Cisnąć bez spiny. Maciej Bruździak o przepisie na progres, gorącym Samarkand i ściganiu w WTCS

Start z przodu, bez spiny w głowie, ale z głodem walki. Maciej Bruździak w Samarkand wystartował z luzem, który dał mu siłę. W rozmowie z Akademią Triathlonu na chłodno analizuje ostatnie zawody i zapowiada też powrót na zawody najwyższej rangi – WTCS!

Maciej Bruździak wysokim 8. miejscem w Samarkand zdobył kolejne punkty w światowym rankingu i awansował na 61. miejsce. Jest blisko celu, jakim na ten sezon jest TOP50. Rozmawiamy z nim o założeniach na rywalizację w Uzbekistanie, taktyce podczas wyścigu, a także planach startowych, które uwzględniają ściganie się w WTCS.

Podejść do startu z większym luzem

Bruździak ten sezon rozpoczął znakomicie. Podczas mistrzostw świata SuperTri w Londynie zajął 3. miejsce. Później uplasował się na 33. miejscu w pucharze świata w Chengdu. Z tego wyniku nie był zadowolony – zabrakło luzu, a rezultat z Londynu zwiększył apetyt na kolejny mocny start.

Za bardzo zasugerowaliśmy się z teamem tym, jak wyglądają moje treningi i jak wyszedł start zrobiony z treningu w górach. Już z Londynu byliśmy zadowoleni, a wiedzieliśmy, że nie jestem jeszcze w pełnym gazie. Spodziewaliśmy się dużo więcej po mnie, jeśli chodzi o start w Chengdu, a on nie wyszedł kompletnie po naszej myśli – mówi.

Reprezentant Polski miał też w głowie możliwość startu w prestiżowych zawodach WTCS. Warunkiem było zajęcie 5. miejsca w Chengdu. Jednocześnie miał świadomość, że stać go na wysokie miejsce. Wraz z teamem analizował zeszłoroczne wyniki i wiedział, że może pobiec szybciej od rywali. Ostatecznie chińskie zawody były cenną lekcją – zawodnik mówi, że postanowił nieco mniej stresować się punktami i pozycjami, startując na większym luzie.

Było trochę tak, że nadmuchaliśmy ten balonik. Oczekiwania były wysokie w stosunku do startu w Chengdu, a wyszło, tak jak wyszło. Zeszło mi troszeczkę ciśnienie z głowy i pomyślałem, że trzeba się tym bardziej bawić, wyrzucić stres z głowy, myśleć mniej o miejscach i punktach.

ZOBACZ TEŻ: Samarkand: Maciej Bruździak na 8. miejscu pucharu świata!

fot. World Triathlon

Gorący wyścig i małe kroki

Dlatego też do wyścigu w Uzbekistanie Bruździak podszedł z większym luzem, bez oczekiwań, próbując ograniczyć cały przedstartowy stres. Wraz z trenerem wyznaczył sobie małe cele. Jednym z nich było bardzo mocne rozpoczęcie pływania, aby czołowa grupa nie uciekła mu, jak w Chengdu.

Jeden cel sobie sam wyznaczyłem: wskoczę do wody i do pierwszej bojki płynę, ile mam sił, aby być pierwszym lub drugim, być w czołówce. W Chengdu w pewnym momencie pozwoliłem sobie na takie odpuszczenie i rozluźnienie się. A powinienem zostać na mocnym tempie i może bym nie pozwolił, aby grupa mi nie uciekła. Uznałem, że tego błędu po prostu nie popełnię.

Planem było więc, aby na pływaniu trzymać się z przodu. Bruździak wiedział, że dobrze popłynie Marton Kropko. Przed sobą spodziewał się Marcusa Dey’a (ostatecznie płynął za Polakiem) oraz Igora Dupuisa. Kropko narzucił mocne tempo i „był tego dnia w gazie”, a rywalom było trudno utrzymać jego nogi, co przyznali już po zawodach. Bruździak był jednak z pływania zadowolony, bo spełnił założenie przedstartowe – był w ścisłej czołówce.

Drugim celem była kwestia „mądrego rozegrania roweru”. W przypadku ucieczki Bruździak chciał walczyć, aby ją utrzymać, ale jednocześnie zadbać o to, aby nie przesadzić. Okazało się, że grupa nie była jednak skora do zbyt dużej współpracy, a niektórzy zawodnicy wręcz „przeszkadzali” w ucieczce.

Rozmawiałem później ze swoim teamem i opowiedziałem o takich przykładowych sytuacjach. Chciałem to rozegrać mądrze. W momencie, gdy jeden zawodnik, który miał mieć zmianę (prowadząc ucieczkę), nie wchodził na tę zmianę, to zaczynałem na niego krzyczeć i zostawałem dokładnie za nim, dopóki nie wszedł na tę zmianę. Wtedy też nie wchodziłem na zmianę i zostawałem z tyłu, żeby wiedział, że ja nie jestem tam, aby pociągnąć całą grupę.

Przyznaje, że sytuacja była inna niż np. w Tongyeong, gdzie uciekał z Dyllanem McCuloughiem i ostatecznie zajął tam 3. miejsce. W tamtym przypadku rywalowi zależało na ucieczce i zawodnicy ustalili, że będą zmieniali się co minutę. W Samarkand było widać, że część tej grupy próbuje po prostu oszczędzać siły.

