Ola Bańbor nie ogłaszała hucznie swojego przejścia do PRO. Dla niej to nie rewolucja, a kolejny krok w sportowym rozwoju – szansa, by zmierzyć się z najlepszymi i zobaczyć, gdzie naprawdę jest jej miejsce. W rozmowie z AKademią Triathlonu opowiada o wątpliwościach, debiucie, łączeniu sportu z codziennym życiem i o tym, dlaczego nawet wśród profesjonalistów wciąż najważniejsza jest dla niej radość ze ścigania.
Ola Bańbor zadebiutowała w triathlonie w 2023 roku. Pierwsze sukcesy jako Age-Gruperka przyszły bardzo szybko. Najpierw została mistrzynią Polski, a pod koniec września 2023 dołożyła tytuł mistrzyni świata na dystansie supersprint. W 2024 została wicemistrzynią Europy w sprincie, zdobywając srebro na zawodach w Vichy. Jak przyznaje, miała jednak plan „rozwalić konkurencję”. Na przeszkodzie stanęły pomyłka sędziego i kraksa na rowerze.
Jej obecności w sporcie przeplata się z walką o zdrowie. Oprócz triathlonowych sukcesów ma za sobą wygraną walkę z rakiem, a sama o sobie mówi: „mam życie pełne niespodzianek i zwrotów akcji, których nikt nie jest w stanie przewidzieć”.
Po przygodzie w kategorii Age Group, mistrzyni Polski i świata postawiła kolejny krok. Na początku sierpnia 2025 wystartowała w elicie podczas IRONMAN 70.3 Kraków. W rozmowie z Akademią Triathlonu o tym dlaczego przeszła do PRO i… nikomu o tym nie powiedziała.
Nikodem Klata: O przejściu do PRO nie mówiłaś głośno, raczej się tym nie chwaliłaś. Dlaczego?
Ola Bańbor: Słowa mają znaczenie, ale to czyny są ich prawdziwym potwierdzeniem. Zawsze wychodziłam z założenia, że to, co robimy, mówi więcej niż to, co mówimy. Poza tym nie uważam, żeby samo bycie PRO wymagało innego traktowania niż bycie amatorem – to po prostu kolejny etap, a nie medal do przypinania. Dlatego nie uznałam tego za informację, którą trzeba specjalnie ogłaszać.
NK: Jakiś czas temu rozmawialiśmy o przejściu do PRO. Wtedy można już było wyczuć, że coś jest na rzeczy. Od kiedy wiedziałaś, że w którymś momencie zostaniesz PRO?
OB: Wahałam się długo, bardzo. W pewnym momencie zostałam lekko popchnięta i w okolicach kwietnia zaczęłam załatwiać papierki.

NK: Dlaczego akurat teraz? Miałaś wyznaczony jakiś termin, po którym wiedziałaś, że zmienisz kategorię?
OB: Oczywiście, że nie miałam wyznaczonego żadnego konkretnego terminu ani wyniku, po którym „wskoczę” do PRO. Założenie było proste: albo lecę cały rok w PRO, albo wcale. I tak właśnie zrobiłam – wszystkie starty w 2025 są już z licencją PRO.
Planowałam wystartować w Suszu na mistrzostwach Polski, ale akurat wypadły ważniejsze sprawy do ogarnięcia, więc musiałam odpuścić. Był też start w pucharze Europy w Kielcach, ale tam niestety skończyło się DNF-em. Tak bywa – nie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem.
NK: Czym dla Ciebie jest przejście do PRO? Teraz stawiasz wszystko na triathlon, albo próbujesz stawiać wszystko na triathlon?
OB: Możliwością. Okazją. Szansą. Naturalny krok w rozwoju sportowym – próba sprawdzenia siebie na wyższym poziomie. Nie traktuję tego jako rewolucji, ale raczej jako szansę, żeby zobaczyć, gdzie jestem i co jeszcze mogę osiągnąć.
Nie powiedziałabym, że stawiam wszystko. Staram się łączyć sport z codziennym życiem, zachować zdrową równowagę. Ale też podchodzę do tego poważnie – jeśli już coś robię, to na 100%. Co przyniesie jutro? Tego nie wiem, ale jestem otwarta na to, dokąd ta droga mnie zaprowadzi.

