brett sutton
Home Aktualności Wywiady Artykuły w etykiet: wywiad

Jedyna zawodniczka PRO z Polski, która w tym roku wystartowała na Mistrzostwach Świata XTERRA Maui, na Hawajach to Sabina Rzepka. Sabina zajęła 16 miejsce.  W rozmowie z triathlonistką dowiecie się dlaczego zawody na Hawajach są takie ciężkie i dlaczego co roku trasa jest modyfikowana. Kolejnym ważnym tematem jest rozterka pomiędzy kategorią PRO a Age Group.


Adrian Kapusta: Który to już raz uczestniczyłaś w Mistrzostwach Świata XTERRA Maui?


Sabina Rzepka: Tegoroczny start był moim czwartym startem w Mistrzostwach Świata XTERRA, natomiast pierwszym startem na Hawajach w kategorii PRO. W latach 2012, 2013, 2014 jako amatorka walczyłam na Maui o wysokie lokaty w kategorii wiekowej. Starty w tej kategorii przyniosły tak wiele doświadczeń, że było mnie już „stać” na rywalizację z najlepszymi na świecie, co postanowiłam zrealizować. Moja historia przejścia do kategorii profesjonalnej jest podobna do wielu obecnych Polskich zawodniczek, które po sukcesach w kategorii amatorów postanowiły rywalizować na arenie profesjonalnej. Z tym, że moja przeszłość zawsze była związana ze sportem i udziałem w zawodach więc samo ściganie się i rywalizację miałam we krwi. Przejście z AG do PRO było naturalnym procesem rozwoju zawodnika.

 

Jak wrażenia z wyścigu?


Zdecydowanie jest to najtrudniejsza XTERRA w całym światowym cyklu. Składa się na to wiele czynników, w których wyodrębnić należy te dzielące się na samo fizyczne, techniczne oraz mentalne przygotowanie do startu, czyli te, na które miałam wpływ w procesie przygotowania. Jak i te czynniki na które wpływu nie miałam lub wpływ był wysoce ograniczony, z których największą rolę odgrywa zmiana strefy klimatycznej. Dochodzi do tego fakt, że XTERRA jest całkowicie nieprzewidywalna. Nie jest to wyścig szosowy w którym jakiekolwiek “bajabongo” przejdzie niezauważone. Każdy najmniejszy błąd, niedociągnięcie natychmiast zostaje obnażone i odbija się lawinowo w postaci traconych sekund.
Nie chciałabym nikogo odstraszać od XTERRY, a raczej zachęcić do udziału ponieważ atmosfera tej odmiany triathlonu jest wyjątkowo pozytywna i przyjazna. Na próżno szukać tutaj zarówno wśród PRO jak i AG osób chorobliwie nastawionych na bicie rekordów, ponieważ zwyczajnie takowe nie istnieją. Nawet zawody na identycznej trasie są nieporównywalne. Wystarczy, że trasa rowerowa jest mokra, błotnista lub bardzo sucha i jazda w każdych warunkach jest inną bajką.
Start PRO MŚ XTERRA 2017 przewidziano na godzinę 9:00. Pływania w oceanie zawsze niesie za sobą dużą niepewność. Tego dnia wyjątkowo niekorzystnie wiał wiatr do zatoki w której pływaliśmy. Wysokie i mocne fale rozbijały się o brzeg z dużą siłą. Z reguły nie jestem osobą która obawia się wysokich fal i tego dnia też podeszłam do tego spokojnie. Jednak ocean zdecydował inaczej. Podczas wyjścia na plażę po pierwszej rundzie pływania udało mi się ładnie ułożyć na fali, jednak nie widziałam, że tuż za nią jest następna większa fala. Nie zdążyłam wyjść po pierwszej z wody, która wciągała mnie z powrotem a kolejna fala przygniotła mnie z dużą siłą pozbawiając mnie okularów do pływania. Gdyby było to wyjście już do strefy zmian T1 nie miałoby to znaczenia. Ale miałam przed sobą jeszcze 750 m pływania, które postanowiłam ukończyć bez okularów. Tempo bez okularów mocno spadło, dodatkowo w głowie zaczęły mnożyć się czarne myśli z cyklu: co będzie dalej, czy dam radę… Po wyjściu z oceanu byłam tak bardzo zmęczona psychicznie całą sytuacją, że zastanawiałam się czy nie zejść z trasy. To jednak nie w moim stylu. Powiedziałam sobie, że nie mogę się poddać i nawet gdybym miała ukończyć na czworakach to zrobię to. Przekroczę linię mety i ukończę te zawody. Pierwsze kilometry trasy rowerowej na Maui przebiegają po technicznej trasie pnąc się w górę aż do 9 mili. Jest to niezwykle wymagający odcinek i moje położenie po pływaniu nie było najlepsze. Nadmierne zmęczenie (po kilku dniach wydaje mi się, że był to zwykły strach po sytuacji z pływania), zamglone oczy po pływaniu w słonej wodzie bez okularów, wylewająca się z zatok woda morska odebrały mi moc w nogach. Mimo, że jechałam bardzo ładnie technicznie to nie było mocy jaką miałam przygotowaną na ten start. Odeszła wraz z okularami na dno oceanu. Po około 2/3 trasy poczułam się lepiej i ostatni odcinek, zjazd po technicznych singlach do T2 był już taki jak powinien być cały przejazd. Kończąc etap jazdy rowerem była godzina 11:30. W tym czasie na wyspie rośnie temperatura powietrza i w tym dniu zatrzymała się na 32 stopniach i wilgotności ok 80%. W tym czasie w Polsce jest już godzina 23:30, więc łatwo sobie wyobrazić przed jakim wyzwaniem stoi organizm na etapie biegu. Oczywiście nie można po prostu „ustawić” tempa, zaadaptować się do niego, odciąć myśli i biec. Ten etap podczas corocznych MŚ XTERRA zasłużył się już szczególnie i każdy z zawodników ma swoją dramatyczną historię, którą na długo po ustaniu emocji związanych z imprezą opowiada się jak opowieść z horroru. Mimo, że zasada jest prosta. 5 km mocnego technicznego terenowego biegu w górę i 5 km w dół z końcówką po plaży i podbiegiem do mety. Łatwe to tylko 10 km, które okazuje się dłuższe niż ktoś by mógł założyć. Jest tak trudno biec po tej trasie, że trudno to opisać słowami, i nie zrozumie tego prawie nikt kto tego nie przeżył. Prawdziwa próba samego siebie, każdy rywalizuje tutaj tylko z samym sobą. Tak było również z moim przypadku. Ale wiem, że było warto przeżyć te wszystkie momenty i przekroczyć linię mety. Wspaniałe, niezapomniane przeżycie. Wynik oczywiście mocno poniżej oczekiwań. Jednak tym razem miało być inaczej. Przywożę do Polski 16 miejsce MŚ XTERRA w kategorii PRO i mnóstwo doświadczeń na przyszłość dla siebie i innych.

 

Sabina Rzepka XTERRA ME 3.jpg

Fot. XTERRA

 

Porównując ten występ do lat ubiegłych czy coś się zmieniło na Hawajach?


Każdy wyścig na Hawajach jest inny. Wystarczy, że zmieni się pogoda, popada deszcz lub dla odmiany nie będzie go w ogóle i ta sama trasa staje się inną trasą. Dodatkowo organizator dba aby trasa każdego roku różniła się od siebie, odwraca kierunek przebiegu, dokłada inne elementy. Mówiąc najprościej przewraca ją do góry nogami. Jednym z ważniejszych cech jakie towarzyszą tej odmianie triathlonu jest właśnie brak powtarzalności, co czyni te zawody wyjątkowymi i tego oczekują zawodnicy oraz kibice. Jeśli chodzi o inne obserwacje to zdecydowanie rośnie poziom zarówno AG jak i PRO. Jeszcze kilka lat temu zawodnicy startowali zarówno w triathlonie szosowym jak i jego terenowej odmianie. Obecnie widać tendencję do specjalizacji co zdecydowanie podnosi jakość i poziom imprezy.

 

Przypomnijmy, że XTERRA to zawody organizowane przez prywatną firmę podobnie jak Ironman. Starty nie są finansowane przez Polski Związek Triathlonu. Jak sobie radzisz jako zawodnik PRO startując w tak kosztownych imprezach?


Na najdłuższe z Twoich pytań odpowiem zwięźle. 95% kosztów przygotowań finansuje z własnej pracy i oszczędności. Obecna sytuacja zawodniczki w sporcie nie olimpijskim jest prosta. Nie mogę liczyć na wsparcie Polskiego Związku Triathlonu czy Ministerstwa Sportu. Jedyna pomoc to powołany do funkcjonowania przy PZTri Team Poland, który stara się delikatnie wesprzeć poprzez własnych sponsorów. Ma to w dłuższej perspektywie sens na przyszłość, ponieważ działa w imieniu większej grupy. Duży może więcej i jest to sprawa rozwojowa. Nie mogę jednak obecnie liczyć na wsparcie indywidualne sponsorów ponieważ prawie nikt w Polsce nie wie o istnieniu tej odmiany triathlonu, a nikłe zainteresowanie w skali kraju środowiska triathlonowego przekłada się na całkowity brak zainteresowania ewentualnym wsparciem. Koło się zamyka, ponieważ chcąc trenować 2-3 razy dziennie, pracować zawodowo i naukowo oraz zajmować się domem nie mam czasu ani energii na szukanie sponsorów i proszenie o wsparcie. Jestem do wszystkiego co jest związane ze startami sama. Określam siebie jako zawodowego amatora. Trenuje jak PRO a żyję jak AG. Nie wiem ile jeszcze dam radę… Staram się, ale rywalizacja z prawdziwymi PRO z pierwszej 10 nie jest możliwa w obecnej sytuacji, bo są to dwa różne światy.

 

Sabina Rzepka XTERRA ME 4.jpg

Fot. XTERRA 

 

Tak jak wspomniałaś, triathlon przełajowy w Polsce nie jest jeszcze popularny. Czy myślisz, że to się może zmienić w najbliższym czasie?


Myślę, że zmieni się to w podobny sposób jak miało to miejsce na całym świecie. Z jednej strony do triatlonu w terenie będą się przenosić znużeni jazdą po kilka godzin po płaskim triathloniści, którzy będą szukać nowych wrażeń oraz kontaktu z naturą. Z drugiej strony będą pojawiać się osoby zainteresowane bezpośrednio tą formułą oraz zawodnicy wywodzący się z kolarstwa górskiego czy biegów górskich. Przypuszczam, że najmniejsze zainteresowanie będzie ze strony osób pochodzących z pływania.

 

A Ty w jaki sposób trafiłaś do tej odmiany triathlonu?


Jako młoda osoba uprawiałam lekkoatletyczne biegi na średnim dystansie. Jednak zawsze czegoś mi brakowało. Od zawsze uwielbiałam pływać, jeździć rowerem oraz uprawiać wszelkiego rodzaju multisport. Przez przypadek w lokalnej gazecie przeczytałam, że za kilka dni w Tychach niedaleko mojego miejsca zamieszkania odbywać się będzie triathlon (było to około 15 lat temu). Z regulaminu wynikało, że zapisać może się każdy ale należy przygotować rower górski do jazdy w terenie, bo trasa zawodów jest poprowadzona w lesie. Tak naprawdę nie do końca wiedziałam na co się piszę. Rower miałam co prawda górski ale raczej z tych komunijnych, kask pożyczyłam i postanowiłam całość pokonać w jednoczęściowym stroju pływackim. Zdumiałam się, kiedy na starcie zobaczyłam profesjonalnie przygotowane konkurentki, które miały stroje startowe do triathlonu. Po pływaniu byłam raczej na straconej pozycji i przypuszczam, że nikt się ze mną nie liczył, jednak pędząc rowerem na jakieś 5 km przed strefą zmian wyprzedziłam wszystkie dziewczyny, a wiedząc, że bieganie to mój as w rękawie pofrunęłam do mety deklasując rywalki. Niemałe było zaskoczenie kiedy ktoś zupełnie nieznany w środowisku wygrywa zawody. Od tej pory, czyli od początku przygody z triathlonem to właśnie ta odmiana leży w moim sercu najgłębiej.

 

Rower MTB to konkurencja bardzo techniczna. Dużo czasu poświęcasz na doskonalenie techniki?


Technika jazdy na rowerze górskim to podstawa. Jeśli nie jest głównym zadaniem treningowym to przeplata się w treningu praktycznie codziennie. Technika jazdy na rowerze górskim i czucie roweru to to samo co czucie wody podczas pływania. Kilka dni przerwy i trzeba zaczynać od nowa. Największym problemem treningowym i sporym wyzwaniem jest łącznie dni z pływaniem z treningami na rowerze, ponieważ mocne jednostki pływackie mocno opóźniają czas reakcji i inne zdolności motoryczne przez co treningi techniki w zasadzie stają się trudne do wykonania. Właśnie technika jazdy na rowerze górskim to czynnik, który najmocniej różnicuje obie odmiany triathlonu (terenową i szosową) i czyni je w zasadzie tak odmiennymi, że program treningowy obu dyscyplin musi się diametralnie różnić. Obie odmiany to zupełnie inny świat. Uważam jednak, że nic nie stoi na przeszkodzie aby uprawiać obie odmiany triathlonu jednocześnie, jednak programy treningowe muszą uwzględniać specyfikę obu odmian triathlonu.

8 Czy możesz przybliżyć czytelnikom przykładowe treningi właśnie na rowerze MTB , które są trochę inne niż w triathlonie na długim dystansie?
Treningi rowerowe są w 5 na 6 przypadków treningami o charakterze interwałowym na rowerze MTB. W okresie 2-3 miesięcy przed głównym startem sezonu tylko jeden trening rowerowy w tygodniu jest o charakterze wytrzymałości tlenowej w 2 zakresie na rowerze szosowym, czyli wysiłkiem umiarkowanym. Pozostałe jednostki to wysiłki, ujmę to modnym w ostatnim czasie hasłem „poza strefą komfortu”. Treningi celowo przeprowadzam na wybranym rowerze w wybranym terenie aby adaptować się do warunków najbardziej zbliżonych do startowych. Przykładowa jednostka na rowerze MTB to 20 minut spokojnej jazdy następnie zadanie główne: 7 minut jazdy w 5 strefie, 3 minuty jazdy w 2 strefie i tak aż do 3 minut jazdy w 5 strefie i 7 min spokojnej jazdy, na koniec spokojny rozjazd.

 

Sabina Rzepka XTERRA ME 2.jpg

Fot. XTERRA

 

Gdzie najbardziej lubisz trenować?


