Emilia Liputa z apelem do mam triathlonistek: „Nie rezygnujcie, bo warto walczyć o siebie!”

Emilia Liputa mówi, że Malbork to symboliczne miejsce zwieńczenia powrotu do sportu i wiary we własne siły. W tym roku zawodniczka miała w sobie niesamowitą determinację – dotarła na metę pomimo wypadku! Jak wspomina wyścig i co chce przekazać innym mamom?

Podczas tegorocznej edycji mistrzostw Polski Emilia Liputa z czasem 9:55:14 uplasowała się na 5. miejscu, zdobywając złoty medal w kategorii K30. W rozmowie z Akademią Triathlonu zawodniczka opowiada, że hart ducha i wola walki sprawiły, że pomimo problemów, dokończyła wyścig.

Akademia Triathlonu: Przed mistrzostwami Polski pisałaś, że Malbork wzbudza w Tobie wyjątkowe emocje. Opiszesz je?

Emilia Liputa: Jest to wyjątkowa impreza. Malbork to tak naprawdę święto polskiego triathlonu. Cała ta atmosfera, zamek, miejsce, czyni tę imprezę wyjątkową. Dlatego wzbudza we mnie tak duże emocje. Przykładowo to, co teraz się dzieje: witamy na mecie ostatniego zawodnika. Pamiętam, jak dwa lata temu w tym momencie się po prostu się popłakałam. Sam start też jest specjalny. Uroniłam łzę i to nie jeden raz!

AT: Właśnie o start chcieliśmy zapytać. W 2024 roku mówiłaś, że start w Malborku wydawał się czymś abstrakcyjnym. Jak się czujesz teraz, rok później?

EL: Muszę sobie to przemyśleć, bo jestem świeżo po wyścigu. Miałam takie momenty, kiedy zastanawiałam się podczas biegu, czy to dobry pomysł. Miałam ograniczony czas, żeby móc przygotować się do tego wyścigu. Wtedy było to dla mnie coś abstrakcyjnego.

Teraz się urzeczywistniło. Ukończyłam ten wyścig, chociaż było naprawdę ciężko. Na 16 kilometrze biegu zeszłam z trasy. Ale wróciłam! Bardzo się z tej decyzji cieszę.

fot. Michał Buczyński

AT: Mówiłaś, że Malbork jest dla Ciebie zwieńczeniem powrotu do sportu. Wyobrażałaś sobie to w ten sposób?

EL: Nie ukrywam, że miałam trochę lepsze wyobrażenia. Miałam trochę inne oczekiwania wobec tego wyścigu, jeśli chodzi o sam wynik na mecie. Biorę jednak, co jest. Plan minimum wykonany – czas poniżej 10 godzin. Nie ukrywam, że liczyłam na rekord życiowy, bo wiem, że byłam na to gotowa. Miałam jednak wypadek na rowerze i problemy żołądkowe. Myślę, że w tych okolicznościach ten wynik jest dobry.

AT: Mówiłaś w naszej rozmowie „podchodzę do tego startu z dużym spokojem i ciekawością”. Udało się zachować ten spokój?

EL: Tak, zachowałam ten spokój. Pomógł mi w tym również mąż i trener, który był ze mną przez cały dzień. Myślę, że oprócz spokoju, zachowałam również taką zimną krew.

AT: Skoro jesteś tutaj w Malborku, to udowodniłaś, że sport i macierzyństwo można łączyć, prawda? Chciałabyś przekazać coś innym mamom – sportowczyniom?

EL: Tak, mam dla nich wiadomość. Chciałabym pokazać to, że kiedy któraś z Was zostaje mamą dalej jest sobą. Dalej mamy prawo mieć swoje cele i marzenia. Wiem, że momenty po urodzeniu dziecka są bardzo ciężkie. Połóg, burze hormonów… wydaje nam się, że zatraciłyśmy siebie w pewnym momencie. To są ciężkie chwile i ja też je przeżywałam.

Jeśli jednak czyta to jakaś mama, która jest w tej sytuacji: chcę, żebyś wiedziała, że ja też tam byłam. Nie rezygnuj z siebie. Będzie Ci ciężko, ale warto walczyć!

fot. Michał Buczyński

AT: Mimo tych wszystkich przeciwności, których doświadczyłaś, jesteś zadowolona z Twojego startu?

EL: Tak jak mówiłam, jest lekki niedosyt. Zajęłam jednak 5. miejsce Open, złamałam 10 godzin, zajęła 1. miejsce w kategorii wiekowej, a więc jest z czego się cieszyć.

AT: Widzimy się tutaj za rok?

EL: Tego jeszcze nie wiem (śmiech). Na razie za wcześnie, aby o tym mówić. Muszę ochłonąć i odpocząć. Ale jeśli nie na tym dystansie, to na jakimś innym na pewno!

AT: Dziękujemy za poświęcony czas.

Grzegorz Banaś
Grzegorz Banaś
Redaktor. Lubi Lionela Sandersa i nowinki technologiczne. Opisuje ciekawe triathlonowe historie, bo uważa, że triathlon jest wyjątkowo inspirującym sportem, który można uprawiać w każdym wieku. Fan dobrej kawy i książek Jamesa S.A. Corey'a.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
53,200SubskrybującySubskrybuj

Polecane