Podczas mistrzostw świata na Hawajach Joanna Sołtysiak zmierzyła się z poważnym problemem technicznym i w trakcie jazdy musiała… kręcić jedną nogą! Mimo wszystko zachowała zimną krew i doprowadziła wyścig do końca, wygrywając swoją kategorię. Jak zachowała spokój i co czuła?
Podczas startu na Hawajach miała problemy techniczne, bo podczas jazdy pedał wykręcił się jej z korby. Ani przez moment nie myślała jednak o tym, aby zrezygnować. Joanna Sołtysiak opowiada o reakcji na kryzysową sytuację, przygotowaniu do startów w upale Kony i planach na kolejny etap kariery – przejściu do PRO.
Grzegorz Banaś: Śledziliśmy Twój start i jazdę na rowerze. W pewnym momencie dało się zauważyć, że jest problem. Opowiesz nam, co tam się dokładnie stało?
Joanna Sołtysiak: Wiem, że wydaje się to nieprawdopodobne i wręcz komiczne, ale zwyczajnie wykręcił się z korby. Już na początku roweru czułam, że coś nie działa tak, jak powinno. Zatrzymałam się na około 50-60 km, żeby sprawdzić, co się dzieje – trochę dokręciłam pedał ręką i pojechałam dalej, nie podejrzewając, co może stać się dalej.
Na 107 km, kiedy pedał wykręcił się z korby, nie potrafiłam zdjąć pedału z buta, więc po paru minutach zdecydowałam się pedałować jedną nogą do kolejnej strefy bufetowej. Dzień wcześniej organizator podał, że na każdej strefie bufetowej będą narzędzia i możliwy serwis, więc wybrałam tę opcję. Po około 10 km jeszcze przed strefą bufetową wyjechał do mnie serwis rowerowy, zdjął pedał z buta, przykręcił i mogłam kontynuować wyścig.
ZOBACZ TEŻ: Joanna Sołtysiak mistrzynią świata IRONMAN! Olga Kowalska na 3. miejscu!
GB: Przy tym problemie technicznym z pedałem – co działo się w Twojej głowie?
JS: Zawiedzenie oraz myśli „dlaczego ja?”, „dlaczego mi się to przytrafiło?”. Ale szybko mój mózg zaczął działać na wysokich obrotach, żeby znaleźć najlepsze rozwiązanie, które umożliwi mi ukończenie zawodów.
Nie wyobrażałam sobie zejść z trasy i zrezygnować z wyścigu. Nawet z wynikiem 15 godzin – wiedziałam, że wytrwam i podejmę wszystkie możliwe próby, aby dotrzeć do mety. Nie myślałam wtedy ani o miejscu, ani o walce o topowe lokaty, ale o rozwiązaniu problemu. Dopiero kiedy pedał został przykręcony i mogłam kontynuować, zaczęłam myśleć o nadrabianiu pozycji.
GB: Podkreślałaś, że jesteś dumna z tego, jak to rozwiązałaś. Startowałaś i jechałaś dalej, bo wierzyli w Ciebie rodzice i mąż. Twój mental, który przecież i tak jest już bardzo mocny, został dodatkowo wzmocniony?
JS: Mam ogromną wiarę w swoje możliwości i pewność siebie. Wierzyłam, że nawet jak stracę 30 minut, to wciąż jestem w stanie dowieźć 1. miejsce w swojej kategorii wiekowej. Jestem też realistką, więc wiedziałam, że 1. miejsce w kategorii AG Overall będzie niestety poza zasięgiem.
Poziom amatorski na świecie rośnie diametralnie, więc zdawałam sobie sprawę, że tak duża strata nie pozwoli mi walczyć o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Skupiłam się na gonieniu pierwszej kobiety w mojej kategorii, a potem utrzymaniu tej pozycji.
Biegłam stabilnym tempem i kontrolowałam sytuację za mną – czy nikt nie przyspiesza. Gdyby moja pozycja była zagrożona, miałam energię, żeby wrzucić piąty bieg i pobiec drugą część maratonu szybciej.

