Improwizacja podczas zawodów, zmienność tempa, ekstremalna wolność oraz proste podejście do treningu – „na wyczucie”. Rozmawiamy z Bartkiem Czyżem – zawodnikiem, który przeszedł drogę od kolarstwa do klasycznego triathlonu, a później do jego ekstremalnej wersji. Dziś łączy świat triathlonu z kolarskimi ambicjami. Opowiada o ewolucji swojej pasji, podejściu mentalnym i wyzwaniach, które napędzają go do działania.
Co się dzieje, gdy klasyczne trasy przestają dawać satysfakcję? Gdy technologia wypiera improwizację, a schematy duszą ducha walki? Na te i wiele innych pytań odpowiada w rozmowie Bartek Czyż – triathlonista i kolarz z wieloletnim doświadczeniem, uczestnik mistrzostw świata IRONMAN na Hawajach. Obecnie uprawia kolarstwo, od którego zresztą rozpoczął swoją sportową drogę, jednak w międzyczasie spróbował także triathlonu – zarówno w jego klasycznej, jak i ekstremalnej odsłonie. Minimalistyczne podejście do treningu oraz wyjątkowa odporność psychiczna to jego cechy charakterystyczne. W swojej karierze zdobywał miejsca na podium w zawodach takich jak HardaSuka, Goralman, Czechman czy Winterman Extreme. Łączy sport z pracą zawodową, udowadniając, że pasja i wytrwałość pozwalają przekraczać granice.
ZOBACZ TEŻ: Piotr Meller: „Skoro mam już jeden ekstremalny triathlon na koncie, to może zrobię je wszystkie?”
Akademia Triathlonu: Twoja droga od klasycznego triathlonu do ekstremalnych zawodów – jak to się zaczęło i co na to wpłynęło?
Bartek Czyż: To była raczej ewolucja niż radykalna zmiana. 15 lat temu triathlon w Polsce dopiero się rozwijał, a zawody ekstremalne praktycznie nie istniały. Startowałem więc w klasycznych triathlonach, ale gdy zaczęły pojawiać się ekstremalne imprezy, zacząłem w nich brać udział – równocześnie biegając w biegach górskich. Zmienna specyfika tych zawodów bardzo mi odpowiadała.
Z drugiej strony technologia rowerowa również się zmieniła – mój szosowy rower nie nadawał się już na proste i szybkie trasy. Po starcie na Hawajach w 2014 roku wycofałem się z klasyki i skupiłem się na zawodach takich jak Oravaman na Słowacji czy Krusnoman Duathlon w Czechach.
Nawet na Hawaje kwalifikowałem się w Nicei – ze względu na cięższą trasę kolarską. Do dziś pamiętam, jak poniosła mnie fantazja na etapie kolarskim: na szczycie podjazdu (po mocnym przyspieszeniu u podnóża) znajdowałem się około 20. miejsca, za co musiałem potem zapłacić dużą stratą tempa w drugiej połowie. Na szczęście do początku biegu udało mi się „wrócić do życia”. Zawody ukończyłem na 57. miejscu z czasem 9:34 i slotem w kategorii M18–25.
AT: W jakich zawodach ekstremalnych startowałeś i jak Ci szło?
BCz.: Jeśli chodzi o starty w ekstremalnych zawodach najważniejsze były dla mnie m.in. słowacki Oravaman, gdzie w mocno międzynarodowej obsadzie w latach 2015–2016 plasowałem się w TOP 10, oraz czeski Krusnoman Duathlon.
2016 rok był jednym z moich najlepszych. Zacząłem od „treningowej” życiówki w maratonie w Marrakeszu – 2:48. Biegłem bez zegarka i mierzenia czasu. Dopiero na ostatniej prostej zobaczyłem zegar – i byłem mocno zaskoczony.
Później nie udało mi się zakwalifikować na mistrzostwa świata w długim biegu górskim w Walii, co było moim najambitniejszym celem (8. miejsce na MP w Szczawnicy – zabrakło 6 minut do premiowanego 6. miejsca).
Później były Krusnoman (6. miejsce), Goralman na Słowacji (2. miejsce – zwycięstwo straciłem na ostatnim kilometrze), HardaSuka (1. miejsce) i Oravaman (10. miejsce).
Startowałem w triathlonach jeszcze do 2018 roku. Do ciekawszych momentów z tego okresu na pewno zaliczam kwalifikację na MŚ OtillO Swimrun w Szwecji (2019).
Od 2019 roku wróciłem do kolarstwa, z nielicznymi startami triathlonowymi na końcu sezonu. Udało mi się dwukrotnie wygrać triathlon na Kocierzy oraz Triminatora w Radkowie. Dwa razy zdobyłem 3. miejsce na zawodach Winterman Extreme w Czechach.