Mam dwa ulubione miejsca treningu.
Bardzo cenię sobie treningi w miejscu zamieszkanie w Bolesławcu gdzie warunki oraz infrastruktura do uprawiania triathlonu są wybitnie idealne. Zaczynając od pływania miasto dysponuje pływalnią 25m na której zawsze znajdzie się wolny tor niezależnie od pory dnia, latem mogę trenować w wodzie otwartej w jeziorku z bardzo czystą wodą. W mieście jest mnóstwo terenów do jazdy na rowerze górskim, technicznych tras XC, jednak jeśli planuje trening szosowy do dyspozycji mam nieograniczone bezpieczne dla kolarza kilometry tras zarówno płaskich jak i pagórkowatych, na których jestem w stanie zrealizować każdy trening. Mimo bliskiej odległości gór jak i popularnej wśród triathlonistów Szklarskiej Poręby, gdzie mogłabym trenować to zdecydowanie uważam, że lepszym miejscem w Polsce jest właśnie Bolesławiec, z którego podczas długich treningów wytrzymałości tlenowej wybieram się na przykład do Świeradowa.
Drugim miejscem treningów jest dla mnie Chorwacja, a dokładniej środkowa Dalmacja. Zima w tym miejscu jest łagodna, co nie powoduje dużego przeskoku pomiędzy krajami ale jednocześnie na tyle komfortowa i ładna że spokojnie realizuje plan treningów. Dodatkowo dieta śródziemnomorska jest wprost idealna do uprawiania sportu. Mam w Chorwacji do dyspozycji idealne górskie trasy MTB oraz biegowe a jeśli potrzebuje pojechać na trening szosowy nie muszę się martwić, że ktoś mnie potrąci a przeciwnie spotkany samochód to wyjątek, dodatkowo nawierzchnia asfaltowa jest całkiem przyjemna i dobra. Więc nie szukam i nie wybieram się w inne miejsce.
Nie mam też innego wyjścia ponieważ łączę w ten sposób pracę zarobkową i treningi. Podróże pomiędzy Polską a Chorwacją są częścią mojego życia. I jestem szczęściarą, że właśnie tak udało mi się wszystko poukładać.

 

Czy już nakreśliłaś plany na przyszły sezon?


Obecnie nie mam jeszcze planów na przyszły sezon. Uzależniam je od sytuacji finansowej i rodzinnej. Z jednej strony tegoroczny wyjazd na Hawaje i cały sezon sporo mnie kosztował i nie wiem czy ma sens dalej inwestowanie takich sum w sport na tym poziomie, czy nie lepiej przejść na amatorstwo i startować okazjonalnie dla zabawy w różnych imprezach sportowych i w większym stopniu skupić się na kontaktach z bliskimi. Nie wiem, jaką drogę wybiorę, czas pokaże. Jedno jest pewne, nie może mój profesjonalizm wyglądać tak jak w tym roku. Nie chcę pracować tylko na to aby trenować jak zawodowiec i brać udział w zawodach. Prowadzi to powoli do patologii i zaczyna powodować frustrację. Myślę, że nie tędy droga i należy coś zdecydować i postanowić wybierając najlepszą drogę dla siebie i bliskich.

 

Chciałabyś komuś podziękować za wsparcie w twoich treningach i zawodach?


Chciałabym podziękować Grupie Kolarskiej Cyklosport w Bolesławcu, która wspiera mnie w największym stopniu i jest zawsze ze mną. Wielkie dzięki dla ekipy XTERRA Poland za doping i za to, że chcieliście abym została ambasadorem XTERRA w Polsce. HIGH5 Polska oraz ZOOT Polska za zniżki na sprzęt oraz Team Poland za strój startowy, reprezentacyjny i plecak Arena oraz produkty Foods by Ann. Wspomnieć należy również AZS AWF Katowice za dwukrotne badania wydolnościowe. Czasem dla kogoś mało, to dla innego naprawdę dużo.

Opublikowane w Wywiady

Triathlonowe małżeństwo Olimpii i Michała Wojtyło to przykład świetnej organizacji czasu i zadań. Jednak Olimpia i Michał nie tylko skupiają się na sobie i treningach, półtora roku temu ich rodzina powiększyła się o Stasia. Para triathlonistów jest na tyle skuteczna, że zdobyła jednocześnie dwa sloty na Mistrzostwa Świata Ironman Kona w 2018 roku. Ich sportowa historia zaczęła się sześć lat temu, można powiedzieć, że przypadkiem.

 

Adrian Kapusta: Podczas Ironman Wisconsin w USA zdobyliście dwa sloty na Mistrzostwa Świata Ironman Kona. Dlaczego akurat wybraliście start w Wisconsin? Spodziewaliście się, że tam macie szanse na przepustki?


Olimpia Wojtyło: Nie planowałam tego. Rozważałam nawet zejście z trasy po etapie kolarskim. Problemem był kręgosłup lędźwiowy, lecz kiedy po zejściu z roweru kuzyn krzyknął, że jestem druga nie miałam wyboru. Choć pewnie w tabelach Ironmana będę pokazywana jako jeden z większych cieniasów w grupie 35-40 w historii. To przekraczało moje najśmielsze marzenia.
Decyzja o starcie także była dość przypadkowa. Ciągnęło nas do Stanów, przede wszystkim chciałam poznać rodzinę Michała mieszkającą w Chicago. To właśnie dzięki kuzynom którzy byli „sponsorami” tej wyprawy było to ostatecznie możliwe. W niedługim czasie po tym jak bilety były już naszych rękach pojawił się pomysł startu w jakiś zawodach, a z informacji które kuzyn podesłał wynikało, że niedaleko miejsca naszego pobytu odbywa się Ironman, na który można było się jeszcze zapisać!
Michał od razu podchwycił temat. Ja po urodzeniu synka miałam za sobą kilka startów na dystansie olimpijskim w poprzednim sezonie ale Ironman to byłoby szaleństwo! Michał co jakiś czas drążył temat usiłując mnie przekonać. W końcu po prostu otrzymałem maila potwierdzającego mój udział - nie pozostawiając mi wielkiego wyboru.


Michał Wojtyło: O przepustkę na Mistrzostwa Świata tak naprawdę walczyłem w ubiegłym sezonie podczas Ironman Nicea - to był mój główny cel, wtedy po raz pierwszy się o nią “otarłem”. W tym roku nastawiony byłem na start w Ironman Italy, tu plany pokrzyżowali moi kuzyni ze Stanów, którzy zapewnili nam wakacje w Chicago. Dopiero gdy mieliśmy na stole daty pobytu zaczęło się, jak to zwykle u nas bywa, szukanie startów w okolicy, bo skoro już będziemy tak daleko to czemu nie spróbować tam wystartować: maraton wyprzedany. Na początku sprawdzaliśmy tylko biegi bo kto na wakacje za ocean zabiera rower. W okolicy tylko kilka biegów na 10 km. Ku naszemu zaskoczeniu w odległości około 1,5 godziny jazdy od miejsca, w którym mieszkaliśmy odbywa się największa impreza triathlonowa w USA - Ironman Wisconsin - szybkie obdzwonienie potencjalnych sponsorów. W ty wypadku kuzyni i rodzina spisali się na medal i już wiedzieliśmy, że do Stanów polecimy tylko z bagażem podręcznym, a rowery zajmą miejsce głównych walizek. Trochę musiałem popracować nad Olimpią ale w końcu się udało przekonać ją, że ten start to prezent na urodziny. Można więc powiedzieć że Ironman na 2017 był planowany, jednak Wisconsin wyszło typowo “by the way”.

 

IMG-20170910-WA0024.jpg

 Fot. Rodzina Olimpii i Michała z Chicago

 

Ile podejść mieliście aby osiągnąć cel jakim jest slot na Hawaje?


Olimpia: Mój pierwszy Ironman miał miejsce w 2013 roku w Klagenfurcie, a treningi do niego zaczęłam półtora roku wcześniej. Sam start wspominam bardzo miło, ale ilość treningów (30 godzin w tygodniu) i pracy jaką musieliśmy włożyć, aby zrealizować cel była zatrważająca. W konsekwencji dystans 220 kilometrów okazał się dla mnie tak wyśrubowany, że po pierwszym starcie miałam dość. ½ Ironmana owszem, ale pełny już nie - ale też nie było potrzeby. Przebywszy wpław, na rowerze oraz biegiem 220 km zdobyłam przecież swój Mount Everest, czyli wszystko, co było do zdobycia. Czułam się po zawodach tak, jakbym spełniła główny cel w życiu. I dumna byłam jak paw.


Michał: Pełen dystans ukończyłem 6 razy w tym wersję ekstremalną, był to Swissman w którym zająłem 5 miejsce OPEN. To właśnie wtedy zrozumiałem, że Kona może być czymś realnym i warto o nią powalczyć. Pierwszym startem z nastawieniem na slota była Nicea, tu jednak zbyt dużo kalkulacji podczas biegu zniweczyły moje plany. Ironman Wisconsin to start z zupełnie innego poziomy przygotowania, może nie do końca fizycznego bo przy 18 miesięcznym dziecku i dwóch osobach trenujących w domu ciężko jest pozwolić sobie na 15 godzinny tydzień treningowy. Tu dużą rolę odegrało zdobyte przez lata doświadczenie. Przygotowując się do tego startu nawet przez chwile nie traciłam wiary, że ten slot jest w moim zasięgu, to dało mi olbrzymi spokój przed oraz podczas startu. Oczywiście wszystkie analizy zostały zrobione, czas trasy rowerowej wyliczony, bbs przygotowany, szybka pianka z Olimpiusa spakowana, a rower wyposażony był w więcej pożyczonych części niż własnych, nie wspominając o tym, że każda kaloria policzona była dwukrotnie. Bardzo długo też ten start pozostawał tajemnicą, nie chciałem budować nad sobą presji wyniku.


Podobał Wam się Ironman w USA? Przytrafiły się Wam jakieś ciekawe historie?


Olimpia: Od razu widać, że IM narodził się w Stanach. Motywujące hasła słychać tu na każdym kroku tak, że stając na linii startu czujesz się już w połowie zwycięzcą.
Jednak najbardziej zdziwiła mnie ogromna ilość wolontariuszy gotowych zrobić wszystko byleby zawodnikowi ulżyć w cierpieniach. Można było liczyć na pomoc w pozbyciu się pianki, znalezieniu worka, roweru, zakładaniu butów czy skarpet, a nawet w odbieraniu roweru i odłożeniu go do strefy. Obsługa godna Mistrzostw Świata.
Dużym zaskoczeniem dla mnie była trasa rowerowa. W Wisconsin droga wije się niczym wąż w górę i w dół, po czym zakręca i znów pnie się w górę, aby za chwile opaść. Ilość krótkich i stromych podjazdów sprawia, że na 180 km czeka Cię około 3000 zmian przełożeń. Porównywalnie na innej trasie IM około 500. Ponadto dwie pętle po wymagającej technicznie trasie sprawiają, że nie ma draftu, zresztą sędziowie bardzo tego pilnowali a amerykanie nie nauczeni są oszukiwania – w końcu robią to dla siebie aby pokonać swoje słabości.
Ponadto zaangażowanie kibiców jest ogromne. Na całej trasie jest ich tysiące. Podjazd na najstromsze wzniesienie nie może się równać z żadnym innym odcinkiem trasy. Jedziesz wśród szpalerów ludzi, szerokich na 5 osób z każdej strony. Czasami tłum gęstnieje tak bardzo, że dla zawodników zostaje przejazd o dwumetrowej szerokości. Widzowie wychylają się i do ostatniej chwili machają i krzyczą do przejeżdżający zawodników. Ogłuszający grzechot kołatek, dźwięki gwizdków i okrzyki towarzyszą Ci przez cały czas. Super sprawa, mobilizuje na trasie. Gdy brakuje przełożeń myślisz wtedy: : “kurczę, jak nie wjadę, to dopiero będzie wstyd”.


Michał: Wydaje mi się, że do końca nigdy nie będę obiektywny odpowiadając na to pytanie. W końcu w tym starcie zdobyłem slota, więc zawsze będzie on dobrze oceniany. Muszę jednak przyznać, że widać różnice w kulcie Ironmana i hasła Anything is Possible w Europie i USA. Sam fakt,że idąc w koszulce Ironman w zupełnie innym mieście przypadkowe osoby potrafią zaczepiać cię prosząc o kilka chwil rozmowy na temat zawodów.
Podczas tych kilku dni każdy wolontariusz dwoił się i troił aby pomóc zawodnikom, poziom przygotowania imprezy nie pozostawiał nic do zarzucenia. Wszystko było dopięte na ostatni guzik.
Z tych przyjemnych i zabawnych wspomnień pozostanie hasło “Polak z Chicago czy z Polski “ rozbawiło mnie do łez, gdy tylko padła odpowiedź “Z Polski”. Od razu na trasie miałem dodatkową grupę kibiców, którzy na bieżąco podawali mi międzyczasy moich rywali. Jednak chyba najbardziej wspominać będę chwile kiedy na 3 kilometry przed metą otrzymałem informację, jaką mam przewagę nad 4 zawodnikiem. Wiedziałem, że mogę sobie pozwolić na trucht. Radość na twarzach wolontariuszy i kibiców, wykrzykiwanie imienia a finalnie moja rodzina na mecie i Polska Flaga z którą wbiegłęm to rzeczy których nigdy nie zapomnę. Po przekroczeniu linii mety od razu podszedł do mnie spiker gratulując i informując mnie o miejscu Olimpii. Nie wiem skąd wiedział, ale wiedział. Po chwili odpoczynku zabrano mnie na spowrotem linię mety abym mógł poczekać na żonę. Z takim zachowaniem nie spotkałem się nigdy w Europie.

 

IMG-20170910-WA0138.jpg


Wcześniej bardziej Was kręciły starty w triathlonach ekstremalnych? Co Was skłoniło do przejścia na stosunkowo “płaski” teren?


Olimpia: Nie potrafię wyjaśnić dlaczego, ale jazda rowerem po “płaskim” jakoś mi nie idzie, bieg też nie. Natomiast dobrze radzę sobie w górach. Może dlatego, że mała tam konkurencja. Na szczęście IM Wisconsin też nie należy do “płaskich”.


Michał: Nadal mnie kręcą, nie wyobrażam sobie sezony bez startu w Triathlonie Karkonoskim. Na pewno kiedyś zawitam jeszcze w Szwajcarii aby powalczyć o zwycięstwo w Swissman. Wybierając starty pod siebie zawsze szukam wymagających tras kolarskich. Właśnie rower jest moją najmocniejszą stroną.
Na Ironman Wisconsin nie było ani płasko, ani łatwo na rowerze. Według samego Ironmana ten start znajduje się w pierwszej piątce najcięższych imprez. Teraz już wiem dlaczego i w moim przekonaniu właśnie to spowodowało żę tak dobrze sobie poradziliśmy. Udało się utrzymać przewagę z trasy kolarskiej.


Podejrzewam, że startem “A” będzie właśnie Ironman Kona. Czy w związku z tym będą jakieś zmiany w planach treningowych?


Olimpia: Niewiele. Chciałabym skupić się na bieganiu i poprawić się w tej dyscyplinie, choć nie wiem czy to możliwe po tylu latach. Już sama kwalifikacja na Mistrzostwa Świata wydaje mi się czymś niewyobrażalnym. Z wrażenia nie spałam chyba trzy noce. Stanę ramię w ramię z najlepszymi na Świecie, więc niezależnie od miejsc które zajmiemy, będę z nas dumna. Wszystko jest możliwe.


