Trzech liderów zrobiło za dużo okrążeń na rowerze. Kilkunastu zawodników za mało na biegu. Tylko nieliczni pokonali trasę poprawnie. Tak w skrócie wyglądały zawody T100 w Dubaju. Chaos? To dopiero początek.
To, co miało być jednym z kluczowych przystanków w drodze do wielkiego finału serii, zamieniło się w pokaz organizacyjnych błędów, pomyłek zawodników i niekończących się kontrowersji. Co stało się na zawodach T100 Dubaj? Wyjaśniamy w tekście.
Liderzy pomijają zjazd. do T2. „Co tu się do cholery dzieje?”
Zawody T100 w Dubaju rozpoczęły się zupełnie zwyczajnie. Pierwszym zawodnikiem, który wyszedł z wody, był Morgan Pearson. W czołówce znaleźli się również Vincent Luis, Marten Van Riel, Hayden Wilde i Jonas Schomburg.
Na etapie rowerowym Wilde, Van Riel oraz Margier odłączyli się od reszty. Trójka liderów jechała zdecydowanie mocniej niż pozostali, wypracowując ponad 2 minuty przewagi nad kolejnymi zawodnikami. Kiedy wydawało się pewne, że to właśnie oni jako pierwsi zameldują się w T2, doszło do kuriozalnej sytuacji. Po ósmym, ostatnim okrążeniu Hayden Wilde ominął zjazd do strefy. To samo, co Wilde, zrobili Margier oraz Van Riel. W efekcie wszyscy trzej musieli przejechać dodatkową pętlę, czyli 8 km.
Kiedy czołowa trójka minęła zjazd, zupełnie zmienił się układ wyścigu. Jako pierwszy do pustej strefy zmian wbiegł Sam Dickinson. Tuż za nim w T2 zameldował się wyraźnie zdziwiony Mika Noodt.
Po dodatkowej pętli rowerowej zdenerwowany i zdezorientowany Wilde ruszył na trasę biegu. Kiedy dogonił Dickinsona, kończącego swoje pierwsze okrążenie, kamery uchwyciły krótką wymianę zdań między zawodnikami. Wilde spytał wprost: „Co tu się, do cholery, dzieje?”. Wilde już w trakcie biegu podkreślał, że przy potencjalnym zjeździe do T2 jego urządzenia wskazywały na przejechane 76 km, zamiast oficjalnych 80.
Ostatecznie organizacja przejechanie zjazdu do strefy zmian uznała za błąd zawodników. Triathloniści twierdzą natomiast, że zjazd był źle oznaczony, a długość trasy dodatkowo utwierdzała ich w przekonaniu o konieczności przejechania jeszcze jednego okrążenia. Przeoczenie T2 było jednak zaledwie preludium chaosu na trasie T100…
Wygrany biegnie dalej, czyli dezorientacja na mecie
Pod koniec (tak by się mogło wydawać) etapu biegowego kamery podążały za Morganem Pearsonem jako liderem wyścigu. W pewnej chwili momentalnie przełączyły jednak ujęcie na Mika Noodta, który… przekraczał linię mety. Sam zawodnik był równie zdezorientowany, co kibice i organizatorzy.
Podczas gdy Pearson nadal biegł, myśląc, że jest na ostatniej pętli, Noodt finiszował (03:07:30), za nim Luis (03:09:19) i Dickinson (03:09:47). Schomburg (03:10:28) wbiegł jako czwarty, a za nim Wilde, który awansował z 12. pozycji na piątą, kończąc z czasem 03:11:44.
Wszyscy zawodnicy, którzy zameldowali się na mecie, byli wyraźnie zdezorientowani. Nikt z nich nie był przekonany o tym, które miejsce zajął. Wilde natychmiast ruszył w stronę rywali oraz sędziów, szukając wyjaśnienia.
Kto wygrał wyścig? Trudno powiedzieć
Początkowo T100 zamieściło wyniki na swojej stronie. Chwilę później zostały usunięte. Po godzinie pojawiły się ponownie, jako te oficjalne. Według nich pierwsze miejsce zajął Pearson, Noodt został zdegradowany na drugą pozycję, a podium uzupełnił Gregory Barnaby.
Jak okazało się po zawodach, całe zamieszanie było efektem błędu elektronicznych liczników okrążeń oraz ekranów, które miały wskazywać zawodnikom, ile jeszcze muszą przebiec. Zawodnicy mieli do pokonania 8 okrążeń, łącznie osiemnaście kilometrów. Początkowo etap biegowy toczył się normalnie, jednak w pewnym momencie liczniki przestały działać. Przez kilka minut nie było żadnej informacji. Następnie licznik zaczął działać ponownie, wskazując błędne informacje u części zawodników.
Wielu zawodników otrzymało jasny komunikat „idź na metę”. Problem polegał jednak na tym, że komunikat wyświetlono okrążenie za wcześnie. Triathloniści, ufając sygnalizacji na trasie, skręcali więc na finisz zamiast pobiec ostatnie trzy kilometry. W efekcie trzynastu zawodników ukończyło bieg po siedmiu pętlach, czyli mniej więcej 15 kilometrach, zamiast wymaganych 18 km.
Odmiennie rysowała się sytuacja Morgana Pearsona, który nie zwrócił uwagi na błędny komunikat i kontynuował swój bieg. Był przekonany o tym, że prowadzi – i faktycznie prowadził, gdyby liczyć prawidłowy dystans.

Sprzeciw wobec dyskwalifikacji
Całe zamieszanie wyjaśniło się dopiero po przejrzeniu danych z GPS. Jasne stało się, że Pearson i zaledwie trzech innych zawodników (Barnaby, West, Birtwhistle) jako jedyni pokonali pełny dystans.
