ADHD to nie tylko nadmiar energii. Również wewnętrzny chaos, który czasem pcha do przodu, a czasem rzuca kłody od nogi. Wojciech Hunkiewicz, triathlonista z ADHD opowiada o głodówkach, startach i błędach w poszukiwaniu własnej drogi.
Aleksandra Bodnar: Triathlon uprawiasz od kilku lat. Jesteś zawodnikiem z ADHD. Często uważa się, że ADHD to po prostu nadmiar energii, nadpobudliwość ruchowa – coś, co przechodzi z wiekiem i dotyczy głównie małych chłopców. Mówi się też, że jeśli ktoś znajdzie ujście dla tej energii, to świetnie – i że w takim przypadku triathlon może być idealnym rozwiązaniem. Czy rzeczywiście tak to wygląda?
Wojciech Hunkiewicz: Przede wszystkim trzeba powiedzieć jasno – z ADHD się nie wyrasta. To nie jest coś, co mija z wiekiem. ADHD ma różne poziomy natężenia – czasem objawia się mocniej, czasem słabiej.
Żeby nie wchodzić w naukowe tłumaczenia, powiem to po swojemu: to biologiczne zwężenie kanalików w mózgu. Te kanaliki nie przepuszczają odpowiednich enzymów, dopaminy.
Człowiek z ADHD może wyglądać na spokojnego, siedzi sobie, nic nie mówi, ale w środku się gotuje. Czasem to widać na zewnątrz, czasem nie. To nie jest tak, że tylko ten, kto macha rękami i nie potrafi usiedzieć, ma ADHD. Ten, kto wygląda na cichego, zamkniętego w sobie introwertyka, też może je mieć!
Ja jestem tym typem, który gestykuluje, dużo mówi. Kiedyś myślałem: „fajny jestem, żywy, towarzyski gość”. Tyle że kiedyś nie było ADHD – nikt o tym nie mówił. Urodziłem się w 1972 roku i dla mnie to była nowość. A szum w głowie, który z tym idzie, potrafi być naprawdę uciążliwy. Ludzie z ADHD są często przewrażliwieni, bardzo wrażliwi na swój temat. I często się zakochują. Ja zakochiwałem się i odkochiwałem wiele razy.
Zakochałem się też w sporcie – i to uczucie zostało. Od dziecka mnie do tego ciągnęło. Właziłem na drzewa, grałem w piłkę, chociaż byłem w nią bardzo słaby. Ale zawsze chciałem grać. Nie każdy sport jest odpowiedni dla osób z ADHD. Pytałaś, czy takim sportem jest triathlon?
Tak, triathlon jest doskonałym sportem dla osoby z ADHD. Są całe grupy sportów, w których ludzie z ADHD się realizują.
AB: A jakie cechy triathlonu sprawiają, że jest tak dobry?
WH: Muszę tutaj wspomnieć jeszcze coś ważnego o osobach z ADHD — to ludzie, którzy się szybko nudzą. Czyli wykonują jedną czynność, którą muszą zmienić. On musi wstać, on musi gdzieś iść, coś zmienić.
I właśnie dla takich osób jak my – będących w triathlonie – to sport idealny. Tu nie ma monotonii. Mamy pełną gamę różnych aktywności: siłownia, treningi funkcjonalne, bieganie, rower – i to wszystko w różnych intensywnościach. To mnie wciągnęło i cały czas kręci.Do tego same triathlony też są bardzo różnorodne: od 1/8, przez połówki, aż po ultratriathlony.

AB: Mówisz, że osoby z ADHD szybko się nudzą. A przecież triathlon to sport bardzo uporządkowany. Treningi są długie, często powtarzalne. Te jednostki potrafią być przecież dość monotonne. Jak to się ma do siebie?
WH: Ludzie się czasem dziwią, kiedy mówię, jak wygląda mój trening. Słyszę: „Ja wolę trenować na zewnątrz” – jasne, ja też lubię. Ale potrafię długo jeździć w mojej „dziupli”, czyli w garażu. Wszystko zależy od tego, jaka to jednostka treningowa i jakie mam zadanie.
