„Doping sąsiadów, znajomych i rodziny dodał mi sił”. Kasia Rumińska o mistrzostwach Polski

Katarzyna Rumińska ponownie udowodniła, że potrafi walczyć do końca. Podczas mistrzostw Polski na długim dystansie poprawiła życiówkę o 18 minut i sięgnęła po brązowy medal. Jak wspomina swoją drogę do sukcesu?

Dla Katarzyny Rumińskiej start w mistrzostwach Polski Castle Triathlon Malbork jest wydarzeniem specjalnym. Nie tylko ze względu na rangę imprezy i dystans, lecz jej sportową historię. Zawodniczka pochodzi z Malborka, a pływania uczył ją Marcin Waniewski (organizator imprezy). W tegorocznej edycji zdobyła brązowy medal. O emocjach, przebiegu imprezy i dopingu rozmawialiśmy tuż po zawodach.

Akademia Triathlonu: W 2024 roku zdobyłaś tytuł wicemistrzyni Polski. W tym roku planowałaś rewanż. Jakie miałaś nastawienie do tego startu?

Katarzyna Rumińska: Chciałam walczyć o jak najwyższą pozycję. W planie miałam obronę wicemistrzostwa Polski. Wiedziałam jednak, że będzie bardzo mocna rywalizacja. Znacznie mocniejsza niż w zeszłym roku – na liście było więcej silnych zawodniczek. Zdawałam sobie sprawę z tego, że nie będzie łatwo. Drugim głównym celem było pobicie mojej życiówki z zeszłego roku, czyli niecałe 9:38.

Mogę powiedzieć, że życiówkę udało się poprawić i to bardzo, bo czas 9:20:53, to wynik, którego się nie spodziewałam. Chciałam zmieścić się w 9,5 godziny. Do tego brązowy medal mistrzostw Polski, który na ten moment też biorę w ciemno. Walczyłam bardzo o ten srebrny, ale trochę zabrakło – dokładnie 58 sekund na biegu. Jednak jestem z siebie dumna, bo walczyłem do końca.

fot. Michał Buczyński

AT: Wtedy po pierwszym starcie mówiłaś, że chcesz nauczyć się zdejmowania pianki. A już całkiem na poważnie, czy względem tamtego roku było coś, co chciałaś szczególnie poprawić?

KR: Wiedziałam, że będę mogła urwać trochę z biegu. W zeszłym roku pobiegłam 3 godziny 25 minut. Była bardzo gorąca pogoda. Miejscami szłam na trasie. Zatrzymywałam się. Wiedziałam, że to będzie do poprawy w tym roku. Na rowerze też mogłam trochę urwać. Na tych dwóch obszarach skupiałam się najbardziej. Pływanie? Raczej tak jak w zeszłym roku, na dopłynięcie. Na tym najmniej się skupiam w treningu.

AT: Zawody były w tym roku mocniej obsadzone. Działa to na Ciebie motywująco, czy raczej nakłada dodatkową presję?

KR: Szczerze mówiąc raczej dodatkowa presja, ale już w czasie wyścigu to bardzo mobilizujące.

AT: Mogłabyś opisać ten wyścig z Twojego punktu widzenia?

KR: Jak zwykle – epicki start. Bardzo szybko się wszystko rano dzieje. O 5 godzinie byłam już w strefie zmian, żeby dorzucić mój sprzęt do boksu. Pogoda dopisała. Nie było aż tak zimno, jak się spodziewałam. Temperatura wody też była całkiem w porządku. Zwłaszcza że jestem z Malborka i w Nogacie też zdarza mi się pływać.

Przepłynęliśmy cztery pętle. Na dwóch ostatnich było już trochę tłoczno. Byli już wszyscy zawodnicy i trzeba było omijać. To wpłynęło też na trochę wolniejszy czas pływania niż w zeszłym roku. Potem szybka zmiana i zdecydowałam się ubrać. Termika była dla mnie bardzo ważna, aby nie wychłodzić się, jak w zeszłym roku. Od początku mocny rower. Waty trzymane w założeniach. Myślę, że wszystkie pętle były równe, chociaż nie oglądałam jeszcze czasów.

Po pierwszej pętli miałam szybki pit stop na wymianę bidonów i zdjęcie bluzy. Po drugiej pętli wysunęłam się na 3. miejsce, które utrzymywałam do końca. Starałam się zmniejszać odległość do Sandry Kopiczko i Natalii Rypel, ale one mocno jechały. Jednocześnie starałam się uciekać Agnieszce Kropiewnickiej i Emilii Lipucie, które były z tyłu. Wiedziałam, że między nami dystans się powiększa. Zmiana na bieg była całkiem szybka. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Bieg… ufff. Wolę go na razie nie wspominać. Dałam z siebie 100% i cały czas tylko próbowałam gonić, gonić i gonić rywalki.

fot. Michał Buczyński

AT: To Twój drugi pełny w Malborku. Co sądzisz o organizacji? Myślisz, że ten dystans tutaj mógłby na stale zagościć w Twoim kalendarzu?

KR: Bardzo lubię tutaj startować. Mam mega sentyment do tej imprezy. Jestem z Malborka i bardzo dobrze znam organizatora Marcina Waniewskiego. W zasadzie od dzieciństwa – nauczył mnie pływać!

Uwielbiam tutaj startować, bo są moi bliscy, rodzina i znajomi. Wszyscy sąsiedzi. Niesamowite, że mogą mi wszyscy kibicować na trasie. Oprócz tego jest świetna organizacja. Przyjeżdża tutaj naprawdę dużo czołowych zawodników. Start przy zamku jest niepowtarzalny – takiego czegoś nie ma nigdzie na świecie. Bardzo podoba mi się, że organizatorzy co roku znajdują coś nowego, co mogą zaproponować zawodnikom. Teraz mamy nową strefę finiszera i strefę expo. To jest fenomenalne!

Czy ta impreza zagości u mnie w kalendarzu? Myślę, że tak, ale nie wiem, czy pełny. Co roku podejmuje decyzję, czy startować. W zeszłym roku po debiucie miałam już nie robić całego, ale skoro mi tak dobrze poszło, to spróbowałam jeszcze raz. Teraz poszło jeszcze lepiej! Nie wiem, co będzie dalej. Może połówka, może cały, może krótszy dystans. Co będzie, bo to niesamowite miejsce.

AT: Dziękujemy za rozmowę.

Ty oszczędzasz, my tworzymy!

Akademia Triathlonu działa bez stałych sponsorów – wspierasz nas, używając kodu „akademiatriathlonu”. To dzięki Tobie możemy popularyzować i rozwijać triathlon w Polsce oraz tworzyć kolejne angażujące treści!

Grzegorz Banaś
Grzegorz Banaś
Redaktor. Lubi Lionela Sandersa i nowinki technologiczne. Opisuje ciekawe triathlonowe historie, bo uważa, że triathlon jest wyjątkowo inspirującym sportem, który można uprawiać w każdym wieku. Fan dobrej kawy i książek Jamesa S.A. Corey'a.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
53,200SubskrybującySubskrybuj

Polecane