 lata temu na ME w Kitzbuehel. Mieliśmy pełną reprezentację Polski juniorów w sztafecie. Mimo tego, że byliśmy na miejscu i wszystko było przygotowane do startu, ówczesny trener kadry, Michał Szłapka podjął decyzję, że nie wystawiamy sztafety do rywalizacji.



Dlaczego?



Bez powodu. To był dla mnie skandal. Myślę, że juniorzy wtedy mieli dosyć fajne szanse.



Wróćmy jeszcze raz do Hamburga, dlaczego nas tam nie ma? Czy PZTri ignoruje te zawody?



Jednym z powodów jest brak składu, drugim – inne priorytety zawodników, szczególnie w okresie przygotowania olimpijskiego.
W 2017 będzie to zależało od poziomu zawodniczego. Za chwilę ogłaszamy kalendarz zawodów, w tym roku nieszczęśliwie mamy dwie imprezy mistrzowskie z tygodniowym odstępem (Hamburgu i Kitzbuehel). Jedna i druga trasa jest trudna, w Hamburgu sprint ma wiele zakrętów, a olimpijka Kitzbuehel jest górzysta.
Decyzja będzie podjęta na początku sezonu. Przedtem kilka startów kontrolnych zarówno w Polsce jak i poza. Zawsze szukamy najkorzystniejszych rozwiązań. W tym roku po raz w Suszu zostały rozegrane zawody, które pod kątem charakterystyki trasy jak i widowiskowości. Krótkie pętle rowerowe, zakręty, podjazdy dodały tym zawodom „pazura”. Duży wysiłek organizacyjny, ale się opłacało. Podobnie planowany jest rok 2017.


Czy jest konflikt pomiędzy Elemental Tri Team, a PZTri?



Nie nazwałbym tego konfliktem.


 

Konkurencja?



PZtri nie ma na celu konkurowanie z teamami zawodowymi. To właśnie jest dziwne, że tak to jest odbierane. Rozmawialiśmy kilka tygodniu z Michałem Drelichem i Pawłem Jarskim. Michał przedstawił swoją propozycję, my swoją. Ja raczej szukam rozwiązań niż powodów do zerwania rozmów – nie udało się. Natomiast jak pewnie większość osób działających w biznesie bardzo nie lubię i uważam za złą praktykę, jeśli ktoś siada do stołu rozmów „z pistoletem”. Wtedy ciężko jest znaleźć takie rozwiązanie, które jest najlepsze. Bo jeżeli słyszę, że albo bierzesz to albo nic, to ja zawsze wolę nic. Najciekawsze jest to, że my tych zawodników, których ma Elemental szkolimy od kilku lat. Mogę się założyć w tej chwili, że w tym roku wydaliśmy na tych zawodników większe fundusze niż sam Elemental.



Czy zdwojona siła nie byłaby korzystna dla zawodników? Dlaczego PZTri nie angażuje się w projekt?



Adrian, my się angażujemy w projekt, ci zawodnicy i tak w tej chwili mają to finansowanie zdwojone, bo mają od nas i od Elementala. Jedyną rzeczą, która nas różni to forma współpracy. Było kilka propozycji, również z naszej strony. Negocjacje zostały zerwane ze strony Michała, nie z naszej strony. Nie było m.in. zgody na to aby trener Elemental Teamu był trenerem jednego ze wspólnych zgrupowań gdzie byliby zawodnicy Elemental i pozostali członkowie kadry narodowej – oczywiście za odpłatnością. To między innymi zostało odrzucone. Nie było też żadnych deklaracji w jakiej wysokości Elemental będzie finansował zawodników a umowa wymagała tego ze strony PZTri. Tym bardziej zaskoczyło nas zerwanie rozmów jednym zdaniem: Nie jesteśmy zainteresowani takim porozumieniem.



Co odpowiesz na zarzuty stawiane przez Michała Drelicha w wywiadzie na AT?



To nie był wywiad. To była informacja prasowa. Odpowiedziałem już na to swoim komentarze, że dziwię się, iż w ten sposób się komunikujemy. Znamy się z Michałem kilka lat. Jest to taka “męska, szorstka znajomość”. Rozumiem, że Michał w ten sposób prowadzi biznes. Ściągnął do Polski serię Ironman 70.3 i za to mu chwała. Mamy odmienny sposób postrzegania prowadzenia rozmów - tylko, że nie każdy musi się temu podporządkowywać.



Czy zaszkodzi ta sytuacja samym zawodnikom? Czy tak naprawdę nic się nie zmieni?



Nic się nie zmieni. Jesteśmy w stałym kontakcie z zawodnikami. Zawodnicy byli objęci szkoleniem w 2016 i dalej będą. Oczywiście wszystko zależy od prezentowanego poziomu sportowego ale nie widzę zagrożenia aby ten miał się zmienić. Powstają kolejne grupy zawodowe i to bardzo dobrze dla rozwoju wyczynowego Triathlonu. Jako przedstawiciel PZtri zawsze jestem otwarty na rozmowy.


Dziękuję za rozmowę.


Dziękuję.

 

_________

 

Od redakcji: Obecnie staramy się o wywiad z kolejnymi kandydatami na stanowisko Prezesa PZTri. 

Opublikowane w Publicystyka

25 września odbyły się Mistrzostwa Polski w duathlonie na zawodach rozgrywanych w Rawie Mazowieckiej. Zawodnicy mieli do pokonania dystans sprinterski czyli 5 km biegu - 20 km roweru - 3 km biegu. Zawody odbywały się z dozwoloną jazdą w grupie. Mistrzem Polski został Daniel Formela, drugie miejsce zajął Sylwester Kuster, a na trzecim miejscu uplasował się Maciej Kubiak. Wśród kobiet Mistrzynią Polski została 18 letnia Oliwa Kwaśniewicz, druga na podium była Justyna Woźniak, a trzecie miejsce przypadło Marii Pytel.


Adrian Kapusta: Na chwilę obecną w Polsce nie masz sobie równych w kombinacji bieg - rower - bieg. Mistrzostwa Polski były rozgrywane na dystansie sprinterskim, lecz nie straszny Tobie jest także długi dystans, na którym startowałeś na Mistrzostwach Europy i Świata. Który dystans jest Ci bliższy krótki z jazdą w grupie czy długi z jazdą indywidualną?
Daniel Formela: Dystans duathlonu nie stanowi dla mnie żadnego dylematu. Rozkładając go na pojedyncze dyscypliny, to uwielbiam startować w biegach od 3000m do półmaratonu. Kiedy ścigałem się na rowerze, to odnosiłem sukcesy w krótkich czasówkach po górach, jak i w długich maratonach, czy nawet w wyścigu trwającym ponad osiem godzin.

