17. PKO Poznań Półmaraton okiem zawodników. Co mówią o imprezie? 

17. PKO Poznań Półmaraton ukończyło ponad 12 000 zawodników. Kilku z nich postanowiło podzielić się z nami swoimi przemyśleniami dotyczącymi imprezy. Czy na trasie było tłoczno? Jak poradzili sobie organizatorzy? Co najbardziej zapadło w pamięć biegaczom? 

Lepiej niż na zagranicznych biegach 

Jedną z uczestniczek 17. PKO Poznań Półmaratonu była Emilia Liputa, która na mecie zameldowała się z czasem 1:25:49. Jak mówi, bieg w stolicy Wielkopolski od lat wyróżnia bardzo dobra organizacja. Jeszcze przed zawodami wszystko poszło szybko i sprawnie, a strefa expo oferowała kilka interesujących atrakcji.  Sam wyścig to jej zdaniem „świetnie zorganizowane wydarzenie z wyjątkową atmosferą, gdzie od startu aż po metę czuć sportowe emocje”. 

–  Odbiór pakietów startowych przez kod QR przebiegł błyskawicznie. W strefie expo poza stoiskami przygotowano również ciekawe atrakcje. Szczególnie spodobało mi się stanowisko z dużym elektronicznym zegarem, gdzie można było wpisać swój wynik i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Byłam też pod wrażeniem, jak wielu wolontariuszy było zaangażowanych w całe wydarzenie. Dzięki nim sprawnie funkcjonowały depozyty, punkty nawadniania na trasie i w strefie finiszera […] Najbardziej zapadł mi w pamięć finisz na niebieskim dywanie i chwile spędzone w strefie finiszera, gdzie razem z innymi zawodnikami dzieliliśmy się na gorąco wrażeniami z biegu –  mówi w rozmowie z Akademią Triathlonu. 

Podobnie organizację ocenia Dominik Machowiak, który w poznańskim półmaratonie startował już szósty rok z rzędu, bo jak mówi: „ta impreza to świetny wyznacznik formy na początku sezonu”. Jego zdaniem strefa Expo w Poznaniu „jest lepsza niż na zagranicznych biegach, zaangażowanie wolontariuszy na najwyższym poziomie, a punkty kibica są znakomite”. 

Padł rekord frekwencji. Czy na trasie było tłoczno? 

12 619 zawodniczek i zawodników przekroczyło linię mety 17. PKO Poznań Półmaratonu – tym samym ustanowiło nowy rekord frekwencji imprezy w stolicy Wielkopolski. Czy tak duża liczba biegaczy przeszkadzała na trasie? 

Zdaniem Emilii Liputy, tuż przed zawodami faktycznie dało się odczuć dużą liczbę uczestników – na hali przed startem momentami „nie było łatwo się przemieścić z punktu A do B”, a przed biegiem „trzeba było odpowiednio wcześniej udać się w kierunku swojej strefy startowej”. Na biegu sytuacja była jednak komfortowa – co więcej, sprzyjała nawet trzymaniu tempa. 

Na trasie zrobiło się tłoczno głównie na pierwszym kilometrze, ale to standard przy imprezach tej skali. Po kilku kilometrach stawka się rozciągnęła i można było biec komfortowo. Co więcej, bieganie w grupie sprzyja trzymaniu tempa – wspólna motywacja naprawdę działa. To był jeden z powodów, dla których wybrałam właśnie Poznań jako miejsce do startu w półmaratonie – tłumaczy. 

Według Tomasza Przybylskiego, rodowitego Poznaniaka, tak duża liczba biegaczy tylko dopełniała atmosferę zawodów, czyniąc z nich „piękne święto biegania”. 

Dla mnie nie było tłoczno. Było ideolo.  Jeśli każdy wystartuje z odpowiedniej dla siebie strefy, to na pewno tłoku nie będzie. Nawet jakby było z 30 000 biegaczy albo więcej – dodaje. 

Dominik Machowiak zwraca natomiast uwagę, że tak duża liczba uczestników wskazuje na jeszcze jeden, bardzo istotny fakt – wzrost popularności biegania to nie tylko chwilowa moda. To znak, że w społeczeństwie wzrasta świadomość dotycząca dbania o własne zdrowie poprzez aktywność fizyczną. 

ZOBACZ TEŻ:

Szybka trasa… z pewnym wyjątkiem 

Trasa zawodów w Poznaniu wypełniona jest tysiącami uśmiechniętych biegaczy. Jednak jak wygląda od strony technicznej? Jak mówi Łukasz Szałkowski, „jest szybka” z jednym małym wyjątkiem – końcówką i słynnym podbiegiem na ulicy Roosevelta, który „ostro daje w kość”.  Z tym zdaniem zgadzają się wszyscy uczestnicy 17. PKO Poznań Półmaratonu. 

„Największym utrudnieniem na trasie jest podbieg na ostatnim kilometrze. Mając już 20 kilometrów w nogach, trzeba było naprawdę zacisnąć zęby, żeby go pokonać” – mówi Emilia Liputa, a Dominik Machowiak dodaje nieco żartobliwie, że „trzeba być przygotowanym na ten fragment, ponieważ inaczej może zniszczyć piękne marzenia o nowej życiówce”. 

Nie zawsze chodzi o wynik 

O tym, że nie zawsze wszystko musi iść zgodnie z planem przekonał się Mateusz Robak, dla którego poznański półmaraton był debiutem na tym dystansie. Celem było osiągnięcie konkretnego, założonego wyniku. Jego zamiarów nie przekreślił jednak podbieg na ostatnich kilometrach. Od połowy trasy musiał się mierzyć z problemami żołądkowymi. Chociaż podczas zawodów była to „gorzka pigułka do przełknięcia” to Mateusz szybko zamienił ją na cenną lekcję – cenną również dla innych zawodników. 

Od początku skupiałem się bardzo mocno na wyniku, który chciałbym osiągnąć, nie czerpiąc jednocześnie  przyjemności z samego faktu przeżywania dużej imprezy biegowej. Dopiero w momencie, kiedy nękany problemami żołądkowymi na przemian szedłem i truchtałem, zrozumiałem, że chodzi przede wszystkim o ludzi i atmosferę wydarzenia. W trakcie pokonywania drugiej połowy trasy, zaliczyłem dużo wartościowych rozmów z innymi uczestnikami biegu. Starałem się wspierać tych, którzy byli w kryzysie, jednocześnie dostawałem też dużo słów otuchy od innych. Nie mogę zapomnieć również o kibicach, których można było spotkać praktycznie na całej trasie i którzy dawali świetne wsparcie. Mimo że tegoroczny poznański półmaraton nie przyniósł mi sportowej satysfakcji, czuję, że zostawił we mnie coś ważniejszego – za moim wynikiem kryje się historia, która ma dla mnie dużo większe znaczenie. Na pewno będę chciał wrócić na trasę imprezy w przyszłym roku! – opowiada w rozmowie z Akademią Triathlonu. 

*tekst powstał we współpracy z Poznańskim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji

Nikodem Klata
Nikodem Klata
Redaktor. Dziennikarz z wykształcenia. W triathlonie szuka inspirujących historii, a każda z nich może taką być. Musi tylko zostać odkryta, zrozumiana i dobrze opowiedziana.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
53,200SubskrybującySubskrybuj

Polecane