Od operacji kręgosłupa po mistrzostwo Europy. Maciej Brzyski: „Triathlon to dla mnie drugie życie” 

Maciej Brzyski od trzynastu lat rywalizuje w triathlonie. Do ścigania wrócił po poważnej operacji. W 2025 roku zdobył mistrzostwo Europy AG w Stambule. W rozmowie z AT opowiada o swojej drodze, trudnych momentach i tym, dlaczego triathlon stał się dla niego „drugim życiem”.

Trzynaście lat temu Maciej Brzyski po raz pierwszy stanął na starcie triathlonu. Od tego czasu sport ten stał się jego codziennością, pasją i sposobem na życie. Po drodze musiał zmierzyć się z poważnym kryzysem – operacją kręgosłupa, która postawiła pod znakiem zapytania dalsze treningi i starty. Dziś nie tylko wrócił do pełnej formy, ale też osiągnął największy sukces w karierze – został mistrzem Europy AG w Stambule. W rozmowie opowiada o drodze, która go do tego doprowadziła, o sile wsparcia bliskich i o tym, jak wygląda jego najlepszy sezon w triathlonie.

Nikodem Klata: W triathlonie jesteś od 2012 roku. Opowiedz, proszę, jak to wszystko się zaczęło.

Maciej Brzyski: Faktycznie minęło już sporo czasu. Wszystko zaczęło się od mojego kolegi Marcina, z którym wówczas mieszkałem. On rzucił pomysł, żeby zrobić triathlon. To był pierwszy rok, w którym zacząłem więcej biegać. Wystartowałem w półmaratonie, maratonie i z rozpędu poszedł już triathlon. Później już z roku na rok startów było więcej. Pierwsze trzy lata to głównie lokalne imprezy.

Źródło: Archiwum prywatne Maciej Brzyski

NK: Kiedy poczułeś, że to coś, co chcesz robić? Jak potoczyła się Twoja droga od studenta, który nieźle pływa, do osoby z własną grupą triathlonową i amatorem stającym na podiach zawodów?

MB: Od najmłodszych próbowałem wielu różnych dyscyplin. W sportach wytrzymałościowych się najbardziej wybijałem. Czułem, że mam przewagę. Z triathlonem wyszło naturalnie. Skończyłem studia, miałem mniej czasu na sporty zespołowe, więc w pełni postawiłem na sport indywidualny. Później zostałem nauczycielem wychowania fizycznego. Dorabiałem też w różnych miejscach. Jednym z nich stał się klub fitness, gdzie prowadziłem spinning.

To on pchnął mnie do triathlonu. Od zawsze dobrze pływałem, niedawno zacząłem więcej biegać, do tego spinning – mam wszystko, co potrzebne w triathlonie. No i spróbowałem.

NK: Nie będziemy tu omawiać całej Twojej kariery, bo na 13 lat potrzebowalibyśmy bardzo dużo czasu. Chciałbym jednak zapytać, o kamienie milowe, najważniejsze wydarzenia, wyścigi, podia z Twojej kariery.

MB: Kariera to może za duże słowo. Karierę miał Michael Jordan (śmiech). To moja przygoda. Było kilka takich przełomowych momentów, które  zapadły mi w pamięć.

Pierwsze większe wygrane zawody to zawody w Kraśniku. Wracałem tam później trzy razy i trzy razy wygrywałem. Cała ta otoczka zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie. 

Wygrałem też na 1/2 w Borównie – bardzo fajne zawody. W 2019 wygrałem 1/2 w Nieporęcie i pamiętam te zawody jak dziś, bo lało okropnie (śmiech). W przeciągu 13 lat nazbierało się sporo tych imprez i trudno je wszystkie wymienić.

Momentem, w którym poczułem, że jestem faktycznie mocny, na pewno był start w IM 70.3 w Gdyni w 2021 roku. Wygrałem swoją kategorię, zrobiłem fajny wynik i zrozumiałem, że jeśli dobrze, solidnie trenuję, to mogę być w czołówce. Wtedy mocno w siebie uwierzyłem. Stałem się bardziej pewny siebie.