Michał: Od 5 lat trenuję pod okiem Jakuba Adama będąc częścią GT RAT. Tu może wielu czytelników zdziwie, ale nigdy nie miałem planu indywidualnego. Po prostu uważałem, że go nie potrzebuję. Trenuje według planu grupy zaawansowanej GT RAT. W przyszłym sezonie część tej grupy tydzień wcześniej startuje w Ironman Barcelona, dlatego wydaje mi się, że większych zmian w planie nie będzie i od początku do końca będę realizował to co zobaczę w TrainingPeaks. Od czasu do czasu lubię wpleść sobie jakąś dodatkową jednostkę. Ale to tylko dlatego, że wilka ciągnie zawsze do lasu i ciężko mi jest wytrzymać z dala od górskich przełęczy. Szczególnie, że Wrocław położony jest bardzo blisko kilku fajnych wzniesień.

 

2017-09-11 11.47.41.jpg


Porozmawiajmy o treningach. Jakie stosujecie objętości treningowe w ujęciu tygodniowym?


Olimpia: Kiedy trenowaliśmy u Darka Sidora, który jest takim trochę “typem wojskowym”, to przed występem w Klagenfurcie mieliśmy po 30-35 h ćwiczeń w tygodniu przy normalnej robocie. Do tego w pracy nie miałam zbyt wielu okazji do siedzenia, gdyż jestem fizjoterapeutką. Od paru lat trenujemy pod okiem Jakuba Adama. Zamiast na objętości skupiamy się przede wszystkim na jakości treningu. Wraz z Kubą doszliśmy do wniosku, że 10-15 godzin tygodniowo to maksymalna ilość czasu jaką jesteśmy w stanie przeznaczyć na trening, nie poświęcając szczęścia naszego synka. Wystarczyło.


Michał: Najbardziej wszystkich interesuje jak to zrobić aby się nie narobić i zgarnąć slota. Ale tak się chyba nie da. Swoje trzeba wytrenować.
Na pewno nie mam genów sportowca bo swoją przygodę ze sportem zacząłem 6 lat temu warząc 98 kilo. Slot na Hawaje jest składową przede wszystkich dobrego planu i kilku lat ciągłych treningów. Jesteśmy bardzo specyficzną rodziną. Osobiście drugiej takiej nie znam. Oboje trenujemy do długiego dystansu, mamy małe dziecko i pracę. To wszystko trzeba jakoś pogodzić. W gorącym okresie, na miesiąc przed startem udawało mi się trenować maksymalnie 15 godzin tygodniowo i to przede wszystkim dzięki pomocy najbliższych. Normalnie 10 godzin to maksimum na jakie mogę sobie pozwolić aby nie zaniedbywać rodziny i pracy i to też tylko dzięki temu, że z domu już jakiś czas temu znikło PlayStation oraz telewizor.

Najdłuższe treningi ile trwają?


Olimpia: Przed Ironmanem miałam może trzy pięciogodzinne wyjeżdżenia. Parę tygodni przed zawodami dopadła mnie kontuzja, to pokrzyżowało plany. Niestety z wielu treningów musiałam zrezygnować.


Michał: Jedyne naprawdę długie treningi, to te które mają miejsce podczas obozu triathlonowego. Nie jestem zwolennikiem biegania maratonów i robienia dystansów na rowerze po 200 km. Po prostu nie mamy na to czasu. Dla zobrazowania sytuacji, gdy ja kończe trening, na taki sam wychodzi Olimpia. Dosłownie kilka razy robię wybieganie po 30 km oraz 2-3 dłuższe jazdy przekraczające 160 km. Jednostki realizowane podczas tygodnia zamykają się w 1 - 1,5h dziennie. Jeśli już trzeba zrealizować coś dłuższego to tylko w sobotę rano z grupą.

 

IMG-20170910-WA0115.jpg

 

Jak u Was wygląda kwestia diety?

 

Olimpia: Wiele osób pyta o współpracę z dietetykiem. Zawsze odpowiadam, że jeśli miałabym nadmiar pieniędzy, to z przyjemnością zatrudniłabym fizjoterapeutę. Nie lubię witamin w tabletkach, odżywek i tego typu cudactw. Wszystko co potrzebne staram się dostarczać naturalnie. Na treningach jestem ascetką. Za to od dziecka uwielbiałam jeść, i szybko odkryłam, że zdrowa dieta może zawierać właściwie wszystko, byle z umiarem. Tak więc nie wyeliminowałam z diety żadnych potraw. Kilka kostek gorzkiej czekolady dziennie na pewno mi nie zaszkodzi. Pizzy czy szarlotki także nie odmówię. Cała sztuka polega na tym, by mieć świadomość na jakim paliwie twój silnik działa najlepiej. W tej materii cały czas się uczę. Gdyby jeszcze Michał był konsekwentny i nie przynosił słodyczy do domu.


Michał: Śledząc ostatnie artykuły na Akademii Triathlonu chyba powinienem odpowiedzieć że oczywiście mamy dietę. Ale to było by kłamstwo. Wiadomo staram się nie jeść słodyczy. Choć zdarza się, że i tak jem. Staram się jeść warzywa. Na staraniach czasami się kończy... Chyba jedynej rzeczy, której tak naprawdę się pilnuje to nie picie alkoholu w sezonie. Staram się jeść i żyć normalnie w końcu ten sport ma mi sprawiać przyjemność a nie powodować frustracje, że mam na coś ochotę a nie mogę tego spróbować. W tym roku najpewniej podejmę jakieś kroki aby dość do mojej wymarzonej wagi startowej. W końcu na Ironman Kona trzeba jakoś wyglądać. Więc jeśli ktoś ma pomysł na dietę która nie pozbawi mnie energii, nie zmusi mnie do spędzania godzin w kuchn, a dodatkowo zmniejszy moją masę ciała o 5 kilo - to zapraszam, przetestuję.

 

Alicja i Rafał Medak to małżeństwo, które dostało przydomek “żelazne małżeństwo”. Czy słyszycie podobne określenia w stosunku do Waszej pary?


Olimpia: Jeszcze nie, ale we dwoje jest sto razy łatwiej! Nikt mnie tak nie rozumie jak Michał. Mamy podobne aspiracje. Spać chodzimy o tej samej porze, jemy to samo, trenujemy razem, a później boli nas tak samo. Ostatecznie jednak najcenniejsza wydaje się wspólna radość, uśmiechy i uściski na linii mety. Nie dość, że przytulasz bliską osobę to jeszcze uczestnika wyścigu. Dzielenie z kimś szczęścia jest wyjątkowym zwycięstwem. Takich momentów się po prostu nie zapomina.


Michał: Najczęściej chyba “szaleni” (śmiech). Może jakiś przydomek już istnieje ale na razie nikt nie chce go nam wyjawić. Osobiście nadał bym nam przydomek “mistrzowie logistyki”. W ostatnim czasie bardzo dużo osób zgłosiło się do nas z prośbą o pomoc w ułożeniu życia, w taki sposób aby można było mieć rodzinę, pracować i trenować. Na przydomek “żelazne małżeństwo” zasługuje się dopiero po wizycie w Kona, więc mam nadzieję, że za rok z Alicją i Rafałem spotkamy się tam na kawie.

 

2017-09-10 23.32.58.jpg


Jak układa Wam się życie rodzinne przy tak wymagającej dyscyplinie jaką jest triathlon długodystansowy?


Olimpia: Dzieci to wielka szkoła gospodarowania czasem. Potrafią przewartościować świat. Są wspaniałe, ale bywają mocno absorbujące. Szczególnie małe bąble wymagają od nas czasu, tak naprawdę całego czasu, jaki mamy. To bardzo utrudnia logistykę dnia powszedniego. Nie ma co ukrywać, jest ciężko. Ale mając cel łatwiej nam będzie do niego dążyć.
Często porównuję bycie rodzicem do startu w Ironmanie. Gdy zaraz na początku dasz z siebie wszystko, padniesz po kilkudziesięciu kilometrach. A jeśli zostaniesz na starcie myśląc, że nie zaszkodzi jeszcze poodpoczywać, pozałatwiać sprawy i wyruszysz za godzinkę lub dwie, to sromotnie przegrasz. Będziesz w tym wyścigu miał odcinki sprintu, gdy pędzisz jak najszybciej. Będą podjazdy pod górę, kiedy trzeba się mocno napracować, mimo iż wydaje się, że stoisz w miejscu. Potem zjazdy z górki, na których nie warto się męczyć – to czas na odpoczynek. Trochę pływania w grupie, kiedy można płynąć w drafcie i trochę finiszów, kiedy trzeba dać z siebie wszystko. Chodzi o to aby w tym całym szaleństwie znaleźć złoty środek.
Dla półtorarocznego Stacha jesteśmy głównymi dystrybutorami tego świata i nie wyobrażam sobie, żeby nasze dziecko, które właśnie kształtuje swoją świadomość, widziało nas tylko tyle, ile jesteśmy nie na treningu lub w pracy. Dlatego zdecydowałam się na bezpłatny urlop wychowawczy. W tygodniu wymieniamy się treningami. Najpierw ja, potem Michał, albo odwrotnie. Ja wybieram wczesne wstawanie, gdy chłopaki jeszcze śpią. Wymykam się bezszelestnie z domu. Staram wrócić, gdy jeszcze drzemią. Nie zawsze wychodzi, ale na pocieszenie zostawiam mężowi obok łóżka ciepłą kawę. Najdłuższe treningi robimy w soboty i niedziele, bo tylko wtedy mamy więcej czasu i możemy liczyć na pomoc dziadków. Ciągamy Stacha na treningi, jeździmy z nim na zawody sportowe, obozy. Zresztą podczas ostatniego sylwestrowego biegu w Trzebnicy nie tylko my biegliśmy, pchając przed sobą niemowlę w wózku sportowym. Można zacząć gdy dziecko skończy 3 miesiące. A to już oznacza brak wymówek. Mamy też w ramach zajęć ogólnorozwojowych w naszym klubie opcję – opieki nad dzieckiem. Trenerka szkoli naszą pociechę, podczas gdy rodzic pracuje nad core stability. Takie rozwiązanie pozwala przetrwać zimę oraz uzupełnić trening o elementy sił i sprawności. Dzieci w tym czasie doskonale się bawią. A później same wyciągają „na salkę zabaw” – to dopiero motywuje. Oczywiście mamy klasyczne kryzysy. Chwile zwątpienia są nieuniknione. Na szczęście potrafimy usiąść i się dogadać. Zawsze potrafiliśmy wypracować kompromis.


Michał: To jest ciągła walka z czasem którego wiecznie brakuje. W pracy zarządzam projektami, chcąc nie chcąc część tej wiedzy wykorzystuje w domu do planowania i realizacji zadań. Bo trenowanie do Ironmana nie jest niczym innym niż wieloletnim projektem. Kalendarze google, tablice magnetyczne, wieczorne 5 minutowe rozmowy w których ustalamy nagłe zmiany, rejestry ryzyk, planowanie budżetu. To wszystko zawitało do naszego codziennego życia. Jestem osobą bardzo zaplanowaną i to wydaje mi się połową sukcesu. Drugą połową jest rodzina na której można polegać szczególnie teraz gdy Stach staje się coraz bardziej absorbujący.

 

Wasza historia jak trafiliście do triathlonu jest niezwykle ciekawa. Podzielicie się nią z czytelnikami Akademii Triathlonu?


Olimpia:

Nasza historia jest opowieścią o sportowcach z przypadku. Triathlon to był wybryk, biorąc pod uwagę fakt, że po trzydziestce ciężko nauczyć się nowych rzeczy, a co dopiero trzech dyscyplin sportowych. Pierwszy raz oglądałam zawody Ironman siedem lat temu, zresztą za namową instruktora spinningu, który kilkukrotnie brał w nich udział. Była to pamiętna relacja z 1982 roku, gdy Julie Moss upadła i na zakrwawionych dłoniach i kolanach czołgała się do linii mety. Siedziałam ze ściśniętym gardłem. Pomyślałam sobie wtedy: „To jest coś niesamowitego. Jazda na rowerze górskim, która wtedy była naszą pasją, to przy tym to letargiczny spacer!” Czy miałabym jakieś szanse? Czy spaliłabym się, albo odpadła w przedbiegach?
Byłam zauroczona…Kilka tygodni później, leżąc na kanapie i pochłaniając ketchup za pomocą zimnej parówki, usłyszeliśmy w Radiu Wrocław o projekcie Radiowej Akademii Triathlonu. Zanim zdążyliśmy pomyśleć w co się pakujemy wzięliśmy udział w eliminacjach. Omal z krzesła nie spadłam, gdy usłyszałam, że zostaliśmy wybrani. Zanosiło się na rewolucję. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to niespodziewane zdarzenie zmieni nasze życie na dobre. Od tego momentu minęło 6 lat. W 2013 roku w naszych głowach narodził się pomysł stworzenia Grupy Triathlonowej RAT. Obecnie jesteśmy jedną z największych grup w Polsce. Poznaliśmy dziesiątki serdecznych i bezinteresownych ludzi. Zawarliśmy masę przyjaźni. Treningi z dnia na dzień sprawiały nam coraz więcej przyjemności. I tak powoli podwyższaliśmy swój poziom.

 

2017-09-09 17.50.50.jpg

 

Zapraszam do śledzenia naszych przygotowań na naszych blogach:
www.dowhatyoulove.pl

www.lovewhatyoudo.pl

oraz na
www.gtrat.pl

 

Wyniki Olimpii i Michała z Ironman Wisconsin

 

Wojtyło wyniki IM Wisconsin.jpg

Opublikowane w Wywiady

Od redakcji. Łukasz Grass:
"Piątek popołudnie. Po całym dniu pracy, zmęczony, odbieram telefon. Dzwoni Adrian.
- Cześć Łukasz. Słuchaj, mam wywiad na Akademię… już prawie gotowy, podeślę zaraz do zredagowania, ale jest jeden mały problem… - słyszę, że Adrian nie jest do końca zadowolony.
- A co z nim nie tak? - dopytuję.
- No, jest chyba lekko kontrowersyjny… - słyszę.
- I bardzo dobrze - przerywam.
- Wiesz, ale chyba nie do końca o taką kontrowersję ci chodzi. Ja sam nie bardzo wierzę w to, co usłyszałem. Jest dziewczyna, Ania Lechowicz, trzydzieści parę lat, matka trójki dzieci, na co dzień pracuje jako weterynarz, operacja krów i tym podobne rzeczy, no i dwa lata temu zaczęła uprawiać triathlon - Adrian wylicza, ale ja już nie wytrzymałem.
- Adrian, ku…, no i co w tym kontrowersyjnego?! - pytam.
- Ona zrobiła tydzień temu pierwszego w życiu Ironmana, w Barcelonie, i miała 9h 21 minut.
- O ku… - tutaj zrozumiałem już, o czym mowa.
- Draftowała czy trasę pomyliła? - pytam wprost, a przez głowę przelatuje mi jak błyskawica 6 lat moich treningów i wynik życiowy na IM z Kopenhagi 10h.
- Nie, ona wykręciła jakieś kosmiczne waty na rowerze. A potem świetnie pobiegła - odpowiada Adrian.

