Czy PRO zdał test z lepienia pierogów? Marc Dubrick i Gabriela Gaweł o polsko-amerykańskich świętach

Kiedy PRO triathlonista z USA trafia do polskiego domu w okresie przedświątecznym, może skończyć… przy stolnicy z pierogami. Gabriela Gaweł i Marc Dubrick opowiadają o tradycjach, różnicach między Polską i Stanami Zjednoczonymi i tym, dlaczego święta oznaczają dla nich przede wszystkim czas spokoju i rodziny.

Z okazji świąt Akademia Triathlonu przygotowała serię kilku szybkich pytań dotyczących tego okresu. Tym razem mieliśmy okazję przepytać Gabrielę Gaweł i jej partnera, Marca Dubricka, który na co dzień mieszka i trenuje w USA. Jak wyglądają polsko-amerykańskie święta? Czym się różnią?

GB: Team choinka żywa czy sztuczna?

Gabriela Gaweł: U mnie w domu zawsze była żywa choinka. Innej nawet sobie nie wyobrażam.

Marc Dubrick: Zawsze żywa. Ścinanie własnej choinki i wspólne dekorowanie to była nasza rodzinna tradycja. Nic tego nie przebije.

GB: Kto u Was przynosił prezenty – Mikołaj, Gwiazdor, czy Aniołek?

GG: Mikołaj 6 grudnia. Marcowi trudno było zrozumieć, dlaczego będąc w Polsce 6 grudnia, dostał prezenty, skoro do świąt jeszcze prawie 3 tygodnie (śmiech).

MD: Święty Mikołaj i Pani Mikołajowa. A co jakiś czas z prezentem wpadał też Bałwanek Frosty.

GB: Widzieliśmy na stories, że Marc lepił w Polsce pierogi… jak mu poszło? Jak ocenia nieodłączne danie polskich świąt?

GG: Uważam, że jak na pierwszy raz poszło mu bardzo dobrze. Były trochę płaskie, ale myślę, że się wyrobi (śmiech). Nie mógł uwierzyć jakie ilości potrafi na raz zrobić moja mama.

MD: Mama Gabi stwierdziła, że urodziłem się do lepienia pierogów (śmiech). Zrobiłem może z 15, ale przez trzy tygodnie zjadłem pewnie ze 100 i mógłbym je jeść na okrągło. Moje były trochę „oszczędne” w ziemniaki.

GB: Czy jest jakaś świąteczna tradycja, która zaskoczyła Cię w Ameryce, Gabrielo? I odwrotnie – czy jest jakaś nasza polska tradycja, która zaskoczyła Marca?

GG: Nie tyle tradycja, ile podejście ludzi w US do świąt. W Polsce jest wszystko „pod krawatem”, zgodnie z tradycją, dosyć sztywno (do pewnego momentu), a tam raczej jest to miłe, luźne spotkanie, przy stole albo przy kominku. Dostałam informację, że na pierwszy dzień świąt mam przygotować ulubione piżamy, bo tak właśnie spędzimy cały dzień i szczerze nie mogę się doczekać!

MD: W tym roku święta spędzamy z moją rodziną, ale w przyszłym roku bardzo chcę przeżyć prawdziwe polskie święta. Słyszałem już legendy o karpiu w wannie, ale nie widziałem, żeby Gabi chodziła na ryby… możliwe, że poczekali, aż wyjadę. Dam znać za rok.

GG: Nie przypominam sobie u mnie nigdy karpia w wannie. Także spokojnie (śmiech).

MD: W USA święta to prawdziwy miks tradycji. Pierwszy dzień świąt to głównie siedzenie przy kominku, jedzenie i granie w gry z rodziną. A że mamy dwuletnią siostrzenicę i rocznego bratanka, w tym roku wszystko kręci się głównie wokół nich. Wigilia jest u nas trochę bardziej oficjalna – kościół, a potem kolacja z rodziną od strony mamy.

GB: Która polska potrawa okazała się największym zaskoczeniem dla Amerykanina? Odwrotnie – czy w USA jest jakieś świąteczne jedzenie, które kompletnie nie trafia w polski gust?

