Pięć kilometrów w chłodnych prądach Oceanu Indyjskiego, boczny wiatr, który próbuje zdmuchnąć z roweru i 50 kilometrów biegu po szutrach. W takich warunkach w RPA wystartował Rafał Godzwon – wziął udział w jednym z bardziej wymagających wyścigów świata Knysna Extreme Triathlon. Teraz opowiada, co było największym wyzwaniem.
Knysna Extreme Triathlon to zawody, w których nie ma miejsca na przypadek. Każdy etap „wystawia zawodnika na próbę mentalną i fizyczną”. Rafał Godzwon doskonale zdawał sobie sprawę – nie było to pierwsze takie jego starcie. Jak poradził sobie z trudnymi warunkami Republiki Południowej Afryki?
Czym jest Knysna Extreme Triathlon?
„Triathlon w czystej, bezkompromisowej formie”. W taki sposób organizatorzy Knysna Extreme określają swoje zawody. Ostrzegają uczestników, że to nie są zawody, w których czeka ich spektakularna oprawa, gorący doping lub prowadzenie za rękę, lecz coś zupełnie innego. Wymagająca, długa trasa, która jest wyzwaniem logistycznym, mentalnym i fizycznym.
Zawody rozpoczynają się przed świtem, od 5 kilometrów pływania w Oceanie Indyjskim. Zawodnicy mierzą się ze zmiennymi prądami, które czasem pomagają złapać rytm, aby później całkowicie z niego wybić. Etap kolarski poprowadzony jest tak, aby pokazać zróżnicowanie Republiki Południowej Afryki. Zawodnicy jadą 175 kilometrów: od wybrzeża Garde Rout, przez wietrzne, górskie drogi aż do półpustynnych rejonów Klein Karoo. Trasa ma długie podjazdy i strome zjazdy, a największym problemem bywa mocny, boczny wiatr. Przewyższenie wynosi 2.800 metrów.

Zmierzyć się z kolejnym ekstremum
Czemu Rafał Godzwon zdecydował się na jeszcze jeden tak ekstremalny start? Zawodnik przyznaje, że szuka po prostu kolejnych trudnych wyzwań, które może realizować w różnych częściach świata.
Znamy go między innymi z rywalizacji na dystansie 10x Ironman. Startował również w Himalayan Xtri, który prowadzi krętymi drogami (jeśli można je tak w ogóle nazwać) Nepalu. Rywalizował już też w Afryce, chociaż po drugiej stronie. O jego starciu z Saharą pisaliśmy tutaj.
– Startowałem na wielu różnych dystansach począwszy od połowy dystansu IM a skończywszy na 10xIM w Brazylii. Od jakiegoś czasu bardzo zainteresowały mnie wyścigi w ekstremalnym triathlonie, w którym mam już na swoim koncie sportowym start w Himalayan Xtri i Saharaman. Knysna Extreme triathlon to jedne z kolejnych wymagających zawodów, z którymi chciałem się zmierzyć i ukończyć na jak najlepszej pozycji – wyjaśnia.
Dzisiaj nie będzie rekinów
Start w wyścigu ekstremalnym niesie za sobą szereg wyzwań, które zaczynają się już na poziomie logistyki. Rafał wyjaśnia, że martwił się o żonę, która supportowała go na trasie, wolno podążając za nim samochodem, który niekoniecznie nadaje się na podobne trasy.
– Przed tymi zawodami miałem bardzo duże obawy jak poradzi sobie moja żona. Jako moje jedyne wsparcie na trasie, jadąc cały czas za mną samochodem. Ruch w RPA jest lewostronny, a dodatkowo podjazdy stanowiły nie lada wyzwanie dla naszego dość leciwego auta.
A dzikie zwierzęta, o których wspominają organizatorzy? Pojawiały się, głównie przy postojach, gdzie zawodnik korzystał z chwili przerwy na dodanie sobie energii posiłkami i wodą. Nie było natomiast… rekinów podczas części pływackiej, o którą Godzwon również miał obawy.
– Ciekawostką jest to, że przed zawodami organizator poinformował nas, że nie widziano dziś rekinów. Rekina faktycznie nie spotkałem podczas pływania, ale widziałem olbrzymie płaszczki – wspomina.
A jak wspomina trasę, którą musiał pokonać? Zwraca uwagę przede wszystkim na zmienne warunki biegu, który dał mu bardzo mocno popalić.