- Szybko zakończyłem rozmowę i dzwonię do Filipa Szołowskiego z Labosport, gdzie trenuje Ania.
- Grzegórzek ją trenuje - słyszę na przywitanie.
- Ty, a co tam się działo w tej Barcelonie?
- Wykręciła prawie 3,3 Wata na kilogram masy ciała. Naprawdę jest mocna.
- A drafting? Sorry, przeproś Anię ode mnie, jeśli z góry zakładam, że złamała przepisy, ale wiesz… zero sportu, dwa lata treningu i operacja kolana… to pytanie musiało paść. Widziałeś niektóre komentarze w sieci? Wolę przekuć balon hejtu i niedowierzania.
- Wiem, ale wykresy mocy mówią same za siebie, bieg również. Czekamy wszyscy na Mistrzostwa Świata w RPA i Konę - odpowiada Filip.
- Przez chwilę jeszcze myślałem, jak to możliwe, żeby ktoś, kto nigdy nie uprawiał sportu, po dwóch latach treningu (a w tym czasie również operacji kolana), osiągnął taki wynik. Ale zaraz przyszła mi do głowy historia Jurka Górskiego, który po 14 latach uzależnienia od narkotyków, alkoholu i papierosów biegnie maraton po pierwszym roku leczenia i osiąga wynik: 3h 56 minut. Zadzwoniłem do Adriana, poprosiłem, aby dopytał jeszcze Anię o kilka szczegółów.
Aniu, Twoja historia z ostatnich dwóch lat jest mega motywująca. Trzymamy kciuki za RPA i Konę! Gratulacje!

Łukasz Grass

Redaktor Naczelny Akademii Triathlonu


Adrian Kapusta: Spodziewałaś się takiego wyniku biorąc pod uwagę, że to był Twój debiut na Ironmanie?

Anna Lechowicz: Trenuję dopiero od dwóch lat. (red. od 30 roku życia), więc wszystko praktycznie jest moim debiutem. Wcześniej nie miałam żadnego kontaktu ze sportem. Prawdę mówiąc, jedynie w szkole podstawowej biegałam na zajęciach WF i miałam sprecyzowane plany na przyszłość - wiedziałam, że będę studiować weterynarię. W liceum wybrałam profil biologiczno-chemiczny. Skupiłam się na nauce. W wieku 18 lat urodziłam pierwszą córkę. Wtedy już w ogóle nie było mowy o sporcie. Mój ruch ograniczał się do spacerów i tym podobnych aktywności.

 

Anna Lechowicz z psami.jpg


W takim razie skąd wziął się pomysł na uprawianie triathlonu?

To była spontaniczna historia. W marcu 2015 roku moja znajoma zaprosiła nas na trzydzieste urodziny. Ja byłam miesiąc po porodzie, po trzecim dziecku. Ale co tam - pomyślałam - pojechaliśmy. Siedzieliśmy przy stoliku, przy którym siedział również mój znajomy, który właśnie zaczął uprawiać triathlon. Jeszcze 2 lata temu nie wiedziałam, co to za dyscyplina sportu. Michał wytłumaczył mi, o co chodzi. Pomyślałam sobie, że to świetna sprawa, ale jest jeden problem - nie umiem pływać. To znaczy potrafiłam się unosić na wodzie i płynąć żabką z głową nad wodą. Po tym spotkaniu minął jeszcze miesiąc, ale coraz bardziej dojrzewała w mojej głowie myśl o wystartowaniu w tych zawodach. W maju zaczęłam biegać z wózkiem dziecięcym. Mówiąc kolokwialnie, pakowałam je do wózka i ruszałam na swoje pierwsze treningi. Na początku biegałam po 200-300 metrów. W czerwcu zwróciłam się do Michała, z prośbą o pomoc, co mam robić, żeby “zrobić ten triathlon”. Michał zaproponował, że będzie rozpisywał mi treningi. Dostawałam proste zadania na basen czy na bieganie. Teraz, przypominając sobie te treningi śmiejemy się, że jeszcze dwa lata temu w czerwcu dostawałam zadania typu: 10 razy 2 minuty biegu. Kiedy dostałam pierwszy trening 2 x 15 minut biegu z przerwą 1 minuta, byłam w szoku! Sądziłam, że nie nie jestem jeszcze na to gotowa, że to chyba jest niemożliwe. Po takim treningu i tak byłam już ogromnie zmęczona. Zaczynałam od kompletnego zera. Nawet mój zegarek nie miał nic wspólnego ze sportem, pokazywał mi jedynie czas, ile minut spędzam na treningu. W związku z tym, że jestem w gorącej wodzie kąpana, postanowiłam wystartować w pierwszym triathlonie Volvo Triathlon Series w Mrągowie na dystansie ⅛ Ironmana (red. czas 01:31:38, pływanie 14:58, rower 44:26, bieg 27:41). Michał mówił mi, że nie dam rady, że to jeszcze za wcześnie. Ale postanowiłam, że spróbuję. Po dwóch miesiącach przygotowań wystartowałam bez pianki. Woda była taka lodowata, myślałam, że się utopię. Po tym starcie byłam tak wykończona, że nie wyobrażałam sobie, jak ludzie mogą pokonać Ironmana. Na tych zawodach spotkałam wspólnego znajomego, który zaproponował mi żebyśmy pobiegli półmaraton. Przestraszyłam się. Powiedziałam: “Kamil, ja nie dam rady przebiec żadnego półmaratonu.” Ale Kamil zapewniał, żebym się nie martwiła, i że on przygotuje mnie do tych zawodów w cztery tygodnie. Wystartowałam w Gdańsku w swoim pierwszym półmaratonie (red. czas 01:42:13). Tam też zaczęło się trenowanie z prawdziwego zdarzenia. Spotkałam mojego trenera od triathlonu Piotra Grzegórzka z Labosport i od listopada 2015 roku zaczęliśmy trenować.

Porozmawiajmy o Twoich treningach. W bardzo krótkim czasie zdołałaś wejść na dużą objętość treningową. Ogólnie rzecz biorąc wraz z tak szybkim postępem rośnie proporcjonalnie ryzyko kontuzji. Jak sytuacja wygląda w Twoim przypadku?

Jestem po dwóch operacjach kolan. Po miesiącu treningów z moim nowym trenerem poszłam pod skalpel. Miałam guza w kolanie przez kilka lat. Okazało się, że to sprawa z przeszłości. Rozrósł się do tego stopnia, że uciskał na łąkotkę. Od czasu do czasu doskwierało mi to. Piotr doradził mi, żebym jak najszybciej poszła na rezonans. Lekarze zalecili operację. Termin przypadł na 20 grudnia 2015. Po trzech tygodniach od operacji nie mogłam jeszcze biegać, ale mogłam już pływać. Szczęście w nieszczęściu, dzięki tej operacji zawdzięczam mój progres pływacki. Nauczyłam się sama pływać. Kupiłam książkę “Pływanie droga do mistrzostwa” i oglądałam filmy na YouTube. Czasami siadałam sobie na basenie i podpatrywałam jak inni pływają, a także trenowałam na sucho przed lustrem. Jednak trzeba to wyraźnie powiedzieć, że nie jestem dobrym pływakiem. Ta dyscyplina to moja pięta Achillesowa. W tej konkurencji plasuję się mniej więcej w połowie stawki.

Nigdy nie korzystałaś z lekcji u instruktora pływania? Nie chodziłaś do żadnej grupy pływackiej?

Nie, absolutnie. Z nikim nie współpracowałam. Nie miałam też nawet na to czasu.

Zawzięta jesteś. Przejdźmy w takim razie do sezonu 2016.

W 2016 roku miałam tylko dwa starty. Garmin Iron Triathlon Stężyca na dystansie ¼ IM (red. 02:33:15) i Castle Triathlon Malbork na dystansie ½ IM (red. 04:59:59). Spowodowane było to operacją kolana. Co wyeliminowało mnie całkowicie z biegania. Zaczęłam biegać od połowy maja 2016. Wtedy też byłam na pierwszym swoim obozie treningowym w Kozienicach. Tam po raz pierwszy mój trener pokazywał mi jak się pływa. Poza tym, Piotr ciągle mi powtarzał, że nie może mnie przygotować na więcej startów, kiedy ja nic nie biegałam. Ta Stężyca okazała się dla mnie szczęśliwa, bo zajęłam tam trzecie miejsce w open. Tam Filip Szołowski powiedział mi: “Dobrze Ci poszło, przyjeżdżaj do Malborka na połówkę”. Podłapałam szybko temat i przedstawiłam ten pomysł trenerowi. Początkowo myślał chyba, że żartuje i mówił mi, że tam jest 21 kilometrów do przebiegnięcia, a ja nic nie biegałam. Postanowiliśmy, że zacznę się przygotowywać, a jak się nie uda, to odpuszczę ten start. Tak się stało, że Piotr przygotował mnie do tej połówki w ciągu dwóch miesięcy. Zajęłam tam 4 miejsce open wśród kobiet, przegrywając pudło zaledwie o 2 minuty i łamiąc 5 godzin.

 

Anna Lechowicz Ruegen.jpg



To jest niesamowite. Co na to trener?

Rozmawialiśmy oczywiście po zawodach, że progres jest ogromny pomimo, że nie biegałam. Urodziła się w naszych głowach myśl, żeby w przyszłym roku powalczyć o slota na mistrzostwa świata Ironman 70.3.

Udało się. Masz kwalifikację na Ironman 70.3 w RPA i Ironman Kona. Nieźle jak na drugi rok startów w triathlonie. Udało Ci się to, o czym marzy większość triathlonistów. Przez wiele lat treningów i wyrzeczeń nie są w stanie tego osiągnąć. Jak Ty to robisz? Gdzie tu jest jakiś haczyk?

Główny cel na ten sezon to było zdobycie slota na IM 70.3. Ironman w Barcelonie był zaplanowany jako start na “zobaczenie, jak to będzie”. Piotr powiedział: “No dobra, jak tak bardzo chcesz, to możesz sobie spróbować, ale ja nie zdążę Cię do tego odpowiednio przygotować.” Więc byłam szykowana na ten sezon wyłącznie pod połówkę. Po IM 70.3 Gdynia (red. 04:39:56) miałam dwa tygodnie roztrenowania. Czułam, że tego potrzebuję. Teraz, jak patrzę na to z perspektywy czasu, ta przerwa bardzo mi się przydała, dzięki temu wskoczyłam na drugą falę formy na Ironman 70.3 Ruegen (red. 04:38:44). Oprócz tego, że w Rugii wygrałam jako najlepsza amatorka, to dodatkowo uzyskałam najszybszy czas odcinka rowerowego. To był etap specjalny zasponsorowany przez Mercedesa. Byłam ogromnie zaskoczona. Sama nie wiem, skąd się bierze siła w moich nogach. To jest tak, że zaczynam pedałować i skupiam się maksymalnie na trzymaniu watów, nic innego nie dociera wtedy do mnie. Nawet czas nie gra roli.

 

ANna Lechowicz slot w ręce.jpg



Niesamowite. Powiedz jak wygląda Twój dzień treningowy.

Trzeba sobie uświadomić, że ja jestem normalnie pracującą kobietą. Codziennie wstajemy o 6 rano i jemy śniadanie całą rodziną. O 7 jadą dzieci do przedszkola, a my z mężem zaczynamy pracę. Do około godziny 11 ogarniam się z pracą. Ja więcej pracuję z dużym zwierzętami takimi jak krowy czy świnie. Ale też pomagam operować mojemu mężowi. Kończę swoją pracę i praktycznie z biegu lecę na trening, tak aby wrócić na godzinę 15 kiedy zaczynają się przyjęcia „pacjentów”. Zajmuje mi to około 1,5 godziny. Odbieram dzieci i jedziemy do domu. Tam gotuje obiady, sprzątam, prasuję, wszystko to, co dotyczy, nazwijmy to umownie - części kobiecej. Wieczorem, kiedy dzieci już pójdą spać, idę na trening. To wszystko nie udałoby mi się, gdyby nie wsparcie męża i 14-letniej córki. Muszę się przyznać, że czasami po godzinie roweru wracam do domu i dzwonię do trenera, że nie mam siły. Nie jestem w stanie zrobić treningu. Piotr zawsze powtarza, żebym się nie przejmowała tylko idziemy dalej. A zdarzało mi się kiedyś odrabiać po cichu zaległe treningi. Trener wybił mi to z głowy i już tego nie robię. Idę dalej i o tym już nie myślę.

Ćwiczysz pływanie w wodach otwartych?

Tak, pływam praktycznie od czerwca do września tylko open water. Bo na basen mam 25 kilometrów, a do jeziora zaledwie 5. Basen ten nie ma torów, jedynie nieckę rekreacyjną. Ludzie nie rozumieją, że ktoś chce popływać na czas.

Nie boisz się sama pływać na dużym akwenie?

Nie. Mam bojkę. Czasami pływam do godziny 22, więc wychodzę z wody jak już jest naprawdę ciemno.

Inne treningi też tak późno wykonujesz?

Idę czasami pobiegać o 22 na oświetloną bieżnię. Wtedy zdarza się, że o 24 dopiero kończę robić interwały.

Co na Twój mąż?

Teraz mój mąż już wie, że na zawodach robię wynik. Na początku myślał, że to tylko takie hobby, przygoda i… nie powiem, że przychylnie patrzył na to wszystko. Ale poukładaliśmy te klocki tak, że teraz już jest wszystko w porządku.

Co wolisz trenażer czy szosę?

Staram się wybierać jazdę na zewnątrz. Ten sprzęt hałasuje w całym domu do późnych godzin nocnych. Trenażer pozostaje na trudne warunki pogodowe.

 

Anna Lechowicz plaża.jpg



Żeby osiągać takie wyniki jak Ty, większość zawodników poświęca niemal całe swoje życie. Robią to od wielu lat. Z każdym sezonem zdobywają doświadczenie i poprawiają systematycznie swoje osiągi. Twój przypadek jest naprawdę wyjątkowy.

Mój trener Piotr mówi, że boi się mnie trenować, bo nie jest w stanie przewidzieć, jak szybko robię postępy. Piotr prosi mnie informacje zwrotne po treningach, a ja najzwyczajniej w świecie nie mam na to czasu. Zdaję sobie sprawę, jakie mamy założenie i wiem, że to musi boleć. Im więcej cierpię na treningu tym lepiej mi pójdzie na zawodach. Nie dyskutuję na temat planów bo się kompletnie na tym nie znam. Robiłam dwa testy kolarskie w odstępie trzech miesięcy. W przeciągu tego czasu poprawiłam się o 40 watów. Mi się wydaje, że to wszystko jest w głowie. Jeżeli Piotr mi napisze, że mam utrzymać konkretne waty, to ja je utrzymam za wszelką ceną ,choćbym miała gryźć kierownicę z bólu ud. Nie ważne jak będę zmęczona, jak mam zrobić interwały, zrobię je wszystkie nawet jak na końcu będę ciągnęła językiem po ziemi. Tydzień po Ironman 70.3 Gdynia pobiegłam w zawodach na 10 km. Miał to być bieg taki dla zabawy. Zrobiłam tam życiówkę 38 minut i 11 sekund. Miałam pobiec na luzie, a noga jakoś tak podała.