 

Czy na MP realizowałeś taktykę ucieczki na rowerze, czy po prostu trzymałeś swoje waty a wyścig zweryfikował wszystko na mecie?

W trakcie MP starałem się narzucać jak najmocniejsze tempo biegu, aby ograniczyć liczebność potencjalnej grupki na rowerze. Na trasę rowerową wyjechałem razem z Sylwestrem Kusterem, który na biegu był bardzo mocny. Przez około 10km współpracowaliśmy z Sylwestrem, zmieniając się na prowadzeniu.

Moją taktyką było nie dopuścić do połączenia naszej dwójki z grupką pościgową, dlatego starałem się dawać bardzo mocne zmiany. W okolicy dziesiątego kilometra zaatakowałem, bo czułem „pod nogą” duży zapas. Drugą rundę zacząłem już samotnie i starałem się trzymać wyższe tempo niż na poprzedniej rundzie. Jeśli chodzi o waty, to na tak krótkim starcie były dla mnie jedynie wskaźnikiem czy jest ok czy nie. Nie pilnowałem mocy w taki sposób jak robię to na długim dystansie.

 

MistrzPolskiWduathlonieDanielFormelawwywiadzieDlaAT1

 

Co się stało na Mistrzostwach Świata w duathlonie na długim dystansie? Zawodów nie ukończyłeś.

Sprawa jest bardzo prosta. W okolicach 45km trasy rowerowej złapałem kapcia. Próbowałem naprawić koło, bo miałem przy sobie zestaw naprawczy. Niestety nie dało się już nic naprawić i musiałem na przebitym kole powoli dotoczyć się do miasta.

 

Twój sezon zaczął się zdecydowanie później niż innych na półkuli północnej. Czy korzystając z formy planujesz jeszcze starty jesienią czy stawiasz na przygotowania do kolejnego sezonu?

Mój sezon zaczął się praktycznie niedawno. Od marca do sierpnia w ogóle się nie ścigałem i nie trenowałem. Wynikało to z dolegliwych komplikacji zdrowotnych. Dopiero w czerwcu wróciłem do pełni zdrowia i zacząłem się ruszać. Trenowanie zacząłem w lipcu.
Przede mną jeszcze kilka biegów. Już w najbliższą niedzielę wezmę udział w Biegnij Warszawo, a później wystartuję w półmaratonie oraz kilku krótszych biegach.

 

MistrzPolskiwduathlonieDanielFormelawwywiadziedlaAT2

 

Jak idą Twoje treningi pływackie? Lionel Sanders potrzebował sześciu lat nauki pływania. Pływa 8 razy w tygodniu aby rywalizować i wygrywać ze światową czołówką zawodników PRO.

Z pływaniem w tym roku zrobiłem bardzo duży postęp. Niestety nie byłem w stanie tego pokazać na Herbalifie Ironman 70.3 Gdynia, ze względu na krótki okres treningowy po długiej przerwie. Na zimę planujemy z trenerem jeszcze więcej pływania oraz treningi w klubie pływackim. :)

 

Czy w przyszłym roku częściej będziemy mogli Ciebie zobaczyć w triathlonach?

Zdecydowanie tak! Planuję co najmniej tyle startów w triathlonie, co w całej dotychczasowej karierze. :) Wystartuję w co najmniej czterech połówkach Ironmana i kilku krótszych triathlonach.

 

Jakiś czas temu miałeś problem ze sponsorami i zastanawiałeś się nad powrotem do pracy na pełny etat. Jak sytuacja wygląda teraz? Czy możesz realizować treningi i regenerację w pełnym zakresie?

Nadal wykonuję pracę zarobkową, ale w takim zakresie, który nie koliduje mi z treningami. Sponsorów nie mam, ale na szczęście mam rodzinę i przyjaciół, którzy mi pomagają i wspierają, abym mógł dalej trenować i się rozwijać.

 

MistrzPolskiwduathlonieDanielFormelawwywiadziedlaAT3

Opublikowane w Wywiady

W miniony weekend Ewa Bugdoł zdobyła swój ósmy tytuł Mistrzyni Polski na dystansie 1/2 Ironmana, przekraczając metę w czasie 4:22:16. O szczegółowych wynikach pierwszej trójki kobiet i mężczyzn pisaliśmy w artykule: "Luft i Bugdoł mistrzami Polski. Na Facebooku wrzało". Dziś krótki wywiad z nieustępującą od lat Mistrzynią Polski na średnim dystansie. 

Adrian Kapusta: Gratuluję zdobycia tytułu Mistrzyni Polski. Twoja passa zwycięstw pozostaje nieprzerwana. Jak oceniasz konkurencję wśród u kobiet na długim dystansie w Polsce?


Ewa Bugdoł: Dziękuję bardzo. Wysiłek włożony w zdobycie Mistrzostwa Polski co roku jest coraz większy. Pojawiają się nowe zawodniczki takie jak Olga Kowalska, Aleksandra Jędrzejewska czy Anna Wiese, które reprezentują bardzo dobry poziom sportowy. Wiele zawodniczek przechodzi z dystansu olimpijskiego na długi tak jak Paulina Kotfica.

 

Przez okres zimowy trenowałaś w USA. Niedawno przyleciałaś do Polski. Jak długo planujesz pozostać w kraju? Jakie masz plany startowe w najlbliższym czasie?


Cały sezon chcę spędzić w Polsce i startować w kraju oraz za granicą. W tym roku będę startować W Mistrzostwach Europy w Poznaniu i to będzie mój debiut na dystansie Ironman. We wrześniu planuję start w Chinach i jak zdrowie dopisze, to zakończyć sezon startem na Mistrzostwach Świata ITU Oklahoma City .

 

 

ewa rafako_2016

 

Jak oceniasz organizację Mistrzostw Polski w Sierakowie? Jak wiemy w Sierakowie nie jest płasko. Czy odpowiada Ci taki rodzaj trasy?


Impreza należała do bardzo udanej i na wysokim poziomie. Trasa dobrze oznaczona i zabezpieczona, ciekawa i urozmaicona z wieloma aid station. Niejeden zagraniczny organizator powinien się uczyć od nas.

 

W związku z tym, że startujesz na długich dystansach czy współpracujesz z Polskim Związkiem Triathlonu?


Polski Związek triathlonu wspiera mnie w zawodach federacji ITU.

 

Jak wygląda Twój dzień przed wyścigiem? Jaki trening wykonujesz przed startem na długim dystansie? Co jesz na dzień przed wyścigiem?