Kiedy trening ma konkretny cel, to się na nim skupiam. Ale jeśli mam długi, spokojny rozjazd, to robię wtedy różne rzeczy naraz – oglądam filmy, chyba już wszystko na Netfliksie widziałem. Słucham podcastów, czasem nawet płacę faktury. Dzięki temu się nie nudzę. Bo gdybym miał tylko siedzieć i kręcić, to bym oszalał.
AB: W Twoim przypadku ważne jest to szybkie nudzenie się, przeskakiwanie między zadaniami, ale też to, że często robisz rzeczy szybciej, niż zostały zaplanowane. Trener daje Ci zadanie, a Ty już jesteś z nim gotowy. Czy to przeszkadza we współpracy?
WH: To zawsze coś komplikuje. Mógłbym zajść dalej sportowo, bo czasem robiłem czegoś za mało, a czegoś za dużo. Przeważnie za dużo. Kiedy odwoływałem trening, to próbowałem go później nadrobić. Przykładowo robiłem dwa razy bieganie: jedno po drugim. To było zupełnie bez sensu, wręcz szkodliwe.
Szczerze mówiąc, to jest meczące. Człowiek taki jak ja, ciągle potrzebuje bodźców. Mój mózg non stop czegoś szuka – potrzebuje dopaminę. A ona pojawia się, kiedy coś zrobisz. Po wykonanym treningu czuję ulgę.
Jeśli jednak nie zrobię zadania, to mam wyrzuty sumienia. Zaczynam się „biczować”. Pewnie trener mógłby mi powiedzieć: „nie rób tego, odpuść, bo źle się z tym czujesz. Ale jak i tak czuję, że muszę to nadrobić. Kiedy z kolei zrobię zadanie dobrze, to mam taki moment „wow”! Wtedy czuję dopływ dopamin w głowie.
AB: I na jaki czas takie uczucie wystarcza? Domyślam się, że pewnie na krótko?
WH: Uczucie satysfakcji? Starcza do drugiego dnia. Później trzeba znowu siąść na trenażer i kręcić. Trenuję już wiele lat. Wcześniej tę moją wewnętrzną potrzebę działania dawały mi dzieci. Byłem w ciągłym ruchu – coś się działo.
Później przyszedł przełomowy moment. Miałem poważny problem z kręgosłupem. Trafiłem w końcu na stół operacyjny. Wcześniej rozwaliłem sobie go, przenosząc skalniak, który wcześniej sam założyłem. Po prostu mi się nie podobał.
Powiedziałem sobie wtedy, że „jeśli po operacji wszystko się dobrze skończy, muszę zrobić coś wielkiego”. Co może przyjść do głowy takiemu facetowi? „Dobra – przebiegnę maraton” – pomyślałem.
Obudziłem się po operacji i wszystko było w porządku. Zrobiłem, to co zaplanowałem. W tym czasie schudłem 17 kilogramów, zacząłem trenować. Przebiegłem pierwszy maraton, potem piąty, dziesiąty, piętnasty. Połówek nawet nie liczę. Ale w końcu mi się znudziło.
Wjechał rower MTB. Jazda w górę, w dół, zakręty. Tam było tyle zmienności. Myślałem: „Ale to jest fajne!”. No i… znudziło mi się.
W taki sposób odkryłem triathlon. To było coś! Od razu zapisałem się na zawody. Pierwszą „połówkę” zrobiłem w 5,5 godziny. Zacząłem szukać trenera i trafiłem na Maćka Bodnara.
Ten etap mojego życia trwa do dziś. Nie chcę go kończyć. Nadal chcę startować, choć nie z taką intensywnością jak kiedyś. Wtedy to ADHD pchało mnie do przodu. Było wciąż dalej i szybciej, ale ja nie wiedziałem jeszcze, że je mam. Całe życie było przecież trochę „pod górkę” – byłem również krnąbrny i niepokorny.