Jakie było założenie Twojego trenera na Ironman Barcelonę?

Maksymalnie na 9 godzin i 45 minut. Wynik, który uzyskałam 9:21:19 to dla mnie szok. Jak poszłam na rower w czwartek przed startem to mnie aż nosiło. Nie miałam stresu ani zmęczenia. Załapałam świeżość.

Taki wynik 9:21:19 dla większości amatorek pozostaje raczej w strefie marzeń. Czy Ty przypadkiem nie skróciłaś trasy?


No pewnie, że pojechałam na skróty! Tego dnia musiałam uciekać, pedałowałam tak szybko, żeby mnie nie złapali.

 

Jak to było z draftingiem?


Grupy były. Tylko te grupy walczyły o przeżycie i zwalniały całe zawody. Na przykład na podjazdach, kiedy mi wychodziło 500 watów to musiałam hamować przed grupą. Nie miałam jak ich wyprzedzać. To była katastrofa. Ciągle krzyczałam “lewa wolna”. W tych grupach chyba zabrakło liderów (red. śmiech). Jeśli ktoś chciał pojechać mocny rower na tych zawodach, te grupy najzwyczajniej w świecie im przeszkadzały. Nazwałabym to: “Peletony w Barcelonie walczące o przeżycie”. To nie była czołówka walcząca o podium. Oni modlili się, żeby ukończyć trasę. Wszyscy po zawodach mówili, jaki ciężki rower. Ale według mnie to był lajcik. Momentami brakowało mi przełożenia i nie mogłam jechać mocniej. Ale mogę nie być wiarygodna, bo pamiętaj, że jechałam na skróty (red. śmiech).

Nie miałaś kryzysów na trasie?

Na Ironmanie zrobiłam swój pierwszy maraton w życiu. Wszyscy znajomi mówili mi, że ironman zaczyna się po 25 kilometrze biegu. Miałam cierpieć, jakaś ściana. Nic z tych rzeczy. Miałam biec dwa okrążenia swoim tempem 4:50 min/km i przyspieszyć na trzecim. W efekcie pobiegłam trochę szybciej te dwie pętle niż Piotr mi kazał. Na liczniku już 30 kilometr, nic mnie nie boli, chyba przyspieszę. Ciągle miałam w głowie, że zaraz coś wydarzy i będzie katastrofa. Na 40 kilometrze ktoś mi krzyknął: “Masz 30 sekund straty, przyspiesz!” No i przyspieszyłam jeszcze bardziej. Ostatnie dwa kilometry przebiegłam na 4:15 min/km. Pobiegłam to z dużym zapasem. Gdybym się tak nie bała tego maratonu, to bym pobiegła to znacznie szybciej.

Oprócz startów w przyszłorocznych mistrzostwach świata IM 70.3 i Ironman Kona czy ma jeszcze inne plany?

Chciałabym bardzo wystartować w Suszu. Bardzo fajne zawody i mocno obstawione. Chciałabym się zmierzyć z zawodniczkami z Elity przed mistrzostwami świata. Będę miała porównanie jaki zrobiłam postęp do poprzedniego sezonu. W tym roku tam zrobiłam życiówkę 04:34:14 pomimo, że pojechałam bardzo słabo rower. Takie miałam założenie, aby pojechać rower słabiej i mocno pobiec. Chciałabym też wystartować w Hamburgu, ale może to już być trochę za dużo.

 

Chciałabyś przejść na kategorię PRO?

Nie. Startuję jako amator.

Stosujesz jakąś dietę?

Tak. W moim małym teamie oprócz trenera mam także dietetyczkę Martę Naczyk, która prowadzi mnie w optymalny dla mnie sposób. Ludzie nie doceniają diety, a ja uważam, że to jest 50% moich wyników. Ludzie uprawiający sport stosują dietę żeby schudnąć, a nie żeby poprawiać swoje wyniki. Nie stosuję żadnych suplementów, witamin, odżywek, białka, ani nawet magnezu. Wszystkie składniki dostarczam z pożywienia. Bardzo dobrze się z tym czuję i wydaje mi się, że to właśnie klucz do mojego sukcesu.

 

Poniżej zrzut ekranu z pomiaru mocy Ani z Ironman Barcelona. Przy wadze 58 kilogramów 191 watów daje 3,29 watt/kg.

 

Anna Lechowicz pomiar mocy 0.jpg


 

Anna Lechowicz pomiar mocy 1.jpg


Opublikowane w Wywiady

Joanna Sołtysiak 3 września w Malborku zdobyła tytuł Mistrzyni Polski na dystansie 1/2 IM. Pomimo ciężkich warunków pogodowych triathlonistka świetnie sobie poradziła uzyskując czas 4:28:07. Joanna w rozmowie na łamach Akademii Triathlonu opowiada o swoim życiu, pracy i treningach. Dowiesz się między innymi jakie są ulubione sesje treningowe Joanny oraz co przytrafiło się dzień przed startem, co przysporzyło jej niemałych nerwów.


Adrian Kapusta: Zostałaś świeżo upieczoną Mistrzynią Polski na dystansie ½ IM. Jadąc na te zawody spodziewałaś się takiego obrotu spraw?

 

Joanna Sołtysiak: Jadąc na zawody liczyłam na dobry występ, po cichu może na medal ale na pewno nie na pierwsze miejsce. Wbiegając na metę nie mogłam uwierzyć, że zdobywam właśnie tytuł Mistrzyni Polski. Tak naprawdę dotarło to do mnie dopiero następnego dnia.

 

Adrian Kapusta: Byłaś szybsza od takich zawodniczek jak Paulina Kotfica czy Olga Kowalska. Co tego dnia dało Ci największą przewagę, pływanie, rower czy bieg?


Joanna Sołtysiak: Zdecydowanie rower. Jest to dyscyplina, która odgrywa znaczącą rolę na dystansie 1/2 ironmana i dodatkowo jest moją najmocniejszą stroną w triathlonie. Tego dnia wiał bardzo silny wiatr i padał deszcz, co dało mi dodatkową przewagę jako, że często trenuję w takich właśnie warunkach i jestem przyzwyczajona do złej pogody. Moje założenia przedstartowe były, aby pojechać bardzo mocno cześć kolarską, ale jednocześnie zachować maksymalnie dużo sił na bieg. Zarazem chciałam gonić Paulinę i uciekać Oldze.

 

Adrian Kapusta: Czy tego dnia coś nie tak było z Twoim strojem startowym?


Joanna Sołtysiak: Tak, niestety w sobotę dzień przed zawodami zorientowałam się, że zapomniałam wziąć z domu swoją torbę z rzeczami sportowymi, w której właśnie był mój strój startowy. Jako, że nie znam nikogo w Malborku do głowy przyszła mi jedynie Gosia Szczerbińska (zwyciężczyni zawodów z soboty), która pożyczyła mi dwa stroje. Myślałam już, że sytuacja została opanowana ale stroje okazały się za małe i jeszcze o godzinie 20 nie miałam w czym wystartować. Na szczęście wieczorem w hotelu spotkałam koleżankę Asię Sygułę, która akurat wzięła ze sobą dwa stroje startowe. Dzięki niej mogłam wystartować w niedzielnych zawodach. Nie będę opowiadać już w szczegółach ile stresu i nerwów kosztowała mnie ta sytuacja. Zdarzyło mi się to pierwszy raz i sama nie mogłam uwierzyć, że jadąc na zawody triathlonowe zapomniałam stroju triathlonowego...

 

Joanna Sołtysiak podium.jpg

Fot. Labostport

 

Adrian Kapusta: Nie startujesz zbyt często w triathlonach. A jak pojawiasz się na starcie potrafisz wprowadzić spore zamieszanie. Stawiasz na jakość, nie na ilość?


Joanna Sołtysiak: W tym roku wystartowałam w 6 triathlonach, w tym 3 na dystansie 1/2 ironmana. W poprzednich latach startowałam dużo częściej (przeważnie 10-11 zawodów triathlonowych) i myślę, że to był błąd. W związku z moją pracą nie miałam i nadal nie mam za dużo czasu na regenerację, która zajmuje mi dłużej niż innym zawodniczkom PRO, które nie pracują na co dzień. Zrozumiałam to w tym roku. Jeśli chcę konkurować z zawodniczkami uprawiającymi triathlon zawodowo muszę stawiać na jakość i po każdym starcie dać sobie więcej czasu na odpoczynek. W tym roku na dystansie 1/2 ironmana osiągnęłam wyniki: 4h 23 min., 4h 31 min. oraz 4h 28 min. więc uważam wszystkie starty za udane. Lepiej wybrać bardziej prestiżowe zawody, skupić się na nich, porządnie potrenować i pokazać z jak najlepszej strony niż wystartować w wielu zawodach i osiągnąć mało satysfakcjonujące miejsce czy rezultat.

Częstsze starty to także większe koszty. W związku z tym, że mieszkam i pracuję w Szwecji, na każde zawody przylatuję do Polski dopiero w piątek wieczór po pracy, w sobotę pozostaje mi złożenie roweru po podróży, start w niedzielę w zawodach i w poniedziałek rano lot powrotny.

Adrian Kapusta: Czym się zajmujesz na co dzień poza treningami?


Joanna Sołtysiak: Ukończyłam budownictwo na Politechnice Poznańskiej i od 5 lat pracuję jako inżynier na budowach w firmie Skanska w Szwecji. Specjalizuje się w budownictwie podziemnym czyli innymi słowy buduję tunele. Do tej pory pracowałam przy budowie tunelu kolejowego oraz tunelu służącego do wytwarzania energii atomowej. Lubię swoją pracę, nie sposób się nudzić i zazwyczaj dzień mija bardzo szybko chociaż nie ukrywam, że praca na budowie jest często stresująca w związku z harmonogramami robót narzuconymi przez inwestora, którym inżynierowie muszą po prostu sprostać.

 

Joanna Sołtysiak rower.jpg

Fot. Labosport

 

Adrian Kapusta: W takim razie jak godzisz pracę z triathlonem? Trenujesz przed pracą, a może jesteś tak zwanym “weekendowym wojownikiem” i w te dni wykonujesz najwięcej jednostek treningowych?


Joanna Sołtysiak: Ciężko jest pogodzić pracę i treningi ale przy dobrej organizacji czasu oraz dużej dawce motywacji można wszystko połączyć. W okresie przygotowawczym (zima i jesień) zazwyczaj trenowałam rano przed pracą o godzinie 6 i po pracy około godziny 19. W weekendy wykonywałam również po dwie jednostki treningowe. Od marca kiedy można było już jeździć na rowerze na zewnątrz wtedy często wykonywałam dwie jednostki treningowe po pracy (tzw. zakładki). Jednak zdarzały się dni w tygodniu pracującym kiedy robiłam także trzy treningi. W weekendy zazwyczaj robiłam długie treningi, w sobotę przeważnie długą jazdę na rowerze, w niedzielę natomiast długie wybieganie jako główne akcenty i do tego zawsze były dodatkowe treningi. Nie ukrywam, że często w weekendy wykonywałam po 3 jednostki. Jednak muszę zaznaczyć, że po takich dniach zazwyczaj kolejny dzień był luźny treningowo, czyli np. tylko pływanie. Dodatkowo w okresie przygotowawczym stosowałam system 3-1, czyli 3 tygodnie ciężkie i 1 tydzień regeneracyjny. Do tego dochodzą dwa krótkie obozy: zazwyczaj jeden w marcu, drugi w lipcu, gdzie trenuję dużo.

 

Adrian Kapusta: Jak jesteśmy już przy treningach, jakie są Twoje ulubione sesje?


Joanna Sołtysiak: Na pływaniu lubię treningi stylem zmiennym, nie tylko "klepanie" kraula. Lubię pływać wszystkimi czterema stylami. Jeśli mam wybrać trening kraulowy to drabinka 100-200-300-400-400-300-200-100 m. Jest szybkość, jest wytrzymałość, nie ma nudy.
Na rowerze lubię krótsze interwały czyli odcinki 4 x 15 minut lub interwały mieszane 5-10-15-15-10-5 minut. Wtedy czuję, że coś się dzieje na treningu i nawet gdy trening jest ciężki mam wrażenie, że mija szybciej. Nie lubię długich interwałów typu 2 x 30 minut, strasznie się dłużą.
Bieg natomiast to trening szybkości np. 16 x 200 m, gdzie trzeba bardzo szybko pobiec założony odcinek, ale ten maksymalny wysiłek trwa krótko i wiem, że po nim będzie odpoczynek. Łatwo wytłumaczyć swojej głowie, że to tylko trzydzieści kilka sekund bólu.

 

Adrian Kapusta: Czy możesz podać przykład błędu, jaki zdarzyło Ci się popełnić kiedyś w zawodach, który najbardziej Cię ograniczał, a już go wyeliminowałaś?


Joanna Sołtysiak: Bez wątpienia mój pierwszy start na dystansie 1/2 ironmana w Gdyni w 2016 roku, kiedy podczas całego wyścigu zjadłam jedynie 3 żele. Na 11 km biegu tak mnie ścięło, że straciłam całą moc i wypracowaną wcześniej przewagę. Nie walczyłam już o nic, jak tylko "jakoś dotrzeć do mety". Teraz wiem, że na długich dystansach po prostu trzeba jeść, żeby mieć energię. Dla porównania w Malborku zjadłam 12 żeli.

 

Joanna Sołtysiak meta.jpg

Fot. Labosport


Adrian Kapusta: Jakie masz cele sportowe na kolejne lata?


Joanna Sołtysiak: W kolejnych latach chciałabym skupić się na dłuższych dystansach (1/2 ironman oraz ironman). W przyszłym roku jeszcze będę przygotowywać się głównie pod dystans 1/2 ironmana, żeby cały czas rozwijać swoją szybkość. Jednak zamierzam także zadebiutować na dystansie ironman. Start ten aczkolwiek będę traktować jako sprawdzenie swojego organizmu, przetestowanie odżywiania i znalezienie swoich słabych stron na tak długim dystansie. Organizm może różnie reagować po tylu godzinach wysiłku. Potem chciałabym poprawić swoje słabe strony, tak żeby za dwa lata wystartować już w kilku triathlonach na pełnym dystansie ironmana, tak aby się trochę pościgać a nie tylko wziąć udział.

 

Adrian Kapusta: Kogo obstawiasz, że zwycięży na Mistrzostwach Świata Ironman 70.3 w nadchodzący weekend? 