Ruszyć na bieg w czołówce

Ostatecznie reprezentant Polski był zadowolony. Ucieczka utrzymała przewagę około 30 sekund, a on nie „zajechał nóg”. Trzecim założeniem było wyjście w czołówce (TOP3) na bieg. Z T2 Bruździak wybiegł pierwszy „co dawno mu się nie zdarzyło” (poprzednio w Balikesir na mistrzostwach Europy). Był więc zadowolony.

Od tego momentu się zupełnie inaczej biegnie. Ta sytuacja jest niepodobna do tej z Chengdu, gdzie jechałem na topowych miejscach u góry grupy, a wybiegłem jako jeden z ostatnich, bo zamotałem się z butami czy podnosiłem czapkę.

Początek biegu był jednocześnie realizacją kolejnej części planu. Bruździak chciał cały pierwszy kilometr „przytrzymać z osobą, która nadaje tempo”. Tym zawodnikiem był Marton Kropko. Polak uznał, że to tempo jest jednak za szybkie i zwolnił. Czy był to błąd? Mówi, że o tym będzie można zdecydować za jakiś czas.

Uznałem, że jestem wysoko i można walczyć o jakieś punkty. To jest bardzo ciepły wyścig, na którym mogą się zdarzyć jakieś skurcze i kolki, a jeszcze było 10 km do przebiegnięcia. A chciałem też ten bieg przebiec mądrze. Jak będę miał pewniejszą pozycję w rankingu, to może będę podejmować bardziej ryzykowne decyzje, np. przebiegnę z nim całą pętlę np. 2,5 km, jak w przypadku tych zawodów.

Bruździaka wyprzedził też Igor Dupuis, ale na mecie to Polak był wyżej (Francuz zajął 11. miejsce). Oprócz Kropko, który był 2. w zawodach, Bruździak z grupy ucieczkowej uplasował się najwyżej.

Byłem zadowolony, że pomimo większej pracy niż ta, którą robiły grupy pościgowe, byłem w stanie utrzymać pozycję. Ogólnie miałem 14. czas biegu. To były też ciepłe zawody, a więc z tego czasu jestem zadowolony. Trasa była mimo wszystko dłuższa niż w Chengdu. Tak to odczułem, było to widać po czasach biegów chłopaków, chociaż ta trasa była też cięższa niż w Chengdu.

Źródło: Maciej Bruździak – Instagram

Historyczny ranking i „powrót” na WTCS

Po zawodach w Londynie Bruździak przesunął się na 86. miejsce w światowym rankingu. Teraz awansował na 61. pozycję. Goni historyczny wynik Marka Jaskółki, który był ostatnim Polakiem w TOP100. Najwyżej plasował się na 49. miejscu. Bruździak jest na dobrej drodze, aby poprawić ten wynik.

Założyliśmy sobie, że w tym sezonie będę około 50. miejsca pod koniec sezonu. Tymczasem mamy początek sezonu, a ja jestem już blisko tego celu. Uważam to za bardzo duży sukces całego teamu i nie mogę się doczekać kolejnych zawodów.

W tym roku Bruździak będzie ścigał się w prestiżowych zawodach WTCS. Nie każdy chyba wie, że ma już za sobą debiut w wyścigach takiej rangi. Wystartował w nich w 2021 roku w Hamburgu.

Zdecydowanie nie byłem gotowy, żeby się ścigać na WTCS. Wiemy, że mam tam jedne zawody, w których miałem DNF. Kiedy wskakiwałem na rower, to połamałem sztycę – wspomina.

Drugim takim wyścigiem było WTCS Abu Dhabi, gdzie Bruździak zajął 45. miejsce. Wspomina, że wtedy dostał się na listę przed „podmiankę” i nie zapamiętał zawodów najlepiej. Jak podkreśla, że uważa tych kilku lat za przerwę od startów. Czuje się jakby miał tak naprawdę zadebiutować w WTCS, kiedy jest na to naprawdę gotowy.

Nazwałbym to taką gotowością do ścigania. Czuję się, jakbym miał zadebiutować jeszcze raz. Jaram się i mam nadzieję, że te starty pójdą mi dobrze. Podejście mam niezmiennie takie same – będę się tym bawił, czerpał radość z zawodów i kolejnych miejsc. Wszystko się świetnie układa!

Za dwa tygodnie Maciej Bruździak wystartuje na pucharze Europy w Rzeszowie. Mówi, że jest tam dość specyficzna trasa i zawodnicy również się podzielą i ucieczka może być znacznie większa.

Na tych zawodach jest dość wąsko, a więc tam nie zdarzało się, aby jechał jeden wielki peleton, jak przykładowo w Olsztynie. Zrobię wszystko, aby na pływaniu podzielić ten wyścig – obiecuje.

Jeśli chcecie w ten weekend spotkać się, przybić piątkę lub porozmawiać z reprezentantem Polski, to możecie to zrobić podczas JBL Triathlon Sieraków. Bruździak w sobotę i niedzielę będzie na zawodach – wystartuje w sztafecie charytatywnej.

Grzegorz Banaś
Grzegorz Banaś
Redaktor. Lubi Lionela Sandersa i nowinki technologiczne. Opisuje ciekawe triathlonowe historie, bo uważa, że triathlon jest wyjątkowo inspirującym sportem, który można uprawiać w każdym wieku. Fan dobrej kawy i książek Jamesa S.A. Corey'a.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
53,200SubskrybującySubskrybuj

Polecane