A na końcu okazało się, że ci ludzie, którzy swoje doświadczenia opisali gdzieś na 32. stronie książki, mieli jednak rację. Teraz planuję może 5-6 startów w roku. To mi wystarcza.

AB: Czyli osoby, które mówiły Ci, żebyś nie startował tak często – jak trener Bodnar – miały rację? Zajęło Ci trochę czasu, żeby to zrozumieć?
WH: Tak, dokładnie. W pewnym momencie po prostu się w tym swoim sporcie przepaliłem. Zmęczyło mnie to. Już mi się nie chciało.
Co się okazało? Zacząłem stawać na podium w kategorii M50. I nagle każda porażka, każde zejście z pudła robiło mi taki bałagan w głowie, że traciłem całą radość. Nie miałem już z tego frajdy. To przestało być przyjemnością.
AB: Czyli poczułeś smak sukcesu, ale później było już gorzej?
WH: Było coś takiego, że zacząłem się bać. Byłem spięty. Pytałem siebie: „A co, jeśli się nie uda”. W ciągu ostatniego roku wszystko sobie przewartościowałem. Obecnie to miejsce na podium nie ma już dla mnie takiego znaczenia. Chcę się cieszyć chwilą, dobrze się bawić i mieć wokół siebie fajnych ludzi.
I wiesz co? Obserwuję wiele osób, które przechodzi podobną drogę. Cała masa osób ma ADHD i nawet o tym nie wie! Mój syn, który funkcjonuje w jeszcze większym spektrum ADHD, trenuje judo. I to akurat jeden z tych sportów dobrych dla osób z ADHD.
AB: A jakie sporty się u nich nie sprawdzają?
WH: Jak się okazuje – często są to sporty zespołowe.
AB: Dlaczego?
WH: Mówiąc szczerze – ja po prostu się w tym nie odnajduję. Mówię tutaj o sobie, z własnej perspektywy. Podejrzewam też, że takie sporty jak joga czy tai-chi byłyby dla mnie trudne. Mam poczucie, że to byłaby strata czasu. Ale to tylko moje odczucie – są przecież ludzie, którzy świetnie się w tym odnajdują.
AB: Czyli mówisz jednak głównie o swoich doświadczeniach. W sportach zespołowych trzeba czasem na kogoś poczekać lub się zgrać z drużyną. Może w tym tkwi problem?
WH: Może tak. Nie mam pod ręką żadnych badań, ale jeśli chodzi o mnie – to prawda. Jazda na rowerze czy bieganie to takie dyscypliny, w których czasem po prostu nie chcę mieć nikogo obok. Choć jestem bardzo towarzyski, to na treningach lubię być sam. To daje mi spokój i kontrolę.
AB: A zrobiłeś kiedyś coś głupiego w triathlonie? Coś, co wydawało Ci się słuszne, o czym przeczytałeś albo znajomi lub trener powiedzieli, że to mało sensowne, ale Ty postanowiłeś jednak sprawdzić, bo pomyślałeś: „Co mi tutaj ktoś będzie gadał”. Były takie momenty?
WH: Próbowałem różnych głodówek. W pierwszych trzech dniach głodówki czułem się jak wystrzelony w kosmos. Miałem niesamowity poziom energii. Jestem raczej typem “okrągłego” człowieka – wyglądam jak taka kula. Raz bardziej napompowana, a raz mniej.
Zawsze starałem się dążyć do optymalne wagi. Jak zacząłem uprawiać ten sport, to nigdy już tej idealnej wagi nie osiągnąłem. Po operacji ważyłem około 72 kilogramy. Później ważyłem pomiędzy 78-80. Nawet bliżej 80 kg. Dlatego próbowałem takich durnot.
AB: Czy takie sytuacje przepracowałeś sobie w głowie? Odnoszę wrażenie, że czasem nie wystarczy tutaj jeden błąd. Musi powtórzyć się kilkukrotnie?