Joanna Sołtysiak: Niestety nie startuje na tych zawodach Lucy Charles. Dziewczyna jest niesamowita i na nią bym postawiła. W zeszłym roku zaczęła startować na dystansie 1/2 ironmana a już w tym roku ma na swoim koncie wiele zwycięstw. Wcześniej była pływaczka a zaledwie w 3 lata stała się czołowa triathlonistka licząca się na świecie. Z tych co widnieją na liście startowej to stawiam na Holly Lawrence.

 

Adrian Kapusta: Komu chciałabyś najbardziej podziękować za to co udało Ci się osiągnąć w Malborku? 


Joanna Sołtysiak: Na pierwszym miejscu mojej rodzinie, czyli rodzicom i bratu Przemkowi. Wszyscy bardzo mnie wspierają i są wyrozumiali. Dodatkowo często podporządkowują się pod mój schemat treningowy, za co jestem im bardzo wdzięczna. Poza tym mój facet Dario, który znosi mnie na co dzień, pomaga z wszelkimi problemami rowerowymi oraz jest ze mną na każdym starcie. Jak nikt inny potrafi ukoić moje nerwy przedstartowe i dodać mi pewności siebie. Podziękowania również dla trenera Jakuba Czaji, z którym nawiązałam współpracę za jego zaangażowanie i profesjonalizm. To właśnie on zwrócił mi uwagę na wiele małych, kiedyś wydawało mi się nie istotnych spraw, a które odmieniły mnie jako sportowca. Podziękowania także dla klubu Kuźnia Triathlonu, która wsparła mnie w przygotowaniach umożliwiając między innymi wyjazd na obóz klimatyczny w marcu oraz firmie zmierz-nie-szacuj.pl za wszelką pomoc i przeprowadzenie kontrolnych testów, kiedy tylko chciałam.

Opublikowane w Wywiady

Robert Wilkowiecki jeszcze nie jest bardzo znany, ale wyniki jakie osiąga sugerują aby przyjżeć się bliżej temu triathloniście. Pomimo bardzo krótkiego stażu w triathlonie Robert zrobił ogrome postępy. Podczas Enea Ironman 70.3 Gdynia powered by Herbalife wyszedł jako pierwszy z wody i był drugim zawodnikiem wśród Polaków (za Łukaszem Kalaszczyńskim). W kategorii zawodników PRO zajął dziesiąte miejsce uzyskując życiówkę: 04:00:59.


Adrian Kapusta: Robert, sprecyzujmy na początku, rozmawiam z zawodnikiem PRO czy amatorem?


Robert Wilkowiecki: Wbrew pozorom jest to ciężkie pytanie i odpowiedź może być różna w zależności od tego, pod jakim kątem to analizuję. Oficjalnie posiadam licencję elity i tego się trzymajmy.

 

Twój tegoroczny wynik z Enea Ironman 70.3 Gdynia powered by Herbalife robi wrażenie. Byłeś drugi wśród Polaków, wyprzedziłeś wielu starych wyjadaczy takich jak Mikołaj Luft, Mateusz Kaźmierczak, Marcin Ławicki czy Marek Jaskółka. Gdzie tkwi tajemnica tego sukcesu?

 

Nie ma żadnej tajemnicy. Spokojna i systematyczna praca pod okiem trenera Zbyszka Gucwy daje efekt. W teamie GVT BMC mamy wyśmienite warunki do rozwoju. W dodatku atmosfera zawodów w Gdyni bardzo mi się podobała i dała konkretnego kopa.

 

Czytając Twój życiorys możemy wyczytać, że z triathlonem zetknąłeś się zaledwie 2 lata temu. Podczas treningu jakiej dyscypliny wyrobiłeś sobie bazę w młodszych latach?

 

To prawda, nie mam długiego stażu w triathlonie, ale wierzę, że wszystko jeszcze przede mną. Do 19-ego roku życia trenowałem pływanie, byłem nawet mistrzem Polski juniorów. To z pewnością ułatwiło mi start w nowej dyscyplinie. Dodatkowo treningi, jakie układa mi trener Zbyszek pozwalają mi na stały progres bez żadnych kontuzji, czy przeciążeń. Będąc w takim klubie mam komfortowe warunki i to bardzo pomaga.

 

Robert Wilkowiecki Gdynia z wody.jpg

Fot. GVT BMC Szymon Gruchalski

 

Co Cię skłoniło do uprawiania triathlonu?


Po zakończeniu kariery pływackiej miałem więcej czasu dla rodziny i spędzałem go między innymi na wspólnych przejażdżkach na rowerze z tatą - byłym kolarzem. Pływać wciąż potrafiłem, więc pozostało tylko trochę pobiegać. Co prawda miałem około 2 lata przerwy od prawdziwego treningu, ale po namowach wielu osób, postanowiłem wystartować i od razu poczułem, że to jest to.

 

Pomimo tak krótkiego stażu w triathlonie powiedz jaki dystans najbardziej przypadł Ci do gustu, w którym chciałbyś się specjalizować?

 

Na chwilę obecną, wydaje mi się, że najbardziej pasuje mi "połówka". Nie przekreślam jednak swoich szans na dystansach z draftingiem, na których mogę bardziej wykorzystać swoją pływacką przeszłość. Jednak sądzę, że do tego potrzeba mi jeszcze większego doświadczenia.

 

Jakie masz cele długoterminowe?


Nie wybiegam zbyt daleko w przyszłość. Cieszę się chwilą obecną i chcę wykorzystywać nadarzające się okazje.

 

Robert Wilkowiecki Ślesin.jpg

Fot. Piotr Naskrent/Maratomania/Labosport Polska

 

Czym się zajmujesz poza treningami?

 

Na co dzień jestem studentem na kierunku Bachelor Studies in Finance na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu.

 

Zabrakło Ci niespełna minuty do złamania 4 godzin na dystansie ½ IM. Kiedy możemy się spodziewać kolejnego ataku tej bariery?

 

Czasy w triathlonie nie są dla mnie szczególnie istotne. Mocno przygotowuję się na MP w Malborku, więc jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli oraz trasa i warunki będą sprzyjające, to i prędkości będą wysokie. Zapowiada się mocne ściganie.

 

 

Robert Wilkowiecki w pigułce:
Data urodzenia: 07.07.1994
Miejsce zamieszkania: Wrocław

Najważniejsze sukcesy:
2. miejsce wśród Polaków i 10 miejsce PRO podczas Enea Ironman 70.3 Gdynia powered by Herbalife 2017,
1. miejsce GARMIN Iron Triathlon Ślesin 2017,
3. miejsce w Challange Poznań na dystansie olimpijskim 2016,
1. miejsce w kategorii wiekowej podczas Herbalife Ironman 70.3 Gdynia 2016,
złoty medal mistrzostw Polski juniorów w pływaniu.

 

Pierwszy kontakt z triathlonem: 2015
Idol z dzieciństwa: rodzice
Ulubiona potrawa: jest ich wiele, byle do syta
Ulubiona muzyka: aktualne hity radiowe
Ulubiony basen: każdy z którego mam dobre wspomnienia
Ulubiony podjazd: Kocie Góry
Ulubione miejsce do biegania: trasy blisko domu rodzinnego w Chełstówku
Trenerzy: Zbigniew Gucwa i Michał Stasiaczek

 

Robert-Wilkowiecki GVT BMC.jpg

Fot. GVT BMC

Opublikowane w Wywiady

Małgorzata Otworowska - Mistrzyni Polski w triathlonie na dystansie sprinterskim ujawnia kulisy swojej trzyletniej przerwy od startów w zawodach. Mama dwójki dzieci nie ma czasu na treningi na wyczynowym poziomie, a jednak talent i determinacja pozwoliły jej zdobyć tytuł mistrzowski. Jak sama przyznaje: "W Suszu pojawiłam się po dwóch miesiącach systematycznych treningów."

 

Adrian Kapusta: Czy Ciebie to nie dziwi, że mama dwójki dzieci wraca po dłuższej przerwie do triathlonu i wygrywa Mistrzostwa Polski na dystansie sprinterskim?

 

Małgorzata Otworowska: Dziwi i to bardzo, ale myślę, że nie tylko ja się nad tym zastanawiam. W tym roku miałam startować dla siebie, bez presji, bez oczekiwań i w planach nie było Mistrzostw Polski. W planach był tylko jeden start, ale życie samo pisze scenariusze i okazał się on nie ostatnim.

 

Ile w sumie trwała przerwa od sportu, podczas której urodziłaś dwójkę dzieci?


W maju 2014 roku dowiedziałam się o pierwszej ciąży, synek urodził się w styczniu 2015 roku, a w lipcu 2016 na świecie pojawiła się moja córeczka. Można powiedzieć, że przerwa trwała równe 3 lata.

 

Od samego początku miałaś plan, że wrócisz i będziesz dalej startowała?


W czasie pierwszej ciąży tak myślałam, niestety powrót do treningów okazał się trudniejszy niż się spodziewałam, do tego doszły problemy zdrowotne. Wtedy też zapadła decyzja o drugim dziecku. Po drugim porodzie zupełnie nie myślałam o powrocie do triathlonu, raczej wychodząc na trening chciałam zadbać o swoją formę fizyczną, bo nie ukrywam, że ciąża jedna po drugiej ,,nadszarpnęły'' mój organizm i powrót do pełnej sprawności trwał o wiele dłużej niż po pierwszej ciąży.

 

Przebieg ciąż pozwalał Ci na podtrzymywanie treningów?


O pierwszej dowiedziałam się równo tydzień przed pierwszym startem w sezonie,tak więc miałam przetrenowany sezon przygotowawczy i byłam gotowa do startów. Po pierwszych badaniach i zebraniu wywiadu lekarskiego pani doktor nie widziała przeciwwskazań do dalszego uprawiania/trenowania triathlonu,a nawet mówiła że jest to wskazane, abym kontynuowała aktywność fizyczną. Ciąża to nie choroba i dowiadując się o niej nie należy zmieniać swojego trybu życia o 180 stopni, chyba że są ku temu powody. Zarówno pierwsza ciąża jak i druga przebiegała bez typowych objawów ciążowych, bez większych dolegliwości i zachcianek.

 

Otworowska 3.JPG

Fot. Małgorzata Otworowska

 

Jak zmieniała się struktura treningów wraz z zaawansowaniem ciąży?


W czasie pierwszej ciąży treningi pływackie wykonywałam do początków 9 miesiąca. Treningi biegowe zakończyłam pod koniec 8 miesiąca przez rosnący brzuszek, który od 7 miesiąca rośnie bardzo szybko. Środek ciężkości miałam już znacząco przesunięty i bieganie już było trudniejsze, dlatego zrezygnowałem z treningu biegowego. Na rowerze szosowym jeździłam do początków 6 miesiąca, później kontynuowałam treningi na trenażerze, w zasadzie aż do rozwiązania.

 

W drugiej ciąży już nie mogłam sobie na tyle pozwolić. Treningu biegowego nie wykonałam ani jednego, na basenie byłam kilka razy, ponieważ były przeciwwskazania do korzystania z basenu. Można powiedzieć, że drugą ciążę przejeździłam na trenażerze i przespacerowałam w parku z synem. W drugiej ciąży wykonywałam zdecydowanie więcej ćwiczeń wzmacniających, na treningi zwyczajnie nie mogłam sobie pozwolić i nawet nie miałam na nie ochoty.

 

Cykl treningowy w pierwszej ciąży był kontynuowany,aż do końca 2 trymestru z zachowaniem odpowiedniej objętości i intensywności. Wraz z wiadomością o ciąży z planu zniknęły wszystkie zadania z maksymalnym tętnem. Wykonywałam przyśpieszenia, interwały oczywiście dostosowane do swoich możliwości. Z kolejnym miesiącem ciąży, zmniejszana była objętość i intensywność treningów, choć nie ukrywam, że na basenie pływałam po 4 km, aż do 8 miesiąca, ale to tylko dlatego że pływanie przychodzi mi łatwo i mogłam sobie na to pozwolić. W drugiej ciąży już nie miałam takich możliwości, na co dzień zajmowałam się synkiem. Jedyne co mi się udawało to w porze drzemki pokręcić na trenażerze,czasami nawet 2h.

 

Jak w tej chwili sobie radzisz z wychowywaniem dzieci i trenowaniem na poziomie wyczynowym?


Po pierwsze nie trenuje na poziomie wyczynowym. Trenowanie na poziomie wyczynowym to dla mnie spanie, jedzenie i trenowanie. Na chwilę obecną nie mam takich możliwości, aby sobie na taki plan dnia pozwolić. Z reguły nie mam pomocy w opiece nad dziećmi. Jestem mamą 24h na dobę i na trening wychodzę w chwili kiedy tata (Adrian) zostaje z dziećmi. Wszystko by było super gdyby Adi miał pracę 8 godziną, wtedy wraca do domu i może zająć się dziećmi. Niestety prowadzi klub sportowy, trenuje z młodzieżą i załatwia mnóstwo innych spraw. Czas na trening mam bardzo ograniczony. Dni, kiedy mogę wykonać dwa treningi nie jest za wiele. Bardzo często trenuję w późnych godzinach wieczornych kiedy dzieci zasną. Nie nazwałabym swojego trenowania na poziomie wyczynowym chodź bardzo bym chciała, ale na chwile obecną nie mam takich możliwości.

 

Otworowska 2.jpg

Fot. ITU

 

Ostatni Twój start w Pucharze Europy był w 2013 roku, zajęłaś tam 2 miejsce, ustępując jedynie Yuli Yelistratovej UKR. Czy zamierzasz powrócić na arenę międzynarodową?

 

Jak już wspomniałam mój dzień odbiega od dnia wyczynowego triathlonisty. Wiem, że stać mnie na bardzo dużo. W Suszu pojawiłam się po dwóch miesiącach systematycznych treningów. Nawet teraz mocno zmotywowana do pracy, żeby w pełni pokazać no co mnie stać muszę się bardzo mocno ''gimnastykować'', żeby wykonać trening (w tym momencie przebywam na obozie w górach, z dziećmi i młodzieżą). Odpowiadając na pytanie bardzo bym chciała, ale życie często sprowadza nas na ziemię.

 

Nie da się tego ukryć, że masz predyspozycje do krótkich dystansów. Wśród triathlonistów jest tendencja do szybkiego przechodzenia na długie dystanse, a jakie są Twoje cele długoterminowe?


Myślę, że start na długim dystansie w moim przypadku jest kwestią czasu, ale czy to nastąpi za rok czy dwa to czas pokaże. Triathlon w chwili obecnej jest dla mnie chwilą dla siebie, zrobieniem czegoś dla siebie, zadbaniem o siebie. Jedni chodzą do kina, zbierają znaczki, układają puzzle, ja w tym czasie lubię pójść na basen, lubię pójść pobiegać. Ktoś zaraz powie, że jestem samolubna, ale każdy kto ma dzieci mnie zrozumie. Szczęśliwa i zdrowa mama to szczęśliwe i zdrowe dzieci.

 

Mówi się, że ciąża odmładza organizm kobiety uprawiającej wyczynowo sport. Czy z własnego doświadczenia możesz to potwierdzić?


Chyba nie zauważyłam takich zmian. Na pewno dodaje siły, ale należy pamiętać, że podczas ciąży w organizmie kobiety zachodzi szereg zmian na podłożu hormonalnym.