Ostatecznie zarządzający organizacją T100 uznali, że wyniki wyścigu ustalone zostaną na podstawie danych z siódmego okrążenia biegu, czyli ostatniego potwierdzonego etapu czasowego. Chwilę po zawodach na jaw wyszło jednak kilka interesujących faktów.
Według relacji Willa Drapera (11. miejsce w T100 Dubaj) trzynastu zawodników, którzy przebiegli o jedno okrążenie za mało, bliskich było zdyskwalifikowania. Finalnie czwórka triathlonistów, która przebiegła pełny dystans, sprzeciwiła się temu rozwiązaniu.
Mistrz T100 komentuje. PTO? „Myślę, że słowo profesjonalna można sobie darować”
W Internecie szybko rozgorzała dyskusja o wyścigu T100 w Dubaju. Głos zabierali nie tylko internauci, lecz także sami zawodnicy. Jednym z najbardziej krytycznych głosów okazał się głos Martena Van Riela, obecnego mistrza świata T100, który – jak na ironię – swój tytuł zdobył właśnie w Dubaju.
We wpisie po zawodach Van Riel ironicznie wskazał, że prawdziwym wygranym zawodów w Dubaju nie jest Pearson, a raczej… IRONMAN. Mistrz organizacji przyznał, że jest „kompletnie zdruzgotany”. Jak napisał, stracił nie tylko dziesiątki tysięcy dolarów, ale przede wszystkim czuje się zawiedziony przez organizację, którą starał się wspierać i dla której poświęcił dużą część swojego sezonu.
– Myślę, że słowo „profesjonalna” można sobie darować i od dziś po prostu nazywać to „organizacją triathlonową” – spuentował, nawiązując do nazwy PTO – Professional Triathletes Organisation.
Wyścig skomentował również Mika Noodt, który początkowo myślał, że wygrał zawody. Triathlonista przyznał wprost – Wilde, Van Riel i Margirier byli mocniejsi.
– Najbardziej szalony wyścig w moim życiu i najbardziej zagmatwane kilka godzin po wyścigu – napisał po ogłoszeniu wyników […] Jest mi bardzo przykro z powodu Haydena, Martena i Mathisa; byli dziś wyraźnie silniejsi ode mnie. Jestem bardzo smutny z powodu tego, jak to się skończyło. Mam mieszane emocje. Zawodowo cieszę się z drugiego miejsca, ale prywatnie naprawdę współczuję tej trójce – tłumaczył.
„Każdy może popełnić błędy”
Wśród fali krytyki, która wylała się na PTO oraz T100, znaleźli się również ci, którzy do sytuacji podeszli nieco chłodniej. Vincent Luis zaapelował o zachowanie spokoju i wyciągnięcie lekcji z tego, co wydarzyło się w Dubaju.
– Wczoraj wydarzyło się wiele – trzech liderów zrobiło dodatkowe okrążenie rowerowe, a licznik biegu wskazywał zawodnikom, by zbiegli na metę zamiast zrobić ostatnią pętlę. T100 poprosiło nas nawet o zagłosowanie, co byłoby najlepszym rozwiązaniem. Nie wiem, czy jakakolwiek inna organizacja by tak zrobiła. Wierzę, że każdy może popełniać błędy – zawodnicy i organizatorzy. Najważniejsze to uczyć się na nich i zrobić lepiej następnym razem – wyjaśniał.
Podobne stanowisko przyjął Draper, który w komentarzu pod postem T100 Tour ogłaszającym wyniki stwierdził, że większą winę za błąd ponosi sam licznik, a nie organizacja.
– Na biegu trzynastu zawodników zrobiło jedno okrążenie mniej z „winy” T100, bo elektroniczny licznik pokazał „Idź na metę”. T100 wzięło za to odpowiedzialność. Zwykle to zawodnik jest odpowiedzialny za ukończenie trasy, więc powinna być DQ, ale wielu z nas (w tym ja) byłoby tym załamanych – działaliśmy zgodnie z komunikatem, będąc w stanie wyczerpania – tłumaczył.
Pośród całego chaosu znalazło się tez miejsce na odrobinę humoru. Sytuację żartobliwie skomentował Barnaby, który finalnie wskoczył na najniższy stopień podium. Stwierdził, że cieszy się ze swojego występu oraz faktu, że… liczył poprawnie okrążenia.

Dlaczego T100 było tak istotne?
Zawody T100 Dubaj były ostatnim wyścigiem poprzedzającym wielki finał serii w Katarze. Dla większości zawodników stanowiły więc jedyną szansę na poprawienie swojej sytuacji w klasyfikacji generalnej.
Oczy kibiców skierowane były przede wszystkim na Haydena Wilde’a. Nowozelandczyk jest liderem klasyfikacji, a w Dubaju zmierzał po swoje szóste z rzędu zwycięstwo w T100. Na starcie pojawili się jednak również inni, mocni zawodnicy z czołówki rankingu, którzy w Dubaju mogli poprawić jeden ze swoich czterech najwyżej punktowanych startów. Wśród nich znaleźli się m.in. Mika Noodt (przed startem w Dubaju zajmował 3. miejsce w rankingu), Mathis Margirier czy Marten Van Riel.
Dodatkowe punkty zdobyte w Dubaju mogły być niezwykle cenne – chociaż w teorii trudno wyprzedzić Wilde’a, to finał sezonu jest punktowany wyżej niż pozostałe wyścigi. Oprócz tego triathlon już nie raz widywał historie, w których ostatni start zmieniał cały układ.

