Nie każdy DNF jest porażką. Magnus Ditlev o granicy, której nie chciał przekroczyć

W najważniejszym wyścigu sezonu Magnus Ditlev zaliczył DNF. Profesjonalista mówi teraz, że podczas mistrzostw świata w Nicei podjął świadomą decyzję o zejściu z trasy. – W triathlonie piękne jest to, że zawsze masz kolejny wyścig – mówi. Co stało się podczas zawodów?

Magnus Ditlev nie zaliczy tego sezonu do udanych. Po problemach we Frankfurcie (gdzie został zdyskwalifikowany, a następnie tę decyzję cofnięto) szukał rewanżu na mistrzostwach świata. Miał jednak pecha – przed zawodami zachorował. W dniu rywalizacji daleki był od optymalnej dyspozycji. Jak wspomina ten dzień?

Nie możesz tak po prostu zrezygnować

Nicea jest dla Ditleva specjalnym miejscem. Tam w 2023 roku pierwszy raz był na podium mistrzowskiej imprezy na pełnym dystansie. Jak mówi w filmie dla The Feed, „Nicea ma trasę, która wymaga wszystkiego, a czasem nic nie oddaje”. W tym roku Duńczyk miał dodatkowy problem – na kilka dni przed zawodami się rozchorował. Podjął jednak decyzję, że wystartuje.

Jeśli spędzasz cały rok na przygotowaniu się na ten jeden dzień, to nie możesz tak po prostu zrezygnować – mówi.

Podczas pływania Ditlev czuł się dobrze. Był za Kristianem Blummenfeltem, co dawało mu solidną pozycję przed rowerem. Na trasie efekty choroby dały o sobie jednak znać. Po około 1,5 godziny jazdy poczuł jednak, że „ciało przestaje odpowiadać”.

Jeszcze nie rezygnował. Próbował biec, bo był to winny „dziewczynie, trenerom, drużynie i wszystkim, którzy w niego uwierzyli”.

Po trzech godzinach ścigania, nie miałem już w sobie nic siły. Kiedy jesteś w grupie, możesz się kogoś trzymać. Jeśli jesteś sam, możesz zacząć się nad sobą rozczulać. Tracisz koncentrację, a cały wyścig ci się wymyka z rąk. Zacząłem kaszleć. Czułem, że nic już z tego nie będzie. Nie czułem się dobrze.

Zawsze są Hawaje

Ditlev mówi, że w takich sytuacjach trzeba mądrze podchodzić do kwestii ryzykowania zdrowia. Dodatkowo trener na trasie zapytał go, czy warto kontynuować walkę z własnym, słabnącym ciałem. Zawodnik wiedział, że nie ma to już sensu. Zrezygnował i zszedł z trasy.

Nigdy nie jest łatwo przestać. Trudniej byłoby chyba w ogóle nie wystartować. To dlatego, że łatwiej jest powiedzieć, że „jestem chory i nie będę się ścigał”. Ale ja nie chcę być taką osobą. Wolę stanąć do walki i ponieść porażkę niż zostać w domu.

Jednocześnie Ditlev zdaje sobie sprawę z własnych błędów. Na tak wysokim poziomie trzeba podejmować decyzje i brać za nie odpowiedzialność. Właściwie nie ma miejsca na potknięcia. W dniu wyścigowym wszystko musi być perfekcyjne: sprzęt, zdrowie i wykonanie założeń. Duńczyk nie chce zaprzestawać poszukiwania takiego idealnego dnia. On gdzieś tam może być. To go motywuje.

Teraz muszę odpocząć, wyzdrowieć i rozpocząć podróż w kierunku Kony. Na tym polega piękno tego sportu. Zawsze masz kolejną szansę, aby potwierdzić swoje przygotowanie.

Grzegorz Banaś
Grzegorz Banaś
Redaktor. Lubi Lionela Sandersa i nowinki technologiczne. Opisuje ciekawe triathlonowe historie, bo uważa, że triathlon jest wyjątkowo inspirującym sportem, który można uprawiać w każdym wieku. Fan dobrej kawy i książek Jamesa S.A. Corey'a.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
53,200SubskrybującySubskrybuj

Polecane