W 2025 roku Hayden Wilde kompletnie zdominował serię T100, zwieńczając sezon wygraną w wielkim finale w Katarze. Jego osiągnięcie jest tym bardziej spektakularne, że jeszcze kilka miesięcy temu… nie był w stanie zawiązać sznurówki.
Hayden Wilde pewnie wbiega na metę, zostawiając swoich rywali w tle. Na twarzy ma wypisany uśmiech. Właśnie wygrał serię T100. Szósty z siedmiu wyścigów, w których brał udział. Jest bezkonkurencyjny. Taki obraz widzieli wszyscy kibice, śledzący wielki finał w Katarze – obraz, który jeszcze kilka miesięcy temu wydawał się zupełnie nierealny.
Od wymarzonego początku do koszmaru
Sezon 2025 zaczął się dla Haydena Wilde fenomenalnie. Najpierw wygrał zawody WTCS Abu Dhabi, a następnie zwyciężył w T100 Singapur podczas swojego debiutu w serii. Jako zwieńczenie udanego początku przebiegł 10 km w świetnym czasie 27:39. Wszystko zmieniło się jednak zaledwie kilkanaście godzin później. Tuż po wyścigu ASICS Tokyo Speed podczas treningu rowerowego Wilde został potrącony przez samochód. Postawiona diagnoza: przebite płuco, sześć połamanych żeber i uszkodzona lewa łopatka.
Konieczna była operacja. Niemożliwe było jednak przeprowadzenie jej w Japonii, dlatego został przetransportowany do szpitala w Belgii. Łącznie, po niecałych trzech tygodniach od wypadku, przeszedł zabieg – ten trwał 5 godzin.
Wszystko, co działo się dalej, triathlonista postanowił pokazać w mediach społecznościowych. Pierwszy film zamieszczony na YouTube nie napawa optymizmem. Najprostsze czynności są ogromnymi wyzwaniami – od zawiązania butów, przez krojenie kanapki, po położenie się na plecach. Problemem, z którym musi sobie radzić, jest nawet chodzenie.
Jednak triathlonista nie ma zamiaru się poddawać – rozpoczyna rehabilitację. Trudny i mozolny proces. Trzy miesiące później, zaskakuje wszystkich.

To nie był zwykły powrót
Pod koniec lipca Wilde zapowiedział swój powrót – wróci do ścigania… na początku sierpnia. Nie ukrywa swojej frustracji – oglądanie innych zawodników jeszcze bardziej motywuje go do pracy.
Ostatecznie, zgodnie z zapowiedziami, pojawia się w Londynie. Sam fakt obecności na starcie jest niesamowity. To, co dzieje się później, przekracza wszelkie oczekiwania.
W trakcie etapu kolarskiego T100 Londyn Wilde pojawia się w czołówce wyścigu. Na 7 km przed metą, wyprzedza lidera i nie oddaje prowadzenia aż do samego końca. Zaledwie trzy miesiące po kontuzji, która mogła skończyć jego karierę, zalicza jeden z najpiękniejszych powrotów w historii triathlonu.
– Nie obawiałem się samego wyścigu. Znam tych gości, wiem, na jakim są poziomie, znam swój poziom. Chodziło raczej o to, że miałem kontuzję, wróciłem po trzech miesiącach i miałem w tym momencie trochę wątpliwości, czy mogę wrócić na ten poziom. Łatwo jest solo zrobić rower albo bieg, ale złożenie tego w wyścig to inna bajka. To był pierwszy taki wyścig od Singapuru, dlatego starałem się być ostrożny – skomentował Wilde.
5 startów, 5 wygranych
Występ Wilde’a w Londynie był jednak dopiero preludium do tego, co stało się później. T100 French Riviera – wygrana. T100 Hiszpania – wygrana. T100 Wollongong – wygrana. Łącznie – 5 zwycięstw w 5 startach.
Przerywnikiem były jedynie zawody w Dubaju. Kiedy wydawało się, że Hayden Wilde jest na najlepszej drodze do szóstego zwycięstwa z rzędu w serii T100, nieoczekiwanie przegapił zjazd do T2. W efekcie musiał pokonać dodatkowe okrążenie, a następnie odrabiać straty na biegu – na biegu, na którym przestały działać liczniki, a zawody przerodziły się w chaos.
Wyścig w Dubaju nie zmienił jednak wiele w kontekście zbliżającego się wielkiego finału. Tuż przed startem w Katarze triathlonista zajmował 1. miejsce w klasyfikacji generalnej z idealnym bilansem 140 maksymalnych możliwych do zdobycia punktów.
„Rok, który zapamiętam na długo i który nauczył mnie wielu rzeczy”
Finał okazał się formalnością. Wilde skutecznie realizował swoją taktykę. Na pływaniu wyszedł nieco w tyle. Tylko, po to, żeby na rowerze i biegu uciec swoim rywalom.
Ostatecznie z czasem 3:06:08 przekroczył linię mety. Został nowym mistrzem świata T100. Wygrał 6 z 7 startów, w których brał udział. I jak przyznał, wciąż nie może uwierzyć, jaki był ten rok.
– Rok pełen ogromnych wzlotów, potencjalnie kończąca karierę kontuzja. Wciąż nie mogę uwierzyć, jaki był ten rok. Zdecydowanie rok, który zapamiętam na długo i który nauczył mnie wielu rzeczy — zabiorę je ze sobą na resztę kariery. Na teraz: dziękuję wszystkim, którzy byli za kulisami, oraz każdemu, kto śledził tę drogę!! – podsumował.