GG: Ciężko mi powiedzieć. Nie jem mięsa, więc dla mnie zawsze jest przygotowane osobne/nieświąteczne menu (śmiech).

MD: Spróbowałem naprawdę wielu polskich specjałów. Byliśmy też na kilku jarmarkach świątecznych i mogę powiedzieć, że jak najbardziej polska kuchnia skradła moje serce. Pomogło też, że mama Gabi jest niesamowitą kucharką i zrobiła sobie osobistą misję, żeby mnie porządnie „utuczyć” poza sezonem. Udało się jej.

GG: Nie polubiłeś oscypka z żurawiną!

MD: To prawda. Nie mogłem skończyć. Nigdy więcej.

GG: Za rok pójdziemy o krok dalej i spróbujesz chleba ze smalcem i skwarkami. Zobaczymy wtedy.

fot. Gabriela Gaweł – archiwum prywatne

GB: Czy jest w świętach coś, co Was naprawdę denerwuje? A może właśnie wtedy najłatwiej jest złapać dystans?

GG: Moja mama to klasyczna polska mama, która im bliżej do świąt tym jest bardziej zestresowana, że brakuje na wszystko czasu – więc chyba jedyne co mnie denerwuje to właśnie to przedświąteczne napięcie.

MD: Mnie raczej nic mnie nie denerwuje. Nie trenuję wtedy dużo, jakieś 1 – 2 godziny, dzięki czemu mam bardzo dużo czasu dla rodziny co jest dla mnie niezwykle ważne, bo bardzo rzadko się z nimi spotykam w ciągu roku.

GB: „Kevin sam w domu” – tandeta czy tradycja?

G&M: Tradycja!

GB: Jaka potrawa wigilijna jest według Was najlepszą podkładką pod świąteczny trening? Macie jakąś ulubioną – lub odwrotnie, taką, której nie lubicie?

GG: Chyba nikogo nie zaskoczę, jak powiem, że najlepsze byłyby pierogi i serniczek. Raczej nikt nie wpadnie na pomysł jedzenia ryby przed treningiem (śmiech).

MD: U nas zazwyczaj króluje ogromny filet wołowy z niesamowitymi dodatkami. Totalny top może niekoniecznie na chwilę przed treningiem, ale jako solidne paliwo się sprawdza. I domowe cannoli, o tak! To świetnie by się sprawdziło.

GB: Gdybyście mieli gwarancję, że Mikołaj przyniesie Wam jedną rzecz pod choinkę, to co by to było?

GG: W naszej sytuacji to chyba bon na nielimitowane loty.

MD: Zdecydowanie.

fot. Gabriela Gaweł – archiwum prywatne

GB: Jest jakaś historia związana ze świętami, którą szczególnie zapamiętaliście?

GG: Kilka lat temu, parę tygodni przed świętami, uciekło nam kilka zwierząt z zagrody (moja rodzina hoduje daniele i baranki). W trakcie kolacji wigilijnej ktoś zadzwonił do domofonu – okazało się, że zauważył zwierzęta kręcące się przy ogrodzeniu. Tak że… wróciły dosłownie na święta

MD: Ja zawsze będę pamiętał, że pozostałości papieru po rozpakowaniu prezentów, kończyły jako kulki do bitwy.

GB: Jaki jest Wasz sposób na spalenie świątecznych kalorii?

GG: Ja jakoś nie przejmuję się zbytnio tymi kaloriami. I tak w okresie świątecznym trenuję, więc fajnie mieć jakieś urozmaicenie w menu.

MD: Po bardzo długim sezonie i z kolejnym równie długim przed sobą, kilka dodatkowych kilogramów poza sezonem absolutnie mi nie przeszkadza, więc nie planuję nic specjalnego.

Grzegorz Banaś
Grzegorz Banaś
Redaktor. Lubi Lionela Sandersa i nowinki technologiczne. Opisuje ciekawe triathlonowe historie, bo uważa, że triathlon jest wyjątkowo inspirującym sportem, który można uprawiać w każdym wieku. Fan dobrej kawy i książek Jamesa S.A. Corey'a.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
53,200SubskrybującySubskrybuj

Polecane