Dzień przed zawodami staram się dużo odpoczywać. Zazwyczaj robię spokojny rozruch, sprawdzam sprzęt kolarski i to wszystko. Nie mam jakiejś specjalnej diety. Jem to co zwykle, czyli na śniadanie jajecznicę, na obiad mięso + ziemniaki albo ryż, gotowane warzywa, a na kolację coś lekkostrawnego. Staram się dużo pić przez cały dzień.

 

Jakie masz wskazówki dla naszych czytelników, jak poradzić sobie ze stresem przedstartowym?


Najlepiej myśleć pozytywnie i nie patrzeć na listę startową. Wyciszyć się, nabrać kilka głębokich wdechów i wydechów to powinno pomóc. Warto zapoznać się z przebiegiem trasy i zrobić przedstartową wizualizację wyścigu.

 

Jakie widzisz różnice porównując triathlon w Polsce i USA?


Jeżeli chodzi o organizację zawodów w Polsce to jesteśmy w czołówce światowej. Bardzo dobrze opisał to Maciek Dowbor w swoim artykule USA vs. Polska - znajdź różnicę Z poziomem sportowym zawodników niestety odbiegamy daleko od amerykańskich zawodników. Poziom amatorów nie różni się w dużym stopniu od profesjonalistów. Amerykańscy triathloniści poświęcają więcej czasu na trening i zazwyczaj trenują w grupach, co zwiększa poziom sportowy. Amerykańscy trenerzy są bardzo otwarci na współpracę z innymi trenerami. Dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem. Mają nawet swój miesięcznik, w którym wymieniają się wiadomościami.


Co chciałabyś osiągnąć jako zawodniczka PRO? Czy masz jakieś szczególne marzenia?

 

Chciałabym wystartować na Hawajach i zająć wysokie miejsce, najlepiej na podium.

 

Dziękuję mojemu trenerowi Grzegorzowi Zgliczyńskiemu za dobre przygotowanie do sezonu, a także moim sponsorom Rafako S.A., Wulkan S.A oraz Silesia Clinic.

 

Ewa Bugdoł - wyniki z Sierakowa

EwaBugdolNiepokonanaMistrzyniPolski3

Opublikowane w Wywiady

W miniony weekend Mikołaj Luft zdobył tytuł Mistrza Polski na dystansie 1/2 Ironmana, przekraczając metę w czasie 3:57:41. O szczegółowych wynikach pierwszej trójki kobiet i mężczyzn pisaliśmy w artykule: "Luft i Bugdoł mistrzami Polski. Na Facebooku wrzało". W rozmowie z AT Mikołaj opowiedział o starcie w Sierakowie, codziennych treningach i planach na przyszłość. 

 

Adrian Kapusta: Gratuluję zwycięstwa w Sierakowie! Tytuł Mistrza Polski na średnim dystansie należy do Ciebie. Jakie emocje towarzyszyły Ci po przekroczeniu mety?


Mikołaj Luft: Jeszcze na początku odcinka biegowego nie miałem pojęcia, jak wygląda sytuacja na trasie i gdzie znajduje się moja konkurencja. Gdy po dwóch kilometrach biegu usłyszałem, że przewaga po rowerze to ponad cztery minuty, zacząłem się wręcz zastanawiać, czy nie pojechałem zbyt mocno, a pozostali zawodnicy nie oszczędzili więcej sił na bieg. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy po dziesięciu kilometrach dowiedziałem się, że przewaga wzrosła do pięciu minut! Wtedy dopiero uwierzyłem, że na prawdę wygram te zawody! Na mecie czułem absolutną euforię podsycaną przez sympatię kibiców, nie mogłem też powstrzymać łez szczęścia. Pomimo wielu innych udanych startów dopiero teraz udało mi się sięgnąć po tytuł Mistrza Polski na dystansie 1/2 Ironman-a.

 

Pojechałeś na rowerze wyraźnie szybciej od innych zawodników PRO. To był klucz do zwycięstwa w tych zawodach. Czemu zawdzięczasz taką formę kolarską?

 

Po zawodach w Piasecznie nie byłem pewien swojej formy kolarskiej, a tym bardziej biegowej. Przez tydzień dzielący te dwa starty jednak dobrze się zregenerowałem, a co najważniejsze dobrze spałem, co przy dwójce małych dzieci nie jest oczywiste. To zasługa mojej żony Izy, która w krytycznych momentach bierze na siebie główny ciężar opieki nad Niną i Tadziem. W dniu startu w Sierakowie czułem się dobrze, co było już widoczne na trudnym podbiegu do strefy zmian, gdzie wyprzedziłem wielu rywali. Lubię też deszczowe warunki, zobaczyłem więc szansę dla siebie w samotnej jeździe z przodu stawki.

 

Triathlon w Polsce nieustannie się rozwija. Coraz większe nagrody pieniężne, coraz więcej zawodów. Jako doświadczony zawodnik, od wielu lat rywalizujący na tej scenie, jak widzisz rozwój polskich triathlonistów?


W Polsce głównie rozwija się nurt zawodów masowych na długich dystansach i w formule bez draftingu. Zupełnie inaczej ma się jednak sytuacja z tak zwanym sportem kwalifikowanym - starty sprinterskie i olimpijki z cyklu Pucharu Polski i Mistrzostw Polski. O ile na dystansie długim jest coraz więcej zawodników i są oni coraz bardziej doceniani, to na krótkich dystansach zapanowała pewna stagnacja. A to jest działka, która prowadzi do startu na Igrzyskach Olimpijskich oraz jest szkołą dla przyszłych mistrzów IRONMAN. Dobrze, że niektórzy sponsorzy, tacy jak np. Elemental Holding, widzą potrzebę inwestycji w młodzież i rozwój również krótkich dystansów triathlonu.

 

W zeszłym roku zadebiutowałeś w pełnym dystansie Ironman. Czy zamierzasz dalej iść w tym kierunku? Czy zostajesz na tzw. połówkach? Jakie masz plany startowe na ten sezon?


Zeszłoroczny start w Barcelonie nie był moim pierwszym IRONMAN-em, bo ukończyłem już jeden taki start w Borównie w 2010 roku, ale było to znacznie za wcześnie. Do Barcelony byłem już przygotowany znacznie lepiej, a więc i czas 8:28 traktuję jako dobry prognostyk na przyszłość. Dalekosiężny cel to kwalifikacja na Mistrzostwa Świata na Hawajach w kategorii PRO, co wymaga co najmniej dwóch startów na dystansie IRONMAN i dwóch lub trzech solidnych zawodów IRONMAN 70.3. Warto też dodać, że aby znaleźć się wśród 50-ki zawodników PRO promowanych awansem na Konę, na powyższych zawodach trzeba zajmować miejsca przynajmniej w pierwszej piątce, co jest nie lada wyzwaniem. W związku z tym, wraz z początkiem okresu kwalifikacyjnego, planuję starty za oceanem. Do tego czasu skupiam się na zawodach w Polsce - 5150 Warszawa, Susz Triathlon i Mistrzostwa Europy ETU w Poznaniu na dystansie Ironman, a jeżeli starczy sił, to zobaczymy się również w Gdyni.

