Jan Popławski startuje wśród zawodowców już ponad rok. Czego nauczyły go kolejne wyścigi? Mówi, że zrozumiał, że zamiast założeń trzeba czasem „lecieć yolo”. Rozmawialiśmy z zawodnikiem o najbliższym starcie i dążeniu, aby Ironman stał się jego koronnym dystansem.
W najbliższy weekend zawodnicy rozpoczną rywalizację o kwalifikacje na mistrzostwa świata w Konie – wystartują w IRONMAN Szwajcaria. Na liście są Michał Grabowski oraz Jan Popławski. Przed zawodami rozmawialiśmy krótko z drugim z zawodników o tym, jakie ma plany, jak chce podejść do najbliższego startu i co myśli o początkach w kategorii PRO.
Uczy się długiego dystansu
W tym sezonie Jan Popławski startował między innymi na połówkach w Warszawie oraz Krakowie. Pod koniec czerwca rywalizował również w IRONMAN Frankfurt, gdzie zajął 25. miejsce. Zawodnik mówi, że nie dzielił tegorocznego sezonu na konkretne części – możliwe, że zobaczymy go jeszcze Poznaniu (na połówce IRONMAN) i MP w duathlonie (Radzyń Podlaski). Start w Thun będzie natomiast cenną lekcją dotyczącą długich dystansów.
– Ironman Thun traktuję jako kolejną naukę dystansu długiego. Jestem zawodnikiem, który potrzebuje kilku prób na danym dystansie, żeby czuć się na nim dobrze. Z połówką Ironmana zeszło mi chyba 3 lata (śmiech) – mówi.
Dwa lata temu w Thun wygrał Jan Van Berkel, w TOP10 był między innymi Andrea Salvisberg. W tym roku na liście startowej są mocniejsze nazwiska: Cam Wurf, Fred Funk i inni. Popławski mówi, że odpowiada mu profil trasy (są przewyższenia, jest pagórkowata), ale dużą rolę okaże pogoda.
– W 2023 roku wynik 8:29 (taki jak moja życiówka) dawał 10 miejsce. Tylko kilku zawodników złamało 8 godzin. Profil trasy bardzo mi odpowiada. Czuję się mocny na podjazdach, na zjazdach może nie jestem mistrzem, ale nie odstaję. Na pewno dużą rolę odegra pogoda. Jeśli będzie padać to trzeba będzie mocno uważać – mówi.

W tym sezonie Jan startował na kilku dystansach. Rywalizował na 1/4 w zawodach Garmin Triathlon Tour, były wspomniane połówki i start na pełnym. Starty na długich dystansach nie są tylko próbami i ciekawością. Jest to przygotowanie pod to, aby specjalizować się właśnie w Ironman.
– Dążę do tego, aby moim koronnym dystansem był Ironman. Jednak jeszcze trochę potrwa, zanim się przestawię. W tym sezonie rzeczywiście startowałem na każdym dystansie. Koronnym trzeba nazwać dystans, w którym cały wyścig jestem w stanie utrzymać swoje „cyferki” czyli na 1/4 IM . Na 1/2 IM wyraźnie zwalniam w drugiej części biegu, więc nie mogę powiedzieć, że to mój dystans.
Profesjonalista i realista
Start we Frankfurcie był niewątpliwie konkretną lekcją, z której chciał wyciągnąć wnioski. Przykładowo na rowerze miał moment, w którym po pogoni za rywalami czuł się słabo, ale zmiana strategii na 2. pętli przyniosła efekty. Bieg rozpoczął dobrze, ale na końcu „walczył już o przetrwanie”. Popławski znany jest z dość restrykcyjnego podejścia do swoich wyścigów. Podkreśla, że jest po prostu realistą – nie chce udawać, że coś wyszło świetnie, skoro jest inaczej.
– Często słyszę, że jestem dość krytyczny. Szczerze mówiąc, to tak nie uważam. Potrafię się docenić, jeśli wiem, że coś zrobiłem dobrze. Jestem realistą i jeśli coś nie idzie, to nie udaję że wszystko jest pięknie.
W Frankfurcie na mecie miał czas 8:29:47. Warunki nie były idealne, ale poprawił życiówkę, startując w rywalizacji z bardzo mocnymi zawodnikami. Jak mówi, widzi jeszcze spore pole do polepszenia wyników.
– Myślę, że wszystko mogę poprawić. We Frankfurcie było pływanie bez pianek, tu będą na 100% a dla mnie to znacząca różnica. Rower jestem w stanie jeździć 10-15 watów więcej. Bieganie – tu widzę największe pole do poprawy. 3 godziny i 6 minut we Frankfurcie to wynik zdecydowanie poniżej moich możliwości.

Założenia? O tym możesz zapomnieć
Jan Popławski przejście na PRO ogłosił na początku 2024 roku. Zdobywa doświadczenie drugi sezon z rzędu i wyciągnął z tych startów już sporo wniosków. Jeden z nich przedstawił po połówce w Warszawie: nie ma sensu jazda według określonych założeń, bo rywale „lecą, ile mają siły pod nogą”.
– Starty w PRO, szczególnie na 1/2 Ironmana takie właśnie są. Dużo zawodników leci, jakby jutra miało nie być i jeśli się chce im dorównać, to nie można myśleć o założeniach. Przykładowo, w Warszawie jadąc za zawodnikiem, że Szwecji pojechałem przez 30 minut 330 watów. To daje 20-30 watów więcej od tego, gdybym jechał według założeń – obrazuje.
W Pro Series rywalizował na razie jeden raz we Frankfurcie, ale widzi już, że poziom organizacyjny jest tam znacznie wyższy niż w innych zawodach.
– Na pewno cała otoczka tych zawodów jest zdecydowanie na wyższym poziomie. Na takim starcie masz poczucie, że uczestniczysz w czymś dużym.
Wyścig IRONMAN Thun już 24 sierpnia (niedziela). Wyniki Polaków będziesz mógł śledzić w aplikacji IRONMAN.
Ty oszczędzasz, my tworzymy!
Akademia Triathlonu działa bez stałych sponsorów – wspierasz nas, używając kodu „akademiatriathlonu”. To dzięki Tobie możemy popularyzować i rozwijać triathlon w Polsce oraz tworzyć kolejne angażujące treści!