NK: Przez kilka lat mierzyłeś się też z problemem przepukliny w kręgosłupie. Finalnie, któregoś dnia skończyło się na SORze z rozlanym dyskiem. Jak poważny był to problem i jak udało Ci się wrócić do sprawności?

MB: To bardzo poważne schorzenie, utrudniające codzienne funkcjonowanie – nie wspominając już o trenowaniu. Ten uraz był ze mną przez wiele lat. Przepuklina raz dawała mniejsze dolegliwości, raz większe.

Siłę i wolę walki czerpałem od żony, która jest dla mnie jednocześnie fizjoterapeutką i to zdecydowanie najlepszą! Poświęcała mi mnóstwo czasu, żeby mnie z tego urazu wyprowadzić. I tak naprawdę jej się to udało, bo na operację byłem wysyłany dużo wcześniej niż faktycznie ona miała miejsce. To dzięki jej dużemu zaangażowaniu udało się mnie wyprowadzić z urazu.

W pewnym momencie te dolegliwości bólowe wróciły. Liczyliśmy, że znowu się uda. Ale niestety. Jeden zły ruch doprowadził do tak dużego ucisku na nerw, że nie było mowy o unikaniu operacji.

Operacja się udała. Potem czekała na mnie bardzo długa rehabilitacja. Powrót do treningów był bardzo powolny. Dziś już jestem 2.5 roku po operacji i mogę powiedzieć, że to była dobra decyzja pod względem mojej sprawności. Dzięki temu od 2 lat trenuję w sposób ciągły.

Źródło: Archiwum prywatne Maciej Brzyski

NK: To był moment, w którym w jakiś sposób zwątpiłeś w swoją drogę? W to, że chcesz być sportowcem i wiązać z nim całe życie?

MB: Zdecydowanie. Czułem, że to może być koniec mojej przygody z triathlonem i z intensywniejszym uprawianiem sportu. A ja to uwielbiam – rywalizację, zmęczenie – to mnie nakręca. Miałem podcięte skrzydła, bo wiedziałem, że wrócę, ale nie wiedziałem, czy będę mógł tak mocno trenować. Teraz trenuję w pełni, ale podchodzę do tego racjonalnie. Robię to, co mogę, jak widać skutecznie.

Każdy wynik i sukces cieszy mnie podwójnie. Doceniam sam fakt, że mogę trenować i startować. To jest dla mnie drugie życie.

NK: Jesteś osobą, która wiąże życie z triathlonem. A czy przyszedł kiedyś taki moment, w którym za bardzo się w nim zatraciłeś? Często amatorzy wpadają w tę pułapkę.

MB: Mam już swoje lata. Jestem długo w tym sporcie. Mam w sobie świadomość, która mnie hamuje. Wiem, że mocno nie zawsze znaczy dobrze. Wiem, gdzie jest linia, której nie mogę przekraczać. Podchodzę do tego realistycznie. Daję sobie momenty luzu, a jednocześnie wiem, kiedy muszę zmotywować się do cięższej pracy.

NK: Jesteś 13 lat w triathlonie. W tym roku piszesz o sobie jako najlepszej triathlonowej wersji siebie. 2025 to najlepszy sezon w Twojej karierze?

MB: Zdecydowanie tak. Czułem to od samego początku – że fajnie idą treningi, nie mam żadnych problemów ze zdrowiem, jest zachowana ciągłość treningów. Forma rosła książkowo, zgodnie ze wszystkimi moimi planami. Do tego zmieniłem rower i to zrobiło sporą różnicę. Czułem, że jest naprawdę świetnie. Później udało się to podtrzymać do zawodów IRONMAN 70.3 w Krakowie, które były pierwszym głównym celem i do mistrzostw Europy w Turcji, które były drugim celem.

ZOBACZ TEŻ: Nie zatrzymał go wypadek tuż przed startem. Kacper Stępniak o mistrzostwach świata IRONMAN 

NK: W Stambule zostałeś mistrzem Europy. Jadąc tam, jechałeś z konkretnym celem? Miałeś jakieś założenia na ten start?

