To tylko strój, ale niesie ze sobą dużo więcej. Piotr Przysiwek o tym, dlaczego wnosi jamajski uśmiech do polskiego triathlonu (i nie tylko) 

Jamajczyk na polskich zawodach? Piotr Przysiwek od kilku lat pojawia się na startach triathlonowych w kolorowym stroju i z peruką na głowie. Nie chodzi o wynik, czas czy podium – chodzi o atmosferę, o ludzi. Chodzi o misję. – zarażać radością, przypominać, że  trzeba cieszyć się życiem i łamać stereotyp „triathlonisty-egoisty”. 

Piotr Przysiwek od dziecka trenował lekkoatletykę i bieganie. W 2020 roku po raz pierwszy wystartował w Sierakowie. Już wtedy wiedział, że do triathlonu chce wnieść coś więcej niż dobre wyniki, chociaż tych mu nie brakuje. Z czasem zadał sobie pytanie: „kim chciałbym być?”. Wpadł na pomysł, że na starty zacznie się przebierać. Postaci było sporo. Ostatecznie, na stałe został Jamajczykiem. Jego przebranie nie jest jednak tylko przebraniem. Stoi za nim cała filozofia i szereg przemyśleń – nie tylko o sporcie, lecz także o życiu. W rozmowie z Akademią Triathlonu opowiada m.in. o… planach na zostanie ambasadorem honorowym Jamajki. 

Nikodem Klata: Startujesz w dość nietypowym stroju. Skąd na niego pomysł?

Piotr Przysiwek: Moja przygoda z triathlonem sięga pierwszego roku po pandemii – 2020 i start w Sierakowie. Gdzieś w internecie znalazłem informację o tych zawodach. Wtedy startowało dość mało osób. Pomyślałem sobie, że zrobię jakiś happening, bo uwielbiam, kiedy ludzie się śmieją. W czasach pandemii trochę tego śmiechu zabrakło. Pojechałem więc na białej holenderce w kasku do rolek.

Poszło mi nienajgorzej, ale myślę, że na tym jednym starcie by się skończyło. Na miejscu spotkałem jednak mojego przyjaciela jeszcze z czasów studiów. Nie widzieliśmy się od 20 lat, nie mieliśmy żadnego kontaktu. Okazało się, że trenuje triathlon i krok po kroku też mnie w to wciągnął. A ja ciągle startowałem w różnych strojach. Robiłem to też dla kibiców. Oni kibicują każdemu, ale gdy widzą coś nietypowego, ten doping staje się jeszcze bardziej żywiołowy. Wtedy atmosfera startu udziela się wszystkim.

Mam na swoim koncie starty jako rzymski legionista czy jako Indianin. W końcu pomyślałem sobie: „kim chciałbym być?” (śmiech). Mam bardzo dobrych znajomych na Jamajce. To kraj, w którym ludzie są zawsze pozytywnie nastawieni, zawsze uśmiechnięci. No i przyszła myśl – będę Jamajczykiem!

Staram się łączyć swoje pasje, przebierać się i w tym wszystkim pozytywnie oddziaływać na ludzi. Chcę im pokazywać, że w triathlonie nie liczy się tylko czas. Są inne ważne rzeczy – uśmiech, radość, zabawa. Na początku niektórzy nie mogli zrozumieć, czemu biegam w peruce, skoro mógłbym być 30 sekund szybszy (śmiech).

Źródło: Archiwum prywatne Piotr Przysiwek

NK: Dlaczego akurat Jamajka? Ma jakiś wspólny mianownik z Polską?

PP: Może odejdę nieco od sportu, ale Polska to kraj postkomunistyczny. Jamajka przez lata była krajem skolonizowanym. Mimo że od upadku komunizmu w Polsce minęło już ponad 30 lat, wciąż gdzieś w nas tkwi delikatny kompleks przeszłości i myślenie, że lepiej „mieć” niż „być”. Na Jamajce też ważne jest „mieć” – ale zdecydowanie ważniejsze jest „być”.

O Polsce za czasów PRL-u mówiło się, że jesteśmy „krajem uśmiechu” [potoczne określenie używane w propagandzie, mające przedstawiać PRL jako krainę szczęścia]. Na Jamajce faktycznie ludzie wciąż się uśmiechają – i to szczerze, mimo że również mają trudną, choć z pewnością krótszą, historię.

Starty w tym stroju to ukłon w stronę Jamajki i jednocześnie chęć wprowadzenia trochę jamajskiego podejścia w Polsce. To może dalekie porównanie, ale to nie jest tylko przebieranie się. Uważam, że sport potrafi nas łączyć. Badania pokazują, że Polska jest krajem pozytywnie myślącym o przyszłości, więc ten optymizm w nas jest – trzeba go tylko obudzić.