 

Bycie najlepszym wiąże się ze stresem i presją. Jak radzisz sobie ze stresem?


Stres jest dla mnie nieodłączną częścią zawodów i pomaga mi w bezpośredniej rywalizacji. Na treningu nigdy nie potrafię osiągnąć takiej mobilizacji, jak na zawodach. Uczucie bycia faworytem jest przyjemne, jednak nigdy nie jestem pewien wygranej. Wręcz przeciwnie, im bardziej czuję się pewnie, tym zazwyczaj gorzej wypadam na zawodach. Przed startem zazwyczaj też źle sypiam, wtedy jednak przypominam sobie historię Roberta Korzeniowskiego, który przed zdobyciem jednego ze złotych medali olimpijskich nie zmrużył w nocy oka.

 

Czy możesz przybliżyć czytelnikom Akademii Triathlonu jak wygląda Twój dzień po zawodach? Jak odpoczywasz? Jak regenerujesz zmęczone ciało? Co jesz?


Po zawodach najważniejsze dla mnie to dobry sen, a następnego dnia masaż lub rolowanie mięśni i po południu przejażdżka 1-1,5h na rowerze. Jem też więcej białka, a jeżeli start był długi, pozwalam sobie nawet na sporą ilość słodyczy. Dwa dni po starcie muszę jednak ograniczyć nieco jedzenie, aby wyczerpany organizm zachłannie nie zaczął kumulować nadmiaru kalorii.

 

Jesteś już w tym sporcie od lat. Wielu Twoich rywali zmieniło sposób życia. Skąd czerpiesz motywację do dalszych treningów?


Mam wrażenie, że ja nie potrafię już inaczej funkcjonować, iść każdego dnia do "zwykłej" pracy, zrezygnować z emocji towarzyszących zawodom itd. Pociąga mnie pewna elitarność naszej dyscypliny oraz to, że trening jest zróżnicowany i wszechstronny. Własną karierę sportową łączę też z pracą trenerską, dzięki której spotykam nietuzinkowych ludzi, a ich sukcesy motywują mnie samego do kolejnych ciężkich treningów.

 

Startowałeś już w wielu zakątkach świata. Czy są zawody o których marzysz, lecz jeszcze nie miałeś jeszcze okazji w nich brać udziału?


To oczywiście wspomniana już Kona. Chciałbym też wreszcie wybrać się do Australii i Nowej Zelandii, jednak wraz z trenerem Piotrem Sauerlandem decyzję o lokalizacji startów podejmujemy kierując się względami merytorycznymi takimi jak ukształtowanie terenu, stawka zawodników, czy łatwość dojazdu. Nie wiem więc, czy Australia jest pod tym względem nam po drodze.

 

Mikołaj Luft - wyniki z Sierakowa


MikolajLuftMistrzPolskiZSierakowa3

Opublikowane w Wywiady

Adrian Kapusta: Michał, gratuluję sukcesu w Sierakowie podczas Mistrzostw Polski na dystansie 1/2 Ironmana! Byłeś pierwszy w swojej kategorii wiekowej i drugi wśród amatorów. Uzyskałeś rewelacyjny czas na odcinku rowerowym. Tego dnia na rowerze byłeś najszybszy. Pojechałeś szybciej od Mikołaja Lufta o 4 minuty i od Kacpra Adama o 8 minut (2:01 według oficjalnego czasu). Czy masz za sobą przeszłość kolarską?


Michał Podsiadłowski: Dziękuję bardzo. Nie, nigdy nie trenowałem kolarstwa w żadnej postaci. Przed debiutem w triathlonie w 2011 roku miałem tylko rower MTB i dwa tygodnie przed startem kupiłem pierwszy rower szosowy.


Wielu czytelników jest ciekawych, jak dużo wysiłku włożyłeś w jazdę na rowerze. 
Czy możesz podać na ile procent Twojego FTP jechałeś?

Jaki uzyskałeś współczynnik IF? Ile wykręciłeś watów na kilogram?Jeśli znałbym swoje aktualne FTP to mógłbym podać :) A tak na serio to ostatni test, który robiłem w marcu zeszłego roku (2x8min metodą CTS) wskazał wartość 355W. Pojechałem średnio 292 Watt, moc znormalizowana to 302 Watt więc IF wychodzi 0,85. Przy obecnej wadze 73 kg daje to 4,0 W/kg. Zawsze bardzo ekscytowałem się analizą jazdą PROsiaków z IM Kona na Training Peaks, więc podzielę się też swoją jazdą

 

http://tpks.ws/eED4z

 

Udało się pojechać zgodnie z założeniami - miało być sub2h i 310W NP. Szkoda tylko, że było ślisko i dobieg był taki długi - 1:59 miało być oficjalnie :)

 

WywiadZMichalemPodsiadlowskim2


Na Facebook'u można zobaczyć, że często trenujesz w nocy. Jak po takim treningu radzisz sobie z zaśnięciem?


Tak to prawda. Pracuję na cały etat, wracam do domu około 18.00 i poświęcam trochę czasu rodzinie. Wsiadam na trenażer lub idę biegać w zależności od treningu o 20-21, ale zdarzały się również treningi o 23.00. Z zasypianiem nie mam problemów - około godziny zajmuje mi pozbieranie się po treningu - prysznic, jakiś posiłek, obowiązkowa analiza na Training Peaks, co dokładnie pojechałem itp. Po tym wszystkim same oczy mi się zamykają.


Największym problemem u amatorów jest regeneracja. Wiadomo, praca, rodzina, dom i trzeba jeszcze trenować. Jak się regenerujesz, czy masz jakieś sprawdzone metody?


Ameryki nie odkryję jeśli powiem, że sen to jest to, co najlepiej regeneruje. Do tego zbilansowana dieta i ograniczenie ilości słodyczy, choć z tym ostatnim to czasem ciężko. Dodatkowo po ostatnich problemach z napięciem mięśni uda staram się regularnie rolować i traktować prądem - na Gwiazdkę dostałem od żony elektrostymulator. Rozczaruję wszystkich, ale nie stosuję jakiś mega suplementów, tajnych mikstur czy innych tajemniczych metod. Czasem po treningu wypiję białko lub odżywkę potreningową, zjem batona proteinowego, o ile akurat jest w mojej tri-szufladzie, ale kanapką z pasztetem też nie pogardzę.
Poza tym wszystkim to jeszcze pani od sprzątania - dzięki niej mogę zamiast biegać z mopem, usiąść z córką na kanapie i obejrzeć po raz kolejny Kevina samego w domu, wg 6-latki idealny film na majowe popołudnie.


