Okularki Zoggs Predator Flex okiem początkującego – test

10

Klamka zapadła, deklaracja startu w triathlonie upubliczniona – nie ma już możliwości odwrotu od treningów. Jest to okazja do napisania testy okularków Zoggs Predator Flex.

Pracy czeka mnie dużo, zwłaszcza na basenie, gdyż dopiero uczę się pływać. Nie będę oszukiwał, jestem (jeszcze) laikiem w triathlonowym treningu i poniższa opinia na pewno nie będzie głosem fachowca. Myślę jednak, że z podobnymi do moich dylematów boryka się teraz mnóstwo ludzi i ta recenzja jest właśnie dla nich, choć nie tylko.

Moja dotychczasowa przygoda z basenem, i co za tym idzie okularami do pływania, to sporadyczne wypady i pokonywanie 25 żabką mającą niewiele wspólnego ze stylem klasycznym. W zupełności wystarczały do tego okulary za 30 złotych. Fakt, parowały po przepłynięciu 2 długości ale nie przeszkadzało mi to…i tak przeważnie po 50 metrach miałem odpoczynek.

Z chwilą rozpoczęcia treningów na pływalni z warszawską grupą Akademii Triathlonu, uświadomiłem sobie, że potrzebuję czegoś więcej. Ulubione okularki okazały się niezbyt praktyczne podczas godzinnych, czasem bardzo intensywnych treningów. Do tego pękła w nich gumka, tak po prostu, ze starości, co zmotywowało mnie do kupna nowych.

Zoggs Predator Flex

Wybór padł na Zoggs Predator Flex. Pomyślałem, że skoro w takich samych pływają ambasadorzy Herbalife Triathlon Susz, to muszą być dobre, przecież sponsor nie dałby im byle czego. Cena w sklepie internetowym to 109 zł, niemało, ale uznałem, że dobre okulary na basenie to podstawa.

Okulary dostępne są w dwóch kolorach, żółto-czarnym (właściwie szarym) i biało-niebieskim. Wybrałem te pierwsze, ze względu na przyciemniane szkła. Paczka przyszła dzień po złożeniu zamówienia, mimo gorącego, przedświątecznego okresu – pierwsza miła niespodzianka. Po rozpakowaniu okazało się, że w opakowaniu, oprócz samych okularów, znajduje się też woreczek z materiału zapobiegającego rysowaniu szkiełek – druga miła niespodzianka.

Producent chwali się technologiami zastosowanymi w wybranym przeze mnie modelu:
– 4 Flexpoint™ – technologia zapewniająca niepowtarzalną elastyczność ramek oraz najlepsze dopasowanie
– Bio-tech™  – jednoczęściowe ramki, rewelacyjne dopasowanie, nowy design
– CLT™ –  technologia zaginania szkiełek zapewnia bardzo dobry obraz oraz szerokie pole widzenia 180°
– Fogbuster™ – impregnowane szkła z powłoką anty fog zapewniają dobrą widoczność
– zintegrowane silikonowe uszczelki zapewniają dobre trzymanie się okularów
– szybka i prosta regulacja

Od razu po rozpakowaniu zweryfikować można, że regulacja rzeczywiście jest szybka i prosta. Do tego mocowanie gumek daje poczucie, że nic się nie poluzuje podczas pływania. Technologia zapewniająca niepowtarzalną elastyczność ramek też wydaje się być ok. Okulary rzeczywiście można wygiąć w każdą stronę, jednak prawdziwy test odbędzie się w wodzie.

Pierwsze zanurzenie

Pierwsze zanurzenie i od razu zaskoczenie „jak dużo widać!” – trzecia miła niespodzianka. W okularach widać wszystko oprócz samych okularów. Pole widzenia jest naprawdę szerokie, nie mam jak zmierzyć, czy jest to dokładnie 180 stopni, więc wierzę producentowi na słowo. Dopasowanie, które na sucho wydawało się być OK, w wodzie jest idealne. Nic nie cieknie i nie uwiera, choć przestrzegam tu przed zbyt mocnym ściskaniem gumek, bo za ciasne okularki zostawiają po sobie efekt w postaci odciśniętych kółek wokół oczu. Zresztą tak jest z większością, jeśli nie z każdymi okularkami.

Na sam koniec warto dodać, że w odróżnieniu od poprzednich okularów Predatory w ogóle nie zaparowały. Przez około 40 minut pływania, nurkowania, postojów przy ścianie (oczywiście bez zdejmowania okularów) szkła nawet na chwilę nie straciły przejrzystości.

