Harda Suka: wszystko albo nic. Karol Nehring o bólu, chłodzie i 500 metrach, które dały rekord

Na co dzień Karol Nehring startuje w biegach ultratrailowych. Ostatnie miesiące poświęcił jednak w całości przygotowaniom do jednych z najbardziej legendarnych zawodów – Hardej Suki. – Stwierdziłem, że to może być piękna historia z takim debiutem – mówi w rozmowie z Akademią Triathlonu.

Karol Nehring wygrał tegoroczną edycję Hardej Suki. Na mecie miał czas 21 godzin i 27 minut. Tuż po tym triumfie zapytaliśmy go między innymi o to, czemu wybrał tak trudne zawody na swój debiut. Jaka część trasy sprawiła mu największe problemy? Jak się przygotowywał?

„Syndrom siedmiomilowych butów”, czyli wszystko albo nic

Nehring w ostatnich miesiącach poświęcił się przygotowaniom do debiutanckich zawodów. Jego pasją są jednak biegi trailowe. „Karol to mimo dość młodego wieku doświadczony biegacz górski” – napisał o nim magazyn Kingrunner ULTRA. Niedawno wygrał bieg Piekło Czantoriii, a rok zwyciężył temu w Sztafecie Górskiej.

Start w Hardej kiełkował w jego głowie od dłuższego czasu. O zawodach dowiedział się 6 lat temu. Nie przypuszczał jednak, że kiedyś będzie chciał wziąć udział w szalonym wyścigu przez Tatry. Kiedy już zabrał się do pracy, to poszedł na całość. Uznał, że praktycznie wszystkie treningi poświęci właśnie na debiut. Godzinami biegał, jeździł na rowerze – dołożył również pływanie. Miał też propozycję wcześniejszego debiutu, ale zdecydował się wybrać epicki wyścig, który niejednemu dał już lekcję – wszystko zgodnie ze swoim podejściem.

Nazywam to „syndromem siedmiomilowych butów”. Jeżeli się w coś angażuję to albo na 0% albo na 200%. To bywa nieco zdradliwe, ale czasem warto ryzykować. Dobry znajomy namawiał mnie jeszcze na połówkę Ironmana w Warszawie, ale odparłem stanowcze „nie” – ja już miałem zakodowany plan na start w Hardej. Stwierdziłem też, że to może być piękna historia z takim debiutem. No i tak po cichu liczyłem, że może populacja osób, które jednocześnie potrafią w mocny rower i mocne górskie bieganie nie jest aż tak duża, jak populacja klasycznych triathlonistów na zaawansowanym poziomie.

„Pamiętałem, gdzie jest każda dziura”

Przygotowanie na 200% oznacza, że Nehring chciał zadbać o każdy, nawet najmniejszy szczegół. Pływanie było tutaj wyzwaniem. Trenował na basenie i nie miał styku z open water. Wspomina, że „ciągnęło się w nieskończoność”, ale i tak wyszedł na 8. miejscu (1:37). Dlatego też mówi, że je po prostu „przetrwał” zgodnie z planem. Dobre przygotowanie miało zaowocować na rowerze (objechał całą trasę dwa razy) i biegu (ogromne doświadczenie i świetny support).

– Pływanie – przetrwałem i nie dopłynąłem w drugiej części stawki, jak zakładałem. Rower – taktyka pit-stopów na żywienie i przebranie była idealna. Do tego rekonesans trasy co do metra (objechałem ją dwa razy). Pamiętałem, gdzie jest każda dziura. Ba! Miałem oznaczony każdy kawałek kamienia lub szkła na asfalcie. Bieganie – pierwsza połowa to była bajka. Nogi dobrze podawały na zbiegach i podbiegach. To wszystko było w komforcie (jak na taką trasę). Chyba moje nogi niósł tak do przodu najlepszy suport biegowy jaki mogłem mieć i widoki na wschód słońca 2000m.n.p.m. – mówi.

Jak wspominał, nie obyło się bez kryzysów. Na 190 kilometrze roweru czekał go 10-kilometrowy podjazd, który dał mu mocno popalić. Na biegu „bolało” i pojawiły się problemy z kolanem, ale przetrwał, chociaż na Krzyżnym (2112 m n.p.m) znów było bardzo trudno.