Trasa piękna, ale bezlitosna
Rywalizacja podczas Knysna Extreme zaczyna się od 5 kilometrów pływania. Godzwon mówi, że pierwszy raz płynął w podobnych warunkach, gdzie musiał radzić sobie ze zmiennymi prądami. Mówi, że utrzymanie tempa „było dużym wyzwaniem” przy dość długim pływaniu.
Odcinek kolarski był trochę krótszy niż standardowy pełny dystans, ale wiatr dawał się zawodnikom we znaki. Rafał mówi, że nie sądził, że będzie aż tak mocny!
– Odcinek kolarski to dużo sztywnych podjazdów z kilkoma długimi i płaskimi odcinkami, gdzie ten boczny wiatr był najbardziej odczuwalny. Ciężko było utrzymać jazdę bez balansu od lewej strony do środka jezdni. Spodziewałem się, że będzie bardzo silny wiatr, ale nie aż taki.
Organizatorzy nie rzucali słów na wiatr. Trasa zawodów w RPA faktycznie jest zróżnicowana i można podczas wyścigu podziwiać zarówno surowe wybrzeże Oceanu Indyjskiego, wietrzne przełęcze, jak i niemal pustynne krajobrazy Małego Karoo. Godzwon mówi, że idąca za tym różnorodność warunków mocno dała o sobie znać podczas 50-kilometrowego biegu.
– Trasa biegowa bardzo malownicza z przepięknymi widokami górskimi. Wymagające długie podbiegi i zbiegi po drodze szutrowej z wystającymi gładkimi kamieniami. Cały etap biegowy w zmiennych warunkach atmosferycznych od upału po intensywne opady deszczu a im wyżej tym temperatura była niższa i stanowiło to nie lada wyzwanie. Co miało wpływ na wychłodzenie organizmu – opowiada.

„Moja żona jest częścią wyścigu”
Rafał wyjaśnia, że wiele pewności siebie dodawało mu dobre przygotowanie do startu. Ostatecznie zajął 2. miejsce wśród mężczyzn. Pokonał dystans w 15 godzin i 4 minuty. Sama pozycja nie jest tak ważna – każdy kto z sukcesem ukończy rywalizację, jest zwycięzcą.
Tutaj musimy koniecznie wspomnieć o tym, że Rafał, tworzy nierozłączny team ze swoją żoną, która wspiera go na wielu wyścigach. Powtarza, że miał obawy, bo musiała podążać za nim samochodem przez kilkanaście godzin po górskich trasach, co mogło stanowić problem przy jej lęku wysokości.

– Trzeba wypożyczyć sobie samochód, którym osoba wspierająca jedzie za zawodnikiem. Zabezpieczając posiłki, serwis i pomoc, jeśli jest taka potrzeba. Będąc cały czas w kontakcie z organizatorem. Cieszę się też z tego, że wspólnie możemy realizować każdy start i jest to nasza pasja to bardzo ważne. Wspólne zrozumienie, mimo że na trasie wielokrotnie mamy różne zdanie – chwali.
Właśnie z żoną Rafał wspólnie wybiera kolejne wyścigi. Zasada jest jedna: wyścig nie może się powtarzać. Każdy ma być nową przygodą z „nutą niewiadomej”. Knysna świetnie wpisywał się w tę definicję – trasa prowadziła od punktu A do punktu B, a malowniczy krajobraz był wielkim atutem.
Podsumowanie
Czy ściganie w RPA da się porównać do innego wyścigu? Rafał mówi, że niekoniecznie. Wszystkie są inne i mają pewne elementy zaskoczenia. Cały start zapamięta dobrze i dodaje, że dziękuje między innymi podróżnikowi Mariuszowi Zyngierowi za spotkania (przygotowały ich do pobytu w RPA), a za samo polecenie Knsynie Tomkowi Smoleniowi. Teraz Rafał sam może szczerze polecić start w RPA.
Oczywiście taki wyścig to spore wyzwanie również pod kątem kosztów. Realizacja tego wyzwania nie byłaby możliwa bez sponsorów i wsparcia Miasta oraz Gminy Połaniec, za które zawodnik jest bardzo wdzięczny. Kolejny projekt? Już wkrótce, bo w połowie lutego. Rafał wystartuje tym razem w Australian Xtri, pierwszym wyścigu prowadzonym przez Góry Śnieżne. Tym razem czekają go znacznie niższe temperatury i jeszcze więcej przewyższeń