Jakie jest Twoje największe ograniczenie, które utrudnia Ci uzyskanie jeszcze lepszych wyników?


Na pewno jest to czas wolny, który mógłbym poświęcić na trening i regenerację - takie zwykle leżenie i nic nie robienie. Praca szczególnie ostatnio, od kiedy zostałem scrum master (kierownikiem drużyny) dość mocno mnie angażuje. Czasem zdarza się, że zostaję do późna w biurze i muszę odpuścić trening lub wracam ujechany jak “koń po westernie” i jedynie o czym myślę to kołderka i poduszka. Nie mogę też pozwolić sobie na liczne wyjazdy na obozy treningowe - moje Calpe jest w sypialni, gdzie stoi trenażer, a Szklarska Poręba to las i chodniki w Ząbkach gdzie mieszkam. Choć raz w roku podczas długiego weekendu majowego staram się odwiedzić Szklarską i parę KOMów strzelić. W tym roku było bardzo zabawnie, szczególnie kiedy wieczorami każdy odpalał Strava’ę i analizował :)

 

Z drugiej strony to praca daje mi możliwość realizacji w tym pięknym sporcie. Nie mam żadnych sponsorów poza ojcem, który oczywiście jest fanem moich sportowych zmagań i często dokłada się do sprzętu, który kosztuje małą fortunę. Właśnie ten sprzęt to poniekąd kolejne drobne ograniczenie. Mój rower, mocno zmodyfikowane Cervelo P3 z 2011, nie jest topową maszyną nawet mimo starań Krzysztofa z bikeservice.com.pl, który wymienił w nim już wszystko, co było można - z oryginalnego roweru została sama rama. Tylne koło to też nie jest prawdziwy dysk - mam tzw. aerocover, który jest już dość sfatygowany. Peknięcial wgniecenia i taśma izolacyjna zamiast strukturalnego karbonu, ale działa! Chętnie zmieniłbym rower na coś z kolejnej generacji - nowy Canyon, Scott Plasma 5 lub Dimond, ale fundusze ograniczają.

 

pod3 sierakow2016

fot. Magda Warzybok


Jakie masz plany na dalszą część sezonu?


Zostałem zaproszony do Susza jako celerbryta :) i chciałbym tam też dobrze się zaprezentować. Rozważam też odzyskanie tytułu najszybszego triathlonisty branży IT w ramach Triathlon-IT. Zostałem też zaproszony już drugi raz do Bydgoszczy i chciałbym tym razem wystartować. Niestety termin jest bardzo blisko wydarzenia, którego nie chcę drugi raz przegapić - znaki na niebie i USG wskazują, że 19 lipca przejdę do kolejnej kategorii - ojca dwójki dzieci. W związku z tym wydarzeniem negocjuję też start w Gdyni, ale na razie jest opór. We wrześniu natomiast wybieram się na Ironman Weymouth.


Czyli planujesz ponownie zakwalifikować się na Hawaje...


Obiecałem córce, że będzie mogła się pochwalić w szkole, że jej tata jest mistrzem świata. Jeśli angielska ziemia okaże się łaskawa, a żona pozwoli, to chciałbym wziąć slota, ten byłby na 2017 ze względu na datę zawodów. Poza samą kwalifikacją trzeba się jeszcze przygotować do zawodów, co przy dwójce dzieci będzie na pewno większym wyzwaniem. No i na koniec trzeba za sam wyjazd zapłacić - po powrocie z wyspy odczuliśmy dołek finansowy, Hawaje to nie jest najtańsze miejsce na świecie.

 

 pod sierakow2016

fot. Magda Warzybok


Jakie jest Twoje największe marzenie, które chcesz zrealizować w sporcie?


Chciałbym zostać mistrzem świata w kategorii wiekowej na Hawajach i jednocześnie dołączyć do klubu sub-9. “Trójka” z przodu na ½ też się do mnie uśmiecha. Od kiedy przeczytałem o Maćku Skórze, którego poznałem w Borównie podczas mojego debiutu w 2011, sub-4 na połówce zawsze było jakimś takim odległym celem do którego dążę.


Czy masz jakiegoś szczególnego rywala, z którym chciałbyś wygrać?


Tych dziesięciu przede mną z Sierakowa :) A tak na serio to nie mam takiego jednego konkretnego. Na świecie jest kilku, z którymi ścigałem się w 2015 w Zell am See i na Hawajach - Philipp Koutny, Lukas Kramer czy Charlie Pennington z M35. Jest też Dan Stubleski, etatowy mistrz AG z Hawajów. Fajnie byłoby pościgać się z nimi jak równy z równym i przywitać ich na mecie.

 

Michał Podsiadłowski - wyniki z Sierakowa. 

 

podsiadlowskki sierkaow

Opublikowane w Publicystyka

Od kilku tygodni trójka czołowych triathlonistów Polski przebywa na obozie klimatycznym w RPA. O pierwszym starcie Marii Pytel, Przemysława Szymanowskiego i Sylwestra Kustra już pisaliśmy. Dziś przedstawiam zapis rozmowy z Przemkiem, zwycięzcą zeszłorocznego Herbalife Triathlon Susz.

 

 

 

 

 

Jesteś teraz na obozie przygotowawczym w RPA z Sylwestrem Kusterem i Marią Pytel. Jakie są zalety takich obozów? Jak długo będziecie w Afryce Południowej?

Jeżeli chodzi o trening zimą, to nie ma nic lepszego jak ciepło i słońce, takie jak mamy tutaj. Jest od 25 do 30 stopni Celsjusza. Pogoda praktycznie codziennie ta sama (czyli słoneczna). Nie musimy się martwić, że będzie padał deszcz. Spokojnie można realizować założony przez nas trening. Poza tym w cieple dużo łatwiej się trenuje. Nie tracimy energii na ogrzanie organizmu i rozgrzanie mięśni. A rozgrzany mięsień lepiej pracuje,  jest wydajniejszy i trudniej o kontuzję (np. nadciągnięcia). To jest największa zaleta takiego obozu. Przyjechaliśmy tutaj na prawie 6 tygodni. Zaliczymy dwa starty i przy okazji przygotowujemy się do sezonu 2012.

 

Jak wygląda przykładowy dzień na obozie?