Wbrew pozorom, nasze kraje łączy sporo. Polacy są znani z gotowości do poświęceń, z determinacji.  Jamajczycy też. Jak już się za coś bierzemy jako narody – doprowadzamy to do końca.

Źródło: Archiwum prywatne Piotr Przysiwek

NK: Czyli to mały symbol, który bardzo dużo znaczy.

PP: Bardzo dużo. Każdy, kto wywodzi się z lekkoatletyki, jak ja, był zakochany w Usainie Bolcie i jego dokonaniach. To był nie tylko wybitny sportowiec, ale niesamowicie pozytywny człowiek. Przyznał kiedyś, że przepracował całe życie, żeby przebiec 100 metrów poniżej 10 sekund. Mimo takiego poświęcenia – zawsze był uśmiechnięty. Nigdy nie dawał odczuć, jak ciężko pracuje. Ja chciałbym, żeby w triathlonie też tak było. Starajmy się być jak najlepsi, ale pamiętajmy o tym, by czerpać radość.

Dla mnie solą tego sportu wcale nie są ci najlepsi. Dla mnie są nią ci, którzy biegną za mną. Gdyby nie było ludzi za nami – nie byłoby sensu się ścigać. W triathlonie najważniejsi są ci, którzy startują nie tylko dla wyniku, ale dla samych siebie.

Mam trzy najfajniejsze wspomnienia z tego sezonu. Pierwsze – gdy JBL Triathlon Sieraków przekazał znaczącą kwotę na dom dziecka. Drugie – kiedy w Mietkowie zrobiliśmy „szpaler” dla ostatnich zawodników i witaliśmy ich na mecie. Trzecie – podczas Samsung City Triathlon we Wronkach, w ogromnym upale, czekałem na ostatnią zawodniczkę tylko po to, by przybić jej piątkę. A ona mi za to podziękowała. Takie momenty są esencją triathlonu.

NK: Swoim zachowaniem łamiesz stereotyp smutnego, niezadowolonego Polaka…

PP: Kiedy studiowałem w Niemczech, jeździliśmy z grupą znajomych na sztafetę biegową do Berlina. W samym centrum miasta – 5 razy po 5 kilometrów. Brało w niej udział kilkanaście tysięcy osób. Strefa zmian miała 150 metrów, a i tak panował ścisk. Ludzie wymyślali różne sposoby, by się wyróżnić – tak, żeby ich koledzy i koleżanki z drużyny mogli ich rozpoznać. Trzymali w ręce kwiaty, parasole… Wtedy zrozumiałem, że dobra atmosfera jest po prostu zaraźliwa.

Mnóstwo osób mówi mi, że jestem „mało polski”, bo jestem pozytywnie nastawiony. Moim celem jest właśnie łamanie tego stereotypu. Życie społeczne i polityka nie ułatwiają nam bycia innymi. Triathlon też jest sportem indywidualnym. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłem triathlonistów to przyszło mi do głowy takie smutne określenie „triathloniści – egoiści”. Ale przecież nie musi tak być. Uznałem, że warto to zmieniać – i widzę, że mam pozytywny wpływ na ludzi.

Fot.Pawel Naskrent/maratomania.pl

NK: Mówiłeś mi, że kochasz Jamajkę, kochasz słońce, a… mieszkasz w Polsce.

PP: Jestem w duszy bardzo polski. Czuję przywiązanie do miejsca, w którym żyli moi przodkowie. Miałem bardzo dobry kontakt z rodzicami. Mam tu wielu przyjaciół. Myślę, że bez problemu zaklimatyzowałbym się na mojej ukochanej Jamajce, ale na pewno tęskniłbym za Polską. Moim marzeniem jest żyć częściowo tu, a częściowo tam.

Poza tym lubię wyzwania. Jestem duchem poszukującym. Działam charytatywnie w Polsce i wiem, że jeśli mogę komuś pomóc – to chcę. Czuję ogromną wdzięczność do osób, które spotkałem na swojej drodze. Mam szczęście do ludzi. I uważam, że nie można tylko brać – trzeba też dawać. Życie stało się dla mnie misją. Oczywiście – zimą bywa trudno, ale wtedy skupiam się na treningu (śmiech).

NK: Mówiłeś, że chciałbyś zostać honorowym ambasadorem Jamajki. Jak to osiągnąć?

PP: Wkrótce planuję podjąć konkretne kroki. Z tego, co wiem, w Polsce nie ma jeszcze honorowego ambasadora Jamajki. Muszę więc nawiązać kontakt z ministerstwem spraw zagranicznych Jamajki.

Rola ambasadora honorowego polega na pomaganiu obywatelom danego kraju – z własnej woli i za własne środki. To dla mnie bardzo ważne. Nie chcę za to pieniędzy. Nie chcę, by ktoś wspierał moją „jamajską misję”. Mnie na to stać, a cała zabawa skończyłaby się, gdyby ktoś mi za to płacił. To forma pomocy ludziom z kraju, który kocham. Mam nadzieję, że jak usłyszą o takim facecie, który uprawia triathlon z ich flagą, przebrany za Jamajczyka – to się zgodzą (śmiech).