NK: Bycie PRO to często jeszcze łączenie etatu, obowiązków, a nie tylko skupienie się na treningu i zawodach. Łatka profesjonalistki nie jest dla Ciebie dodatkowym obciążeniem?
OB: Wracając do wcześniejszej odpowiedzi – dla mnie bycie PRO to po prostu kolejny etap, który wiąże się z większą odpowiedzialnością – także tą poza wynikami.
Wciąż łączę treningi z innymi obowiązkami, jak wielu zawodników. Ta „łatka” nie jest dla mnie ciężarem, ale przypomnieniem, że warto dawać dobry przykład – podejściem do pracy, szacunkiem do innych i tym, jak się zachowuję na co dzień. Jeśli ktoś patrzy i czerpie z tego inspirację – to duża wartość, która wykracza poza sam sport.
NK: Jeśli chodzi o założenia – zmieni się coś w Twoim treningu?
OB: Tę kwestię zostawiam w całości trenerowi. Ufam mu w 100% i nie wtrącam się w planowanie – moim zadaniem jest realizować założenia najlepiej, jak potrafię, bez szukania wymówek czy skrótów. To też się u mnie zmieniło – wcześniej więcej analizowałam, teraz po prostu robię swoje i daję z siebie wszystko na każdym etapie.
ZOBACZ TEŻ: Maciej Ogrodnik: “Mam wszystkie puzzle. Muszę je tylko odpowiednio poukładać”
NK: Jeszcze pod koniec maja pisałaś, o tym że rok 2025 jest nastawiony głównie na zabawę, bawienie się, czerpanie radości. PRO kojarzy się raczej z walką o wyniki i urywanie każdej sekundy. To błędne wyobrażenie? U Ciebie jest inne?
OB: Wyobrażenie tworzymy sobie sami, w dużej mierze na podstawie tego, czego oczekujemy od sportu i rywalizacji. Moje podejście się nie zmieniło — wręcz przeciwnie, to właśnie ono doprowadziło mnie do decyzji o przejściu do PRO. Rywalizacja i możliwość ścigania się na wysokim poziomie to dla mnie czysta radość. To nie wyklucza zabawy, tylko ją inaczej definiuje — jako spełnianie się w tym, co naprawdę kocham.
NK: Twoje wyniki w AG pozwalają nam na pewną hipotezę – mogłabyś dalej startować jako amatorka i zdobywać najwyższe miejsca. Obecnie – często to bardziej opłacalne. Niektórzy AG mają więcej sponsorów i zainteresowania niż PRO. Rozważałaś przejście do PRO od tej finansowej i marketingowej strony? Oczywiście nie zakładam, że w kategorii PRO nie będziesz miała świetnych wyników, jednak pewnie będzie o nie nieco trudniej.
OB: Finanse to oczywiście ważny aspekt, bo ten sport jest wymagający nie tylko fizycznie, ale i organizacyjnie. Trening, podróże, regeneracja – to wszystko kosztuje i nie da się tego całkowicie pominąć. Ale to nie one kierowały moją decyzją o przejściu do PRO. Dla mnie kluczowe było poczucie, że chcę się mierzyć z najlepszymi, ścigać na najwyższym możliwym poziomie. Gdzieś z tyłu głowy mam przekonanie, że jeśli robi się coś z pasją i w zgodzie ze sobą, to wszystko się ułoży. Jestem trochę niepoprawnym optymistą – i może właśnie dlatego w to wierzę.

NK: Jak oceniasz swój debiut? w IRONMAN 70.3 Kraków?
OB: Start się nie udał – ale to był debiut, a z debiutami bywa różnie. Pływanie wyszło całkiem nieźle i to chyba jedyna część, z której mogę być zadowolona. Na rowerze pojechałam zdecydowanie za wolno, szczególnie patrząc na tętno. Straszyli mnie, żeby nie zaczynać za mocno… no i chyba poszło to za bardzo w drugą stronę.
Na biegu byłam już trochę zrezygnowana. Nie było jakiejś „bomby”, ale czułam, że mięśniowo jest ciężko – myślę, że to po prostu brak przygotowania pod ten dystans. Musiałam raz się zatrzymać i przez chwilę naprawdę rozważałam zejście z trasy. Ale w głowie od razu miałam opierdziel, jaki bym za to dostała, więc jakoś doczłapałam. Trochę odezwała się jeszcze złamana noga z zeszłego roku, ale na szczęście nic poważnego się nie stało.
A co do planów… (śmiech), wczoraj dostałam propozycję kolejnego startu na połówce w tym roku. Ale nic wam jeszcze nie powiem – niech trochę podgrzeję atmosferę…
NK: A jakieś inne plany startowe?
OB: Będzie okazja i to już niedługo, bo przede mną mistrzostwa Polski na olimpijce i supersprincie. Do tego możliwe, że dorzucę jeszcze ze dwie „ogórkowe” imprezy dla czystej radochy, bez spiny. Bo przecież o to chodzi – żeby się ścigać, ale i dobrze bawić po drodze!
NK: Co chciałabyś osiągnąć jako zawodniczka PRO? Masz jakieś cele albo założenia – długofalowo?
OB: Nie wiem, co będzie jutro, a co dopiero za rok czy dwa. Mam jakieś zarysy, są różne drogi, ale nauczyłam się, że jedyna stała to ciągła zmienna. Dlatego nie spinam się na dalekosiężne plany. Robię swoje, trenuję, startuję i zobaczymy, dokąd mnie to zaprowadzi. Trochę zostawiam to losowi – i chyba dobrze mi z tym.