Nasz każdy dzień wygląda podobnie. Trzy treningi dziennie, rano pływanie, potem rower i wieczorem bieg. Czasami mamy tzw. „zakładki”, czyli przechodzenie z jednej dyscypliny do drugiej np. po pływaniu na rower lub po rowerze na bieg. Jest to potrzebne w celu przyzwyczajenia organizmu do pracy jaką mamy na zawodach.
Są też dni regeneracyjne, wtedy mamy jeden lub dwa treningi dziennie. Przeważnie są to luźne jednostki, na rozmasowanie i rozluźnienie mięśni. W dużej objętości treningowej, takie jednostki są potrzebne dla szybszej regeneracji.

 

Jakie są według Ciebie Twoje mocne strony w triahlonie, a co chciałbyś jeszcze poprawić?

Do poprawienia mam przede wszystkim pływanie. Jest to moja najsłabsza strona, bowiem późno nauczyłem się pływać, a także nie mam tzw. „dobrego czucia” wody. Ale moje pływanie z roku na rok jest coraz lepsze. W ostatnich latach pracowałem dosyć mocno nad swoją techniką, co pozwoliło mi na osiąganie coraz lepszych rezultatów. Mam nadzieję, że w tym sezonie znów będzie lepiej. Z rowerem nie mam problemów, dosyć szybko potrafię złapać formę, myślę, że to jest moja najmocniejsza strona. Z biegiem jest podobnie jak z rowerem. Jednak w bieg muszę wkładać więcej pracy, aby być w dobrej dyspozycji. Ogólnie chcę poprawić wszystkie dyscypliny, bowiem poziom europejski i światowy, a do tego dążę, jest bardzo wysoki. Żeby ten poziom osiągnąć, potrzeba jeszcze wiele pracy.

 

Jesteś mistrzem Polski na dystansie długim. Tytuł ten zdobyłeś w pierwszym swoim występie na tym dystansie. Czy nie stracisz motywacji przed kolejnym triathlonem w Suszu?

Tak, jestem mistrzem Polski w ½ Ironmana. Tytuł ten przyszedł mi dosyć szybko. Jednak znałem czołówkę Polski i wiedziałem na co mnie stać. Mój brat Dominik startował od 2008 roku i relacjonował mi jak jest w Suszu. Na co muszę zwrócić uwagę i jak się przygotować. Wziąłem sobie te rady do serca i spróbowałem po raz pierwszy swoich sił na tym dystansie. Jednak moje przygotowania nie poświęciłem jedynie pod ten dystans. Miałem przed sobą jeszcze cały sezon na dystansach sprinterskich i olimpijskich, więc Susz był tylko pewnym etapem przygotowań pod mój sezon startowy 2011. Sukces ten nie sprawił, że spocząłem na laurach i powiedziałem sobie „jesteś najlepszy”, wręcz odwrotnie, uświadomił mi, że mogę wiele osiągnąć jeśli się czegoś bardzo chce. Chciałem zostać mistrzem Polski i zostałem. Teraz chciałbym, pojechać na Igrzyska Olimpijskie do Rio 2016.

 

Jacy zawodnicy mogą Ci zagrozić w obronie złota w Suszu?

Tak jak powiedziałem, interesuje mnie awans na IO w Rio. Mój start w Suszu, kłóciłby się ze startami jakie zaplanowałem na ten sezon. Dlatego w tym roku, niestety, zabraknie mnie na starcie w Suszu. Ale myślę, że jeszcze kiedyś do niego powrócę. Jeśli chodzi o zawodników, to bardzo bym chciał, aby tytuł został w rodzinie. Mam nadzieję, że mój brat Dominik, zastąpi mnie w tym roku.

 

Jakie więc są Twoje priorytety  sportowe w 2012 roku?

Sezon 2012  chcę poświęcić na zdobywanie punktów w światowym rankingu ITU, aby potem móc startować na Pucharach Świata i serii Mistrzostw Świata. Na tych imprezach, będę mógł zdobywać punkty potrzebne do kwalifikacji olimpijskiej. Moim głównym priorytetem jest awans w rankingu ITU do pierwszej dwusetki, a może i wyżej.

 

Masz 26 lat, czy w przyszłości możemy się spodziewać, że będziesz startował na dystansie pełnego Ironmana?

Szczerze mówiąc, to nie zastanawiałem się jeszcze nad startem na dystansie Ironmana. Myślę, że jak będę miał „swoje lata” i spełnię się w swoich założeniach, to pewnie będę chciał spróbować sił na tym dystansie. Jednak będzie to wymagało ogromnych przygotowań, a nie wiem, czy będę miał na tyle sił. Znając jednak moją ambicję, to bardzo możliwe, że w przyszłości wystartuję w Ironmanie, aby stać się prawdziwym facetem z żelaza.

 

Gdybyś miał doradzać amatorom, to jaka jest recepta na sukces w triathlonie?

Przede wszystkim cierpliwość, wytrwałość, praca i upór w dążeniu do swojego celu. Cel może być naprawdę różny. Ktoś może mieć za cel zmieszczenia się w 6h w „połówce” Ironmana. Ktoś może mieć za cel schudnięcie 10 czy 15kg. Naprawdę cele można wymieniać w nieskończoność. Jednak w zachowaniu podstawowych zasad, każdy cel można osiągnąć. Potem jest niesamowita satysfakcja, że dokonało się czegoś, co jeszcze nie tak dawno było marzeniem. Oczywiście cele, muszą być duże, ale niezbyt przesadzone. Np. jeśli ktoś pływa 25minut na 1500m, nie może sobie powiedzieć, że w tym sezonie chce pływać 19 czy 20 minut. Ale 23minuty są już dużo bardziej realne. Tak samo jest z pozostałymi rzeczami. To jest moja recepta na sukces. Jeszcze jedną ważną rzeczą jest towarzystwo. Bardzo dobrze jest mieć kogoś, kto ma podobny cel do naszego. Wtedy naprawdę, jest dużo łatwiej i przyjemniej osiągać swoje cele.

 

Kto jest Twoim triathlonowym wzorem i dlaczego?

Tak naprawdę to nie mam jakiegoś wzoru w triathlonie. Imponują mi najlepsi!  Pamiętam jednak moje pierwsze spotkanie z Xavierem Gomezem w 2007 roku na Mistrzostwach Świata sztafet. Dał mi tak ogromną motywację, że w tym samym roku, po raz pierwszy wygrałem Mistrzostwa Polski na dystansie sprinterskim w triathlonie. Kiedy zobaczyłem, że jest on niezbyt wysokim i niepozornym z wyglądu zawodnikiem, uświadomiłem sobie, że bardzo dobry triathlonista nie musi mieć 185cm wzrostu, być umięśniony i wyżyłowany. Może być niepozorny i niezbyt wysoki tak jak Xavier. Musie jednak mieć ogromną siłę walki. Widziałem jak biegł z lekkością niczym sarenka. Bardzo mi się to podobało. Teraz bardzo imponują mi bracia Brownlee, jednak z nimi jeszcze nie miałem okazji się spotkać. Może w tym roku mi się to uda?