Producent ma też w swojej ofercie ten sam model ze szkłami lustrzanymi (Predator Flex Mirror), które wg zapewnień są lepsze do pływania w wodach otwartych, ale póki za oknem zimno i nieprzyjemnie z czystym sumieniem polecam wersję bez tego dodatku.

kp

PS. Po prawie miesiącu dosyć intensywnego używania Zoggs Predator Flex nie zmieniam swojej opinii. Co prawda nie jestem morsem i nie testowałem okularów w wodach otwartych, ale na basenie spisują się świetnie. Nic nie paruje, nic nie przecieka a widać naprawdę dużo.

 

10 KOMENTARZE

  1. co ważne jeszcze to to, ile ich używałem: 1/2 w tygodniu czasem rzadziej, więc uważam, że nie jest to dużo, czas na basenie średnio 30-50 minut. Co mnie najbardziej niepokoi w nich to pęknięcie na fabrycznym zgrzewie – tam gdzie jest jakby znaczek X z przodu okularów, w tym miejscu właśnie pękły, wyraźnie wzdłuż krawędzie zgrzewania

  2. testowałem te okularki zoggs predator w wersji czerwono srebrnej, minęło od zakupu (zakupione we wrześniu 2011) niecałe 2 lata, pękły na łączeniu po środku, dodam, że nie były one bardzo ścisło, że zostawał ślad po zdjęciu okularów na twarzy, zawiodłem się na nich, ale pewnie tak to jest jak się opiera na opiniach zaczytanych z netu, szkoda !

  3. Kornel szykuj sok pomarańczowy, żebym miał czym popić ten pomidorowy ;). Patent jak najbardziej sprawdzony i zupełnie normalny. Wystarczy się przejść na trening pływacki jakiejkolwiek sekcji – przed wejściem synchroniczna celebracja ozorowego anti – foga

  4. Ślina to faktycznie dobry patent. Jak robiłem intro nurkowe, to pierwsze zadanie brzmiało: „napluj do maski” 😉 Tylko polecam nie jeść czosnku, bo może w oczy szczypać 😀

  5. Podobnie jak Filip predatorów używam tylko podczas startów – do codziennego użytku w zupełności wystarczą szwedki. Poza tym mam wrażenie, ze podczas używania w basenie predatory nieco zniekształcają obraz (dno basenu jest lekko zniekształcone) co powoduje lekki dyskomfort i do nieco innego „widoku” trzeba się trochę przyzwyczaić. ponadto mam dosyć „głęboko” osadzone oczy i na początku okulary mi przeciekały, dopiero po kilku basenach i irytujących poprawkach zrobiło się szczelnie i nic nie ciekło. Do tego trochę bolał mni nos od mostka w okularach, ale później okulary i moja skóra jakoś się dogadały 🙂 Jeżeli jednak pominąć początkowe trudności (trwały jeden góra dwa treningi) to okulary są naprawdę rewelacyjne, a podczas startu zapewniają idealne pole widzenia -> dobrą nawigację w terenie. Polecam

  6. W kwestii parujących okularek: wystarczy naturalny anti-fog pochodzenia ludzkiego :). Stosuję od lat i jest niezawodny. Wystarczy przejechać językiem szybkę od środka, spłukać i bezpośrednio po tym założyć. Powiedziałbym „dobra inwestycja”

  7. Też mam ten model, ale trochę mi go szkoda na codzienne treningi, bo tani to on nie jest. Na co dzień używam zwykłe szwedki, zaś predatory zostawiam sobie wyłącznie na starty i faktycznie spisują się rewelacyjnie. Największe plusy to duże pole widzenia oraz miękka oprawa oczu, dzięki czemu jesteśmy nieco zabezpieczeni np na wypadek kopnięcia w twarz przez innego zawodnika

  8. W większości mogę potwierdzić. Chcąc wymienić swoje okulary z niewielkim polem widzenia na coś lepszego, kupiłem Speedo Futura Biofuse. Opinie dobre, więc dałem się skusić. I faktycznie jakość widzenia o niebo lepsza, ale niestety pojawił się problem z dopasowaniem – zawsze któreś oko przeciekało. Postanowiłem kupić Predatory. I to był strzał w dziesiątkę – okularki idealnie pasują, więc problem przeciekania zniknął – mam nadzieję, że na zawsze. Nie zgodzę się jednak z tym, że w ogóle nie parują. U mnie mgiełka się pojawia po kilkunastu minutach, natomiast na siedleckim tri zaparowały mi niemalże całkowicie, co utrudniło nawigację. Ale może ja wydzielam jakieś niestandardowe ilości wody przez skórę wokół oczu i stąd to parowanie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here