MB: Nigdy nie wiesz, kto się na takich zawodach pojawi – nie znasz przeciwników. Wiedziałem natomiast, że jestem bardzo mocny i że jeśli pokażę to, co robię na treningach, to wątpiłem, że będzie ktoś mocniejszy w mojej kategorii. Moje oczekiwania to było przede wszystkim utrzymać to, co robiłem cały sezon.

NK: Jak przebiegł sam start? Chwilę po wyścigu mówiłeś o przeciążeniu łydki…

MB: Po zawodach w Krakowie noga była przeciążona. Na jednym z luźnych rozbieganych, nagle zaczęła boleć mnie łydka. Nie mogłem trenować. Posłuchałem żony – wdrożyliśmy profilaktykę – rozluźnianie, rozciąganie i unikanie przeciążeń. Więc tak naprawdę 2 tygodnie przed startem w Turcji praktycznie wcale nie biegłem. Były może dwa luźne roztruchtania, żeby sprawdzić nogę.

Sam start był dla mnie bardzo niepewny. Nie wiedziałem, czy będę mógł wejść na odpowiednie obroty. Wiedziałem, że będzie dobrze w wodzie i na rowerze. Bieganie zacząłem bardzo asekuracyjnie, zastanawiając się, czy noga wytrzyma. Gdy poczułem po pierwszych kilometrach, że jest dobrze – przyspieszyłem. Udało się ukończyć bezboleśnie, więc byłem bardzo zadowolony, że kontuzja się nie odnowiła.

NK: Co bardziej cieszy – wygrana w kategorii czy 2. miejsce OPEN? Jak się czujesz z tym, że jesteś 2 zawodnikiem w Europie? Na mecie nie kryłeś też swojego wzruszenia.

MB: Zdecydowanie OPEN. Dla mnie to jest największy sukces, że na tle takiej dużej liczby zawodników na wysokim poziomie byłem w stanie być drugi. 3 lata temu na mistrzostwach Europy w Olsztynie byłem 18. Tutaj 2. miejsce, więc przeskok o kilkanaście pozycji. To wymierny wynik, który pokazał mi, że jestem w czołówce AG, ogólnie, a nie tylko w swojej kategorii.

Źródło: Archiwum prywatne Maciej Brzyski

NK: Czego nauczyło Cię te 13 lat obecności w tym sporcie? Pytam o to, ponieważ w poście, w którym podsumowywałeś mistrzostwa, napisałeś, że większą satysfakcję niż z cyfr, masz z drogi, którą przeszedłeś.

MB: Miałem na myśli moją drogę od operacji. Od momentu kiedy leżałem na stole operacyjnym i czułem ogromną niepewność, czy będę mógł wrócić do sportu na takim poziomie. Musiałem się uczyć na nowo chodzić, trzymać stabilizację, siadać. Chodziłem po 50 metrów, później po 200, później po kilka kilometrów. W końcu zacząłem biegać. Czułem, że wracam do żywych. Podejmowałem kolejne wyzwania. Aż doszedłem do ścigania z najlepszymi.

NK: Jakie są Twoje dalsze triathlonowe plany i marzenia?

MB: Jest kilka takich planów, ale przede wszystkim postaram się utrzymać balans między tym, co chcę, a tym, na co pozwala mi zdrowie. Na pewno chciałbym zmierzyć się w przyszłym sezonie z krajową czołówką i to nie tylko AG, żeby porównać swój poziom.

Na pewno chciałbym wrócić na IM 70.3 i urwać coś z tegorocznego wyniku. Marzy mi się też to, czego jeszcze nie robiłem – długi dystans. Kiedyś dopnę swego. Nie wiem, czy w przyszłym sezonie, ale na pewno to zrobię. Ja po prostu lubię się ścigać i mam z tego ogromny fun.

Nikodem Klata
Nikodem Klata
Redaktor. Dziennikarz z wykształcenia. W triathlonie szuka inspirujących historii, a każda z nich może taką być. Musi tylko zostać odkryta, zrozumiana i dobrze opowiedziana.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
53,200SubskrybującySubskrybuj

Polecane