 

Dziękuję za wywiad i życzę miłego trenowania w temperaturze 25 stopni!

Opublikowane w Wywiady

Wielu z Was szuka w internecie ciekawych filmów o triathlonie. Większość z nich pokazuje trening lub skróty z zawodów. Jest też jeden polski film, wyjątkowy, który nie ukazuje drogi do mety, lecz drogę do osiągnięcia celu znacznie ważniejszego – powrotu do życia. Film, który jest etiudą studencką Bartosza Warwasa i opowiada o Marku Jurowskim – człowieku, który zmagał się z własną nieśmiałością, kontuzjami, przeżył wypadek w którym zginął jego ojciec. I w końcu zmagał się z wyzwaniem największym: walką z nałogiem alkoholowym i uzależnieniem od antydepresantów. Marek urodził się w Pabianicach w 1964 roku. Sport zawsze był obecny w jego rodzinie. Mama była lekkoatletką, ojciec bokserem. Nic dziwnego, że młody Marek zajął się sportem. Nie miał ulubionej dyscypliny, najdłużej trenował karate. Od zawsze podobał mu się jednak triathlon. Na początku nie wierzył, że uda mu się pokonać dystans. Podobnie było z podejściem do życia. Brak wiary w siebie i akceptacji własnej osoby. Potem kolejne problemy jakie przyniosło życie. Finał Jego historii jest jednak pozytywny, bo Markowi udało się nie tylko ukończyć kilka triathlonów, ale pokonać nałóg i wygrać nowe życie. Nie raz stawał na podium, ale najważniejsze, że stanął na nogi. Uprawia sport, prowadzi mały klub sportowy, nie boi się rozmawiać z ludźmi. Nie pije… Nie bierze…


Historię Marka Jureckiego poznałem dzięki filmowi na Youtube... Jak Pana znalazł autor filmu?

Znalazł mnie, ponieważ chciał nakręcić film o kimś, kto jest ciekawą osobą. Byłem wtedy w Klubie Ludzi Sukcesu. Trafiłem tam skierowany w ramach terapii. A wszystko zaczęło się od wypadku i mojego uzależnienia. Te spotkania wiele mi dały. To sposób na walkę ze swoją nieśmiałością, oporem mówienia. Po jakimś czasie zostałem nawet prezydentem tego klubu. Wymagało to sporo pracy, ale i tak nie tyle, ile w moim klubie sportowym.

Na czym polega uczestnictwo w Klubie Ludzi Sukcesu?

Uczymy się wypowiedzi, ale przede wszystkim innego sposobu myślenia. Ludzie, gdy się spotykają, niemal zawsze zaczynają od narzekań. My uczymy się innego podejścia do problemów i przestawiamy się na ich rozwiązywanie. Problemy są zawsze, ale najważniejszą rzeczą jest podejście do nich. Spotkania w klubie zawsze zaczynamy od opowiadania o swoich sukcesach, z ostatniego dnia, tygodnia. To nie muszą być jakieś wielkie osiągniecia. Możemy się pochwalić na przykład zmianą nawyku, czy nawet przykręceniem kranu. Chodzi o to, by wyłapywać te małe rzeczy, które czynią nasze życie lepszym. To jest tak zwany Sukces Na Co Dzień. Później przechodzimy do Łańcuszka Mówców. Uczestnicy nawzajem narzucają sobie luźne tematy do rozmowy i muszą zmieścić się w jednej minucie. Tematy są czasem banalne, na przykład ja musiałem kiedyś mówić o „czapeczce z czerwonym bąbelkiem”. I na początku miałem duże opory aby się wypowiedzieć, zwłaszcza publicznie. Z czasem nabrałem jednak pewności siebie i nie mogłem się doczekać kiedy znów przyjdzie moja kolej na mówienie.

Do Klubu trafił Pan w ramach terapii?

Tak. Po zakończeniu zajęć moja terapeutka wysłała mnie właśnie do tego klubu. Na początku było mi naprawdę ciężko, stresowałem się. Ale w miarę upływu czasu zacząłem się w tym odnajdywać. Trafiłem do zespołu Realizacji Celów- wyznaczaliśmy sobie cele i musieliśmy do nich dążyć.

Jaki był Pana pierwszy cel?

Chciałem otworzyć sklep rowerowy.

Udało się ?

Nie. Ale udało się coś innego. Przez próbę realizacji tego marzenia założyłem klub UKS Rojna – a wszystko za sprawą pewnego ciągu zdarzeń. Zawsze chciałem robić coś, co jest związane z rowerami. Nagle zapragnąłem pracować z młodzieżą. Pracowałem wtedy w sklepie rowerowym, ale odkryłem jak wielką satysfakcję daje kontakt z młodymi ludźmi. Realizując cele z Klubu Ludzi Sukcesu poszedłem do domu dziecka. Ostrzegano mnie, że praca z dziećmi z takiej placówki jest trudna. Nie przejmowałem się tym. Oni potrzebowali kogoś, kto pokaże im jak się grać w piłkę, zorganizuje im zajęcia pojeździ z nimi na rowerze i pomoże im zorganizować rowery zorganizuje im zajęcia sportowe. Po tej rozmowie zrozumiałem że nie dotyczy to tylko tych dzieci u których byłem, w domu dziecka. Stwierdziłem że chcę założyć klub sportowy i tak powstał UKS Rojna. Udało się to wszystko zrealizować tylko dlatego, że dążyłem do jakiegoś celu. To był niesamowite..

I na dobre zaczęła się Pana przygoda z klubem, ale tym razem sportowym…

Dokładnie. W Gimnazjum numer 7 w Łodzi, gdzie uczył się mój syn, założyliśmy uczniowski klub sportowy. Jeździliśmy na zawody kolarskie, te mniej ważne i te wyższej rangi, na przykład na Ligę Świętokrzyską. Pierwsze zawody- zupełnie przegrane. Chłopaki nie dali rady przejechać dystansu. Właśnie wtedy na poważnie zajęliśmy się pracą treningową. Zaczęliśmy robić tempówki i rozjazdy. Starałem się im tłumaczyć, że nie wszystko da się osiągnąć od razu. Zaczęliśmy biegać. Braliśmy udział w Biegu Sylwestrowym. Dziś w klubie jest 14 osób, ale rotacja jest ogromna. To naturalne - niektórzy traktują sport o wiele bardziej poważnie, inni chcą po prostu spróbować. W końcu - wejście na wyższy poziom treningu wymaga wielu wyrzeczeń.

