Nie każdy organizator może powiedzieć, że sam… wylał 400 metrów asfaltu, żeby uratować trasę zawodów. Robert Stępniak, twórca Mana Lake Ocean Lava Triathlon Polska Bydgoszcz-Borówno opowiada o kulisach imprezy i tym jak przez lata zmieniło się podejście zawodników.
Jak wyglądają ostatnie chwile przed startem zawodów triathlonowych z perspektywy organizatora? Stres, niepewność i dziesiątki decyzji do podjęcia to codzienność Roberta Stępniaka, twórcy i dyrektora Mana Lake Ocean Lava Triathlon Polska Bydgoszcz-Borówno. Mimo napięcia i licznych wyzwań to właśnie pozytywne opinie zawodników sprawiają, że cały trud nabiera sensu. Jak zmienił się triathlon w Polsce i kim dziś jest współczesny zawodnik?
Akademia Triathlonu: Na tegorocznej edycji Triathlon Polska było ponownie kilkuset zawodników. Wielu z nich dobrze oceniało organizację i bardzo chwaliło kolejną edycję. A jak to wygląda z Twojej perspektywy?
Robert Stępniak: Organizacja zawodów Triathlon Polska to jest najbardziej stresujące zajęcie w moim rocznym kalendarzu obowiązków. A czym bliżej do godziny „zero” tym coraz większe napięcie. Budzenie się o 4 nad ranem z przerażeniem w oczach, że jeszcze o czymś się zapomniało, jest paraliżujące. Poziom magnezu spada do zera. No ale późniejsze ciepłe słowa zawodników wynagradzają cały ten trud i są bezcenne.
AT: Wielu zawodników mówi, że doping na stadionie Zawiszy dodaje skrzydeł. Czy pojawił się jakiś pomysł na to, jak wciągnąć w to jeszcze więcej kibiców?
RS: Niestety stadiony z ponad 20 tysiącami miejsc to nie jest jeszcze w naszym kraju idealne miejsce dla triathlonu. Ale w przypadku naszych zawodów nie chodzi nam o kibiców na stadionie. Stadion ma być atrakcją dla samych zawodników. Nie na co dzień można bowiem biegać po bieżni, gdzie swoje sukcesy świętowały takie sławy jak Irena Szewińska, Marian Woronin, Zdzisław Krzyszkowiak, Paula Radcliffe i wielu innych. Ponadto sama meta jest usytuowana przed stadionem i to tam zależy nam na tłumach.
ZOBACZ TEŻ: 5 ciekawostek, których nie wiedziałeś o Mana Lake Ocean Lava Triathlon Polska Bydgoszcz-Borówno
AT: Chwaleni są również konferansjer Jakub Graczykowski i wolontariusze. Jak budujecie taką atmosferę, żeby zawodnicy czuli się zaopiekowani?
RS: Konferansjerka naszych zawodów to temat na osobny artykuł. Kuba jest marką samą w sobie, a z racji tego, że sam uprawia sport, to doskonale potrafi się wczuć w atmosferę. Z wolontariuszami jest trochę inaczej.
Ale od pierwszej edycji trzon wolontariatu stanowią studenci Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. I choć na spotkaniach organizacyjnych nie tryskają energią, to podczas samego wyścigu tak się wkręcają, że są nie tylko supportem dla sportowców, ale dodatkowym kibicami.

AT: Przy tak dużej imprezie musi zdarzyć się mnóstwo niespodzianek. Jaka była największa zakulisowa sytuacja, którą musieliście ogarnąć w ostatnich latach?
RS: Niespodzianki pozakulisowe to jest chleb codzienny chyba każdych zawodów. Ja mógłbym na ten temat napisać książkę. Albo dwie! Ale chyba najbardziej utkwiła mi sytuacja, kiedy pewni urzędnicy wydali nam zgodę na przeprowadzenie zawodów… dzień wcześniej. Dużo zdrowia mnie to wtedy kosztowało.
AT: Czy macie już teraz w planach jakieś zmiany w kolejnej edycji zawodów, czy raczej stawiacie na dopracowanie tego formatu?
RS: Zawsze powtarzam, że kluczem do zorganizowania dobrych zawodów jest ich powtarzalność. Przykładem mogą być wielkie toury kolarskie, którym miałem okazję przyglądać się na żywo. Oczywiście na jakieś zmiany i sugestie zawodników jesteśmy zawsze otwarci.
Kilka lat temu mieliśmy problemy związane z budową drogi ekspresowej. Na odcinku 400 m nie było asfaltu, tylko słabo ubity tłuczeń. Gwarancja przebicia opony była na poziomie 80%. No i nie mogąc z nikim się porozumieć… sami wylaliśmy 400 m asfaltu! Chyba jesteśmy jedynymi organizatorami na świecie, co z własnych środków wybudowali drogę.

AT: Organizujesz Triathlon Polska od kilkunastu lat. Czy zawodnik, który startuje w 2025 roku, jest bardziej wymagającym „klientem” niż ten, który startował w 2015 roku?
RS: O tak! Sportowcy w 2007 r., a zawodnicy z 2025 to są dwa różne światy. Ten romantyzm dawnego triathlonu już przeszedł do historii i nie sądzę, żeby kiedykolwiek powrócił. Przede wszystkim rozwój i popularyzacja wielu dziedzin nauki związanych z triathlonem sprawiła, że amatorzy trenują tak jak kiedyś zawodowcy.
A skoro są zawodnicy wyedukowani i świadomi tego, co robią to i rosną ich oczekiwania. Od organizatorów również. Choć muszę przyznać, że czasami to podejście jest bardzo roszczeniowe.

* Tekst przygotowany wspólnie z Mana Lake Ocean Lava Triathlon Polska Bydgoszcz-Borówno
Ty oszczędzasz, my tworzymy!
Akademia Triathlonu działa bez stałych sponsorów – wspierasz nas, używając kodu „akademiatriathlonu”. To dzięki Tobie możemy popularyzować i rozwijać triathlon w Polsce oraz tworzyć kolejne angażujące treści!