 

Wyniki Elity Kobiet Mistrzostw Polski w Sprincie, Susz 2017:


1. Małgorzata Otworowska 1:06:33
2. Paulina Klimas 1:06:51
3. Marta Łagownik 1:07:22
4. Roksana Słupek 1:07:41
5. Aleksandra Rudzińska 1:07:46
6. Paulina Kotfica 1:07:48
7. Hanna Kaźmierczak 1:08:31
8. Magdalena Sudak 1:09:01
9. Agata Litwin 1:09:24
10. Małgorzata Wąsik 1:09:39

Opublikowane w Wywiady

Ogłoszony przez Polski Związek Triathlonu dwa tygodnie temu na konferencji prasowej system obowiązkowych licencji, który obowiązywać będzie od 2018 roku, wzbudził bardzo duże zainteresowanie w środowisku triathlonowym. Po co amatorom licencja sportowa? Jakie korzyści niesie? O szczegóły projektu postanowiliśmy dopytać Prezesa PZTri, Pana Pawła Jarskiego.

Anna Kalinowska: Skąd pomysł wdrożenia w 2018 r. obowiązkowych licencji?
Paweł Jarski: Obligatoryjne licencje to nie jest jakaś rewolucyjna koncepcja, a sprawdzony model w światowym triathlonie. W krajach o wysokim poziomie sportowym licencje dzienne są czymś naturalnym. Przykładowo, w USA koszt licencji jednorazowej to 15 USD, w Irlandii, Hiszpanii Francji czy Anglii od 8 do 25 EUR. Licencje są również niezbędne w startach w seriach zawodów, jak Ironman (kosz licencji jednorazowej waha się od kilkunastu, nawet do 60 EUR) czy Challenge (10-40 EUR). Licencje w światowym triathlonie to rzecz zupełnie naturalna i istniejąca od wielu lat. U nas, od dłuższego czasu, organizatorzy największych imprez triathlonowych dyskutowali o przeniesieniu takiego rozwiązania na polski grunt. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom organizatorów wspólnie opracowaliśmy wdrażaną koncepcję włączenia jak największej liczby pasjonatów triathlonu w oficjalne struktury sportu, wprowadzając od przyszłego sezonu obowiązkowe licencje dzienne, które będą kosztować 20 zł za pojedynczy start. Będą one obowiązywać na imprezach, które wejdą w skład systemu licencyjnego, a aktualnie chęć uczestnictwa w tym programie zgłosili wszyscy organizatorzy największych krajowych zawodów.

O ile licencje dla profesjonalistów nie budzą wątpliwości, o tyle konieczność rejestracji w związku to dla amatora przede wszystkim kolejny, po opłacie startowej, wydatek. Czy nie jest to po prostu sposób na pozyskanie przez PZTri funduszy?
Powiem więcej – to zdecydowanie właśnie sposób na pozyskanie funduszy. Tak się dzieje na całym świecie. Sprzedaż licencji to dodatkowe środki finansowe na sport młodzieżowy. Ich dystrybucja będzie w transparentny sposób przekierowywana wyłącznie na ten cel: trening młodzieży, organizację aquathlonów i testów naborowych oraz na szkolenia trenerskie. Żadna część tych środków nie zostanie przekazana na pracę biura, ani też nie zatrudnimy nowej osoby do obsługi sprzedaży licencji. Budowana właśnie aplikacja mobilna, dzięki której można będzie kupić licencje online, minimalizuje koszty obsługi tego projektu.
Zakupu będzie można także dokonać na stoisku PZTri, rozstawianym na kluczowych zawodach, na którym nasi przedstawiciele będą odpowiadać na wszelkie pojawiające się pytania lub wątpliwości.

 

Paweł Jarski wywiad.jpg

Fot: PZTri. Na zdjęciu Prezes PZTri Paweł Jarski

 

Jakie zatem korzyści daje zakup licencji?
Najważniejsze jest bezpieczeństwo. Licencja roczna za 100 zł zawiera w sobie ważne na całym świecie ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków, kosztów leczenia i odpowiedzialności cywilnej. W ramach podpisanej przez PZTri umowy z TU Europa zawodnik legitymujący się licencją roczną chroniony jest nie tylko podczas startów, ale również na treningach, w podróży, czy w codziennych sytuacjach.
Wyrobienie licencji rocznej wymaga wykonania badań lekarskich u lekarza medycyny sportowej, potwierdzających zdolność do uprawiania triathlonu. Takie badania, jak również licencja są niezbędne, aby startować w większości zagranicznych zawodów pod egidą ITU i ETU, więc jej wyrobienie na początku sezonu eliminuje ryzyko, że nie uda nam się w terminie zgłosić, gdyż nie jesteśmy w bazie PZTri.

Podobno zdarzały się przypadki, że jednak polska licencja za granicą nie wystarczyła…
Jeżeli jakikolwiek organizator nie uznał polskiej licencji to zrobił to wbrew przepisom, bowiem jesteśmy członkiem Europejskiej Unii Triathlonu, więc licencje PZTri powinny być wszędzie honorowane. Jeśli gdziekolwiek byłby z tym problem to prosimy o kontakt z biurem i będziemy wyjaśniać, a w razie potrzeby interweniować.

Wracając do korzyści - czy coś jeszcze mógłby Pan wymienić?
Posiadanie licencji rocznej to też możliwość korzystania ze zniżek uprawniających do zakupu sprzętu sportowego oraz odżywek u partnerów Polskiego Związku Triathlonu. Aktualnie negocjujemy z wieloma firmami warunki, tak by pod koniec roku ogłosić listę sklepów partnerskich i poziom zniżek. Przy wyrabianiu licencji rocznej na stoisku PZTri nasi przedstawiciele będą wręczać symboliczną opaskę na rękę, która - jak mamy nadzieję - stanie się znakiem rozpoznawczym wśród triathlonistów.
Powstanie też ranking zawodników poszczególnych kategorii wiekowych.

Na czym polegać ma taki ranking?
Zawodnicy kategorii wiekowych, z podziałem na grupy wiekowe zgodne z obowiązującą na świecie klasyfikacją, startując w zawodach wpisanych w system licencyjny, będą zbierać punkty do klasyfikacji generalnej. Stworzony zostanie ogólnopolski rankingu zawodników age-group, a najlepsi zawodnicy z każdego przedziału wiekowego zostaną uhonorowani na wieńczącej sezon gali, organizowanej po finale Pucharu Polski. W gali uczestniczyć będą także organizatorzy imprez.

Jednak zawody odbywają się na różnych dystansach, różna bywa też liczba startujących - jak zatem porównać i ustandaryzować wynik?
Na wszystkich partnerskich zawodach zapewnimy obecność delegata technicznego, który z ramienia PZTri będzie kontrolował plan zawodów, w tym proponowane trasy konkurencji, jak i przebieg samego wydarzenia. Ponadto będzie sprawdzał stosowanie się organizatora do przepisów PZTri, kontrolował zabezpieczenie medyczne imprezy oraz przeprowadzał odprawę z sędziami danych zawodów. Obecność takiej osoby to gwarancja dla uczestników, że zawody są przeprowadzane zgodnie z przepisami sportowymi i organizacyjnymi PZTri, a punktacja w rankingu będzie sprawiedliwa.

Jakie korzyści daje zakup licencji dziennej?
Licencja dzienna nie zawiera ubezpieczenia, ale wyrabiając ją musimy potwierdzić dobry stan zdrowia. Dla organizatorów takie oświadczenie oznacza większe bezpieczeństwo zawodów, a my mamy nadzieję, że zmobilizuje setki amatorów do regularnej kontroli lekarskiej i niebagatelizowania tego tematu.
Osoby, które będą wyrabiały licencję pierwszy raz otrzymają elektroniczny welcome pack - dokumenty, dzięki którym łatwiej odnajdą się w świecie zawodowego triathlonu. Będą to m.in. zapowiedzi danego sezonu, porady sportowe i namiary na kluby i trenerów.
Posiadacze obu rodzajów licencji będą również otrzymywać newslettera z ważnymi, ale i ciekawymi informacjami - od kalendarza zawodów krajowych i światowych po artykuły branżowe.
Zakup licencji dziennej na dane zawody to gwarancja, że startujemy w imprezie, która przestrzega przepisów sportowych PZTri.

Opublikowane w Wywiady

Stolica polskiego triathlonu zaprasza na Susz Triathlon 2017. Zawody już za niespełna dwa miesiące. Do wyboru trzy dystanse 1/2 IM, Sprint i Aquathlon. Aby dowiedzieć się co czeka na triathlonistów w tym roku zapraszamy do przeczytania wywiadu z organizatorem tego wydarzenia.


Adrian Kapusta: Susz Triathlon to jedne z najstarszych zawodów w Polsce, a zarazem jedne z najbardziej rozwiniętych. Triathloniści i kibice przyzwyczaili się do wysokiej jakości organizacji imprezy. Jakie nowości w tym roku są planowane w stosunku do lat ubiegłych?


Marcin Mądry: Zgadza się Susz Triathlon to jedne z najdłużej organizowanych zawodów triathlonowych w Polsce. Tegoroczne zawody to już 26 edycja tej imprezy.
Od wielu lat staramy się robić wszystko, żeby osiągnąć możliwie najwyższy poziom organizacyjny. Z ogromną satysfakcją przyjmujemy napływające do nas pozytywne opinie, jednocześnie nieustannie staramy się wyciągać wnioski z uwag i sugestii zawodników, które mogą wpłynąć na jeszcze lepszy przebieg zawodów.
Najbardziej zauważalną nowinką podczas Susz Triathlon 2017 będzie zmieniona trasa kolarska dystansu ½ IM. Podyktowane jest to przede wszystkim pracami związanymi z długo oczekiwaną przebudową przebiegającej przez miasto drogi wojewódzkiej nr 521. Nowa trasa w zdecydowanej większości wyznaczona została po niedawno wyremontowanych drogach, które pozwolą na osiągnięcie dobrych wyników.
Poza tym mamy w planach kilka innych niespodzianek.


W ubiegłym roku w zaledwie pięć dni został osiągnięty limit uczestników. Czy w dalszym ciągu można się zapisać na zawody triathlonowe w Suszu?


W tym momencie na listach startowych mamy ponad 1100 zawodników. Zapisy trwają do 1 czerwca, także jestem pewny, że ta liczba jeszcze wzrośnie. Czekamy m.in. na zawodników, którzy wystartują na Mistrzostwach Polski na dystansie sprinterskim Elity i Sztafet. W dalszym ciągu otwarte są zapisy na ½ IM, MP Age Group w Sprincie oraz Aquathlony. Gorąco zachęcam do rejestracji, która odbywa się na stronie www.triathlon.susz.pl

 

Susz Triathlon 2017 już za niespełna 2 miesiące! 3.jpg

 

Kto ze znanych triathlonistów pojawi się na starcie w 2017 roku?


Liczymy na to, że jak co roku do Susza zawitają najlepsi polscy triathloniści. Bez wątpienia zwiększa to prestiż imprezy oraz pozwala wszystkim zawodnikom stającym na starcie na rywalizację z najlepszymi. Na dzień dzisiejszy swój udział potwierdzili, m.in. Filip Przymusiński, Piotr Grzegórzek, bracia Paweł i Sebastian Najmowicz, Krzysztof Staniszewski, Tomasz Spaleniak, Przemysław Szymanowski. Podobnie jak w latach ubiegłych powoli zapełnia się lista zawodników, którzy powalczą o tytuł Mistrza Polski Elity. Swój udział potwierdziła m.in. nasza Olimpijka Agnieszka Jerzyk. Jestem przekonany, że na starcie pojawi się czołówka polskich sprinterów.

Dodatkowo chciałbym podkreślić, że zależy nam na tym, aby nasze zawody były miejscem rywalizacji najlepszych triathlonistów, jak również tych, którzy triathlon uprawiają amatorsko uważają go za swoje hobby i sposób na zdrowy styl życia. Chcemy robić triathlon dla każdego.

 

Przejdźmy na chwilę do rozrywki poza sportowej. Kto wystąpi w tym roku na scenie w Suszu?


Susz Triathlon to święto naszego miasta, dlatego goszcząc zawodników i ich rodziny nie zapominamy również o mieszkańcach, którzy od ponad ćwierć wieku dopingują triathlonistów na trasie zawodów. To m.in. właśnie dla nich od kilku lat poza emocjami sportowymi zapewniamy część artystyczną. Tak jak informowaliśmy już na naszych stronach internetowych podczas tegorocznej edycji Susz Triathlon 2017 wystąpią: legendarny zespół KOMBII z wirtuozem gitary i wokalistą Grzegorzem Skawińskim oraz Michał Szpak - niesamowity talent polskiej sceny muzycznej reprezentant Polski na Eurowizji w 2016 roku. Dodatkowo, wysokiej jakości nagłośnienie oraz efekty oświetlenia scenicznego będą doskonałym uzupełnieniem doznań muzycznych.

 

Susz Triathlon 2017 już za niespełna 2 miesiące! 2.jpg

 

Polski Związek Triathlonu po raz kolejny przyznał dla Susz Triathlon organizację Mistrzostw Polski na dystansie sprinterskim. Czy organizacja mistrzostw w ubiegłym sezonie spełniła oczekiwania związku?

 

Tak. To już kolejne Mistrzostwa Polski, które odbędą się w Suszu. Decyzja podjęta przez Polski Związek Triathlonu jest rezultatem sukcesu organizacyjnego, którym były MP w Sprincie w 2016 roku. Jest to efekt, który udało się osiągnąć dzięki ciężkiej pracy wielu osób zaangażowanych w organizację zawodów.

 

Jakie nagrody czekają na zawodników walczących o najwyższe lokaty?


Poza wynoszącą ponad 62 tysiące złotych pulą nagród finansowych dla zwycięzców poszczególnych wyścigów jak co roku przewidujemy również nagrody rzeczowe ufundowane przez naszych sponsorów i partnerów. Wśród nich znajdą się m.in. produkty i usługi oferowane przez firmy takie jak: POLAR, SCOTT, Royal Bay, Grand Hotel Tiffi, COMPRESSPORT, SPORTSLAB i wielu innych firm z nami współpracujących.
W tym roku chcemy powrócić do losowania nagród wśród wszystkich uczestników zawodów. Po niedzielnej dekoracji zwycięzców rozlosujemy m.in. ufundowaną przez firmę SCOTT profesjonalną ramę do roweru szosowego, weekendowe wczasy ufundowane przez pięciogwiazdkowy Grand Hotel Tiffi w Iławie.

 

Który weekend mamy sobie zarezerwować w kalendarzu na Susz Triathlon 2017?

 

Wzmożony ruch triathlonistów obserwujemy już od początku czerwca. Zachęcamy do wcześniejszego odwiedzania Susza i zapoznawania się z trasami zawodów. Same zawody odbędą się w dniach 23-25 czerwca. Gorąco wszystkich zapraszam.
Szczegółowe informacje na temat zawodów można uzyskać pod adresem [email protected] oraz pod numerem telefonu 507-019-086.