AT: Jakie były Twoje pierwsze wrażenia z ekstremalnych triathlonów?
BCz.: Właśnie ekstremalne triathlony nauczył mnie, jak ważna jest swoboda działania. Lubię, gdy mogę reagować na trasę, zmieniać tempo i improwizować. Np. przyśpieszenia na podjazdach i podbiegach dodają mi pewności siebie. W klasycznych zawodach triathlonowych dominuje przewidywalność, a równe tempo po prostu jest nudne i monotonne.
AT: Jak wygląda Twoje przygotowanie – fizyczne i mentalne – do ekstremalnych zawodów?
BCz.: Stosuję tzw. metodę startową – więc regularnie biorę udział w mniejszych zawodach, które przygotowują mnie do większych wyzwań. W latach 2013–2017 trenowałem wyłącznie „na czucie”, bez gadżetów. Korzystałem tylko z zegara na basenie i prostego stopera na stadionie.
Mentalnie – to raczej kwestia indywidualna. Parafrazując znanego reżysera: „Triathlon ukończony przez 100 różnych osób to 100 różnych triathlonów.”[przyp.red. A book read by a thousand different people is a thousand different books – Andrey Tarkovsky]
Najważniejsze są wiara w siebie i brak respektu dla dystansu. Przed startem myślę: „Pokonam ten dystans bez problemu.” To pomaga zredukować stres.
Przed pierwszymi startami na dystansie Ironman byłem zestresowany, ale po pokonaniu kryzysu w Nicei zyskałem pewność siebie. Przed HardaSuką czułem się jak przed zwykłym treningiem. W trakcie zawodów dałem się ponieść flow – zawody trwały 19 godzin, a ja miałem wrażenie, że minęły szybko.
Pamiętam komentarz organizatorów: „Ty nawet nie wiedziałeś, że tego nie można zrobić tak szybko – i dlatego się udało.”

AT: Jak reaguje organizm podczas takich zawodów?
BCz.: Na krótszych, intensywnych trasach ostatnie kilometry bywają walką siłą woli – jakby nogi były korzeniami drzew, które trzeba wyrwać z ziemi. Ale lubię to uczucie. Na dłuższych dystansach wpadam w trans, wtedy czas przestaje istnieć – to pozwala mi utrzymać spokój i koncentrację.
AT: Czy logistyka i przygotowania techniczne bardzo się różnią?
BCz.: Jestem minimalistą. Korzystam z supportu tylko tam, gdzie jest to konieczne – np. przy braku punktów żywieniowych. Sam eksperymentowałem z jedzeniem – dziś wiem, że wszystko mi odpowiada. Sprzęt staram się dobierać do warunków. Tu nie ma magii – tylko zdrowy rozsądek.
AT: Co daje Ci dziś największą satysfakcję – Ironman, ekstremalny triathlon czy kolarstwo?
BCz.: Obecnie – zdecydowanie kolarstwo. Triathlon przestał być dla mnie wyzwaniem – to znaczy, nie rozwija mnie już jako sportowca i nie przesuwa mnie na kolejny poziom. Kolarstwo stawia przede mną nowe cele i zmusza do walki z fizycznymi, technicznymi i mentalnymi barierami.

AT: Czy udział w ekstremalnych zawodach zmienił Twoje podejście do innych startów?
BCz.: Tak, zdecydowanie. Zyskałem dużą pewność siebie. Wskutek tego w kolarstwie etapowym zauważam, że forma rośnie z dnia na dzień – to daje mi przewagę.
AT: Jakie różnice widzisz między środowiskami triathlonowym i kolarskim?
BCz.: Mam wrażenie, że jeszcze 15 lat temu kolarze śmiali się z triathlonistów – zarzucali im, że nie potrafią jeździć w grupie i trenują wyłącznie w jednym równym tempie. To były jakby dwie przeciwstawne grupy sportowe. Z czasem jednak wszystko zaczęło się zmieniać – te dwa środowiska coraz bardziej się do siebie zbliżały. Dziś w treningowym peletonie obecność triathlonistów nikogo już nie dziwi.
AT: Dlaczego przeszedłeś z kolarstwa do triathlonu i wróciłeś z powrotem?
BCz.: W dzieciństwie oglądałem wyścigi kolarskie i spędzałem wakacje w Alpach. Inspirowali mnie kolarze na podjazdach. Do triathlonu przeszedłem, bo nie miałem sukcesów w kolarstwie i bałem się jazdy w grupie po kilku groźnych kraksach. W triathlonie osiągnąłem wiele.
Wróciłem do kolarstwa, bo trudno było łączyć trzy dyscypliny z pracą. Potrzebowałem skupić się na jednym celu – a kolarstwo otworzyło nowe możliwości.
AT: Jak wyglądały przejścia między dyscyplinami?
BCz.: Nie miałem z tym problemu. Nie trenowałem klasycznych zakładek. Obecnie praktycznie nie pływam, biegam 300–400 km rocznie – a mimo to potrafię wygrywać ekstremalne triathlony. W pływaniu osiągam swoje najgorsze czasy, ale w biegach górskich czuję się świetnie.
AT: Jakie są Twoje największe sukcesy?
BCz.:
- 12 open i 4 miejsca U23, MP na dystansie długim ITU (3-80-20), Radków 2012
- 11 open i 4 miejsca U23, MP na dystansie długim ITU, Mietków 2013
- 15 open i 1 miejsce M20-25 CZECHMAN 2014
- rekord na 10km: 33 min 40 s, Kraków 2015
- 8 miejsce MP w długim biegu górskim, Szczawnica 2016
- 3 miejsce Winterman Xtreme Triathlon, Decin 2022 (praktycznie bez treningu biegowego i pływackiego)
W kolarstwie bedzie to natomiast skromne 29. na Pucharze Słowacji, Krupina 2024 🙂

AT: Kim się czuje Bartek Czyż dzisiaj – kolarzem czy triathlonistą?
BCz.: Obecnie bez wątpienia kolarzem. Ale gdy tylko założę piankę i buty biegowe… budzi się we mnie triathlonista.
Dziękujemy za rozmowę
Ty oszczędzasz, my tworzymy!
Akademia Triathlonu działa bez stałych sponsorów – wspierasz nas, używając kodu „akademiatriathlonu”. To dzięki Tobie możemy popularyzować i rozwijać triathlon w Polsce oraz tworzyć kolejne angażujące treści!
Nasze działania możesz wesprzeć również w systemie Patronite.