ZOBACZ TEŻ: Karolina Szczepaniak. Od igrzysk po anoreksję. Od listów pożegnalnych po rekord świata

NK: Jak wygląda Twoja triathlonowa kariera? 

PP: Ja bardzo mało trenuję. Zazwyczaj wybieram krótsze dystanse, mniejsze zawody. Staram się przypominać triathlonistom, że zdrowie – szczególnie psychiczne – jest najważniejsze. „Push to the limits” brzmi fajnie jako slogan, ale często prowadzi do wypalenia i zbyt szybkiego końca przygody ze sportem.

Uważam, że lepiej iść powoli, małymi krokami. Mój trener ma takie powiedzenie: „podarujmy sobie trochę wytchnienia”. Sport ma przede wszystkim dawać frajdę. Jeśli trenujesz z głową – będziesz trenował długo. Progres jest ważny, ale najważniejsze, by był zdroworozsądkowy.

Źródło: www.nasieniewski.pl

NK: A jak wygląda triathlon na Jamajce?

PP: Raczkuje. Zawodnicy startują głównie poza wyspą. Królową sportu na Jamajce jest lekkoatletyka – trudno z nią konkurować. Zresztą – lekkoatleci tam kierują się tym sposobem myślenia, o którym mówiliśmy – niekoniecznie wyciągnąć maksa, ale cieszyć się tym co robią. Przypuszczam, że przy lepszej koncentracji mogliby osiągać dużo lepsze wyniki, ale patrzą na życie całościowo. Sport jest ważny, ale to dodatek. 

NK: Ty tego podejścia nauczyłeś się od nich?

PP: Tak. Obserwując ich myślenie, że lepiej żyć wolniej. Że problemy są po to, by je rozwiązywać, a nie żeby rujnować plany. Oni żyją jak na wiecznym urlopie. Jasne – mamy inne warunki w Europie. Ale oni są biedni, a mimo to cieszą się z życia. Łapią każdą nadzieję na lepsze jutro. A my? Nam czasem wiadro nadziei nie wystarcza, by się uśmiechnąć.

NK: Tobie jest łatwo tak żyć? W końcu jesteś w duszy bardzo polski. Zdarza Ci się burknąć pod nosem?

PP: Rzadko. Trudno mnie wyprowadzić z równowagi. Jestem pozytywnie nastawiony. Unikam konfliktów. Myślę, że taki już jestem. Śmieję się, że jako dzieciak uderzyłem się w głowę i teraz jestem taki pozytywny (śmiech). Tylko pozytywne emocje budują inne pozytywne emocje. Negatywne są po prostu bez sensu.

Źródło: Archiwum prywatne Piotr Przysiwek

NK: Mówisz, że trenujesz mało, ale masz sporo pomysłów na zmiany w triathlonie.

PP: W bieganiu funkcjonuje przelicznik WMA – wynik skorygowany o wiek zawodnika. Myślę, że warto byłoby wprowadzić coś takiego także w triathlonie. Dzięki temu można pokazać, że np. 60-latek z końca stawki osiągnął biologicznie świetny wynik. Na tej podstawie można by go nagrodzić. Jedna statuetka to niewielki koszt – a może być ogromną motywacją.

Mam też pomysł, by zaprosić kilku zawodników PRO na zawody amatorskie i  stworzyć przestrzeń, w której AG bedą mogli z nimi zamienić kilka słów. Wystarczy postawić namiot i poprosić kilka osób o obecność. Dla amatorów rady od nich byłyby bezcenne. 

Znam też osoby z pogranicza polsko-niemieckiego – wpadłem na pomysł zrobienia międzynarodowego triathlonu… Pomysłów mam sporo.

NK: Jak znajdujesz czas na to wszystko? Na starty, treningi, pomysły,” jamajkowanie”, działania charytatywne, obowiązki codzienne? 

PP: Sypiam niedużo, ale regularnie (śmiech). Nie mam dzieci, więc czas, który rodziny poświęcają dzieciom, ja przeznaczam na swoje pasje, rozwój i przemyślenia.

NK: Mówiliśmy o tym, co łączy Ciebie z Jamajką, co łączy Jamajkę z Polską. A co z triathlonistami?

PP: Z triathlonistami? Oczywiście – woda i słońce! Może oni mają tego trochę więcej (śmiech).

Nikodem Klata
Nikodem Klata
Redaktor. Dziennikarz z wykształcenia. W triathlonie szuka inspirujących historii, a każda z nich może taką być. Musi tylko zostać odkryta, zrozumiana i dobrze opowiedziana.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
53,200SubskrybującySubskrybuj

Polecane