Wskazałbym po jednym takim momencie na każdym etapie. Nie mam dużego doświadczenia w pływaniu open water więc tu spotkanie z falą na tak długim dystansie spowodowało u mnie nieplanowany skok adrenaliny po starcie. Ta walka pod prąd strasznie się dłużyła. Rower był szybki i przyjemny, ale gdy w nocy odczuwalna temperatura spadła pewnie poniżej 0°C i rozpoczęło się 10 km podjazdu do Zuberca (190km trasy). Oj… chciało się wypiąć buty… Bieganie – tu jednoznacznie wygrywa KRZYŻNE na 7km przed metą. Chyba nie trzeba tego tłumaczyć.

Źródło: Karol Nehring – Instagram.

Rekord? To było trochę przypadkowe

A jak było z tym rekordem? Nehring w ogóle o tym nie myślał. Nie wiedział, ile wynosi oficjalny rekord trasy. Na biegu martwił się bardziej radami od supportu, który starał się utrzymać odpowiednie nawodnienie zawodnika.

Nie miałem pojęcia, jaki jest oficjalny rekord trasy. To wyszło przypadkiem. Ostatnie 1,5 h nie patrzyłem na zegarek, nic nie jadłem, suport kazał mi pić wodę na siłę… a co dopiero, żeby zastanawiać się, jaki jest rekord.

W końcowej fazie na trasie pojawił się jeden z organizatorów, który oznajmił, że lider musi jeszcze wykrzesać ostatnie siły, bo jest szansa na rekord. Było to 500 metrów przed samą metą. Trzeba było też zwrócić uwagę turystów, których o tej porze jest masa, aby zrobili trochę miejsca, bo „może tej minuty by zabrakło”. Czas 21:27 był właśnie o minutę lepszy od rekordu Tomasza Polańskiego z 2019 roku. Co czuł na mecie? Ból!

Chyba najbardziej czułem kolana i stopy… A tak już bardziej serio – po przekroczeniu mety byłem mega szczęśliwy, ale jednocześnie jakby obok tych wszystkich emocji. Być może był to efekt zmęczenia, być może nadmiaru wrażeń. Nie ukrywam, że na ostatnim zbiegu łezka w oku się zakręciła…

fot. Harda Suka

Czy imię i nazwisko Karol Nehring zobaczymy wkrótce w rubryce uczestników kolejnego wyścigu? Tego zawodnik nie wyklucza. Teraz jednak czas na odpoczynek i powrót do ultratrailu.

Poprzeczka została zawieszona chyba dość wysoko. Ciężej będzie o trudniejszą trasę na triathlon. Hah… O starcie w klasycznym tri jeszcze nie myślałem. Kiedyś na pewno spróbuję – jazda na czasówce to moja ulubiona forma roweru na równi z górami. Na chwilę obecną chcę opatrzyć rany z Hardej, załapać oddech i wrócić do klasycznego ultra trailu, za którym zdążyłem się stęsknić. Ostatnie 9 miesięcy treningów dyktowała Harda.

Ty oszczędzasz, my tworzymy!

Akademia Triathlonu działa bez stałych sponsorów – wspierasz nas, używając kodu „akademiatriathlonu”. To dzięki Tobie możemy popularyzować i rozwijać triathlon w Polsce oraz tworzyć kolejne angażujące treści!

Grzegorz Banaś
Grzegorz Banaś
Redaktor. Lubi Lionela Sandersa i nowinki technologiczne. Opisuje ciekawe triathlonowe historie, bo uważa, że triathlon jest wyjątkowo inspirującym sportem, który można uprawiać w każdym wieku. Fan dobrej kawy i książek Jamesa S.A. Corey'a.

Powiązane Artykuły

1 KOMENTARZ

  1. Fajnie bylo !!!. Ludzie mysleli ze to Ja jestem pierwszym zawodnikiem kiedy krzyczalem zawodnik !!!! Zrobcie miejsce !!!. Ciesze sie ze masz rekord. Pozdrawiam . Harda is the Beast !!! Hsha Mame I brata takze !!

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Śledź nas

0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
53,200SubskrybującySubskrybuj

Polecane