A jak to było z Panem? Kolarstwo, bieganie i w końcu ukończył Pan triathlon.

Zawsze było to moim sportowym marzeniem. Podziwiałem tych, którzy startowali w zawodach. Ja, niestety, miałem problemy z pływaniem kraulem i to stało na przeszkodzie ukończenia tri. Któregoś dnia, chyba w roku 2000, wybrałem się by obejrzeć triathlon organizowany w Łodzi. Nie zainteresowali mnie najlepsi, ale facet, który płynął „żabką”. Potem przesiadł się na rower, zwykłego bujanego górala. Stwierdziłem, że jeśli on może, to ja też. Minęło niewiele czasu, a sam stanąłem na linii startu triathlonu na dystansie sprinterskim i spełniłem swoje małe, sportowe marzenie.

Były jeszcze później jakieś starty ?

Oczywiście. Następny był w Poznaniu, gdzie przeszedłem istne męki. Potem dwa razy w Zakopanem. To były Igrzyska Lekarskie pojechałem, jako osoba towarzysząca. Co najśmieszniejsze, startowałem pierwszy raz w piance, ale to była pianka dla płetwonurków!

Bez maski, bez płetw… ?

Bez ! (śmiech). Największe problemy były z kapturem w piance i nawigacją, bo ciągle dobijałem do brzegu. Na szczęście na rowerze było znacznie lepiej. Po Zakopanem ponownie wystartowałem, chyba dwa razy, w Łodzi. Najdłuższy dystans jaki ukończyłem to olimpijka. Byłem wtedy bardzo dobrze przygotowany i myślę, że stać mnie było nawet na dłuższy dystans.

Kontuzje?

Kolano. Z tym borykałem się najdłużej. Po kilku basenach ciągle robiła się wielka kula na kolanie. Lekarze nie bardzo wiedzieli, co można z tym zrobić. Pomógł mi rower i jakoś doszedłem do siebie, aczkolwiek znów jestem w trakcie rehabilitacji.

Jakie plany startowe w 2012 roku?

Bardzo chciałbym ukończyć maraton pływacki. Jeśli będzie triathlon w Łodzi, to chyba też się skuszę. Oczywiście zawsze wolę startować w crossie, bo wszystkie miejsca na podium w kolarstwie górskim zająłem startując na „góralu". A jeszcze lepiej jeśli warunki są „tragiczne”: deszcz, błoto…

Wspomniał Pan o trudnościach. Wypadek, który zmienił Pana życie…

Jechałem z moim ojcem samochodem na pogrzeb wujka. Byłem zmęczony po dyżurze w pogotowiu, więc za kierownicę usiadł tata. Chcąc uniknąć czołowego zderzenia z ciężarówką uderzyliśmy w drzewo. Tata dostał wylewu. Niestety zmarł. Ja przeżyłem, tylko dlatego, że chciałem się przespać w trakcie jazdy i opuściłem w dół swój fotel. Dach samochodu dopiął się do samej szyby. Auto zostało zmiażdżone. Po wypadku zaczęło sztywnieć mi kolano. Najgorsze jednak były „zjazdy” emocjonalne. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Żona wytrzymała ze mną chyba tylko dlatego, że jest psychiatrą. Nie radząc sobie z problemami zacząłem pić. Uzależniłem się od antydepresantów. Od 1994 do 1996 roku nie byłem sobą.

Kiedy nastąpił przełom ?

Pojechaliśmy z rodziną nad jezioro. Postanowiłem wejść do wody i przepłynąłem spory dystans. Lekarze kazali mi wtedy uważać na siebie nawet w wannie, a ja pokonałem około 600 metrów i to bez przygotowania. W tamtej chwili ponownie zapragnąłem sportu. Wróciłem na rower. Wtedy wszystko powoli zaczęło się „przestawiać”. Czas spędzony w wodzie i na rowerze dał mi sporo do myślenia. Zdecydowałem się na terapię, która pozwoliła mi wrócić do normalnego życia. Trafiłem do Klubu Ludzi Sukcesu. Pojawił się pomysł na triathlon i wyzwania sportowe, które okazały się bodźcem do wyjścia z „dołka”. To był mój największy sukces. Z człowieka, który był spisany na straty, stanąłem na nogi.

„Spisany na straty” – to dokładnie Pańska wypowiedź jeszcze z Klubu Ludzi Sukcesu.

Nie zawsze akceptowałem siebie. Miałem niską samoocenę. Nie miałem dobrego kontaktu z moim ojcem, zresztą miał kiedyś problemy z alkoholem. Był człowiekiem, który ciągle coś próbował w życiu "złapać". Gdy zaczynał zbliżać się do tego, zaczynał pić. Trafił na terapię, tak jak później ja, ale tydzień później zginął w wypadku. Około pół roku przed tym zdarzeniem poczułem, że odzyskuję ojca. Zaczęliśmy ze sobą normalnie rozmawiać. Byłem bardzo szczęśliwy, że wracamy do normalnych relacji. Sześć miesięcy później go straciłem. Teraz wiem, że mój problem z samoakceptacją wynikał z ludzkiego myślenia, które polega na operowaniu schematami. Staram się przekazywać młodym ludziom, że trzeba wyjść poza te schematy. Wszyscy, bez wyjątku jesteśmy uzależnieni od tych schematów. Każdy żyje w swoim świecie. Niektóre światy są gorsze, niektóre lepsze.

Żałuje pan czegoś z czasu, kiedy był pan uzależniony?

Żałuję używania przemocy wobec syna.

Wybaczył Panu?

Nie wiem.  Zapytam Go o to. Najważniejsze, że teraz mamy dobry kontakt.

Co dzisiejszy Marek powiedziałby temu z przeszłości, który był zagubiony w nałogu i nie akceptował siebie?
Zaproponował bym mu żeby poszedł do Witolda Skrzypczyka. To człowiek, który prowadzi ośrodek dla młodzieży w Łodzi. To był mój pierwszy terapeuta i to on pomógł mi się odbić. Potem wszystko było konsekwencją tych pierwszych kroków. Pamiętam kiedyś, gdy byłem na spotkaniu z mistrzynią sztuki Zen. Powiedziała coś co było dla mnie niewiarygodne: „A teraz zapytajcie mnie, o co chcecie”. Dla człowieka jakim byłem wtedy, to wydawało się niepojęte! Jak można tak bardzo otworzyć się na innych i być zdolnym odpowiedzieć na każde pytanie?! Ona również była bodźcem, stymulantem pójścia na terapię.

Dziękuję za rozmowę.

Opublikowane w Wywiady

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test