Jeszcze niedawno był przekonany, że jest za słaby na bycie zawodowym sportowcem. Dzisiaj jest najmłodszym zawodnikiem, który złamał 4 godziny na połówce. W rozmowie z Akademią Triathlonu Jaś Kępiński opowiada, że wyścig w Bahrajnie był skrajnie wyczerpujący i daleki do ideału, ale daje mu siłę i wiarę na przyszłość.
Podczas zawodów IRONMAN Bahrajn na połówce 19-letni Jaś Kępiński złamał 4 godziny jako najmłodszy zawodnik na świecie. Start na Bliskim Wschodzie postawił go – jak sam przyznaje – na granicy fizycznej i mentalnej wytrzymałości. Jak przebiegała rywalizacja? Z czego ją najlepiej zapamięta i jakie ma plany?
GB: Jak czujesz się jako najmłodszy zawodnik, który złamał 4 godziny na połówce?
JK: Bardzo podobnie jak z poprzednią życiówką 4:04 (śmiech), a tak na serio to jest to dla mnie znak, że jeszcze nie jest dla mnie za późno. Całe życie byłem przekonany, że jestem za słaby na bycie zawodowym sportowcem z prawdziwego zdarzenia. Wiem, że z moim pływaniem na igrzyska nie mam szans, ale w perspektywie 10 lat myślę, że będę naprawdę groźny na długich.
Grzegorz Banaś: Jak z Twojego punktu widzenia wyglądał ten wyścig i jego poszczególne części?
Jaś Kępiński: Udało mi się realizować plan, chociaż przyznam szczerze, że było bardzo ciężko. W dniach przed startem było naprawdę świetnie i czułem, że to będzie mój dzień, tak jednak nie było. Zaczynając od pływania, to nie jestem do końca zadowolony z czasu 27:33, co jest o tyle ciekawe, że rok temu w Turcji popłynąłem 31:49. W Bahrajnie oprócz małego błędu nawigacyjnego na początku to po prostu źle się rozgrzałem. Jestem zawodnikiem, który bardzo długo się rozgrzewa, tutaj miałem za mało czasu w wodzie i na pewno w 2026 muszę opracować porządną rozgrzewkę lądową. Straciłem grupę bardzo szybko i płynąłem swoim tempem, zostawiłem sporo siły na T1 które poszło mi bardzo sprawnie.
Na rowerze od początku czułem ogień, patrząc na licznik, cały czas musiałem się hamować, żeby nie przepalić. Przez pierwszą godzinę utrzymywałem średnią ponad 47km/h, ostatnie 20 km to odpuszczenie i oszczędzanie się no właśnie (ech…) na bieg. T2 szybko i bez problemu, pierwszy kilometr też zgodnie z założeniami i to by było na tyle. Gdzieś po 1200 m zaczęły mnie łapać delikatne skurcze w czwórkach. Co prawda nie musiałem się zatrzymywać i rozciągać, ale ciągle balansowałem na cienkiej linii: 2-3 na km szybciej i ryzykowałem, że całkowicie mnie postawi.
Stopniowo zwalniałem. Ból w nogach narastał, a wydolnościowo czułem się świetnie. Gdyby nie ten cały projekt łamania 4 godzin to nie wiem, czy ukończyłbym ten wyścig. Do mety dotarłem z łzami w oczach – dałem z siebie tyle ile mogłem.

GB: Połówka w Bahrajnie miała krótką listę startową, ale niezwykle mocną. Świetni zawodnicy krótkich dystansów, doskonali triathloniści ze średnich. Jak czułeś się w takim towarzystwie?
JK: Powiem szczerze, że to towarzystwo to element, który z tego wyjazdu zapamiętam najlepiej. Obracanie się w gronie swoich idoli i rozmowy z nimi jak równy z równym to coś dla mnie naprawdę wyjątkowego. Są to zawodnicy, do których aspiruje, a na tym wyjeździe mogłem się poczuć jednym z nich. Atmosfera podczas odprawy, wstawiania roweru do strefy to zdecydowanie mój ulubiony element tych zawodów.
GB: Mówiłeś nam, że to chcesz, aby to był wyścig, z którego jesteś najbardziej zadowolony w sezonie. Czy wszystko się w nim ułożyło, tak jak chciałeś?
JK: Tak jak już mówiłem wcześniej, zdecydowanie nie. Im więcej mam doświadczenia tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że idealny wyścig nie istnieje. Z Bahrajnu jestem natomiast najbardziej zadowolony z całego sezonu, bo wiem, że zrobiłem wszystko, co mogłem. Zarówno w przygotowaniu, jak i na starcie zagrałem wszystkimi kartami, które miałem na ręce. W 2026 sięgam po drugą talię.

GB: Wyzwanie 4 godzin to interesujący sposób na dodatkową motywację. Czy masz już w głowie kolejne projekty?
JK: Tak, ja zasadniczo bardzo lubię planować i mam naprawdę wiele różnych projektów na przyszłość. Ten start był dla mnie wymagającym pod kątem presji, jaką na siebie nałożyłem. W sporcie uwielbiam cyferki, analizy itp. Lecąc do Bahrajnu, miałem wszystko dokładnie policzone i wiedziałem, że nawet jak coś pójdzie nie tak to dam radę. Skłamałbym, mówiąc, że nie obciążyło mnie to psychicznie. Jeśli mam być w tym sporcie przez wiele lat to muszę się przede wszystkim dobrze bawić. 2026 chce zacząć nie od ścigania a od doświadczania, w przyszłym roku wracam na pełnego. Tylko tym razem zamierzam się przygotować i ukończyć.

GB: Piszesz, że to dopiero początek. Wiesz już, w jaki kierunku chcesz iść dalej?
JK: Tak, czuję, że jestem w takim miejscu na krzywej Dunninga-Krugera, że powoli zaczynam odbijać w górę. Gdzie się nie spojrzę, to widzę pole do poprawy i bardzo mnie to nakręca. Na pewno mam dalej niewyrównane rachunki z połówką, szczególnie jeśli chodzi o bieg. Złamanie 1:20 to ważny cel na 2026 i nie widzę lepszego miejsca na realizację tego niż nowa trasa w Gdańsku. Dalsze plany startowe ujawnię niebawem. Teraz korzystam z roztrenowania, nie robię prawie nic i bardzo mi z tym dobrze
GB: Dziękujemy za rozmowę