GB: Po wyścigu zawodnicy zwykle wspominają, jak trudne są warunki Kony. Przykładowo mówią o legendarnym Energy Lab. Jak to wyglądało z Twojej perspektywy?
JS: Lubię starty w ciepłych warunkach. Zrobiłam bardzo dobry trening adaptacji cieplnej przed wylotem. Byłam na miejscu 10 dni przed startem. Byłam świetnie przygotowana fizycznie. Trenowałam około 14 godzin tygodniowo przez 4 miesiące przed startem – co od 5 lat nigdy się nie zdarzyło – i była to naprawdę spora objętość jak na mnie.
Dodatkowo cała sytuacja z pedałem spowodowała, że byłam bardzo skoncentrowana na gonieniu dziewczyn z przodu, pilnowaniu odżywiania oraz nawadniania. Prawdopodobnie wszystkie te czynniki przyczyniły się do tego, że nie myślałam dużo o warunkach i nie odebrałam ich jako ekstremalnych.
Przed wyścigiem bardzo dbałam o sen, regenerację, odpowiednie nawadnianie oraz o to, by nie robić „treningów życia”, a raczej pobudzać organizm, aby być maksymalnie wypoczętą na start.
Już rok temu na Mistrzostwach Świata w Nicei zrobiłam cały wyścig praktycznie solo – jadąc przez ponad 5 godzin, nie widząc żadnej zawodniczki – więc byłam przygotowana na samotne, długie odcinki na autostradzie, na trasie biegowej czy kolarskiej w Konie. Często na treningu biegałam po Energy Lab czy podjeżdżałam pod Hawi, więc spodziewałam się, że to cięższe odcinki i byłam przygotowana na dodatkowy ból.
GB: Przeniesiesz nas jeszcze chwilę w swój umysł i powiesz, co czułaś na mecie, mając na koncie kolejne mistrzostwo świata?
JS: Szczęście. Nie myślałam, że zdobyłam kolejne mistrzostwo, ale zwyczajnie czułam zadowolenie i dumę, że pomimo perypetii kończę zawody na pierwszym miejscu w kategorii wiekowej.
Czułam wdzięczność dla losu, że mogłam ukończyć wyścig i w ten sposób odwdzięczyć się rodzicom i mężowi za przylot do Kona i bycie tam ze mną.

GB: Co dalej po mistrzostwie świata? Co prawda teraz czas na odpoczynek, ale może masz już jakiś kolejny cel?
JS: Tak, mam. Jestem osobą, którą napędzają ambitne cele. Wiem, że teraz tak popularne jest mówić o drodze, a nie celu, ale droga nie istnieje, jeśli nie obierze się celu.
Wciąż moim celem jest złamanie rekordu Polski i zrobienie wyniku poniżej 8 godzin 45 minut. Będę startować w kategorii PRO, więc drugim celem będzie kwalifikacja na Mistrzostwa Świata w Kona w kategorii PRO. Może to się zmienić i drugi cel zamieni się kolejnością z pierwszym.
Wszystkie cele muszą się zgrywać z moją pracą zawodową na budowie. Jako że bawię się triathlonem, nie mam sponsorów ani nikogo, kto wywierałby na mnie presję co do konkretnych startów czy wyników, a dzięki pracy zawodowej mam niezależność finansową – podchodzę do tego z wielkim luzem i po prostu bawię się triathlonem.
Wyniki czy sport nie definiują mnie jako osoby i nawet jeśli nie osiągnę celu, nie odczuwam tego jako porażki. Z drugiej strony jestem bardzo wytrwała w swoich dążeniach i jeśli coś postanowię, będę tak długo się starać, aż osiągnę cel.
Zobaczymy, co przyniesie rok 2026. Będę informować o wszystkim na swoich social mediach, więc zapraszam czytelników do śledzenia profilu na Instagramie Joanna Sołtysiak Triathlon (również, jeśli ktoś szuka trenerki pełnej pasji).
GB: Dziękujemy za rozmowę.
Ty oszczędzasz, my tworzymy!
Akademia Triathlonu działa bez stałych sponsorów – wspierasz nas, używając kodu „akademiatriathlonu”. To dzięki Tobie możemy popularyzować i rozwijać triathlon w Polsce oraz tworzyć kolejne angażujące treści!
Nasze działania możesz wesprzeć również w systemie Patronite.


Niesamowite