WH: Dokładnie tak! (śmiech). Czasem muszę się sparzyć kilka razy, żeby naprawdę coś do mnie dotarł. I choć wiem, że ktoś miał rację (jak trener Maciek Bodnar), to muszę sprawdzić to na własnej skórze. Taki już jestem.
AB: Podobno masz na koncie też kilka błędów żywieniowych…
WH: Cały czas popełniam błędy żywieniowe. Mimo że planuję wszystko rozsądnie, słucham zaleceń, staram się działać racjonalnie, to w trakcie zawodów i tak coś zawalę.
Nawet ostatnio, podczas Hardej Suki, byłem przekonany, że jem cały czas. Na szczęście regularnie brałem salt sticki – i to mnie trzymało. Ale prawda jest taka, że przez ponad 20 kilometrów po górach nie przyjąłem już nic więcej. Tylko woda i elektrolity. A przecież powinienem normalnie jeść, dostarczać energię.
Na Krzyżnem szedłem już praktycznie na oparach. Błędy, błędy, błędy… Człowiek cały czas się uczy.
AB: Czyli to nie jest kwestia braku wiedzy?
WH: Nie, mam wiedzę. To nie wynika z ADHD. Raczej z indywidualnych uwarunkowań i konkretnych zawodów. Nie chciałbym tego generalizować. ADHD pcha mnie mocno do przodu, napędza mnie, ale to nie jest tak, że przez ADHD źle się odżywiam albo że to ono pchnęło mnie do tej długiej głodówki. Takie błędy to raczej efekt decyzji, braku rozsądku w danym momencie, czasem emocji.
Na Hardej Suce miałem świetny support. Pomimo tego powiedziałem sobie „nie” i jadłem tylko salt sticki. To była moja decyzja, a nie brak wiedzy.
AB: A pamiętasz taki trening, gdzie przegiąłeś na maksa. Za długo i za bardzo intensywnie, bo tak sobie wymyśliłeś? (śmiech)
WH: Jasne! To były ostatnie treningi przed Hardą Suką. Bardzo wyczerpujące. Chciałem sprawdzić, czy dam radę.
To jest dokładnie to, o czym mówi Maciek. „Nie przeginaj w weekend. Po co Ci tyle startów? Po zawodach trzeba się odbudować, trenować mądrze, dokładać cegiełka po cegiełkę, a nie się zajeżdżać”.

AB: A Co teraz? Był przez wiele lat triathlon. Teraz była Harda Suka. Co teraz planuje Wojciech Hunkiewicz?
WH: Już 3 sierpnia startuję na pełnym dystansie w Kórniku. Dzisiaj czuję się świetnie, zaczynam końcówkę przygotować. Nie będę już wiele trenować – przecież trzeba będzie robić tapering.
Triathlon zostaje. To jest pewne. Pływanie, które lubię. Rower. Bieganie. Będę dalej się pojawiał, także na teamowych obozach triathlonowych MBC, jeśli tylko będą.
A plan, który naprawdę chciałbym zrealizować? Race Around The Poland. Nie pamiętam, ile to jest dokładnie, chyba 3.000 kilometrów w tej chwili. To jest ultrawyścig kolarski wokół Polski.
AB: Dlaczego chcesz go zrobić?
WH: Bo to jest “WOW!” Przejadę wokół Polski. Jeszcze nie wiem, czy z supportem, czy bez. A w kolejnym roku wrócę do triathlonu. Zbliżam się do magicznej liczby 55 lat, czyli nowej kategorii. Może wrócimy z Maćkiem do współpracy. Może poleci się coś grubego…
AB: Dziękuje za rozmowę!
Ty oszczędzasz, my tworzymy!
Akademia Triathlonu działa bez stałych sponsorów – wspierasz nas, używając kodu „akademiatriathlonu”. To dzięki Tobie możemy popularyzować i rozwijać triathlon w Polsce oraz tworzyć kolejne angażujące treści!