 

Susz Triathlon 2017 już za niespełna 2 miesiące burmistrz.jpg

Burmistrz Susza - Krzysztof Pietrzykowski

Opublikowane w Wywiady

III edycja Dąbrowa Górnicza Triathlon odbędzie się 11 czerwca 2017 r. W poprzednich edycjach udział wzięli m.in. Joanna Jabłczyńska, Karolina Gorczyca i Roman Polko. Zapraszamy do przeczytania poniższego wywiadu z ubiegłorocznym dominatorem triathlonu w Dąbrowie Górniczej - Sylwestrem Kusterem.

 

Do końca kwietnia obowiązuje niższa opłata startowa – 110 zł. Dla najlepszych zawodników przewidziano nagrody finansowe. Limit startujących to 500 osób.

Zapisy na: www.dgtriathlon.pl 

Funpage: https://www.facebook.com/dabrowagorniczachecinytriathlon/

 

Część pływacka na jeziorze Pogoria III (1 okrążenie). Widowiskowa, szybka pętla kolarska po głównych ulicach miasta (3 x5,5km + dojazdówki). Pętla biegowa w centrum po parku Hallera (2 x 2,5 km). Zawodnicy będą klasyfikowani w kategoriach: open kobiet i mężczyzn, wiekowych (K/M: 16-29; 30-39; 40-49; 50+) oraz sztafet (bez podziału na kategorie wiekowe i płeć). Impreza jest dofinansowana ze środków Urzędu Miasta w Dąbrowie Górniczej.

 

1.jpg


Sylwek, zdominowałeś rywalizację w zeszłorocznej edycji Dąbrowa Górnicza Triathlon. Czy w tym roku będzie podobnie?

Tak, można powiedzieć że ładnie wystartowałem. W końcu były to zawody u mnie w mieście, co dało mi dodatkową motywację. Oczywiście, jeśli stanę na starcie będę chciał się zaprezentować jak najlepiej. Jestem bardzo zadowolony, że dzięki Stowarzyszeniu Pozytywnie Zakręceni i Centrum Sportu i Rekreacji mamy u nas w mieście triathlon. Jeśli tylko będzie możliwość, to bardzo chciałbym wystartować - choćby treningowo. Mam nadzieje, że mój kalendarz mi na to pozwoli. Na razie nie mogę na 100% powiedzieć, że wystartuję.

Jak oceniasz imprezę organizowaną w Twoim mieście? Imprezę, która dopiero się rozwija - w tym roku będzie dopiero jej trzecia odsłona?

Jeśli chodzi o mnie, to byłem nieco zaskoczony. Nawet biorąc pod uwagę obiecującą I edycję z 2015 r. Myślę, że jak na to że to były drugie takie zawody, na to jak mały budżet był na tę imprezę, to jest to ogromny sukces. Naprawdę, organizacja mi się podobała. Trasa też była ciekawa, zbliżona do tego, co się dzieje na zagranicznych startach.
Przyznam szczerze, że jestem bardzo ciekawy, czym organizatorzy wykażą się w 2017. W zeszłym roku była to impreza z rozmachem - w centrum miasta. Nie będzie łatwo tego przebić, ale myślę, że nas nie zawiodą.

 

10.jpg



Jak oceniasz swój zeszłoroczny sezon?

Myślę, że zrobiłem, co się dało. Już na początku sezonu mówiłem, że jestem słabo przygotowany, bo kontuzja mnie mocno cofnęła w rozwoju sportowym. Jestem już doświadczonym zawodnikiem i wiem, kiedy jest wysoka forma, a kiedy nie. W zeszłym roku musiałem ją zbudować w bardzo krótkim czasie, co niosło za sobą wiele konsekwencji. Była o wiele niższa niż by mogła być normalnie, do tego strasznie niestabilna. Jeden, dwa starty rozbijały mi ją w drobny mak. No, ale zebrałem doświadczenie. Trzeba zbierać jak najwięcej informacji - nie tylko z sukcesów, ale i z tych gorszych sezonów.
Podsumowując: zrobiłem 4 medale MP w tym Mistrza Polski na dystansie olimpijskim, więc sezon był przyzwoity, ale nie tak, jak w 2015 r, gdzie wygrałem prawie wszystko - z góry na dół.
Na koniec sezonu, okupując to ciężką pracą, drgnęło coś i już byłem na międzynarodowym poziomie sportowym, ale to troszkę za późno, niestety.

Jakie wyzwania przed Tobą w 2017 roku?

Sezon 2017 jest inny od poprzednich, ponieważ w dużo większym stopniu podpieram się w treningu nauką, Wyciągnęliśmy lekcje z sezonu 2016, gdzie doprowadziłem między innymi do anemii i badamy wszystko - począwszy od systematycznych badań krwi, składu ciała, do pomiaru mocy laktatu itd. Jest to mój pierwszy taki sezon w karierze. Ciężko powiedzieć, co on przyniesie.
W każdym jednak razie, chcielibyśmy znormalizować moją formę, wyznaczyć pewne progi, które muszę spełniać, aby regularnie zdobywać dobre miejsca na zagranicznych imprezach.
Nazwałbym to treningiem znormalizowanym. Jest on wdrożony w każdej z dyscyplin. To wszystko z myślą o zagranicznych wyścigach.
Oczywiście, jest to możliwe dzięki moim trenerom, którzy starają się mnie odciążyć w budowaniu planu treningowego oraz podejmowaniu trudnych decyzji, moim sponsorom, którzy stwierdzili, że najwyższa pora, abym choć w części miał warunki jakie mają zawodnicy zagraniczni. Co prawda trenuje w mojej kochanej Dąbrowie Górniczej, a nie w RPA, ale jestem bardzo zadowolony, że są ludzie, którzy inwestują w moją koncepcję opartą o naukę. 
Chciałbym im teraz ładnie podziękować.

 

12.jpg



Jak zachęciłbyś do uprawiania triathlonu? Dyscypliny widowiskowej, zapewniającej wszechstronny rozwój fizyczny, a jeszcze nie dość popularnej w naszym kraju.

Przede wszystkim, triathlon jest bardzo ciekawym sportem, bo w jego skład wchodzą trzy dyscypliny. Daje nieskończenie wiele możliwości treningu - można w tak różny sposób trenować, że nigdy się to nie znudzi.
Ponadto jest to sport dla każdego - nie trzeba być pływakiem od dziecka, żeby startować i nauczyć się pływać w takim stopniu, aby w zdrowiu ukończyć zawody.
Triathlon to sport, który ma bardzo pozytywny wpływ na ludzi, a ponadto nie odrzuca nikogo, jak to jest w wielu innych dyscyplinach.
W Niemczech jest to jeden z najpopularniejszych sportów. Trenuje go już chyba około 200 tys. osób, a w 2015 r. najlepszym sportowcem Niemiec został nie piłkarz, choć mają ich wielu na wybitnym poziomie, a właśnie triathlonista - Jan Frodeno.

 

 

Dąbrowa Górnicza baner.jpg

Opublikowane w Wywiady

"Odkąd zaczęłam uprawiać triathlon, sprzedałam wszystkie rzeczy, jakie tylko mogłam. Największą z nich był samochód, z którego pieniądze przeznaczyłam na rower i piankę pływacką." - opowiada Izabela Sobańska. Iza ma 20 lat, w ciągu dwóch lat od debiutu w triathlonie zdobyła kwalifikację na mistrzostwa świata na dystansie 1/2 ironmana, Ironman 70.3 Chattanooga oraz The Challenge w Samorin. 

Ważniejsze osiągnięcia w sezonie 2016 :
JBL Triathlon Sieraków Mistrzostwa Polski dystans ½ IM 2016 – I miejsce w kat. kobiet 18-24 
Euco Susz Triathlon dystans ½ IM 2016r – I miejsce w kat. kobiet 18-24 
Enea Challenge Poznań dystans ½ IM 2016 – I miejsce w kat. kobiet 18-24 
Herbalife Ironman 70.3 Gdynia 2016 – II miejsce w kat. kobiet 18-24
Ironman 70.3 Pula 2016 – II miejsce w kat. kobiet 18-24

Do tego we wszystkich triathlonach miejsce na podium w swojej kategorii wiekowej, życiówka na 1/4IM 2h24min i 5h03min w debiucie na 1/2IM w Przechlewie 2015.

 

Co skłoniło Cię do trenowania triathlonu?

 

Izabela Sobańska: Ze sportem jestem związana od dziecka. Był tenis stołowy, biegi przełajowe, siatkówka, pchnięcie kulą i inne. Podczas nauki w szkole praktycznie nie było zawodów, w których nie brałabym udziału. Jedynie jakie opuszczałam to warcaby. Jak na razie na najdłuższy czas związałam się z siatkówką, ale moja przygoda z triathlonem raczej to zmieni. Spędziłam naprawdę kawał swojego życia na hali i rozegrałam dziesiątki meczów. W pewnym momencie coś przestało mi grać, może szukałam czegoś nowego, może potrzebowałam jakiejś zmiany. Może była to kwestia przetrenowania i uwarunkowań psychicznych... Może przyczynił się do tego fakt, że jestem raczej samotnikiem i charakteryzuję się sporym indywidualizmem. Może szukałam więcej czasu na przygotowanie do matury i zajęcie się innymi aspektami niż siatkówka, która wcześniej przodowała w moim życiu. Na pewno złożyło się na to wiele faktów. Siatkówka bardziej zaczęła mnie męczyć niż cieszyć i podjęłam decyzję, aby zakończyć tę przygodę. W końcu po to jest pasja, żeby czerpać z niej radość. Na pewno nie przeszło mi przez myśl, żeby całkiem porzucić sport, bo jest znaczną częścią mojego życia. Zaczęłam chodzić na siłownię, spróbowałam crossfitu. W końcu trener na siłowni namówił mnie na pierwszy bieg na 5km. Tak się zaczęło. Później był półmaraton, maraton… Pojawiła się myśl, żeby połączyć to z rowerem, który zawsze lubiłam. Pół roku przed maturą uznałam, że na ukoronowanie wszystkich egzaminów wystartuję w triathlonie. Tak też zrobiłam. Zaczęłam sama trenować, trafiłam na różne książki i artykuły, a także rady od innych zawodników. Z czasem całkiem fajnie to wszystko się rozwinęło.

 

WywiadZIzabelSobask1

fot. maratomania.pl

 

Jak wyglądały początki trenowania? Co sprawiało Ci największą trudność?

 

Na samym początku najciężej było z pływaniem. Jeśli chodzi o bieganie i rower to miałam znajomych od lat uprawiających te sporty, zawsze coś podpowiedzieli, było z kim wyjść na wspólny trening i dyscypliny same w sobie są łatwiejsze pod względem techniki. Pływać umiałam trochę, ale nigdy nie uczyłam się pod opieką trenera. Podczas pierwszego startu nie byłam w stanie przepłynąć tych 950 m kraulem. Większość przepłynęłam żabką. Nie wiedziałam jak trenować, nawet nie bardzo wiedziałam jak wygląda prawidłowa technika. Z czasem trafiłam na parę osób, które mi pomogły z pływaniem. Nadal nad tym wszystkim pracuję, ciągle coś poprawiam i szlifuję. W porównaniu z początkiem postęp jest diametralny.

 

To dopiero Twój drugi sezon w triathlonie. Jak trenujesz, że osiągasz tak dobre wyniki mimo małego doświadczenia?

 

Myślę, że miałam całkiem niezłą bazę pod rozpoczęcie trenowania. W końcu nie wstałam z kanapy, a zawsze byłam związana ze sportem. Pod koniec pierwszego sezonu trafiłam pod oko trenera Jakuba Adama. Od tamtego czasu współpracujemy. Znajomi mówią, że trenuję bardzo dużo, ciągle słyszę te słowa. Myślę, że klucz to dobrze stworzony plan treningowy, systematyczność, ciężka praca, samozaparcie, marzenia i czerpanie radości z tego co się robi.

 

WywiadZIzabelSobask2

 

Dlaczego to robisz? Co chcesz osiągnąć?

 

Sport stał się dla mnie nieodłączną częścią życia. Nie wyobrażam sobie żyć bez aktywności. Od najmłodszych lat kształtował mój charakter. Uczy systematyczności, odpowiedzialności, wytrwałości, zorganizowania. Pozwala mi lepiej znosić codzienność i czerpać większą radość z życia. Ułatwia radzenie sobie z problemami i świetnie zwiększa wydajność przy nauce i innych zajęciach. Codziennie przełamuje własne bariery i ograniczenia. To coś więcej niż pływanie, jazda na rowerze i bieganie.

 

Wszyscy wiemy, że triathlon to nie jest tani sport. Jest ktoś, kto wspiera Cię finansowo?

 

Jeśli chodzi o wsparcie finansowe to na razie uzyskuję je tylko w domu, od rodziców. Ostatnio przed samymi Świętami dostałam kask i okulary Rudy Project od polskiego dystrybutora, firmy GREGORIO – dziękuję! Właściwie mam nadzieję, że w drodze do wyjazdu na Mistrzostwa Świata się to zmieni. Jest to na pewno największe sportowe wydarzenie w jakim brałam udział i niesie ze sobą również najwyższe koszty. Mama jeździ na każde zawody i jest sponsorem całej mojej przygody za co jestem jej niezmiernie wdzięczna. Jest osobą, która zawsze, w każdej chwili mojego życia jest ze mną, wiem, że mogę na nią liczyć i ma ze mną naprawdę dobry, przyjacielski kontakt. Odkąd zaczęłam uprawiać triathlon to sprzedałam wszystkie rzeczy jakie tylko mogłam. Największą z nich był samochód, z którego pieniądze przeznaczyłam na rower i piankę pływacką.

 

Startujesz w przyszłym roku na mistrzostwach świata The Challenge w Samorin oraz  Ironman 70.3 Chattanooga – masz jakiś specjalny cel na te zawody?

 

Chcę pojechać tam i dać z siebie wszystko. Zawody te są dla mnie motywacją na codziennej drodze – ciężko pracuję, żeby wywalczyć tam jak najwięcej. Będą to na pewno doskonałe przygody. Okazja do podróży, poznania nowych osób, niezapomniane chwile i doświadczenia na całe życie.

 

WywiadZIzabelSobask3

 

Jakie masz plany na najbliższe lata?

 

Na razie moje plany zatrzymują się na tym sezonie. Żyję tu i teraz, chcę się jak najlepiej przygotować do tego co przede mną w nadchodzącym sezonie i przeżyć świetną przygodę. Później okaże się co dalej. Poza triathlonem to na razie również nie wybiegam daleko w przyszłość, priorytet na teraz - skończyć studia.

 

P.S. Zapraszam do śledzenia moich przygotowań na moim Facebook’owym profilu trIZAthlon - facebook.com/trIZAthlon/

Opublikowane w Wywiady
pierwsza
poprzednia
1
Strona 1 z 2

Blogi

Ostatnie wpisy Pokaż wszytkie

stat4u
Website Security Test